Wydawnictwo Nowy Świat

każda książka to nowy świat

 

Polowaneczko – fragment

 

„Polowaneczko”

Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.

* * *

Wiele osób postronnych nie wie, co tak naprawdę się dzieje na polowaniach, lub ma całkowicie mylne wyobrażenie. Wiele osób sympatyzuje z myśliwymi: „O, patrz, z polowania wracają, jak tam, udało się polowanko? O, jakie ładne pieski!”
I to do nich kierowana jest ta książeczka. Żeby wiedzieli, co się odbywa pod szyldem „darz bór, ognisko, piórko w kapelusiku, bigosik myśliwski, tradycja”.

* * *

Myślistwo uważane jest za coś marginalnego. I w pewnym sensie słusznie. Rzeczywiście, myśliwych jest niewielu. Ale efekty ich działalności już takie marginalne nie są. Pamiętam, jak pewien starszy myśliwy wspomniał mimochodem przy kolacji: „Strzeliłem w życiu coś koło pięćset saren…”. Przemnóżmy to przez sto tysięcy myśliwych zrzeszonych w Polskim Związku Łowieckim. Ile wyszło? 50 000 000. Słownie: pięćdziesiąt milionów saren.
Oczywiście nie każdy myśliwy w swoim życiu zabił aż pięćset. Ale przecież ta wypowiedź dotyczyła tylko saren! Jeżeli dodamy inne zwierzęta – dziki, zające, kuropatwy, jelenie, daniele, kaczki, gęsi – to ogólna liczba chyba nie jest zawyżona. Dziesiątki milionów zwierząt zabitych przez jedno tylko pokolenie myśliwych w jednym tylko kraju!

* * *

Ta książeczka jest dla normalnych ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z masowości tych mordów, i z tego, że za każdą z tych milionów śmierci kryje się strach, cierpienie i agonia stworzenia, którego system nerwowy niewiele się różni od ludzkiego… Za każdą śmiercią kryje się ból – bo nie ma zabójstw „czystych”, to nie bajeczka dla grzecznych dzieci gdzie myśliwy robi „pif, paf!”, a zając posłusznie robi „fajt” i już leży i nic nie czuje.

* * *

SZTAFAŻ

Nie wiem, czy zwrócili Państwo uwagę na charakterystyczne słowa w którymś z cytowanych tu podręczników: „w całym świecie kulturalnego łowiectwa”. Albo: „pretendował do miana sztuki”. To jeszcze jedna, dość subtelna, próba legitymizacji. Polega na podczepianiu się pod kulturę. O ile w dawnych czasach łowiectwo, jako zdobywanie pożywienia, rzeczywiście zasługiwało na otoczkę kulturową, o tyle teraz, gdy wyrodziło się w zabawę, hobby, kolekcjonerstwo – z całą pewnością na taki sztafaż nie zasługuje.
Odkąd wiemy, że zwierzęta to istoty nie różniące się zasadniczo od nas, poza tym, że miały trochę mniej szczęścia w procesie ewolucji, powinniśmy całkowicie zrewidować nasz stosunek do nich. Badania inteligencji i wrażliwości zwierząt, a nawet zwykła obserwacja zwierząt domowych, rzucają zupełnie inne światło na ich rzekomą bezduszność. Wielu ludzi jest bardziej pozbawionymi duszy. Co gorsza, nie zdają sobie z tego sprawy, a więc nie mają świadomości – jeszcze jednej cechy mającej oddzielać świat zwierzęcy od ludzkiego. Myśliwy nie ma świadomości, że to, co robi zwierzęciu, jest straszne. Gdyby mu powiedzieć, że jest zwyrodnialcem, szczerze by się zdziwił. Przeglądając prasę branżową, wśród reklam nowych przywabiaczy, rozpryskowych kul najnowszej generacji, fachowych porad jak zdzierać skórę i listów dziękczynnych do redakcji, znalazłem takie oto wspomnienie po zmarłym myśliwym:

Był niezapomnianym leśnikiem, nauczycielem, myśliwym. Ale przede wszystkim był dobrym człowiekiem.

Jak dalece zwierzęta są tylko zabawkami, widać już choćby po charakterystycznej, zaskakującej na pierwszy rzut oka składni w podręcznikach. Jeśli się w nie wczytamy, uderzą nas dziwne, niezrozumiałe
z pozoru sformułowania. Oto fragment z Wyceny trofeów łowieckich Ignacego Stachowiaka. Rozdział pt. „Trofea zwierząt chronionych”:

(…) kozica, niedźwiedź i żbik są w wielu krajach Europy zwierzętami łownymi. Godzi się więc, choćby tylko w najogólniejszych zarysach, poznać zasady wyceny trofeów również tych zwierząt, chociaż ich stan w Polsce oraz warunki bytowania i rozwoju nie rokują im powrotu na listę zwierząt łownych.

Ten niesłychany zwrot, który brzmi prawie jak „nie rokują im powrotu do zdrowia”, najdobitniej świadczy o postawie autora. W jego pojęciu zwierzęta to nie tylko zabawki, więcej: to zabawki, które cieszą się z tego, że sprawią myśliwemu satysfakcję swoją śmiercią! Stąd ta charakterystyczna składnia: „nie rokują im powrotu na listę zwierząt łownych” (w domyśle: niech żałują!) albo, jak czytamy dalej: „łosie przeżywają rozwój popularności” (brzmi prawie, jakby robiły karierę). A najszczęśliwsze z nich… „wkraczają w sfery medalowe” (!).
Na koniec jeszcze bardziej niesamowity fragment podręcznika. Oto autor opisuje emocje związane z polowaniem na głuszce:

Dla myśliwego trofeum to zdobycz, pozyskana w atmosferze napięcia, przypływu emocji i przeżyć. To właśnie głuszec, wyniesiony na żerdzi z tokowiska, którego przedtem trzeba było w podnieceniu doskoczyć, uraczyć się jego pasjonującą pieśnią, z opanowaniem strącić go z gałęzi (strącić, czyli zastrzelić), podjąć i z tryumfem na żerdzi zawiesić. To również cietrzew, podjęty (czyli zastrzelony) po wyjęciu z budki, gdzie w podniecającym napięciu wysłuchało się jego gulgotów, urozmaiconych czuszykaniem i przerwanych uroczystym szabasem. Po tych myśliwskich przeżyciach trofeum staje się już przedmiotem żywo przypominającym przeżytą przygodę, a także przyczynkiem do chwalby wobec kolegów i przyjaciół.

Zabójca przed dokonaniem mordu upaja się pięknem ofiary i dźwiękiem jej głosu. Poetyka jak z filmu „Milczenie owiec”. Psychiatra miałby tu niejedno do powiedzenia. Nie potrzeba zresztą psychiatry, żeby stwierdzić, że coś tu jest nie tak, i to nie tylko z myśliwymi, lecz z całą społecznością, która toleruje ten zbrodniczy „sport”. Litujemy się, i słusznie, nad końmi wiezionymi do rzeźni, nad porzuconymi psami, nad kotami torturowanymi przez wiejskie dzieci. Sądy zaczynają wymierzać, na razie symboliczne, kary dla zwyrodnialców. A tymczasem całkiem legalnie setki tysięcy myśliwych torturuje miliony zwierząt, odrywa im łapy, wydmuchuje płuca, rozpruwa kiszki, wystrzeliwuje wątroby, robi miazgę z kości, szatkuje mięśnie – i nic! Darz bór.

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik
 

19 Komentarzy do “Polowaneczko – fragment”

  1. JAN KOŁODZIEJEWSKI
     

    OJCIEC, CÓŚ SIĘ WAŚCI POPAJTAŁO, 50.000.000 SAREN (SŁOWNIE PIĘĆDZIESIĄT MILIONÓW SAREN) ? NA CAŁYM ŚWIECIE TYLE NIE MA!!!!! I WSZYSTKO INNE WIEŚCI ZAWARTEJ W TEJ WYPOCINIE SĄ WARTE OWE 50.000.000 (SŁOWNIE PIĘĆDZIESIĄT MILIONÓW).
    DARZ BÓR.
    A WIDZIAŁEŚ WAŚĆ ZARZYNANIE BYDŁA W RZEŹNI? TU MOŻE JEST 50..MILIARDÓW ROCZNIE I CO.. I NIC.. A SZYNECZKĘ NA ŚNIADANKO SIĘ JADŁO?? CZY MARCHEWKĘ?

  2.  

    Autor ma tylko jedno na myśli – jak oszołomić 40 milionów polaków aby nabyli jego „książeczkę” – człowiek ów jest zboczonym grafomanem piszącym pornola o łowiectwie. Tak jak mój przedmówca stwierdził – aby oceniać te pisarskie wypociny , proponuje pierwej się zapoznać z podstawowymi danymi statycznymi o odłowie zwierzyny. A drugie dane statystyczne to straty jaki są robione przez owoą nieszczęśliwą zwierzynę. Mam propozycję – niech ten tragiczny pisarzyna przeznaczy 100% zarobionych pieniędzy z pisaniny na ochrone lasów i zwierzyny a ja jeszcze jutro odwieszam bocka na kołek :) – podpowiadam – on nie przeznaczy ….

  3.  

    Panie Janie Kołodziejski, na całym świecie nie ma 50000000 saren bo zostały zastrzelone.
    A pisanie caps lockiem nie jest eleganckie tak samo jak strzelanie do zwierząt dla zabawy.

  4.  

    W dniu 17 marca ok.godz.23 na falach Radia Euro usłyszałem wiele niegrzecznych i wręcz obraźliwych sformułowań w wykonaniu Pana Tomasza Matkowskiego- autora książki Polowanko.
    W rozmowie z redaktorem radia, również Tomaszem, Pan Matkowski z sadystyczną wręcz radością ( takie odniosłem wrażenie ) przyrównywał rzesze myśliwych do hitlerowskich zbrodniarzy, do SS-manów. Po mojej interwencji, redakcja Radia Euro przeprosiła mnie za narażenie mnie na słuchanie tych skandalicznych wypowiedzi , za co dziękuję. Zapewniła, chociaż o to nie prosiłem, że tej osoby do radia więcej już nie zaproszą, za to też dziękuję . Poważnie się zastanawiam nad skierowaniem sprawy do sądu przeciwko p. Tadeuszowi Matkowskiemu- niech tam spróbuje obrażać innych ludzi. Wszyscy mamy prawo do swoich poglądów, możemy wybaczyć więc innym jednostronne i nieobiektywne przedstawianie rożnych zagadnień, jednak głębokiej niegrzeczności i tak nieuprawnionych porównań tolerować nam nie wolno.
    Autor powyższych słów (lekarz medycyny) jest od 36 lat członkiem Polskiego Związku Łowieckiego, niestety od blisko osiemnastu lat niepolującym myśliwym z powodu rozlicznych obowiązków zawodowych i co się z tym wiąże kompletnym brakiem czasu.
    P.S. Od czasu Zimy Stulecia kiedy na terenie Europie wyginęły ogromne ilości zwierząt (na terenie Polski zwierzyna drobna ,taka jak kuropatwa czy bażant, prawie przestała istnieć ) myśliwi rozpoczęli mozolną pracę nad odnowieniem populacji wielu gatunków zwierząt. Dokarmianie zwierzyny zimą już od bardzo wielu lat jest standardem. Nieustępliwa walka z kłusownictwem, corocznie myśliwi zdejmują tysiące wnyków i innych pułapek zakładanych na przeróżną zwierzynę.Ponadto i co bardzo ważne rośnie lawinowo w całej Europie, a również w Polsce, ilość ferm gdzie prowadzona jest hodowla olbrzymich ilości kuropatw, bażantów czy zajęcy, które wypuszczamy później do lasów i na pola w całej Polsce. Ale to tylko mała cześć naszych działań, które mają na celu chronić piękne polskie lasy i naszą zwierzynę przed postępującymi zmianami cywilizacyjnymi. Wszystkich zainteresowanych tematem ,, łowiectwo a ochrona przyrody ” chciałbym odesłać do miesięcznika Łowiec Polski.

  5.  

    Wielce Szanowny Pani Dr!
    Naprawdę nie widzi Pan paraleli między zbrodniarzami hitlerowskimi a myśliwymi? A w ogóle miał Pan w ręku „Polowaneczko”? Wątpię. Proponuję nadrobić braki i zajrzeć na str. 86 nn. tej cennej pozycji. Tam p. Tomasz (a nie: Tadeusz) rzeczowo i przekonująco wyjaśnia (w punktach, żeby niektórym było łatwiej…) na czym polegają zbieżności.
    Druga część wypowiedzi szanownego dr jest śmieszna. Odnawiają, dokarmiają… Ecie, pecie. Po co to robią? Z miłości do zwierząt? Guzik prawda! Robią to po to, że mieć więcej żywych tarcz do strzelania (o tym również w „Polowaneczku”).
    Może by tak Szanowny Dr najpierw zapoznał się z książką, a potem straszył sądem? Mniej się wtedy ośmieszy.
    Cóż… Pan TM ma rację – większość myśliwych ma mentalność przedszkolaka.
    Pozdrawiam,
    Agnieszka (tytułów nie wymieniem, bo jeden tytułoman to i tak za wiele)

    PS
    Tego, że redakcja Radia Euro Szanownego Dra przeprosiła i coś tam jeszcze naobiecywała nawet nie komentuję. Bo jeśli nawet rzeczywiście to zrobili, to wyłącznie po to, żeby się pozbyć rozjuszonego pieniacza.

  6.  

    Pani Agnieszko.
    Myślę ze bardzo niewiele Pani wie o wojnie i o hitlerowcach, jeżeli takie porównani uważna Pani za uprawnione. Czy obrażanie w programie radiowym innych ludzi tak jak to zrobił Pan Tomasz Matkowski kwalifikuje się do oceny sądu ? To naprawdę trudne pytanie i mimo ze nie jestem prawnikiem myślę, ze w tym przypadku granice zostały przekroczone. A co do tych ,, ecie-pecie” i ,,Guzik Prawda !” może kiedyś w jakiś zimowy, mroźny wieczór siedząc w głębokim fotelu z filiżanką ciepłej herbaty w ręku, pomyśli Pani o tej rzeszy bezimiennych myśliwych roznoszących karmę dla przemarzniętej i głodnej zwierzyny. I proszę Panią jak również inne osoby czytające nasze słowa, aby znaleźli chwile czasu na przeczytanie choćby kilka pozycji o gospodarce łowieckiej, o ochronie przyrody, o hodowli zwierząt (miesięcznik Łowiec Polski czy tez Brać Łowiecka ). Żegnając się, ponieważ więcej z mojej strony komentarzy już nie będzie, życzę Pani wszystkiego dobrego.
    A tytuł wycofałem i mimo ze forma tej uwagi nie była mila, to dziękuje.

  7.  

    [...] dyskusja na naszej stronie dotycząca książki „Polowaneczko”. Jeden wątek ciągnie się przy fragmencie książki, drugi przy jej opisie. To dobre słowo: „rozgorzała”, bo temperatura wpisów jest bardzo [...]

  8.  

    P. Andrzej z wypowiedzi p. Agnieszki wyciągnął jedną naukę: podawanie własnych tytułów w miejscach publicznych ośmiesza. Dobre i to.
    Szkoda tylko, że nie zrozumiał tego, co najważniejsze, tego, co dotyczy polowań… Nie będę się powtarzał, może niech p. dr Andrzej jeszcze raz przeczyta jej wypowiedź, zanim się obrazi i ucieknie? No i rzeczywiście warto czasem zajrzeć do książki, zanim się zacznie o niej dyskutować.

  9.  

    Właśnie tego brakowało w dotychczasowych postach myśliwych – odrobiny spokoju, kultury słownej i rzeczowych ARGUMENTÓW przemawiających na rzecz myślistwa. Chociaż tych ostatnich w postach Pana Andrzeja jednak brakło.
    Chciałabym usłyszeć, czemu myśliwi, chociaż troszczą się o zwierzynę, jednak do niej z radością strzelają…

  10.  

    Panie Krystianie, dziękuję.
    Pani Sylwio, podobne pytanie zadałam kilka dni temu w dyskusji pod opisem do książki, ale póki co nikt na nie odpowiedzieć się nie odważył. Ciekawe, dlaczego…
    Panie Andrzeju, znów Pan wraca do tego obłudnego dokarmiania??? Dlaczego myśliwi nie potrafią (nie chcą?) zrozumieć, że to wyjątkowo perfidny proceder?
    Pamięta Pan bajkę o Jasiu i Małgosi? Owa Baba Jaga w domku z piernika też dokarmiała Jasia. Pewnie powie Pan: urocza staruszka? Nie całkiem… Wszyscy przecież wiedzą, że dokarmiała chłopca, żeby go potem pożreć. Nie za niewinność została ukarana.
    Niestety, myśliwi nawet w porównaniu z Babą Jagą wypadają fatalnie. Ona tuczyła Jasia, żeby zjeść któregoś dnia tłustą kolację. Oni dokarmiają zwierzęta, żeby mieć co mordować.
    I jeszcze coś. Skąd myśliwi mają pieniądze na dokarmianie? Twierdzą, że to ich prywatne pieniądze. No jasne. Tylko te niby prywatne pieniądze zdobyli, mordując, a potem sprzedając trupy.
    O myśliwych, panie Andrzeju, myślę nie tylko przy kubku gorącej herbaty i nie tylko w zimowe wieczory. Myślę o tych biedakach, przemarzniętych do szpiku kości, poświęcających życie rodzinne, żeby tylko dostarczyć głęboko w las porcję jedzenia dla swoich ofiar. Myślę o nich, niestety. Niestety, bo, w odróżnieniu od Pana, nie mam klapek na oczach… Wiem, co z tych pełnych poświęcenia spacerów po lesie wyniknie. I to myślenie boli. Bardzo.
    Dziękuję Panu za życzenia i (jeśli tylko są szczere?) – nawzajem!
    PS
    Gdyby Pan zajrzał do książki (wystarczyło otworzyć ją na wskazanej przeze mnie stronie, bez konieczności mozolnego czytania całości), zrozumiałby Pan, dlaczego to, tak Pana oburzające, porównanie uważam za słuszne. Nie będę się tu bawić w udowadnianie tego, co już zostało udowodnione.

  11.  

    Nie rozumiem jak można ocalając zwierzynę, później do niej strzelać? Jak można naciskać chodzić po lesie zostawiając jedzenie, a później naciskać spust? Kocham, szanuję, więc zabijam. Zabijam, bo lubię, a poza tym tak nakazuje tradycja. To perwersyjne wytłumaczenie jak z dowcipu o pedofilu: to ten, który najbardziej kocha dzieci.

  12.  

    exactly

  13.  

    autor tej książki w jakis dziwny sposób pominął fakt że czerpał kozysci materialne z”polowaneczek” i niejedno krotnie zajadał dziczyznę.szkoda że pomyślał o zwierrrrzątkach wtedy kiedy mu się kasiorka skończyła i trzeba było coś nabazgrac aby uzupełnić sakiew.jest pan beznadziejny i podrzędny pisazyna,nie chciałbym pana nazwać bo szkoda strzępić jezyka.wiadomo najlepiej wydaje sie cos co może przerazać.kto pana sponsorował panie załosny.

  14.  

    Panie Dr i przeciwnicy Polowaneczka.
    Demokracja polega na tym, że można pisać i publikować co się chce. Rozumiem, że marzy wam się powrót cenzury, ale… czy wtedy moglibyście zamieszczać tu swoje wpisy w sposób anonimowy? Raczej wątpię.
    Ma prawo wam się Polowaneczko nie podobać. Tak, jak jego autorowi ma prawo nie podobać się myślistwo. A że jeździł z myśliwymi jako tłumacz? To właśnie dzięki temu wie, o czym pisze. I wie, że to mu się nie podoba. I wie dlaczego mu się to nie podoba.
    Istnieje w tym kraju wreszcie wolność słowa. Tyczy obu stron polemiki. Waszym nieszczęsciem jest to, że to wasze słowa i słowa innych myśliwych stały sie bronią TM wymierzoną w wasze piersi. Oj to musi boleć.

  15.  

    WITAM !!!

    można przeczytać wyznania ZŁAMANEGO MYŚLIWEGO ( zobaczyć jak wygląda – gość się nie kryje ) i porównać – „Polowaneczko” to mały pikuś

    http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2193,article,3525

    POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY !!!

  16.  

    WITAM !!!

    Tutaj jeszcze lepsi ” myśliwi jajcarze” :
    http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=ed200944&nr=57

    cytat:
    – Ma Pani nabożeństwo do św. Huberta?
    – Zawsze modlę się do św. Huberta. Kiedyś siedzieliśmy z mężem w nocy na odległych od siebie o kilkaset metrów ambonach w lesie, przy pięknym świetle księżyca. Usłyszałam strzał. Mąż ustrzelił dzika, ale gdy podszedł do niego, ten zaczął go szarżować i wtedy go dobił. Wróciliśmy na ambony i nic już się nie działo. Następnego dnia zamieniliśmy się miejscami. W pewnym momencie wyszło 16 dzików, ale szły w innym kierunku. Więc modlę się: „Św. Hubercie, proszę, żeby chociaż jeden przyszedł bliżej…”. Nagle jeden dzik się odłącza i idzie, ale w kierunku męża. Modlę się więc dalej: „Św. Hubercie, nie dosyć, że mąż strzelił wczoraj, to dzisiaj dzik idzie do niego? Proszę…”. Dzik stanął na polu i stoi. Wreszcie obraca się i idzie do mnie. Dzieliło mnie od niego równe sto metrów. Padł bez ruchu po jednym moim strzale.

    POZDRAWIAM Z ZIELONEJ GÓRY !!!

  17.  

    [...] Dokładnie te same argumenty dotyczą łowiectwa. Tyle, że sprzęt łowiecki jest groźniejszy dla otoczenia, droższy i przez to na szczęście ta rozrywka jest mniej popularna w Polsce. Fragmenty książki i argumenty dlaczego łowiectwo to też wyrafinowana forma sadyzmu – znajdują się pod tym linkiem  http://www.nowy-swiat.pl/ns/?p=343 [...]

  18.  

    [...] Tomasz Matkowski – fragment: Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych [...]

  19.  

    Ja rozumiem że można mieć wiele przeciw łowiectwu,myśliwym i polowaniom wogóle jako takim,zwłaszcza jeżeli się stoi na wyższym poziomie cywilizacyjnym.W niczym nie zmienia to faktu że autor Polowaneczka,tak jak ktoś kiedyś napisał,uprawia porno pisarskie.A ta książka to stoi niżej nawet od tanich bawarskich produkcji tego rodzaju.Nie rozumiem jak gościowi nie jest wstyd coś takiego publikować bo jedynie sobie wystawia tym opinię-niedouczony w temacie a się popisuje,bez polotu literackiego a tworzy, i głęboko wierzy w to że ktoś w te brednie poza zielonymi oszołomami uwierzy bo udaje pozory troski o zwierzęta.No ale dzisiaj wszystko jest na sprzedaż,nawet ekologia i tzw.dobro przyrody.

Skomentuj