Wydawnictwo Nowy Świat

każda książka to nowy świat

 

Polowaneczko – Tomasz Matkowski

 
Luty 2009
ISBN: 978-83-7386-324-8
Liczba stron: 128
Wymiary: 145 x 205 mm

Od Autora: Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.

Czytaj fragment

Zobacz recenzje w mediach

Zapraszamy do zakupu w księgarni Poczytajka.pl:

Podziel się:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik
 

750 Komentarzy do “Polowaneczko – Tomasz Matkowski”

  1. Joanna Tabortowska
     

    Bardzo dawno nie spotkałam się z podobnym stekiem bzdur i tak powierzchownym, płytkim potraktowaniem tematu. Pan Matkowski nie dość, że wypowiada się o materii sobie absolutnie nieznanej to czyni to z mocno mizernym efektem literackim. Proponowałabym autorowi „Polowaneczka” najpierw jakieś wprawki, kilka wypracowań, poczytać też troche nie zawadzi, a może kiedyś uda sie napisać coś „czytelnego”. Nie ma autor pojęcia ani o myślistwie, ani o zwierzętach, ani o pisarstwie – idźże Pan, panie Matkowski do ZOO, niedźwiedzie dokarmiać, równie to będzie rozsądne jak zajmowanie sie tematem dla Pana niedostępnym może ze względu ma Pański mizerny poziom intelektualny.

  2. Jerzy Tabortowski
     

    Jedyne pytanie jakie przychodzi mi do głowy po przeczytaniu „Polowaneczka” jest takie: skoro podczas 20 lat uczestniczenia w polowaniach autor przeżywał taką traumę, której wyraz dał w owym dziele, to czemu robił to tak długo?? Odpowiedź jest banalna. Bo przez 20 lat jako tłumacz dostawał od biura organizującego „polowaneczka” kasę, dostawał ją również jako „tipy” od myśliwych dewizowych. „Polowaneczko” to wyjątkowy pokaz cynizmu i obłudy Tomasza Matkowskiego. Jerzy Tabortowski, 25 lat stażu w KŁ „Las” w Siedlcach.

  3. Grzegorz Lindenberg
     

    A ja dawno się nie spotkałem z tak bezsensownym wpisem na forum. P. Tabortowska nie dość, że wypowiada się o stylu literackim, o czym nie ma zielonego pojęcia, to jeszcze zarzuca autorowi, że nie zna się na tym, o czym pisze. . Ciekawe, na czym zna się pani Tabortowska? Ciekawe też, że niejaki pan Tabortowski (pewnie przypadkowa zbieżność nazwisk) zarzuca autorowi, że się zna, bo był tłumaczem na polowaniach dla kasy

  4.  

    Cóż… agresja, jaka wyziera z tych dwóch postów, zwłaszcza z listu p. Joanny, to ta sama siła, która gna myśliwych do lasu. I która powoduje, że zabijają – zabijają wyłącznie dla własnej przyjemności. Straszne, że tacy ludzie wciąż mogą bezkarnie uprawiać swój niecny proceder.
    Poza tym mam wrażenie, że p. JT książki w ogóle nie czytała. Bo gdyby ją przeczytała, nie miałaby powodów, by napisać na przykład, że „autor nie ma pojęcia ani o myślistwie, ani o zwierzętach”. (A tak na marginesie: pisząc o nieznajmości zwierząt, chce Pani powiedzieć, że one uwielbiają być mordowane, a naiwny autor nie ma o tym pojęcia…?)
    JT nie ma też pojęcia o literaturze… Wystarczy wrzucić nazwisko autora do dowolnej przeglądarki internetowej, żeby się dowiedzieć, że on owe „wprawki” (świetne zresztą!) ma już za sobą.
    Moim zdaniem ten post to stek niczym nieuzasadnionych zarzutów, obraźliwych frazesów, nerwowych pokrzykiwań. Coż, tak bywa, gdy komuś rządza krwi odbiera zdrowy rozsądek…
    A książka poruszająca, potrzebna i niezwykle odważna, bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie głośno poruszył ten temat. Brawo!

  5.  

    Polowaneczko jest książką, która nie pozostawia nikogo obojętnym. Niestety negatywne, pełne złośliwości, komentarze przeciwników Tomasza Matkowskiego są zazwyczaj personalnymi wycieczkami, obraźliwymi argumentami ad personam. Ten poziom dyskusji nie licuje w wagą problemu, który podejmuje Polowaneczko: nie wolno zabijać dla rozrywki. Nikt nas nie zmusza do zabijania. Widać najwyraźniej Taborowscy nie czytali książki, bo wszystkie ich argumenty zbija rzeczowy i spokojny wywód autora. Polecam lekturę, która może pozbawić Państwa klapek na oczach.

  6. Jerzy Tabortowski
     

    Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Jesteśmy małżeństwem. Oboje czytaliśmy dzieło. Po raz kolejny podkreślam, pan Matkowski 20 lat brał pieniądze za to że UCZESTNICZYŁ w tej jak to raczył określić „rzezi”. Nie ma najmniejszego znaczenia że nie była to fortuna, ot wynagrodzenie za pracę. Tylko skoro były to krwawe pieniądze to czemu tak późno nastąpiły „wyrzuty” ?? Dość symptomatyczna postawa. Co do personalnych wycieczek, jak raczył to ująć p. Marcin. Naturalnie, p. Matkowski nie uczynił żadnej, pisał bowiem o CAŁYM ŚRODOWISKU, co uniemożliwiło personalizację zarzutów. Ja komentuję jego twórczość i siłą rzeczy odnoszę się do autora, który postawił MOJEMU ŚRODOWISKU ciężkie zarzuty. Chciałbym zaproponować przeciwnikom polowań wyrwanie z Pana Tadeusza całej księgi IV, wszak barbarzyńca Mickiewicz opisuje w niej wyczyny jeszcze większych barbarzyńców na barbarzyńskich, staropolskich łowach. Będzie to znakomitym dopełnieniem niebarbarzyńskiego relatywizmu niebarbarzyńskich przeciwników barbarzyńskich łowów.
    Szanowna Pani Agnieszko, moja żona jest literaturoznawcą z zawodu, nie pracuje wprawdzie w Gazecie Wyborczej, co czyni ją mniej wiarygodną, nie mniej jednak jest. Specyfiką tego zawodu, na co pozwolę sobie zwrócić Pani uwagę, nie jest czerpanie wiedzy o literaturze z przeglądarek internetowych, tylko z żywego, czytanego tekstu. Proponuję jednocześnie spojrzeć do słownika ORTOGRAFICZNEGO i nieco ograniczyć swoje ŻĄDZE poprawiania i postponowania innych. I ostatnia sprawa, całkowicie osobista. Szanowny Panie Marcinie, jest Pan anonimowym „Marcinem”, my podaliśmy swoje nazwiska, ja podałem nawet nazwę barbarzyńskiego związku zabójców naszych braci mniejszych, nie stać Pana na poprawne napisanie naszego nazwiska, czy drgawki których Pan dostaje na myśl o takich barbarzyńcach uniemożliwiają Panu poprawną pisownię ?? Z życzeniami smacznego obiadu na bazie warzyw,
    Jerzy Tabortowski, mysliwy z Koła Łowieckiego „Las” w Siedlcach.

  7.  

    http://wyborcza.pl:80/1,91446,6393478,Matkowski__polowania_to_okrucienstwo.html

    Za całą polemikę wystarczy sama książka „Polowaneczko”. Zajadłym Państwu Polującym w przerwie lektury „Pana Tadeusza”, polecam książkę byłego myśliwego, Zenona Kruczyńskiego, „Farba znaczy krew”.

  8.  

    Panie Jerzy, czy Pana Żona jest literaturoznawcą, czy też nie, nie ma żadnego związku z etyką (podobnie jak cała reszta Pana wywodu, nie będę się więc do niego ustosunkowywać). A o niej tu mowa.

    Mam do Pana prośbę. Czy mógłby Pan odpowiedzieć nam (używam liczby mnogiej, bo może inne osoby, biorące udział w dyskusji, też będą tym zainteresowane) na proste pytanie:
    PO CO PAN POLUJE?
    Tylko tyle.
    Agnieszka

    PS
    Co do ŻĄDZ – uwaga oczywiście słuszna (choć znów – nie merytoryczna). Przyznaję się do błędu, zapamiętam.

  9.  

    Myśliwi powinni na siebie samych polować niech zobaczą czy to takie fajne, przyjemne i pożyteczne.

  10.  

    Chyba komuś udało się zadać pytanie, na które p. Jerzy boi się odpowiedzieć, BINGO!

  11. Jerzy Tabortowski
     

    „PO CO PAN POLUJE?”

    Szanowna Pani Agnieszko
    Po co poluję ?? Po pierwsze, lubię. Po drugie, mimo dość jasnego, przedstawionego w dziele punktu widzenia, zabijanie zwierząt, nie tylko w moim, a raczej w większości przypadków jakie znam nie jest bezrefleksyjne. Wyszydzona przez autora „etyka” odgrywa znakomitą rolę w odczuwaniu zadawania śmierci zwierzęciu. Jak w każdej grupie ludzi trafiają się pozbawieni uczuć cynicy, my, w swoim środowisku mówimy na nich mięsiarze. Z racji tego ze mieszkam daleko od łowiska w polowaniach uczestniczę niezbyt często, nie mam więc przytępionej przez masowe zabijanie wrażliwości na śmierć i nie jest dla mnie rzeczą łatwą nacisnąć spust. Powiem więcej, jest to ogromnie trudna decyzja, czego p. Matkowski nigdy nie doświadczył, ponieważ jego pozycja na polowaniu była pozycją kibica, za co, po raz kolejny podkreślam dostawał wynagrodzenie. Poluje również z tego powodu że taka jest tradycja w mojej rodzinie. Pisze Pani o etyce. Cóż, specyficzna jest etyka p. Matkowskiego, skoro poważył się na użycie paraleli, porównując zabijanie zwierząt z eksterminacją ludzi w obozach koncentracyjnych. I jak sądzę nie widzi Pani w tym nic złego. Poluję jeszcze z jednego powodu, który również został wyszydzony w książce. O godzinie 21:30, na ambonie na zrębie, kiedy na szpicami świerków pokazuje się księżyc, jest cicho, bo ptaki poszły spać, nie słychać samochodów, świat wydaje się szlachetniejszy od tego na codzień. I ostatnią rzeczą której się chce w takim momencie jest zabijanie. A takiego paradoksu nie zrozumie p. Matkowski nigdy. Mogę pisać znacznie więcej o powodach dla których poluję, starałem się ująć najważniejsze.
    P.S. Świnia czekająca w boksie na śmierć w rzeźni jest przerażona, za chwilę zostanie porażona prądem i całkowicie na zimno oparzona, opalona, poćwiartowana. Widziałem proces technologiczny uboju zwierząt. A potem i tak mięsożerni ludzie nie zastanawiają się jedząc steak jakie cierpienia przeszło zwierzę którego kawałek właśnie połknęli.

  12.  

    Panie Jerzy, zdemaskował Pan siebie jako człowieka w pierwszych słowach tej odpowiedzi. Morduję bo lubię!!!
    Cóż.. Takiej odpowiedzi się spodziewałam… Zastanawiałam się tylko, czy nie będzie Pan próbował tej pradwy ukrywać.
    Cała reszta Pana wypowiedzi to stek sprzeczności… Nie chce mi się zabijać, bo księżyc świeci? Romantyk z Pana! To może by tak z aparatem forograficznym zamiast z giwerą po lasach ganiać? Tradycja rodzinna? Czyli syn złodzieja przed sądem też się może powołowywać na tradycję, tak? Niezłe! Z kolei Pana tekst o rzeźniach to usparwiedliwianie typu: a Kazik też napluł na podłogę, więc moje plucie się nie liczy!
    Przedszkole, przedszkole… I właściwie byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie jeden drobiazg: bezkarne morderstwa. Włos się jeży na głowie!

  13. Joanna Tabortowska
     

    Poluję bo lubię, napisał p. Jerzy…
    Polowanie jest legalne, złodziejstwo nie…
    Nikt Państwu nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo, a nie ma to nic wspólnego z poziomem literackim książki ani też z tym, że autor w większości pisze nieprawdę. Nie wspomina o tym jak dobrze bawił się na suto zakrapianych polowaniach dewizowych i swoim w tych polowaniach udziale, może zapomniał, ze nie był tam sam, a środowisko łowieckie nie jest znowu takie duże i hermetyczne.
    Wpisując się w Pani tok rozumowania, pani Agnieszko – kupując mięso w sklepie zleca Pani morderstwo – to też zbrodnia. Myśliwi polują bo lubią, bo zmierzenie się ze zwierzyną, lasem i swoimi umiejętnościami jest ich pasją i dostarcza im radości. Nie widzę powodu dlaczego mieliby się z tego tłumaczyć, czy usprawiedliwiać. Dopóki jest to legalne i dopóki przestrzegają zasad – dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo zdanie obcej, nie mającej śmiałości się podpisać osoby jest nam najzupełniej obojętne :) To by było chyba wszystko – mierna książka wywołała niepotrzebną nikomu burzę, nie zapraszamy Pani na obiad i nie mierzymy do pani kota. „Nasza chata skraja”…
    Pozdrawiam
    Joanna Tabortowska

  14.  

    Zgadzam się z Panią Agnieszką.
    Wypowiedź Pana Jerzego jest mętna i… nieracjonalna. Rzeczowych argumentów brak.
    Niehumanitarny ubój jest wielkim moralnym problemem, ale nie o tym mamy tu rozmawiać! Proszę się nie uniewinniać, wskazując na inne okropieństwa. „My tylko kopiemy, oni zabijają” nie jest dobrą linią obrony…

  15. Joanna Tabortowska
     

    Nikt tu się nie próbuje bronić, a już na pewno nie przed anonimowymi rozmówcami. Myślistwo jest legalne, nikt Państwu nie narzuca udziału. Kimże jesteście, żeby dyktować innym co mają robić?
    Pozdrawiam
    Joanna Tabortowska

  16. Jerzy Tabortowski
     

    „Tradycja rodzinna? Czyli syn złodzieja przed sądem też się może powołowywać na tradycję, tak? Niezłe! ”

    Kochanie (to do żony), oni WIEDZĄ LEPIEJ, jak zwykle.
    Noblese oblige. I ani słowa więcej. Skatiny.
    J.T.

  17.  

    Ta dyskusja coraz częściej mi się wydaja rzucaniem grochem o ścianę. Tłumaczy się im tu sprawy oczywiste, wcześniej wyłożone już w Polowaneczku. A ci myśliwi twierdzą, że książkę czytali, ale powtarzają tu te same bzdurne argumenty, z którymi autor celnie i jednoznacznie rozprawił się w Polowaneczku. Pasja, jedzenie mięsa, bohaterskie mierzenie się ze zwierzyną to wszystko bzdury. Zwłaszcza to ostatnie to jakaś kpina, przebiera sie jeden z drugim w jakieś kuriozalne ciuszki, uzbraja w różne trąbki i giwery, stosuje metody typu udawanie samic w rui i inne chwyty poniżej pasa. To ma być to „mierzenie się”? Z dzieciakami z podstawówki też byście się mogli mierzyć, na tej samej zasadzie.
    A dlaczego się nie podpisujemy? Bo nie mamy odwagi, sugeruje p. JT? Oczywiście! To w końcu nie my uwielbiamy zabawę w pif-paf! Nie my mordujemy! I mamy, ja przynajmniej mam, instynkt samozachowawczy. Kto wie, na co JESZCZE stać tych pozbawionych skrupułów morderców?

  18. Joanna Tabortowska
     

    Tenże instynkt pozwala Panu całkiem swobodnie i anonimowo obrażać obcą kobietę :) Na pohybel dobre maniery i kultura! Hajda, dokopmy im jeszcze! To ładnie Pana charakteryzuje… Ja wobec tak porażającej kultury i uprzejmości pozwolę sobie zakończyć rozmowę z Panem i resztą wyjątkowego towarzystwa.
    Joanna Tabortowska

  19.  

    A kiedy polowania na myśliwych będą nareszcie legalne,tak bym chciała ich pogonić po lesie,gdy słoneczko świeci,szumi las a ja pif,paf!!!
    Ludzie kochani zobaczcie jakie filmiki myśliwi pokazują na YOU TUBE,i co wypisują na Allegro chcąc sprzedać jakieś wabiki,masakra i tragedia ,COŚ STRASZNEGO.

  20.  

    Do myśliwego z Siedlec:
    NobleSSe oblige (bo tak to się pisze, panie Nieomylny) – zgoda! Ale Pan chyba nie rozumie tego powiedzenia. Bo szlachectwo zobowiązuje, rzeczywiście, ale zobowiązuje do SZLACHETNEGO (nomen omen) postępowania. A nie do bestialstwa.
    Skatinami mysliwy z S. całkiem się wygłupił.
    A „Polowaneczko” powinno być lekturą obowiązkową na przedmiocie pt. Człowieczeństwo.

  21. Tomasz Matkowski
     

    skatiny??? to po rosyjsku znaczy bydlaki. Tak oto nazywa swoich oponentów entuzjasta myslistwa. Czy to wymaga komentarza?
    A tak nawiasem mówiac, panie mędrku ludowy, alias literaturoznawco, „noblesse oblige” piszę sie przez dwa s. Niedawno wytknął pan komuś bląd ortograficzny – moze zanim pan pouczy innych to sam się trochę obezna z ortografią, bo próbując epatować francuskim zwrotem – ośmieszył sie pan do reszty. A co do tego kto tu jest „skatiną” – nie mam cienia wątpliwości.

  22.  

    Hohoho! A czym to, Obca Kobieto, poczułaś sie tak urażona? Nieważne zresztą, i tak mnie to cieszy, cieszy mnie ogromnie, bo skoro prawda w oczy kole, to znaczy że sumienie gdzieś tam na dnie myśliwskiej duszy się jednak kołacze!

  23. Joanna Tabortowska
     

    Panie Krystianie
    Wyrzutów sumienia nie mam, bo nie mam do tego powodów. Natomiast straszliwie kole mnie zderzenie z chamstwem.
    J.T.

  24.  

    Ośmielę się nie uwierzyć w brak wyrzutów sumienia, przeczą temu ostatnie Pani wypowiedzi. Ale proszę sie tego nie wstydzić! Proszę się nie martwić! Nie gryźć tą wpadką niezamierzoną! Naprawdę, to żaden obciach, to nie jest nieszczęście. To tylko człowieczeństwo dawno uśpione, taki atawizm durny, daje znać o sobie. Proszę sie nie troskać takim głupstwem, Szanowan Pani! Najwyżej znajomi myśliwi troszkę sobie z Pani podrwinkują, ale ze dwa, trzy celne strzały z Pani subtelnej zapewne, kobiecej rączki oddane, i znów będą Panią traktować jak swego!
    A poważnie: nie wierzę tym bardziej, że najbardziej chamska z zamieszczonych tu wypowiedzi to ta pierwsza z nich. Może uda sie Pani odgadnąć, kto jest jej autorem. Ciepło, ciepło… Bingo!

  25.  

    Panie Jerzy,
    to nie chodzi o to, że oni WIEDZĄ lepiej. Chodzi o to, że oni CZUJĄ.

    Pani Joanno, pisze Pani między innymi:
    1. Polowanie jest legalne.
    2. Nikt nam nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo.
    Co do p. 1 – mam nadzieję, że już niedługo. W końcu palenie na stosie też było kiedyś legalne, ale ludzie kulturowo ewoluują. Przynajmniej większość z nich, wyjątki stanowią na szczęście tylko margines zdrowych społeczeństw.
    A jeśli chodzi o p. 2 powiem tylko tyle: czy gdyby pasją mojego sąsiada była pedofilia, to też powinnam wzruszyć ramionami i zająć się swoim własnym życiem? Bo nikt mi nie każe akceptować jego pasji? Proszę wybaczyć, ale namawia Pani to znieczulicy społecznej.

    Panie Krystianie,
    ma Pan rację. Ja też zaczynam mieć dosyć tej dyskusji, ja również widzę jej bezcelowość. Coraz wyraźniej rozumiem, że pewnych ludzi nie da się oświecić. Jesteśmy na etapach ewolucji zbyt odległych od siebie.
    Trzeba raczej zacząć powoli, ale skutecznie zmieniać prawo. Za bestialstwo karać, a pod pojęciem „bestialstwa” rozumieć nie tylko zakatowanie psa kijem czy ukamienowanie kota, ale także strzelanie do saren czy zajęcy. Bo tak naprawdę, czym jeden mord różni się od drugiego?

    I jeszcze jedna prośba do pp. Tabortowskich. Przestańcie Państwo wreszcie wyjeżdżać z tymi kotletami, obiadkami, zakupami w mięsnym, znudziło mi się czytać wciąż o tym samym. Nie sądziłam, że to ma cokolwiek do rzeczy (zdania zresztą nie zmieniłam), więc uparcie pomijałam kwestię tego, co jadam przy własnym stole, ale widzę, że ten wątek wciąż będzie wypływał. Powiem więc dla świętego spokoju: nie jem mięsa. Nie jem zwierząt od kilkunastu lat, odkąd stałam się na tyle duża (celowo piszę „duża”, bo dorosła z pewnością jeszcze wtedy nie byłam), że sama mogłam zacząć stanowić o tym, co wkładam do ust.

  26.  

    „Natomiast straszliwie kole mnie zderzenie z chamstwem”
    - dość obłudne stwierdzenie u osoby, która jest autorką pierwszego postu, jaki się na tym forum ukazał. A może po prostu kole Panią zderzenie z chamstwem Pani męża (patrz: skatiny)?

  27.  

    Spójrzcie na proporcje tej dyskusji: dość liczna grupa osób, wypowiadających się kulturalnie, klarownie i logicznie, oczywiście przeciw polowaniu plus dwójka ich rozwścieczonych oponentów, w dodatku skoligaconych, tupiących nogą i przeczących sami sobie. Oni zresztą też już chyba podkulili ogony i zmiatają zawstydzeni. Cóż, zbyt inteligentni przeciwnicy się wam trafili, sznowni zwolennicy polowań! jak dla mnie to dobrze rokuje, nieprawda?

  28.  

    „Nikt Państwu nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo, a nie ma to nic wspólnego z poziomem literackim książki ani też z tym, że autor w większości pisze nieprawdę. Nie wspomina o tym jak dobrze bawił się na suto zakrapianych polowaniach dewizowych i swoim w tych polowaniach udziale, może zapomniał, ze nie był tam sam, a środowisko łowieckie nie jest znowu takie duże i hermetyczne.”

    Pani Joanno, że tak zarzucę przysłowiem: tylko krowa nie zmienia poglądów. I nie ma nic złego w rozwoju etycznym człowieka; gorzej, gdy – tak jak Pani – zatrzymał się on w miejscu, i to na dosyć wczesnym etapie ścieżki.
    Nie widzę sposobu, w jaki fakt kolegowania się z myśliwymi czy zarabiania na nich miał świadczyć o nieprawdziwości książki. Was tak trudno zadowolić! – jak ktoś nie jest myśliwym, to głupoty pisze, bo nie ma pojęcia – a jak ktoś widział to i owo, co się przez 20 lat uzbierało, to też niedobrze, bo alkohol wtedy pił i nieprawdę pisał! Ludzie, zdecydujcie się w końcu…

  29.  

    Mysliwi kochaja zabijanie, musi im to sprawiac niesamowita przyjemnosc skoro sa w stanie poswiecic mnostwo swojego czasu i pieniedzy zeby uzyskac uprawnienia i nabyc sprzet. Coz, moim zdaniem cos maja z psychika.

  30.  

    Do literaturoznawcy Pani Joanny T. – powiedzenie przytoczone w jednym z postów zapisuje się „moja chata z kraja” („nie skraja”)! Opieką nad lasem i zwierzyną (to jeden z argumentów używanych przez koła łowieckie) niech zajmą się leśnicy. Siedzenie w nocy w lesie i wsłuchiwanie się w jego odgłosy – bardzo pięknie, tylko po co to żelastwo na ramieniu czy kolanach? Był kiedyś taki myśliwy – nazywał się Włodzimierz Puchalski. Całe życie spędził na uriczyskach i zostawił setki tysięcy zdjęć. Mierzył do zwierząt obiektywem aparatu fotograficznego. Polecam.

  31. Tomasz Matkowski
     

    Dzięki Panie Marku. juz nie chciałem ich dobijać tą chatą z kraja,chociaż też oczywiście to zauważyłem. no i to że żaden literaturoznawca nie użyłby zwrotu „Idźże pan”. tacy z nich literaturoznawcy, jak obrońcy przyrody. pozdrawiam.

  32.  

    Ludzie, ona jest KRAWCOWĄ! Stąd to skrajanie, to przecież jasne :-)

  33.  

    Bardzo mnie ucieszyło to ,że tak inteligentni są przeciwnicy zabijania i myslistwa bo media ekologicznie zapatrujących się ludzi starają się przedstawiać jako niedouczonych oszołomów.
    Absolutnie myśliwi mają coś z głową a są to często także prokuratorzy – „moralizaujący” reszte społeczeństwa — bardzo to mnie śmieszy –to ich rozdwojenie jaźni.
    Najlepiej jest wypłaszać zwierzynę –na przykład petardami jeżeli zauważymy zasiadkę z myśliwymi –nikt nie może mieć o to do nas pretensji–jest to jakiś sposób na uratowanie –nawet w pojedynkę zwierzyny co już „nie chwaląc się” nie jednokrotnie uczyniłem — za co spotkałem się z wieloma groźbami karalnymi –o zabłąkanej kuli itp.

  34.  

    Na Zbiorniku Mietkowskim (dolnośląskie) cały rok można obserwować gęsi zbożowe siedzące na wyspach. Spłoszone nie odlatują lecz odpływają. Są to postrzałki widocznie z wygojonymi ranami ale bez możliwości latania. Jednej wisiało skrzydło (jest dokumentacja fot.), innej przymarzło do lodu a drugim trzepotała. Miejscowi mówią że myśliwi tam polujący to głównie była bezpieka. Wabią gęsi z głosników że niesie sie na wiele kilometrów.

  35.  

    Polecam książkę Zenona Kruczyńskiego
    http://pracownia.org.pl/publikacje,1

  36.  

    [...] się z tym czuję, bo „Polowaneczko”, nietuzinkowy pseudoliteracki – pseudonaukowy twór o walorach żarliwej agitki z czasów [...]

  37.  
  38.  

    Zabijanie dla przyjemności (obcowania z lasem, sprawdzania się w trudnych sytuacjach, ekstazy pociągania za spust, jedzenia zakrapianego bigosu nad trupami zwierząt przy dźwiękach rogu itd.) jest moralnie naganne i najwyższy czas, aby zostało uznane w kulturze ludzkiej za anachronizm, tak samo jak wojna orężna. Powoływanie się na tradycję nie pomoże, świadomość ekologiczna jest dziś całkiem inna, a stosunek do “braci młodszych” (tak nazwanych, choć sa to gatunki starsze od człowieka) stał się bardziej franciszkański.

    Zabijanie dla pozyskania żywności i racjonalna gospodarka leśno-hodowlana to inna kategoria, tu o czerpaniu stąd przyjemności nie ma mowy. Mimo to są jednak i tacy, którzy wyrzekają się zwierzęcych futer (są nawet zakazy), a nawet mięsnych pokarmów. Nawet jeżeli dziwni, to – szlachetni.

    Skoro nawet zwierzęta laboratoryjne są problemem?

    Ale myśliwi uporczywie zagłuszają sumienie, które przecież musi się w nich czasem odzywać.

    Jednym z najlepszych znawców “Pana Tadeusza” był Stanisław Pigoń. Także autorem wspomnień “Z Komborni w świat”, gdzie napisał o sobie jako wiejskim chłopcu: “Niewiele miałem emocji z pierwszego celnego strzału: i ptaszyna była mała, i odległość nie nadmierna. Niezadługo atoli wypatrzyłem wysoko wśród gałęzi wiewiórkę, “gajów tanecznicę”. Po strzale spadła, ale niestety tylko ciężko postrzelona; musiałem ją dobić kijem. Okropność tej operacji, przerażone oczy zwierzątka tak mną wstrząsnęły, że na tym triumfie skończyłem karierę nemroda prawie całkowicie. Na polowanie nie dałem się już nigdy namówić”.

    Skomentuj

  39.  

    musi nas być więcej.Nie tylko piszących ale skutecznie wywierających wpływ na władzę.Wierzcie mi,nie nawrócił się żaden myśliwy! To ubytek miłości, mądrych ludzi wokół wtedy
    kiedy kształtuje się mały człowiek. Można oczywiście się obudzić
    i doznać iluminacji ale znów jak pisał Zenon Kruczyński w FARBA ZNACZY KREW tylko on przestał polować i ŚWIADOMIE ZACZĄŁ ZYĆ

  40.  

    więc należy zlikwidować PZŁ ? co w zamian jak zabezpieczyć uprawy i zapobiegać nadmiernemu rozmnożeniu zwierząt? czy ekosystem tak zaburzony jaki mamy może funkcjonować bez polowań ?czy ktoś ma pomysł co w zamian ?

  41. Tomasz Matkowski
     

    tak, dużo jest pomysłów tylko trzeba dobrej woli w tym kierunku. Po pierwsze – teza, że tylko myślistwo jest ratunkiem na cywilizacyjne szkody w ekosystemie jest niesprawdzona naukowo. Po drugie – jeżeli nawet ludzie muszą ingerować w ekosystem, to nalezy obmyslic inne warianty niż strzelanie. można na przykład rozrzucać środki antykoncepcyjne (w ten sposób wiele stolic ograniczyło nadmiar populacji gołębi). wspoółczesna nauka dysponuje całym aresenałem środków, lepszych i mniej barbarzyńskich niż kula rozpryskowa czy śrut. (nawiasem mówiąc tony śrutu rozsiewane po polach uprawnych to przecież tony ołowiu – bardzo ekologiczne). Rzecz w tym, że kula to wyjście najprostrze. i ze nikomu się nie chce nad tym zastanawiać, a myśliwym w to graj. trzeba to zmienić. każdy głos się liczy. trzeba zmienić podejście, sposób myślenia. trzeba wpłynąć na sejm i senat. wielu posłów to zapaleni myśliwi. Nie wybierajmy myśliwego! – to dobre hasło dla świadomego wyborcy.

  42. Tomasz Matkowski
     

    Można by zacząć od stworzenia jakiegoś miejsca, gdzie mogliby się spotykać przeciwnicy myślistwa. myśliwi mają swoje fora, są świetnie zorganizowani, a my jesteśmy rozproszenie. moze ktos ma jakis pomysł? możnaby założyć witrynę antymyśliwską, można by założyć polski oddział EFAH – europejskiej organizacji przeciwko polowaniom. takie oddziały są w różnych krajach, u nas – nie.
    czekam na pomysły.

  43. gośka gośka
     

    jestem internautką od pół roku i nic nie wiem na temat zakładania
    witryny i czegokolwiek w internecie. Ale mogę pełnić rolę w najniższym szczeblu organizacji, która powstanie dzięki komuś kto
    ma moc, wiedzę i zdolności przywódcze. Niech trwa aż do szczęśliwego rozwiązania (nie OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA) ta
    dyskusja.

  44.  

    Jerzy Tabortowski:
    „Tylko skoro były to krwawe pieniądze to czemu tak późno nastąpiły “wyrzuty” ?? Dość symptomatyczna postawa.”

    Lepiej po latach niż wcale, przynajmniej Autor książki zrehabiltował swe zachowanie, to branie „krwawych pieniędzy”, opublikowaniem książki o tych chorych ekscesch jakimi są polowania. Pan natomiast dalej w tym tkwi i mimo niemłodego już, jak sądzę, wieku nadal ani odrobiny refleksji, wręcz przeciwnie, duma w swej głupocie i barbarzyństwie.
    Mnie boli w tym wszystkim jeszcze coś… Istnienie „duszpasterstw myśliwych”. Będać katolikiem bardzo to boleśnie odczuwam. Msze na polowaniach itp. „Opieka duchowa myśliwych”-jak czytam na pewnej stronie diecezjalnej. Moje pytanie: pomoc duchowa w jakim względzie? Gdy za mało lisów ustrzeli na polowaneczku i dzieci marzną z zimna? Smutne.

  45.  

    Pawel:
    „więc należy zlikwidować PZŁ ? co w zamian jak zabezpieczyć uprawy i zapobiegać nadmiernemu rozmnożeniu zwierząt? czy ekosystem tak zaburzony jaki mamy może funkcjonować bez polowań ?czy ktoś ma pomysł co w zamian ?”

    Może po prostu niech zostaną do tego wyznaczone odpowiednie służby z ramienia Lasów Państwowych, do odstrzału w skrajnych wypadkach, a nie myśliwi amatorzy, sportowcy, którzy urządzają sobie polowania dla rozrywki.

  46.  

    Ja też się dołączę z wielką przyjemnością. Chętnie zrobię coś w tej spawie. Popieram pomysł utworzenia oddziału EFAH w Polsce!!!

  47.  

    Ja też popieram ideę utowrzenia ETAH!
    Kto jeszcze…?

  48.  

    Ja również popieram tą ideę.

    „Nie czyń sobie wyrzutów synu, że dla przyjemności polowania pozbawiłeś życia te ptaki, mówi ojciec, każdy wrażliwy człowiek to odczuwa, ale równocześnie rozum wskazuje, że polowanie może być zgodne z etyka i przyrodniczymi prawami. (…)W naszym ludzkim pojęciu zabijanie, zadawanie bólu jest zlem i nawet jeśli uznajemy je za konieczne, to nie powinno być przynajmniej powodem do radości. Ale ta radość jest! Ja dziś postanowiłem nie strzelać, aby tobie zrobić przyjemność, ale gdy w powietrzu zafurkotały skrzydła, nie potrafiłem stłumić emocji.”
    Czyje to są słowa? Znanego fotografika przyrody, leśniczego, autora albumów o zwierzętach i…zapalonego myśliwego, W.Łapińskiego z albumu o tytule „Pojednanie z lasem”… Dalej udowadnia, że skrupuły i wyrzuty sumienia, niechęć do zabijania dla frajdy, to są rozumowania czysto ludzkie, nie mające nic wspólnego z prawami natury…

  49. Tomasz Matkowski
     

    widzę, że jest nas już trochę na dobry początek. proponuję żeby każdy kto jest za tym aby stworzyć polski oddział EFAH napisał maila na adres efah.polska@wp.pl które właśnie założyłem w tym celu. w ten sposób będziemy mieli ze sobą kontakt nie tylko za pośrednictwem strony NŚ

  50.  

    Ostatecznie to ja chcę przeprosić Pana J.Tabortowskiego za użycie wobec niego zwrotu „w swej glupocie”, trochę mnie poniosło, nie nazywam Pana głupim, jedynie proszę potraktować to w odniesieniu do czynu jakim jest polowanie dla rozrywki.

  51. Gośka gośka
     

    odezwały się nożyce.Pan myśliwy żąda przeprosin za porównanie
    myśliwych do nazistów i kapo w artykule P.Łobodzińskiego. No
    oczywiście to było mocne, ale przecież zabijanie i czerpanie przyjemności zeń, jakoś tylko tak się kojarzy. Przecież ani jeden
    myśliwy nie napisał, że czuje dojmujący ból zadając śmierć.
    Żołnierze po np. Wietnamie (z osobowością NIE psychopatyczną)
    są wrakami. Czytałam, że tylko psychopaci świetnie radzą sobie po zadaniu śmierci.

  52. Gośka gośka
     

    Ad.mój komentarz z godz.18:19 List ukazał się w Newsweeku
    21/2009

  53.  

    To sie nazywa „wyrzuty sumienia”. Nareszcie! A Pana Filipa nie ma sie o co czepiać, to było przecież tylko PORÓWNANIE, a nie nazwanie ich nazistami. Porównanie trafne. Choć rozumiem, że dla (co wrażliwszych) myśliwych bolesne. Ale właśnie na tym polega jego celność!

  54.  

    No tak, dyskusja z rodzaju tych o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi. Jak zawsze w takich przypadkach wszyscy pozostaną na swoich stanowiskach.Bezcelowa? Oczywiście, ze nie :-) Marketing to jest chyba to o co chodzi autorowi no i już lokallne struktury ETAH w Polsce powstają. Napewno jacyś ekolodzy z Unii sfinansują i znowu grosz będzie się sypał, tylko, że z drugiej strony barykady. No, ale każdy orze jak może :-)

    Czekając na posty deprecjonujące mnie
    Pozdrawiam

  55.  

    Co za komentarze!!!!!! Zero pojecia o lowiectwie a wypowiedzi takie ze leb rozsadza! Hej tam jeden z drugim- moze tak z rozbiegu baranka w kafelki na odmulenie!!!!! barany i owce ala zieloni i animalsi!!!!! wespol z tym niby autorzyna!!! polacy to jak nie ma na czym to i na gownie potrafiliby zrobic szmal!!! dno-kompletne dno!!!! A co pozostaje? Nic-tylko wstyd!!! Marek Skwierawski-poluje od 20 lat PZL Gdansk KL Zuraw w Koscierzynie P.S Co to jest polowanie!

  56.  

    Marku…? Bardzo przepraszam, ale czy mógłbyś z łaski swojej sformulować Twą wypowiedzieć odrobinę inaczej? Lekko staranniejszą polszczyzną? Bo – wybacz! – z tego bełkotu cywilizowane istoty niewiele pojmą. Przykro mi.

  57.  

    [...] z lasu, czyli polowaneczko w UFIE – spotkanie z Tomaszem Matkowskim, autorem książki „Polowaneczko”, będącej ostrą krytyką myśliwych i myślistwa.Autor, jako tłumacz w ramach dewizowych [...]

  58.  

    Spotykam myśliwych dość często i czasem pytam: ,,co czujesz gdy strzelisz a zwierze zdycha w męczarniach?” Nigdy nie usłyszałem odpowiedzi. Po takim pytaniu, zazwyczaj jest długie milczenie albo wywód o tym że nic nie wiem o myślistwie, o lesie itp. Ale nigdy nie ma odpowiedzi.

  59.  

    1. Polowania są legalne
    2. Polowania mogą sprawiać przyjemność
    3. Okrucieństwo wobec zwierząt nie musi się przekładać na okrucieństwo wobec ludzi.
    4. Kwestia moralności jest sprawą dyskusyjną, nie każdy traktuje zwierzęta jako równe ludziom.

    bezpośrednio z punktu 4 wynika błąd porównywania myśliwego do nazisty czy pedofila, myśliwi nie krzywdzą ludzi.
    Nie widzę w polowaneczkach niczego złego

    pozdrawiam

  60.  

    1. Wbijanie na pal też kiedys było legalne. Chodzi o to, żeby zmienić ten absurd. To się nazywa ewolucja.
    2. Komu??? Bo chyba nie normalnym, czującym ludziom.
    3. Nie musi. Już samo w sobie jest złem.
    4. Nie trzeba traktować zwierząt na równi z ludźmi, by uznać, że krzywdzenie ich jest niemoralne.
    O anologiach między myśliwymi a nazistami trafnie i przekonująco pisze autor ‚Polowaneczka”. Panie Adamie, panu i innym niezorientowanym, polecam lekturę.

  61. Zenon Kruczyński
     

    Wcześnie rano, w niedzielę, stałem pod drzewem w starym parku i patrzyłem na łąki rozciagajace się poniżej w dolinie rzeczki. W oddali, na zielonej trawie majaczyła ruda kropeczka sarny. W dolinie rozległ się huk wystrzału i ruda kropeczka po krótkim biegu padła i znieruchomiała na trawie.
    Jak nigdy dotąd poczułem, jak bardzo to jest chore i jak straszliwa jest to choroba.

  62.  

    A książka Pana Zenona jest świetna! Polecam wszystkim, zwłaszcza zagorzałym przeciwnikom „Polowaneczka” Tomasza Matkowskiego.

  63.  

    Niestety ,muszę z przykrością powiadomić wszystkich przeciwników łowiectwa ,że mogą sobie nas (myśliwych) wyzywać ile chcą ,ale i tak działamy zgodnie z prawem i nikt nigdy tego nie wycofa ,bo jak ktoś ma pojęcie to wie ,że gospodarka łowiecka jest bardzo potrzebna ,ale niestety na takich forach piszą mieszczuchy ,którzy wiążą łowiectwo jedynie z zabijaniem a na obiad wcinają pyszne kotleciki.
    I później się sypią obelgi jacy to z nas okrutnicy ,mordercy itd.
    Najbardziej śmieszy mnie niewiedza ludzi ,dodam że niestety w Polsce jest wielu pseudomyśliwych ,którzy rzeczywiście zabijają dla samej przyjemności i tym mogę usprawiedliwić tych którzy łowiectwo negują.Jednak nie uważam siebie za mordercę ,bo nigdy nie zabiłem dla samej uciechy ,w kole nie strzelamy do saren ,borsuków czy jeleni bo nie ma takiej potrzeby ,tam przyjeżdżają ludzie którzy chcą pobyć z lasem ,podokarmiać zwierzynę itp. często nawet kiedy mogą strzelać nie robią tego ,wolą pooglądać.Zdaję sobie sprawę ,że takich kół jest niewiele i stąd taka opinia.
    Na koniec do tych najzatwardzialszych.: kupując mięsko na obiad w sklepie sprawiacie ,że jakaś świnka dostała w łeb ,ale to przecież nie jest zabijanie ,mięsko się bierze ze sklepu w paczce ,to nic że ktoś je wcześniej zabił ,to przecież nie byłem ja ,więc pozostaje wrzucić do garnka i się dobrze najeść a później siąść przed komputerem i zwyzywać od najgorszych myśliwych ,może zacznijmy od siebie drodzy forumowicze i pomyślmy ile świnek już przez nas padło.

  64.  

    marek:
    „Co za komentarze!!!!!! Zero pojecia o lowiectwie a wypowiedzi takie ze leb rozsadza! Hej tam jeden z drugim- moze tak z rozbiegu baranka w kafelki na odmulenie!!!!! barany i owce ala zieloni i animalsi!!!!! wespol z tym niby autorzyna!!! polacy to jak nie ma na czym to i na gownie potrafiliby zrobic szmal!!! dno-kompletne dno!!!! A co pozostaje? Nic-tylko wstyd!!! Marek Skwierawski-poluje od 20 lat PZL Gdansk KL Zuraw w Koscierzynie P.S Co to jest polowanie!”

    No właśnie – co to jest polowanie? Może Pan odpowie na to pytanie?
    Radzę uważać na słowa – Pan również, jak sądzę, jest Polakiem. I Pan również, na takim gównie, jakim są polowania, robi szmal.
    Poza tym Pana wypowiedź to nieusystematyzowany bełkot – czy to jest cecha charakterystyczna wypowiedzi myśliwych, bo odnoszę wrażenie, że tak?

  65.  

    Drogi Panie troll karolek ,mimo że Pan marek napisał tak ,że ciężko zrozumieć ,to może ja spróbuję wytłumaczyć w możliwie prosty sposób co to jest polowanie na praktycznym przykładzie a nie na naukowych wywodach.Na początek strasznie się Pan myli mówiąc ,że na polowaniu można zrobić szmal ,mój ojciec za kasę władowaną w koło mógłby sobie kupić nowego mercedesa klasy c i nie przesadzam ,poluje 25 lat.
    Po drugie ludzie zawsze będą szukać sensacji i lubią książki ,w których ktoś kogoś oczernia ,dlatego pomysł na „Polowaneczko” był bardzo dobry i na pewno przynosi zyski.
    Więc wracając do polowania ,najpierw się trzeba zdecydować na jakieś miejsce w łowisku ,jeśli jest to ambona z nęciskiem to trzeba wysypać chleb tudzież karmę ,później trzeba już tylko wejść na ambonę i czekać ,jak wyjdzie coś na strzał to się strzela ,a jak nie to się wraca bez niczego.To był praktyczny opis przykładowego polowania. Jednak łowiectwo to już zupełnie coś innego ,jest to prowadzenie gospodarki łowieckiej np.dokarmianie ,inwentaryzacja,budowa paśników ,zbieranie wnyków ,uprawa poletek ,ale także polowanie ,odstrzał zwierzyny itp.
    Proszę Pana nie uważam siebie za osobę ,która pisałaby „bełkot”
    i zazwyczaj myśliwi to ludzie wykształceni (przynajmniej ci których znam) ,więc proszę to rozpatrzyć w stosunku do konkretnej osoby a nie do ogółu.
    Do poprzedniej wypowiedzi dodam ,że forumowicze najpierw wyzywają nas od „morderców” ,”psychopatów” porównują do „pedofili,” ,a później jak myśliwy mówi ,że są głupi-co nie jest straszną obelgą-to się sypią posty jacy to nie wychowani ,chamy zwykłe itd.Ludzie można się przyczepić o coś do każdego ,każdy ma jakieś hobby i nikomu nic do tego.Ja się zawsze staram być neutralny do innych ludzi i ich zainteresowań ,bo to nie mój interes co ktoś robi zwłaszcza ,jeśli jest to zgodne z prawem.

  66.  

    Przeciwnicy polowań, chodowli mięsa,wycinania nieprzytomngo
    drzew,”regulacji” rzek i innych „regulacji, to ludzie, którzy wyprzedzają epokę.Bo to ludzie REFLEKSJI.A ta dana jest mniejszej części populacji.I (jak pisałam wcześniej) niemożliwe
    jest zrozumienie o czym my mówimy, ponieważ ZROZUMIEĆ oznaczałoby wspięcie się na wyższy poziom człowieczeństwa.
    A warunki do wspinania to:miłość, edukacja,nieustający rozwój własnej osobowości i wynikająca z powyższych najczęściej mądrość.

  67.  

    Gosiu, ja bym nawet powiedziała odwrotnie: to nie przeciwnicy polowań wyprzedzają epokę. To myśliwi są ewolucyjnie opóźnieni. Ale to tylko słowa :-)

  68.  

    Drogie Panie ,piszecie ,że ewolucją byłoby całkowite odłączenie się człowieka od otaczającej go przyrody ,jednak jest to całkowicie niemożliwe bo wszyscy ludzie musieliby zniknąć z powierzchni Ziemi ,świat przyrody na pewno wtedy by odżył ,jednak dziwi mnie , że skoro stoicie Panie za ekologią itd. ,wieszacie psy akurat na myśliwych ,a nie na np. właścicielach ogromnych fabryk itd.Widzę ,że Panie potrafią dostrzec tylko to ,że myśliwi zabijają (w waszym języku „mordują”) ,ale niech któraś z Pań będąc w Empiku weźmie kiedyś do ręki „Łowca Polskiego” i zobaczy co tam piszą.Według mnie takie wypowiedzi o myśliwych ,o których niestety Panie nie mają najmniejszego pojęcia i kierują się stereotypem ,nie są przejawem mądrości i przynależności do wyższego poziomu społeczeństwa.

  69.  

    No i nic Pan nie zrozumiał, bo nie mógł zrozumieć.Wyślizguje się Pan,zbacza na tory bezpieczne,wygodne dla Pana.WSZYSTKO Pan WIE.Nawet wie Pan co ja sądzę o właścicielach fabryk!
    A to teraz ja napiszę coś o Panu.Jest Pan bardzo samotny i bardzo nieszczęśliwy.Nawet jeśli otoczony bliskimi.Musi Pan polować bo władza nad czyimś życiem to substytut życia prawdziwego. Życia w harmonii z całym żywym światem.Zabijanie nie narusza tej harmonii jeśli jest KONIECZNOŚCIĄ.Gdyby miał Pan to „czucie” odróżniłby Pan
    konieczność od protezy jaką się Pan podpiera.Wymyślone powody by być panem życia i śmierci.By mieć WŁADZĘ.

  70.  

    Po pierwsze po raz kolejny pada argument zabijania.
    Po drugie nie uważam się za osobę nieszczęśliwą i samotną ,bo znam wielu myśliwych ,którzy są wspaniałymi ludźmi i wielu niemyśliwych wśród których również jest wiele wspaniałych osób ,znam również myśliwych ,z którymi nie chcę mieć kontaktu ,gdyż oni naprawdę zachowują się jak psychopatyczni mordercy.
    Po trzecie Pani nie zrozumiała mojej wypowiedzi: nie wiem co Pani sądzi o tych nieszczęsnych właścicielach fabryk ,ale napisałem wcześniej ,że JA uważam ,że wyrządzają o wiele większe szkody niż myśliwi.
    Napiszę jeszcze ,że na pewnym polowaniu nieczysto trafiłem kunę ,jak później piszczała w krzakach byłem na siebie wściekły i naprawdę miałem ochotę walnąć strzelbą o ziemię i rzucić to wszystko ,wielu zachowań myśliwych nie pochwalam np.lekkości z jaką przychodzi im zabijanie i beztroski z jaką opisują swoje przeżycia.
    Choć jestem młodym myśliwym (rok) ,to zapewniam ,że nie strzeliłbym do sarny ,zająca ,czy łani nie poszedłbym na zbiorówkę z nagonką.Często też odpuszczam ,wyciągam aparat i robię zdjęcia ,a wystarczyłby jeden ruch ręką.
    JA uważam ,że to dobra postawa myśliwego ,jedynie chciałbym żeby Pani nie wrzucała wszystkich myśliwych do jednego worka.Oczywiście ja też zabijam (w zasadzie tylko lisy i dziki) ,i gdy człowiek strzela do tych zwierząt skupia się tylko na tym by trafić.Później jak lis czy dzik „padnie w ogniu” to czuję radość ,że udało mi się go upolować etycznie ,ale jak odbiega czy piszczy to w moim przypadku jeszcze długo ,jestem na siebie wściekły i jest mi głupio ,że przeze mnie jakieś zwierzę cierpi ,ale zapewniam ,że zwykle tak się nie zdarza.

  71.  

    Tym „tylko” dzikom i lisom zabrał Pan cały świat.
    A jednak pomimo to czuję,że nie całe serce ma Pan martwe.
    Może kiedyś przejdzie Pan na „jasną stronę mocy”.Czego Panu
    życzę

  72.  

    „Tym “tylko” dzikom i lisom zabrał Pan cały świat”.
    Dobra uwaga w interesującej dyskusji.
    Panie Myśliwy – Pan jednak niewiele rozumie… I koniec końców działalność Pana i Panu podobnych sprowadza się własnie do tego. Bycia panem ich życia i śmierci – tylko dlatego, że MI sie tak podoba. Wychodzę z dwururką w las i od mojego widzimisię będzie zależało czy dany lis, dzik czy inne zwierzę zobaczy jeszcze następny dzień czy nie.
    „Później jak lis czy dzik “padnie w ogniu” to czuję radość ,że udało mi się go upolować etycznie ”

    Rany boskie… Prosze mi wybaczyć, ale to jest język dewianta. I proszę mi niczego nie zarzucać, bo ze śmierci zwierzęcia zadanej mu dla przyjemności radość mogą czuć tylko dewianci.

    „ale jak odbiega czy piszczy to w moim przypadku jeszcze długo ,jestem na siebie wściekły i jest mi głupio ,że przeze mnie jakieś zwierzę cierpi ,ale zapewniam ,że zwykle tak się nie zdarza”

    Odbiega czy piszczy – bo trafił go Pan na przykład w udo… Albo rozwalił mu Pan ścięgno. Albo roztrzaskał mu Pan pysk. Zwierzę odbiega i piszczy, trudno. Wykrwawi się za dzień lub dwa, jego problem. Pan idzie sobie dalej, szukać następnej ofiary… I znowu – albo się ją trafi, albo zwierzak „odbiegnie i będzie piszczał”. Zwykle się tak nie zdarza – ale jednak się zdarza. I to jest najgorsze. Pan i ta 100-tysięczna zgraja Panu podobnych nie różnicie się niczym od zwykłych wiejskich kłusowników. I tu, i tu efektem jest zawsze śmierć zwierzęcia. Wnyki, sidła czy wasze flinty – to to samo narzędzie zadawania bólu i śmierci. Nie zaprzeczy Pan, bo trudno przeczyć faktom.
    Bez poważania, bez szacunku…

  73.  

    I jeszcze jeden kwiatek:

    „jeśli jest to ambona z nęciskiem to trzeba wysypać chleb tudzież karmę ,później trzeba już tylko wejść na ambonę i czekać ,jak wyjdzie coś na strzał to się strzela”

    Super… Takimi opisami wystawiacie sobie jak najlepsze świadectwo. Chowanie się w na drewnianym rusztowaniu i zdradzieckie strzały z ukrycia. Tak wygląda tzw. „etyka myśliwska”, „szlachetny, męski sport”, „obcowanie z naturą”, „pasja łowiecka”, „rodzinna tradycja”…

    Też swego czasu spotkałem się z opinią, że zachowaniem psychopatycznym (czyli dewiacją) jest dorabianie własnej ideologii do zadawania śmierci i bólu oraz zachowanie dobrego samopoczucia w takiej sytuacji. Te piękne eufemizmy powyżej, tak często stosowane w opisywaniu działalności tzw. myśliwskiej, też wpisują się w tę charakterystykę. W końcu żaden szanujący się ‚mięsiarz’ nie używa zwrotów typu „zabijam”, „morduję”, „zadaję śmierć” – na to są inne, szlachetne określenia typu „strzelam”. Zranione zwierzę nie ‚krwawi’ – ono ‚puszcza farbę’… Emulsyjną? Czy może olejną?

  74.  

    Po pierwsze to należy odróznić Myśliwego od Kłusownika.
    Myślę że ludzie pokroju tego drugiego są powodem tak negatywnych opinii o braciach Św.Huberta, ale niektórym łatwo przychodzi wrzucać wszystkich do jednego wora

  75.  

    Szok ! Jak można tak powierzchownie ocenić Łowiectwo, a jakie tendencyjne przedstawienie myśliwych w najgorszym świetle, widać Tomuś postanowił se dorobić kosztem myśliwych Fee! Obrzydliwość gorsza od paskudnych zdjęć które tak ochoczo przedstawia, ciekawe co jada nasz hipokrata? Pewnie MIĘSKO w restauracjach…

  76.  

    Panie tomektomek ,chyba jutro się zgłoszę do zakładu dla obłąkanych skoro Pan uważa ,że jestem niepoczytalny.
    Pytanko:Co Pan zrobił w kwestii dokarmiania zwierzyny itd. nie będę się rozpisywał ,ale ja sam zbieram wnyki po lesie a przecież mógłbym je stawiać -taniej ,wygodniej ,nic się nie męczę przychodzę rano i sarna wisi.Jest Pan beznadziejny w swojej arogancji i niewiedzy na temat łowiectwa.Zaraz znowu padnie elaborat na temat zabijania krzywdzenia itd. Niech Pan wymyśli choć jeden argument poza zabijaniem zwierząt ,jestem bardzo ciekaw.Niech Pan wybaczy ,ale to raczej Pan się zachowuje jak dewiant ,zaniżając poziom dyskusji.
    I jeszcze jedno wielu już było refomatorów świata jednak nie przestanę polować bo Panu się to nie podoba.

  77.  

    I jeszcze jedno sprawia Pan wrażenie ,jakby Pana wiedza o zwierzętach sprowadzała się do zdjęć w podręczniku od biologii na dodatek jest Pan odporny na wszelkie informacje i argumenty z mojej strony.
    Zakładając ,że nie ma myśliwych odstrzały będą wykonywać leśnicy bo żaden leśnik nie pozwoli na to żeby w jego oddziale lasu żyło np.150 jeleni ,tylko ,że wtedy nikt nie będzie miał nic do powiedzenia i takich dyskusji nie będzie.
    Dodam ,że wg.mnie Pan sobie wyobraża mysliwego jako zataczającego się dziada z wielką strzelbą ,który strzela do wszystkiego ,i to Pana najbardziej pogrąża.
    Z poważaniem i szacunkiem dla pańskich poglądów
    Myśliwy

  78.  

    Zastanawiam się dlaczego nik nie zadał pytania tym wszystkim, którzy tak gorliwie bronią książki, czy są wegetarianami? Ot i koniec dyskusji! A poza tym ignorancja w całej okazałości!!!

  79. Etyczny Myśliwy
     

    Widać, że Pan tomektomek ( i nie tylko on) zabiera głos w temacie o którym nie wie nic lub prawie nic…
    Pozwolę sobie Pana zacytować i odnieść się do tych słów:
    „Odbiega czy piszczy – bo trafił go Pan na przykład w udo… Albo rozwalił mu Pan ścięgno. Albo roztrzaskał mu Pan pysk. Zwierzę odbiega i piszczy, trudno. Wykrwawi się za dzień lub dwa, jego problem. Pan idzie sobie dalej, szukać następnej ofiary… I znowu – albo się ją trafi, albo zwierzak “odbiegnie i będzie piszczał”. Zwykle się tak nie zdarza – ale jednak się zdarza. I to jest najgorsze. Pan i ta 100-tysięczna zgraja Panu podobnych nie różnicie się niczym od zwykłych wiejskich kłusowników. I tu, i tu efektem jest zawsze śmierć zwierzęcia. Wnyki, sidła czy wasze flinty – to to samo narzędzie zadawania bólu i śmierci.”
    Więc jeśli chodzi o postrzelenie zwierzyny i „pójście dalej w celu poszukiwania kolejnej „ofiary” to taka sytuacja nie może mieć miejsca… Etyczny myśliwy tak nie robi… Ma obowiązek dojścia (odszukania) postrzelonego zwierzęcia i dostrzelenia go żeby się nie męczyło… Jeśli nawet nie poczuwa się do tego (a w każdym środowisku znajdują się ludzie których tam być nie powinno) to nakazuje mu to prawo łowieckie.
    Co do porównywania myśliwych do wiejskich kłusowników itd. to zadam Panu pytanie: Czy jeśli miałby Pan zginąć (hipotetycznie oczywiście) to wolałby Pan zginąć od strzału z broni palnej czy też przez pół dnia lub dłużej wisząc we wnyku konać w męczarniach? Wybór chyba jest oczywisty…
    Co do pozbawiania życia lisów, dzików itp. to proszę porozmawiać z rolnikami którym dziki i inna zwierzyna wyrządza szkody w uprawach… Będzie im Pan płacił odszkodowania? A lisy… Odkąd zaczęto szczepić lisy przeciwko wściekliźnie ich populacja tak się rozrosła, że zagraża innym gatunkom, zwłaszcza zwierzynie drobnej (kuropatwy, bażanty czy zające) a nawet spotyka się przypadki jak lis porwie koźle (młodą sarenkę). Więc, pytam Pana w jaki sposób chce Pan chronić te zwierzęta przed lisami?
    Argumentów za i przeciw łowiectwu można by przytoczyć wiele a taki spór i tak nigdy nie będzie miał końca. Każda strona ma swoje racje i będzie ich bronić bardziej lub mniej zaciekle… I to chyba dobrze, dyskusje są potrzebne pod warunkiem jednak, że są na poziomie i nikt nikogo nie obraża ani nie narzuca swojej woli…
    Na koniec chcę jeszcze dodać, że wielu ludzi którzy nie są związani z łowiectwem, patrzy na nie przez pryzmat zabijania… Nie twierdzę, że zabijanie jest dobre… Ale tak skonstruowany jest świat… Tak było, jest i pewnie będzie… A myślistwo to nie tylko zabijanie… To też, wbrew pozorom i obiegowym opiniom pomaganie zwierzętom przetrwać trudne chwile (np. zimą)… To też kynologia myśliwska i konkursy psów myśliwskich… To też zawody w strzelectwie myśliwskim… To też konkursy grania na rogu, czy wabienia zwierząt… To też sokolnictwo, wystawy łowieckie… To jest szeroko pojęta kultura łowiecka, która w Polsce (bardziej niż w innych krajach) jest dość mocno rozwinięta i ma piękne tradycje… Postarajmy się to uszanować…

  80.  

    Proszę się wczytać w to o co Pana teraz zapytam.I jeśli się Panu uda zrozumieć sens pozostanę na tym forum.PYTANIE:Dlaczego Pan zabija?(z akcentem na Pan!!!)

  81.  

    To pytanie przewija się na wielu forach i muszę przyznać ,że nie jest łatwo myśliwym na nie odpowiedzieć.Odpowiadam w SWOIM imieniu: Z łowiectwem mam kontakt od dziecka ,spodobało mi się przebywanie z naturą ,lasem ,zabijam nie z jakieś zwierzęcej ciągoty czy chorej ambicji pokazania się jaki to jestem dzielny
    ja to zabijanie być może dlatego że łowiectwem mam kontakt od dziecka traktuję jako wykonanie planu ,również jako zdobycie mięsa w takiej samej formie w jakiej rolnik zabija prosiaka(ale nie jak myśliwy-mięsiarz ,który zabija co się da aby mieć jak najwięcej żarcia).Gdyby Pani urodziła się w rodzinie myśliwych miałaby Pani prawdopodobnie takie zdanie o łowiectwie jak ja ,myśliwi to środowisko zamknięte dodam ,że na wsi żaden rolnik nie traktuje dzików ,lisów ,czy nawet saren jako śliczne zwierzaczki. Tam każdy chętnie wybiłby wszystkie zwierzęta co do sztuki ,gdyż niszczą uprawy ,czyli czyjąś pracę ,sam widziałem nieraz łąkę ,która nadaje się tylko do zaorania bo jest przewalona do góry nogami przez dziki ,potem przychodzi wściekły rolnik i pyta czemu on nie może tępić dzików żeby mu upraw nie niszczyły.Rozumiem ,że dla Pani życie zwierzaka może równać się wręcz z życiem człowieka ,ale zwierzęta reagują tylko instynktem ,bez którego by nie przeżyły ,to właśnie ta wrodzona zdolność powoduje ich czujność i zdolność do ucieczki.Dlatego gdy zabiję jednego dzika od stada reszta nie będzie go opłakiwać ,ale w drugą stronę gdy w stadzie znajdzie się słabszy osobnik reszta go zamęczy i zje.Gdyby zwierzęta miały rozwinięte uczucia wyższe gwarantuję ,że nigdy bym myśliwym nie został.Na koniec pragnę Pani podziękować za wysoki poziom dyskusji i otwartość na argumenty.Wystarczy odrobina dobrej woli i wyjścia na przeciw aby zrozumieć tą myśliwską działalność gdyż ,co mam nadzieję w miarę jasno przedstawiłem,nie wystarczy nie zabijać zwierzątek leśnych aby wszystko było w porządku.

  82.  

    gośka gośka napisała: Dlaczego Pan zabija?
    No to ja zapytam: Droga gosiu, to kto będzie zabijał, gdy już wszyscy myśliwi zrezygnują z tego niecnego procederu? No bo ktoś będzie musiał zabijać. Nie ma mowy o samoregulacji – zbyt zaburzony przez cywilizację jest cały ekosystem.

  83. Tomasz Matkowski
     

    A więc można zabijać istoty, które nie znają uczuć wyższych? Tak by wynikało z pańskiego postu, podpisanego Myśliwy. Ale w takim razie trzeba by wytracić znaczną część ludzkości. wiele zwierząt jest bardziej wrażliwymi, delikatnymi i emocjonalnymi niz ludzie. niejeden pies odda życie za swojego pana. A niejeden czlowiek sprzeda nie tylko psa, ale nawet ojca i matkę. ludzkie stado jeszcze chętniej zabije (lub zaszczuje) słabszą sztukę niż stado dzików.
    To pseudokryterium, ta wymyślona granica między ludźmi a zwierzętami (tak jakbyśmy nie należeli do grupy małp naczelnych, niestety, nauka jest nieubłagana, my nie pochodzimy od małpy, my jesteśmy małpami, proszę Pana – każdy biolog to wie). no więc ta granica ma służyć naszemu spokojowi: można zabijać, bo zwierzęta nic nie czują, nie myślą, nie wiedzą, oczywiście nic ich nie boli, oczywiście niczego im nie żal – są to po prostu zabawki, żywe tarcze, stworzone przez Boga na uciechę ludziom. jakże bliska jest ta filozofia filozofii trzeciej Rzeszy. i Pan, przemily zapewne i kulturalny człowiek, dał się na nią zlapać, i sam nie wie, jak straszne rzeczy pisze. jest Pan, proszę Pana, bezwiednym nazistą. może nie ma w tym pańskiej winy. może wielu z nas, odpowiednio uformowanych tak jak pana uformowało środowisko w którym się Pan wychował – postępowałoby podobnie. myślałoby podobnie. nie piszę tego żeby Pana obrazić – uchowaj Boże. chciałbym tylko zachęcić Pana do uważniejszej obserwacji zwierząt – nie tylko przez lunetkę z celownikiem. i do częstszych przemyśleń na temat ludzi. do przyjęcia postawy naukowej: jesteśmy zwierzętami. jesteśmy takimi samymi zwierzętami jak inne stworzenia. mieliśmy trochę wiecej szczęścia w ewolucji, staliśmy się panami Ziemi. ale nasz genom różni się tylko minimalnie od genomu szympansa. trochę pokory, proszę Pana, bardzo o to proszę. i trochę empatii. niech pan sobie wyobrazi zamianę ról – i pomyśli chociaż raz jak by to było, gdyby to Pan dostał śrutem w jądra, a nie lis. i jakby sie pan czuł zaszyty w krzakach, konając godzinami, albo i dniami – z ran, z zakażenia, z gorączki? jest takie piękne powiedzenie Teodora Adorno: faszyzm zaczyna się wszędzie tam, gdy przechodząc koło rzeźni pomyslimy sobie: „to tylko zwierzęta”. przepraszam, znów ten faszyzm się tu wpycha w cały tok myślenia, ale niestety chyba nie przypadkiem.
    pozdrawiam z szacunkiem
    Tomasz Matkowski

  84.  

    Panie Tomaszu ja wiem ,że dla wielu ludzi zabijanie jest zabijaniem i uważają je za zło ,ale na całym świecie codziennie dokonuje się setek tysięcy może milionów takich mordów na zwierzętach ,zwierzęta mordują się nawzajem ,ludzie mordują zwierzęta ,czasem zwierzęta ludzi ,jest to od wieków wkomponowane w ludzkość.Idąc Pańskim tokiem rozumowania możnaby każdego nazwać nazistą ,kto kiedykolwiek jadł mięso.Nie przejawiam takich poglądów i myśliwi ,których znam też nie.Są ludzie ,którzy potrafią z uciechy wybić psu oko a później się cieszą.Wg.mnie właśnie takie zachowanie nadaje się do leczenia ,wśród myśliwych też są sadyści i naziści ,być może właśnie na takich Pan trafił i opisał w swej książce.Pisze Pan ,że człowiek wymyślił sobie granicę między zwierzętami i ludźmi.Jednak człowiek zdecydowanie bardziej ewoluował.Ja wiem ,że z takiego rozumowania może wyłonić się obraz człowieka stojącego na stosie zwierzęcych trupów ,ale akurat myśliwi mają w tym mały udział.
    Z poważaniem i szacunkiem
    Myśliwy

  85. Marcin Wojnowski
     

    Witam!
    Nawiązując do całej tej dyskusji na temat polowania i myśliwych, chcę powiedzieć Panu Matkowskiemu, że wydanie książki „Polowaneczko”, jest czystą komercja i w pewnym sensie taż żerowaniu i robieniu pieniędzy na krzywdzie tych zwierząt. Jak wcześniej napisał Pan Jerzy Tabortowski nie przeszkadzało brać Panu Matkowskiemu za to pieniędzy. To tak jak bym przez 20 lat był tłumaczem najemników w Afganistanie, brał udział w brutalnych przesłuchaniach więźniów, zarabiał na tym a potem napisał książkę, jacy najemnicy są źli i nie dobrzy. Jestem myśliwym od 10 lat, mój ojciec od ponad 30 więc coś na ten temat wiem.
    Pan Matkowski pisząc książkę bazował na niewiedzy ludzi o tematyce polowania i myślistwa, przedstawiając NAS myśliwych jako ludzi bezdusznych, pałających chęcią zabijania, a wywiadu, jakiego udzielił to stek komercyjnych bzdur, jakie łatwo sprzedać. Chciał bym widzieć jak wyglądały by lasy i pola gdyby NAS nie było, jakie szkody wyrządzały by np. dziki na polach uprawnych, jak ogromna była by populacja lisa, a co się z tym wiąże zmniejszenia gatunku innej zwierzyny, ponieważ lis to drapieżnik. Chcę przekazać to wszystkim. Myślistwo to nie tylko przyjemność, ale też ogromne obowiązki!!! Patrząc tylko przez pryzmat zabijania zawsze myśliwy będzie tak postrzegany i na tym ŻERUJE Pan Matkowski!
    PS. Panie Makowski, wstydził by się Pan !

  86. Jacek Kusz gośka
     

    Panie Myśliwy, skąd Pan wie że człowiek zdecydowanie bardziej ewoluował, na podstawie jakich kryteriów sformułował Pan takie wniosek?.Bardzo proszę o nie wypowiadanie takich poglądów, które przypominają nieco stare wierzenia w to, że wszystkie gwiazdy krążą wokół ziemi i jeszcze na dodatek oddają człowiekowi hołd. Model piramidy na szczycie której stał człowiek powoli odchodzi – tworzymy raczej tkaninę, w której wszystko jest ze sobą splecione. Fizycznie w porównaniu z innymi zwierzętami wypadamy raczej słabo (sensorycznie i motorycznie), móżdżek (zawiadujący głównie koordynacją i równowagą) z pewnością mamy najprymitywniejszy wśród naczelnych. Naprawdę jesteśmy strasznie niezgrabni. Co do intelektu, naszym zdaniem, przodującego w świecie, to owszem, potrafimy pisać, liczyć, budować domy, akceleratory itd., ale gdy się przyjrzeć co potrafią niektóre mikroorganizmy to znów jesteśmy w tyle. Z naszą psychiką bywa też różnie i często nie za wesoło. Bo jak wytłumaczyć że my, najdoskonalsze istoty, wypaliliśmy już prawie całą Amazonie? Patrząc na zwierzę czasem towarzyszy mi poczucie zawstydzenia. Jest mi też przykro, gdy zwierze ucieka przede mną, bo na wszelki wypadek zakłada, że jestem myśliwym. Zwierzęta antarktyki nie obeznane z kulturą myśliwską pozwalają do siebie podchodzić (można np. legnąć przy foce) Jakież to musi być fajne!
    Pozdrawiam
    Jacek Kusz

  87.  

    Myślę, że argumentowanie strzelania do zwierząt tradycjami rodzinnymi jest niewystarczające. Napisano również powyżej, że polowania są dozwolone. Fakt ten jest niepodważalny. Ale warto by napisać, dlaczego myślistwo nie jest zabronione.

    Już na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż nie jestem myśliwym, choć przyznam, że jestem przyrodnikiem.

    Po przeczytaniu większości z zamieszczonych powyżej komentarzy chciałbym zaapelować o ogładę zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Myślę, że niektóre z użytych tu zestawień są zbędne, a porównywanie do nazistów (itp.) jest niestosowne.

    Po pierwsze człowiek od wieków zmieniał środowisko w którym żyje. W ten sposób zostaliśmy pozbawieni dużych drapieżników, dokonujących redukcji oraz selekcji zwierzyny. W chwili obecnej człowiek przejął tę funkcję. Oczywiście można zapytać: dlaczego nie przywrócić stanu drapieżników do ilości pierwotnej? Niestety, tereny bytowania tych zwierząt zostały znacznie ograniczone (mam tu na myśli rozległe kompleksy leśne). Na ich miejscu powstały osiedla ludzkie oraz pola uprawne. Czy można je zmienić w las na nowo? Na to pytanie niech każdy sam sobie odpowie. Pomijam tu fakt o nastrojach społecznych związanych z powszechną bliskością drapieżników w okuł osad ludzkich.

    Argumentem myśliwych jest również fakt, iż dzikie zwierzęta powodują szkody w rolnictwie i leśnictwie. Także tutaj rozwiązaniem jest zmniejszenie pogłowia. Jak piszecie Państwo można zrobić to w różnoraki sposób (niekoniecznie polując). Uważam jednak, iż (zaproponowane) rozrzucanie medykamentów antykoncepcyjnych jest wbrew doborowi naturalnemu. Mam tu na myśli, iż rozmnażać się będzie ta część „szczęśliwców”, która nie natrafiła na swej drodze na owe specyfiki, a nie ta, najlepiej przystosowana do warunków życia (najzdrowszych, najsilniejszych). Proszę więc o inne propozycje (będące w zgodzie z ekologią).

    Autor odnosi się do polowań zagranicznych myśliwych. Logicznym jest, iż przyjeżdżają oni tylko po to, aby strzelać do zwierząt i odjeżdżają do domu. Z mojej wiedzy wynika jednak, iż myśliwi nie ograniczają się jedynie do tych praktyk. Z relacji ludzi, którzy aktywnie to praktykują wynika, że nie każdy wyjazd do lasu to polowanie. Często jest to podpatrywanie lub dokarmianie zwierząt. Myślę więc, aby mieć świadomość złożoności tematu.

    Chciałbym zachęcić jakiegoś myśliwego, aby podzielił się na forum informacjami o etyce łowieckiej. Sam nie znam szczegółów, ale wiem że taka istnieje.

    Wiem jednak, że mimo największych chęci jeden człowiek nie przestrzegający zasad potrafi popsuć opinię wszystkim. Jestem przeciwny sadyzmowi i wszelkim skrajnościom (także w myślistwie). Myślę, że z tym powinniśmy walczyć w pierwszej kolejności.

    Maciej

  88.  

    Dziękuję Panu Myśliwemu, Etycznemu Myśliwemu i Panu Wojnowskiemu za spokojną dyskusję i ARGUMENTOWANIE na rzecz myślistwa, bo dotychczas żaden z myśliwych tego nie zrobił – miast przerzucać się argumentami, obrzucali przeciwników polowań wyzwiskami.
    Do Pana Tomasza Matkowskiego: słyszałem, że jada Pan mięso i nie zamierza z tej przyjemności rezygnować. Dlaczego zatem śmie Pan twierdzić, że zwierzęta niczym nie różnią się od ludzi? Idąc tropem Pana filozofii można rzec, iż bez wyrzutów sumienia zajada się Pan Pan swoimi pobratymcami! Skoro zwierzęta są równe człowiekowi, dlaczego zawsze sięga Pan po świnkę/krówkę, a nie np. po kawałek ugotowanego studenta filozofii dla urozmaicenia menu? Może nie wie Pan, że zwierzęta, które leżą u Pana na talerzu w postaci kotletów i zrazów często giną w takich samych lub gorszych męczarniach, jak te zabijane przez kłusowników? Zdaje się, że jest Pan po prostu hipokrytą. I oczywiście nazistą, he he.

  89.  

    Witam,
    Przepraszam, że odbiegnę swoim postem od dyskusji, ale pragne poinformować, że trwają prace nad stowarzyszeniem antymyśliwskim i w związku z tym zapraszam wszystkich chętnych do współpracy na forum organizacyjne stowarzyszenia antymyśliwskiego.
    pozdrawiam.

  90.  

    Oh, zapomniałem podać adres tegoś forum organizacyjnego. Oto i on: http://www.niepolowaniu.xup.pl

  91. Tomasz Matkowski
     

    Ależ tak, oczywiście że jestem nazistą, jeżeli tak na to spojrzeć. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy nazistami, bo podporządkowaliśmy sobie inne gatunki i eksploatujemy je.
    A jedzenie mięsa jest oczywiście jedzeniem naszych braci. Jest rodzajem kanibalizmu transgenicznego.
    Co więcej – jeżeli nawet ktoś jest weganinem, i tak nie jest w stu procentach bez winy, bo choćby się żywił samą fasolą, to przecież każde pole fasoli oznacza zagładę istot, które tam przedtem żyły. Pole należało najpierw wydrzeć innym istotom – wykarczować, zabić wszystkie zwierzęta które tam żyły – i, co więcej, dbać żeby na tym polu nigdy żadne zwierzę nie uwiło sobie gniazdka i nie zjadło naszej fasoli.
    Tak więc nasze życie pełne jest zabijania, czy tego chcemy czy nie. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę, ile cierpienia kosztuje innych nasza egzystencja. Dobrze jest ograniczać ilość cierpień, które zadajemy. Wszystko to prawda. Tylko… tylko że moja książka nie jest o tym. Moja książka jest o tym, że:
    1. NIE WOLNO ZABIJAĆ ANI DRĘCZYĆ BEZ POTRZEBY
    2. NIE WOLNO SOBIE Z TEGO ZABIJANIA ROBIĆ ZABAWY
    Myślistwo spełnia oba te punkty. Wbrew krzykliwym zapewnieniom o tym, że gdyby nie myśliwi to już dawno dziki i lisy wdarłyby się do miast i pożarły nasze dzieci, że, jak napisał jakiś myśliwy na forum Neewsweeka, w „Australii żyją już tylko psy dingo, bo zjadły wszystkie inne zwierzęta” (!) – wbrew tym wszystkim pajacowatym pokrzykiwaniom, myślistwo absolutnie nie jest niezbędne dla ekosystemu. Jest wiele opracowań naukowych na ten temat, robiono także doświadczenia, m.in. w Szwajcarii, polegające na całkowitym zakazie polowań na danym terenie, i wykazały one, że zaniechanie polowań nie doprowadziło do żadnej katastrofy ekologicznej.
    A jeśli chodzi o drugi punkt – czym, jeśli nie robieniem sobie zabawy z cierpienia, jest wieszanie sobie na ścianie spreparowanych części swoich ofiar? Przyznawanie sobie medali za zabicie osobnika o „najciekawszych wykwitach”? Już samo to zamiłowanie trofeistyczne całkowicie kompromituje myślistwo.
    I właśnie o tych dwóch sprawach jest ta książka, której zresztą żaden myśliwy nie przeczytał – to widać wyraźnie z wypowiedzi na forach internetowych.

  92.  

    Panie Tomaszu ,pisze Pan ,że myślistwo nie jest potrzebne ,podam przykład w naszym kole kiedyś strzelało się 30 lisów rocznie przy prawie zerowym stanie zająca w tym ubiegłym sezonie strzelono 80 lisów ,a stan zająca poprawił się o 200% ,bażanta o 100% ,kuropatwy mniej więcej 60% ,strzelono 0 zajęcy ,0 bażantów ,0 kuropatw.Przypadek ?Nie słyszałem o tych doświadczeniach w Szwajcarii ,ale sąsiedzkie koło ,które nie robi nic ,nie dokarmia ,nie strzela niczego ,tylko myśliwi czekają na granicy obwodu na nasze dziki ,albo wjeżdżają polować na nasz obwód co jest nielegalne ,mają pełno lisów ,prawie zero zająca i kuropatwy.
    Co do trofeistyki powiem ,że średnio mi się to podoba i chyba wieszać na ścianie głów nie będę.Nie wiem tylko czemu Pan się tak uczepił myśliwych ,niech Pan pojedzie do pierwszego lepszego gospodarstwa na wsi ,tam mógłby Pan stworzyć encyklopedię sadyzmu na zwierzętach ,a tu taka obława ,ostatnio na jakimś forum pewna Pani napisała ,że jej cytuję „Nie ruszają bajeczki o myśliwych brnących po pas w śniegu z workiem karmy dla sarenek” ,to mnie naprawdę zakuło ,bo sam tą karmę noszę ,dziwię się Panu jako wykształconemu człowiekowi ,że nie dostrzega Pan tylko zło ,ja też mogę napisać ,że nie ruszają mnie bajeczki o zabijaniu ,krzywdzeniu ,ale staram się argumentować swoje wypowiedzi.Dodam ,że jeżeli Pan spotkał się z myśliwymi dewizowcami to się nie dziwię Pana opinii o polowaniach ,ja ich nie znoszę ,banda nadzianych dziadków która przyjeżdża na mord ,ja również ich nie lubię ,ale szkoda ,że nie zobaczył i nie poznał Pan nigdy etycznego myśliwego.

  93.  

    Do Myśliwego
    Nie posiada Pan umiejętności czytania ze zrozumieniem.Ze smutkiem skonstatowałam po przeczytaniu Pana dyskusji
    z P.Matkowskim i innymi (w tym ze mną).Na pocieszenie
    powiem Panu że jest Pan w większości (ale marne to pocieszenie prawda?) Brak tej umiejętności powoduje, że nie rozumie Pan całych obszarów tekstu (bo nie odnosi się Pan do nich !!!).Niestety nie mam dobrych wiadomości. Musiałby Pan
    wsiąść w wehikuł czasu jak Pciuch, bohater pewnej książeczki
    i jako mały chłopczyk zacząć czytać.I jak ja zachwycać się
    prozą Hemingwaya (myśliwego i niewyobrażalnego jak na nasze
    czasy narcyza i bufona) by z czasem sięgnąć po pisarzy takich jak Vonnegut czy Warton.I podczas takiego nieustającego procesu (który u mnie trwa już 40 lat) tworzy się zdolność do SŁUCHANIA I CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM.
    Więc niech Pan nie słucha tylko przedstawicieli swojego środowiska ale wyjdzie z niego i popatrzy na siebie i na nich
    krytycznie tzn.powie Pan sobie głośno lub po cichutku: może
    nie mam racji, może moja wizja świata jest błędna, może inni
    wiedzą więcej?
    A tak na końcu:czytał Pan CAŁE ZE ZROZUMIENIEM TEKSTU
    „POLOWANECZKO”?

  94.  

    Dopiszę jeszcze post ,który być może spowoduje dojście do porozumienia.
    1.Przeciwnicy myśliwych mają jeden argument jakim jest zabijanie zwierząt ,oczywiście rozpisują to i tłumaczą w swoich postach.
    2.Myśliwi:
    -Zabijają zwierzęta(zadają ból itd.) -argument przeciwników myśliwych ,wielokrotnie tłumaczony ,jest problemem nie do rozwiązania.
    -Dokarmiają zwierzęta (do czego przeciwnicy się nie ustosunkowali ,a posty w stylu „dokarmiają ,żeby mieć tłuste mięso i ładniejsze trofeum” ,dla normalnego człowieka są śmieszne”)
    -Prowadzą inwentaryzację obwodu (czyli liczenie zwierzyny ,plany odstrzału itd.)
    -Zajmują się szacowaniem szkód (innymi słowy płacą rolnikom za zniszczenia spowodowane przez zwierzęta)
    -Walczą z kłusownictwem (czyli zbierają wnyki ,sidła ,łapią wspólnie z policją na „gorącym uczynku”)
    -Zajmują się ochroną upraw rolniczych (Stosowanie środków zapachowych ,które odstraszają zwierzęta)
    -Zajmują się uprawą poletek i pasów(upraw przygotowanych specjalnie dla zwierzyny ,aby odciągnąć ją od pól rolników)
    -Budują urządzenia łowieckie(Paśniki ,lizawki dla saren ,również ambony i zwyżki)

    3.Rozumiem i widzę ,że jedynym problemem jest zabijanie zwierząt.
    Myślę ,że dość już było na wszystkich forach tego typu wzajemnych wyzwisk ,oczerniania zarówno ze strony przeciwników jak i myśliwych.
    Było już wiele pomysłów na bezkrwawą gospodarkę
    -Środki antykoncepcyjne -niezgodne z ekologią ,naturą ,na dłuższą metę stosowanie ich doprowadziłoby do całkowitego zniknięcia danego gatunku,
    -Łapanie w siatki lub usypianie -dobry pomysł tylko ,że w Polsce nie ma rejonów gdzie brakowałoby np. lisa ,czy dzika oczywiście brakuje np.głuszca czy cietrzewia dlatego takie akcje są prowadzone ,zakładane są „Ośrodki Hodowli Zwierzyny tzw.OHZ-ty” nad czym opiekę również ma PZŁ. tak więc myśliwi nie tylko zabijają ,ale również hodują.Puszczanie zwierząt „cichaczem” jest niedozwolone oczywiście możnaby transportować zwierzęta do innych miejsc na świecie ,ale na to jest zdecydowanie za mało pieniędzy.

    Nie chcę tu pokazywać ,że strzelanie jest jedyną metodą ,dlatego z chęcią wysłucham innych propozycji i proszę nie pisać kolejnych postów o nazistach ,mordercach,psychopatach.

    Do Pana przyrodnika w skrócie etyka łowiecka polega na tym ,że robi się wszystko aby zwierzę cierpiało jak najmniej ,w przypadku niepewności myśliwy ma obowiązek odstawić karabin.Ostatnio w moim kole pewien myśliwy z zewnątrz strzelał do nierozpoznanego dzika na 200m. oczywiście dzik został źle trafiony i długo się męczył a i tak go nie znaleźliśmy następnego dnia rano padła decyzja ,że ten pan więcej u nas polować nie będzie ,gdyż nie ma pojęcia co to etyka myśliwska.

  95.  

    A ja bardzo lubię jeść mięso:)

  96.  

    Do Pani gośki : Po co Pani w ogóle pisze na tym forum ? Skoro żadne argumenty do Pani nie trafiają ,uważa Pani ,że ma Pani absolutną rację.Pisze Pani ,że nie odnoszę się do waszych argumentów.Czy to nie ja pisałem ,że zabijanie jest złem ,czy nie pisałem ,że nie lubię trofeistyki ? Ale Pani i tak zawsze będzie się trzymać swoich racji ,nie usłyszałem słowa dobrego o myśliwych, bo Pani jest zaślepiona książeczką Pana Matkowskiego ,więc po co w ogóle pisać skoro i tak z góry jest Pani odporna na wszelkie argumenty ,na okrągło i w kółko pisze Pani tylko o lepszych ludziach , o krytycznym spojrzeniu na siebie ,czy mogłaby Pani swoje wypowiedzi argumentować ?Bo ja też mogę nawychwalać myśliwych a nie poprzeć tego żadnymi argumentami.
    Napiszę jeszcze ,że coraz mniej mi się chce dyskutować bo nie ma po co.Ja i tak będę polował wy i tak będziecie pisać cały czas o zabijaniu ,choćby wam myśliwy przed oczami zwierzęta ratował to i tak będziecie wciąż na nim psy wieszać a wynika to właśnie z tego ,że nikt nie próbuje myśliwych zrozumieć ,może to Pani się zastanowi czy ma rację ?I czy to nie myśliwi wiedzą więcej ?Bo puste słowa niczego nie zmieniają.Dziękuję wszystkim za dyskusję.

  97.  

    Silna wiara i w ogóle wiara w jakąś idee zawęża percepcje, i powoduje, że nie dostrzega się dowodów mogących jej zagrażać. Myśliwi zarzucają ich przeciwnikom, że są zaślepieni. Że nie widzą argumentów przemawiających za koniecznością dokarmiania i odławiania. Oni (w tym ja) są po prostu bardziej wrażliwi na cierpienia zwierząt a nazywanie empatii zaślepieniem jest eufemizmem. Mówicie, że niestety trzeba je zabijać dla ich dobra. Może dałbym się złapać na wasze argumenty, gdyby nie jeden fakt: strzelanie sprawia wam przyjemność.

  98.  

    Do Pani gośki:
    trudno nie zgodzić się ze zdaniem Pana Myśliwego. jedyny wytaczany przez Panią argument to cierpienie zwierząt. Argument ten jest ważny, ale trudno nie uznać śmieszności jego uporczywego powtarzania wobec faktów, które zostały przedstawione.
    Uprawia Pani personalną krytykę, całkowicie nie zważając na to, co już zostało napisane. Jest Pani głucha na argumenty, które wyraźnie wskazują na to, że rzeczy są nie tylko czarne lub białe, ale również szare. Życzę większej otwartości, to pozwoli poszerzyć horyzonty. Zapewne bardziej, niż lektura Whartona.
    Do Pana Jacka:
    Ależ Pana wypowiedź dokładnie charakteryzuje przeciwników polowań! Silna wiara we własną nieomylność i wyższość własnej moralności, wyższość własnych uczuć… Przekonanie, że świat powinien wyglądać tak, jak sobie wymarzyli… Taka postawa sprawia wrażenie naiwnej i górnolotnej…
    Myśliwi, zdaje się, zabijają zwierzęta dla dobra człowieka, w tym również Pana dobra.

  99.  

    Wg Trolla można trochę zdradzić, trochę ukraść, trochę zabić.
    Szary trollowy świat.

  100.  

    hmmm „bracia Św.Huberta”? ja przepraszam ale ja nie rozumiem… co to za święty którego braćmi są mordercy? co to za wiara która czyni świętych z morderców??? :/ czy to ta sama wiara która w 5 przykazaniu mówi „nie zabijaj”??? (i wcale nie precyzuje kogo!) :/

  101.  

    Dla równowagi trzeba trochę zdradzić, trochę ukraść, trochę zabić :(
    Zrównoważony trollowy świat.

  102. Jacek Kusz gośka
     

    No cóż, jest możliwe (choć nie wiem jak) być wierzącym w nauki Jezusa i jednocześnie zabijać z przyjemnością i na dodatek bez poczucia winy, a nawet z dumą! Słyszałem o pewnym księdzu, który urządził zakrystie w stylu myśliwskim. Myślę że to zdolność łączenia sprzeczności, czyli innymi słowy umiejętność zamulenia sobie głowy.

  103.  

    To ja już wolę rozmawiać z myśliwymi niż z trollami! Brrr… ciarki
    przechodzą po plecach. Poczułam to co Masłowska podczas spotkania z szefem Wszechpolaków w programie Najsztuba:
    strach.

  104.  

    Rozumiem, że gdyby Ciebie okradziono, zdradzono albo chciano zabić to przyjąłbyś to ze spokojem? Jesteś prawdziwym twardzielem, tylko po co?

  105.  

    Nie wiem, jak można zabijać z przyjemnością, bez poczucia winy, czy z dumą… Nie mógłbym. Ale rozumiem, że są ludzie, którzy są w stanie to zrobić bez doznawania przykrych emocji. I że czasem trzeba zabić. I że dobrze, że są tacy, którzy zwalniają nas z zabijania zwierza na mięso lub w celu ochrony upraw… Etyczni myśliwi są być może tylko perełkami wśród myśliwych, ale nie wątpię, że są.
    Boję się natomiast ludzi zatwardziałych w swoich poglądach i zamkniętych na inne racje, takich jak Wy. Taka postawa jest w stanie wyrządzić wiele krzywdy.

  106.  

    Wielokrotnie mnie okradziono i zdradzono, nie przyjąłem tego ze spokojem, ale – dopiero po latach – ze zrozumieniem.

  107.  

    Ze zrozumieniem i poparciem dla oprawców?

  108.  

    Ze zrozumieniem nie znaczy z poparciem, czy to aż trzeba wyjaśniać? Ta dyskusja rzeczywiście staje się coraz mniej sensowna.

  109.  

    Moze i byli jacys dobrzy i ‚etyczni’ SSmani, ale to nie powod by nie potepiac dzialan SS. I tak jest z PZŁ.

  110.  

    Nie kapuję. Piszesz, że można trochę zabijać, okradać, zdradzać itd. ale nie Ciebie. Ciebie nie można! Tego nie popierasz.

  111.  

    A ja nie rozumiem Ciebie i męczę się tą dyskusją. Wyciąganymi z rękawa, na poczekaniu, zarzutami. Swoje zdanie wyraziłem w poprzednich wpisach, a jego odbiór jest już tylko kwestią interpretacji.

    Nie ma sensu odpierać wciąż tych samych, odpartych już zarzutów, które jak cień powrócą następnym razem. Moc z Wami, zatwardziałymi walczycielami.

  112.  

    Nie, nie piszę, że nie popieram okradania mnie. Nie popieram okradania w ogóle. Proszę czytać uważnie tekst, do którego zamierza się odnieść i proszę nie wyciągać w prowokujący sposób FAŁSZYWYCH wniosków.
    Miło jest urządzać nagonkę na zwierzynę o nieco innych poglądach niż Wasze, walczycielskie, co?

  113.  

    Pozwolę sobie dopisać jeszcze post ,który będzie nieco mniej przyjazny od pozostałych.
    Na początek pragnę podziękować Panu troll karolkowi ,który jest jedyną obiektywną osobą i trafiają do niego nasze argumenty.
    Zagorzali przeciwnicy polowań na tym forum sprawiają wrażenie bardzo wścibskich i jeśli ktoś (ich zdaniem) robi coś złego to by na niego tak wsiedli ,że nie doszedłby do głosu.Osoby te za nic mają moje argumenty ,bo nie potrafią zejść na ziemię i przestać patrzeć na siebie jak na bóstwo a na myśliwych jak na przygłupów.Są to ludzie ,którzy mają siebie za wielkich dobroczyńców świata ,niektórzy nie jedzą mięsa ,inni kłócą się z nami (myśliwymi) na forach internetowych ,tylko że przyroda jakoś z tego korzyści nie czerpie ,a właśnie myśliwi COKOLWIEK dla tej przyrody robią.A CO konkretnie to już wiele razy było pisane.
    Do tej pory w naszym kole (50 letnim) żaden ekolog nie oferował pomocy przy stawianiu paśników ,kupnie lizawek itd.Ale ci prawdziwi ekolodzy ,którzy WIEDZĄ o co chodzi ,a nie przywiązują się do drzew i wrzeszczą slogany rzadko kiedy mają jakieś pretensje do myśliwych a niektórzy nawiązują współpracę przy różnych akcjach.
    Co do Pana Matkowskiego: większego hipokryty nie widziałem ,przez wiele lat ten człowiek jeździł na „POLOWANECZKA” i był tłumaczem ,mam rozumieć ,że przy każdym upolowanym zwierzaku płakał rzewnymi łzami i było mu niezmiernie żal ? On pewnie jadł ,pił i żartował razem z myśliwymi ,ale jak już się skończyła praca to wpadł na pomysł i wymyślił tanią sensacyjkę pełną bzdur.Dziwi mnie ,że w gruncie rzeczy mądrzy ludzie dali się tak omamić ,mnie na przykład wkurza jak ktoś mi narzuca swoje zdanie ,co czyni Pan Matkowski w „Polowaneczku”
    Zrobiłem eksperyment co mi wcześniej pisała Pani gośka ,żeby popatrzeć krytycznie na siebie ,więc po powrocie z polowaneczka dokładnie prześledziłem cały wyjazd i porównałem go ze zdaniem Pana Matkowskiego ,że jesteśmy zgrają wypruwających flaki ,miażdżących kości i wydmuchujących płuca psychopatów.No cóż po tym porównaniu zobaczyłem ,że mój wyjazd miał się tak do okrucieństwa jak „Polowaneczko” do łowiectwa.Owszem był strzelony rogacz bardzo ładnie „padł w ogniu” czyli śmierć nastąpiła w ciągu kilku sekund.Rogacz stary ,selekcyjny czyli taki który nie podnosi jakości populacji bo zajmuje terytorium.A takich rogaczy mogło jeszcze paść 5 ,ale PO CO ?Skoro tamte były zdrowe i silne. Można było przecież zawinąć je do samochodu tak żeby nikt nie widział ,ale PO CO ?Gdzie w tym prawdziwe łowiectwo ?Czy ja jadę do łowiska „se pomordować” ? Jak tak to mogłem się w rzeźni zatrudnić bym jeszcze jakieś grosze wyciągnął.Po co dygać 200km w obie strony ?Bo tam się odpoczywa ,bo można się zaszyć z dala od ludzi i problemów.Strzeli się albo się nie strzeli, czasem nawet się odpuszcza na zasadzie „pożyj sobie jeszcze” ,ja i tak zawsze wrócę zadowolony nawet z pustymi rękami ,bo po coś mam to całe łowiectwo i się z tego cieszę.
    Na koniec żenującym jest ,że na tym forum ludzie poniżają się za błędy ortograficzne ,niespójność wypowiedzi itp.
    Myśliwy

  114. pzypadkowy_turysta
     

    Trafiłem tutaj zupełnie przypadkowo przeglądając internet. Rzuciłem okiem na parę postów i stwierdziłem, że zabiorę w tej dyskusi także swój głos.
    Pan Myśliwy musiał poświęcić mnóstwo czasu na śledzenie tego forum i konstruowanie postów uświadamiających czym jest łowiectwo i jak skomplikowany i wcale nie prosty to „fach”. Bardzo dobrze, że to zrobił bo pewnie wielu czytelników tego forum nie wiedziało na czym tak na prawde polega ich praca. Zreszta nawet po przeczytaniu tych postów oni dalej nie kapuja o co chodzi. Odstrzał zwierzyny nie sprowadza się tylko do ganiania po lesie i pociagania za spust i zabijania wszystkiego co się rusza. Pewnie jesli by o to chodziło to ganialiby nie ze strzelbami myśliwskimi a z szybkostrzelnym karabinami, które są uzywane na wojnach. Przemawia do mnie argument mysliwego że łowiectwo to sport uzyteczny. Gdy jest taka potrzeba reguluje on nierównowagi w lokalnych ekosystemach. Myśliwy zwrócił tez uwagę na fakt, że oni też nie lubią ludzi żądnych krwi, zabijających tylko dla poczucia zapachu krwi i często eliminują ich ze swoich kół łowieckich.
    Przeciwnicy wypowiadający się w tym temacie mają niestety bardzo wąskie spojrzenie na problemy świata. W tym wypadku widzą tylko i wyłącznie cierpienie zwierząt. Mnie myśliwy przekonał, że to nie o to chodzi by zadawac zwięrzętom ból, a na problem łowiectwa nalezy patrzeć szeroko.
    Na pewno wielu (o ile nie wszyscy) z przeciwników jest wegetarianami. Nie wyobrażam sobie osoby, ktora rozczula się nad przeżyciami zwierzyny ustrzeliwanej w lasach a zajadającej się na śniadanie parówkami wyprodukowanymi z „części” zwierząt które były hodowane i zabijane często w „nieludzki” sposób. Przeciez one tak samo czuja jak te z lasu!
    Ale tez nie o to mi chodzi.
    Przez wasze wąskie spojrzenie na świat nie rozumiecie jak wiele innych problemów jest dużo bardziej istotnych dla funkcjonowania świata niż rozżalanie się nad bólem słodkich futrzaków z lasu. Dużo większe szkody dla przyrody wyrzadzacie godząc się na kupowanie chińskich wyrobów w sklepach. Szacuje się, że przez zanieczyszczenia spowodowane przez intensyfikację przemysłu w chinach ginie rocznie prawie pół miliona ludzi rocznie! polecam link -> http://www.youtube.com/watch?v=mZTJohAtkf0
    A wy się rozwodzicie nad mordercami i prawami Jezusowymi! Popatrzcie na własne życia! Nie marnujcie juz tu więcej czasu na forum -> bo zuzywacie prąd i zwiększacie emisje gazów cieplarnianych, marnujecie czas w którym moglibyście się przyczynić do czegoś dobrego

    A linku poniżej szczerze nie polecam! Ale znalazłem go bo był na temat polowań.
    http://vodpod.com/watch/955227-happy-tree-friends-flippys-hunt

  115.  

    Przyznam że fragment książki przeczytałem z dużym zainteresowaniem.

  116.  

    przypadkowy_turysto! Nazywając zwierzęta ,,słodkimi futrzakami z lasu” pokazałeś jak ogromne jest u Ciebie poczucie wyższości nad nimi i kompletny brak szacunku nie tylko do nich, ale do całego życia na planecie. Twój szacunek do innych jest wybiórczy i wynika być może z mody. Gdybyś urodził się w innych czasach ciekawe co myślałbyś o czarnoskórych, aborygenach (na których osadnicy urządzali polowania) czy indianach z Amazonii, może mówiłbyś o nich ,,dzikusy z lasu”? Tak naprawdę to nie masz swojego zdania.

  117.  

    Wchodząc tutaj myślałem ,że wezmę udział w rzeczowej dyskusji na temat łowiectwa ,ja przedstawię swoje argumenty wy swoje ,na większość moich argumentów nie było odpowiedzi natomiast ja oberwałem za to że niby nie odpisuję na argumenty.PROSTSZYM językiem bo widzę ,że inaczej nie można: mówicie co innego a robicie co innego.To pierwsza sprawa.Kolejna to to że Pan przypadkowy_turysta użył słów słodkie futrzaki z lasu dlatego ,że WY za takie je macie.(co wynika z postów).
    Cóż kompletnym brakiem szacunku to ja bym nazwał objeżdżanie z góry Pana przypadkowego_turystę za to ,że śmiał się opowiedzieć po mojej stronie.Gdyby ktoś napisał ,że nienawidzi zwierząt i jednocześnie nienawidzi myśliwych to też byście mu przyznali rację ? Z wami jest tak ,że macie myśl pt: „Nienawidzę was bo przeczytałem Polowaneczko i wszystko wiem” i z tego tworzą się urojenia o rasistach ,nazistach ,psychopatach ,sadystach ,tyle ,że ani ja, ani żaden mój kolega myśliwy ani nikt kogo znam nie ma takich skłonności.
    Ile mi ojciec myśliwy za młodu wyklarował ,że przyrodę trzeba szanować ,że zwierzę to nie zabawka ,że w lesie się nie hałasuje itp (Za co mu z całego serca dziękuję)A tu prostu banda zakapiorów i pieniaczy ,którzy głoszą piękną nieprawdę.To śmieszne ,ale sprawiacie wrażenie jakbyście wszystko wiedzieli o mnie i o tym co robię ,więc proszę tylko o zastanowienie.(Choć to pewnie bezcelowe lepiej do ściany pogadać ,mniej się zdenerwuję przynajmniej ,ale mimo wszystko proszę o to)..Myśliwy

  118.  

    ,,zwierze to nie zabawka, w lesie się nie hałasuje” – zgadzam się w 100 procentach! Ale proszę wskazać myśliwego, który strzela cicho i nie bawi go polowanie.

  119.  

    Nawet to pozornie szlachetne przykazanie „w lesie się nie hałasuje” zawiera w sobie element obłudy. Dlaczego się nie halasuje? żeby nie spłoszyć ofiary.
    w momencie kiedy ofiara już się znalazła na muszce lub w celowniku optycznym, przykazanie przestaje obowiązywać. teraz można oddać strzał. Czy ktoś z was słyszał jaki huk wytwarza broń mysliwska? Zwłaszcza sztucer – to jest jak wybuch miny. Odgłos strzału niesie się na kilometry. Stawia na nogi całą zwierzynę. Ale to przecież bez znaczenia dla obłudnych i odrażających z piórkiem.
    oni tego nie słyszą – bo nie chcą słyszeć. Niczego nie chcą słyszeć…

  120.  

    Och Boże człowieku zastanów się.Czyli grzybiarzowi wolno ryczeć i śmiecić w lesie ,a kolesiowi z miasta wolno wywalać czarne pękate wory i to nie jest obłuda.A myśliwy który stara się nie hałasować w lesie jest obłudny ? Uśmiałem się po przeczytaniu pańskiej wypowiedzi Panie Tomaszu niech Pan wybaczy ale pańskie wypowiedzi robią się coraz mniej racjonalne.Co do strzału to oczywiście nie ma Pan zielonego pojęcia o czym pisze.Nie zaprzeczy mi Pan ,że oddałem więcej strzałów w życiu niż Pan prawda ? I wiem (z obserwacji) ,że reakcja zwierzyny na strzał jest krótkotrwała.Stawianie lasu na nogi to oczywista bzdura ,jak wiele które tutaj padły.Po strzale zwierzyna z reguły odskakuje w krzaki i po 2-3 min. ponownie wychodzi.Zwierzyna która stoi w dalszej odległości ogranicza się do podniesienia głowy i spojrzenia w kierunku strzału.I co może Pan jeszcze napisze ,że dzieciak na quadzie w lesie w ogóle nie niepokoi zwierzyny a człowiek który stara się być cicho już tak ?Co do zabawy z polowania to jest element kluczowy i prywatny dla każdego człowieka-myśliwego.Wiadomo ,że myśliwy myśliwemu nie równy.W moim przypadku zawsze ale to zawsze do zwierzyny podchodzę z szacunkiem ,trzymanie broni w ręku to odpowiedzialność dla samego siebie i dla własnego sumienia np. uważam że strzelanie do słonek które właściwie wyrzuca się w krzaki bo nie nadają się użytkowo jest czystym kretynizmem ,można sobie przecież tarczę ustawić ,zawsze musi być powód dla którego strzeliłem do zwierzęcia.Dodam jeszcze że ja odpisuję na argumenty czego nie mogę powiedzieć o większości tu piszących.

  121.  

    Infantylizm, jaki cechuje myśliwych i ich fanów, nie pozwala na głębsze porozumienie i już. Ale piszemy. Może głównie do tych
    adresujemy nasze posty, którzy JESZCZE są „do uratowania”. To przypadkowi internauci, którzy dzięki temu forum popatrzą na
    świat wokół z większą uwagą. I przeczytają. KSIĄŻKĘ O ZABIJANIU DLA PRZYJEMNOŚCI

  122.  

    Myśliwskie oraz wędkarskie czasopisma pełne są zdjęć dumnie pozujących panów i pań. Jakże inna jest postawa tej dziewczyny z upolowaną rybą. Nie ma arogancji, buty, żadnego głupkowatego uśmiechu, żadnej dumy. No i jej dłoń!: http://arts.guardian.co.uk/salgado/image/0,,1708759,00.html

  123.  

    [...] Poza tym przekonali mnie myśliwi. Poważnie. Śledząc ostrą dyskusję związaną z książką “Polowaneczko”, nie mogłem myśliwym nie przyznać racji w [...]

  124.  

    panie mysliwy swin z panem nie pasłem więc prosze nie zwracac sie do mnie per ty – bo w ten sposób tylko potwierdza pan swoje chamstwo, lktóre juz tu sie w panskich wypowiedziach przejawilo. nie bede z panem dyskutowal, bo z chamami i debilami nie warto rozmawiac. pana przekonalby tylko strzal – w panski pusty łeb.

  125.  

    panie mysliwy swin z panem nie pasłem więc prosze nie zwracac sie do mnie per ty – bo w ten sposób tylko potwierdza pan swoje chamstwo, lktóre juz tu sie w panskich wypowiedziach przejawilo. nie bede z panem dyskutowal, bo z chamami i debilami nie warto rozmawiac. pana przekonalby tylko strzal – w panski pusty łeb.

    To pisze człowiek wykształcony i światły. Gdzie chamstwo w moich wypowiedziach nie wiem.Ostatnia była najostrzejsza bo już nie wytrzymałem ciągłego wysłuchiwania bredni i chorych urojeń ,które szerzycie na temat łowiectwa.W miarę rozwijania się tej dyskusji nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać czytając argumenty i tekściki.Za nazwanie Pana per „ty” już jestem chamem ,ale wyzywanie mnie od debili ,idiotów itd. to już nie przeszkadza.Kim Pan jest ,że Panu wolno wyzywać ,ale Pana już nie ? Prywatnie miałbym Panu do powiedzenia parę rzeczy ,ale nie na forum.Pustym łbem nie wskazując palcem wykazało się tu kilka osób ,więc proszę sobie darować ,Panie wielki dobroczyńco świata zwierząt.

  126.  

    Dodam jeszcze ,że przeciwnicy rozpaczliwie próbują skierować rozmowę na inne tory aby tylko nie odpowiadać na argumenty myśliwych i piszą posty o tym czy ktoś wierzy w Jezusa ,albo o chamstwie ,cynizmie lub kierując rozmowę na klasyczną wyzywankę.Idealna postawa aby nie napisać niczego konkretnego.Strasznie mi przykro ,że obraziłem kogoś pisząc do niego jedno zdanie na ty aby się głębiej zastanowił.

    Rany boskie… Prosze mi wybaczyć, ale to jest język dewianta. I proszę mi niczego nie zarzucać, bo ze śmierci zwierzęcia zadanej mu dla przyjemności radość mogą czuć tylko dewianci.

    To myśliwi są ewolucyjnie opóźnieni.

    Poza tym Pana wypowiedź to nieusystematyzowany bełkot – czy to jest cecha charakterystyczna wypowiedzi myśliwych, bo odnoszę wrażenie, że tak?

    Mysliwi kochaja zabijanie, musi im to sprawiac niesamowita przyjemnosc skoro sa w stanie poswiecic mnostwo swojego czasu i pieniedzy zeby uzyskac uprawnienia i nabyc sprzet. Coz, moim zdaniem cos maja z psychika.

    jakże bliska jest ta filozofia(myśliwych) filozofii trzeciej Rzeszy

    Przedszkole, przedszkole… I właściwie byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie jeden drobiazg: bezkarne morderstwa. Włos się jeży na głowie!

    To jest tylko kilka wycinków zero konkretów za to piękne obelgi ubrane w piękne zdania.Więc proszę tylko o chwilę refleksji.Takich urywek byłoby więcej ,ale nie mam czasu ani ochoty ich wyłapywać.
    Jedni napiszą ,że te cytaty to sama prawda ,ja ,że tak powiem z autopsji mogę napisać ,z czystym sercem ,że to czysta głupota.Czekam na kolejne posty o cynizmie ,obłudzie itp.

  127.  

    Ktoś tu na forum zalecał poczytać Łowca Polskiego. No to poczytałem. M.in. fajne są reklamy biur organizujących polowania np. na pumy,rysie,lwy,na Wielką Piątkę w Zinbabwe itd., za duże pieniądze. Nie czujecie się w pełni facetami, jesteście tchórzami, więc musicie temu zaprzeczyć i udowodnić sobie i kolesiom, że upolowało się lwa i zapłaciło 8tys euro. (oczywiście z braku środków można zadowalać się rodzimą fauną) Skoksowani łysole bardzo mi Was przypominają. Taki ktoś ma nikłe szanse nawet u głupiej dziewczyny, bo po prostu moda się zmieniła. Wy też lepiej się nie przyznawajcie co robicie w dni wolne od pracy. Znacie powiedzenie: kto zbyt długo chodzi po manowcach, już z nich nie wraca? Rzucić myślistwo jest chyba trudniej niż narkotyki.

  128.  

    Panie Myśliwy, skąd w Panu tyle cierpliwości do prowadzenia monologu? Po tylu Pana postach coś się powinno zmienić, przynajmniej w sposobie prowadzenia dyskusji przez Obrońców. Tymczasem oni wciąż przejawiają infantylizm, jak słusznie zauważyła Pani Gośka, choć źle przypięła tę etykietkę. Ma Pan rację – to jak walenie grochem o ścianę, szkoda Pana energii.
    No, Panie Matkowski, ładnie się Pan zaprezentował na tym forum… Jadowity z Pana człowiek. Czy takim językiem operuje szlachetny obrońca zwierząt? Skoro gardzi Pan innymi ludźmi (a obraźliwe określenia wystosowane pod adresem Myśliwego o tym właśnie świadczą), jak może Pan naprawdę szanować zwierzęta? Nie spotkałem się z większą obłudą i agresją, niż te zaprezentowane przez Pana. Czy Wy, Obrońcy, nie macie w tej kwestii nic do powiedzenia?! Nie widzicie cynizmu autora Polowaneczka?!

  129.  

    Niedawno byłem na polowaniu na kaczki, jako obserwator. Na 15 myśliwych był tylko jeden pies, jedna lornetka, 15 dubeltówek. Zobaczyłem, że siedzi duże stado głowienek, krakw, cyranek, kilka krzyżówek i jeden płaskonos. Pytam się: co to za kaczki? Odp. same krzyżówki. Nie byłem zaskoczony odpowiedzią bo słyszałem, że myśliwi raczej krakwy od krzyżówki nie odróżniają, nie wiedziałem tylko że innych kaczek też. Strzelano do każdej kaczki która nadleciała. A jak ktoś chce zobaczyć polowanie na gęsi to zapraszam na Zbiornik Mietkowski. Postrzelone gęsi siedzą na wyspach i chodzą wlokąc skrzydło. Odstrzały są nielimitowane, i nikomu nawet przez myśl nie przejdzie żeby odszukać postrzałka, skoro można walnąć pięć następnych z których dwie spadną w pobliżu.

  130.  

    Panie troll karolek chyba ma Pan rację tylko ,że większość myśliwych ma w poważaniu (wiadomo gdzie) to co piszą dyletanci a ja staram się coś przekazać może dotrze może nie ale spróbować warto ,co do łowca polskiego to rozumiem ,że w tym numerze od okładki do ostatniej strony były same reklamy biur organizujących polowania ? I nic więcej ? Pan dostrzega tylko to co chce dostrzec.Są takie biura i zgłaszają się do nich myśliwi dewizowi.(nadziane dziadki których nikt nie lubi bo są pazerni i myślą ,że im się wszystko należy)Za te reklamy łowiec dostaję kasę.Proste.
    Co do polowania na kaczki ,to w naszym kole nie byłem na takim nigdy i ja mam nadzieję ,że ptactwo zostanie zniesione z listy zwierząt łownych bo polują na nie właśnie często myśliwi-dyletanci których niestety nie brakuje.Myśliwi których Pan opisał to pewnie wiejskie koło ,które więcej kłusuje niż poluje po tej jednej lornetce widać zresztą stan wyposażenia tych „myśliwych”
    Powoli kształtuje mi się obraz rozumowania przeciwników
    np.
    kierowca jechał narąbany i wjechał w kobietę z wózkiem czyli wszyscy kierowcy to pijaki
    myśliwy zastrzelił psa gospodarza albo myśliwy nie odróżnił jednej kaczki od drugiej czyli wszyscy myśliwi to mordercy i dyletanci.Proste rozumowanie
    Pan Matkowski nazwał mnie debilem czyli wszyscy obrońcy to chamy i prostaki.Prosta metoda aby wszystkich zmieszać z błotem.

  131.  

    Tak sobie czytam i czytam te posty i sobie rozmyślam.
    Ja sobie siadam w środku lasu jest cudownie cisza spokój można naprawdę odpocząć.A wy ze mnie robicie zakompleksionego tchórzliwego idiotę który idzie do lasu zabić bo wtedy czuje się panem świata.Szkoda mi was przeciwnicy bo siedzicie być może z pianą na ustach przed tymi monitorkami i prowadzicie kłótnie.Sami sobie stworzyliście nieistniejącego wroga ja z wami nie walczę i walczyć nie zamierzam ja UŚWIADAMIAM ,że nie jestem wrogiem a wojnę prowadzicie z kimś wymyślonym.Jakże moje myślistwo różni się od tego co piszecie nie możecie sobie nawet wyobrazić.Zrobiliście ze mnie jakiegoś psychopatę który idzie do lasu gnany żądzą krwi a w rzeczywistości ja idę odpocząć pstryknąć kilka zdjęć itd. strzelam rzadko i zawsze z zastanowieniem.I żal mi was ,że nie możecie przeżywać tego co ja.

  132.  

    ,,strzelam rzadko i zawsze z zastanowieniem” . Pewien człowiek także miał wrażliwosć. Gdy spotkał małą dziewczynkę w lesie tak mu się jej żal zrobiło, że jak ją (…) to aż płakał.

  133.  

    Cóż widzę ,że większość tutaj piszących jest totalnie niereformowalna oraz na myśl przychodzi jeszcze kilka określeń ,tkwijcie sobie dalej w bagnie obelg możecie mnie tu zwyzywać kolejnymi kilkunastoma postami jeśli to was podnosi na duchu ,jak ktoś napisze coś bardziej sensownego to może odpowiem ,ale na razie chyba podziękuję za takie towarzystwo.

  134.  

    mądra decyzja

  135.  

    A ja do myśliwego

    Nie wszyscy kierowcy to pijacy
    Wszyscy pijani za kierownicą to POTENCJALNI mordercy
    I Wy NIE POTENCJALNI

  136.  

    Przeczytalem cala dyskusje od deski do deski i jestem w sumie pod wrazeniem poziomu dyskusji (zaprezentowanego w szczegolnosci przez Mysliwego). Musze przyznac wrecz ze bylem przeciwnikiem myslistwa, ale to forum rzucilo mi nowe swiatlo na zagadnienie. Naprawde chcialbym zeby wszyscy mysliwi rozumowali w podobny Panu sposob. Pozdrawiam

  137.  

    Rewelacyjna ksiazka! Mam nadzieje,ze psychopaci nazywajacy sie „mysliwymi” nie zrobia na pana polowania… wyrazy szacunku!!!

  138.  

    Zgodnie z moimi przewidywaniami na 3 listopada Pan Matkowski nie mógł się powstrzymać aby znowu nas nie zmieszać błotem.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Gratuluje-tym-ktorzy-mieli-krotka-bezbolesna-smierc,wid,11654168,wiadomosc.html
    Tak się zastanawiam czy powtarzanie znów i w kółko o tych jelonkach ,sarenkach które wiszą na ścianie nie nudzą się Panu ? Bo ja czytam kolejny raz na kolejnym forum kolejny tekst o tym samym i zadaję sobie pytanie: Skąd Pana miłość do zwierząt dziko żyjących skoro (oczywiście może to już nieaktualne) ,sam Pan nie przeczy ,że je Pan mięso ? I kolejne pytanie: Skąd w Panu tyle wściekłości i zaciętości ,aby w kółko pisać o tym samym do tych samych ludzi min. mnie.Darz Bór w dniu święta myśliwych ,a Panu życzę żeby Pan się mniej musiał na nas złościć i pisać o tym na forach.

  139.  

    Panie Matkowski ! serdecznie gratuluję udanego pomysłu na robienie pieniędzy. Wydanie tej dość infantylnie napisanej książki przypomina stylem grafomańskie wydawnictwa brukowe typu Fakt. Stara się Pan zrobić sensację z tematu, który przedstawia Pan dość powierzchownie, ale w sposób oczywisty wzbudziając kontrowersje ,które z kolei mają się przełożyć na wzrost sprzedaży no i w konsekwencji na Pana dochody. Co dziwne (a może nie?) jest tej książce ukryte sporo agresji i wrogości do ludzi, a tą agresją w stosunku do zwierząt przecież wg Pana charakteryzują się wyłacznie myśliwi. Dlaczego ? W każdej grupie społecznej znajdziemy ludzi, którzy mają problemy z osobowością lub którzy popadli w nałogi lub którzy poprostu, „po ludzku” gdzieś zbłądzili ale czy wypada to wykorzystywać dla własnych korzyści materialnych pod pozorem ochrony „tak bardzo kochanych przez Pana zwierząt”? Z pewnością jest jeszcze kilka tematów na których można by było się dorobić – aborcja, pedofilia księży, eutanazja itp, itd. Jednak proszę już więcej nie wykorzytsywać tych tematów do własnego wzbogacania !!! Z okazji dnia myśliwego prosze przyjąć najlepsze życzenia – doskonale upolował Pan temat na robienie pieniędzy !!!

  140.  

    Panie dzik_dzik, błędnie zinterpretował Pan motywy powstania książki. Pana wypowiedź jest cyniczna. Sformułowanie ,,tak bardzo kochanych przez pana zwierząt” jakoś mi śmierdzi, coś tu u Pana jest nie spójne. Podobnie jak ten pocałunek: http://www.lowiecki.pl/polowania/kozik_2/big/05.jpg

  141. Tomasz Matkowski
     

    Panie Jacku,
    dzięki za link do tego zdjęcia. Ono więcej mówi o myśliwych niż dziesiątki artykułów czy książek. Streszcza w sobie cały schizofreniczny, chory stosunek kata do jego ofiary.

  142.  

    Panie Jacku, z całym szacunkiem (nie cynicznie!), proszę nie mówić jak się powinno interpretować tę „książkę” – każdy ma prawo do swojej interpretacji a takie forum jak to ma służyć przedstawianiu spostrzeżeń na poruszany temat.
    Zdjęcie, do którego link Pan zamieścił to oczywista patologia choć podobnie jak „książka” Pana Matkowskiego trąci tanią demagogią.
    Chciałbym podkreślić, że moim zdaniem sytuacje, które opisuje Pan Matkowski mogły się wydarzyć, owszem, wiedząc z historii do czego zdolny jest „gatunek ludzki” tego nie można wykluczyć. Nie można jednak na ich podstawie charakteryzować (szufladkować) wszystkich ludzi zajmujacych się Łowiectwem. To nie jest uczciwe. Pan o tym wie. To zupelnie tak samo jakby z powodu pedofilii wśród księży oskarżać o nią wszystkich duchownych itp.
    Mam jednak pytanie do Pana Matkowskiego – co robił wtedy kiedy był świadkiem takich zachowań pseudomyśliwych – czy wtedy im się przeciwstawiał, czy wtedy jawnie je potępiał ? Pewnie zabrakło odwagi no i interesu w tym nie było… co innego teraz. Można pisać tego typu „książki” tylko proszę powiedzieć w jakim celu ? Rozumiem gdyby zaangażował się Pan wtedy czynnie i nie dopuszczał do tych patologii wtedy cześć i chwała, można się tym pochwalić, opisać i może dodać odwagi innym, zainspirować do podbnych postaw, ale Pan tylko to dziś zrelacjonował licząc, że wzbudzi Pan oczywiste kontrowersje. W jakim celu – odpowiedź ciśnie się sama. Dzisiaj można zarobić na wszystkim.

  143.  

    „Panie Jacku,
    dzięki za link do tego zdjęcia. Ono więcej mówi o myśliwych niż dziesiątki artykułów czy książek. Streszcza w sobie cały schizofreniczny, chory stosunek kata do jego ofiary.”

    No pewnie.Aż dziwne ,że jeszcze nie zaczęliśmy strzelać do ludzi ,z taką pasją do zabijania zwierzęta to za mało.
    Wręcz nie mogę uwierzyć w to ,że podajecie linki to zagrzebanych w gąszczu stron internetowych portali łowieckich różnego rodzaju.Ja znam te strony ponieważ spędzam bardzo dużo czasu na portalach o łowiectwie gdyż jest to moja pasja ,a tu okazuje się ,że przeciwnicy spędzają tyle samo czasu na przeglądanie i wyszukiwanie tego typu rzeczy.No cóż każdy chce zaistnieć w sieci ,kwestia tylko jaką sensacyjkę sobie wynajdzie.
    Myśliwy

  144.  

    Staną przed Panem ONE WSZYSTKIE….Kiedyś. I będzie Pan wył.
    Ale będzie za późno. I nie z powodu kary boskiej czy jakiejś tam,
    ale dlatego że zbrodnia nie znika bo Pan ją inaczej nazwał.
    Ludzie w sytuacjach ekstremalnych (nadchodzącej śmierci czy
    śmiertelnej choroby) WIDZĄ WIĘCEJ. No i ja nie chciałabym być
    wtedy w Pańskiej skórze!

  145.  

    Do wszystkich chętnych:
    we Wrocławiu w księgarni Falanster ul. Św.Antoniego 23 w godz.
    od 16 do 19 odbędzie się spotkanie na temat: wgląd w relację pomiędzy ludźmi a zwierzętami – z działaczem na rzecz praw zwierząt, aktywistą i publicystą ekologicznym, autorem książki
    Farba znaczy krew” oraz pisarką Olgą Tokarczuk.
    Data spotkania: 21 listopada 2009
    ( gdyby ktoś chętny zawędrował na to forum)

  146.  

    Autor książki „Farba znaczy krew” jak sam przyznaje polował ponad 30 lat – moim zdaniem nigdy jednak nie był Myśliwym. Historie, które opisuje, i których był „bohaterm” w większości przypadków mogłyby zakończyć się w kryminale !!! Teraz ten człowiek szuka rozgrzeszenia? Zbłądził, wszedł na złą drogę, ale dostrzegł to dopiero po 30 latach ? Jest cyniczny i kpi sobie z ludzi, którzy płacą mu dziś za to kupując jego książkę. Zło i zgnilizna tkwiły w tym Panu. Kto wie jak jeszcze mogłoby się to skończyć ? Paradoksalnie, przez wypaczone pseudoowiectwo dopiero to zrozumiał. Kosztem jednak wielu ofiar, nie tylko tych śmiertelnych, ale przede wszystkim własnej rodziny, własnego dziecka. Ta książka doskonale ukazuje, że PROBLEM NIE LEŻY W IDEI ŁOWIECTWA ALE W MENTALNOŚCI, PODŁYM CHARAKTERZE, A CZĘSTO CHOROBIE PSYCHICZNEJ LUDZI, KTÓRZY ROZŁADOWUJĄ I ZAGŁUSZAJĄ SWOJE FRUSTRACJE ZABIJAJĄC !!!
    Sam jestem młodym Myśliwym. Już cztery lata jeżdżę z bronią do lasu. Jestem mięsożerny i zabiłem do tej pory, słownie: trzy dziki. Nie poluję na inną zwierzynę. Wyręczają mnie z tego przykrego obowiązku inni. Łowiectwo stanowiło element mojego wczesnego dzieciństwa. Moje doświadczenia znacznie odbiegały jednak od doświadczeń autora ww. ksiązki. On, jak twierdzi, polował z ojcem, którego nazwał wybitnym myśliwym a moim zdaniem można by go raczej nazwać bezdusznym kłusownikiem lub psychopatą – polował na ciężarne lochy ???!!!, kazał dziecku dobijać rannną zwierzynę etc. !!!???. Czy zdrowy człowiek tak postępuje ? Ja chodziłem na polowania z moim wujkiem, który będąc nadleśniczym LP mieszkał w mazurskiej leśniczówce położonej w lesie. On pokazał mi prawdziwą Przyrodę. Nie tą z podręczników szkolnych. Wyjaśnił mi prawa w niej rządzące. Często chodziliśmy do lasu. Spędzaliśmy tam zimne wieczory, noce i poranki. Kiedy polowaliśmy nie ważne było czy będzie z tego jakiś efekt. Cieszył nas kontakt z lasem. Wujek bardzo ściśle przestrzegał zasad i etyki łowieckiej. Podstawowym kryterium zawsze była selekcja słabszych osobników. Zrobienie miejsca tym silniejszym, dającym większe szanse na zachowanie gatunku. W moich doświadczeniach Łowieckich z tych czasów rónież pojawiała się śmierć. Była ona elementem praw natury. Trudno było się z nią pogodzić jednak rozumiałem, że jest nieodzowna, wpisana w życie. Jest także konsekwencją ludzkiego rozwoju, potrzeby zaspokojenia głodu, a posrednio nieuniknionego rozwoju cywilizacji. Człowiek – Myśliwy jest nieodłącznym ogniwem łańcucha pokarmowego i elementem całego ekosystemu. Tak było od zarania dziejów. Nie szkodzi on nikomu tak jak nie szkodzi wilk, ryś, żbik etc. Bardzo wiele czasu poświęciłem w swoim życiu na „bycie z Przyrodą”. Myślę, że rozumiem prawa w niej rządzące. Zabijanie zwierząt nie jest to hobby, gra, sport, pasja itd. Jest konsekwencją próby dominacji człowieka w naturze. Gdybyśmy byli nadzy i słabi to lwy, wilki i rysie polowałyby na nas. Gdyby nie zabijanie zwierząt nie było nas dzisiaj.
    Swoją drogą zastanawiam się jak ci wszyscy „aktywiści ekologiczni” rozgrzeszają się korzystając z dóbr cywilizacyjnych. Czy zdają sobie sprawę, że to co ich otacza mają kosztem miliardów istnień na Ziemi ? Dlaczego nie wrócą „na drzewa”, do jaskiń i szałasów ? Czy tu nie ma jakiejś hipokryzji ? A może to zwykła niewiedza i niedouczenie? Próba zarządzania bezwzględnymi prawami Natury z wygodnego fotela w ciepłym mieszkanku ? Zamiast spotykać się w księgarni proponuję spotakć się gdzieś w lesie – posprzątać śmieci, wysypać tonę kukurydzy do paśnika itd. – to nic że zimno i plucha – zwięrzeta tego potrzebują. Ja tak zrobię. W końcu jestem Myśliwym!

  147.  

    nakarmić i zabić

  148.  

    Do Pani Gośki: długo się zastanawiałem czy opisać tą historię gdyż stawia w złym świetle myśliwych względem prawa ,a czy względem moralności to już Pani sama oceni…
    Istnieje coś takiego jak plan łowiecki który określa ile zwierząt ma zostać odstrzelonych.Plan ustala się odgórnie przez nadleśnictwo i zarząd główny ,myśliwi nie mają nic do gadania jak strzelą za dużo płacą karę (i są to kary rzędu 2400 zł za skłusowanego dzika -dla porównania cena za dzika u nas w kole wynosi 5zł za kg. czyli dzik musiałby warzyć 480 kg aby trzeba było zapłacić za niego te 2400 zł)
    Jak strzelą za mało również płacą karę tylko mniejszą.
    U niektórych myśliwych panuje przekonanie ,że strzelanie do saren jest okrutne dlatego stosują różne praktyki niekoniecznie zgodne z prawem aby temu zapobiec np.
    sarnę znalezioną na wnyku wpisują jako strzeloną ,podobnie z sarnami zabitymi przez samochody ,czasem gdy nie ma wyjścia bo trzeba oddać plan jako wykonany ,myśliwi spisują protokół ,że sarna została strzelona ,PŁACĄ za nią z własnych kieszeni (bo za każde upolowane zwierzę zanim stanie się naszą własnością trzeba zapłacić) a później mogą cieszyć oczy widokiem wielu sarenek biegających po polach.Od razu mówię ,że takich kół jest bardzo niewiele i takich myśliwych również ,ale istnieją i to jest pocieszające.
    Pozostaje mi tylko czekać aż Pan Matkowski również w tej historii znajdzie element obłudy…

  149.  

    Oczywiście waŻyć przepraszam za błąd ortograficzny.

  150. Tomasz Matkowski
     

    Nie, nie widzę w tym obłudy, przeciwnie, oby więcej takich zachowań – to, co Pan opisuje stawia tych myśliwych w jak najlepszym świetle. świadczy, że jednak niektórzy (nieliczni, jak Pan sam przyznaje) czują potrzebę oszczędzenia zwierzynie cierpień, i gotowi są nawet w tym celu łamać regulamin łowiecki. dokonują czegoś w rodzaju małego sabotażu, bo ich sumienie ostrzega ich, że coś tu jest nie tak. Dzięuję za ten przykład, nie wiedziałem o tym. Sam spotykałem się z czymś zupełnie innym. Przykład, który Pan przytacza, potwierdza jednak moje wnioski: coś tu jest nie tak, a niektórzy – wrażliwsi, nawet w szeregach myśliwych – czują to.
    dodam jeszcze, ze na forach myśliwskich, na które zaglądam (wcale nie w poszukiwaniu sensacji, jak Pan sądzi) spotkałem się z kilkoma wypowiedziami niezwykle pozytywnymi. ktoś pisze coś takiego: koledzy myśliwi, zastanówmy się, co takiego Matkowski zobaczył w polowaniach czego my nie widzimy?
    i jeszcze jedno zdanie z forów mysliwskich, cytuję w przybliżeniu: koledzy myśliwi! przestrzegajmy przepisów, bo każde nieetyczne zachowanie może sprawić, ze znowuż jakiś pismak się przyczepi. POzdrawiam.

  151.  

    Pani Małgorzato,

    Tak, potwierdzam. Nakarmić potem też niestety zabić. Jem mięso i jestem świadomy tego w jaki sposób trafia ono na mój tależ. Dbając o zwierzynę, dokarmiając ją, czuję, że przynajmniej w ułamku procenta odkupuję swoją winę za jej śmierć w przeciwnieństwie do miliardów „parówkozjadaczy”, którzy wpychają w siebie hot-dogi bez cienia refleksji skąd one się biorą. Czy ja zasługuję na większe potępienie ?

    Po raz pierwszy zgadzam się z tezą Pana Matkowskiego. Jedyne dobro płynące z Pana dzieła to być może właśnie chwilowa refleksja niektorych myśliwych nad tym co i jak robią. Po za tym myślę, że niczego ona nie zmieni. Ja też czasami spotykam się w moim kole łowieckim z jakimiś patologiami, ale one dotyczą nielicznych – złych ludzi, któryrzy są wszędzie pośród nas. Te patologie staram się wskazywać, głosno o nich mówię w kole narażając się oczywiście tym pseudomyśliwym, ale często odnosi to skutek. Są eliminowani. Można pisać książki wywołujące falę nienawiści i agresji skierowanej anonimowo przez pseudo aktywistów i quasi ekologów na grupę ludzi związanych z łowiectwem, można też podsycać tę agresję na forach intenetowych i obrzucać się inwektywami. Proszę mi jednak powiedzieć co z tego mają dzisiaj sarny, dziki, jelenie w lesie. One pewnie martwią się czy będą miały co jeść tej zimy. To czy zginą z ręki (człowieka)myśliwego, czy bedą rozszarpane przez wilki lub zdziczałe psy jest wpisane w ich istnienie. Takie są prawa natury. Często zastanawiałem się nad tym czy możlwie byłoby całkowite wyeliminowanie myśliwstwa z „procesu” regulowania stanu zwierzyny. Myślę, że wraz z postępującym rozwojem cywilizacyjnym staje się to co raz bardziej niemożliwe. Nie wyobrażam sobie dzisiaj watach wilków goniących sarny po łąkach i polach. Kto mógłby nad tym zapanować. Ludzie baliby by się wyjść z domów. Zaraz pojawiłaby się grupa pyskaczy na forach interentowych, którzy domagaliby się „ucywilizowania” tego stanu rzeczy. Wśród tej rzeszy pyskaczy byłoby pewnie wielu dzisiejszych antymyśliwych. Tuta podam tzw. przykład z życia:

    Wyprowadziłem się trzy lata temu z bloku w Warszawie na wieś (oczywiście by być bliżej natury – codziennie podziwiam sarny za oknem – i nie, nie mam ochoty ich zabijać Pani Małgorzato!). Mieszkam w domu położonym w otulinie leśnej. Niedaleko mieszkają nasi znajomi. Oni są właśnie tzw. „miłośnikami przyrody – aktywistami”. Mają psy, które śpią z nimi w łóżkach i jedzą z ich talerzy i ich dzieci. Przerzucają się na wegetarianizm. Tak przecież trzeba i jest to dzisiaj dobrze widziane – czy zdrowe ? na to nie potrafili odpowiedzieć. Mimo że sie lubimy często dochodziło miedzy nami do spięć – jak ja mogę zabijać te biedne zwierzęta, dlaczego mój pies śpi na dworzu, ja nie mam serca etc etc. Aż któregoś razu gdy byli na spacerze z pieskami i dziećmi (kolejność nieprzypadkowa) zaatakowała ich prowadząca locha . Zaatakowała ich pod ich własnym domem. Natychmiast przyjechali do mnie domagając się odstrzelenia tej lochy. Przecież jestem myśliwym a ta locha atakowała ich puszczone swobodnie psy. Pewnie była wściekła. No i dzieci. Przecież były w niebezpieczeństwie. To jest mój obowiązek. Nie pomogło tłumaczenie, że locha ma warchlaki, które nie przeżyją bez niej, że to oni są dale niej problemem budując dom na jej terenie. Oczywiście nie mogłem tego zrobić, a nawet gdybym mógł to nie zrobiłbym tego, i to przede wszytskim dlatego, że to właśnie tacy pseudoekolodzy sa prawdziwym zagrozeniem. To oni dopasowują swoje poglądy do własnych potrzeb. Ich niewiedza może stanowić zagrozenie dal przyrody.
    Nie szanuję poglądów ludzi uważających się za eokologów i antymyśliwych, którzy w ciepełku własnego mieszkanka szcycą się tym, ze przeszli na wegetarianizm – „no bo oni kochają zwierzeta i nie mogą patrzec jak one cierpią”. Obłuda i głupota !!! Zapominają o tym, że nie przeżyli by w naszym klimacie jedząc tylko roślinki gdyby nie rozwój cywilizacji. Cywilizacji która poprzez ekspansywny rozwój doprowadza do wyniszczania wielu gatunków roślin i zwierząt. Nie trzeba chyba tłumaczyć tego jak to się dzieje. Może więc lepiej wrócic do korzeni ? Żyć w zgodzie z naturą i zaakceptować jej prawa chociaż wydawać się mogą twarde ?

  152.  

    Panie dziki_dzik ,,Dopasowywanie swoich poglądów do własnych potrzeb” o którym Pan pisze jest zmorą i zgadzam się że stanowi prawdziwe zagrożenie dla przyrody. Jak pisał pewien starożytny mędrzec ,, ich umysły poruszają się koleinami”.
    Nasi przodkowie kilkanaście tys. lat temu musieli polować. Niektórzy ludzie żeby przeżyć uprawiali kanibalizm – i to jeszcze w XX wiecznej Europie. Teraz w interglacjale klimat jest ciepły, wojny, kataklizmów i głodu jak na razie nie ma, a polowania i hodowla zwierząt mogłyby spokojnie nie istnieć, gdyby nam na tym zależało.

  153. Tomasz Matkowski
     

    Do Pana Dzik-dzik. poruszył Pan temat-ocean. teza, że wskutek działalności człowieka ekosystem jest zachwiany – jest prawdziwa. Wniosek, że aby przywrócić równowagę niezbędni są myśliwi w roli zbawców (zbawców zwierzyny i obrońców zagrożonej ludzkości) – jest błędna. Jest właśnie typowym dopasowaniem rozumowania do własnych potrzeb. Jest sprytnym połączeniem prawdy i nieprawdy. Niedawno w Newsweeku jakiś myśliwy myśliciel napisał taki post pod artykułem o polowaniach: „spójrzcie na Australię, tam już nie ma różnorodności zwierząt, zostały wyłącznie psy dingo, albowiem pożarły one wszystkie pozostałe zwierzęta”. (Ciekawe co teraz jedzą, tak nawiasem mówiąc. Kupują sobie karmę w marketach?).
    Jakoś dziwnie nie boję się watah zdziczałych psów (o wiele bardziej groźne są watahy zdziczałych ludzi), nie boję się też agresywnych dzików. Budując dom w lesie wkroczyłbym na ich teren – może dlatego nie zbudowałem domu w lesie, tylko mieszkam w bloku, nawiasem mówiąc nie do końca rozumiem czemu to mieszkanie w bloku budzi taką ironię myśliwych? Pomyślmy raczej co by było gdyby wszyscy tak obśmiewani „miastowi” rzucili się do wycinania lasów i grodzenia parcel pod domy „na łonie natury?” Całe szczęście dla przyrody, że ludzie gnieżdżą się w blokach.
    Przykład, który Pan podaje, tej rodzinki co to wybudowała dom w lesie (niedaleko pańskiego domu w lesie, jeśli dobrze zrozumiałem?) i teraz żąda ukatrupienia każdego zwierza, który budzi ich przerażenie – zastanawiający. To nie jest ekologiczna postawa. To jest pseudoekologia. Ekologia nie polega na mechanicznym stosowaniu regułek. Ekologia to nie jest żadne bycie „trendy”, bo tak robią gwiazdy z Hollywood. Przecież i tak ekolog wegetarianin nie przestawi swojego psa na weganizm. A nawet gdyby razem z psem jedli tylko fasolę – każde pole fasoli oznacza śmierć istot, które tam wcześniej żyły. Trzeba było je zabić, przepędzić, a potem dbać żeby nic żywego się nie zalęgło i nie zjadło naszej fasoli. Więc ma Pan oczywiście rację, że nasze życie składa się z zabijania, choćbyśmy byli joginem, fakirem, jedli raz w tygodniu, i to wyłącznie kiełki.
    Ekologia to zupełnie co innego. Ekologia to po pierwsze świadomość tego że żyjąc – zabijamy, a po drugie stąpanie po Ziemi tak, żeby jak najmniej zabijać. I żeby jak najmniej bolało tych, po których stąpamy. Tyle możemy zrobić. Wegetarianizm i weganizm są właśnie takim wyborem, wyborem mniejszego zła. Chyba że chcemy zrobić jeszcze więcej, a więcej może oznaczać tylko jedno: usunąć się z tego świata. Byłaby to jakaś opcja:)
    Aha, żeby nie było że uczepiłem się akurat tylko myśliwych. Piszę teraz książkę o okrucieństwie ludzi wobec zwierząt domowych. Tych, które kiedyś zaprzęgliśmy do służby a teraz są niepotrzebne. Psy, koty, konie. O przejawach nienawiści i sadyzmu u takich zwykłych, szanowanych mieszkańców bloków. To jest temat co najmniej równie tragiczny jak polowania.
    Nie napiszę natomiast o rzeźniach, do czego mnie masowo namawiają myśliwi. Po prostu dlatego że na ten temat są doskonałe książki, tylko nikt ich nie chce czytać. Polecam zwłaszcza „Wieczną Treblinkę”, której autor porównuje życie zwierzęcia hodowlanego do pobytu w niemieckim obozie śmierci.

  154. Tomasz Matkowski
     

    aha, i jeszcze jedno, panie dzik dzik. niechże pan juz da spokoj z okresleniami w rodzaju „infantylna książeczka”, „książka” pisane w cudzysłowie itp. panskie kompetencje literaturoznawcy są równie wyśrubowane, jak wyśrubowane ortograficznie jest pisanie przez pana słowa talerz przez „ż”. Odsyłam do postów pp. Tabortowskich którzy gdzieś na początku tej dyskusji wymądrzali się literaturoznawczo, a potem im się wymknęło coś niegramatycznie, za co dostaliby dwóję w szkole podstawowej.

  155.  

    Ja jeszcze dodam do poprzednich postów ,że myśliwi pięknie sobie zapracowali na swój wizerunek ,chodzi mi o to ,że z jednej strony mam dziada ze wsi w gumofilcach i zardzewiałą dubeltówką na ramieniu i mówi się na niego myśliwy a z drugiej człowieka dla którego łowiectwo to pasja ,samo polowanie to jedynie element całości i na takiego człowieka również mówi się myśliwy.Znam kilku pasjonatów którzy np.świetnie grają na rogu ,zajmują się kynologią ,jeżdżą na zawody strzeleckie ,kolekcjonują broń a nawet kupują meble z motywami łowieckimi.I teraz można sobie porównać takiego „wsioka” ,który traktuje łowiectwo jako tanie źródło mięsa i takiego pasjonata dla którego łowiectwo to coś więcej niż zabijanie zwierząt.Od początku dyskusji staram się tylko to przekazać.
    Nie bronię ani przez chwilę takich myśliwych ,którzy są nieetyczni oni powinni być szykanowani.
    Jednak nie podoba mi się styl wypowiedzi Pana Matkowskiego ,który przedstawia wszystkich myśliwych jako idiotów.
    Czasem posuwa Pan się dalej podając zupełnie nieprawdziwe informacje jak np.że myśliwi strzelili 50 mln. saren podczas gdy strzelono 14.5 mln. całej zwierzyny albo ,że myśliwi wybijają rocznie prawie całą populację dzików.I ciekawe skąd te dziki się biorą bo obecnie w Polsce stan dzika jest bardzo wysoki.
    Trochę mniej oszczerstw i zmyślania takich rzeczy a wtedy nie będę miał Panu nic do zarzucenia.

  156. Tomasz Matkowski
     

    Do Myśliwego. Doskonale Pan wie, że prawie sto procent populacji dzików ginie od kul mysliwych. A jeżeli Pan tego nie wie, to jeszcze gorzej.
    Co wcale nie znaczy że dzików nie ma. Pisze Pan, że stan dzika jest bardzo wysoki. i to jest prawda. więc jak to możliwe? wyjaśnienie jest proste. Proszę wziąć za przykład zwierzęta hodowane na rzeź. Sto procent ich populacji zostaje zabite, a jest ich coraz więcej. Cóż za dziwny paradoks…
    Skąd się biorą dziki? Pytanie równie naiwne, jak skąd się biorą dzieci. To dziwne, że Pan jako myśliwy znający przyrodę nie słyszał, że dziki mają potomstwo, zupełnie tak jak ludzie? A im więcej się je dokarmia, tym częściej spółkują i tym więcej mają tego potomstwa. Populacja dzików jest sztucznie utrzymywana na wysokim poziomie przez myśliwych. Po to żeby potem był pretekst do zabijania tychże dzików „bo włażą na pola uprawne…” Te słynne odszkodowania dla rolnikow, ktorym to argumentem tak szermujecie, w gruncie rzeczy zostały wprowadzone z myślą o was. To był wydatek dla budżetu Państwa groszowy. Jednak kilkanaście lat temu lobby mysliwskie w sejmie przerzuciło te koszty na myśliwych, żeby dać im do ręki cenny argument: my płacimy za szkody, a więc mamy prawo zabijać szkodniki.
    W mojej książce, której Pan nie czytał ale którą Pan „cytuje”, napisałem, że starszy myślliwy powiedział mi „strzeliłem w życiu coś koło pięciuset saren”. Jeżeli przemnożymy to przez sto tysięcy mysliwych zrzeszonych w PZŁ wychodzi pięćdziesiąt milionów. Oczywiście – i to także wyraźnie piszę, na str. 8 u góry, nie każdy myśliwy zabił aż tyle saren. Ale przecież mysliwi zabijają nie tylko sarny! Jeżeli dodać inne zwierzęta, w tym również ptactwo – cyfra 50 milionów zabitych przez POKOLENIE myśliwych (czyli przez wszystkich zrzeszonych w PZŁ w ciągu ich życia) nie wydaje się liczbą zawyżoną.
    Albo Pan nie zrozumiał, albo Pan udaje, że nie zrozumiał.
    Co do pasjonatów, o których Pan pisze i stawia za wzrór w odróżnieniu od prostaka, który poluje dla mięsa – bardziej szanuję tego prostaka niż zapaleńców, którzy się podniecają kupowaniem mebli z motywami mysliwskimi, „układaniem” myśliwskich psów i straszeniem zwierząt i ludzi grą na rogu (kto słyszał ten koszmarny dźwięk, wie o czym mówię:).

  157.  

    Mógłby Pan nie robić ze mnie głupka ,jak robi Pan z większością myśliwych w myśl zasady „kto nie z Mieciem tego zmieciem” zresztą co za różnica i tak będę polował a jak Pan nie chce mnie słuchać to nie mam najmniejszego zamiaru o to zabiegać.Co do dzików ,to będziemy ich strzelać tyle ile jest w planie i ani jednego mniej bo nie mamy najmniejszego zamiaru doprowadzić koła do bankructwa.A tak na marginiesie:wprowadził Pan kolejny śmieszny argument ,że myśliwi płacą za szkody aby móc powiedzieć ,że mają prawo zabijać zwierzęta.Gwarantuję Panu ,że bardzo chętnie oddamy ten obowiązek np. państwu i będziemy wielce zadowoleni z tego powodu.

  158.  

    I jeszcze dodam ,że tak prowadzi Pan dyskusję aby pokazać ,że myśliwi robią wszystko aby tylko oddać strzał do jakiegoś zwierzaka.No cóż jeśli Pan tak uważa to nie mam o czym z Panem rozmawiać.

  159.  

    Mam pytanie: myśliwi wciąż mówią, że dzików jest za dużo, więc co zrobili aby ograniczyć ich populacje? Myśliwy proponował np. wysypać tonę kukurydzy do paśnika.

  160.  

    Dodam jeszcze że pierdzenie na rogu jest przykładem wielotonu nieharmonicznego. Koszmarny instrument.

  161.  

    Mnie po prostu już coś trafia jak siedzę i czytam takie wypowiedzi.A mi za to się nie podoba dźwięk kobzy i można tak za przeproszeniem chrzanić w nieskończoność.
    Ludzie ,w jakim świecie wy żyjecie ? Jest mnóstwo innych ,o wiele ważniejszych problemów ludzkości niż łowiectwo które samo w sobie problemem nie jest.
    Widzę ,że i na tym forum mam do czynienia z bandą „zielonych” którzy być może śpią z psem i jedzą z kotem ,ale to nie mój problem i mi to również za przeproszeniem wisi.Na każdym forum co jeden to mądrzejszy i każdy ma wspaniałe i niezawodne pomysły na ocalenie biednych zwierzątek ,tylko że fajnie się gada a raczej pisze siedząc przed komputerkiem ,a już mniej fajnie jak trzeba ruszyć tyłka i coś zrobić.Mam głęboki szacunek do tych ekologów ,którzy nie zachowują się jak debile wisząc na drzewach a robią coś konkretnego ,czasem nawet współpracując z myśliwymi.A co do rogu to byłbym naprawdę wielce zdumiony gdyby Pan napisał ,że ten dźwięk się Panu podoba ,no ale rogu używają głupi myśliwi ,więc na pewno z góry jest badziewny.
    Pozdrawiam

  162.  

    Panie Mysliwy
    -,,banda zielonych”
    -,,biednych zwierzątek”
    -,,łowiectwo samo w sobie problemem nie jest”
    -,,…debile wisząc na drzewach”

    Co by Pan pomyślał o autorze tych słów? Że jaki ma stosunek do zwierząt, do przyrody i jaką ma wiedzę? Greenpeace dla Pana to tez debile? Pisze Pan żeby ruszyć tyłki i coś zrobić. Co, zrobić? Kukurydze do paśnika? W Polsce przeznacza się 40mln zł rocznie na dokarmianie i jak zatargacie na plecach worki z kukurydzą to czujecie, że zrobiliście coś dla przyrody, choć tak naprawdę nie dajecie jej szansy wyjść z tego rozregulowania. Współpracować z myśliwymi? Bardzo chętnie. W wielu sprawach na pewno się zgadzamy. Ale jak prosiłem myśliwych żeby pomogli zamontować siatki i schodki dla zwierząt które wpadają do wybetonowanego kanału zakończonego studnią to nikt nie miał czasu bo go jakieś żabki nie obchodzą, nawet nie wiedział co to są grzebiuszki! Utopiona łasica i łabędź w studzience nie robiły wrażenia.

  163.  

    Panie Matkowski, szczerze dziękuję za naukę – tależ oczywiscie przez „rz” – errare humenum est. Podchodzę do Pana nauki z pokorą i wdziecznością ponieważ nie uważam się za filologa – wykształcenie mam raczej ścisłe. Pana ksiązki nie nazwę nigdy „dziełem” i to nie z powodu jej ułomności stylistycznej czy ortograficznej – od tego są korektorzy i redaktorzy, ale z powodu intencji jej napisania (już o tym wspominałem i napiszę też nieco poniżej). Pan jednak rzeczywiscie ma nieustającą potrzebę poprawiania innych. To jest cecha pozytywna pod warunkiem, ze zachowuje się nalezyty szacunek dla osoby poprawianej, nie okazując przy tej okazji swojej wyższości w tym względzie. Przede wszystkim to poprawianie wynikać powinno ze szczerej checi niesienia pomocy i nauki a ja tego nie wyczułem w Pana intencjach.

    „Dodam jeszcze że pierdzenie na rogu jest przykładem wielotonu nieharmonicznego. Koszmarny instrument.” – Panie Jacku mimo, że nie zgadzam się z wieloma Pana poglądami tym stwierdzeniem rozbawił mnie Pan do rozpuku. Gratuluję trafności określenia i poczucia humoru – ponoć jest ono cechą ludzi inteligentnych.

    „A im więcej się je dokarmia, tym częściej spółkują i tym więcej mają tego potomstwa. Populacja dzików jest sztucznie utrzymywana na wysokim poziomie przez myśliwych”

    „Mam pytanie: myśliwi wciąż mówią, że dzików jest za dużo, więc co zrobili aby ograniczyć ich populacje? Myśliwy proponował np. wysypać tonę kukurydzy do paśnika.”

    Panowie – wysypując tonę kukurydzy do paśnika chcemy między innymi dziki zatrzymać w lesie – dzisiaj z powodu nadmiernej ich ilości oraz ekspansywnej eksploracji lasów przez miłośników quadów, motorów, pseudoekologów z pieskami etc. zwierzyna co raz częściej pojawia się w miastach. Tam gdzie ja mieszkam jest to już powazny problem. Dziki w dzień spacerują ulicami szukając śmietników gdzie mogą znaleźć coś do zjedzenia. Kolizje samochodowe z dzikami i sarnami to codzienność. Pomysł myśliwych na regulację tego stanu rzeczy to oczywiście odstrzał i zatrzymanie w lesie poprzez tworzenie ostoi zwierzyny – miejsc bezwzglednego zakazu polowań oraz intensywnego dokarmiania. W moim kole poluje się jedynie na obrzeżach takiej ostoi, która stanowi ok. 80% powierzchni obwodu. Teza, że chcemy mieć nadmiar dzików jest nieprawdziwa – ponieważ nadmiar oznacza dla nas porblemy również te finansowe. Dla przykładu w moim kole zarządzono w tym roku dopłatę w wysokości 480 zł od myśliwego tytułem podywższonych kosztów szkód łowieckich.

    Rozmawiajmy o konkretach – jaki jest Panów pomysł na nadmiar dzików ? Proszę o przykłady – chętnie podyskutuję na ten temat, proszę tylko nie ograniczać się jedynie do krytyki działań myśłiwych w tym zakresie. Taka dyskusja jest nieefektywna.

    Mam jeszcze jedną, zasadniczą tezę do przedyskutowania. Mam nieodparte wrażenie, że ksiązki typu „Farba znaczy krew” „Polowaneczko” itd de facto robią krecią robotę – odpychają od Łowiectwa ludzi wrażliwych, wartościowych, mogacych coś zmienić, a przyciągają psychopatów, którzy odnajdują tam miejsce do wyładowania frustracji. Bycie ciągle opluwanym jest bardzo dokuczliwe dla tych którzy mają choć trochę wrażliwości i sumienia i jest jedynie „deszczem” (w myśl powiedzenia) dla tych którzy nie zostali w je wyposażeni. Jednym słowem, ci którzy mogą coś zmienić w Łowiectwie, reprezentują coś więcej niż „pospolity bandytyzm”, są otwarci na dialog z ekologami, mogą zacząć odchodzić od niego – zostaną w nim natomiast sami „mordercy”, którzy bedą mieli pełną swobodę działania gdyż już nikt im nie będzie patrzył na ręce. Proszę mi wyjaśnić jak Panowie widzicie tę kwestię no i jaka jest rzeczywista intencja tych książek. Jeżeli chcecie zrobić prawdziwą dywersję przestańcie zniechęcać wartościowych ludzi do Łowiectwa bo inaczej ono nie będzie ewoluowało, patologie nie znikną, a będzie ich co raz więcej. Powiedziałbym więcej – tutaj spotkam się pewnie z Panów oburzeniem, ale to powiem: wstąpcie do PZŁ i coś zróbcie !!!! Przecież zdajecie sobie Panowie doskonale sprawę z tego, że słowo pisane, jakie by ono nie było, nie dotrze do zdegenerowanych umysłów niektórych pseudomyśliwych !!! Będzie jedynie kolejnym tematem kpin przy kieliszku !!! Może nawet przedmiotem prób naśladowania, a później wyśmiewania !!! Przepraszam za kolokwializm, ale Pan Kruczyński (Farba znaczy krew) lepiej pokazałby że „ma jaja” gdyby po „przebudzeniu” został w strukturach PZŁ i Koła i zaczął aktywnie przeciwstawiać się patologiom tam panujacym. O wiele trudniej jest jedak stanąć twarzą w twarz z takim „problemem” (uzbrojonym pseudomyśłiwym). Łatwiej z wygodnego fotela, zamkniętym w mieszkanku obrzucać niewybrednymi epitetami ludzi wcześniej szufladkując ich i wrzucając do jednego worka kryminalistami, szczególnie zaś gdy idzie za tym materialny dochód. Oczywiście wychodzę powyżej z tezy, że „etyczne zabijanie” – jakkolwiek te dwa słowa zestawione ze sobą mogą budzić kontrowersje i z pewnością będą cytowane – jest wpisane w prawa natury.

    Ja w Łowiectwie zostanę ponieważ chcę je zmieniać i chcę usuwać z niego patologie i psychopatów. Jestem silny i nie obchodzi mnie na plucie na mnie. Dzięki jednak tej „kreciej robocie” może okazać się, że zostanę „na placu boju” sam przeciw tysiącom …

    PS
    Chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat:
    Z pewnoscią wszystkie zwierzęta czują (uwaga !!! są tacy co twierdzą że nawet rośliny też czują), cierpią, odczuwają strach gdzie jednak kończy się sadyzm człowieka – myśliwy zabił choć nie sprawia mu to przyjemności – jest sadystą, rzeźnik w rzeźni – zabił krowę – czy jest sadystą ? chłop – zabił świnię – czy jest sadystą ? chłopka – zabiła kurę na rosół – czy jest psychopatką ? chłop – łapie myszy w pułapkę – zabija je a one przecież czują – czy jest sadystą ? czy zatem chodząc po ziemi i depcząc mrówki, dżdżownice i żuki powinniśmy również nazwać siebie sadystami. Kryterium dla wielu to odczuwanie przyjemności z tego faktu – jeśli tak, to teza, że myśliwi to mordecy i psychopaci upada – ponieważ ja i kilka innych osób – myśliwych, które znam nie czerpię przyjemności z pociągania za spust.

    A może jest inne kryterium inna granica, kto je w takim razie ustala i JAKIE MA PRAWO DO TEGO ???

  164.  

    Kryterium niech ustali poszkodowany – taki jest mój pogląd. Zawsze trzymam z najsłabszym.

  165.  

    Panie Jacku.Pisząc takie ostrzejsze sformułowania wcale nie miałem na myśli Pana czy Pana Matkowskiego ,ale jest pewna grupa osób i Pan na pewno o tym wie ,którzy ,że się tak wyrażę ,próbują sprawiać wrażenie mądrzejszych od innych zabierając głos w sprawach ,o których nie mają pojęcia ,Pana też na pewno wkurza jak ktoś się wymądrza na temat sobie nieznany ,ale jak czytam po raz 50 „myśliwi to skur…ny ,do gazu z nimi” to już zaczyna być męczące ,nie mówię ,że tak jest na tym forum ,mówię ogólnie.
    Ja również zgadzam się w wielu sprawach z Panem czy Panem Matkowskim.
    Do Greenpeace nic nie mam ,jeśli ich działania mają np. nie dopuścić do wycięcia jakiejś puszczy celem zbudowania tam autostrady ,czy galerii handlowej ,to oczywiście bardzo popieram wszelkie formy takiego działania,nawet wiszenie na drzewach ,ja mówię ,że wkurzają mnie tacy którzy bez pojęcia wypisują pomysły na zmienianie świata.
    Nie uważam ,że jestem sadystą ,jak wylewaliśmy fundament przed domkiem myśliwskim ,własnoręcznie wyciągałem żabki ,które wpadły do dołu przed wylaniem betonu.Jak zabijam zwierzę to zawsze ,dla czystości sumienia muszę mieć powód np.strzeliłem dzika ,którego ja i moja rodzina zjemy i nic się nie zmarnuje więc jestem w pewien sposób usprawiedliwiony ,ale uważam za totalne kretyństwo strzelanie do kaczek i ptactwa w ogóle ,bo z tego tak naprawdę użytku nie ma a poluje się ,żeby sobie postrzelać.To jest właśnie patologia.Nic nie mam do wegetarian ,ekologów itd. jeśli tylko we własnych poglądach mają trochę opamiętania i zdrowego rozsądku.
    Pozdrawiam

  166.  

    Panie Jacku,

    Silny – słaby ? Rozumiem, że tutaj nie chodziło Panu o siłę fizyczną, bo w tej kwestii ludzie są gdzieś pośrodku hierarchii. Nie jesteśmy najsilniejsi a mimo to „rządzimy” (przynajmniej tak nam się wydaje). W odległej przeszłości bywało jednak inaczej. To ludzie (nasi przodkowie) byli ofiarami zwierząt. To na człowieka „się polowało”. Był łatwą ofiarą bo był bezbronny, nagi i nie dość mądry żeby się skutecznie bronić. Nikt się za nim nie wstawiał. Dzisiaj jest inaczej – mamy już przewagę intelektualną – wytwarzaliśmy coraz doskonalsze narzędzia (w tym przede wszystkim narzędzia do obrony ale i do zabijania bo musieliśmy jeść kaloryczne pożywienie) i to dało nam szansę przetrwać. Nie twierdzę, że należy teraz bezwzględnie te przewagi wykorzystywać i tkwić w miejscu nie ewoluując, chełpiąc się zajętą pozycją. Dalej jednak będę odwoływał się do Praw Natury, które są bezwzględne i nadrzędne, również dla człowieka. Można sobie wyobrazić taką hipotetyczną sytuację : rozwija się w sposób niekotrolowany polpulacja drapieżników. W lasach, puszczach itd brakuje im w końcu pożywienia – co się dzieje wtedy ? drapiezniki „sięgają” po nas – wraciają dawne czasy – ludzie stają się ich kolejnymi ofiarami. Nie każdy mieszka w mieście, w bloku, na 6 lub 5 piętrze. Na innych kontynentach – tam gdzie ludzie żyją w szałasach – są dziesiątkowani, bez wyjatku – najpierw małe dzieci bo najwolniej uciekają… (nawet dzisiaj w Afryce, bardzo czesto zdarzaja się takie przypadki). Dodam tutaj, że drapieżniki nie polują wyłącznie gdy są głodne. Czasem robią to instynktownie, dla wprawy, DLA ZABAWY lub na zapas (prozaiczny przykład – dziesiatkowanie stada owiec przez watahę wilków – wilki są w stanie zjeść kilka takich owiec a zabijają nieraz całe stado jednej nocy, kot dla zabawy polujący na myszy). Powyższa wizja rozrostu populacji drapieżników i dziesiątkowanie ludzi jest oczywiście mało prawdopodobna jednak chodzi mi tutaj jedynie o pokazanie, że równie dobrze to my możemy być ofiarą. Natura nie przewiduje stawania w obronie słabszych. Wręcz przeciwnie. Natura nakazuje eliminację słabszych jednostek (naturalna selekcja) – są zagrożeniem dla ewolucji. Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy wybić wszystkie zwierzęta. Dzięki ewolucji mamy intelekt, który podpowiada nam, że są nam potrzebne do naszego przetrwania.
    Jest taka teoria, która mówi ze większość „dobrych uczynków człowieka” wynika – paradoksalnie – z jego egoizmu. Egoizmu dobroczyniącego, jego wewnętrznej i niezaspokojonej potrzeby bycia potrzebnym, odczuwania satysfakcji z faktu bycia dla kogoś przydatnym. Najczęściej „dobroczyniący” sami wtedy ustalają co i komu jest potrzebne, są zaślepieni poczuciem „słuszności sprawy”, dla ktorej się poświęcają – w rzeczywistości okazuje się jednak, że inni tej pomocy nie oczekują lub jej wcale nie potrzebują. Coś w tym jest…

  167.  

    „Natura nakazuje eliminację słabszych jednostek”.Tak, ale „mądrość” natury to 10 w skali 1-10, a ludzkiej 1.

  168.  

    Ech, mądrość natury jest dużo wyższa – rzekłbym nawet więcej – dla człowieka pozostanie ona nieodgadniona.

  169.  

    Wracając do „dobrych, ludzkich uczynków” względem natury, zwierząt, roślin etc. Czyż nie płyną one w dużej mierze z ludzkiego egoizmu (ktoś inny nazwał by to moze racjonalizmem). Musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym, że bez niej wyginiemy. Jesteśmy jednym z jej elementów – ona jednak bez nas przetrwa – my bez niej nie.

  170.  

    a co o tym powiedzieć ? czy ci ludzie to są psychopaci ? czy są usprawiedliwieni bo nie zabijają dla przyjemności ?

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,8771,title,Rozpoczela-sie-najwieksza-na-swiecie-krwawa-rzez,wid,11716426,wiadomosc.html

  171.  

    ,,ona jednak bez nas przetrwa” Święte słowa Panie dziki_dzik!

  172.  

    Panie dziki, pisze Pan że jest Pan silny, więc wytrzyma Pan i to:
    nie tylko nie zna się Pan na literaturze i nie jest Pan filologiem,ale i umysł Pana nie jest ścisły. Skala jaką wymyśliłam (1-10) to skala
    umowna i z nią się nie dyskutuje! To matematyka i nie może być
    czegoś więcej, jeśli 10 to najwięcej.(proszę skonsultować ze
    średnio zdolnym uczniem tę kwestię zanim się Pan rzuci do
    odpowiedzi) I Pana braki w logicznym myśleniu (logika to dział
    matematyki) nie pozwalają Panu na zrozumienie o czym piszą
    P.Matkowski i P.Jacek.
    W Pana ustach „musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym,że bez niej wyginiemy” to bezczelność. No niech Pan da spokój z tym podlizywaniem się opozycji.

  173.  

    Pani Małgorzato, skala to raczej geografia, no chyba że ten termin kojarzy się Pani jedynie z linijką, którą kazali Pani przynosić na matematykę.

    „W Pana ustach “musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym,że bez niej wyginiemy” to bezczelność. No niech Pan da spokój z tym podlizywaniem się opozycji”

    - ale ja jestem w opozycji !!!

  174.  

    … o ile u Pana Jacka logikę odnajduję to u Pana Matkowskiego dostrzec jej nie mogę. Gdzie logika gdy człowiek pisze, że potępia zabijanie zwierząt przez ludzi jednocześnie jedząc mięso ? Rozumiem, że kilkuletnie dziecko jest wstrząśnięte tym, że kotlety nie rosną na drzewach, ale dojrzały mężczyzna ?

  175.  

    Logika jest ważna ale nie o nią tu chodzi. Problem zogniskowany jest tu: widzi Pan w celowniku zwierzę które identycznie jak my nie chce cierpieć i szuka szczęścia. Nie może Pan strzelić jeżeli przedtem nie wykona Pan odcięcia swoich głębokich pokładów czegoś czego nie potrafię nazwać. Ten proces odcinania, nie jest odczuwalny dlatego jest pułapką. Nie uważam śmierci za coś najgorszego, w końcu czas też zabija. Ale widzę ogromną różnicę między człowiekiem dobrym gospodarzem kontrolującym przyrodę i czyjeś życie a człowiekiem pozwalającym żyć. Ja kiedyś chciałem przystępować do egzaminu obrączkarskiego, byłaby to nobilitacja w świecie ornitologów, ale nagle coś mi się wywróciło i odstąpiłem. Towarzyszył temu lekki smutek i okropne poczucie pustki, ale o dziwo poczułem lekkość jak nigdy. Po latach usłyszałem historie pewnego mysikrólika, który siedem razy łapał się w sieć. W końcu został poddany sekcji. Na sercu miał siedem blizn.

  176.  

    Do Pani Gośki: Nie wiem czy znalazł by się choć jeden myśliwy ,który chce się „podlizywać” swoim przeciwnikom.A może jest po prostu tak ,że mamy czasem podobne poglądy ?Myślała Pani o tym ?

  177.  

    „(proszę skonsultować ze
    średnio zdolnym uczniem tę kwestię zanim się Pan rzuci do
    odpowiedzi)”

    Dodam jeszcze ,że robienie z nas idiotów to właśnie jest bezczelność.

  178.  

    Panie Myśliwy, myślę, że nie warto iść w tę stronę – nie warto eskalować nienawiści. Pani Małgorzata celowo próbuje wzbudzić w nas agresję, stosuje różne chwyty żeby skierować rozmowę na boczne tory, co pozwoli uciec od meritum. W ten sposób chce również za wszelką cenę pokazać swoją wyższość. Myślę, że sama gdzieś podświadomie czuje, że temat jest bardziej złożony i nie sprowadza się on jedynie do myśłiwego-bandyty. Łatwiej jest jednak kanalizować (personalizować) negatywne emocje i w niewybredny sposób atakować wykreowanego w ten sposób adwersarza. Moim zdaniem właśnie na tym w głównej mierze opiera się książka Pana Matkowskiego. Według mnie w pewnym momencie swojego życia Pan Tomasz doznał swojego rodzaju przebudzenia. Okazało się, ze świat, który go otacza nie jest taki jak go sobie wyobrażał. Nie zastanawiał się być może wcześniej, będąc wychowywanym w mieście, że mięso, które spożywał było okupione cierpieniem innej istoty. Będąc obdarzony nieprzeciętną wrażliwością pewnego dnia „przejrzał na oczy” stykając się ze śmiercią twarzą w twarz. Doznał szoku ponieważ okazała się ona mniej estetyczna niż sobie to wyobrażał. Dowiedział się, wreszcie że przed zjedzeniem „flaki trzeba wypruć” etc. Naturalną rzeczą było więc pojawienie się bardzo silnych emocji, które dzięki talentowi pisarskiemu (wiem – jestem cyniczny!) barwie przelał na papier wywołując reakcję łańcuchową wśród ludzi podobnych do siebie. W końcu sam napisał, że nie jest to książka dla myśliwych i dla tych którzy są zdecydowanymi przeciwnikami łowiectwa – nie bo oni wiedzą na czym zabijanie polega i nie doznaliby takiego szoku, oni wiedzą, że zabijanie jest okupione cierpieniem. W pewien sposób pogodzili się z tym, że śmierć ziwerząt wpisana jest w „mięsożerne” życie. Jedni mniej inni bardziej. Pan Matkowski właśnie dlatego książkę kieruje do pozostałych ludzi. Ludzi, w których codziennej egzystencji nie było miejsca na refleksję w supermarkecie kiedy sięgali po estetycznie zapakowany „schab za 17,90″. Do ludzi, dla których mięso jest produktem takim samym jak herbata. Mięso to mięso. Rzeźnik to rzeźnik. Myśliwy to morderca. Szufladkowanie, kategoryzacja i idziemy przez życie dalej z czystym sumieniem. Pan Matkowski reaguje podobnie jak Pani Małgorzata (może kolejność jest odwrotna) – kanalizuje (co jest w takiej sytuacji dla każdego zdorwego człowieka rzeczą naturalną) swoje negatywne emocje na innych – szuka (dość powierzchownie, ale spektakularnie – bo ważna jest wrzawa, która przerodzi się w większą sprzedaż) winnych – znajduje łatwo – „głupkowatych myśliwych”. To oni są źródłem zła. To oni są winni, no bo przecież nie on tworząc popyt na mięso będąc jego zjadaczem. Oni – myśliwi przecież zabijają dla przyjemności – o tak ! z pewnością ! są na to dowody – i dalej dla przykładów barwnie przedstawia swoje obserwacje koncentrując się (oczywiście!!!) na marginalnych patologiach, które (wiadomo) większość ludzi (czytelników) oburzy. Konstrukcja nie tyle prosta co naiwna, wręcz szkodliwa biorcąc pod uwagę „krecią robotę”, o której wspominałe powyżej.

    Tak na marginesie często zastanawiałem się nad zasadniczą tezą Pana Tomasza. Tezą wysnutą rzekomo w obronie zwierząt. Tezą, która mówi o grzechu głównym myśliwych-morderców – czerpaniu przyjemności z zabijania – a jaka jest różnica dla ofiary czy była ona zabita z przyjemnością czy bez niej ? co to za pseudomoralne rozważania !!! czy świnia w rzeźni odczuwałaby mniej starchu i cierpienia wiedząc, że Pan Tomasz zje później z niej kotleta ! Obłuda ! Demagogia ! Populizm ! fuj !

    Znamienną rzeczą jest też fakt, że najwięcej przeciwników myśłiwych znajdziemy w dużych miastach. Tam gdzie „cywilizacja” dawno oddzieliła ludzi od natury, jej twardego oblicza. Ludzie ci już nie muszą zabijać zwierząt żeby je później zjeść więc obłudnie stają wśród ich obrońców (częściowo by uśpić gdzieś tam w głębi budzące się sumienie). Inaczej jest na wsi. Tam myśliwy nie budzi odrazy, agresji, starchu. Jest szanowany, a nawet pomocny ! Punkt widzenia zależy od miejsca, w którym w danej chwili się znajdujemy drodzy Państwo!

    Jeszcze raz podkreślę:
    patologie zdarzają się wszędzie i trzeba je eliminować,
    śmierć zwierząt z ręki człowieka jest okrutna – jest jednak konsekwencją wyboru ludzi bycia mięsożernymi, z zastrzeżeniem, że czasem jest koniecznością (kto przekona eskimosa do diety złożonej wyłącznie z korzonków?),
    zabijanie dla przyjemności dotyczy ludzi chorych i uważam, że powinni być oni leczeni bądź karani (najlepiej jedno i drugie), potępiam polowania zbiorowe i polowania z psami i to nie dlatego, że „zwierzyna nie ma szans” bo ona w starciu ze współczesnym człowiekiem nigdy ich nie ma, ale dlatego, że zwierzęta te w czasie takich polowań odczuwają ogromny strach i stres zanim zginą,
    uważam, że smierć zwierząt w ich naturalnym środowisku, która najcześciej następuje gwałtownie i natychmiastowo, jest mniejszą zbrodnią człowieka niż „Wieczna treblinka” czyli chów przemysłowy,

  179.  

    „większość ludzi (czytelników) oburzy” – oczywiście „obuży” Pani Małgorzato – dzięki Pani kupiłem nawet słownik !

  180.  

    Jest dokładnie tak ,jak pisze Pan dziki_dzik -ludzie w miastach tak oddzielili się od ludzi mieszkających na wsi ,że mnie samego to zadziwia.Wiem bo sam mieszkam koło Warszawy ,w mieście ,ale mam blisko do wsi. Znam osoby ,które uważają ,że rogacz-samiec sarny to mały jeleń i nie wiem czy śmiać się czy płakać ,albo na jelenia mówią ,że taki do konia podobny.Tak jak już wcześniej było pisane: mięso się bierze z supermarketu a myśliwi to mordercy.

  181.  

    „Panie Myśliwy, myślę, że nie warto iść w tę stronę – nie warto eskalować nienawiści.”

    Nie wiem od kiedy Pan zaczął się interesować takimi forami jak to ,ale ja piszę już tu długo i czasem po prostu mam dość.Jak tłumaczę kilkanaście razy to samo a w odpowiedzi uzyskuję za każdym razem „I tak jesteś mordercą ,mam cię gdzieś” sformułowane w różny sposób to mam czasem dość.

  182.  

    A ja nie mogę zrozumieć hipokryzji tzw. obrońców zwierząt. Bo jeżeli przyjąć że jesteśmy równi we wszystkim ze zwierzętami, to przestrzegajmy tego. Nie zabijajmy w rzeżniach, nie hodujmy, nie łówmy ryb, nie trzymajmy w klatkach, nie wykorzystujmy do eksperymentów przez firmy kosmetyczne, koncerny medyczne, nie zwalczajmy szarańczy, drwalinka, stonki i komara. Natomiast jeżeli przypisujemy sobie prawo panowania nad zwierzętami i zabijania ich na cele np. spożywcze, to śmierć od kuli jest dużo bardziej humanitarna niz śmierć w rzeźni. A już argument że natura sama się obroni i wyreguluje świadczy o braku podstawowej wiedzy. Prosty przykład. Na danym terenie szacuje sie że jest np. 100 sztuk dzika (oczywiście szacunek czysto teoretyczny). Zawiszamy całkowicie polowania. Przyjmijmy że przyrost wynosi 50 % populacji w roku ( co nie jest dużo ). Po roku dzików jest 150, po 2 latach – 225; 3 rok -337; 4 rok – 506; 5 – rok 739, 6 – rok 1140. Co się będzie działo po 10, 15 czy 20 latach ? I kto za to weźmie odpowiedzialność ? Pan Matkowski ze swoją pigułka antykoncepcyjna dla gołębi ?

  183.  

    No bo to, Panie Myśliwy, jest trochę tak jak bywało z kamienowaniem lub paleniem na stosach – taka dzika, agresywna psychologia tłumu dążącego do samooczyszczenia przez dobitne wskazanie jawnogrzesznika (w tym przypadku myśliwego). Odwrócenie uwagi od siebie i zabicie rodzącej się w podświadomości własnej, mniejszej lub większej winy za zastany stan rzeczy. Zakrzyczeć, zwyzywać, opluć (najlepiej anonimowo) i z „czystym sumieniem” dalej konsumować własne przepełnione obłudą życie.

  184. Tomasz Matkowski
     

    „Jak zabijam zwierzę to zawsze ,dla czystości sumienia muszę mieć powód np.strzeliłem dzika ,którego ja i moja rodzina zjemy i nic się nie zmarnuje więc jestem w pewien sposób usprawiedliwiony ,ale uważam za totalne kretyństwo strzelanie do kaczek i ptactwa w ogóle ,bo z tego tak naprawdę użytku nie ma a poluje się ,żeby sobie postrzelać.”
    No i proszę, z Pana Myśliwego wyszło jednak ludzkie oblicze… bardzo mnie to cieszy. postawa pt. zabijam tylko po to żeby zjeść jest usprawiedliwiona tak samo, jak moja postawa kupuję mięso bo bez jedzenia mięsa na dluższą metę źle się czuję. oczywiście, byłoby fajniej nie jesc miesa. (Pan chyba też by wolał, czuję to w tych słowach „jestem W PEWIEN SPOSÓB usprawieldiony”). Bardzo zazdroszczę wegetarianom, podejmowałem wiele prób, i pewnie będe jeszcze podejmował, może pod okiem lekarza i ze wspomaganiem tabletkami. w każdym razie nigdy nie napisałbym polowaneczka gdybym w mysliwstwie widzial tylko takie postawy jak Pana Myslilwego. Polowaneczko jest wlasnie o tym od czego Pan się odcina – sam pan pisze, ze strzelanie do ptactwa to tylko zabawa. Ale pisze pan tez, ze to patologia. zgadzam się. tylko ze w oczach PZŁ niestety nie jest to patologia, ale norma. skodyfikowana, usankcjonowana, są sezony na kaczki, kuropatwy, gęsi, i inne ptactwo. tak samo jak patologią są wszelkie zapędy trofeistyczne, robienie sobie zabawy z trupa, zabawy w ważenie czaszek i ocenę uperlenia wykwitów – to infantylne lajdactwa. chcesz zjeść jelenia – zabij go tak zeby nie cierpiał (ilu mysliwych to potrafi?) opraw go i go zjedz. ale przeciez Pan dobrze wie, ze nie po to znakomita wiekszosc mysliwych ugania sie za jeleniem, zeby miec co do garnka wlozyc, tylko zeby przezyc ekstaze podchodów, upajania się glosem przyszłej ofiary, chorego „kontaktu z przyrodą” i wreszcie kulminacji w postaci strzału. to jest chore i o tym napisałem. argumenty przeciwników Polowaneczka są kompletnie od czapy bo nikt z nich tej książki nie czytał. slyszeli tylko w telewizji ze jest jakaś „napaść na myśliwych”. I podnieśli wrzask pt. biją naszych, koledzy, trzeba dać odpór!
    Pozdrawiam z szacunkiem
    Tomasz Matkowski

  185. Tomasz Matkowski
     

    Jeszcze jedno. Mimo tak przyzwoitych postaw jak Pana myśliwego jestem za całkowitą likwidacją myślistwa. Dlaczego? Dlatego że na jednego myśliwego, który zabije zwierzę po to żeby je zjeść znajdzie się dziesięciu innych, którzy napłyną do myślistwa z chęci zażycia „męskiej przygody”, sportu, dowartościowania się, postrzelania sobie itp. Niestety, ale takie myślistwo w stanie czystym jakie reprezentuje Pan Myśliwy nie jest już możliwe odkąd przerodziło się w pasję, w szaleństwo, w hobby.
    No i dlatego też, że zabicie dzika czy innego zwierza tak, aby nie cierpiał jest mocno hipotetyczne. Owszem, dobry myśliwy, doskonały strzelec a zarazem człowiek porządny, który strzela tylko kiedy jest pewny strzału – ma duże szanse uśmiercić w miarę szybko. (ilu jest takich myśliwych?) Ale nawet strzał snajpera jest obarczony ryzykiem. Przecież to są odległości. Drgnienie ręki, nawet jeśli strzela się na wydechu i w maksymalnie stabilnej pozycji, drgnienie o ułamek milimetra przenosi się po stu metrach na to, że zamiast w serce możemy trafić w co innego, na przykład odstrzelić język i szablę (widziałem taki przypadek. Aha, szabla to kieł dzika, odpowiednik naszej górnej trójki. Jest bardzo duża i ma nerw, jak każdy ząb, tyle że odpowiednio duży).
    Ci wszyscy, którzy twierdzą, że śmierć zwierzęcia z rąk myśliwego jest lepsza niż z rąk rzeźnika, ciekaw jestem czy chcieliby się zabawić w taką rosyjską ruletkę pt. mam duże szanse, że zginę szybko, ale równie dobrze mogę zostać okaleczony.
    Nie mówię, że zwierzęta rzeźne nie cierpią. Cierpią strasznie a ich życie, nie tylko śmierć, jest piekłem. I wierzę, że kiedyś ludzkość wynajdzie jakiś sposób na produkowanie tkanki mięsnej czy mięsnopodobnej, który okaże się tańszy niż hodowla. (kwestia pieniędzy to jedyne co może zaważyć, sprawy etyczne raczej nie są brane pod uwagę).
    Wracając do myślistwa. Nie jestem tak naiwny, żeby postulować że od jutra likwidujemy myśliwych, niech zdają broń i wszystko będzie cacy. Myślistwo jest (niestety) samozwańczym elementem łowiectwa i to trzeba brać pod uwagę. Trzeba dobrze przemyśleć wszystko. Tutaj aż się prosi o analizę konsekwencji – ale przeprowadzoną przez prawdziwych naukowców a nie zapaleńców z PZŁ.
    Nie wierzę wprawdzie, żeby zaprzestanie polowań wywołało jakąś katastrofę ekologiczną, jakiś brak równowagi w przyrodzie. Tym niemniej trzeba by to przeanalizować, przeprowadzić jakieś symulacje. Jeżeli mamy wkraczać w przyrodę to strzelanie jest niedobrym sposobem. Co nie znaczy że jest jedynym złym sposobem. Australijczycy wszczepili królikom myksomatozę, śmiertelną chorobę i w ten sposób uporali się z plagą królików. Ja wcale nie chcę, żeby takie pomysły stosować np. wobec dzików. Jednak przykład masowo rozrzucanych szczepionek przeciw wsciekliźnie lisów pokazuje, że można iść inną drogą. Wiem, wiem, że przez to jest dużo lisów i one zjadają młode zajączki. Ale ta akcja pokazała, że można dotrzeć do zwierząt z lekami. W takim razie dlaczego nie można by do nich dotrzeć z antykoncepcją? Co śmiesznego jest w ziarnie antykoncepcyjnym dla gołębi stosowanym w Paryżu, nie bardzo rozumiem. Mnie to nie śmieszy. Wiem że w Polsce mamy „lepszy”, nasz słowiański patent: przeciw gołębiom nabija się na parapetach gwoździe, żeby im dziurawić łapy. Czy to też jest śmieszne?
    Wracając do tematu: potrzebny jest program całościowej, humanitarnej gospodarki, czy raczej opieki nad zwierzętami wolno żyjącymi. Myślą przewodnią powinno być: żeby jak najmniej bolało. Oczywiście i tak będzie bolało, jak nie jednych to drugich, ale trzeba szukać dróg najmniej bolesnych.
    Kiedy karmię wolno żyjące koty w mieście staję przed alternatywą: nie karmiony kot nie przetrwa zimy. Z drugiej strony nie mogę go karmić parówkami sojowymi, bo umrze, tylko karmą zrobioną z: kurczaków, prosiaków, wołów, ryb. Wybieram życie kotów bo są bliżej mnie, bo są milutkie i ładnie miauczą, znam je, są mi bliskie. Nie myślę o świnkach, zapewne równie miłych albo i bardziej, które w ten sposób – pośrednio – uśmiercam. (ściślej mówiąc – myślę o nich, ale i tak je poświęcam). Jest to postawa obłudna, i przypomina murzyńskich kacyków którzy odbierają poddanym aby obdarować dworaków. Zdaję sobie z tego sprawę. Co mogę zmienić? Gdzie nie nakłuć, tam coś boli, tam dochodzimy do ściany i pole manewru jest coraz mniejsze. Świat jest podłym miejscem. Ale to nas nie zwalnia z myślenia, z próbowania, z eksperymentowania, z odrzucania tego co najgorsze.
    Likwidację myślistwa zacząłbym od jego najbrutalniejszych, najbardziej ohydnych form: polowań zbiorowych. Procent rannych zwierząt na takich polowaniach jest dużo wyższy niż na indywidualnych – wszystko jest w ruchu. Zaszczute zwierzęta są przerażone. Jest to spektakl obrzydliwy.
    „Niech Pan do nas przyjedzie na polowanie na zające, zobaczy pan jak wesoło – zachęcał mnie kiedyś entuzjasta takich wyczynów. – Psy szczekają, proszę pana, naganka wrzeszczy, koledzy elegancko wystrojeni w mundurki, i biegnie zając a my pif, paf, a zając fajt, i już leży. Zobaczy pan, jak wesoło…”
    W dalszej kolejności zakazałbym strzelania do ptaków.
    Zdecydowanie zabroniłbym wszelkich błazeństw trofeistycznych – kongresów, medali, targów sprzętu wabiącego itp.
    Zakazałbym publikacji pseudonaukowych książek o tym jak najlepiej oprawiać czaszki, jak fachowo odcinać głowy ptakom i robić z nich tak zwane medaliony które są „ozdobą” myśliwskich kącików w domu każdego myśliwego.
    Walczyłbym z tak zwaną tradycją. Trąbkami, pokotami, tym co dla myśliwych najświętsze. Wbijanie na pal też było tradycją. A jeszcze nie tak dawno pierwsi papieże oświetlali swoje uczty tysiącami żywych pochodni – płonących niewolników posmarowanych smołą żeby lepiej się palili. I to też była tradycja.
    Jak widać, jest dużo do zrobienia. To zadanie na lata. Mam nadzieję, że Polowaneczko podkopało trochę samozadowolenie większości myśliwych, że uświadomiło społeczeństwu jak naprawdę wygląda to szlachetne hobby, i że uruchomi jeżeli nie natychmiastową lawinę, to w każdym razie łańcuch zdarzeń, który przyczyni się do tego, że myślistwo odejdzie do przeszłości – i oby wraz z nim do przeszłości przeszły rzeźnie, sprzedaż karpi do samodzielnego zarżnięcia, cyrki, corrida, handel fragmentami zwierząt, handel zwierzętami-maskotkami, i wiele jeszcze innych niedobrych rzeczy.

  186. Tomasz Matkowski
     

    „Według mnie w pewnym momencie swojego życia Pan Tomasz doznał swojego rodzaju przebudzenia. Okazało się, ze świat, który go otacza nie jest taki jak go sobie wyobrażał. Nie zastanawiał się być może wcześniej, będąc wychowywanym w mieście, że mięso, które spożywał było okupione cierpieniem innej istoty. Będąc obdarzony nieprzeciętną wrażliwością pewnego dnia “przejrzał na oczy” stykając się ze śmiercią twarzą w twarz. Doznał szoku ponieważ okazała się ona mniej estetyczna niż sobie to wyobrażał.”
    Tak to mniej więcej wyglądało, dobrze Pan to rozgryzł: młody człowiek z miasta, który styka się ze śmiercią. Z tym, że to nie było takie gwałtowne, to był pewien proces, prawdopodobnie związany z wiekiem. Z upływem lat coraz bardziej się uwrażliwiałem, coraz więcej rzeczy mnie raziło, budziło moją niechęć, odrazę. Był to coś jakby proces dojrzewania. Z czasem zacząłem już świadomie gromadzić i katalogować informacje, dokumentację zdjęciową, notatki.
    Nie było więc tak że pojechałem na polowanie, stwierdziłem „ohyda” i napisałem książkę. Zresztą książki nie pisze się szybko. Proces – od zamysłu do gotowego tekstu – trwa długo, czasem latami.
    Myli się pan przypisując mi motywy finansowe. Na pewno więcej bym zarobił pisząc jakiś poczytny kryminał osadzony w wyższych sferach artystycznych stolicy czy też jakiegoś Harlekina, nie mówiąc już o tym że machnięcie takiej bredni jak Harlekin zajęłoby mi jedną setną tego czasu który poświęciłem Polowaneczku. Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach.

    „Łatwiej jest jednak kanalizować (personalizować) negatywne emocje i w niewybredny sposób atakować wykreowanego w ten sposób adwersarza.” tu się Pan myli. nie czuję nienawiści do myśliwych. Napisałem o nich ponieważ dużo widziałem w tej a nie innej dziedzinie. Prawdopodobnie gdybym pracowal jako tlumacz w rzeźni (na przykład prowadzonej przez zagranicznego przedsiębiorcę i zatrudniającej tłumacza) pewnie zamiast Polowaneczka napisalbym coś o rzeźniach. Zarzynanko?

    „Pan Matkowski właśnie dlatego książkę kieruje do pozostałych ludzi. Ludzi, w których codziennej egzystencji nie było miejsca na refleksję w supermarkecie kiedy sięgali po estetycznie zapakowany “schab za 17,90″. Do ludzi, dla których mięso jest produktem takim samym jak herbata.”
    TO CHYBA DOBRZE?
    „zabijanie dla przyjemności dotyczy ludzi chorych i uważam, że powinni być oni leczeni bądź karani (najlepiej jedno i drugie), potępiam polowania zbiorowe i polowania z psami i to nie dlatego, że “zwierzyna nie ma szans” bo ona w starciu ze współczesnym człowiekiem nigdy ich nie ma, ale dlatego, że zwierzęta te w czasie takich polowań odczuwają ogromny strach i stres zanim zginą,”
    ZGADZAM SIĘ W STU PROCENTACH
    uważam, że smierć zwierząt w ich naturalnym środowisku, która najcześciej następuje gwałtownie i natychmiastowo, jest mniejszą zbrodnią człowieka niż “Wieczna treblinka” czyli chów przemysłowy,
    NA TO ODPOWIEDZIAŁEM W POŚCIE DO PANA MYSLIWEGO.
    pozdrawiam
    Tomasz Matkowski

  187.  

    Panie Tomaszu Bajerski. Rozwiązałem! Odp: ze 100 sztuk dzika po 20 latach będzie 332.799,3567 dzika. Pozwoliłem sobie zrobić symulację co będzie po 50 latach: 638 miliardów dzika!

  188.  

    Panie Tomaszu,
    Dziękuję za merytoryczne odniesienie się do moich postów. Mam wrażenie, że choć stoimy po dwóch stronach barykady to jednak mamy wiele wspólnych poglądów na poruszany temat. To jest bardzo budujące. Na pewno nadszedł czas na „ucywilizowanie łowiectwa”. Choć jego najbardziej konserwatywni obrońcy będą pukali się w głowę, ja uważam, że ono powinno ewoluować. Pewne, „tradycje łowieckie” powinny odejść do lamusa gdyż nie pasują one do współczesnego świata. Świata, w którym nauka zrobiła poważny postęp i można to wykorzystać do tego aby nasze życie było bardziej etyczne. Niestety z moich obserwacji wynika, że „ewolucja łowiectwa” idzie w bardzo złą stronę. Wraz z komercjalizacją życia komercjalizuje się i ono. To jest zatrważające, że staje się ono hobby dla bogatych panów (i pań). Tak nie powinno być i nie wiem jak można temu zapobiec ! Z drugiej jednak strony nie uważam, że łowiectwo można całkwicie wyeliminować. Zbyt długo i zbyt dużo człowiek ingerował w Naturalny porządek rzeczy. Powstały szkody, których nie da się odbudować. Nie można teraz pozostawić tego stanu licząc, że się sam ureguluje. W ten sposób można raczej zaszkodzić. Doprowadzić do całkowitej deregulacji i w konsekwencji do nagłego i masowego wymierania kolejnych gatunków (choć jak pokazuje historia życia na Ziemi jest to w niewielkim stopniu również naturalne). Dalej będę namawiał do wstępowania do PZŁ. Tylko w ten sposób można coś zmienić. Od wewnątrz.

    „Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach” – jeśli to prawda to zwracam honor i pełen szacun…

    pozdrawiam

  189.  

    Naprawdę w wielu poglądach w pełni zgadzam się z Panem Matkowskim ,bo są po prostu trafne. Obecna sytuacja w PZŁ nie napawa optymizmem ,o czym pisał już Pan dziki_dzik. Jednak nie mogę się zgodzić z całkowitą likwidacją łowiectwa ,bo jak sam Pan Matkowski pisał nie wystarczy ,żebyśmy rzucili broń i wszystko będzie dobrze.Ja skłaniałbym się raczej do całkowitego zreformowania prawa łowieckiego i samego funkcjonowania łowiectwa ,bo w tej kwestii jest naprawdę bardzo wiele do zrobienia.
    Co do tradycji łowieckich takich jak pokot czy gra na rogu ,to dziś tak naprawdę nikt się do tego tak nie przywiązuje jak kiedyś ,zresztą te rytuały łowieckie zwierzynie niczego nie robią więc można by tu polemizować.
    Kolejna sprawa: polowania zbiorowe -powtórzę jeszcze raz ja również jestem za zakazaniem tego typu polowania.Uważam ,że o wiele lepsze są polowania zbiorowe w stylu „szwedzkim” czyli myśliwi siedzą na ambonach a nagonka nie wrzeszczy i nie tłucze kijami tylko idzie po cichu przez las ,wtedy zwierzyna nie ucieka w popłochu tylko przemieszcza się wolnym tempem bez większego stresu. Jeśli już urządzać zbiorówki to tylko takie.
    Kolejna sprawą ,którą chciałem poruszyć jest fakt ,że łowiectwo jest tylko kroplą w morzu jeśli je porównać do podejścia ludzkości do otaczającej nas przyrody ,należy je zreformować to pewne.Ale nawet jak już załatwimy ten problem pojawi się jakiś inny może jeszcze poważniejszy.
    Dla mnie osobiście łowiectwo to na pewno nie jest jakiś pociąg do zabijania zwierząt ,nigdy czegoś takiego nie odczuwałem ,ja po prostu najlepiej się czuję w otoczeniu przyrody.
    Moim zdaniem we wszystkim trzeba mieć trochę zdrowego rozsądku. Jak Pan Matkowski napisał ,że usłyszał od myśliwego słowa „zabiłem w życiu 500 saren” i jak spotykał tylko takich ludzi to się mu nie dziwię.To ,że koleś zabił 500 saren na pewno nie jest normalne ,to jakiś chory wyścig szczurów ,być może z chęci zaimponowania ,udowodnienia czegoś sobie .To przykre ,że są tacy myśliwi.
    Co do trofeistyki to tu również nie mogę się w pełni zgodzić z Panem Matkowskim ,nie uważam ,że trzeba tego zabronić ,martwemu jeleniowi raczej jest wszystko jedno czy jego czaszka zawiśnie na ścianie czy nie.Ja sam nie mam uprawnień selekcjonerskich i na razie nie czuję potrzeby wyrabiania ich. Ale jak ktoś widzi piękne skórzane fotele to mówi „ale fajne” a jak widzi poroże to mówi zwykle „co za morderca ,że takie zwierzę zabił”

    Na koniec napiszę jeszcze ciekawostkę: dziś w kole jeden myśliwy złapał kłusownika na gorącym uczynku ,miał wózeczek a w wózeczku sarenka.I nie mogę wprost w to uwierzyć ,bo ten koleś ma wielki dom ,2 ciągniki na podwórku i duże gospodarstwo ,po co kłusował nie wiem
    I jeszcze znaleźli dzika 140kg na wnyku w gęstym młodniku.
    Nie może Pan mnie przekonać ,że kłusownik ma szlachetniejsze poglądy od ETYCZNEGO myśliwego.
    Pozdrawiam.

  190. Tomasz Matkowski
     

    Widzę, że nasza dyskusja zaczyna się powoli cywilizować i skupiać na sprawach merytorycznych, bardzo mnie to cieszy. Miło mi, że Pan Dzik Dzik wyraża szacunek, aczkolwiek opatrzony lekką nutką niedowiarstwa:
    „Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach” – JEŚLI TO PRAWDA to zwracam honor i pełen szacun…
    Tak, prawda, nie są to zresztą jakieś zawrotne sumy, akurat starcza na systematyczne karmienie i leczenie kilku kotów, tudzież drobne wsparcie finansowe dla pewnej bardzo porządnej i uczciwej organizacji prozwierzęcej.
    Żeby już do reszty zedrzeć mit wielkich zarobków to powiem tak (w to też nikt nie chce wierzyć) autor dostaje od każdego sprzedanego egzemplarza książki 12 % jego ceny hurtowej. Cena hurtowa to połowa ceny detalicznej. Jeżeli książka w detalu kosztuje 20 zł, autor dostaje 12% od 10 zł, czyli 1,20 od każdej sprzedanej (uwaga: nie wydrukowanej tylko sprzedanej sztuki). Takie zasady obowiązują na całym świecie, nie tylko w Polsce, i nie jest to żaden wyzysk ze strony wydawnictwa, wydawca ma swoje koszty reklamy, dystrybucji, produkcji, no i też coś musi zarobić.
    Dalej, spotkałem się z opiniami, że za każdy wywiad w telewizji czy w radio biorę „taką kasiorę, że głowa boli”. Wyjaśniam: media nigdy nie płacą za udzielenie wywiadu. Ani dużej kasiory, ani małej, ani nawet złamanej złotówki. Ewentualnie przed programem poczęstują kawką. O ile pamiętam, raz dostałem ciasteczko, to chyba było w programie „pytanie na śniadanie”.
    To jest żelazna zasada mediów. Odstępstwem są jedynie wywiady dody elektrody i tego typu błaznów w kolorowych pisemkach. Tam rzeczywiście wchodzą w grę jakieś pieniądze, czasem spore. Ale są to sytuacje zupełnie wyjątkowe. Przy czym na ogół nie chodzi tam o prawdziwe wywiady tylko sfabrykowane „zwierzenia” pt. kto się z kim bzyka i jaką furą przyjeżdża na to bzykanie i czy ma willę z basenem i jakie drinki lubi sączyć kiedy siedzi nad tym basenem.
    Wracając do polowań: oczywiście że są one tylko jedną z wielu rzeczy, które należy zmienić czy też zlikwidować. Trzeba wykonać jakiś pierwszy krok w dobrym kierunku.
    Na pewno myślistwo idzie w złą stronę. Garną się nowobogaccy, jest cały olbrzymi przemysł akcesoriów, w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze, bo to nie tylko broń – bardzo droga – ale również tysiące gadżetów.
    Co do trofeistyki. Nadal uważam, że jest to coś nie w porządku. Zgoda, jeleniowi wszystko jedno co zrobią z jego czaszką. Ale w takim razie dlaczego nie powiesić sobie na ścianie czaszki zmarłego człowieka? Najlepiej zabitego własnoręcznie, ale niekoniecznie, może być wykopana czaszka żołnierza , który zginął na wojnie, czy kogokolwiek… przecież zmarłemu jest wszystko jedno co się dzieje z jego czaszką… więc w czym problem? A jednak założę się, że nikt by się na to nie zgodził. Bo to co innego…. Otóż ja uważam, że wcale nie co innego.
    Problem chyba w tym, że ja szanuję jednakowo zwierzęta i ludzi. Człowiek jest jednym ze zwierząt. Które miało szczęście, któremu udało się zapanować nad innymi zwierzętami. Jestem ateistą, wiem że człowiek nie ma duszy a jedynie wymyślił sobie takie pojęcie jak dusza, żeby móc spokojniej zabijać i gnębić inne zwierzęta, i mieć czyste sumienie. Ja nie mam czystego sumienia, źle się czuję jako przedstawiciel rasy panów. Razi mnie to, że o człowieku mówimy umarł a o zwierzaku że zdechł – bo to odbija naszą podświadomą pogardę dla innych zwierząt niż my. Rażą mnie takie określenia zwierząt jak „nasi bracia mniejsi”, bo w tym zwrocie zawiera się protekcjonalizm. Bracia – tak. Ale na pewno nie mniejsi. Raczej starsi. Większość już tu była przed nami.
    Oczywiście mógłby ktoś powiedzieć: to idź pan do lasu i żyj pan jak zwierzę… No cóż, spędziłem życie w mieście, jestem uformowany w pewien sposób i nie dołączę do innych zwierząt, zresztą byłoby to kompletnie bez sensu. Mając jednak szacunek dla zwierząt mogę coś przynajmniej próbować dla nich zrobić. W okresie świąt Bożego Narodzenia wydzwaniam do dyrekcji supermarketów i ochrzaniam ich za sposób w jaki trzymają żywe karpie. I dzięki temu kilka sklepów zrezygnowało w zeszłym roku w ogóle ze sprzedaży żywych karpi. To jedna z barbarzyńskich tradycji które trzeba zmieść z powierzchni Ziemi. Nie mogę spokojnie spać kiedy myślę, że w kadzi z brudną wodą bez odrobiny tlenu duszą się zwierzęta które naprawdę nie zasłużyły na tak okrutne traktowanie. Nikt nawet nie spojrzy na ich mękę, a wystarczy przystanąć, popatrzeć jak wystawiają pyski nad wodę i próbują chwycić chociaż trochę tlenu (bo w tej wodzie go już nie ma), jak się duszą (ryba nie „zasypia”, jak to sobie wmawiamy przy pomocy tego eufemistycznego i łajdackiego określenia, ona kona w męczarni, dusi się aż straci przytomność, co trwa czasem kilka dni, a my sobie beztrosko mówimy: o, to „śnięta” rybka…)
    Tak że łajdactw i sadyzmu, czasem nieświadomego, jest dużo. I dużo zadań przed kimś kto zdaje sobie z tego sprawę. Bo można przejść obojętnie obok czyjejś krzywdy jeśli się jej nie odbiera jako krzywdę. Z chwilą, kiedy zrozumieliśmy że jest to krzywda, przejść obojętnie jest trudno…
    Weźmy taką modną rybę jaką jest panga. Wszyscy się zachwycają. Panga „robi karierę”. Oglądałem we francuskiej telewizji reportaż o tym jak produkuje się pangę. Reportaż zaczął się od stwierdzenia, że nieszczęściem pangi jest to, że jest bardzo żywotna i silna. Bo żadna inna ryba nie zniosłaby takich warunków hodowli. Tysiące, setki tysięcy ryb stłoczone w takich kojcach zanurzonych w rzece. Tam rosną, ledwo mogą się ruszać, inna ryba by zmarła bo żeby oddychać ryba musi płynąć, jej skrzela muszą być omywane przez wodę z tlenem. Panga jakoś to wytrzymuje. Dusi się całe życie, ale dożywa do momentu aż nabierze tyle wagi, że można ją wyciągnąć i sprzedać.
    Hmmm może już wystarczy…
    „łowiectwo jest tylko kroplą w morzu jeśli je porównać do podejścia ludzkości do otaczającej nas przyrody” – tak, to prawda, piszę niemal słowo w słowo to samo w pierwszych zdaniach Polowaneczka.
    Fotele skórzane nie budzą tak negatywnych skojarzeń jak poroże na ścianie, to też prawda. Wynika to z tego, że nasza wyobraźnia sięga płytko. Czaszka zabitego zwierza to coś co bije w oczy, fotel – mniej. Już nie ten kształt, no i pewna praktyczna funkcjonalność która trochę usprawiedliwia: to nie jest ot tak dla zabawy przerobione zwierzę, ale żeby czemuś służyło. Aczkolwiek ja nigdy nie kupiłbym skórzanych foteli.
    To się chyba nasila z wiekiem. Mnie już zaczynają nawet drażnić rzeczy, które przedtem uznałbym za niewinne, na przykład wczoraj był program Szymona Majewskiego i prowadzący oraz jego gość, nawiasem mówiąc bardzo przeze mnie lubiany – odtwórczyni głównej roli z serialu Brzydula – urządzili sobie żarty ze świniobicia i koniobicia. Niby nic, głupawe żarty, ale w jednej chwili straciłem dla obu tych osób wszelką sympatię. Nie dlatego, że jedzą mięso. Ale dlatego, że gardzą swoimi ofiarami. Pogarda, poczucie wyższości, to jest psychiczne wsparcie dla złych uczynków. Może trzeba zaczynać walkę ze złem od walki z obojętnością i z pogardą?
    Nie wiem. Zaplątaliśmy się w temat rzekę. Ale to dobrze.
    Pozdrawiam
    Tomasz Matkowski

  191.  

    Trofeistyka to jest właśnie dobry przykład zaszłości. Sam nie jestem selekcjonerem i nie zamierzam nim być. Drażnią mnie te „konkursy” na „ciekawe” poroże. Powód do dumy ? Może kiedyś… tak. Wtedy kiedy ludzie żyli w jaskiniach w ten sposób wyznaczano swoją pozycję „w stadzie”. Myśliwy obwieszał się różnego rodzaju trofeami i im większe one były tym lepiej dla niego. Oznaczało to, że jest sprawny, upoluje nawet duże zwierzę i wykarmi wielu potomków. Jest samcem alfa. Trofeum wzbudzające podziw, we współcześnie żyjących plemionach ma to samo znaczenie. Mężczyzna jest silny, sprawny, zdrowy – godny zainteresowania. Jest to jednak moim zdaniem prymitywizm. Świat poszedł do przodu. Czy nadal prawdziwy mężczyzna tego potrzebuje ? Czy nadal w ten sposób pokaże, że jest samcem alfa ? Nie sądzę.
    Ktoś inny powie, że lubi popatrzeć na piękno natury, które widzi w pięknym porożu – w domu, przy kominku. Piękno, które jest martwe ? Martwa Nautra ? To wtedy jest już żałosne, smutne i bezmyślne. Natura jest piękna, gdy jest żywa gdy jest w stanie wolnym.

    Teraz trochę moich quasi filozoficznych rozważań a propos naszej ważliwości, która jak sądzę utrudnia nam życie. Ewolucja spowodowała ogromny rozwój umysłowy człowieka. Nasze mózgi rozwinęły się wyprzedzając pozostałe gatunki. Oczywiście nie mam tu na myśli zmysłów bo w tym nie przodujemy. Myślę o ogólnym rozowju umysłowym, zdolnościach percepcyjnych, analizy otaczającej rzeczywistości i formułowania wniosków i o wrażliwości właśnie. Wrażliwość ludzi jest oczywiście różna jednak średnia jest wysoko ponad przeciętną świata zwierząt. Tak sądzę. Nie poprę tej tezy badaniami – nie wiem czy takowe były robione. Ta wrażliwość nas wyróżnia. To dobrze. Czy pomaga ? Chyba nie. Obwiniamy się o to, że jesteśmy okrutni. Niestety – jesteśmy. Jedni bardziej inni mniej. Nie oceniam tego, nie mam do tego prawa. Ze zdumieniem stwierdziłem jednak, że natrura też jest okrutna. Dlaczego drapieżniki urządzają sobie „polowania zbiorowe” osaczając najsłabsze osobniki, goniąc kilometrami najmłodsze lub najstarsze, aż padną z wycieńczenia – dlaczego wilki, hieny, szakale potrafią być bardzo okrutne ? Dlaczego orki często przed zabiciem małych focząt bawią się nimi niczym piłką ? Dlaczego lwy, lamparty, tygrysy nie uśmiercają od razu swojej ofiary przegryzając jej ważną życiowo tętnicę tylko najczęściej łamią kark paraliżując jedynie, a później półżywą rozrywają na strzępy ? Pogarda dla ofiary, poczucie wyższości ? Z pewnością tak. Przykłady można by mnożyć. Wystarczy obejrzeć kilka programów przyrodniczych. Tam śmierć nie następuję szybko. Jest okrutna, powolna, w męczarniach. Nie to jednak jest istotne. W prawach natury nie ma pojęcia humanitaryzmu, etyki – wykształcił je dopiero „wrażliwy” człowiek. Dzisiaj ma jednak z tym problem. Jest ofiarą własnej wrażliwości. Pan Panie Tomaszu i wiele innych osób. Również ja. Mamy wyrzuty sumienia, które chcemy zagłuszyć. Pojawia się pytanie – czy nasza wrażliwość została nam dana aby zmieniać te okrutne prawa natury ? Może tak. Moze na tym ma polegać kolejny wielki krok ewolucji.
    Obyśmy tylko, postępując zbyt nierozważnie, nie stali się prawdziwą ofiarą naszej wrażliwości, która może okazać się paradoksalnie naszą słabością.

    pozdrawiam

  192.  

    Złamanie ofierze karku to „bezmyślny”, ale instynktowny,”mądry”
    akt łaski ( używając ludzkich pojęć).TO ZNIECZULENIE! A ja trafiam dziwnie na filmy BBC, w których pokazana jest walka o przetrwanie bez trzebienia środowiska. Oglądałam ostatnio filmy
    o Gangesie, u brzegu którego żyją miliony ludzi i zwierząt.I Hindusi
    wierzący w tysiące bóstw,nie zrujnowali rzeki i swojego środowiska.COŚ nas, cywilizację Zachodu różni od nich. Może to że wierzą, że jesteśmy JEDNYM? Są piękni bo szczupli i stanowią dokładne przeciwieństwo cywilizacji panującej, a zwłaszcza amerykańskiej, która nie spożywa, ale żre. Można
    pomyśleć,że duża część Amerykanów, to ślepy zaułek ewolucji.
    .

  193.  

    Do Pana myśliwego
    Przeleciałam całe forum, żeby przypomnieć sobie o czym Pan i Pan Dziki pisaliście (bo zrobiło się zadziwiająco przyjemnie). I znalazłam. Pisał Pan ostatnio, że poluje tylko na te zwierzęta, które są przez Pana rodzinę konsumowane,tak? A kilkanaście postów temu, pisze Pan o lisach, które Pan zabija. To już one mają spokój, czy Pan zmyśla ?

  194.  

    Pani Małgorzato,

    Skąd się bierze ta agresja u Pani? Dlaczego Pani tak usilnie dąży do spłycenia każdego tematu. „zrobiło się za przjemnie” „podlizywanie” itp. Myśliwi są źli Pani jest jedyna sprawedliwa. OK. To już zostało powiedziane. Przejdźmy dalej. Spójrzymy na tematy trochę szerzej. Nikt tu nie chce się „wybielać”. Nikomu tu nie zależy na Pani akceptacji. Zaręczam Panią.
    A może chodzi o to, że ktoś kto podaje się za myśliwego powinien raczej, zgodnie z przytczaną wielokrotnie charakterystyką „tego gorszego gatunku ludzi”, być niesympatycznym, głupim, agresywnym, prostakiem, ktory ma „krew w oczach” i nic po za końcem lufy nie widzi. Coś tu Pani nie pasuje. Wykracza poza ramy, w których Pani zamyka łowiectwo i dlatego Pani prowokuje. Prowokuje żeby udowodnić powyższą tezę. Jak na razie to Pani bardziej tym agresywnym zachowniem przystaje do „myśliwego z piórkiem”. Zastanawiam się jaki ma Pani w tym cel. Czy to nie jest jednak „krecia robota”, o której pisałem? Pani pluje, a wąsaci, brzuchaci faceci z piórkiem mówią, że to deszcz pada. Ci których to dotyczy nawet nie trudzą się żeby czytać tego rodzaju fora, oni również nie zwracają uwagi na krytykę tych, którzy tu trafią i przeczytają posty i wyrobią sobie na tej podstawie opinię zgodną z Pani oczekiwaniami. „Te bydlaki” są gruboskórne jak nosorożec. Mówiąc językiem myśliwego – musiałaby Pani strzelać do nich z większego kalibru. Mówiąc bardziej brutalnie – walić im prosto w twarz. Do tego musiałaby Pani najpierw się z nimi spotkać oko w oko. No i tu wrócę do mojego nawoływania – musi Pani wejść w struktury wroga.

    pozdrawiam

  195.  

    Może właśnie pora trochę się ucywilizować. Wymienić poglądami. To pomaga zrozumieć drugą stronę. Wyciągnąć wnioski i być może coś zmienić we własnym postępowaniu ?
    Trafiłem na to forum z taką nadzieją choć moje pierwsze posty – przyznaję – były naszpikowane cynizmem i agresją. Był atak – była obrona. Pani już nikt nie aktakuje a Pani wyszukuje dalej szczególiki żeby dokopać.
    Niech to forum różni się od tych na onet i wp gdzie przypadkowi uczestnicy obrzucają się błotem nie mając tak naprawdę żadnych przekonań na poruszany temat.

  196.  

    Pani Małgorzato,

    Indie są obecnie jednym z najszybciej rozwijających się krajów na świecie. Siła pieniądza wzbudza rozwój tego regionu powodując katastrofalne szkody w środowisku. Chiny już zatruły większość swoich rzek. Indie właśnie to robią z Gangesem na czele. Być może gdzieś tam u źródeł woda jest jeszcze czysta, ale im dalej tym gorzej. Cywilizacja niestety niszczy środowisko. Jak długo jeszcze ? Myślę, że tak długo jak długo nie da się zarabiać na czystym środowisku. To przykre ale kasa rządzi.
    Hindusi są szczupli, owszem. Częściowo wynika to z ich kultury, diety ale częściowo z biedy. Amerykanie są grubi i tutaj podłożem tej otyłości paradoksalnie też jest bieda. Biedacy jedzą tanią, modyfikowaną żywność. Bogacze są tam szczupli. Mój znajomy mając szesnaście lat wyjechał do USA. W Polsce był chudy jak palec. Prawie anorektyk. Po dwóch latach w USA potroił swoją wagę żywiąc się w fastfoodach !!! Nie poznałem go jak wrócił. Dzisiaj się leczy z tego powodu.

  197.  

    Złamanie ofierze karku to “bezmyślny”, ale instynktowny,”mądry”
    akt łaski ( używając ludzkich pojęć).TO ZNIECZULENIE!

    - a może chodzi tylko o to żeby ofiara już dalej nie uciekała, no bo co ta łaska jeśli musimy patrzeć jak ktoś nas zjada żywcem i nie ma już nadziei?

  198.  

    Do Pani Gośki: Myli się Pani twierdząc ,że pisałem o zabijaniu zwierząt do konsumpcji ,gdyby przeczytała Pani ze ZROZUMIENIEM co kiedyś sama mi Pani kazała zrobić to wiedziałaby Pani o co chodzi otóż napisałem o dzikach jako PRZYKŁAD ,wyprzedziła Pani mój kolejny post ,w którym miałem właśnie napisać o lisach. Napisałem ,że muszę mieć WYJAŚNIENIE dlaczego zabiłem zwierzę ,dla spokoju własnego sumienia. Najgorszą zbrodnią jaką można uczynić to zabić zwierzę bez powodu ot tak dla zabawy ,tego nie cierpię. Dlaczego więc strzelam do lisów ,których przecież nie skonsumuję ? Ponieważ lis nie jest przyjacielem łowiska ,mnoży się szybko ,a jeść coś musi. W naszym obwodzie od kilku lat nie może się odbudować stan zająca i kuropatwy. Nie strzelamy do tych zwierząt. Oczywiście nie tylko lis jest winien ,mamy również mrowie kruków ,które są pod ochroną.Nie mówię żeby wystrzelać wszystkie lisy ,ale regulować ich stan ,tak aby inne zwierzęta też miały szanse.I tu znów pewnie pojawi się stwierdzenie ,że sobie to wymyśliłem aby móc strzelać do lisów ,jeśli rzeczywiście taki byłby mój tok myślenia to po co miałbym bronić zajęcy ,czy kuropatw ,skoro te zwierzęta są jadalne ?
    A Pani najpierw niech się upewni co DOKŁADNIE napisałem zanim zacznie mnie oskarżać.I jeszcze dodam ,że jak dla Pani dyskusja zrobiła się za przyjazna to na wp i onecie znajdzie Pani wiele wyzywanek między obiema stronami.
    Chyba ,że woli Pani zostać tutaj ?
    Pozdrawiam

  199.  

    Panie dziki_dzik. Pytania dotyczące wrażliwości też mnie nurtowały. Dlaczego my mamy być wrażliwi skoro natura jest twarda? Dlaczego orki bawią się młodymi fokami zanim je uśmiercą? Dlaczego wydrzyki zadziobią ptaka i polecą dalej?
    No tak się porobiło, to jest ewolucja, same się rzeczy dzieją. W tym miejscu łatwo o usprawiedliwienie wszystkich ludzkich czynów łącznie z Hitlerem, Stalinem i Putinem, bo sami należymy do dzikiej i twardej natury. Ale idąc tą analityczna drogą wystarczająco długo być może doświadczymy tego co opisał filozof Emerson: ,,rolą intelektu jest doprowadzić nas do miejsca z którego widać, że poza nim istnieje jeszcze ogromna przestrzeń” . Doświadczyłem tego za młodu w lesie, w którym regularnie wagarowałem. Dręczyło mnie pytanie: ,,czy to co widzę, słyszę. Ten brzęk muszek,ten leśny szum i śpiew ptaków to jest już wszystko? Czy też jest w tym jakaś głębsza warstwa, której nie widzę, jakaś tajemnica?” Po dłuższym rozważaniu mój intelekt był już ,,zagotowany”. Nie dało się nic wymyślić. Jestem pewien że wielu (tzn. niewielu) myśliwych doświadcza czegoś podobnego, np. nocą na ambonie kiedy jest pełnia. Nieprawdopodobnie smutne jest, że w takiej chwili mają jeszcze ochotę pociągnąć za spust.

  200.  

    Do myśliwego
    Identycznie jak ja zrozumiał Pana P.Matkowski.Proszę sprawdzić.
    1grudnia godz01:32

  201.  

    W moim poście chciałem przekazać ,że nigdy nie zabiłbym żadnego zwierzaka bezmyślnie tylko po to żeby zabić.
    Gorąco popieram akcje ekologów (ale nie takich bezmyślnych o jakich pisałem-bez wiedzy ,udających najlepszych z najlepszych),a także zaangażowanie Pana Matkowskiego w obronę zwierząt.
    Uważam jednak ,że nie wystarczy napisać: nie zabijajcie zwierząt i postawić kropkę bo problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Pan Matkowski traktuje zwierzęta na równi z ludźmi ,OK ,w porządku nie mam nic do tego. Pisze również o metodach antykoncepcyjnych i tu uważam ,że warto by przeprowadzić jakiś eksperyment na danym obszarze i różnych gatunkach zwierząt ,jeśli ta metoda zda egzamin to warto się nad nią zastanowić ,ale na pewno nie wszędzie. Są też takie obszary na których powinien być wprowadzony zakaz polowań.
    Etyka łowiecka powinna być na pierwszym miejscu dla każdego myśliwego.

  202.  

    Panie Jacku,

    Zaręczam… nie wszyscy mają na to ochotę. Dla mnie do tej pory było to kilka razy. I te kilka razy czułem, jak bardzo nie chcę przerwać tej cudownej ciszy, spokoju, zniszczyć tego doskonałego porządku rzeczy. To była wewnętrzna walka. Czekanie na jeszcze lepszy moment, dla większej pewności, że zadana śmierć będzie natychmiastowa. Te kilka razy zwycieżył rozum, który podpowiadał – tak musi być, bo to odwieczne prawo natury. Chcesz jeść musisz zabić. Zwycięża sprytniejszy i silniejszy. Nie ma równych szans. Nigdy jednak potem nie czułem dumy. Raczej pustkę i żal. Czasem obrzydzenie. W dziesiątkach innych sytuacji odpuszczałem. Nie ten moment. Może następnym razem. Tak sobie to tłumaczyłem…

  203.  

    Dodam jeszcze ,do postu Pana Matkowskiego ,że rzeczywiście do łowiectwa garną się nowobogaccy ,widywałem takich myśliwych ,którzy są poobwieszani lornetkami ,nożami ,wabikami itd. cóż mnie bawią tacy ludzie ,ale patrząc choćby na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia ,można dojść do wniosku ,że to czas wielkiego tłoku w sklepach ,nowych reklam w telewizji i ogólnej komercji a same Święta są gdzieś z boku. Podobnie jest niestety w wielu innych dziedzinach życia.

  204.  

    Akurat tej komercji to bym się nie czepiał. Ci myśliwi co obwieszają się jak choinki gadżetami po kilka tysięcy są najczęściej nieszkodliwi. Nie wychodzą do lasu. Bo przed kim będą błyszczeć. Oni tylko potrzebują dowartościować się, pokazać swój (najczesciej nikczemny hi,hi) status społeczny. Pochwalić się przed innymi. To jest takie zwykłe ludzkie leczenie kompleksów. Zwierzęta na tym chyba nie tracą?

  205.  

    Pisząc o złym wpływie komercjalizacji w łowiectwie miałem na myśli tzw polowania komercyjne, o których wspominał Pan Tomasz. Polowania dla bogatych Panów na niedźwiedzie wypędzane z gawry (był nawet artykuł niedawno w „Przekroju” z okropnymi zdjeciami), nawet polowania na ginące gatunki odbywające sie na pograniczu prawa, bez jakichkolwiek zasad „etycznych”. W nich liczy się jedynie efekt w postaci gotówki, którą zostawia takowy bogacz. To są polowania na tzw. wielką piatkę, ale także polowania komercyjne w Polsce na jelenie czy dziki. To jest poważny (w sensie duży) biznes oparty o bezsensowną śmierć.

  206.  

    Tacy myśliwi rzeczywiście są niegroźni jedynie wzbogacają kieszenie handlowcom takich gadżetów ,a już wcześniej pisałem o myśliwych dewizowych ,z którymi Pan Matkowski jako tłumacz pewnie często miał do czynienia jeśli widział ich metody polowań to jak już pisałem całkiem zrozumiałe ,że mógł czuć gniew ,obrzydzenie ja czuję to samo do tych ludzi.

  207.  

    Polowania i powody, dla których się poluje przypominają inne zachowania mężczyzn – działania zbrojne w Iraku, Afganistanie etc.To wieczne „poprawianie”świata! Kilku przytomnych generałów widzi w tym powtórkę Wietnamu, ale to politycy-psychopaci rządzą światem.Gołym okiem widać (nie widać?!)
    że roz….ten świat. Rządzi zasada, której hołdują myśliwi i politycy: no skoro zaczęliśmy musimy dokończyć.Skoro dziad i ojciec polował ja także mam dobry powód, skoro Bush senior zaczął…itd. Skoro Komorowski i ferajna poluje to zadbają o to żeby mu tych zabawek z piaskownicy nikt nie zabrał.I to tacy
    ludzie opisują nam świat, a my dajemy się na powody GLOBALNEGO ZABIJANIA nabierać.

  208.  

    Gośka: „Staną przed Panem ONE WSZYSTKIE….Kiedyś. I będzie Pan wył.
    Ale będzie za późno. I nie z powodu kary boskiej czy jakiejś tam,
    ale dlatego że zbrodnia nie znika bo Pan ją inaczej nazwał.
    Ludzie w sytuacjach ekstremalnych (nadchodzącej śmierci czy
    śmiertelnej choroby) WIDZĄ WIĘCEJ.”

    W życiu nie słyszałam większej bzdury. Zacytuję w odpowiedzi słowa dr Weroniki Chańskiej: „Jest taka maniera idealizowania śmierci. Mówi się, że umierający są piękni i że umierając, wypowiadają mądre sentencje, zostawiają po sobie bezcenne wskazówki. Praca w hospicjum nauczyła mnie, że wiele rzeczy można o umierających powiedzieć, ale na pewno nie to, że są piękni. Nie jest również prawdą, że w obliczu śmierci nabywamy szczególnej mądrości. Śmierć niczego nie rozwiązuje i niczego nie naprawia – zostawia ludzi i sprawy takimi, jakimi były.”

  209.  

    Do wiejącej
    Nie pisałam o pięknie i mądrości.Pisałam o winnych śmierci innych
    istot. A poza tym czytamy różnych autorów.

  210.  

    Trafiłem na taki cytat, autorem jest Henry Berton:

    ,,Potrzeba nam innego (niż dotychczas), mądrzejszego, a może bardziej mistycznego pojęcia zwierząt. Traktujemy je protekcjonalnie ze względu na ich niedoskonałość… I w ten sposób błądzimy wielce. W starszym i pełniejszym niż nasz świecie poruszają się one skończone i całkowite, obdarzone zmysłami o takich możliwościach, jakie my straciliśmy lub jakich nigdy nie osiągnęliśmy; żyją pośród dźwięków, których my nigdy nie usłyszymy. Nie są braćmi, nie są podwładnymi – są innymi narodami wplątanymi razem z nami w sieć życia i czasu, współwięźniami splendoru i bólu ziemi.”

  211. Tomasz Matkowski
     

    Piękny cytat

  212.  

    Cytat ( Tomasz Matkowski): „Aha, szabla to kieł dzika, odpowiednik naszej górnej trójki” – panie Tomaszu, jeżeli chce pan pisać o łowiectwie, proszę zapoznać się z podstawami łowiectwa i biologii zwierząt. Nie chcę sie czepiać, ale jeżeli cała książka jest napisana z takim znawstwem, to chroń nas Boże przed takimi „fachowcami”.

  213. Tomasz Matkowski
     

    tak, to rzeczywiście dolny kieł a nie górny, ale czy to coś bardzo zmienia? prostuję, gwoli ścisłości i dziękuję za tę uwagę. to nie zmienia faktu, że jest to odpowiednik naszego zęba, że zawiera nerw, i że jego odstrzelenie to tak jakby Panu ktoś łomem trzasnąl po zębach i utrącił jeden czy dwa. drobazg, bezbolesne, i o czym tu gadać, prawda? Książka zawiera prawdy podstawowe, istotne. nie koncentruje się na uperleniu odnóg poroża, bo takie szczegóły są istotne dla trofeistów, tak jak dla nazistów było istotne czy człowiek ma prawidłowy kąt między nosem a resztą czaszki. i to przed takimi fachowcami „chroń nas Boże”…

  214.  

    Mówi Pan o nas naziści i boli mnie to trochę bo „ekolog” pod artykułem o postrzeleniu myśliwego przez kolegę pisze coś w stylu „Powinien zdechnąć ,byłoby jednego gnoja mniej”.
    I to my jesteśmy nazistami…

  215. Tomasz Matkowski
     

    Eh, a ile rzeczy mnie boli… sam jestem nazistą, bo jem mięso. na tym paskudnym świecie w sumie najlepszym wyjściem byłoby wycofac się… ale to nie takie proste:)

  216.  

    „sam jestem nazistą, bo jem mięso. na tym paskudnym świecie w sumie najlepszym wyjściem byłoby wycofac się… ale to nie takie proste:)”

    Panie Tomaszu, to nie brzmi dobrze… wycofać się ?

    Pisałem o tym wyżej – wrażliwość to miecz obosieczny. Z jednej strony CZUJEMY, że źle postępujemy i źle nam z tym, a z drugiej nie potrafimy tego zmienić. To chyba bezcelowe samobiczowanie. ONE oczywiście z tego naszego biczowania się nic nie mają. Mało tego – ośmielę się stwierdzić, że nie zrozumiałyby tych rozterek. Dla zwierząt naturalnym stanem rzeczy jest układ, w którym dominuje silniejszy, a słabszy jest czasem ofiarą tego silniejszego, sprawniejszego, szybszego, lepiej wyposażonego etc. W naturze istnieje silna hierarchia ważności i hierarchia celów. Nie można jej zmieniać bo zaburzy się ten idealny układ. Wszyscy jesteśmy elementem jednego, dużego łańcucha pokarmowego. My – drapieżni i niedrapieżni ludzie – też. Nie obwiniajmy się za to. Obwiniajmy się za bezcelowe, bezmyślne okrucieństwo względem zwierząt. Za sadyzm, głupotę i krótkowzroczność. Za chciwość i egoizm, który w dłuższej perspektywie przecież ZAGROZI NAM SAMYM. ALE czy to właśnie nie na tym polega MĄDROSĆ I POTĘGA NATURY !!!! Człowiek zaśłepiony bo zapatrzony w siebie, w swoje potrzeby, „rozprzestrzenia się” na Ziemi niszcząc wszystko wokół siebie. Nie widzi, że podcina gałąź, na której siedzi, że niszczy tak naprawdę sam siebie – a więc eliminuje potencjalne źródło zniszczenia – a NATURA w tej czy innej formie przetrwa i odrodzi się. Ha! To jest idealny układ dążący zawsze do równowagi.

  217. Tomasz Matkowski
     

    Jest Pan bardzo optymistycznie nastawiony. Idealny układ może zostać rozchwiany i my właśnie to robimy. Jezeli, jak Pan prorokuje, skończy się to samozagładą człowieka – to nie byłoby jeszcze takie złe. Obawiam się jednak, że samounicestwienie czlowieka pociągnie za sobą zagładę pozostałych gatunków. A w każdym razie ciężko im będzie przetrwać na Ziemi totalnie przez nas zadeptanej i zatrutej.
    zresztą – co ja mówię. Nie zginiemy. Mamy nieskończone możliwości przystosowawcze. w razie czego będziemy jedli wlasne odchody i żyli jedni na glowach drugich. Nasycenie planety gatunkiem homo sapiens przekroczyło już wszelkie normy, ale i tak będziemy się mnożyć do upadłego, jak żaden inny gatunek. w razie czego będziemy żyli na zmianę- jedni śpią, inni pracują a potem na odwrót. Kolonizacja nocy – zjawisko znane w dużych miastach. Można jeszcze dużo skolonizować. Pływające wyspy, dwustupiętrowe wieżowce, nawodnione pustynie. To i tak się wszystko źle skończy. Nie zabije nas żadna bomba atomowa. Zabije nas bomba demograficzna. Zresztą, właśnie o tym Pan pisze, tylko innymi słowami. więc skąd optymizm?
    z jednym się zgadzam. wrażliwość to miecz obosieczny. Osobniki nadwrażliwe raczej nie przetrwają, ta cecha będzie eliminowana jako coś co zawadza. Natomiast energicznie protestuję przeciwko monopolizowaniu pojęcia wrażliwość dla homo sapiens. Zwierzęta są często o wiele wrażliwsze od nas. Pies polegnie za swojego pana, a nie słyszałem o sytuacji odwrotnej.
    nasz antropocentryzm każe nam dopatrywać się monopolu na pewne „wyższe” funkcje w nas samych. Otóż nie. wszystkie przejawy altruizmu, dobroci, poświęcenia, można również zaobserwować u innych zwierząt. piszę innych – bo my też jesteśmy zwierzętami. Wymyśliliśmy sobie takie psychologiczne cudeńka jak „dusza”, „Pan bóg” itp. bo jesteśmy sprytni. bardzo sprytni. Najsprytniejsi.
    No i proszę nasza dyskusja zeszła na tory filozoficzne. ale to fajnie. Pozdrawiam.

  218.  

    Wszystkich dyskutujących odsyłam do ostatniego numeru „Tygodnika Powszechnego” (13 grudnia) z tematem przewodnim na okładce „I zwierzęta będą nas sądzić”.

    Wszystkim Państwu potrzebna jest lektura znajdujących się tam tekstów, w tym świetnego artykułu Dariusza Czai „Po tropach”, przywołującego m.in. dwie znakomite książki: ostatnią powieść Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych” oraz książkę-spowiedź, książkę-świadectwo i jedyny jak dotąd najlepszy wielogłos w kwestii uprawiania polowań – Farba znaczy krew Zenona Kruczyńskiego.

    Żałuję, że Dziki Dzik nie napotkał na tym forum na godnego siebie adwersarza.

  219.  

    Napotkał.

  220.  

    „Dlaczego Kościół milczy”. To tytuł artykułu w ostatnim Newsweeku. Na podobnie postawione pytanie o los zwierząt i stosunek doń Kościoła, mój mały wtedy syn na lekcji religii usłyszał,że są po to by służyć człowiekowi. I pogardy doświadczyły i zwierzęta i mój syn. I tak zakończyła się na zawsze katecheza mojego syna.Od tamtego, odległego czasu zmienił się paradygmat.Mniej wolno czynić zła zwierzętom (odsyłam również do artykułu z N. o bezwzględnej karze więzienia za zamordowanie kota.) W ogóle mnóstwo wody na
    mój młyn!

  221.  

    Niestety, człowiek żeby istniał i stał na najwyzszym stopniu rozwoju musi zabijać i musi podporządkować sobie zwierzęta. Oczywiście jestem za oszczędzaniem zwierzętom zbędnych cierpień, dlatego mając do wyboru schabowego ze sklepu i polowanie, wybieram polowanie.

  222.  

    Do Erni:
    Jest już dawno naukowo udowodnione i ogłoszone przez WHO, że mądrze stosowana dieta wegetariańska może być dietą pełnowartościową i zdrową, i to w naszym klimacie. Proszę o tym napisać, że się mylą. Dobrze by było wysłać wyniki Pańskich badań. Względy Pańskiego podniebienia nie będą brane pod uwagę. Proszę pamiętać, że po zmianie diety na wegetariańską może wystąpić zespół odstawienny, jak po rzuceniu papierosów, czy innych rzeczy bez których trudno żyć.
    Pańskie ,,musi” nie przetrwa, ono żyje tylko w głowach myśliwych oraz ludzi owładniętych ideologią, jak skrajny katolicyzm, islam i temu podobne twory.

  223.  

    Do jacek Kusz :
    Panie Jacku, mnie takie badania nie przekonują. Po prostu nie wiem kto stoi za takimi badaniami, komu się opłaca ogłaszać wyniki tych badań, kto sponsoruje ludzi prowadzących te badania, itd. itp. Kiedy chodziłem do podstawówki, popularne i podobno bardzo zdrowe było mleko. Dzisiaj na temat mleka pojawiają się negatywne opinie. Kiedy brakowało masła, zdrowa była margaryna. Człowiek jadł mięso „od zawsze”. Tak naprawdę to nie wiemy jak brak mięsa w naszym jadłospisie odbije się na naszych wnukach i prawnukach. Jakie w ich organizmach zajdą zmiany. I tego nie wie nawet WHO. Proszę dopuścić do siebie myśl że na idei wegetarianizmu też ktoś nieźle zarabia i to prawdopodobnie kosztem pańskiego zdrowia. Kiedyś mieliśmy nieomylnych radzieckich naukowców, dzisiaj naukowców np. z WHO. A kiedy nie wiemy komu wierzyć dobrze jest stosować sprawdzone metody.

  224.  

    Zgadzam się Panem Erni. Nie powoływałbym się na badania gdyż ich wyniki zależą od wielu czynników m.in. aktualnych możliwości technologicznych i naukowych człowieka (pomijam patologię wynikającą z chęci zysku – choć można przypuszczać że obecnie ona dominuje). To co kiedyś wydawało się słuszne dzisiaj okazuje się szkodliwe – to co dzisiaj wydaje się być dobre jutro może okazać się złe. Człowiek chciałby ustawiać świat tak jak on go widzi i polegać jedynie na swoim rozumie a tutaj potrzeba też trochę pokory i rozwagi. Natura z jakiegoś powodu dała ludziom oprócz trzonowców siekacze i kły… no i ciagle brakuje nam dwóch żołądków.

    pozdrawiam

  225.  

    I jeszcze jedna uwaga. Przeczytałem kilka razy wypowiedzi pana Matkowskiego i myślę że on sam coraz mniej rozumie c
    czym pisze. Plącze się, wymyśla jakieś dziwne ideologie, pomysły. Po prostu temat o którym nie ma pojęcia przerósł go. To moje osobiste zdanie.

  226.  

    Gdybym był złośliwy, spytałbym, używając pańskiej retoryki, kto pana sponsoruje, panie Erni i kto stoi za takimi ludźmi jak pan. Czy reprezentuje pan przemysł akcesoriów myśliwskich, czy może kręgi rzemieślników produkujących szklane oczy do wypchanych zwierząt?
    ale oczywiście nie jestem złośliwy. nie chce sie upodobnic do pana ani do tych wszystkich lobbystow giwerowych ktorzy oskarzają mnie o działanie za czyjeś pieniądze, i ktorzy w szlachetnej idei wegetarianizmu dopatrują się macek jakiegoś międzynarodowego spisku, mającego na celu osłabienie tężyzny narodu polskiego. a jeżeli pan nic nie zrozumiał z tego co piszę… hmm cóż. Na to już niestety nie ma rady.

  227.  

    Panie Erni, jaki był najdłuższy okres niejedzenia mięsa w Pana życiu? Jeżeli krótszy niż dwa lata to niestety nie posiada Pan własnych doświadczeń w tej materii.
    Panie dziki_dzik jest wiele zwierząt żywiących się tylko roślinami które także mają i kły i tylko jeden żołądek. Wegetarianizm to nie jest jedzenie trawy.
    Poza tym nie widzę nic szlachetnego w jedzeniu mięsa, a już namawianie innych do tego wydaje mi się podejrzane.

  228.  

    Panie Jacku, nikt nie wie czy takie zmiany nie zajdą dopiero po kilkudziesięciu latach, nikt nie przebadał 3 – 5 pokoleń ludzi którzy nie spożywali mięsa. I nikt nie moze zapewnic że nie bedą to zmiany nieodwracalne. Ja nie twierdzę że lepsza jest dieta mięsna czy bezmięsna. Twierdzę że na razie nikt nie może udowodnić wyższości jednej nad drugą. Nawet (z całym szacunkiem dla tej organizacji ) WHO.

  229.  

    Panie Jacku,

    Kły u zwierząt będących typowymi roślinożercami występują rzadko choć rzeczywiście jest to udowodnione. Myślę, ze gatunki roślinożerne z kłami to gatunki, które bądź w sposób wymuszony musiały zrezygnować z wysokokalorycznej diety mięsnej – brak dostępności – np wielbłądy bądź ze zwykłego rachunku ekonomicznego – dostęność roślin i ich bogactwo spowodowały, że uganianie się za mięsem stało się energetycznie nieopłacalne np małpy. Pisząc o kłach u ludzi chciałem jedynie pokazać, że natura przewidziała możliwość korzystania z nich, a więc jedzenie mięsa przez człowieka jest „naturalne”. Oczywiscie kły nie świadczą jedynie o mięsożerności – służą też innym celom. Ja wychodzę z założenia, że natura ma pierwszeństwo przed ludzkim rozumem, nie oznacza to jednak, że wegetetarianizm czy weganizm uważam za szkodliwy. Szanuję tych, którzy się zdecydowali i wytrwali jednak wymagam od nich również szacunku dla tych, którzy mięso jedzą. Poprostu – bliższy jest mi Naturalizm.

  230.  

    Jeżeli mam szacować czyjeś poglądy to również będę szanował czyjeś życie. Jak w takim razie szanować zabójców? Naprawdę nie wiem, chyba oddzielić człowieka od jego czynów. Potępić czyny, ale człowieka szanować. Pewnie tak.

  231.  

    Panie Tomaszu, jedyne co jest słuszne w pana książce to założenie że zwierzyna na którą się poluje , cierpi. I to jest fakt, nikt przy zdrowych zmysłach tego nie neguje. Należy dążyć do tego aby cierpiała jak najmniej. I tak ma o niebo lepiej niż zwierzyna od urodzenia przetrzymywana w klatkach i chlewikach a potem zabijana prądem. Ale ja to wiedziałem przed przeczytaniem pana książki. Nie potrzebowałem 20 lat obcowania z myśliwymi żebym to zrozumiał. I nie czekałem, tak jak pan, aż mi sie z urwie dochód z polowań.

  232.  

    panie Erni:
    ,,nie potrzebowałem 20 lat obcowania z myśliwymi żebym to zrozumiał”
    Co takiego Pan wiedział i nie potrzebował 20 lat?. I skoro Pan zrozumiał to jak głęboko to do Pana dotarło? Co pan zrobił aby ograniczyć zwierzętom cierpienia?
    Myśliwi często opowiadają jak to ograniczają cierpienia, po czym wracają do domu ze zdobyczą, która przeżyła piekło przed śmiercią. To taka szlachetność jak tych skinów co uratowali życie staruszce, czy gwałciciela który podkłada ofierze podusie pod główkę.

  233.  

    Miałem na myśli pana Matkowskiego który po 20 latach zarabianie na polowaniach dewizowych, nagle „uświadamia ” sobie że to jest złe. Pisze książkę, na której również zarabia. Ale to jego sprawa. Co zrobiłem ? Powiem tak, nie pamiętam sytuacji, żeby po moim strzale do zwierzyny, nie została ona ” w ogniu”, czyli nie zginęła na miejscu. Nie jestem jakimś super strzelcem. Mam tylko swoje zasady których się trzymam i które pozwalają unikać zwierzynie niepotrzebnego stresu i cierpień. Nie poluję na tzw. „zbiorówkach”. Tu wszystko dzieje się za szybko ( jak dla mnie ). Poluję najczęściej z ambon lub zasiadek, gdzie mogę spokojnie rozpoznać do czego strzelam, mogę wygodnie złożyć się do strzału i trafić tam gdzie chcę. Mam dobrą broń i optykę, nie żałuję pieniędzy na dobrą (czyt. skuteczną ) amunicję. Nie strzelam na odległość większą niż 50 -70 metrów. Ostatnio, a było to w czerwcu, strzeliłem kozła, którego obserowałem wcześniej pięć razy. Wiedziałem że jest to myłkus. Wychodził razem z drugim, młodszym. Po strzale komorowym, został w miejscu, natomiast młodszy odskoczył jakieś 20 – 30 metrów i dalej po kilku minutach żerował. Odczekałem jak zejdzie z łączki i dopiero podszedłem do strzelonego wcześniej kozła. Młodszy następnego ranka wyszedł w tym samym miejscu. Proszę mi powiedzieć gdzie tu jest stres lub cierpienie zwierzyny ? Od czerwca miałem kilka razy dziki w niedalekiej odległości od wysiadki, ale ze wzgledu na brak pewności co do skuteczności strzału, nie strzelałem. Proszę mi powiedzieć, co według pana zrobiłem źle ? Czy taka forma życia i śmierci nie jest dla zwierzyny lepsza od przysłowiowego chlewika i uśmiercania prądem ? Ja naprawdę nie jestem upartym człowiekiem i przyjmuję argumenty innych, ale w tym wypadku po prostu nie jestem przekonany.

  234.  

    Oczywiście, gdybym miał wybierać między śmiercią w rzeźni i to po wielu latach chowu a śmiercią od Pańskiego sztucera, to wybrałbym Pański strzał. Ja też nie jestem upartym człowiekiem i przyjmuję argumenty innych, jednak nadal nie chciałbym zostać zastrzelony podczas obiadu przez wyborowego snajpera.

  235.  

    Panie Jacku, konkretne pytanie : w jaki sposób ograniczyć nadmierną populację dzika, np. na Pomorzu. Są tam obwody łowieckie których nikt nie chce dzierżawić ze względu na kolosalne odszkodowania które trzeba byłoby wypłacić rolnikom. Tylko proszę nie pisać o pomyśle pana Matkowskiego z wykładaniem pigułek antykoncepcyjnych, bo ja pytam poważnie. Jak ?

  236.  

    Do pana Erni.
    To ja panu odpowiem poważnie, panie Erni. Do nadmiernej populacji dzika przyczynililście się wy, myśliwi. O czym pan doskonale wie tylko udaje że nie wie. A jeżeli nie chce pan płacić odszkodowań rolnikom – nic prostszego – wystarczy wypisać się z kola łowieckiego i zaprzestać polowań. Czy to takie trudne?
    jak zwykle obłuda przebija z wypowiedzi myśliwych. najpierw dokarmiacie swoje ofiary, żeby ich było dużo, a potem macie pretekst do rozdzierania szat i jęczenia, że musicie płacić. A kto wam każe płacić za dziki? Może jeszcze dziki mają wam być wdzięczne? Bo tak to zabrzmialo. To coś jak tytuły artykułów w waszej „prasie branżowej” : łoś ma szanse wkroczyć w sfery medalowe”.
    nawiasem mówiąc to przecież nie wy płacicie. pieniądze na odszkodowania pochodzą ze sprzedazy tusz. Tak to sprytnie urządziliście, żeby zwierzęta same płaciły za swoją śmierć. i za waszą obleśną zabawę. Dla mnie każdy kto w dzisiejszych czasach lubuje się w broni i w zadawaniu śmierci jest jakąś popłuczyną po neandertalczykach. Jakimś żałosnym mutantem, który w dzisiejszym świecie gania z maczugą. I który nie rozumie nic, a najmniejszą krytykę przyjmuje z histerycznym jazgotem urażonej panienki.

  237.  

    Jeszcze nie wiem, nikt tego do końca nie wie i nikt nawet nie spróbował! Myśliwym brakuje dobrej woli żeby w ogóle zacząć szukać innego rozwiązania. Skoro człowiek jest w stanie skonstruować broń, lunetę, samochód terenowy to z pewnością jest w stanie wymyślić sposób, żeby dziki się tak nie mnożyły. No cóż, sadzimy kukurydzę na paszę dla zwierząt rzeźnych i narzekamy, że dzików jest dużo i jeszcze je karmimy za 40 mln zł. rocznie, niby tylko po to by zatrzymać zwierzęta w lesie. Tak myślących myśliwych jak Pan i dziki-dzik jest naprawdę niewielu. Większość na pytanie po co dokarmiasz dziki odpowiada: ,,żeby miały co jeść” albo ,,bo to jest hodowla”. Poza tym jesteśmy tchórzami i boimy się zaeksperymentować i nie dokarmiać. Myśliwi noszą na plecach te wory kukurydzy i jeszcze się tym chwalą.

  238.  

    Uprzejmie proszę o wyjaśnienie jak przekłada się w krótkim czasie dokarmianie zwierząt na gwałtowny wzrost ich populacji ?

  239.  

    Panie Tomaszu. Nawet pan nie wie ile satysfakcji dostarczyła mi pana odpowiedź. Dlaczego ? Juz tłumaczę. Jest pan tłumaczem i literatem, dlatego podejrzewam że nie ma pan trudności z rozumieniem czytanego tekstu. I jaką odpowiedź otrzymuję na moje konkretne pytanie ? Ano , stek bzdur o dokarmianiu, płaceniu za szkody, łosiu, itd. Ani słowa na pytanie które brzmiało : …w jaki sposób ograniczyć nadmierną populację dzika, np. na Pomorzu ? I to wszystko okraszone wyzwiskami. Wnioski nasuwają się same. Nie potrafi pan odpowiedzieć na pytanie więc ucieka pan od tematu. Kiedyś fachowcem w tej dziedzine był pan Lech Wałęsa. Używa pan wyzwisk, chyba puszczają panu nerwy. Do nadmiernej ilości dzika na Pomorzu doprowadziły monokultury owsa i kukurydzy, które stworzyły idealne warunki do zdobywania pożywienia, a co za tym idzie do nadmiernego przyrostu. Doprowadził do tego człowiek i jego gospodarka, ale nie mysliwi. Kolejny wniosek : jest pan laikiem w tej dziedzinie.

  240.  

    Panie Jacku, moim skromnym zdaniem, dokarmianie przy tak delikatnych zimach nie ma większego sensu. Dlaczego ja osobiście dokarmiam ? Po prostu żeby mieć świety spokój. Nie wiem czy to dobrze czy źle. W moim Kole mamy podjetą uchwałę że każdy mysliwy opiekuje sie jednym paśnikiem. Żeby mieć spokój i nie narażać sie na „opieprz” ze strony łowczego, wywożę do lasu siano, owies, sól, kukurydzę. Ale bez przekonania. Łowczy odpowiada przed prezesem Koła, prezes przed Zarządem Okregowym, i tak trwa błędne koło. Brak odważnej decyzji „z góry”. Ale żeby taką decyzje podjąć musi sie zebrać NRŁ, debaty, sympozja, itd. A każdy członek NRŁ ma swój pogląd na ten temat, dlatego nie ma się co spodziewać że myśliwi przestaną wywozić siano do lasu. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.

  241.  

    Panie Erni, doceniam to że się Pan trochę otworzył. Odważnie i szczerze przyznał do pewnego rodzaju pantoflarstwa. A ja mam pomysł: jakby pan polał tę kukurydze troszkę lizolem (tylko nie wiem czy jeszcze można go kupić no i jednak podtruje to glebę) to może łowczy by się nie zorientował. Pan by miał spokój, dziki tez. Ale jest jeszcze jeden sposób -wypisać się z koła. Nikt Pana tam przecież nie trzyma, byłby Pan już drugim myśliwym w Polsce, który tak zrobił. Co za SIŁA każe Panu tkwić w tym gównie.

  242.  

    Panie Jacku, nie ja się otworzyłem. Wątpliwości co do sensu zimowego dokarmiania ma wielu mysliwych. Ale dopóki nie będzie odgórnej decyzji, Koła będą dokarmiać, bo są z tego rozliczane i kontrolowane. Jeżeli chodzi o pantoflarstwo, gdybym powiedział łowczemu, że nie widzę sensu dokarmiania i nie bedę tego robił, odpowiedziałby prawdopodobnie że też nie widzi, ale dokarmia bo jest z tego rozliczany. Musiałby uzupełnić swój paśnik i mój paśnik. A ja nie chcę żeby ktos musiał za mnie coś robić. Odnośnie wystąpienia z Koła. Ja decyzję o zostaniu myśliwym podjąłem świadomie i nie mam zamiaru jej zmieniać. Polując od kilku lat ja też widzę że jest wiele do naprawienia. Ale to nie łowiectwo jest złe, tylko ludzie którzy to łowiectwo próbują z róznym skutkiem praktykować. Dla pana to gówno, dla innych sposób spędzania wolnego czasu. A może to co dla pana jest warościowe dla innych jest gównem ? Pozdrawiam.

  243.  

    Ogólny sens w dokarmianiu zimą polega na próbie zatrzymania zwierzyny w lesie – mówiąc jeszcze jaśniej żeby dziki, sarny, jelenie, łosie nie wchodziły do miast i wsi w poszukiwaniu łatwego pokarmu – robi się to poprzez tworzenie tzw poletek zaporowych lub lokalizowanie paśników przy głównych ścieżkach do miast i wsi tejże zwierzyny. Dokarmianie nie ma zasadniczego wpływu na dynamikę wzrostu populacji na danym terenie. Poprawić może natomiast ogólną kondycję osobniczą w przypadku niedoboru naturalnego pokarmu wynikającego np. z prowadzenia szkodliwej z punktu widzenia zwierząt gospodarki leśnej – monokulturowe uprawy leśne tj. rozległe bory sosnowe bez podszytu i bez domieszki odmian liściastych typu dęby itd. Dla zwierzyny taki las to pustynia.

  244.  

    No to po co sztucznie utrzymywać wysoką kondycje zwierząt na pustyni. Dawno powinniście już panowie przyznać, że to jest hodowla i zależy Wam aby nawet na pustyni jaką jest monokultura sosnowa utrzymać zwierzęta w ilości takiej aby można było sobie polować. Wszystko się do tego sprowadza, reszta to wymówki i mydlenie oczu. A co do gówna to miałem na myśli cała piramidę pantoflarzy.

  245.  

    Panie Jacku. Wreszcie otwiera Pan oczy. Lasy w Europie to hodowla. Zwierzyna, w lasach to też hodowla. Ingerencja człowieka w środowisko na terenie Europy zaszła już bardzo daleko. Bory sosnowe sadzone „pod linijkę” stanowią ok. 80% powierzchni lasów w Polsce !!! Ludzie chcą otaczać się (może Pan też ?) naturalnym drewnem, meblami, podłogami etc. więc las się HODUJE kierując się rachunkiem ekonomicznym i wydajnością z hektara. Nikt nie myśli o zwierzynie – „rączki umywamy” bo to „działka” myśliwych. Leśnicy jeszcze nakładają na myśliwych kary za zbyt wysoki jej stan – bo jeleniowate niszczą im uprawy lasów !!! Teraz Pan widzi, że „wystrzelanie” myśliwych nie załatwia sprawy. Bądźmy realistami a nie oderwanymi od rzeczywistości marzycielami – zrobienie ścisłego rezerwatu z 30% powierzchni naszego kraju nie wchodzi w grę choć ja też podpisałbym się pod takim projektem.

    „Dawno powinniście już panowie przyznać, że to jest hodowla i zależy Wam aby nawet na pustyni jaką jest monokultura sosnowa utrzymać zwierzęta w ilości takiej aby można było sobie polować.”
    Ja widzę to jeszcze inaczej – to co upoluje myśliwy w lesie trafia najczęściej do żołądków mieszczuchów (ludzie na wsi są samowystarczalni). Popyt na mięso nie jest nieograniczony jednak ma on pewną minimalną wartość. Mówiąc prościej ci co jedzą mięso muszą przynajmniej raz w tygodniu, w niedzielę zjeść przysłowiowego schabowego. Z drugiej strony nie można żywić się samym mięsem. Można więc uznać, że popyt na mięso charakteryzuje się pewną stałą. Wielkość podaży dziczyzny wpływa więc popyt na mięso z hodowli przemysłowych. Jeśli zastrzelenie przeze mnie dzika, jelenia, sarny w ich naturalnym środowisku, na polowaniu indywidulanym, bez zbędnego stresu dla tego zwierzęcia (do tej pory kazdy mój strzał powodował natychmiastową śmierć – kula trafia i zabija w ułamkach sekund zanim nadejdzie huk wystrzału), zastąpi śmierć w niewyobrażlanym stresie i męczarniach, hodowanej w niewoli, w ścisku, brudzie i smrodzie, przy użyciu chemii i środków hormonalnych świni, to myślę sobie, że to nawet lepiej gdyby ludzie jedli więcej dziczyzny, a taka hodowla leśnej zwierzyny jest mniejszym złem (bo ludzie zawsze będą jeść mięso – to też trzeba sobie wreszcie uświadomić).

    Czy właśnie tak należy Pana zrozumieć ? Proponuje Pan zrezygnować z hodowli zwierząt w ich naturalnym środowisku na rzecz hodowli w klatkach w ogrodach zoologicznych i hodowli „kiełbasiano-przemysłowej” ?

  246.  

    Nie! nie na rzecz zwierząt w klatkach i dobrze pan o tym wie, bo się już trochę znamy.

  247.  

    Podróżowałam ostatnio. I musiałam dojeżdżać w kilka miejsc taksówką. I od żadnego z panów taksówkarzy nie dowiedziałam się co robią po pracy. Ale był wyjątek! Dwóch z nich tak prowadziło rozmowę, żeby pochwalić się tym, że polują.

  248.  

    Wniosek : uważać na taksówkarzy, to psychopaci (myśliwy = psychopata; taksówkarz = myśliwy; z tego wniosek : taksówkarz = psychopata ). Może nie wszyscy, ale dwóch to na pewno. Dziekuję pani Gosiu za ostrzeżenie.

  249.  

    A jednak przejął się Pan swoimi kolegami.

  250.  

    Najgorsze że muszę swoich bliskich, znajomych i przyjaciół ostrzec przed samym sobą. Oni co prawda wiedzą że poluję, ale nie wiedzieli (do tej pory) że jestem psychopatą !

  251.  

    Ja wiem, dlaczego „moi” taksówkarze musieli się pochwalić i wiem
    że Pan wstydzi się o przyczynach tej przechwałki mówić.To nawiasem najbardziej zdumiewająca historia: mówić głośno obcej osobie że się zabija.I ja mam czuć podziw.Z tego samego pnia wyrasta potrzeba posiadania wielkiego domu, terenowego wypasionego auta, żony do zazdroszczenia etc.Oczywiście są ludzie, których zje zazdrość z powodu powyższych dóbr i „zajęć”(myślistwo), ale te atrybuty są tak
    bardzo już „nie na czasie”, że za chwilę będą traktowane jak
    białe skarpetki do czarnych butów.

  252.  

    Pani Gosiu, ma pani rację. Domem, terenówką czy uprawianiem mysliwstwa chwalą się tylko nowobogaccy lub zwykli dorobkiewicze. Ludzie z klasą i naprawdę dużymi pieniędzmi chwalą się zamkami w dolinie Loary albo na hiszpańskim wybrzeżu. Chwalą się prywatnymi odrzutowcami, a polują w Afryce albo na Alasce. Chęć bycia podziwanym zawsze będzie istnieć wsród ludzi. Ja chciałbym żeby przy mysliwstwie zostali prawdziwi, etyczni pasjonaci, a nie ludzie dla których myśliwstwo jest sposobem na podnoszenie swojego „ego”.

  253.  

    Racjonalizacja (termin psych.) to usprawiedliwianie swoich postaw i czynów pozornie racjonalnym wytłumaczeniem, kiedy tak naprawdę prawdziwe motywy pozostają ukryte, często przed własną świadomością. To pasuje jak ulał do postawy panów myśliwych. Nie przedstawił żaden z panów twardych dowodów
    przemawiających za koniecznością zabijania. Gdyby zabicie zwierzęcia wymagało dowodów jego przestępstwa, a proces w jego sprawie odbyłby się w sądzie ( niezawisłym), musielibyście Panowie zmienić „zajęcie”. Bo to Wy Panowie macie problem ze sobą, i gdyby nie Wasze deficyty i nadmiary(jedno i drugie nie tam gdzie trzeba) okazałoby się że nie ma komu zabijać i świat się bez Was nie zawalił.
    No, a teraz czas na racjonalizację.

  254.  

    po co racjonalizować coś co jest racjonalne ?

  255.  

    Żeby nie zobaczyć, nie dotknąć tego co ukryte.

  256.  

    nikt niczego nie ukrywa – wszystko jest jawne i dopowiedziane, ale tylko ludziom CHORYM zabijanie sprawia przyjemność

  257.  

    Chciałby Pan. Ale to co widzimy i czujemy w realu, to wierzchołek góry lodowej. Pod spodem dopiero robi się straszno.
    Ani Pan ani ja nie jesteśmy fachowcami od wszystkiego.
    Pisanie „nikt niczego nie ukrywa” jest naiwne, bo stale coś ukrywamy mając lub nie mając świadomości.

  258.  

    Kady odpowiada za siebie.

  259.  

    Pani Gosiu, rząd Szwecji zezwolił (po raz pierwszy od lat siedemdziesiątych ) na odstrzał wilków. Czym według pani zostało to podyktowane ?

  260.  

    Bo jest ich za dużo

  261.  

    spodziewałem się odpowiedzi, że w rządzie Szwecji 80% to myśliwi ;-)

  262.  

    Politycy (z wyjątkami) są żądni władzy, a już to jest chore. Więc proszę nie prosić mnie o opinię na temat zaburzeń psychicznych parlamentarzystów szwedzkich i innych nacji.

  263.  

    Dużo lepiej.

    Pani Gosiu mam wrażenie że wg Pani 99,9% ludzi jest chorych. Czy to nie jest chore ?

  264.  

    Od kiedy autorytarnie,przy wsparciu Kościołów postawiliśmy siebie
    w centrum Świata, zmiatając z drogi inne stworzenia, ujawniła się nasza choroba. Choroba oddzielenia. Wdrukowany błąd w nasz umysł tworzył prostą drogę do tej niezliczonej ilości wojen,rzezi i cierpienia. I wciąż tak się dzieje! Więc i Panowie możecie toczyć swoją niesprawiedliwą wojnę ze zwierzętami.
    Nasz umysł i ciało ma piekielne zdolności adaptacyjne. I dlatego PRZYZWYCZAILIŚMY się do takiego świata i myślimy tak jak Pan – to jest normalne, taki jest świat.Dlatego tak bardzo cenię u ludzi zdolność do refleksji, bo to coś takiego
    jak odwaga. Bo trzeba mieć odwagę, żeby pożegnać się ze „starym” i nauczyć się „nowego”.

  265.  

    Częściowo zgadzam się z tym. Kiedyś postawiłem nawet taką tezę:

    „Obwiniajmy się za bezcelowe, bezmyślne okrucieństwo względem zwierząt. Za sadyzm, głupotę i krótkowzroczność. Za chciwość i egoizm, który w dłuższej perspektywie przecież ZAGROZI NAM SAMYM. ALE czy to właśnie nie na tym polega MĄDROSĆ I POTĘGA NATURY !!!! Człowiek zaślepiony bo zapatrzony w siebie, w swoje potrzeby, “rozprzestrzenia się” na Ziemi niszcząc wszystko wokół siebie. Nie widzi, że podcina gałąź, na której siedzi, że niszczy tak naprawdę sam siebie – a więc eliminuje potencjalne źródło zniszczenia – a NATURA w tej czy innej formie przetrwa i odrodzi się”

    Myślę, że potrzebne jest odnalezienie „złotego środka” a nie popadanie w kolejną skrajność. Uzyję przenośni: Zamiast wyprowadzać psa na spacer lub być wyprowadzanym przez psa na spacer moze po prostu wychdźmy z nim na spacer. Nie przesadzajmy z tym stawianiem zwierząt lub siebie na piedestale. Każdy ma takie prawa jakie Natura mu dała – w imię czego teraz należy to zmieniać ?

  266.  

    Ma Pan rację, w takim razie dlaczego chodzi pan do lasu i zabija zwierzęta?

  267.  

    Chodzę do lasu bo uwielbiam tam przebywać – zabijam zwierzęta żeby je potem zjeść.

  268.  

    Jem mięso korzystając z prawa jakie dała mi Natura (nie ludziom jedynym Natura dała takie prawo).

    NIE NADUŻYWAM JEDNAK TEGO PRAWA.

  269.  

    Panie dziki_dzik czy na pewno nie nadużywa Pan tego prawa? Zna pan definicję nadużycia? Oto ona: ,,Wykorzystanie siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej przeciwko komuś, kto nie jest w stanie się obronić (zareagować natychmiast), ponieważ nie posiada równej siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej”

  270. Zenon Kruczyński
     

    Również, podobnie jak dziki_dzik, przebywam w lesie, bo to uwielbiam. Znam także paru ludzi dla których las to ważna sprawa w życiu – lecz oni gdy są w lesie, nie mają potrzeby zabijania – wręcz przeciwnie.
    Dobrze pożywić można się na różne sposoby, i nawet gdy naszym pożywieniem jest mięso – nie ma potrzeby by osobiście zabijać jakieś istoty. Markety są wręcz zapchane zabitymi już zwierzętami, po co zabijać następne?
    Kluczowa w tym wszystkim jest postawa wyrażona powyżej przez dzikiego_dzika:

    „…zabijam zwierzęta…”.

    Warto zadać sobie pytanie:
    - Dlaczego w moim życiu jest niezmiernie dla mnie ważne, by zabijać z karabinu inne istoty? Aby utrzymać ten przywilej (!?), jestem w stanie bronić tego status quo ze wszystkich sił. Będę walczył z każdym, kto podniesie rękę na to. Gdybym stracił tę możliwość – będę miał poczucie wielkiej straty i być może będę nawet zrozpaczony.

    Dziki_dziku – dlaczego?

  271.  

    Do Pana Jacka,
    Gdzie Pan Znalazł taką definicję, proszę podać źródło ?

    Do Pana Zenona,
    Dlatego, że muszę m.in. jeść żeby żyć. Inni też muszą. Z dwojga złego lepsza śmierć z karabinu w lesie niż z paralizatora w rzeźni. Już o tym pisałem.
    Dlatego, że nie jestem obłudnym hipokrytą i wiem, że moje istnienie tutaj i teraz wiąże się ze śmiercia innych istot żywych. Potrafię się do tego przyznać przed sobą i przed innymi. Czy jest nam z tym dobrze czy źle to sprawa indywidulana kazdego z nas. Tak było, jest i będzie bo to jest Naturalny porządek rzeczy wynikający z faktu iż tu na Ziemi obowiązuje niestety zasada „Ilość miejsc ograniczona”. To nie jest zasada wprowadzona przez człowieka. Obowiązuje ona od zawsze. Duża ryba zjada małą rybkę itd.

    Szanowni adwersarze, czy jecie czy nie jecie mięsa, czy uzywacie skórzanych pasków i chodzicie w skórzanych butach czy też nie – tak czy inaczej przyczyniacie się do śmierci innych istot na Ziemi. Nie jesteście bardziej święci tylko dlatego że nie pociągacie za spust. Robicie to w zawoalowany sposób, w białych rękawiczkach chociażby płacąc za beznynę, za prąd, a jeszcze inni kupując esetetycznie zapakowane kabanosy etc. Tworzycie poprostu popyt na wszystko co trzeba wyprodukować a to najczęściej szkodzi innym !!! Na tym też polega dziś prawdziwy problem z ochroną środowiska naturalnego. Masy ludzi na świecie żyją w błogim przekonaniu, że jak nie depczą trawnika idąc do pracy i nie jedzą mięsa to ich życie nie szkodzi środowisku i innym istotom. Hipokryzja i zaślepienie. To jest właśnie prawdziwy przejaw obłudnej ludzkiej racjonalizacji, o której pisała Pani Gosia.

    Tak, więc Panie Zenonie bardzo mi przykro, że znowu być może dozna Pan olśnienia po latach, proszę mi wierzyć – Pan nie przestał ZABIJAĆ.

  272.  

    Przypominam że tematem rozmów na tym forum jest myślistwo.
    Zabijanie zwierząt w lesie, na polach, łąkach i stawach.
    Nie rozmawiamy o WSZYSTKICH ZŁYCH UCZYNKACH LUDZI.
    Ja nie zdejmuję winy z siebie i nie przerzucam wszystkich grzechów na myśliwych. Wiem w czym uczestniczę ŻYJĄC.
    I wiem,że każdy z nas wie.

  273.  

    No tak, ale nie można potępiać myśliwstwa koncentrując się jedynie na tym, że jest ono źródłem cierpienia zwierząt. Jest to nie ulega wątpliwościom podobnie jak inne przejawy życia ludzi. To tochę bez sensu. Równie dobrze możemy założyć „forum antyrzeźnicze” – Dlaczego Pan Panie rzeźniku tak katuje w rzeźni te zwierzęta rażąc je prądem ?

  274.  

    Książka Pana Matkowskiego ma moim zdaniem trochę głębsze przesłanie niż stwierdzenie faktu, że źródłem cierpienia zwierząt są na tym świecie między innymi źli myśliwi. To byłoby zbyt oczywiste. Zbyt błache i proste. To byłoby stwierdzenie faktu i kropka. Wiadomo bowiem że myśliwy strzela do zwierząt. A jak strzela to rani i sprawia ból. No to może niech nie strzela ? Lepiej niech wyłapuje w sidła, wiezie d o rzeźni i poraża prądem ? A może antykoncepcja wśród dzikich zwierząt ? to największa bzdura o jakiej słyszałem. Brak doboru naturalnego i mozliwości precyzyjnej regulacji urodzeń doprowadzi do rozregulowania całych ekosystemów – to byłoby dopiero spektakularne wyeliminowanie wielu gatunków zwierząt ! Wymyślcie Państwo coś sensownego. Na tym forum jeszcze nikt z Państwa nie napisał jak można innymi dorgami rozwiązać ten problem.

  275.  

    Dziki_dziku, nawet jeżeli wierzy Pan, że zabijając zwierzęta w lesie ratuje inne przed rzeźnią, to jest to tylko wiara.

  276.  

    To nie wiara tylko fakt. Rachunek jest prosty. Przyjmując, że myśliwi zabijają w ciągu roku ok. 100 000 dzików i wszystkie te dziki trafiają na nasze telerze, to o te sto tysięcy mniej jest zabijanych świń, krów etc. Ja jeśli nic nie upoluję to niestety muszę kupić w sklepie mięso zakatowanej świni. Jeśli upoluję to nie kupuję. I tak to działa razy 100 000 bo mniej więcej tylu jest myśliwych.

  277.  

    Dziku, a czemu nazywasz siebie imieniem ofiary?

  278.  

    Dziki_dziku, wydaje mi się jednak, że to nie natura daje panu to prawo a sam je pan sobie dał. W przeciwnym razie powinniśmy darować również winę seryjnemu mordercy, bo on też jest stworzony przez naturę i spełnia rolę regulacyjną. Poza tym zabijając ludzi w sposób humanitarny (np od szybkiego strzału) ratuje ich od ewentualnych przykrości mogących je spotkać w życiu a w końcu i śmierci z powodu długiej choroby w szpitalu.
    A co do natury, to niezwykle rzadko przytrafia się ludziom głęboki wgląd w to czym ona naprawdę jest i czym my jesteśmy. Bez tego głębokiego wglądu ostrożniej formułowałbym takie tezy i nie upierał się przy żadnym z poglądów, prócz tych, które widać bezpośrednio i to do których nawet nie potrzeba używać myśli: każda istota pragnie uniknąć cierpienia i być szczęśliwa. Problem w tym, że tak proste prawdy są zbyt proste i zbyt blisko naszych oczu by je dostrzec bez zniekształceń.

  279.  

    Panie Jacku,

    Zaskoczył mnie Pan, bo Pana przyklad jest absurdalny. Jeśli Pan rzeczywiście widzi podobieństwa w mordowaniu ludzi i myśliwstwie to nie ma o czym dalej dyskutować. Celowo pominął Pan jeden podstawowy elelment – motyw zabijania. W Pana przykładzie wynika on z patologii i wypaczenia ludzkiej psychiki. Geneza łowiectwa związana jest natomiast z zaspokojeniem podstawowych ludzkich potrzeb związanych z przeżyciem. Mam wrażenie, że ta dyskusja prowadzi donikąd. Zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do oskarżenia myśliwy=morderca. Czyżby to z braku rzeczowych argumentów ? Dlaczego nikt nie odpowiada na mój wczesniejszy post ? (…)”Na tym forum jeszcze nikt z Państwa nie napisał jak można innymi drogami rozwiązać ten problem.”(…)

    Nikt nie próbuje zmierzyć się z pytaniem – jak dokonać przemiany w ludziach żeby nie chcieli jeść mięsa, chodzić w skórzanych butach i futrach ? Śmieszne i niedorzeczne jest to wieczne oskarżanie myśliwych. Cierpienie wywołane przez myśliwych to tylko kropla w morzu cierpienia wywołanego przez 6,5 miliarda ludzi tworzących popyt na mięso, skóry etc. Państwo dobrze o tym wiecie jednak natura człowieka jest taka, że winnego nigdy nie szukamy wśród siebie.

  280.  

    Ma Pan absolutną rację, że należy winnych szukać wśród siebie. Więc niech Pan nie szuka winnych wśród ,,6,5 mld ludzi tworzących popyt na mięso” ,którymi jeszcze się Pan wyręcza do samorozgrzeszenia.

  281.  

    Ja nie czuję się winny ani grzeszny dlatego, że jem mięso, chodzę w skórzanych butach etc. (zabijam). Nie szukam rozgrzeszenia ani usprawiedliwienia. Nie widzę powodów dla których miałbym to robić. Nie potępiam też innych za to, że tak czynią, bo nie jestem zakłamanym obłudnikiem. Szanuję natomiast tych, którym udało się przełamać i mięsa nie jedzą dlatego, że przejmują się cierpieniem zwierząt.

  282.  

    W czwartek 14.01 w programie Kazimiery Szczuki w Roxy FM od godz. 19:00: Tomasz Matkowski, Zenon Kruczyński, Olga Tokarczuk i Dorota Sumińska. Zachęcamy do słuchania audycji.

  283.  

    A zatem z całego serca życzę Panu, a także zwierzętom, takiego właśnie przełamania.

  284.  

    Dziękuję. Życzmy sobie tego na wzajem.

  285.  

    Do Głosy : Pani Szczuka to zwolenniczka zabijania nienarodzonych dzieci, dziwi mnie fakt, że tacy obrońcy życia jak panowie Matkowski i Kruczyński biorą udział w jej programie. Oczywiście pani Szczuka nie nazywa rzeczy po imieniu, tzn. nie pisze o mordowaniu, tylko o aborcji, zabiegu, regulacji narodzin. Szczyt hipokryzji.

  286.  

    Szczyt hipokryzji znajduje się gdzie indziej, Panie myśliwy.To jest Pan za ochroną życia ? Od kiedy?A może nie zrozumiałam i zabijając zwierzęta dopuszcza Pan tym bardziej aborcję nienarodzonych istot.

  287.  

    A Pani nie widzi sprzeczności między przyzwoleniem na mordowanie dzieci i działaniem na rzecz ochrony życia zwierząt ? To jak to jest ? Dzieci wolno mordować a zwierzęta nie ? A tak twierdzi pani Szczuka. Oczywiście ona potrafi to sobie wytłumaczyć. Czy to nie jest racjonalizowanie ? Czy to nie hipokryzja ?

  288.  

    A nie jest to dla Pani dziwne że ktoś będący przeciwko zabijaniu zwierząt , dopuszcza zabijanie dzieci ? Czy to nie hipokryzja ?

  289.  

    Polsat musi zapłaci za obelgi Szczuki.

    Wiadomość z 14.01.2010. : „Sąd gospodarczy utrzymał w mocy karę 500 tys. zł, jaką Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła na telewizję Polsat za wypowiedź Kazimiery Szczuki o Magdzie Buczek z Radia Maryja.

    Zdaniem KRRiT, obrażała ona niepełnosprawnych.” – oto co prezentuje sobą obrońca zwierząt, pani Szczuka.

  290.  

    ludzie!prowadzicie tu od dłuższego czasu akademickie dyskusje,z których nic nie wynika.nie wierzę , że można przekonać myśliwego,żeby nagle stał się wrażliwy,zaczął szanować zwierzęta i zmienił hobby jakim jest zabijanie na coś innego skoro on wyraźnie pisze,że poluje bo LUBI.nie nauczycie ślepego rozróżniać kolory!rację mają ludzie ,którzy po zetknięciu się z tym pełnym hipokryzji środowiskiem stwierdzili,że to inny gatunek człowieka.to szkodnik , który do zabijania dopisał sobie ideologę, żeby mydlić oczy laikom.nie przekonacie myśliwych -szkoda czasu i energii.oni muszą po prostu z czasem wyginąć jak mamuty!zamiast prowadzić jałowe dyskusje- idźcie do lasu,na pola i odganiajcie naszych braci mniejszych od paśników,lizawek i ambon-bo tam czeka je śmierć!ruszcie się-widzę ,że jest nas-obrońców zwierząt naprawdę dużo.ja robię to od lat i myślę,że parę istnień uratowałam.

  291.  

    Do Pani Gosi,

    Wiem, że to nie na temat, ale czy Pani jest za aborcją ?

  292.  

    Do dzika
    jestem przeciwna aborcji, nie zgadzam się z panią Szczuką w wielu sprawach.Ale cenię ją za obronę zwierząt i już.

  293.  

    Pani Asiu, myślę, że jednak warto prowadzić dialog i mimo, że na tym ,,widzialnym” poziomie nie jest możliwe porozumienie, to na tym głębszym, który pozostaje w cieniu, coś się w myśliwych budzi. Oni też mają wrażliwość, o czym świadczy potrzeba ciągłego potwierdzania i uzasadniania łowiectwa. Gdyby w myślistwie nie było nic złego, w ogóle nie chciałoby się im z nami dyskutować, a nasze argumenty nie wywołały by reakcji emocjonalnej nawet gdybyśmy użyli najbardziej wyszukanych sformułowań. Jednak ta ich wrażliwa część stara się przebić ale jest wychwytywana i strącana z powrotem do podziemi. W przeciwnym razie nie daliby rady do niczego strzelić.
    Panie Erni, ja też jestem przeciwny aborcji i niech Pan da już z tym spokój i na siłę nie szuka haka na Matkowskiego i Kruczyńskiego. To żałosne jak tupanie nóżkami.

  294.  

    Panie Jacku, dobrze, nie będę szukał haka. Nie było to moim zamiarem. Ja tylko naprawdę jestem przekonany że książka pana Matkowskiego jest napisana tendencyjnie i zawiera wiele przekłamań. Ale na ten temat juz się chyba wszyscy wypowiedzieli, więc nie ma sensu do tego wracać. Pozdrawiam.

  295. Tomasz Matkowski
     

    Jestem za aborcją. Płód, we wczesnym stadium (ludzki lub innego zwierzęcia) ma słabiej rozwinięty system nerwowy niż osobnik już urodzony, dlatego gdybym miał wybierać między śmiercią płodu ludzkiego a śmiercią dorosłego zwierzęcia wybrałbym to pierwsze. w naturze i tak jest o wiele więcej samoistnych aborcji niz urodzeń. po prostu część zygot ginie. tak jak giną miliardy plemników. i ktoś nawiedzony mógłby powiedzieć: to zbrodnia! przecież z każdego plemnika mógłby powstać nowy człowiek! A teraz, w dobie klonowania, z każdej komórki MÓGŁBY powstać człowiek. czy mam przez to płakać nad każdym obciętym paznokciem?
    Oczywiście to nie znaczy ze uważam aborcję za świetną metodę antykoncepcji. A do tego właśnie doprowadził kościół katolicki, utrzymując lud w ciemnocie. Naród nie mający pojęcia o antykoncepcji ucieka się potem do skrobanki – to logiczne. A różni samozwańczy etycy go za to potępiają i rozdzierają szaty – to już mniej logiczne. A może i logiczne, jeżeli wziąć pod uwagę że każde nienarodzone dziecko oznacza stratę finansową dla kleru, bo przecież od prezerwatyw nie biorą na tacę, a od chrztu i owszem.
    Zresztą mało mnie to obchodzi, ja mówię o innym aspekcie, o aspekcie cierpienia: dorosłe zwierzę (lub człowiek, czyli też zwierzę) ma wysoko rozwinięty system nerwowy i odczuwa ból znacznie mocniej niż płód, który tak rozwiniętego systemu nie ma. A tak w ogóle to nie bardzo rozumiem co ma wspólnego aborcja z polowaniami??? czy znowu chodzi o skierowanie dyskusji na boczny tor? W takim razie podsuwam jeszcze kilka innych tematów zastępczych: trzęsienie ziemi na Haiti, Al Kaida, inwazja gejów na Cejrowskiego itp.

  296.  

    Dla pana Matkowskiego Al Kaida to temat zastępczy, dla przeciwników aborcji tematem zastępczym będą myśliwi. Dla pana Matkowskiego obrona życia poczętego dziecka to utrzymywanie ludu w ciemnocie, dla innych to morderstwo. I kto tu jest psychopatą ?

  297.  

    To teraz mam jasność co do intencji napisania książki przez pana Matkowskiego. Idę na polowanie.

  298.  

    Do Pana Jacka,

    Tak Panie Jacku, wsród myśliwych są ludzie wrażliwi. Cieszę się wielce, ze wreszcie to do Pana dotarło, uff, choć wiem, że trudno to Panu zrozumieć bo przecież kłóci sie to ze stereotypem, który Państwo lansujecie.

    Do Pana Tomasza,

    Jestem zdumiony Pana „aborcyjnym” poglądem, ale co tam życie ludzkie, brnijmy dalej w świat zwierzęcych cierpień:

    To kto dokładnie według Pana wyznacza granicę kiedy zwierzę cierpi a kiedy nie. Czy np. muchę mozna zabijać packą z czystym sumieniem (bo układ nerwowy znikomy), nad rozjechaną żabą powinniśmy się pochylić i westchnąć z żalem nad jej losem, a nad zabitym jeleniem to już powinniśmy żewnie i histerycznie zapłakać ? Ktoś tu kiedyś pisał o tym, że to obłudni myśliwi wszystko racjonalizują i sami sobie powyznaczyli prawa i wprowadzili pokrętne uzasadnienia w celu zalegalizowania mordowania. Coś mi tu nie pasuje. Może za chwilę Pan zmieni zdanie i uzna Pan jednak, że skoro ślimak winniczek jest smaczny i ma znikomy układ nerwowy to można go chodować, a potem pyk do żołądka! od tego już krok do łowiecta !

  299.  

    Panie Tomaszu, czy system nerwowy dżdżownicy jest na tyle słabo rozwinięty że mogę ją bez problemu nabić na haczyk, czy też wyzwie mnie pan od psychopatów i morderców ?

  300.  

    Mam pytanie do pani Gosi. Czy wypowiedź pana Matkowskiego o aborcji nie jest typowym przykładem racjonalizowania ?

  301.  

    Zapłodniona zygota prawdopodobnie nic albo prawie nic nie czuje, choć tego nie wiemy i nie wiemy gdzie jest granica. Z płodem to już jest inaczej: widać na filmie jak broni się i odsuwa przed urządzeniem wsysającym go po kawałku. Jestem pewien, że podobnie broniłby się przed śmiercią płód zwierzęcy. A przeciwny jestem aborcji tylko dlatego bo ten płód też jest przeciwny, z tego samego powodu jestem przeciwny zabijaniu np. dzika, bo ten dzik też jest temu przeciwny! Widzicie tylko siebie, mówicie o ,,problemie z dzikami” o tym, że coś musicie jeść, że bez mięsa się nie da (jak by nie było przykładów, że wegetarianie żyją i są zdrowi a nawet wyglądają lepiej niż panowie z wolami i panie z masywnymi udami na zdjęciach w Łowcu Polskim), ale nikt nie pyta u źródła, – samego poszkodowanego! Nikt tam nawet nie patrzy. Dlaczego? Tylko proszę nie kłamać!
    Oczywiście to jest mrzonka. Nie padnie tu żadna odsłona i demaskacja swojego ego. Nigdy w życiu! Strach przed utratą ego jest jednym z najsilniejszych. Wiem to dobrze, nie raz tego strachu skosztowałem.

  302.  

    Powtarzałem to juz setki razy – zabijanie nie sprawia mi przyjemności, jest raczej koniecznością. Stwierdzicie Państwo zapewne, że nie jest koniecznoscią bo można pójść do eleganckiego sklepu i jak cywilizowany człowiek kupić „estetyczne” mięsko nie babrając się we flakach. Tak robi większość z Państwa – uważajacych się przy tym za „wrażliwców”. Raczej quasi wrażliwców i obłudników. Taka konsumpcja jest bardziej szkodliwa dla zwierząt niż myśliwi. To nie podlega dyskusji. To Państwo boicie się obnażenia tej prawdy. Boicie się spojrzeć na własne ręce, które z pozoru są czyste, pachnące i wypielęgnowane. W istocie jesteście Państwo przesiąknięci cierpieniem miliardów innych istot na ziemi. Wyróżniacie się jedynie tym, że dopuściliście do swoich umysłów refleksję, która od razu wywołała reakcję obronną – „szukać bardziej winnego, to nie ja jestem tego przyczyną, to musi być ktoś inny, jest ! wiem ! MYŚLIWY !!! TAK TO ON !!! UKAMIENOWAĆ !!!

    Wegetarianie i weganie. Ludzie, którzy świadomie żyjąc starają się w minimalny sposób szkodzić innym istotom. To są jedynie osoby, które mogą próbować przekonywać mnie do swoich racji. Jestem otwarty na taki dialog. Może uda się komuś wykazać, że taka postawa ma głębszy sens, że na tym powinno polegać nasze CZŁOWIECZEŃSTWO !!!

  303. Tomasz Matkowski
     

    Panie Adamie, w żadnym wypadku Pana nie wyzwę od morderców – sam nim jestem. powiem tylko, ze jeśli już musimy kogos zabić to mniej cierpi dżdżownica niż np. karp. i to właśnie miałem na mysli pisząc o aborcji. że mniej cierpi płód ludzki niż dorosłe zwierzę. co nie znaczy że lansuję aborcję:) o wiele lepsza od aborcji jest antykoncepcja. wtedy mordujemy tylko jajeczka i plemniki. czyli coś „poniżej” dżdżownicy:) oczywiście poniżej w sensie zdolności odczuwania. niczego nie wartościuję. a już jeżeli to powiem że niejedno zwierzę jest więcej warte od niejednego człowieka – zapewne i ode mnie.

  304. Tomasz Matkowski
     

    do Pana Dziki Dzik
    „Wegetarianie i weganie. Ludzie, którzy świadomie żyjąc starają się w minimalny sposób szkodzić innym istotom.”
    zgadzam się w stu procentach. bardzo im zazdroszczę. siły woli i konsekwencji.
    to że nie jestem weganinem nie może mi jednak zamknąć ust na wszystko. idąc dalej takim rozumowaniem, nikt nie mógłby nic powiedzieć. bo każdy – nawet weganin – ma coś tam na sumieniu. rozdeptanego komara chociażby.
    nasza dyskusja zagnała nas w rejony filozficzne i przyparła do ściany, która się nazywa… właściwie nie wiem jak. wszechobecność cierpienia? swiat zbudowany jest na cierpieniu. na nadmiarowości, na ciągłej eliminacji konkurentów.
    moja książeczka jest próbą ograniczenia ilości cierpień. próbą cząstkową i być może żalosną. ale już sam fakt że wywołała taką dyskusję, i że przy okazji odkryłem adwersarzy z którymi można merytorycznie rozmawiać, takich jak Pan, jest może czymś pozytywnym?
    a co do świata… to chyba Seneka, czy jakis inny starożytny filozof napisał: największym darem jest nigdy się nie narodzić…

  305. Tomasz Matkowski
     

    a co do kościoła katolickiego, którego tak broni pan
    Ernie. gdyby kościolowi rzeczywiście zależało na obronie życia poczętego, to nie zwalczałby tak wściekle i zajadle antykoncepcji. kościół ma w nosie zycie poczęte. chodzi mu o jak największy rozród, bo z każdych chrzcin ma kase. a jak cześć dzieci w wielodzietnych rodzinach poumiera, to jeszcze lepiej – jest kaska za pogrzebik. kościół żyje przeciez z głupoty, więc w jego interesie jest lansowanie obłąkańczego rozrodu, bo to gwarantuje większą liczbę istot nieszczęśliwych, niewykształconych i często o niskim poziomie inteligencji, a takie najchętniej garną sie do zabobonów – i płacą za odrobinę złudzeń.

  306.  

    Do Erniego
    „czy wypowiedź P.Matkowskiego nie jest przykładem racjonalizowania?” Nie jest.W Google znajdzie Pan definicję, lub w mojej wcześniejszej wypowiedzi.
    Proszę dobrze mnie zrozumieć.
    Myślę o Kościele mniej więcej to samo co autor „Polowaneczka”
    Z kościołem łączy mnie tylko wspólne słuchanie bicia dzwonów
    o jakichś głupich porach.Można właściwie powiedzieć, że robią
    masy w balona, za ich własne pieniądze nie dając NIC CENNEGO w zamian.
    No. Od myśliwych poprzez aborcję doszliśmy do winnych wielu nieszczęść- Kościoła.

  307.  

    Skoro jesteśmy przy kościele to ja coś o tzw. sumieniu. Cóż to jest to sumienie? Czy nie jest to wewnętrzny głos, który podpowiada nam, co jest dobre, a co złe z punktu widzenia ważnej życiowo grupy, do której należymy? Któryś z panów myśliwych pisał, że po zabiciu zwierzęcia ma czyste sumienie. Wierzę panu.

  308.  

    Pani Gosiu .
    Będę uparty. Nie pytam co pani sądzi o Kościele, bo to prywatna sprawa. Pytam o zdanie : „..Płód, we wczesnym stadium (ludzki lub innego zwierzęcia) ma słabiej rozwinięty system nerwowy niż osobnik już urodzony, dlatego gdybym miał wybierać między śmiercią płodu ludzkiego a śmiercią dorosłego zwierzęcia wybrałbym to pierwsze. ” – czy to nie klasyczny przykład racjonalizacji ?
    Ps . Zadałem sobie trud i znalazłem : ” Racjonalizacja (od łac. ratio, rozum) – w psychologii jeden z mechanizmów obronnych – pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością.” Przecież pan Matkowski zasłania się słabiej rozwiniętym (???) układem nerwowym płodu ludzkiego od organizmu zwierzęcego ! Czy to nie jest swoista selekcja ? Czyż nie zarzuca takiej selekcji myśliwym (przeznaczenie do odstrzału osobników o słabszym porożu ) ?
    Panie Tomaszu.
    Odpowiada pan panu Adamowi, na jego pytanie o dżdżownicę : „powiem tylko, ze jeśli już musimy kogos zabić to mniej cierpi dżdżownica niż np. karp.” – no właśnie, jeżeli musimy zabić. A jeżeli wędkarstwo to również hobby bez którego natura poradziłaby sobie sama, to co ? Dołączy pan do myśliwych – psychopatów kolejną grupę : wędkarzy – psychopatów ? Chcę tylko panu uzmysłowić jak pokrętne są pana poglądy. Przecież nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy więcej cierpi walczący przez godzinę karp ( zaczepiony haczykiem za przewód pokarmowy) , czy „padający w ogniu” dzik .

  309. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie,
    to jest kwestia motywacji. jezeli wędkarz łowi rybę aby ją zjeść, bo nie może się obejść bez tego elementu pożywienia – to jest to normalne. jezeli ten sam wędkarz lowi po to, żeby: zdobyć medal, pochwalić się kolegom jaki okaz złapał, powiesić wychaną głowę złowionej ryby na ścianie, odczuć obłąkańczą radość w chwili kiedy żyłka się napięła i ryba zaczyna desperacko walczyć o życie – to taki wędkarz jest psychopatą. Nie widzę w tym rozumowaniu nic pokrętnego. rozumiem że ma mi pan za złe, że nie napisałem o wędkarzach. Ależ ja nie moglem napisać książki o wszystkich psycholach na świecie, drogi panie Ernie:) Napisałem o tych, których poznałem osobiście. I których nawet, prywatnie, lubię – schizofreniczne to, ale tak, lubię, to fajni koledzy są, uczynni, dobrzy kompani. Tyle że – chorzy.

  310.  

    Zgadzam się. Cała ta trofeistyka jest chora. Zabijanie dla trofeum jest patologią i świadczy o prymitywiźmie i zacofaniu zabijającego. To bezwzględnie powinno się wyeliminować !!! Z wielkim żalem, trwogą i zażenowaniem słucham „myśliwych”, którzy przechwalają się „pozyskanym” trofeum. Tłuste, brzuchate i zasapane typy, dumnie „przy wódeczce” opowiadają jak „zmagali” się z bykiem jelenia. Jak straszliwie się trudzili żeby „go podejść”. Przecież szanse już dawno nie są nawet równe! Powinni oddać temu zwierzęciu cześć i zamilczeć. Mam nieodparte wrażenie, że z tymi ludźmi jest coś nie tak. Mają jakiś kompleks. Chcą udowdnić (sobie?), że są lepsi, ważniejsi, że w hierarchii „morderców bez powodu” stoją wyżej. Nigdy tego nie zrozumiem.

  311.  

    Czyli jeżeli zastrzelę dzika, dokładając wszelkich starań aby nie cierpiał, mając zamiar skonsumowanie jego mięsa sam lub ewentualnie z rodziną lub z przyjaciółmi, to już nie jestem psychopatą ? Fajnie. Mogę pójść dalej. Zastrzelę rogacza, spożytkuję mięso, poroże w imieniu Koła sprzedam, a za pieniążki ze sprzdaży Koło zapłaci np. szkody rolnikom. Mam motywację a więc jestem w porządku. Jestem za ! Nie trzeba było tak od razu ? I jeszcze jedno. Ja nie mam do pana pretensji za to co pan napisał w książce o myśliwych. Wydaje mi się tylko że każdego obowiązuje minimum obiektywizmu, a tego w pana książce niestety brakuje. I nie da się tego wytłumaczyć wzburzeniem. Pozdrawiam.

  312. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie, mam nieodparte wrażenie, że Pan jednak tej książki wcale nie czytał. nie namawiam do jej kupna, bo to byłoby nabijaniem kasy wrogowi, ale przecież można ją wypożyczyć z biblioteki. to nic nie kosztuje. wówczas nie musiałbym tutaj wyjaśniać po raz któryś tego, co jest w książce.
    książka jest glównie o trofeistyce. ale oczywiście nie tylko. jest też generalnie przeciwko polowaniom. albowiem taki idealny obraz etycznego myśliwego, jaki Pan tutaj kreśli, lub też jaki reprezentuje pan Dziki Dzik, jest niestety tylko pewnym ideałem. Ogólna praktyka niestety daleko od tego ideału odbiega. rzesza myśliwych w swojej większości – a poznałem osobiście więcej myśliwych niż pan ich pozna przez całe swoje życie, jako że jeździłem od obwodu do obwodu i zjeździłem calą Polskę – to rzesza psychopatów. Dlatego uważam że myślistwo nalezy zdelegalizować, i że to prędzej czy później nastąpi.
    Polecam na ten temat doskonały artykuł w kwartalniku KONTEKSTY który jest do nabycia w każdym empiku. artykuł napisal profesor Uniwersytetu Jagielońskiego Dariusz Czaja. Analizuje w nim rzeczywiste pobudki jakie kierują myśliwymi. konkluzja artykułu: społeczeństwo powinno dążyć konsekwentnie do delegalizacji polowań.
    aha, na pocieszenie: wtedy nie będzie pan musial płacić za szkody rolnikom:)

  313.  

    To demagogia. Nie badźmy, krótkowzroczni. Całkowita delegalizacja myśliwstwa nie rozwiąże poruszanego problemu. Nie zamkniemy przecież wszystkich kompleksów leśnych i pól ogradzając je płotem jak ścisłe rezerwaty. Zapewne nadmiar zwierzyny (patrz szkody w rolnictwie, leśnictwie, dziki i lisy w miastach etc.) wtedy byłaby odławiana żywcem i przewożona do rzeźni. To są infantylne pomysły oderwane od rzeczywistości, które w efekcie zaszkodzą bardziej.

  314. Tomasz Matkowski
     

    Infantylizm to jak na razie domena myśliwych. już myslałem że pan Dziki Dzik ukazuje jakieś ludzkie oblicze, ale widać że jak się nadepnie na odcisk, jak się spróbuje naruszyć święte „prawo” do strzelania to atawizmy zaczynają buzować.
    apokaliptyczna wizja świata bez myśliwych jest jednym z mitów, dodajmy – infantylnych mitów – lansowanych przez mysliwych jako rodzaj usprawiedliwienia dla ich pasji.
    szczyty infantylizmu osiągnął pewien myśliwy wypisując na forum newsweeka że w Australii nie ma już żadnych wolno żyjących zwierząt oprócz psów dingo, albowiem te krwiożercze psy skonsumowały wszystkie kangury, dziobaki, strusie tudzież całą resztę fauny, a niedlugo dobiorą się do ludzi.
    co do dzików w miastach najlepszym komentarzem był film jaki pokazała telewizja chyba z rok temu. dziki chodzą po jakiejś podwarszawskiej miejscowosci. najpierw wypowiada się mysliwy: strzelać! strzelać! to straszne zagrożenie!
    potem wypowiadają się radni: strzelać! potem burmistrz: strzelać!
    na końcu wypowiadają się dwie starsze panie, mieszkanki miejscowości. czy boicie się dzików? pyta dziennikarz. skądże! podchodzą pod płot, postoją, idą dalej. nic nam nie przeszkadzają. o wiele bardziej boimy się syna burmistrza który z kolegami urzadza rajdy samochodowe po naszej uliczce.
    najsmutniejsze w tym filmie było to, że o ile wszyscy entuzjaści strzelania wystepowali otwarcie do kamery, o tyle dwie starsze panie poprosiły o zamazanie ich twarzy. najwidoczniej to nie dziki budzą lęk u ludności, tylko banda zapaleńców strzelania.

  315.  

    Panie Tomaszu,
    dlaczego ucieka pan od odpowiedzi, która brzmiała : „Czyli jeżeli zastrzelę dzika, dokładając wszelkich starań aby nie cierpiał, mając zamiar skonsumowanie jego mięsa sam lub ewentualnie z rodziną lub z przyjaciółmi, to już nie jestem psychopatą ?” Zadałem ja po pana stwierdzeniu że : ” jezeli wędkarz łowi rybę aby ją zjeść, bo nie może się obejść bez tego elementu pożywienia – to jest to normalne”. Proszę o odpowiedź na to konkretne pytanie.
    Po drugie. Książkę przeczytałem, kupiłem ją za swoje pieniądze (19,90 zł) i wcale nie uważam że jest to nabijanie kasy wrogowi, bo nie uważam pana za wroga. Może jako psychopata powinienem, ale jakoś nie mogę się zmusić. Twierdzę w dalszym ciągu że jest ona nierzetelnie i stronniczo napisana. A najbardziej rażą wszechobecne uogólnienia. Przypomnę panu tylko jeden przykład z książki : „Najlepiej obrazuje wulgarność i chamstwo myśliwych ten internetowy pojedynek na argumenty. Jedna z internautek pyta :
    - Gdzie macie serce ?!
    A inna dodaje :
    - Nie mają serca, gdyż nie są ludźmi, tylko bestiami. A serce to właśnie przejaw człowieczeństwa. Pozdrawiam. Maricia.
    I lapidarna odpowiedź MYŚLIWYCH :
    - ty kurwo…ty kurwo „.
    Czemu miało służyć użycie liczby mnogiej („myśliwych”) ? Tylko i wyłącznie większemu zdyskredytowaniu zwolenników polowań. Przecież odpowiedział jeden człowiek ! I to nie wiadomo nawet czy myśliwy. Odpowiedział za siebie , ale już nie za mnie bo nie używam wulgaryzmów. I to ma być obiektywne i rzetelne dziennikarstwo ? I takich przykładów mógłbym podać więcej. Drobnych niuansów, na pierwszy rzut oka niezauważalnych, ale stawiających tą książkę w jednym rzędzie z „agitkami” z czasów wczesnego PRL-u.

  316.  

    Ciągle słyszę o wielkim problemie z dzikami, a nawet ostatnio z wilkami, bo watahy złożone z kilku osobników zaczynają pojawiać się w lasach, gdzie ich wcześniej nie było! No i jest straszny problem! Co to robić? Trzeba będzie strzelać, bo tak być nie może! Z łosiami to samo. Panosza się, wchodzą do miast i trzeba uważać samochodem. A z lisami to już dramat!!

    A ja jesienią siedziałem niedaleko nory lisa i obserwowałem jak śpi i z nory wystaje mu jedno ucho i czułem straszny żal, że jego życie jest zagrożone. Bo to tak, jakby wysłano za kimś listy gończe.

  317. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie, oczywiście odpowiedź na pańskie konkrtetnie pytanie brzmi „nie”. Nie jest pan psychopatą zabijając zwierzę w celu zaspokojenia głodu i w sposób minimalizujący jego cierpienia, a więc nie podczas zbiorówki, a więc przy doskonałej widoczności itp.
    tak, ma pan rację, ta liczba mnoga jest pewną manipulacją. nawiasem mówiąc dostrzegłem ją dopiero teraz, dzieki panu. odpowiedź „ty kurwo” pochodziła od jednego myśliwego i należało użyc liczby pojedynczej. co nie zmienia faktu ze podobnych chamskich wypowiedzi było i jest mnóstwo. chyba niewiele artykułów i książek zebrało takie żniwo wulgaryzmów jakie dostały się artykułowi „polowaneczko” w GW, a potem książce. dobrze że nie mam wrażliwości tej koszykarki która przeczytawszy w internecie niepochlebne opinie na swój temat wycofała się ze sportu. mnie te wyzwiska raczej smiesza, ostatnio ubawiłem się do lez czytając pod wywiadem na youtube taki komentarz: „spójrzcie tylko na tego autora i na tego dziennikarza co z nim rozmawia. przecież od razu widać, że to dwa pedały”:)
    Ale wracając do meritum: polowaneczko – widzę już że pan je czytał i wycofuję zarzut – jest jak pan słusznie zauważyl książką zjadliwą. skąd we mnie tyle jadu? to też wyjaśniam, gdzieś pod koniec. ech, co będę cytował, podam panu numer strony: strona 120 od góry.
    pozdrawiam:)

  318.  

    Dziękuję za wyjasnienie i obiecuję że przeczytam.

  319.  

    Pozostałem na tym forum tak długo bo w istocie zabijanie zwierząt jest dla mnie trudne. Czuję ogromne wewnętrzne rozdarcie pociągając za spust. Nie raz mówiłem sobie, że zostawiam to. Czas na ucieczkę od problemu. Przecież tak robią miliardy ludzi na tym świecie i dobrze im się z tym żyje. Po co być myśliwym i narażać się na ciągłe opluwanie. Po co przeciwstawiać się patologiom w kole łowieckim i kłusownikom. Narażam się tylko na niepotrzebny stres wchodząc w konflikty. Po co mi to wszystko ? Przecież mogę chodzić po lasach i łąkach z moim ukochanym psem i być dumnym z siebie, ot choćby dlatego, że nie strzelam do napotkanego w lesie dzika. To wystarczy by mieć czyste sumienie ! Byłbym wtedy też lepszy od rzeszy co najmniej stu tysięcy innych ! A to już coś ! Miałbym też prawo wyzywać ich. Mógłbym ich nazywać co najmniej mordercami lub innymi wyszukanymi epitetami w zależności od potrzeb i poziomu mojej frustracji. Łatwiej by mi było być przeciętnym „konsumentem natury” i żyć w wielkim mieście, w poczuciu, że przeciez jej nie szkodzę. Nikogo bezpośrednio nie krzywdzę. Jestem więc OK.
    Myśliwstwo to przecież „racjonalizaowanie atawistycznej potrzeby mordowania”. To jest definicja i z nią nie należy polemizować. Ja jeśli jestem myśliwym to z definicji jestem wypaczony i odczuwam potrzebę krzywdzenia innych istot. To jest odpowiedź na moje pytania ! Jestem chory ! Co z tego, że twierdzę, że strzelanie do zwierząt nie sprawia mi przyjemnosci, a wręcz przeciwnie – przykrość i upokorzenie, jesli Pan Jacek z Panem Tomkiem i Panią Gosią wiedzą lepiej co we mnie siedzi i jakie są powody moich działań. Wreszcie co z tego, że ja zrezygnuję jesli na moje miejsce czeka kilku innych psychopatów ? No i jaki będzie ten co przyjdzie na moje miejsce ? Może będzie odznaczał się szczególnym okrucieństwem wobec zwierząt. Może jego wypaczenie będzie większe ? Będzie strzelał żeby zadać ból ? Moze nie powinno mnie to obchodzić ? Wreszcie co z tego, że ja nie zabiję dzika jeśli i tak będą musieli zamordować ze szczególnym okrucieństwem dla mnie w rzeźni inne zwierzę bo jestem mięsożerny – tak mnie stworzyła natura ?

    Szukam odpowiedzi na tym forum już wiele czasu. Bez skutku. Z żalem stwierdzam, że „po drugiej stronie” jest najczęściej agresja, frustracja, bezsilność, zwykła ludzka złośliwość i nienawiść. „Przekonanie, że jest się przekonanym o swoim przekananiu.” Po za tym nic, pustka. Brak obiektywizmu. Potrzeba bycia lepszym moze nawet zawiść ? Brak szerszego spojrzenia na problem. Koncentrowanie się na wyimaginowanym wrogu.
    Codziennie czytam nowe posty z nadzieją, że ktoś może napisze coś ponad wyświechtane już stereotypy myśliwego – opasłego, psychopatycznego mordercy. A tu nic. Temat poruszany w książce juz dawno został omówiony. Myśliwi to grupa, w której również zdarzają się psychopaci, być może czesciej niż w innych grupach. Nic szczególnie odkrywczego. Pomysł „zlikwidować” jest pomysłem dziecinnie naiwnym. Pomysłem urągajacym wadze problemu. Słuchając takich rad tracę wiarę we własciwe intencje pomysłodawców. Mam wrażenie, że to jest walka dla samej wygranej. Nie liczą się ci w imię których ta walka się toczy. Problemem zwierząt jest to, że masowo giną z ręki człowieka, który osiągnął nad nimi władzę. Zapewniam, że im jest wszystko jedno czy giną z ręki psychopaty odczuwajacego z tego powodu przyjmeność czy z ręki mniej lub bardziej świadomego tej krzywdy rzeźnika.

    również pozdrawiam

  320.  

    Panie dziki_dzik,
    Ja tak nie uważam. Właśnie tacy ludzie jak pan, powinni zostać przy łowiectwie. Nikt nie mówi że będzie łatwo. Ale trzeba próbować. Wierzę że wśród mysliwych jest wiele osób dla których łowiectwo to nie tylko ślepe strzelanie do wszystkiego co sie rusza, zaczynając od psa który na 20 metrów oddalił się od właściciela, kończąc na koronnym byku czternastaku. To właśnie do takich ludzi jak pan, powinna należeć przyszłość w Kołach łowieckich, i nie tylko jako szeregowi myśliwi, ale np. członkowie zarządów Kół. Mając otwarty umysł na argumenty przeciwników polowań staniemy się mocniejsi w swoich działaniach. Ja wiem że wiele trzeba zmienić. Może ograniczyć polowania zbiorowe , na których często dochodzi do postrzeleń zwierzyny ? Ja wiem że do tego droga daleka i że dla niektórych myśliwych to bluźnierstwo. Ale kto nie idzie do przodu, ten się cofa (również w przepisach i regulaminach ). Nie bójmy sie krytyki. Co nas nie zabije , to nas wzmocni. Może też inaczej postrzegany będzie sam myśliwy, nie jako morderca, ale jako świadomy i etyczny współgospodarz natury ( bo niestety wpływ człowieka na naturę jest tak wielki, że musi podejmować ingerencje w przyrodę). Wierzę że nadejdzie taki czas że na wystające z nory ucho śpiącego lisa, z postu pana Jacka, będzie patrzył także mysliwy, ale nie przez lunete tylko przez lornetkę i nie będzie widział w nim wroga, tylko element natury bez którego ta natura byłaby uboższa. (Ale strzeliłem wykład, aż mi się klawiatura zagrzała.) Pozdrawiam wszystkich za i przeciw.

  321.  

    Pa nie Dziki_dziku, myślę, że troszkę Pan ściemnia. Przepraszam za te ostre słowa, po prostu nie wierzę w to, że odejście z koła to ,,ucieczka od problemu”. Nie tylko będąc w kole może Pan coś zdziałać.

  322.  

    Po namyśle stwierdziłem że to wszystko jedno gdzie Pan będzie, czy w kole na niskim czy na wysokim stanowisku, czy w innej organizacji ekologicznej, czy poza nimi, ważne co zrobi Pan dla zmniejszenia cierpienia zwierząt.

  323.  

    No przecierz będąc myśliwym według Pana jestem źródłem cierpienia zwierząt, no to jak już nie będę myśliwym to wszystko będzie OK. Teraz to Pan ściemnia. Przecież cały czas o tym piszecie -zlikwidować łowiectwo bo to jest żródło cierpienia zwierząt ! Teraz to juz za mało. Powinieniem coś więcej zrobić ? A co Pan robi bądź co Pan zrobił ? Już dobrze wiemy co robią myśliwi: dokarmiają (źle), wnyki zdejmują (źle), gonią kłusowników (źle), płacą za szkody (źle) etc. Co Państwo robicie, że lisom, kaczkom, dzikom dzisiaj żyje się lepiej ?

  324.  

    Panie Erni,

    Oczywiście Łowiectwo można i należy zmienić. Nie łudźmy się jednak, nie zmienimy przez to nastawienia do myśliwych ludzi pokroju Pana Jacka, Pana Tomasza i Pani Gosi. Zawsze będą na nas pluć. Trudno. Ja mam ten sam pogląd na patologie i zwyrodnienia – takich ludzi mozna i trzeba wyeliminować z łowiectwa. Ja z tym walczę jak mogę. Zachęcałem też naszych adwersarzy na wstąpienie „w kręgi zła” (PZŁ) i do efektywnego działania. Niestety bez echa. Temat jak zwykle nie podjęty – zbyt rzeczywisty, zbyt trudny. Brak odwagi i prawdziwej determinacji do poświęcenia się. Łatwiej coś tam napisać i żyć w przekonaniu, że zrobiło się już tak wiele.

  325.  

    Naprawdę uważam, że to Pan Dziki dziku powinien rządzić tym
    piekielnym PZŁ, a za doradców mieć P.Matkowskiego i P.Jacka.
    Jesteście Panowie z P.Ernim jedynymi myśliwymi(jeszcze był P.Myśliwy), którzy nie boją się rozmawiać.
    I nie nienawidzę myśliwych, a tym bardziej Panów.
    Mam wielki szacunek do ludzi, którzy są odważni i nie uciekają
    gdy robi się niewygodnie.

  326.  

    Paradoks proszę Państwa polega na tym, że ci którzy najabardziej szkodzą, ci którzy są najgorsi z nas – myśliwych – nie czytają tych książek, nie biorą udziału w dyskusjach, które może by coś w nich zmieniły. Ich to nie obchodzi. Proszę mi wierzyć. Zbadałem to we własnym kole. Żaden z tzw „mięsiarzy’ nie słyszał o Panu Tomaszu czy o Panu Zenonie. Nie słyszeli o ich książkach. Mówią, że mają to gdzieś. Dalej „lecą” już tylko epitety, których nie przytoczę. Koła łowieckie to nie są kółka różańcowe, niestety. Jest tam cały przekrój społeczeństwa. Chyba wiem też dlaczego jest tam tak wielu złych ludzi. Dlatego, że ludzie innego pokroju, ci bardziej wrażliwi nie wytrzymują obciążenia jakim jest świadomość czynnego zabijania ? To pasywne, polegające na tworzeniu popytu na mięso, skóry itd już tak nie boli, nie wypala umysłu, jest racjonalizowane.

  327.  

    Teraz może też zrozumiecie Państwo po co cała ta otoczka łowiecka. Kapelusze, piórka, muzyka, tradycje – ostatnia strawa czyli „złom” etc. z których się śmiejemy. To wynikało z potrzeby „uczłowieczenia”, boję się użyć sformułowania „uduchowienia”, przykrego obowiązku jakim było zabicie zwierzęcia. „Obowiązku” – bo geneza łowiectwa sięga czasów gdy było ono formą zdobywania pozywienia niezbędnego do przeżycia. Czasy te mineły, tradycje pozostały i wydają się śmieszne dzisiaj, ale bez nich to byłaby czysta mechaniczna, eksterminacja zwierząt – taka rzeźnia właśnie. Czy więc jest to takie złe ? Powtórzę, złe jest masowe zabijanie zwierząt przez człowieka czy jednak ten świat może funkcjonować inaczej ?

  328.  

    Przeświadczenie o konieczności stałego ingerowania w zaburzoną już przyrodę wydaje mi się neurotyczne. A co do pytania Pana dzikiego_dzika: co ja zrobiłem żeby kaczkom, lisom ,dzikom żyło się lepiej? Odpowiadam: prawie nic.

    20 lat temu na obozie ornitologicznym poznałem słynnego już wtedy ornitologa. Przez wiele lat obrączkował ptaki. Zeszłego roku po wielu latach spotkałem go znowu. Powiedział, że juz nie obrączkuje i że ,,najwięcej dla ptaków zrobisz jak nic nie będziesz robił”.
    Myślę, że z wyjątkiem niektórych przypadków np. introdukcji, możemy spokojnie nic nie robić. Oczywiście zakładanie rezerwatów jest ciężką pracą, ale o to chodzi, żeby w rezerwacie właśnie nic nie robić i pozwolić żyć. Dotarło tez do mnie jakie motywy skłaniają ornitologów do obrączkowania jak największej ilości ptaków. Pewien profesor prawa mawiał, że często ma się dwa powody działania: jeden prawdziwy, drugi, który dobrze brzmi. Myślę, że troska o ich ochronę nie jest tu głównym powodem, a pogoń za doktoratami, habilitacjami, czy zwykłym tez zaistnieniem w prasie branżowej. Myślę, że wielu ornitologów jeżeli nie mogliby obrączkować to byliby myśliwymi.

  329.  

    Panie Jacku,

    Rezerwaty same się nie założą. Ktoś musi wydrzeć ziemię ludziom. Nie wiem czy znany jest Panu problem rezerwatu i parku narodowego w Białowieży. Tam ludzie (mieszkańcy) są przeciwni rozszerzaniu granic parku bo wiązałoby się to ze stratą pracy, żywności (to biedny region, ludzie żywią się tym co znajdą i skłusują w lasach), opału (ogrrzewają domy i gotują na kuchniach ogrzewanych drewnem wyniesionym z lasu) Gdyby nikt nic nie robił ludzie już dawno wycięliby lasy i wybili zwierzęta do nogi. Nasz konsumpcjonizm i egoizm doprowadza do wyniszczenia otaczającej nas Natury. Jest nas już ponad 6,5 miliarda i liczba ta rośnie. Przykre jest to, że jesteśmy tak krótkowzroczni. Z moich obesrwacji wynika, że ludzi w zdecydowanej większości interesuje jedynie ich „tu i teraz”, nic poza tym. Przyrodę więc musimy chronić przed nami samymi. Może jest to neurotyczne podejście do tematu, ale nie wierzę w to, że ludzie się zmienią i świat się zmieni.
    Przykład: Z jednej strony gdyby myśliwych nie było pewnie wielu zwierzętom umierałoby się lżej (choć drapieżniki robiłyby swoje w nie mniej drastyczny sposób). Być może nie rozchwiałby się stan ich populacji. Odrodzić trzeba by było jedynie niektóre gatunki drapieżników. Jestem przekonany jednak, ze wtedy miejsce myśliwych zajęliby kłusownicy. Ludzie szybko odkryją, że pojawiła się nisza, którą można zapełnić. Po co płacić za coś (mięso), co jest w dostatku za darmo. Pojawiłby się nowy „czarny” rynek. Trzebaby stworzyć „agencję ochrony zwierząt”. Pytanie kto za to zapłaci ?
    Takich przykładów można by mnożyć wiele. Dlatego tak irytują mnie dziecinnie naiwne hasła „zlikwidować myśliwstwo”. Jestem przekonany, że to niczego nie zmieni.

  330. Tomasz Matkowski
     

    DrodzyPaństwo,
    widze że ostała nam się tutaj ciekawa grupka dyskutantów merytorycznych. to bardzo dobrze. Pani Gosia, Pan Jacek, ani ja absolutnie nie „plujemy” na mysliwych – zwłaszcza takich którzy potrafią rozmawiac, jak panowie Dziki dzik oraz Ernie.
    w zwiazku z tym proponuję, żeby każdy rzucil jakiś pomysł, pozytywny pomysł, jak ograniczyć cierpienia zwierząt. Pani Gosia pan Jacek i ja jesteśmy za delegalizacją polowań. Jeżeli to utopia lub dziecinada, to może spróbujmy metodą małych kroczków. ktoś rzucił pomysł (pan Dziki Dzik? pan Ernie?) żeby zlikwidować polowania zbiorowe. jestem za. to już byłby olbrzymi krok naprzód, jako że na takich polowaniach jest najwięcej rannych. Ktos, chyba pan Dziki dzik, napisal że nie strzela do ptaków. to już kolejny trop w dobrą stronę. idźmy dalej tym tropem a może uda nam się stworzyć jakiś kierunek, jakąs wizję. kto wie?
    osobną sprawą jest jak taką wizję wprowadzić w życie. nie chce nikogo zniechęcac ale przeczytajcie artykulik z Polityki, który wklejam poniżej:

    Władza na rykowisku

    Polska polityka nie może się obejść bez łowów. Politycy chętnie załatwiają interesy i ocieplają kontakty przy akompaniamencie wystrzałów, zapachu świeżej krwi i dobrze zmrożonej wódki. Myśliwi to klan wtajemniczonych, a ten nie może się obyć bez dygnitarzy.

    Stanisław Żelichowski, poseł PSL, leśnik-myśliwy, który kilka razy zasiadał w ministerialnym fotelu, wspomina, jak to kiedyś znalazł się na polowaniu pod Warszawą. Towarzystwo było doborowe: politycy, biznesmeni, duchowni, a on po dojeździe na miejsce zorientował się, że nie ma ani jednego naboju w lufie. Choć znał prawie wszystkich uczestników polowania, krępował się zwrócić o pożyczkę. Wziął więc broń bez naboi. Gdy na początku zając uszedł mu spod lufy, wyjaśnił, że pierwszemu zwierzakowi zawsze darowuje życie. Gdy sytuacja powtórzyła się pod koniec polowania, wytłumaczył, że ma w zwyczaju darować życie także ostatniemu. – Koledzy byli zdumieni. Dostałem wtedy kindżał z napisem: „Najbardziej etyczny myśliwy” – mówi Żelichowski.

    Na zwykłym polowaniu minister dostałby tytuł pudlarza, którym myśliwi oceniają talenty najgorszego strzelca. Na polowaniu politycznym go nagrodzono, bo w tej zabawie zmieniają się reguły gry: nie chodzi o to, by dopaść zająca, ale by gonić go. Liczy się fakt uczestnictwa w wydarzeniu, potwierdzenie przynależności do towarzystwa.

    Polskie myślistwo ma bogatą tradycję, dlatego ci, którzy teraz strzelają, mają się do czego odwołać. Polowali królowie, szlachta strzelała szaraki, arystokracja niedźwiedzie, a po nich pański przywilej przejęli włodarze PRL. Dla premiera Jaroszewicza, generałów Siwickiego i Kiszczaka polowanie stanowiło styl życia. Czesław Kiszczak, choć z powodu znacznej utraty słuchu od trzech lat nie poluje, do dziś nie może się nadziwić, że generałowi Jaruzelskiemu nie szło, choć próbował. – Do polowania i gry w brydża nigdy nie miał serca – kwituje.

    We wpływowym towarzystwie ludzi władzy niejeden chciał się znaleźć. Nic więc dziwnego, że przez 80 lat w siłę rósł Polski Związek Łowiecki, jedyna w naszym kraju organizacja, która zrzesza myśliwych. PZŁ, choć tradycjami sięga przedwojnia, siłę budował za czasów PRL. To wtedy powtarzano, że tak naprawdę nie wiadomo, kto w Polsce rządzi – PZPR czy PZŁ?

    Majątek organizacji wart jest obecnie 52 mln zł, ale prawdziwą wartość stanowią ludzie: 102 tys. członków, z których każdy wpłaca na rzecz organizacji 204 zł rocznie, nie licząc oczywiście składki w kołach łowieckich.

    Roczniki stare i nowe

    PZŁ jest silny siłą wpływowych członków. O potędze tej organizacji można się było przekonać w listopadzie podczas obchodów 80-lecia związku. Na uroczystości do fabrycznej hali EXPO XXI na warszawskiej Woli, gdzie jeszcze tydzień wcześniej bito seksualny rekord Polski, przyjechał minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Ungier z Kancelarii Prezydenta, Jan Truszczyński, główny negocjator z UE, i niezliczona rzesza parlamentarzystów. Przybyli marszałek Senatu Longin Pastusiak i jego zastępca Ryszard Jarzembowski, choć żaden z nich nie poluje. Honorowi goście dopisali tak bardzo, że w pierwszych rzędach trzeba było dostawiać krzesła. Lech Bloch, Łowczy Krajowy (ten tytuł przysługuje zwyczajowo przewodniczącemu PZŁ), nie kryje zadowolenia: – Widać, że organizacja jest ceniona.

    PZŁ to potęga w kręgach władzy. W Polsce jeden myśliwy przypada średnio na 360 obywateli, ale w parlamencie mamy ich olbrzymią nadreprezentację: członkiem PZŁ jest co szósty poseł i senator, nie licząc sympatyków łowiectwa, mnożących się jak ptaki krukowate (dla myśliwych to szkodniki pustoszące lasy). Na sali sejmowej myśliwi siedzą po lewej i w środku. Najgęściej w ławach SLD i PSL. W znikomym stopniu występują w partiach nowej generacji takich jak Platforma Obywatelska. To spadek po najnowszej historii Polski, gdy bycie myśliwym oznaczało przynależność do establishmentu władzy. Posłowie z prawej strony się od tego dystansują.

    Wartość związków z łowiectwem doceniają jednak parlamentarzyści najświeższego naboru – zwłaszcza posłowie Samoobrony. To właśnie Alfred Budner, pierwszy myśliwy w partii Leppera, który namiętność do polowania przejawiał od dziecka, a w domu trzyma broń myśliwską dziadka z 1906 r., założył parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Należy do niego 78 osób, w tym znaczna część klubu Samoobrony z Renatą Beger na czele. Towarzystwem zdominowanym przez Samoobronę niektórzy myśliwi są zniesmaczeni. Lubuski baron Andrzej Brachmański, myśliwy sympatyzujący z władzami PZŁ, nie ma ochoty tłumaczyć się z nieobecności w tym zespole. Mówi, że nie jest, bo nie. I to wyjaśnia wiele. Jego klubowy kolega Jerzy Czepułkowski na zebraniu założycielskim nie zabawił długo: – Wstałem i wyszedłem, bo to nie jest ten zespół, w którym chcę realizować ambicje łowieckie. Chęci do polowania z Samoobroną nie przejawiają ani Wiesław Kaczmarek, ani Włodzimierz Cimoszewicz. Z posłów Platformy Obywatelskiej na liście figuruje jedynie Elżbieta Radziszewska, zwana przez partyjnych kolegów Osamotnioną Dianą.

    Wiewiórka zamiast liska

    Prezes Bloch zachowuje wobec zespołu życzliwą neutralność, ale do tej pory nie znalazł czasu na spotkanie z parlamentarzystami. Posłał tylko na ich posiedzenie dwóch pracowników. Mimo to zespół działa, a poseł Budner już zamówił limitowaną serię sztucerów myśliwskich z wizerunkiem gmachu na Wiejskiej u Rajmunda Szwondera, dyrektora Łucznika, zamieszanego na początku lat 90. w aferę karabinową.

    Ale nawet najlepsza broń sama nie strzela. Na myśliwskich salonach można usłyszeć anegdotę o polowaniu na drobną zwierzynę, na którym wśród zaproszonych gości był polityk – początkujący myśliwy. Po kolejnym pokocie nuworyszowi wyrywa się z gardła okrzyk radości: Trafiłem małego liska! Trafiłem małego liska! Myśliwi podchodzą bliżej. Na trawie leży martwa wiewiórka.

    – Zdarzają się pomyłki – przyznaje Janusz Sikorski, kiedyś dyrektor odpowiedzialny za urządzanie polowań politykom, teraz sekretarz klubu Safari, zrzeszającego myśliwych szukających trofeów na innych kontynentach. – Bywa, że ktoś za łanię weźmie kozła, który zrzucił poroże, lub lochę dzika za samca, choć widać wyraźnie, że pod brzuchem nie ma charakterystycznego pędzla, a za lochą idą małe warchlaki.

    Teoretycznie zostać myśliwym nie jest łatwo. Kandydat musi zdać egzamin, dopiero po nim może wystąpić o broń. Żeby strzelać do zwierzyny grubej, potrzebna jest trzyletnia praktyka i zdany egzamin selekcjonerski. Ale ludziom wpływowym, politykom i biznesmenom, czyli tym, na których PZŁ szczególnie zależy, zdanie egzaminu nie sprawia jakoś trudności. Myśliwscy nuworysze z nadania na ogół nie mają pojęcia o polowaniu i – co najgorsze – nie potrafią celnie strzelać. Niejako z urzędu dostają pozwolenie na broń, czasem nawet najlepszej marki. Wstyd pytać, czy tę broń już przestrzelali. Wielu jest takich, którzy nie traktują łowiectwa poważnie. Polowanie to dla nich miejsce robienia interesów, dobijania targów, zjednywania partnerów biznesowych. Bo knieja ma tę zaletę, że pozbawiona jest uszu.

    Pewien biznesmen zainteresowany wygraniem przetargu zaprosił na polowanie burmistrza, jego syna i członka komisji konkursowej. Polowanie się udało, notable wyjechali zadowoleni, a firma biznesmena w kilka miesięcy później kładła kostkę chodnikową w miejscowości burmistrza.

    Politycy z pierwszych stron gazet przyznają, że zaproszeń starczyłoby im na cały sezon łowiecki. Najczęściej jednak na ich przyjmowanie nie pozwalają czas i zasady.

    Porozumienia w leśnej głuszy

    Wiesław Kaczmarek opowiada, że na polowaniach zdarzało mu się nawiązywać znajomości, które potem procentowały. – Dzięki tym kontaktom wiele spraw mogłem załatwić łatwiej. Między ludźmi znającymi się z polowania jest pełniejsze zrozumienie i zaufanie. Kiedyś uzyskałem wiarygodną informację dzięki temu, że znaliśmy się z kimś z polowania i coś tam wspólnie robiliśmy.

    Kaczmarek nie przyjmuje jednak zaproszeń: – Mam zasadę, że płacę za siebie i zbieram faktury, bo wiem, że intrygantów jest wielu i oni tylko czyhają na tego typu błąd. Nie widzę powodu, by nie zapłacić za kwaterę, odstrzał, trofeum.

    Łowiecka pasja pomaga też politykom w pozyskaniu wyborców. W kołach mieszają się ludzie różnych zawodów. Na polowaniach obok siebie, bruzda w bruzdę, idzie wojskowy, leśnik, biznesmen, urzędnik, rolnik i polityk. Czyli potencjalny wyborca ze swoim samorządowym lub parlamentarnym przedstawicielem. Polityk daje się poznać. Ta kontrolowana otwartość może mu zaprocentować w kolejnych wyborach. Docenił to Roman Jagieliński, polityk rosnącego w siłę koła parlamentarnego Partii Ludowo-Demokratycznej. Od kilku lat próbował wskrzesić w Spale, położonej we własnym okręgu wyborczym, tradycję Hubertusa. W tym roku się udało. 80 myśliwych w pięciu grupach w dwóch pędzeniach upolowało 2 dziki, 2 sarny, lisa, 4 bażanty i kaczkę. Spała została łowiecko wypromowana, Jagieliński również.

    Na polowaniu polityk odreagowuje stres. Najwspanialszą przygodą łowiecką Włodzimierza Cimoszewicza jest podchodzenie byków na rykowisku. Kiedyś miał bliskie spotkanie trzeciego stopnia ze wspaniałymi bykami. – Bez broni, za to prawie że face to face – opowiada. Fascynacja związana była z urodą zwierząt. Trzeciego byka minister podchodził już w całkowitych ciemnościach na jakieś 10 metrów. Wyznaje, że nigdy wcześniej adrenalina nie skoczyła mu tak bardzo. – Trwała między nami wielominutowa wymiana głosowa. On ryczał i ja ryczałem.

    Józef Oleksy, myśliwy-gawędziarz, wybrał się tej jesieni z posłem Czepułkowskim do Mikołajek na rykowisko. I choć, jak delikatnie ujmuje to Czepułkowski, ma zbyt mało czasu na trening strzelecki, obaj ustrzelili po byku. – Zazdroszczę premierowi, bo strzelił obiekt pożądania każdego myśliwego – myłkusa – mówi Czepułkowski. Zwierz Oleksego miał zdeformowane poroże, druga tyka wieńca rosła mu z czaszki do tyłu. Oleksy przy ognisku żartował, że takiego trofeum nie chce, bo żeby je powiesić na ścianie, musiałby wywiercić w niej dziurę.

    Werbunek trwa

    W myśliwskim kalendarzu establishmentu jest zaznaczona ważna data: imieniny u Krzysia, czyli Krzysztofa Lotha. Znany biznesmen, dyrektor biura firmy Unido, zapalony myśliwy, uroczystość wyprawia na Mazurach, w położonej przy jeziorze Śniardwy leśniczówce. Na uczcie zbierają się politycy i biznesmeni. Serwowana jest wykwintnie dziczyzna w ilościach tak olbrzymich, że, jak obrazowo opisywał jeden z uczestników biesiady, psy szynek z dzika nie mogły już jeść. Legendą obrosły także uroczystości imieninowe przewodniczącego PZŁ Lecha Blocha. Wyprawiane były z wielką pompą w Domu Polonii w Pułtusku u znajomego solenizanta, myśliwego Grzegorza Rusaka, ówczesnego dyrektora placówki. Goście zostali zaproszeni na spływ Narwią. Kelnerzy serwowali gorące dania w łodziach.

    Prezes Bloch, zdaniem jego byłych współpracowników, lubi obnosić się ze swoimi znajomościami w kręgach władzy. I ciągle pozyskuje nowych wpływowych członków. W kręgach wtajemniczonych zabiegi PZŁ o pozyskanie nowych polityków nazywa się wampiryzmem łowieckim. Ma on swoją długą tradycję. Poprzednik Blocha Jacek Tomaszewski, były żołnierz AK, także lobbował i to z sukcesem. Przy czym polityczny kolor wprowadzających i adeptów w myślistwie nie ma znaczenia: premiera Oleksego strzelać uczył Stanisław Wyganowski, prawicowy prezydent Warszawy. Na polowaniach z posłami lewicy bywa biskup Sławoj Leszek Głódź. A Roman Jagieliński pamięta myśliwską inicjację premiera Cimoszewicza na bażantach. Obrzęd polega na tym, że świeżo upieczonemu myśliwemu doświadczony kolega rysuje na czole krzyż krwią z upolowanego zwierzęcia. Potem krwią smaruje mu się całą twarz.

    Nad Grzegorzem Kurczukiem jego przyjaciel, szef koła Łoś w Lublinie, pracował pięć lat, by w końcu móc jako swoje trofeum wpisać go do koła. Minister nie pobył w nim jednak długo: – Żadnego myśliwego ze mnie nie zrobili. Wystąpiłem rok temu. Ani razu nie brałem udziału w polowaniu, nie mam nawet strzelby.

    Jeśli ministrowi sprawiedliwości udało się ujść przed nagonką, to jego miejsce zajmą następni. Werbunek bowiem ciągle trwa. Kazimierz Plocke, teraz poseł Platformy Obywatelskiej, jako burmistrz gminy Krokowa rok w rok był zapraszany na Hubertusa. Na terenie jego gminy ma łowiska koło nr 1 w Gdyni. Nie minęło kilka lat, a poseł Plocke jest już członkiem koła. I podpisał się pod projektem nowelizacji ustawy lansowanym przez posła Brachmańskiego. Projekt miał przygotować nasze łowiectwo na spotkanie z zupełnie innym systemem polowania obowiązującym w Europie. W rezultacie zakładał scentralizowanie władzy nad łowiectwem w rękach PZŁ, a przy okazji pozbawiał też leśników części uprawnień do prowadzenia polityki łowieckiej. Plocke po przeczytaniu projektu swój podpis wycofał.

    Odstrzały dla szych

    Ale losy centralistycznych zapisów, umacniających monopol PZŁ, nie są jeszcze przesądzone. A prezes Bloch ma wiele możliwości przekonywania do swoich pomysłów. Dumą PZŁ są wypełnione zwierzętami Ośrodki Hodowli, PZŁ może wydać pozwolenia na bezpłatny odstrzał zwierzyny wart od 2 do 6 tys. zł. Prezes Bloch nie ukrywa, że daje odstrzały politykom.

    Uczty połączone z alkoholem to niestety zmora prominenckich polowań. Organizatorzy niekiedy sami są zakłopotani natarczywością gości. Wśród myśliwych znane są historie, gdy podczas polowania jego uczestnicy byli tak szczodrze goszczeni przez miejscowe władze, że już od rana chodzili po łowisku zalani w sztok. Strażnik łowiecki przytomnie odstrzelił stosowną liczbę bażantów, aby nikt nie wrócił do domu z pustymi rękami i upił się dopiero na koniec. Potem długo i z dumą opowiadał o polowaniu z szychami i przekonywał, że teraz jest kimś i może wszystko. Trudno się dziwić strażnikowi, skoro polowaniem z politykiem szczycą się wszyscy w PZŁ – i członkowie, i władze.

    Wiesław Kaczmarek opowiada: – Na polowaniach ludzie robią zdjęcia i mówią: ten i ten u nas polował. Wiele osób może powiedzieć: jadłem obiad z Kaczmarkiem, żeglowałem z Kaczmarkiem, nurkowałem z Kaczmarkiem. To jest kwestia nadużywania znajomości, na to nic nie poradzę.

    Kilka lat temu na warszawskich salonach pojawił się biznesmen handlujący wołowiną, który w kontaktach biznesowych podpierał się nazwiskiem Józefa Oleksego. Rozdawał jego wizytówki z numerem komórkowego telefonu, powołując się przy tym na zażyłość zawiązaną w trakcie polowań.

    Włodzimierz Cimoszewicz przyznaje, że takie sytuacje się zdarzają. – Jednak jeśli ktoś na polowaniu chciałby ze mną rozmawiać o interesach, to jest to wykluczone i taka osoba natychmiast się o tym dowiaduje.

    Ale politycy lubią być wyprowadzani w pole. Janusz Sikorski opowiada o ustrzelonych własnoręcznie kaczkach i bażantach, które kurtuazyjnie przypisywał ludziom władzy. Nie protestowali.

    Pełna mobilizacja

    Sikorski przyznaje, że wie, jak władzy dogodzić. Dzień wcześniej zarządzał upolowanie odpowiedniej sztuki, a gdy prominent chybił, mówiło się, że z całą pewnością śmiertelnie ranił. Podczas gdy ów spożywał elegancką kolację w leśniczówce, na której wznoszono wyszukane toasty, a korki od szampana strzelały, wbiegał zziajany i umorusany strażnik łowiecki z radosną nowiną: doszliśmy postrzałka! Prominent pragnął obejrzeć zdobycz. Nim zdążył się ubrać, Sikorski wpadał do kuchni, brał wrzątek i polewał wypatroszone wnętrzności wodą. Prominent wybiegał przed leśniczówkę. Ze zwierzaka parowało, a cała służba łowiecka piała z zachwytu: Panie prezesie, rekord!

    W miejsce prezesa można podstawić niejednego ministra czy posła. Bo władza, niezależnie od tego, czy przebywa w urzędzie, czy w lesie, ambitnie prze do sukcesu. Organizatorzy polowań przestrzegają więc żelaznej zasady: ważny gość musi wyjechać zadowolony. Przed politycznym polowaniem zarządzający danym obwodem łowieckim, często także miejscowi leśnicy, mobilizują wszystkie siły i środki. Sprawa jest o tyle trudna, że trzeba zmobilizować – a terminologia wojskowa nie jest tu przypadkowa – zwierzynę, by chodziła jak należy. W tę operację logistyczną zaangażowany jest sztab ludzi. Na kilka dni przed polowaniem odbywa się tropienie, podkarmianie, nęcenie i obserwacja, gdzie i o której godzinie wychodzą medalowe sztuki. Zaczyna się łamanie głowy, którędy gościa podprowadzić i jak zapewnić, aby strzał był celny, a zadowolenie murowane.

    Wprawni organizatorzy mają swoje metody: – Podsypuje się pokarm w okolice ambony i zostawia gościa na kilka godzin. Gdy do nieruchomego celu udaje mu się strzelić, sprawa jest załatwiona. Są ogromne szanse, że zostanie królem polowania. Nawet jak następnego dnia na polowaniu zbiorowym nic nie ustrzeli, liczy mu się zwierzynę z zasiadki – opowiada Sikorski.

    W wielu z tych, którzy na początku polowania traktowali towarzysko, budzi się w końcu zew krwi. Bezkrwawe łowy kończą się ambicją wywiezienia z lasu jakichś zwłok. Minister Żelichowski ma na swoim koncie kilka myśliwskich trofeów. Bo broń, która zawisa na ścianie w pierwszym akcie, musi w końcu wypalić.

    Agnieszka Rybak

  331. Tomasz Matkowski
     

    Knieja, portal społecznościowy mysliwych. oto wypowiedź myśliwego
    http://www.knieja.pl/forum/viewtopic.php?t=2776&sid=e1c09ff9724a0f7e33eb484c897a931f

    Witam koleżanki i kolegów.
    Pozwolę sobie wtrącić do dyskusji odrobine dziegciu.
    Tak naprawdę jak czytam niektórych to … scyzoryk się w kieszeni otwiera. Ta hipokryzja bijaca z postów, glupota i zakłamanie…
    A może należy zapytać ile razy chełpiliscie sie w towarzystwie „cywili” swoimi trafionymi i nietrafionymi wypadami do lasu. Pozyskiwaniem potrzebnych i niepotrzebnych tusz. Strzałami w rapety, cewki i … w co popadnie. Sami tworzycie taką atmosferę wokół myśliwstwa.
    To stąd naród czerpie swą wiedzę na nasz temat … i tylko stąd.
    Niedawno brałem udział w szkoleniu młodych adeptów myśliwstwa. O zgrozo – 70% z nich to kłusownicy, polujacy już wcześniej bez zezwoleń, strzelajacy do wszystkiego co się rusza. Chełpiący sie na tzw. przerwach na papierosa swoimi debilnymi wyczynami na łowiskach … i w zyciu też.
    I niestety, mając taki przekrój społeczny w naszych kołach mozemy się spodziewać tylko takich reakcji społecznych jak w Polowaneczku.
    Może obudzmy się i pogonmy to szambo (przepraszam), tych tzw. strzelaczy-miesiarzy, których jedyną miarą jakości i przyjemności z łowiedztwa jest ilość pozyskanego (legalnie badz nie) mięsa.
    Przepraszam, trochę mnie poniosło, ale może już czas powiedzieć coć wiecej na ten temat.
    Darz Bór dla prawdziwych entuzjastów łowiectwa.

    panie Dziki dzik, czyż to nie jest jednak jakaś pozytywna reakcja? pisze Pan, że mięsiarze nie czytuja ksiażek, i chętnie Panu wierzę. Nie spodziewałem się żeby przeczytali i się zmienili. ale najwyraźniej niektórzy myśliwi czytają… i wysnuwają wnioski. i to już jest jakiś, niewielki, ale pozytyw.

  332. Tomasz Matkowski
     

    I jeszcze ten wpis na tym samym forum:

    Widzisz Kopik… ksiażka jak wiemy jest tendencyjna, subiektywna i do bólu komercyjna. Ale zgadzam się z Tobą w całości – opisuje fakty.
    Nieważne czy z polowań dewizowych czy krajowych. Po prostu takie sa fakty. I niestety to my ponosimy za to winę, Niezaleznie będąc czy nie uczesnikiem tego żałosnego procederu, czy też bedąc tylko jego (biernymi)obserwatorem. Każdy o tym wie i nic, kompletnie nic nie robimy.
    Dewizowcy strzelaja do wszyskiego co sie rusza, pieprzą wszystko co tylko na drzewa nie ucieka (przepraszam) , piją (razem i osobno) i maja tak naprawdę głeboko w d…e co ludzie o nas myślą. I to dzieje sie w świetle powszechnej akceptacji całego środowiska i oczywiscie za kilka nedznych srebrników.
    Żałosna hipokryzja..

  333. Tomasz Matkowski
     

    ech, natchnęło mnie coś dzisiaj na cytowanie myśliwych, więc jeszcze ta zabawna wypowiedź z forum diennika łowiekckiego, aczkolwiek mam wrażenie że autor wypowiedzi bardzo przecenia moje możliwości:)

    http://dziennik.lowiecki.pl/forum.php?f=11&t=319459&numer=1600

    facet ma nad nami przewagę jak cholera. Ma nas w garści i bredzi bezkarnie … PZŁ powinno zrezygnować zpolityki milczenia tylko po cichu i bez rozgłosu przygotować oskarżenie i wytoczyc PAnu szanownomu sprawę. Ale PZŁ ma w de myśliwych i łowiectwo w ogóle, zakładając słusznie że do emeryturki dociągnie „nawet wozem na trzech kołach” a co potem … a kogo to. Pan szanowny autor polowaneczka sam jeden jest w stanie załatwić całe PZŁ w przeciągu kilku lat.

  334.  

    No więc Dziki dziku jestem właściwie wegetarianką. „Właściwie” bo
    kilka razy w roku, zapraszana tam gdzie już są przygotowane dania z mięsem przez gospodarzy nie robię zamieszania i jem to co jest przede mną.
    Nie misjonuję,nie nawracam gospodarzy, zapraszana nie widzę innej możliwości jak uszanować to że dla mnie (min.) przygotowali jedzonko.

  335.  

    I jeszcze jedno ad.post P.Matkowskiego.Idea malutkiego kroku.Mieszkam w mieście,w zielonej dzielnicy.Wtrącam się do półdzikiej przyrody najmądrzej jak można.Od lat po śmierci naszego psa, w puste miejsce w ogrodzie weszły koty.Wciąż są trzy.Jedne umierają, inne przychodzą po nich.
    Nie latam z rozwianym włosem,mówiąc że chcę uratować cały świat i że mi się to uda. Stale robię jeden krok.
    I jeszcze coś o wrażliwości
    Chyba Pan dziki dzik, wątpił w przetrwanie tej cechy człowieczej.Uważam siebie za istotę b.wrażliwą. Ale i silną.Więc myślę że może (jeśli nie znikniemy z powodu przeludnienia a co za tym idzie zadeptania siebie nawzajem)taka kombinacja cech byłaby korzystna: siła i empatia.

  336.  

    Pani Gosiu,

    Szczerze gratuluję i jednego i drugiego.

    PS
    Wczoraj przy paśniku w lesie spotkałem myślwych z miejscowego koła. Wysypywali owies, rozkładali siano. Tochę rozmawialiśmy choć było tak zimno, że po 10 minutach musieliśmy przerwać. Trudno było mi siebie przekonać do tego aby im powiedzieć, żeby tego nie robili. Jeszcze tego samego dnia, po południu przy paśniku znalazłem świeże tropy saren. Nie wiem już co o tym myśleć.

  337.  

    Chodzi mi o to, że my tu na tym forum gadu, gadu… co zrobić by było zwierzętom lepiej. Jacy to myśliwi są źli i niepotrzebni. Roztaczamy wielkie wizje, a oni poprostu odmrażając własne tyłki wywożą siano. Z tego naszego gadania tym kilku sarnom nie zrobiło się lepiej, a dzięki ich zaangażoawaniu owszem, przynajmniej przez ta jedną chwilę jak znalazły się przy paśniku…

  338.  

    Są dwie strony „konfliktu”.Nie ma trzeciej.Po której stronie jest
    tak współczujący sarnom człowiek jak Pan,Dziki dziku?
    Bo narazie stoi Pan w schizofrenicznym rozkroku nad ICH losem.

  339.  

    I nie pasuje Pan do tego towarzystwa z obszernej historyjki zacytowanej przez P.Matkowskiego.
    Oleksy i inni politycy są tak chorzy, że właściwie wściekam się
    że tak mało ludzi to widzi

    I naprawdę nie pasuje Pan do tej obleśnej, zdeprawowanej,
    cynicznej,niebezpiecznej dla świata ferajny z politycznej wierchuszki jak Oleksy, Cimoszewicz i reszty wymienionej w poście P.Matkowskiego.(nazwiska z cytowanego artykułu)

  340. Tomasz Matkowski
     

    Przyłączam się do braw dla Pani Gosi. Ja też dokarmiam miejskie, bezdomne koty. Oczywiście myśliwi zarzucą nam hipokryzję, bo karmimy te koty karmą opartą na mięsie, czyli na zabitych zwierzętach. Cóż… to prawda. Ale co to ma wspólnego z myślistwem?
    Nie dokarmiam saren, jako że mieszkam w dużym mieście i rzadko widuję sarny na ulicach. Ale oczywiście dokarmianie saren, które opisuje pan Dziki dzik ze wszech miar chwalebne. Szkoda tylko, że w tym sielsko-anielskim obrazku odmalowanym przez pana Dziki dzika zabrakło drugiej, skrzętnie skrywanej części: jak ta sama sarenka, przeżywszy szczęśliwie zimowe mrozy dzięki przyjacielskiej opiece mysliwego, ucieka w bólu wlokąc za sobą jelita które wypłynęły przez przestrzelinę.
    PS zgadzam się z Panią Gosią co do tego że p. Dziki dzik jednak wyrósł ze swojej skóry myśliwego, że rozsadzil ją i teraz źle się z tym czuje. Może jakimś wyjściem byłoby dla pana DD pozostanie w kole łowieckim bez zabijania? o ile oczywiście jest to możliwe. a propos, czy jest wymóg, żeby członek PZŁ coś zabił? wiem że są wymogi ogólne dla kół, że mają zabic tyle to to a tyle takich czy innych istot, ale czy poszczególny myśliwy moze powiedziec: ja chodzę po lesie tylko zeby zdejmować wnyki i dokramiać zwierzęta, a bron mam do ewentualnej obrony przed klusownikami?

  341.  

    Z tego co ja wiem , to członek Koła nie musi nawet mieć broni. Więc nie ma wymogu aby strzelał do zwierzyny. Myśliwstwo to część łowiectwa. A Koła, jak sama nazwa wskazuje, to Koła Łowieckie a nie Myśliwskie.

  342.  

    Nie, nie. Strzelać nikt niomu nie każe, ale presja jest duża. Tacy myśliwi są spychani na margines. Często śa przedmiotem kpin. Dalej pisać chyba nie muszę. Kwestai siły charakteru.

    Ale wracając do tego „obrazka”, który opisałem. Zgadzam się. Coś mi tu nie pasuje. Starałem się być obiektywny w ocenie tych ludzi. Było ich czterech. Trzech moim zdaniem już grubo po 50 a jeden ok. 30 lat. Nie widziałem w nich jakiejś ukrytej agresji czy też zlości że muszą to robić, że jest zimno a oni muszą „ten cholerny owies wywozić” bo nie bedą mieli do czego strzelać. Oni byli zadowoleni. Żartowali sobie. Miło się rozmawiało choć nie mówiłem że też poluję. Później się domyślili. Miałem wrażenie że to co robią sprawia im szczerą radość i satysfakcję. Wiedzieli, że sarny i dziki potem przychodzą i się pasą przy tym paśniku. Ja podobnie odczuwam dużą satysfakcję z dokarmiania. Czuję że to ma wymierny i realny sens. Ta zwierzyna tego teraz potrzebuje. Pani Gosia powie, ze to moje ukryte poczucie winy nakazuje mi „odkupić grzechy”. Być moze, ale w takim razie co powodowało moje działania kiedy jeszcze nie polowałem i również brałem udział w dokarmianiu ?

    Rzeczywiście jeśli zestawi się te dwa obrazy – „dobrzy myśliwi dokarmiający” i „zli myśliwi, po starzale których sarna w mękach ciagnie za sobą jelita” to coś tu nie gra. Jest w tym fałsz. Polega on na tym, że takich obrazków nie mozńa zestawiać. Taki strzał jak opisuje Pan Tomasz jest wypadkiem. Nikt nie strzela po to aby sarna, dzik etc powolnie zdychały w cierpieniu. Tego celowo nie robią nawet ci najgorsi zwyrodnialcy, a ja opisuje działania świadome nie będące dziełem przypadku. Nie przeczę. Widziałem na własne oczy takie strzały. To się zdarza. Zawsze jednak widziałem że „autor” takiego strzału jakoś to przeżywa. Różnie jednak ludzie w takich sytuacjach reagują. Niestety niektórzy nawet nerwowym śmiechem. Jestem jednak przekonany że gdzieś wewnątrz trawi ich poczucie winy za zadanie zbędnych cierpień drugiej istocie. Oczywiście „tej sarnie” nie przyniesie to już ulgi.

  343.  

    W Kole do którego należę rzadko wywiera się presję na myśliwych , aby odstrzeliwali zwierzynę. Są oczywiście plany, ustalone m.in. z Nadleśnictwem, które regulują liczbę zwierzyny do odstrzału. W takich przypadkach, kiedy zbliża się termin wykonania planu, czasami łowczy ponagla mysliwych do odstrzału, ale jest to raczej w formie koleżeńskiej. Na szczęście każdy rozumie że plan trzeba wykonać. Mamy natomiast kilku kolegów którzy, co prawda mają broń, ale ich udział w życiu Koła ogranicza sie tylko do polowania hubertowskiego czy wigilijnego oraz udziału w corocznym walnym zebraniu. I nikt do nich nie ma o to pretensji. Składki płacą, prace na rzecz Koła wykonują, a jak intensywnie polują to już jest ich prywatna sprawa.
    Jeżeli chodzi o dokarmianie. Jak pisałem wcześniej, przy tak łagodnych zimach, jakie były w latach ubiegłych, jestem przeciwnikiem. Natomiast wczoraj rozwoziłem karmę ze względu na dużą pokrywę śniegu i niską temperaturę. I mam satysfakcję kiedy dzisiaj rano widzę mnóstwo śladów saren i jeleni , które w tych dniach korzystają z wywożonej karmy. I w takim działaniu widzę sens. Dokarmiać, aby ulżyć zwierzynie w ciężkim zimowym czasie, utrzymać ją w dobrej kondycji, a w lecie czy w jesieni odstrzelić, sprzedać mięso, trofea, zapłacić za szkody, zjeść szynkę z dzika a nie kupioną w delikatesach. Dopóki Koła będą mieć korzyść ze zwierzyny, dopóty będą o nią dbać. Według mnie, ingerencja człowieka w naturalne środowisko posunęła się tak daleko ( ciągle rozbudowujące się miasta, wsie, drogi, lotniska, autostrady itd. ) że błędne jest twierdzenie że natura wyreguluje się sama. Może by sie wyregulowała gdyby jej corocznie nie zabierać i nie zmieniać setek tysięcy hektarów lasów, pól, łąk, bagien itd. Nie wiem czy najlepszym regulatorem jest polski model łowiectwa, ale wiem że odkąd śledzę tą dyskusję, nikt nie dał odpowiedzi na pytanie : jeżeli nie łowiectwo, to co ? Pozdrawiam.

  344.  

    „…błędne jest twierdzenie że natura wyreguluje się sama”
    A Panowie myśliwi są NATURĄ,wyższą instancją,bogiem, doskonałością i wiecie co zrobić? I wiecie panowie jak wyregulować?
    No przecież prowadzicie chaotyczną hodowlę w lasach.
    No już nie kręćmy się w kółko, prowadzicie hodowlę, zabijacie
    Panowie Dziki i Ernie humanitarnie(wierzę) ale reszta to bohaterowie „Polowaneczka”.Co więc zrobić?
    Dokarmiać „z czuciem”, albo nie dokarmiać, ale wyjść ze strzelbami z lasu.Bo to jest również MÓJ LAS.

  345.  

    Pani Gosiu,
    Napisałem wyraźnie : ” NIE WIEM, czy najlepszym regulatorem jest polski model łowiectwa, ale wiem że odkąd śledzę tą dyskusję, nikt nie dał odpowiedzi na pytanie : jeżeli nie łowiectwo, to co ?”. Więc nie uważam się za osobę wszystkowiedzącą czy wyższą instancję. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem że hodowla jest chaotyczna. Plany łowieckie są to plany wieloletnie. Określają ile docelowo, za kilka lub kilkanaście lat w danym łowisku powinno być zwierzyny. I nie ustalają tego myśliwi sami. Ustalają to wspólnie z Nadleśnictwami oraz Wojewodą jako właścicielami dzierżawionych terenów.
    I jeszcze jedno pytanie. Co pani powie rolnikom, kiedy zażądają od Pani odszkodowań za zniszczone uprawy, które wyrządzą zostawione w spokoju ( zgodnie z Pani propozycją ) np. dziki ? Że dziki też mają prawo do życia ? Że człowiek nie ma prawa zabijać zwierząt ? Poradzi im Pani żeby ogrodzili uprawy ? Może to i szlachetne podejście, ale skończy się tym że to rolnicy wezmą sprawy w swoje ręce i będą bronić swoich upraw w bardziej lub mniej legalny sposób. Czym to się skończy dla zwierzyny moąna sobie wyobrazić. Kiedy przychodzą po odszkodowania do Kół łowieckich, Koła te odszkodowania wypłacają, mając pieniądze z pozyskanych (zabitych) zwierząt. Wysokość odszkodowań ( często sporna ) to temat na odrębną dyskusję. Ale myślę że w 90 % przypadków udaje się osiągnąć porozumienie z rolnikiem. Wydaje mi się że łowiectwo „po polsku”, to naprawdę niezłe rozwiązanie, ale dopuszczam do siebie myśl że mogą być inne rozwiązania. Tylko jakie ?

  346.  

    No właśnie. Jak mogłoby to funkcjonować inaczej ? Gdzie na świecie jest inaczej i się to sprawdziło ?

    ps
    film avatar – to niestety wielka i płytka komercyjna produkcja, ale przy okazji, być może zupełnie przypadkiem poruszany w nim jest temat relacji ludzi do zwierząt. Przez moment dotyka też tematu ich zabijania przez człowieka. Ciekawy jestem czy państwo też się tego w tym filmie dopatrzycie – polecam

  347.  

    avatar szczególnie polecam Pani Gosi

  348.  

    Oglądałam i ze smutkiem i rozczarowaniem przeczytałam Pana
    recenzję. Nie zrozumiał Pan przesłania.Zaraz Pan napisze, że to ja nie…itd. Gdyby Pan zrozumiał oznaczałoby że nigdy Pan już
    nie strzeli w lesie do zwierzątka
    Proszę przeczytać kilka recenzji z tego filmu i o co w nim chodzi.

  349.  

    Skąd Pani wie, że nie zrozumiałem skoro nic na ten temat nie napisałem ? Jest taka scena kiedy bohater uczy się polować. Zabija szybko i z należytym szacunkiem. Ale jednak zabija. Został łowcą, ale żyje w zgodzie z naturą. To możliwe ?

    a propos dokarmiania – można popatrzeć i pocieszyć duszę i oko: mms://tv.eenet.ee/siga (link należy wkleić do przeglądarki)

  350.  

    Ta relacja społeczności Navy ze zwierzętami to ważny element tego filmu, to jedna z wypadkowych ich mądrości.
    Coś ma Pan problem ze zjawiskiem komercji.Komercyjny-przynoszący dochód, to nie zawsze jedyny powód tworzenia dzieła.Zarabiać pieniądze to nic złego, naprawdę.Pierwszy Pana post był właśnie w takim duchu, P.Matkowski śmiał zarobić pieniądze ze swojej pracy.
    Dobrze,dla Pana to film płytki, dla mnie głęboki.
    No to ja polecam Panu „Białą wstążkę” bardzo niekomercyjny
    film o tym co odpowiednimi metodami wychowawczymi można zrobić z psychiką człowieka.I stworzyć potwora.Ale to bez podtekstu.Tylko ku uwrażliwieniu Panów.Bo to bezdyskusyjnie bardzo głęboka rzecz.

  351.  

    Ja używam określenia „komercyjny” lub „niekomercyjny” w zależności od motywów jakimi wg mnie kierował się autor danego dzieła. Jeśli ktoś coś tworzy wyłącznie z chęci wzbogacenia się to wtedy jest to dla mnie „komercja”. Nic chwalebnego. I może chęć wzbogacania się nie jest dla Pani niczym złym to dla mnie nie jest ona cnotą. Pochodzi z chciwości i lezy obok egoizmu ludzkiego, a o tym tu wiele pisaliśmy. Zawodowo jestem mocno związany z finansami, pieniędzmi etc. i mam dużo dośiwadczeń i obserwacji poczynionych w tej materii. Niestety, żadko można doszukaiwać się w „komercyjnym” dziele wartości. Powód jest prozaiczny – największe pieniądze robi się na spelaniniu cielesnych i materialnych pragnień i oczekiwań ludzi a nie na ich duchowych potrzebach i to nie dlatego, że zarabianie na potrzebach duchowych jest niemoralne. Poprostu popyt jest zbyt mały…

  352.  

    przepraszam wszystkich – „żadko” oczywiście przez „rz” – dopiero jak po wysłaniu postu sam siebie czytam to moja polszczyzna „kłuje mnie w oczy”.

  353.  

    a co do wrażliwości to wiele scen mnie w tym filmie szczerze wzruszyło jednak co do „komercji” nie zmieniam zdania bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Bardzo łatwo, Pani Gosiu, gra się na ludzkich emocjach – trzeba tylko wiedzieć, w którą strunę uderzyć… a tacy fachowcy jak James Cameron wiedzą o tym najlepiej bo „zjedli na tym zęby”

  354.  

    Namawiam Pana Dziki dziku na NIE skupianiu się na ludziach, którzy chcą na nas zarobić, ale na tym co NIESIE ważnego
    dane dzieło (film, powieść, dokument, zdjęcie etc) stworzone przecież przez człowieka w pracy.
    Napisałam „zarabiać pieniądze to nic złego” i proszę zobaczyć jak Pan przeinaczył to zdanie! To właśnie ten rodzaj roztrzepania lub wywijania kozła trochę mnie wkurza.To nieuczciwe. O chciwości nie było mowy!.
    I znów pozornie nie na temat.Czytam właśnie „strategię antylop”.O masakrze Hutu na Tutsich.I nie pisałabym o tym na tym forum, gdyby nie przerażająca refleksja po przeczytaniu
    o historii Ruandy.Proszę sobie wyobrazić, że tym, w zgodzie
    żyjącym kiedyś plemionom, zaszczepiono TO co doprowadziło do holokaustu w Europie, rasizm, klasyfikację etniczną (ci lepsi ci gorsi) a byli nimi kolonizatorzy najpierw niemieccy a potem belgijscy!A początki tej tragedii opisał Michael Haeneke w „Białej Wstążce.Dlatego głównym winowajcą tamtych zbrodni
    jest Kościół.Nie zabijał, ale uklepywał pole. Tortury psychiczne,
    brak miłości, bicie, zimny wychów dzieci przyniosły plon.
    Reżyser pokazał kościół protestancki, ale do dziś zwolennicy karania dzieci to głównie wierzący.Paradoks,nieprawdaż?!
    Dlaczego o tym piszę na forum o myślistwie?
    Bo z powyższego wynika że jesteśmy w swej masie nieobliczalnymi, nieprzezornymi,manipulowalnymi istotami,które
    niszczą siebie i świat. Wierzycie Panowie Waszym władzom,macie na wszystko gotowe odpowiedzi (bez refleksji
    bez krytycyzmu kupujecie tę ideę. Jesteście jak śrubki w maszynie korporacyjnej.Ona już dawno nie ma głowy, ale rozpędzona działa.

  355.  

    Kiedy nie mogę doszukać się „treści w dziele” szukam przyczyn jego powstania. Chciałem przekazać, że poza wzruszeniem w kilku momentach nie wniósł on nic nowego w moje życie. Problem tam poruszany jest oczywisty, bradzo uniwersalny i okraszony atrakcyjnym anturażem. Odwieczna walka dobra ze złem. TO musi się dobrze sprzedać. Kazdy teraz może sobie przełożyć ten film jak chce odnosząc do różnych relacji: człowiek-człowiek, człowiek-zwierzę, bóg-człowiek etc.. I na tym polega sztuczka Camerona.

    Ja z kolei doradzam Pani większe skupienie się na ludziach. Łowiectwo, Kościół, które Pani atakuje tworzą ludzie. Są wśród nich ci dobrzy i ci źli. Pani ocenia te „instytucje” przez pryzmat zła pochodzącego od złych ludzi. Dlaczego nie chce Pani dostrzec tych dobrych rzeczy ? Dlaczego nie docenia Pani dobrych ludzi tam będących ? Czy to nie jest nieuczciwe wobec nich ? Pisze Pani, że złem jest dzielenie ludzi na lepszych i gorszych a przecież Pani sama to robi. Mam wrażenie, że Pani pierwsza stanęłaby na barykadzie – właśnie taka postawa prowadzi do wojen (i w tym filmie też była wojna, która przyniosła wiele cierpienia!). Każdy uważa, że prawda i dobro leży po jego stronie. Nikt nie chce ustąpić. I wtedy zaczyna się prawdziwe piekło. Tylko czy cel wart jest tylu ofiar ?

  356.  

    Przytoczyłam fakty historyczne Dziki dziku.
    Ale świat można opisać tak jak PiS i jak Dalajlama.To samo zjawisko ale szkła na nosie różne.

  357.  

    Chwilowo nie byłem obecny z powodu bycia porzuconym i picia wiśniówki. Powoli odzyskuje jednak czucie i zmysły. Pamiętam, że parę dni temu gdy byłem nietrzeźwy, czyli w odmiennym stanie świadomości dotarło do mnie z całą mocą, że w stu procentach zgadzam się z Dzikim dzikiem, że najgorsze to jednak jest rzeźnictwo. A dopiero potem myślistwo (ale zaraz potem, bardzo blisko)
    100 lat temu Niemcy w zoo trzymali aborygenów. Cały czas myślę ze strachem co o nas będą myśleć nasi potomkowie i za co będą nas potępiać. Na pewno za to co zrobiliśmy z lasami a Puszczy Białowieskiej nam nie wybaczą. Będą też się dziwić jak mogliśmy w ogóle zabijać zwierzęta albo nimi handlować.

  358.  

    A ja jestem obecny cały czas, śledzę polemikę Dziki_dzik kontra pani Gosia, dokarmiam zwierzęta w te śnieżne dni, zamówiłem książkę „Strategia antylop” i czekam na konkrety w temacie „jeśli nie łowiectwo, to co ?” Czy można w ogóle nie ingerować w świat zwierzyny, czy to naprawdę przyniesie jej korzyść ? Pozdrawiam.

  359. Tomasz Matkowski
     

    Rozmyślam:) wkrótce efekt:)

  360.  

    Ech, ja już chyba nawet straciłem chęć do polowania – koledzy mnie wyciągają a ja zawsze znajdę powód żeby nie pojechać. Szczere gratulacje ! Wygląda na to że jednego mniej, choć wiem, że beze mnie plan odstrzału i tak będzie wykonany.

  361. Tomasz Matkowski
     

    brawo:) warto było się wysilić i wysłuchiwać wyzwisk na forach, jeżeli jest taki efekt:) naprawdę sie ciesze, Panie Dziki Dziku.

  362.  

    Ja też gratuluję.Bardzo liczę na to że Pan więcej napisze.

  363.  

    Proszę bardzo:

    „Mięsiarze” w kole cieszą się razem z Państwem.

    pozdrawiam

  364.  

    Ja też chętnie bym pogratulował świadomej decyzji, tylko nie wiem , czy dotyczy ona zaprzestania polowań, czy zaprzestania spożywania mięsa. Bo jeżeli zdecydował się pan nie spożywać mięsa, to jest to krok w kierunku oszczędzenia kilku istot. Natomiast jeżeli w dalszym ciągu będzie pan spożywał mięso, trzeba będzie dla pana zabić parę różowych świnek w rzeźni. Najpierw porazić rądem. Potem oczywiście poderżnąć gardło. Jakoś nie czuję żeby te świnki były zadowolone z pańskiej decyzji. Pozdrawiam.

  365.  

    Nie, nie Panie Erni. Przecież nie chodzi o to, że jedzenie mięsa jest czymś złym. Złym jest bycie myśliwym. Tak więc mięso będę jadł dalej, skórzane buty będę kupował ale już nikt nie powie, że jestem psychopatycznym mordercą. No niech Pan powie. Po co nosić na sobie taki ciężar i ciągle komuś tłumaczyć, że nie jest się „wielbłądem”. Po co walczyć z „mięsiarzami” w kole i narażać się kłusownikom. Teraz do lasu będę chodził jedynie z lornetką i psem, z dubeltówką tylko na strzelnicę, a na grill’a świnkę ze sklepu będę wrzucał jak każdy przyzwoity NIE-MYŚLIWY.

    Już czuję się lepiej ! Dziękuję !

  366.  

    Jeżeli naprawdę postanawia Pan ,,nie zabijać lecz ochraniać wszelkie życie” to nie będzie miał Pan wątpliwości co robić i którą drogą pójść. Znamy się już dobrze i czuję, że zaczyna nas łączyć dobro zwierząt. Chciałbym, żeby jednak nie znikał Pan z tego forum. Pozdrawiam

  367.  

    Panie Dziki_dziku,
    zanim zje pan tą świnkę z grilla, kupioną w Supermarkecie, proszę zapoznać się z fragmentami wywiadu z panem Markiem Krydą, który znalazłem na stronie „stopcodex”
    Wybrane fragmenty :
    -”Chów przemysłowy zwierząt powinien być nazywany przemysłem, a nie rolnictwem. Podstawą rolnictwa jest działalność zgodna z naturalnymi cyklami – porami dnia i roku, cyklami płodności zwierząt, sezonowością określonych produktów. Hodowla przemysłowa natomiast jest zaprzeczeniem naturalności – w zamkniętych chlewniach czy kurnikach, gdzie światło świeci się nieustannie, zwierzęta nie wiedzą, czy to dzień czy noc, wiosna czy lato. Tutaj sztucznie się zapładnia zwierzęta, tu wszczepia się maciorom zarodki, ruję, a nawet porody wywołuje farmakologicznie. Tutaj zwierzę jest zdegradowane do funkcji trybiku w wielkiej maszynerii. I w imię czego to wszystko?”
    -”Najbardziej wymowny jest przykład Stanów Zjednoczonych. Każda nowa ferma przemysłowa w USA powoduje bankructwo dziesięciu rodzinnych gospodarstw hodowlanych, zastępując wyspecjalizowane stanowiska pracy rolników kilkoma miejscami pracy należącymi do najbardziej niebezpiecznych i najgorzej opłacanych.

    Typowa jest tu sytuacja Północnej Karoliny, stanu drugiego pod względem wielkości produkcji świń w USA. Dwadzieścia lat temu było tam 27 tys. rodzinnych gospodarstw hodujących trzodę. Obecnie nie pozostał już prawie nikt – zostali oni zastąpieni przez 2200 gigantów hodowlanych, z których 1600 jest w posiadaniu jednej korporacji ponadnarodowej: Smithfield Foods. W jej władaniu jest 75% całej produkcji trzody chlewnej w tym stanie. Skutkiem powstawania chlewni przemysłowych w stanie Iowa jest upadek 45 tys. niezależnych hodowców w ostatnich latach. Spośród pozostałych 10 tysięcy, aż połowa jest kontrolowana przez Smithfielda i kilka innych wielkich korporacji. W tym miejscu wypada przypomnieć, że szef Smithfielda, Joe Luter, zapowiedział dziennikowi „Washington Post”, że zmieni Polskę w „stan Iowa Europy” – wielkie świńskie zagłębie Starego Kontynentu.”
    -”Szczególnie groźne dla środowiska są fermy przemysłowego chowu świń, które magazynują gnojowicę w otwartych szambach – eufemistycznie zwanych lagunami – którą później wylewa się na użytki rolne. Miliony ton odchodów wytwarzanych przez te „fabryki mięsa” zatruło wody gruntowe 34 stanów amerykańskich; w samym stanie Iowa 30% ujęć wody nie nadaje się już do użytku. Chodzi tu o szczególnie niebezpieczne związki azotu, które powodują zgony noworodków i niedorozwój umysłowy u dzieci. Choroby o charakterze epidemii z tego źródła dotychczas spowodowały choroby i śmierć tysięcy Amerykanów. Na przykład w 1993 r. połowa ludności miasta Milwaukee, liczącego 800 tys. mieszkańców, zachorowała wskutek skażenia wody pitnej przez pobliską hodowlę przemysłową, a liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 114 osób. Chów przemysłowy wpłynął znacznie na pogorszenie warunków życia na obszarach wiejskich. Odór trudny do wytrzymania unosi się nad olbrzymim obszarem spryskanych pól oraz nad „lagunami”. Gnojowica emituje blisko 400 gazów. Aerozol trującego amoniaku unosi się znad obszarów intensywnego chowu świń, aby później ulec skropleniu i zmieszać się z azotem znajdującym się już w jeziorach i potokach. Wysypiska są przeładowane martwymi świniami, a ciężarówki wywożą padlinę do zakładów, które zajmują się produkcją z niej paszy dla świń pozostałych przy życiu.”
    -Fermy przemysłowe przychodzą do Polski, ponieważ w ich własnej ojczyźnie niemal nikt już ich nie chce i tacy inwestorzy szukają miejsc, gdzie będą mogli wejść ze swoim cuchnącym biznesem. Nie powinniśmy się dać ogłupić. Mieliśmy już w „Gazecie Wyborczej” laurki, jak to amerykańskie hodowle świń są nieodłączną częścią polskiego rolnictwa. Myślę, że już najwyższy czas wiedzieć, co jest czarne, a co jest białe, a fakty mogą porażać.”
    -Pamiętajmy, że grozi nam, iż wkrótce będziemy mieli sytuację taką, jak w USA, gdzie dochodzi do zatruć pokarmowych na ogromną skalę na skutek spożycia skażonego mięsa z wielkich ferm kontrolowanych przez największych producentów mięsa. Obecnie często napromieniowuje się tam mięso, aby uniknąć zatruć bakteryjnych. W Stanach Zjednoczonych wciąż słyszy się apele różnych organizacji, aby nie jeść niedogotowanych parówek albo mięsa mielonego, bo tam są śmiertelnie niebezpieczne bakterie. Szczególnie narażone są dzieci. Kilka lat temu przyjechał do Polski znany amerykański ekolog Tom Garrett z autorką słynnej w USA książki „Rzeźnia”, Gail Eisnitz, która opisuje, jak funkcjonują szaleńczo przyspieszone linie ubojowe gigantów mięsnych. Podczas pracy takiej linii nie ma praktycznie żadnej możliwości usuwania odchodów, które podczas rozbioru mięsa znalazły się na tuszy zwierzęcej w wyniku pośpiechu czy błędu pracownika, który już nie może nadążyć z rozcinaniem danej sztuki, a często nawet nie zdąży porządnie naostrzyć noża. Zdarza się, że takich linii ubojowych nie zwalnia się nawet w przypadku zranienia pracownika – po prostu koszty takiej przerwy w pracy są tam ważniejsze niż zdrowie człowieka.”
    -”Dochodzenie w sprawie „odświeżania” wędlin w niesławnym Constarze, który też należy do Smithfield Foods ciągnie się już rok – a byłoby dobrze, gdyby konsumenci wyrobów mięsnych z tego zakładu dowiedzieli się, czy ryzykują utratą zdrowia. Dzięki tej aferze być może wreszcie dotrze do świadomości ogółu, jak bardzo niebezpieczne może okazać się wpuszczanie do kraju takich ponadnarodowych gigantów, którzy nie zamierzają się liczyć z nikim i z niczym.”
    -”Wielkie koncerny zajmujące się tuczem trzody chlewnej blisko współpracują z koncernami biotechnologicznymi, ponieważ podstawą żywienia w takich fermach jest soja genetycznie modyfikowana. W przypadku Polski, soja GMO sprowadzana jest z Argentyny. Polska od dłuższego czasu sprowadza rocznie 1,5 mln ton śruty pochodzącej z soi genetycznie modyfikowanej. Pasza z soją GMO stosowana jest przede wszystkim w wielkich fermach tuczu świń, gdyż przyśpiesza ona przyrost wagi ciała zwierząt. Jednak śruta sojowa GMO jest niebezpieczna dla środowiska. Jeżeli w paszy trafi się ziarno w całości i takie zostanie wydalone przez świnie, trafiając do środowiska, to może wyrosnąć z niej transgeniczna roślina i skazić środowisko. Nadto notuje się olbrzymią ilość szkodliwych związków azotu w odchodach świń karmionych paszą wysokobiałkową. Azot, w formie amoniaku, obok siarkowodoru rozprzestrzenia się wokół wielkich ferm i okolicznym mieszkańcom przychodzi żyć niemal w piekle trujących gazów.”
    -”Zakłady Mięsne Sokołów, będące w posiadaniu inwestora fińskiego i duńskiej firmy Danish Crown – największego eksportera wieprzowiny na świecie, od kilku lat prowadzą program kontraktów z polskimi rolnikami. „Sokołów” zabezpiecza kredyt, dostarcza prosięta, a obowiązkiem rolnika jest dostarczenie odchowanych świń do tej firmy. W ramach kontraktu rolnicy nie mają prawa hodować własnych świń i używać własnej paszy – mają obowiązek stosować paszę amerykańskiego koncernu Cargill – światowego lidera w produkcji paszy modyfikowanej genetycznie.”

    Są to tylko fragmenty artykułu. Jeżeli po jego przeczytaniu, ma pan jeszcze ochotę na świnkę z grilla, to życzę smacznego. Ja idę na polowanie. Wybór należy do Pana. Pozdrawiam.

  368.  

    Panie Erni,

    Doszedłem do wniosku, że nasza dyskusja na tym forum jest jałowa. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na nasze fundamentalne pytania: Jeśli nie Łowiectwo to co ? Czym gorsze jest Łowiectwo od rzeźni ? Czy możliwe jest dzisiaj życie ludzi bez zabijania zwierząt ? Brak prób formułowania odpowiedzi dowodzi po raz kolejny, że to forum jest walką dla samej walki, sztuką dla sztuki. My – myśliwi, niezależnie od tego co myślimy, jak postępujemy zabijając zwierzęta i w jakim celu to robimy – dla wielu innych ludzi zawsze pozostaniemy bandytami. Tak już będzie i z tym trzeba się pogodzić ponieważ nie mamy prawa zmieniać poglądów innych ludzi. Możemy tylko próbować w dyskusji udowadniać swoje racje. Jedak dobrze jest aby obydwie strony przedstawiały merytorycznie istotne argumenty, aby starały się być możliwie obiektywne w ocenie adwersarza. Aby w dyskusji odrzucić emocje. My zawsze będziemy w gorszej pozycji ponieważ to my pociągamy za spust. To wielu ludziom kojarzy się jednozancznie negatywnie i oczywiście mają do tych skojarzeń prawo. Nie powinni jednak nas szufladkować oceniając nasze postępowanie tylko przez ten pryzmat.
    Na zakończenie pozowliłem sobie na pewną prowokację. Chciałem sprawdzić czym naprawdę kieruje się Pan Tomasz, Pani Gosia i Pan Jacek. Napisałem, że ja przestaję polować, ALE NAPISAŁEM RÓWNIEŻ, ŻE „beze mnie plan odstrzału i tak będzie wykonany”, że „Mięsiarze” w kole cieszą się razem z Państwem”, że „na grill’a świnkę ze sklepu będę wrzucał jak każdy przyzwoity NIE-MYŚLIWY”. Czyli, że w „palącym problemie” zmiana nie nastąpi lub nastąpi zmiana na gorsze.
    I co ? Wielkie rozczarowanie. Spodziewałem się nagany a tu Pani Gosia, Pan Tomek i Pan Jacek odtrąbili swój sukces !!! JEDNEGO MNIEJ. Bitwa wygrana, ale wojna przegrana. Jeżeli tacy ludzie jak ja i Pan Panie Erni zrezygnujemy, ustąpimy, wycofamy się, to zwolnimy miejsce dla tych, których tam nie powinno być. Jest ich wielu i już czekają w kolejce. Bez takich jak my sytuacje, które opisał Pan Tomek w „Polowaneczku” będą nagminne. Dlatego niech Pan się nie obawia. Ja nie odejdę ponieważ dla mnie, podobnie jak dla Pana, ważne jest to kto i jak obchodzi się ze zwierzętami w lesie. Kto i jak zadaje im śmierć. Mniej ważne dla nas jest to, kto i co o nas mówi. Trzeba mieć tylko świadomość, że wrogów mamy wewnątrz naszych kół łowieckich i na zewnątrz, w otoczeniu. Trwajmy tam dopóki, dopóty ktoś nie wpadnie na genialny pomysł jak można całkowicie wyeliminować zabijanie zwierząt z życia ludzi, a do tego czasu, mimo wszystko, starajmy się sprawiać Zwierzętom (i sobie) jak najmniej cierpień.

    Życzę wytrwałości i silnej woli.

    Darz Bór !

  369. troll karolek
     

    a może by tak ani świnki, ani dzika?

  370.  

    Dziki_dziku napisałem: ,,jeżeli naprawdę postanawia pan nie zabijać lecz ochraniać wszelkie życie” itd…

    A Pan pisze: ,,Trwajmy tam dopóki, dopóty ktoś nie wpadnie na genialny pomysł jak można całkowicie wyeliminować zabijanie zwierząt z życia ludzi”

    A ja sobie myśle: zabijajmy się nawzajem, gwałćmy, wywołujmy wojny, dopóki ktoś nie wpadnie na genialny pomysł jak tego nie robić.
    Jedyne genialne rozwiązanie to zacząć od siebie.

  371.  

    Do troll karolek,
    gdybym był krową albo owieczką z dzwonkiem na szyi , pewnie by to była kusząca propozycja, a Pan proponuje zachowania sprzeczne z naturą człowieka.

    Do dziki_dzik,
    cieszę się że pozostał pan przy łowiectwie. Po prostu szkoda by było aby odchodzili ludzie którzy zastanawiają się nad swoim działaniem i dostrzegają także swoje ( nasze -myśliwych ) błędy. A co najważniejsze nie boją się do nich przyznać. Pozdrawiam.

  372.  

    Do panów myśliwych: gdybyście mieszkali w Kanadzie to myślę, że wasza troska o dobro zwierząt przejawiałaby się w zaangażowaniu w polowania na foki za pomocą super pałki, takiej która zabija za pierwszym razem. Bo gdyby nie Wy to na wasze miejsce przyszedłby ,,mięsiarz” a on nie zabijałby już tak humanitarnie, bo np. dopiero za trzecim albo piątym uderzeniem.

  373.  

    Jeśli nie łowiectwo, to co? Jak to jest z miejscami ścisłej ochrony – nie wolno tam zabijać, ale również – niestety – nie wolno dokarmiać, no i wówczas nie ma na co polować, bo przyroda reguluje to sama. Zwierzęta nie potrzebują naszego dokarmiania. Czy to jest okrutne? bo nie dbam o zwierzątka i zimy nie przetrwają? Jedne przetrwają, inne – słabsze – pewnie nie, ale ludzie powinni sobie uświadomić, że nie w ich gestii jest „regulowanie”. Przestańcie karmić (zwłaszcza karmą, która wzmaga rozród) – wtedy zobaczymy, co się stanie i będzie się można zastanowić co dalej.

  374.  

    proszę powiedzieć Panie Dziki Dziku, ile ton żywności rocznie Pański obwód wwozi do lasu? jeśliby tego zaprzestać, pewnie bór (już dawno „borów” nie mamy) by nie darzył, Panie Dziki Dziku, karmienie zwierząt nie jest dbaniem o nie – odkąd zwierzęta są karmione?, przez tysiąclecia karmione nie były i miały się całkiem dobrze. Czy jesteśmy w stanie wyeliminować zabijanie zwierząt? Nie ma co myśleć aż tak daleko, natomiast można je mocno ograniczyć. Że jeśliby nie zabijać zwierząt one by nas zjadły??? No, ale nas nie zjadły, a ludzie polowali, żeby mieć co jeść (nie mieli alternatyw – obecnie mamy ich mnóstwo) – myśliwy nie jest konieczny w łańcuchu pokarmowym. Bardzo mało jesteśmy atrakcyjni smakowo dla zwierząt, wolą coś innego – chyba, że nie miałyby wyboru (jeśli nie zabije się im zwierząt, bo się „reguluje” – będą miały co jeść) Zwierzęta polują, żeby nie umrzeć z głodu, to nie one są krwiożercze – jak często używa się tej zbitki pojęciowej – „krwiożerczy jak zwierzę”, przeciętnie jedno polowanie na dziesięć kończy się sukcesem i giną tylko osobniki schorowane i słabe, niegłodny drapieżnik nie ruszy pupy, żeby „zabijać”. Jeszcze jedno a propos regulacji: trzeba zabijać, bo nie ma drapieżników, które, jako jedyne, naprawdę regulują, ale czemu nie ma drapieżników? Myśliwy nie jest niezbędny w ekosystemie, to nie jest współgranie z ekosystemem, że jest rozregulowany – znaczy, że można ten proces pogłębiać? Jeśli chodzi o regulację prawną – właśnie owi „mięsiarze” mogą robić, co robią – bo jest to legalne, więc dlaczego ci ludzie należą do Koła? ktoś chyba wydaje im pozwolenia?

  375.  

    Panie Jacku,
    natura tak mnie ( nas ? ) stworzyła, że mam apetyt na mięso, potrzebuje go mój organizm. Czyż nie najzdrowszym, pozyskanym najbardziej zgodnie z naturą jest mięso z upolowanej, żyjącej dziko zwierzyny ? Ktoś powie : można kupić w sklepie ! Ale ja nie chcę wyrobu mięsopodobnego, chcę mięsa. Pozyskuję go zabijając zwierzynę bronią , która jest skuteczna i ma również za zadanie ograniczyć do minimum cierpienie zwierząt ( np. grzybkująca amunicja powodująca szybkie wykrwawienie i uszkodzenie maksymalnej ilości narządów zwierzyny ). Poluję zgodnie z obowiązującymi przepisami, które mają za zadanie chronić zwierzynę w czasie rozrodu oraz chronić gatunki zagrożone. Co mam zrobić żeby pan był zadowolony ? Tylko proszę nie proponować rozwiązań wbrew naturze, czyli np. nie jeść mięsa.

  376.  

    No i teraz dotarło do mnie dlaczego nie dogadamy się na tym poziomie. Pan mnie pyta co ma zrobić abym był zadowolony a ja wolałbym żeby Pan zapytał: ,,co mam zrobić żeby zwierzę było zadowolone?” Po prostu spoglądamy w różne strony: ja w stronę najsłabszego, tego któremu flaki wypływają i kończy mu się świat a pan w stronę wyższej filozofii a tak naprawdę w swoją własną stronę.
    Widział Pan kiedys mięso, które powstało bez tragedii i okropnego cierpienia? Może ta ilość cierpienia które wyzwala się w momencie zabijania nie dociera do Pana? Może przez filtry ,,wyższej filozofii” współodczuwa Pan w sposób niepełny? To znaczy Pan myśli, że jest Pan wrażliwy, czujący i szlachetny, ale to dlatego, że przycina wszystko do swojego poziomu (każdy tak robi)

    I jeszcze jedno: niedobrze mi się robi jak wypowiadacie słowa: ,,natura” i ,,ograniczyć cierpienie”

  377.  

    Panie Jacku,
    nie dogadamy się, choć znamy odpowiedź. Żeby zwierzę było zadowolone, trzeba prawdopodobnie przestać go zabijać ( czy to prądem czy ze sztucera ). A co za tym idzie, trzeba przestać żywić się mięsem. Tylko sam pan wie że dzisiaj to niemożliwe. Nie zaproponuje pan 6 miliardom ludzi ( z małymi wyjątkami ) żeby przestali spożywać mięso. Może za 100 lat w Orwellowskim świecie, ludzie z syntetycznymi mózgami będą spożywać syntetyczne mięso i będą zadowoleni. Ale na razie to niemożliwe.
    Nie dogadamy się, bo nie powie pan otwarcie : ludzie nie powinni zabijać zwierząt. Żadnych zwierząt. Ale tego pan nie powie, bo łatwiej jest zaatakować grupę myśliwych, niż 95 % społeczeństwa , które spożywając mięso przyczynia sie do smierci zwierząt.
    Ps. Starałem sie nie używać słów po których robi sie panu niedobrze.

  378.  

    Właśnie otwarcie to mówię od początku: ludzie nie powinni zabijać żadnych zwierząt. 99,9% zabójstw nie opłaca się. Może czasem są ekstremalne przypadki gdzie trzeba zabić jednego by uratować dwóch, albo własne życie. A życie człowieka uważam za ważniejsze bo nasza śmierć pociąga cierpienie rodziny. Ale zabić jednego aby nikogo nie ratować a tylko dostarczyć podniebieniu rozkoszy, a nawet nie spróbować ograniczyć mięsa, to już nadużycie. Kilka lat odwyku (z głową) i zapominamy o mięsie. Pasek skórzany to tez nadużycie, z butami trudniej, ale nikt nie powie, że się nie da wymyślić zamiennika. Po prostu zaczynając od siebie poruszamy o milimetr wielką z pozoru nieruchomą machinę. Leonardo da Vinci mówił że ,,przyjdzie czas gdy ludzie będą patrzeć na zabijanie zwierząt tak jak dziś patrzą na zabijanie ludzi”. Dieta wegetariańska ,,zagraża” ludzkości bo produkcja mięsna jest nieekologiczna i nieekonomiczna. Tym samym nakładem przy produkcji roślinnej wyprodukowałoby się żywności tyle, że zniknął by głód na świecie. (Choć głód tez jest regulatorem naszej populacji) Co do rzeźni jesteśmy zgodni. Ja idę jednak dalej.

  379.  

    „Kilka lat odwyku (z głową) i zapominamy o mięsie” – no właśnie to , panie Jacku, nie jest takie oczywiste. Zapominamy o mięsie, ale z jakim skutkiem dla człowieka ? Tego nikt nie wie. Zresztą poruszaliśmy ten wątek tutaj, szkoda się powtarzać. Zdecydowana większość ludzi spożywa mięso i będzie go jeszcze długo spożywać. Jeżeli chcemy coś zmienić, to raczej powinniśmy pójść w stronę zmiany (zaostrzenia) przepisów dotyczących traktowania i zabijania zwierząt oraz radykalnego przestrzegania tych przepisów.

  380.  

    Nie twierdzę, że przejście na wegetarianizm jest proste i przyjemne. Ale jeżeli naprawdę chodzi Panu o utrzymanie zdrowia to akurat jedzenie czy niejedzenie mięsa nie jest takie ważne.

  381.  

    „Świat nie jest dobry ani zły.To od naszego umysłu zależy jakim
    go widzimy,ale też co czynimy.To my kreujemy ten świat.
    I od nas zależy CZY UCZYNIMY GO DOBRYM CZY ZŁYM” -fragment wypowiedzi pewnego mądrego człowieka w rozmowie
    z dziennikarzem w tok fm.
    I tu jest zawarta idea P.Matkowskiego: żyć uważnie, zmniejszać cierpienie jak się da i gdzie się da. Każdy z osobna,
    rozglądać się wokół i pod nogi, jeść tyle ile moje ciało i duch potrzebuje.I odróżnić potrzebę od kompulsji.
    I uczyć się nieustannie tego co współczesny świat niesie, nie
    pleść bzdur, że „ja wiem i taki jest świat”.

  382. Tomasz Matkowski
     

    Dzień dobry po przerwie,
    Trochę chorowałem, ale forum śledzę. Zastanawiam się nad pytaniem postawionym chyba przez Pana Erni: jak nie polowaneczko to co?
    Rzeczywiście moje polowaneczko jest książką dekonstruktywną, burzy pewne mity, i można by powiedzieć: no to teraz pora na drugą część pt. jak nie polowaneczko to co zamiast?
    Oczywiście ta druga część mogłaby brzmieć po prostu: jak nie polowaneczko to nic.
    Ale spróbujmy jednak. Weźmy na przykład te słynne dziki, które wyrządzają szkody rolnikom. Dzik, jak i cała zwierzyna wolno żyjąca – sarny, jelenie, lisy, zające, daniele oraz wszelkie ptactwo – jest własnością Państwa Polskiego. Jeżeli taki dzik wejdzie na prywatny teren rolnika, to nadal jest własnością państwa. Rolnik nie ma prawa go zabić, nawet gdyby sam dysponował bronią. Oczywiście istnieje tu ryzyko, o którym ktoś tu wspomniał, że rolnicy wezmą sprawy w swoje ręce, czyli, jak rozumiem, zaczną zastawiać pułapki na dziki, dźgać je widłami i stosować tego typu odrażające metody.
    Prawdę mówiąc jednak rolnik nie ma interesu w tym żeby dźgać widłami dzika, albowiem za szkody wyrządzone przez dzika powinien dostać odszkodowanie. Tylko że teraz zaczyna się coś dziwnego. Właścicielem dzika jest państwo, i to ono powinno płacić za szkody.
    Co tu robią myśliwi? Z jakiej racji płacą odszkodowania za nie swoje dziki?
    Jeszcze kilkanaście lat temu za szkody płaciło państwo, co było logiczne. Ale sejm przerzucił ten obowiązek na myśliwych. Dlaczego? Ponieważ myśliwi odstrzeliwują państwowe – a więc nie swoje – dziki. Mają z nich korzyść i dlatego niech płacą.
    Rozwiązanie nasuwa się samo: państwo powinno przywrócić przepis sprzed kilkunastu lat. Dla budżetu państwa to nie jest duży wydatek. No i przede wszystkim byłoby to zgodne z logiką prawa: za szkody wyrządzone przez zwierzę płaci jego właściciel. Jeżeli mój pies kogoś ugryzie, to ja będę odpowiadał, a nie związek kynologiczny czy sklep z karmą dla psów.
    Idźmy dalej tym tropem. Automatycznie myśliwi straciliby kluczowy argument że „muszą” odstrzeliwać dziki w obronie rolników. To już nie byłaby sprawa myśliwych.
    Dalej: Państwo powinno zadbać, przez swoje służby leśne, o wysypywanie karmy w pasach zaporowych żeby dziki odciągnąć od pól. W ten sposób zmniejsza się kwoty odszkodowań, i państwo powinno to robić.
    Dochodzimy do czegoś, co zresztą już w polowaneczku postulowałem: należy przerzucić prerogatywy myśliwych na zawodowych leśników.
    W ten sposób, jeżeli nawet zaistniałaby smutna konieczność odstrzału, wykonaliby to ludzie, dla których byłoby to służbowym obowiązkiem. W ten sposób uniknęlibyśmy całego aspektu hobbystycznego. Z całym szacunkiem dla umiejętności strzeleckich wielu myśliwych, rzesza polujących jest rzeszą hobbystów-amatorów. Mają inne zawody, i nie powinni zajmować się gospodarowaniem zwierzyną, która w dodatku do nich nie należy. Tak a propos, to zachwalane przez myśliwych „ekologiczne” mięso z dzika które z takim apetytem konsumują, jest przecież mięsem zwierzęcia, które należy do państwa polskiego. A więc bardziej do czterdziestu milionów obywateli niż do stu tysięcy zrzeszonych w PZŁ.
    Hmmm, tak to powinno wyglądać, gdyby trzymać się prawa własności, rozsądku oraz logiki.
    Aha, a propos prawa własności: szczytem bezprawia jest przepis, który zezwala myśliwym, a więc prywatnym ludziom zrzeszonym w pozarządowej organizacji PZŁ, wchodzić na prywatne tereny i polować tam bez zgody a nawet wbrew woli właściciela terenu. Krótko mówiąc: myśliwy zabija cudze zwierzę na cudzym terenie. I nie widzi w tym nic absurdalnego.
    Tak, wiem co odpowiedzą myśliwi na całe to rozumowanie: państwo nie ma takiego aparatu jakim dysponuje PZŁ – stu tysięcy ludzi, uzbrojonych, wyszkolonych, którzy aż przebierają nogami z ochoty do zajmowania się zwierzyną. Ale to nie jest argument. Po pierwsze konieczność masowych odstrzałów i zabijania co roku setek tysięcy zwierząt jest mocno przesadzona przez samych myśliwych. Po drugie – to już byłoby zmartwienie administracji państwowej.

  383.  

    Panie Tomaszu, przeczytałem pana wypowiedź i nie wiem czy się śmiać czy płakać. Po prostu nie wiem czy to ma być żart czy prowokacja ? Nie wiem. I jeszcze niepotrzebnie wspomina pan coś o logicznym myśleniu. No, ale żeby nie być gołosłownym, przejdźmy do faktów.
    Cyt. „Jeszcze kilkanaście lat temu za szkody płaciło państwo, co było logiczne. Ale sejm przerzucił ten obowiązek na myśliwych. Dlaczego? Ponieważ myśliwi odstrzeliwują państwowe – a więc nie swoje – dziki. Mają z nich korzyść i dlatego niech płacą.” – Panie Tomaszu, Sejm nie przerzucił ot tak sobie obowiązku płacenia szkód przez myśliwych, bo na to myśliwi by się nie zgodzili, tylko umówił się z PZŁ że szkody łowieckie wypłacać będą Koła łowieckie, a Skarb Państwa wydzierżawi myśliwym obwody. To było logiczne. Od tej pory Skarb Państwa nie musiał płacić za szkody, a myśliwi tak prowadzili gospodarkę łowiecką, że mogli zdobyć pieniądze ( sprzedaż tusz, polowan dewizowych ) na swoją działalność oraz na pokrycie tych szkód. Skarb Państwa przestał płacić ! I to nie ważne że kilka czy kilkanaści milionów, ale zawsze coś. To było logiczne posunięcie.
    Cyt. „No i przede wszystkim byłoby to zgodne z logiką prawa: za szkody wyrządzone przez zwierzę płaci jego właściciel. Jeżeli mój pies kogoś ugryzie, to ja będę odpowiadał, a nie związek kynologiczny czy sklep z karmą dla psów.” – ale wystarczy aby pan spisał ze sklepem kynologicznym umowę, że za szkody wyrządzone przez pana psa odpowiada związek kynologiczny i jest pan zwolniony ze świadczenia odszkodowań. Oczywiście związek kynologiczny to nie frajerzy którzy podpisaliby taką umowe bez korzyści dla siebie. Myśliwi zobowiązali się do płacenia szkód za konkretne przywileje, m.in. za mozliwośc polowania na wydzierżawionych terenach. I to jest zgodne z logiką prawa.
    Cyt. „Państwo powinno zadbać, przez swoje służby leśne, o wysypywanie karmy w pasach zaporowych żeby dziki odciągnąć od pól. W ten sposób zmniejsza się kwoty odszkodowań, i państwo powinno to robić.” – co to takiego są „swoje służby leśne” ? Bo chyba nie chodzi panu o pracowników Lasów Państwowych ? Państwowe Gospodarstwo Leśne to jednostka na własnym rozrachunku, i na pewno nie dokarmiałaby zwierzyny za darmo. Byłby to kolejny wydatek dla Skarbu Państwa. I jeszcze jedno – to dokarmianie na pasach zaporowych już jest w porządku ? Do niedawna uważał pan że zwierzyny nie należy dokarmiać.
    Cyt. „Dochodzimy do czegoś, co zresztą już w polowaneczku postulowałem: należy przerzucić prerogatywy myśliwych na zawodowych leśników”. – Kolejny banał. Leśnicy mają tak dużo wolnego czasu ( szczególnie teraz gdy ktoś wpadł na pomysł leśnictw jednoosobowych ) że na pewno bardzo się ucieszą z dodatkowej roboty. Myśliwy hobbysta szedł do lasu wtedy kiedy chciał, mógł się „bawić w selekcję” bo miał na to czas. Zawodowy leśnik obciążony dodatkowo pozyskaniem zwierzyny pójdzie w sobote rano, odstrzeli pięć sztuk bo nie będzie miał czasu i ochoty zajmować się selekcją.
    Cyt. „Z całym szacunkiem dla umiejętności strzeleckich wielu myśliwych, rzesza polujących jest rzeszą hobbystów-amatorów.” – no właśnie, kto lepiej wykona odstrzał ? Mysliwy który poluje bo chce, czy przymuszony do strzelania (często nie mający zacięcia w tym kierunku ) leśnik ? Z niewolnika nie ma pracownika.
    Cyt. „Tak a propos, to zachwalane przez myśliwych „ekologiczne” mięso z dzika które z takim apetytem konsumują, jest przecież mięsem zwierzęcia, które należy do państwa polskiego. A więc bardziej do czterdziestu milionów obywateli niż do stu tysięcy zrzeszonych w PZŁ.” – nie należy do państwa polskiego tylko do Skarbu Państwa ( a to różnica ), i tylko do momentu kiedy mysliwy za to mięso zapłaci. Kiedy zapłaci, należy do niego. A pieniądze ze sprzedaży trafiaja do kasy Koła, które z kolei wypłacają odszkodowania za szkody łowieckie, odciążają budżet Państwa, a więc odciążają te czterdzieści milionów obywateli którzy poprzez Skarb Państwa musieliby składać się na odszkodowanie dla rolnika. I to jest panie Tomaszu logiczne ! A nie bzdury jakie pan wypisuje !
    Cyt. „Aha, a propos prawa własności: szczytem bezprawia jest przepis, który zezwala myśliwym, a więc prywatnym ludziom zrzeszonym w pozarządowej organizacji PZŁ, wchodzić na prywatne tereny i polować tam bez zgody a nawet wbrew woli właściciela terenu.” – przyznaję sprawa dyskusyjna. Ja to widzę tak : jeżeli rolnik nie chce aby polowac na jego polu może nie powinno wypłacać mu się ewentualnych odszkodowań za szkody łowieckie.
    Życzę szybkiego powrotu do pełni zdrowia .

  384.  

    I jeszcze cos ciekawego na temat polowań na gruntach prywatnych , znalezione na stronie http://www.bankier.pl.
    „W sprawie kolizji prawa do ziemi oraz prawa do polowania wypowiadał się już m.in. w 2003 roku minister środowiska (po zasygnalizowaniu problemu przez Rzecznika Praw Obywatelskich). Jego zdaniem ustawa o łowiectwie nie odnosi się tylko i wyłącznie do polowań, ale do gospodarki łowieckiej jako całokształtu działań ekologicznych powiązanych z gospodarką rolną, leśną i rybacką (art. 1 Prawo łowieckie). W związku z tym państwo polskie wykonuje obowiązek dbałości o środowisko naturalne poprzez Polski Związek Łowiecki i zrzeszone w nim koła. W praktyce oznacza to, że musi zagwarantować im również warunki do prowadzenia polowań. Nie ogranicza ona również w znacznym stopniu prawa do rozporządzania rzeczą, w tym przypadku ziemią, gdyż umożliwia pobieranie z niej pożytków, nie ogranicza prawa do swobodnego rozporządzania rzeczą. Nakłada tylko obowiązki wynikające z posiadania gruntu i celów społeczno-gospodarczych. Zdaniem ministra uzyskanie zgody właścicieli nieruchomości na wejście na ich teren jest nierealne z uwagi na fakt, ze w skład jednego obwodu łowieckiego wchodzi kilkaset, a nawet kilka tysięcy gospodarstw rolnych. W związku z otrzymaną odpowiedzią Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił nie wnosić do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności ustawy Prawo łowieckie z Konstytucją.”

  385. Tomasz Matkowski
     

    A ja dawno nie czytałem takiego steku bredni.
    „ale wystarczy aby pan spisał ze sklepem kynologicznym umowę, że za szkody wyrządzone przez pana psa odpowiada związek kynologiczny i jest pan zwolniony ze świadczenia odszkodowań.” – wystarczy? Co też pan sobie uroił? Na tej zasadzie każdy mógłby sobie tworzyć prawo dla siebie. Ja spiszę z kolegami umowę, że zapolujemy na pana terytorium, a pan nie będzie miał nic do gadania? Czy pan się dobrze czuje?

    Sejm umówił się z PZŁ… ha, ha. Wcale się nie dziwię. W sejmie na sześciu posłów jest jeden myśliwy. W społeczeństwie jeden przypada na prawie 400 obywateli. I pan to podaje jako przykład logicznej umowy… posłowie wyczyniają różne dziwne kombinacje żeby załatwić swoje interesy. Czy wie pan na przykład, ze poseł może bezkarnie łamać przepisy o ruchu drogowym, powodując tym zagrożenie życia i zdrowia obywateli, i nic mu za to nie można zrobić, bo posłowie uchwalili sobie taki przepis. Na jakim świecie pan żyje?

    „Państwowe Gospodarstwo Leśne to jednostka na własnym rozrachunku, i na pewno nie dokarmiałaby zwierzyny za darmo. Byłby to kolejny wydatek dla Skarbu Państwa” cóż za obłudna troska o publiczną kasę. Na pewno bezinteresowna…

    „I jeszcze jedno – to dokarmianie na pasach zaporowych już jest w porządku ? Do niedawna uważał pan że zwierzyny nie należy dokarmiać.”
    Pasy zaporowe nie służą do dokarmiania, tylko do odciągania od pól o czym pan jako myśliwy powinien wiedzieć. Jest tam oczywiście karma ale celem nie jest tuczenie i hodowanie dzików. Nigdzie nie napisałem, że jestem przeciwko pasom zaporowym.

    „Zawodowy leśnik obciążony dodatkowo pozyskaniem zwierzyny pójdzie w sobotę rano, odstrzeli pięć sztuk bo nie będzie miał czasu i ochoty zajmować się selekcją.” – skąd pan wie? Będzie się musiał wytłumaczyć co odstrzelił. Będzie zawodowcem a nie hobbystą trofeistą, więc raczej nie będzie strzelał kozła medalowego a potem na rynku wtórnym kupował parostków selekta, żeby je przedstawić jako dowód, tak jak to nagminnie robią myśliwi.

    „a więc odciążają te czterdzieści milionów obywateli którzy poprzez Skarb Państwa musieliby składać się na odszkodowanie dla rolnika.” – nikt was nie prosił o odciążanie skarbu państwa. Gdzie konie kują tam żaba nogę podstawia.

    „jeżeli rolnik nie chce aby polować na jego polu może nie powinno wypłacać mu się ewentualnych odszkodowań za szkody łowieckie.” Super propozycja. Mały szantażyk. Zresztą nielogiczny bo jak pan dobrze wie na polach rolników strzela się zwierzynę, która żadnych upraw nie niszczy, np. kuropatwy. Gdyby pan widział (zresztą na pewno pan widział) furię rolnika, który z rodziną pracuje na polu a pakują mu się tam myśliwi w pogoni za kuropatwami, to by pan takich bzdur nie pisał.

    Reasumując pański post to konglomerat (czyli zlepek) pokrętnych pseudoargumentów kogoś kto za wszelką cenę chce udowodnić że ma rację, a jednocześnie dobrze wie, bo nie może pan tego nie wiedzieć (no chyba że… nie, nie chcę być nieuprzejmy) że tej racji w żadnym punkcie nie ma.
    Pozdrawiam też i też życzę powrotu do zdrowia

  386.  

    Panie Erni, a jeżeli znalazłoby się rozwiązanie -,,jeżeli nie myśliwstwo to co?” -wpadłby pan w rozpacz? Sądząc z tendencyjności argumentowania odnoszę wrażenie, że tak. Właśnie o tym jest ,,Polowaneczko” -o chorym ZAMIŁOWANIU do polowań.

  387. Tomasz Matkowski
     

    Aha, i jeszcze o tym subtelnym rozróżnieniu, które Pan wprowadził. Ma pan zupełną rację, panie Erni: zwierzyna faktycznie nie jest własnością państwa, tylko skarbu państwa. Ale czy to coś zmienia? Państwo jest od tego, żeby zarządzało skarbem państwa w imieniu nas wszystkich, a nie w imieniu myśliwych – nawet jeżeli w sejmie stanowią oni potężną grupę, o wiele większą niżby to wynikało z rozrzutu statystycznego.
    Jeżeli jakiś budynek należy do skarbu państwa, to należy do nas wszystkich nie w tym sensie że każdy może przyjść i wyrwać sobie jedną cegłę i zabrać do domu, tylko w tym, że państwo nie może go sprzedać ani wydzierżawić jakiejś grupce kombinatorów.
    Wyobraźmy sobie, że w sejmie większość stanowią entuzjaści zabawy w miniaturowe kolejki dla dzieci. To wcale nie jest nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę infantylizm i poziom intelektualny wielu posłów. I ta silna grupa w sejmie przegłosowuje ustawę prywatyzacyjną, mocą której Polskie Koleje Państwowe przechodzą na własność (bądź w dzierżawę) ich dzieci. I że odtąd ich dzieci, które też są zapaleńcami zabawy w miniaturowe kolejki, będą prowadziły, wraz z tatusiami, prawdziwe pociągi, zarządzały ruchem itp. A to ci będzie ubaw! Będą otrąbywać każdy pociąg na stacji, poprzebierają się w uniformy kolejarzy, będą machać chorągiewkami, przestawiać semafory! Oczywiście tylko w weekend, bo w tygodniu chodzą do szkoły. To nic, w tygodniu pociągi nie będą jeździły. Co tam.
    Czy moja metafora do pana przemówiła?
    pozdrawiam

  388.  

    1) Podpisuje pan umowę ze sklepem kynologicznym w której zastrzega pan ,że za szkody wyrządzone przez zakupionego w tym sklepie psa, odpowiada sklep. Są tu dwa podmioty umowy : pan i sklep. Jeżeli sklep się zgodzi na taki warunek , umowa obowiązuje. W przypadku gdy chce pan podpisać umowę z kolegami na polowanie na moim terenie , dochodzi trzeci podmiot umowy, czyli ja. Jeżeli się nie zgodzę , umowa nie obowiązuje. Dostrzega pan subtelną różnicę ?
    2) Ma pan rację, posłowie popełniają wiele głupstw, ale akurat Ustawa o Prawie Łowieckim wyszła im zdecydowanie dobrze. Nie mamy się czego wstydzić. Proszę sobie choćby porównać z obowiązującym prawem łowieckim na Ukrainie, Rumunii czy nawet w Niemczech.
    3) Państwowe Gospodarstwo Leśne to jednostka na własnym rozrachunku – tak , to prawda, a pan zarzuca mi obłudną troskę o budżet państwa. W takim razie proszę napisać jasno : czy są dla pana ważne pieniądze państwowe , czy nie ? Jeżeli nie , internauci będą wiedzieli z kim mają do czynienia. Jeżeli tak, to po co te zarzuty ?
    4) Cyt. : „Pasy zaporowe nie służą do dokarmiania, tylko do odciągania od pól o czym pan jako myśliwy powinien wiedzieć.” – a czym pan te dziki odciąga od pól ? Burakami i kukurydzą, czy stawia im pan telewizor żeby mogły oglądać np. Ligę Mistrzów ?
    5) Cyt. ” Będzie się musiał wytłumaczyć co odstrzelił” – przed kim ? Przed kolegą ze skupu ? Strzeli pięć kóz, szóstą dla siebie albo skupowego i wszystko będzie grało. Na papierze. W jakim panświecie żyje ? A co z lesnikami którzy nie poluja ? Zmusi ich pan do strzelania ?
    6) „a więc odciążają te czterdzieści milionów obywateli którzy poprzez Skarb Państwa musieliby składać się na odszkodowanie dla rolnika – nikt was nie prosił o odciążanie skarbu państwa.” – ale to działa, prosił, nie prosił, budżet Państwa nie musi płacić szkód. Już pytałem, czy pieniądze państwowe nic dla pana nie są warte ?
    7) Cyt. : Mały szantażyk. Zresztą nielogiczny bo jak pan dobrze wie na polach rolników strzela się zwierzynę, która żadnych upraw nie niszczy, np. kuropatwy.” – a to ciekawe, w naszym Kole strzela się dużo dzików z ambon postawionych przy polach z kukurydzą, owsem , pszenicą, również przy łąkach na których dziki lubią buchtować. Co ciekawe, na postawienie ambon nalegają sami rolnicy. Może to pana zdziwić, bo sam pan napisał : „Prawdę mówiąc jednak rolnik nie ma interesu w tym żeby dźgać widłami dzika, albowiem za szkody wyrządzone przez dzika powinien dostać odszkodowanie.” Nie widziałem rolników skaczących ze szczęścia na widok zniszczonych upraw, ale widziałem płaczących.
    8 ) Cyt. „Reasumując pański post to konglomerat (czyli zlepek) pokrętnych pseudoargumentów kogoś kto za wszelką cenę chce udowodnić że ma rację, a jednocześnie dobrze wie, bo nie może pan tego nie wiedzieć (no chyba że… nie, nie chcę być nieuprzejmy) że tej racji w żadnym punkcie nie ma” – mam troche pokory wobec siebie dlatego pozostawiam to bez komentarza.

  389.  

    Panie Jacku,
    gdyby znalazło się rozwiązanie :” jeśli nie łowiectwo, to co ” i jesli działałoby równie dobrze jak obecne prawo łowieckie, na pewno nie popadłbym w rozpacz. Moje zaangażowanie w tą dyskusję jest nieproporcjonalnie wysokie do mojego zaangażowania w łowiectwo. W roku strzelam może 2 – 3 dziki, koziołka parę bażantów i tyle. Bywają miesiące kiedy nie wychodzę w teren ze strzelba a tylko z lornetką. I żyję. Natomiast ciężko zgodzić mi się z formą książki pana Matkowskiego , jej treścią czy tez poglądami na temat łowiectwa. Dlatego tu zaglądam i piszę Pozdrawiam.

  390. Tomasz Matkowski
     

    Dialog głuchych, tak to chyba można nazwać, panie Erni.

    I znów dostarczył mi pan pracy, bo muszę to wszystko odkręcać i rozplątywać co Pan zaplątał.

    „Podpisuje pan umowę ze sklepem kynologicznym w której zastrzega pan, że za szkody wyrządzone przez zakupionego w tym sklepie psa, odpowiada sklep.”

    Nie proszę pana. Odpowiedzialności za pogryzienie przez psa, a więc za uszkodzenie ciała, która jest w pewnych przypadkach odpowiedzialnością karną (nie dopilnowanie psa, spowodowanie zagrożenia, nieumyślne spowodowanie śmierci na przykład dziecka które pogryzł mój pies bo nie miał kagańca) nie da się przerzucić na podmiot trzeci. Właściciel sklepu z karmą dla psów nie pójdzie za mnie odsiedzieć wyroku pozbawienia wolności, nawet gdybyśmy w tej sprawie zawarli pięćdziesiąt umów i złożyli pięćdziesiąt podpisów. Co najwyżej może za taki „genialny” pomysł wylądować w sąsiedniej celi.

    „W takim razie proszę napisać jasno : czy są dla pana ważne pieniądze państwowe, czy nie?”

    Czy dla mnie ważne są pieniądze państwowe? Mniej niż cierpienie zwierząt. Pieniądze to tylko pieniądze. Wiem, że dla myśliwego kasa to podstawa, a zwierzęta to są tylko takie przedmioty, jakieś kawałki mięsa biegające na czterech łapkach, rodzaj żywych tarcz do zabawy.

    „internauci będą wiedzieli z kim mają do czynienia”??? Nie bardzo rozumiem, o co tu chodzi. Z kim do czynienia? Z wrogiem państwa? Czy pan chce dołączyć do tych myśliwych, którzy na forach myśliwskich pytają retorycznie: „na czyje zlecenie pan działa, panie Matkowski? Dlaczego chce pan osłabić tężyznę narodu polskiego?!”
    Mam nadzieję że nie, bo jakoś tam do tej pory pana szanuję.

    „A czym pan te dziki odciąga od pól ? Burakami i kukurydzą, czy stawia im pan telewizor żeby mogły oglądać np. Ligę Mistrzów?” – bardzo zabawne. Ale przecież wczoraj wyraźnie napisałem – że karmą, tylko że celem pasów nie jest tuczenie dzików i ich nadprodukcja. Kolejny dialog głuchych.

    „Będzie się musiał wytłumaczyć co odstrzelił – przed kim ? Przed kolegą ze skupu ? Strzeli pięć kóz, szóstą dla siebie albo skupowego i wszystko będzie grało. Na papierze. W jakim pan świecie żyje? A co z leśnikami, którzy nie polują? Zmusi ich pan do strzelania?”

    Nie mam zamiaru nikogo zmuszać. Napisałem wyraźnie, czego pan nie zauważył albo udaje że nie zauważył, że uważam konieczność odstrzałów za mocno przesadzoną przez samych myśliwych. Była mowa o dzikach i wspomniałem o ewentualności odstrzału w jakiejś skrajnej sytuacji. W żadnym wypadku nie postuluję aby leśnicy przedzierzgnęli się w myśliwych i zajęli ich miejsce. Myślistwo należy zlikwidować i zastąpić przez państwową, opartą na naukowych zasadach gospodarkę. W takiej gospodarce nie ma miejsca na strzelanie do zwierząt ani dla zabawy, ani dla trofeum, ani dla mięsa. A nie słyszałem jakoś żeby sarny czy zające tratowały czy pożerały plony ciężkiej pracy rolnika. A może chce mi pan wmówić, że dzikie ptactwo zaatakuje ludzkość, tak jak to pokazał Alfred Hitchcock w swoim filmie „Ptaki” i że trzeba je w związku z tym wystrzelać? Muszę pana rozczarować, taki argument to pudło, wizja Hitchcocka jest czystą fikcją artystyczną. nic nam nie grozi ze strony ptaków. Niech pan śpi spokojnie.

    „Nie widziałem rolników skaczących ze szczęścia na widok zniszczonych upraw, ale widziałem płaczących”. He, he, bo może wiedzą, że wydarcie odszkodowania od myśliwych będzie drogą przez mękę?

    „W roku strzelam może 2 – 3 dziki, koziołka parę bażantów i tyle. Bywają miesiące kiedy nie wychodzę w teren ze strzelbą a tylko z lornetką. I żyję. Natomiast ciężko zgodzić mi się z formą książki pana Matkowskiego, jej treścią czy też poglądami na temat łowiectwa.”

    Bardzo szanuję to, że nie jest pan mięsiarzem Panie Erni, i że pański udział w zabijaniu zwierząt jest znikomy. I cieszyłbym się gdyby inni myśliwi brali z pana przykład. Dobrze pan jednak wie, jak to wygląda w większości wypadków. I że Polowaneczko, niestety, jest oparte na faktach. Na faktach masowych i powszechnych.
    Pozdrawiam

  391.  

    Panie Tomaszu,
    gdybym kupił psa i miał gwarancję na piśmie ze sklepu kynologicznego, że jest to wyjątkowo łagodna rasa i że w przypadku pogryzienia obcego człowieka sklep ponosi koszty odszkodowania – ja bym nie zapłacił, pan jeżeli chce, niech płaci.
    Cyt. : „Wiem, że dla myśliwego kasa to podstawa” – no to niewiele pan wie, albo nie wszystko. Ja jestem myśliwym ale wolałbym zdrowie niż pieniądze. A tak na marginesie , czy przestanie pan używać wszechobecnych uogólnień ? To naprawdę nie jest w porządku. A pana ksiązka, wywiady , pisane posty aż roją się od takowych sformułowań. Dopiero kiedy spotkałem się z pana poglądami, dowiedziałem się o sobie różnych rzeczy. Na przykład to że jako myśliwy jestem pijakiem, zadaję się z kobietami lekkich obyczajów, używam wulgaryzmów, , podmieniam trofea do wyceny i najciekawsze : poluję na niedźwiedzie !
    Cyt. : „internauci będą wiedzieli z kim mają do czynienia”? – przyznaję to niefortunne stwierdzenie z mojej strony. Chodziło mi o to że jeżeli możemy coś robić bez kosztów, z takim samym efektem, to wydawanie pieniędzy jest marnotrawstwem.
    Cyt. :” Ale przecież wczoraj wyraźnie napisałem – że karmą, tylko że celem pasów nie jest tuczenie dzików i ich nadprodukcja.” – ale dalej musi pan wysypać tyle karmy żeby dzik mógł się najeść, jeżeli będzie głodny, będzie szukał pożywienia na polach.
    Cyt. „Myślistwo należy zlikwidować i zastąpić przez państwową, opartą na naukowych zasadach gospodarkę.” – no własnie, to stwierdzenie chyba jest w tym wszystkim najistotniejsze. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli, jeżeli pan może, proszę wyjasnic , co ma pan na myśli. Zapytam w punktach aby było przejrzyście :
    1 ) Czy chodzi o rozwiązanie Kół Łowieckich ? Przypuszczam, że tak.
    2) Kto będzie szacował szkody i wypłacał odszkodowania ?
    3) Jeżeli ma powstać służba zajmująca się gospodarką łowiecką , skąd wziąść odpowiednich fachowców ?
    4) Dopuszcza pan możliwość odstrzału w skrajnych przypadkach, skąd pewność że za 10 lat „skrajnych przypadków” nie będzie 90 % ?
    5) Czy dopuszcza pan odstrzał innych gatunków, oprócz dzików, np. saren czy jeleni ?
    6) Jakie ma pan zarzuty wobec obecnie obowiązujących zasad gospodarowania zwierzyną ?
    Pozdrawiam.

  392. Tomasz Matkowski
     

    Bardzo ciekawe i trafne pytania. postaram się na nie odpowiedziec jutro, na ile będę umiał. Nie twierdzę, że znajdę receptę na wszystsko ot tak, to jest temat ocean i na razie można co najwyżej wyznaczyć jakieś podstawowe kierunki, w praktyce może się okazać wiele nieprzewidzianych rzeczy, jak pan słusznie zauważył.
    aha, i oczywiście uogólnienia są tylko uogólnieniami, panie Erni, mam wtedy na myśli że wielu, że dużo, bo rzeczywiście widzialem dużo, ale jeżeli wskaże mi pan miejsce w którym napisałem że WSZYSCY myśliwi korzystają z usług kobiet lekkich obyczajów czy też nadużywają alkoholu, to gotów jestem bić się w piersi. Ale takiego miejsca Pan nie znajdzie:)

  393. Tomasz Matkowski
     

    Do Pani Gosi i Pana Jacka,
    zgadzam się z państwem w zupełności, że ludzie nie powinni jeść mięsa. Jest to moją osobistą porażką, nad którą bardzo boleję, że nie potrafię przestawić się na wegetarianizm. oczywiście unikam mięsa, jem go niewiele, ale za każdym razem kiedy próbuję przez dłuższy czas nie jeść mięsa wcale, bardzo źle się czuję. być może w moim wieku jest już za późno na takie przestawienie organizmu. znam wielu wegetarian i oni są zdrowi i świetnie się czują, ale przestawili się na dietę wegetariańską w młodym wieku. moze więc należy po prostu dążyć do tego żeby młode pokolenie ograniczało spożycie mięsa bądź się go wyrzekło? byłoby to wspaniałe.
    pozdrawiam serdecznie

  394. Tomasz Matkowski
     

    „gdybym kupił psa i miał gwarancję na piśmie ze sklepu kynologicznego, że jest to wyjątkowo łagodna rasa i że w przypadku pogryzienia obcego człowieka sklep ponosi koszty odszkodowania – ja bym nie zapłacił, pan jeżeli chce, niech płaci.”
    Gdyby pański pies zagryzł dziecko to mógłby pan długo wymachiwać tą umową policjantom i sędziom przed nosem, i tak by pana przymknęli:)

    „Wiem, że dla myśliwego kasa to podstawa” – no tak, ma pan rację, to słowo „myśliwy” aczkolwiek użyte w liczbie pojedynczej jest pewnym uogólnieniem. Kajam się. Zresztą spotkałem wielu myśliwych którzy nie dbają o pieniądze.

    „poluję na niedźwiedzie!”
    Napisałem że pan poluje na niedźwiedzie? Wiem, do czego pan pije. Jest takie miejsce w polowaneczku gdzie opisuję barbarzyńskie metody mordowania niedźwiedzi. Chodzi o niedźwiedzie w Rosji. Jeżdżą tam zapaleni myśliwi z całej Europy, również z Polski. W Rosji poluje się też na głuszce. Palikot i Komorowski jeżdżą wspólnie na głuszce do Rosji, o czym może pan przeczytać szczegółową relację na blogu posła Palikota.
    Zapewniam, że nie miałem na myśli Pana jeśli chodzi o te niedźwiedzie. Kiedy pisałem Polowaneczko, nawet nie wiedziałem o pana istnieniu:)

    1 ) Czy chodzi o rozwiązanie Kół Łowieckich ? Przypuszczam, że tak.
    Dobrze pan przypuszcza. Tak, zlikwidowałbym PZŁ, koła łowieckie, myślistwo. Odebrałbym myśliwym broń, chyba że chcieliby uprawiać sportowe strzelanie do rzutków (ale do rzutków na strzelnicy, a nie do żywych bażantów wyciąganych z woliery i podrzucanych w górę zza krzaka pod strzał zagranicznych myśliwych – co też widziałem wielokrotnie. Czyni się to w szczytnym celu podreperowania budżetu koła). Oczywiście nie wszyscy myśliwi tak robią:)

    2) Kto będzie szacował szkody i wypłacał odszkodowania ?
    oczywiście służby państwowe. Urzędnicy państwowi.

    3) Jeżeli ma powstać służba zajmująca się gospodarką łowiecką, skąd wziąć odpowiednich fachowców?
    Do każdej działalności potrzebni są fachowcy i państwo kształci młode kadry pod kątem ich przydatności w rozmaitych służbach. Mogą to być na przykład absolwenci wyższej szkoły rolniczej.
    Można też utworzyć specjalne ośrodki kształcenia. (to wszystko jest zadanie na lata, wiem, wiem, ale trzeba już teraz o tym myśleć, wytyczać drogi, przełamywać bariery myślowe, opory i przyzwyczajenia).
    4) Dopuszcza pan możliwość odstrzału w skrajnych przypadkach, skąd pewność że za 10 lat „skrajnych przypadków” nie będzie 90 % ?
    W zasadzie dopuszczam odstrzał sztuk ciężko chorych, takich które się męczą, którym larwy wychodzą z nosa i które długo nie pożyją. Jest to rodzaj eutanazji. (przy okazji: jestem zdecydowanym zwolennikiem legalizacji eutanazji ludzi nieuleczalnie chorych w fazie terminalnej na ich wyraźnie życzenie, tak jak to się dzieje w Holandii i Danii).
    Co do odstrzału pod hasłem „tępimy szkodniki” – jest to naprawdę ostateczność. Rząd Australii wydał zezwolenie na odstrzał pięciu milionów kangurów, bo niszczyły uprawy. Dokonano tej rzezi, mordując również kangurzyce z małymi noszonymi w torbie na brzuchu. Uważam to za barbarzyństwo. Należało znaleźć jakieś inne wyjście.
    Słynna jest historia, również australijska, pięciu królików które przywieźli tam osadnicy na statku z Europy, i które tak się rozpleniły, że po pewnym czasie były ich dziesiątki milionów, i rzeczywiście niszczyły uprawy. Pierwszym pomysłem było przegrodzenie całej części kontynentu siatką, żeby je odseparować od rejonów uprawnych. Okazało się to nieskuteczne – króliki umiały sforsować siatkę. Wreszcie poradzono sobie w chytry i zarazem dość łajdacki sposób: wszczepiono grupie królików myksomatozę, nieuleczalną i bardzo zaraźliwa chorobę i wypuszczono je na wolność. Po pewnym czasie wszystkie króliki w Australii wymarły. Śmiercią dość okrutną.
    Jak pan widzi nie jestem naiwny i nie twierdzę, że w przyrodzie wszystko jest cacy. Przeciwnie, uważam ze przyroda jest czymś kompletnie absurdalnym. Ale nasza w nią ingerencja musi być jednak bardzo ostrożna.
    Nadrzędnym celem powinno być: zadajemy jak najmniej cierpień. Nie możemy wszczepiać dzikom śmiertelnych chorób, bo to spowodowałoby ich śmierć w męczarniach.
    Jestem pewien, że przy współczesnym stanie wiedzy naukowcy są w stanie opracować środki antykoncepcyjne dla wszystkich rodzajów zwierząt wolno żyjących. Na pewno można też opracować metody podawania tych środków, rozkładania ich. Szczerze mówiąc kompletnie nie rozumiem dlaczego ten pomysł pana tak rozśmiesza. Czy może uważa pan, że antykoncepcja to coś zarezerwowanego tylko dla ludzi? A może w ogóle jest pan przeciwnikiem antykoncepcji, również u ludzi?
    Jeżeli mamy regulować populację, to nie przy pomocy amunicji, tylko środkami naukowymi i mniej brutalnymi. Trzeba dążyć do wypracowania takich metod. Powinni się tym zająć naukowcy z prawdziwego zdarzenia, a nie „naukowcy” od podręczników trofeistyki.

    5) Czy dopuszcza pan odstrzał innych gatunków, oprócz dzików, np. saren czy jeleni?
    Nie. (z wyjątkiem, jak już wspomniałem, zwierząt ciężko chorych). Zwierzyna wolno żyjąca nie powinna być traktowana jako zbiornik tkanki mięsnej.
    Oczywiście to samo zastrzeżenie powinno dotyczyć rzeźni. Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie i dochodzę do wniosku że jedyną szansą dla zwierząt rzeźnych jest wynalezienie metody produkcji tkanki mięsnej bez hodowania całego zwierzęcia. Z tego co wiem jest wiele eksperymentów w tym kierunku i mam nadzieję że kiedyś takie „sztuczne mięso” zastąpi ciało naszych braci zwierząt, które dzisiaj zjadamy.
    Nawiasem mówiąc kiedy spojrzeć wstecz to widać, że było jeszcze gorzej, bo jadaliśmy nie tylko inne gatunki, ale też naszych bliźnich. Są dość sensowne hipotezy naukowców, że nasi przodkowie po prostu pozjadali innych hominidów – neandertalczyków, australopiteków, i dlatego te odłamy naszego gatunku nie przetrwały do czasów dzisiejszych.

    Skoro potrafiliśmy wycofać się z jedzenia osobników tego samego gatunku, to może uda nam się zrezygnować z konsumpcji innych gatunków.

    6) Jakie ma pan zarzuty wobec obecnie obowiązujących zasad gospodarowania zwierzyną ?
    Hmmm o tym chyba już napisałem we wszystkich poprzednich postach. Krótko: że zajmują się tym hobbyści, że zwierzyna jest traktowana jako przedmiot.
    Żeby Pana pocieszyć, chociaż moim zdaniem nie ma to nic do rzeczy, powiem że polski model łowiectwa jest o wiele mniej barbarzyński niż niemiecki nie mówiąc już o włoskim, który woła o pomstę do nieba. Dlaczego włoscy myśliwi tak jeżdżą po świecie? Bo u siebie już wszystko wystrzelali. Pamiętam jak kiedyś oprowadzałem ich po parku Łazienkowskim i zobaczyli wiewiórki, i wywiązała się żywa dyskusja, jedni twierdzili że mięso wiewiórki jest smaczne, inni – że takie sobie.
    pozdrawiam

  395.  

    Moje niejedzenie mięsa to droga, która jest długą krzywą linią opadającą aż do zera (choć zero absolutne jeszcze przede mną,pisałam o tym).To ewolucja, Panie Tomaszu, proszę źle o sobie nie myśleć. Choć bywa i tak jak w przypadku córki mojego
    znajomego,która podczas studiów wybrała się do rzeźni…
    Może tak jak młodzież z Europy odwiedza miejsca kaźni Żydów
    warto by było zobaczyć TOCOŚSTRASZNEGOCOROBIMYZWIERZĘTOM.
    Ja czytam od zawsze i wiem że jestem obdarzona dużą wyobraźnią, ale czytam w ciepłym domku i żebym zanurzyła się po uszy w tym co czytałam w Pana i Pana Kruczyńskiego
    książce nie POCZUJĘ tego co Panowie, widzący na własne oczy
    TOCOŚSTRASZNEGO

    ps.wegetarianizm może być nudny i smutny jak wszystko w co
    nie wkłada się serca a i pracy.

  396.  
  397. Tomasz Matkowski
     

    Pani Gosiu, dziękuję za słowa wsparcia, będę jeszcze próbował. Może każdy powinien obowiązkowo odwiedzić rzeźnię? Może powinno się tam prowadzić wycieczki dzieci ze szkół?
    Panie Jacku, zdjęcia straszliwe, a swoją drogą dobrze, że ten temat zafunkcjonował w NG. W ogóle czuję że rodzi się w bólach jakiś zalążek świadomości, że zwierzęta to nie są przedmioty.
    Zastanawiam się czemu Pan Erni zniknął nagle z naszego forum. Zadał mi kilka pytań i spróbowałem na nie odpowiedzieć. Panie Erni, co się z Panem dzieje? Mam nadzieję, że nic ze zdrowiem, bo już Pana jakoś zaakceptowaliśmy i źle Panu nie życzymy.
    Czy może:
    1. zabrakło Panu argumentów i postanowił Pan nie odpowiadać.
    2. zaakceptował Pan moje argumenty i przestał Pan polować, niczym święty Hubert, który, o czym myśliwi nie wiedzą, był zagorzałym przeciwnikiem polowań odkąd ujrzał we wieńcu byka płonący krzyż.
    3. szykuje Pan długą i drobiazgową polemikę
    4. Inne przyczyny
    pozdrawiam wszystkich

  398.  

    Pan Dziki_dzik tez zniknął. Czy może dlatego by:
    -tym znikneniem swoim dać nam do myślenia.
    -okrzyk Darz Bór lepiej się niósł w pozostawionej po sobie ciszy?
    Dziki dziku dawaj tu z powrotem!

  399.  

    To co dotychczas przeczytałem na temat łowiectwa-[mówię tutaj o wypowiedziach antymyśliwych czy raczej psychodelicznych wegetarianach,zielonych i pseudoanimalsach] nie ma absolutnie żadnego związku z łowiectwem a wynika to z niezaprzeczalnej niewiedzy tego zagadnienia.Pani Gosiu-moja wielka prośba-niech zajmie się pani bardziej sensownym zajęciem i nie wypowiada się na temat o którym to nie ma Pani zielonego rożowego ani też niebieskiego pojęcia.Myślę ze bardziej mogła by się Pani zając zagadnieniem typu-”Ludzie jedzcie gówno-miliony much nie mogą się mylic!!! lub podobnymi zielonowegaanimami-bo reszta to panią przerasta! Proponuję wizytę u specjalisty-może weterynarz?

  400.  

    Witam po krótkiej przerwie. Cieszę się, że pan mnie pamięta panie Tomaszu i zapewniam, że również źle panu nie życzę i nigdy nie życzyłem. Zresztą nikomu na tym forum bez względu na jego poglądy. A teraz do rzeczy.
    Panie Tomaszu, dziękuję za odpowiedzi na pytania. Osobiście nie wierzę w powodzenie tych zmian. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na to, że ludzie nie porzucą spożywania mięsa z dnia na dzień. Nie nastąpi to ani za rok, ani za pięć ani za dwadzieścia lat. Nie wiadomo nawet czy kiedykolwiek to nastąpi. Ale gdyby rozważyć czysto teoretycznie, że w wyniku zmian w rządzie trafia nam się minister czy premier, zagorzały przeciwnik polowań i na pana petycje ( podpisaną przez przeciwników polowań) odgórną ustawą rozwiązuje Koła Łowieckie i zakazuje wszelkich polowań, co by się działo dalej? Prawdopodobnie, ci, którzy spożywali do tej pory dziczyznę przerzuciliby się na mięso ze sklepów. Nie mieliby wyjścia. Myśliwi byliby wściekli ( to jeszcze najmniej istotna rzecz), producenci wyrobów mięsnych zachwyceni, dla zwierząt byłoby wszystko jedno. Nie ginęłyby na polach i w lesie, więcej ginęłoby ich w rzeźniach. Jak w piosence: „ bilans musi wyjść na zero”. A chyba nie chodzi o to żeby zmieniać, tylko żeby zmienić. I to na lepsze dla zwierząt, a nie na gorsze. A na lepsze zmieni się tylko, gdy ludzie przestaną jeść mięso, w co jak napisałem wcześniej nie wierzę.
    Jeżeli chodzi o odpowiedzi na moje pytania ( piszę w punktach, żeby było bardziej przejrzyście):
    1) Likwidacja PZŁ, a co za tym idzie Kół Łowieckich, oznacza rozwiązanie organizacji, która przez dziesiątki lat współzarządzała łowiectwem w Polsce i robiła to dobrze! Jednym z najważniejszych celów działalności PZŁ jest zachowanie w dobrej kondycji bioróżnorodności gatunków dla przyszłych pokoleń. Żaden z gatunków łownych nie został wytępiony przez myśliwych. Wręcz przeciwnie, PZŁ był np. jednym z uczestników przywracania przyrodzie polskiej żubra. Natomiast zmniejszenie liczebności niektórych gatunków, niekiedy bardzo poważne (głuszec, cietrzew) to efekt działalności człowieka, ale nie myśliwego. To człowiek karczuje puszcze i lasy pod nowe osiedla i drogi. To człowiek zrzuca szczepionki przeciw wściekliźnie (lisy), ograniczając naturalne czynniki ( choroby), które zapobiegały nadmiernemu wzrostowi tego gatunku, który z kolei zagraża zwierzynie drobnej. Można PZŁ nie lubić, ale ze swojej roli wywiązuje się dobrze.
    2) Szkody rolnicze. To oczywiście koszty. Do tej pory szkody szacowali myśliwi, Koła płaciły. Proponuje pan obciążenie tym budżetu państwa, nie patrząc na koszty. Jeżeli, jak pan kiedyś zauważył, pieniądze nie są najważniejsze, to można by się z tym zgodzić. Tylko po co płacić za coś co można zrobić za darmo?
    3) Obawiam się, że po latach doświadczeń, ci wyszkoleni pracownicy musieliby robić to samo, co obecni myśliwi, a więc redukować populację poprzez odstrzał a dodatkowo walczyć ze skutkami eksperymentów medycznych na poszczególnych gatunkach, o których poniżej.
    4) No i tu chyba dochodzimy do rzeczy, która wzbudza najwięcej emocji. Ani pan, ani ja , ani chyba nikt z zainteresowanych nie jest w stanie przewidzieć co się stanie jeżeli z dnia na dzień przestaniemy polować, to znaczy sztucznie regulować liczebność poszczególnych gatunków. Przeciwnicy polowań pewnie stwierdzą że nic się nie stanie, myśliwi że będzie katastrofa, jak będzie naprawdę nikt nie wie. I to jest wielki minus pana propozycji. Do tego zaklada pan (jednak ! ) ingerencję poprzez rozprowadzanie środków antykoncepcyjnych, ale na razie sam pan nie wie jakich ! Nie wiadomo jak wpłyną one na poszczególne gatunki i czy za kilkanaści lat nie okaże się że jednak uczeni pomylili się , doprowadzając do wyginięcia jakiegos gatunku lub nadmiernego rozmnożenia własnie poprzez stosowanie czy eksperymentowanie ze środkami farmakologicznymi.
    5) Cyt. „Zwierzyna wolno żyjąca nie powinna być traktowana jako zbiornik tkanki mięsnej” – a ja uważam że jeżeli musimy korzystać z mięsa ( a jak już pisałem ludzie jeszcze długo będą spożywać mięso ), to lepiej żeby robili to korzystając z mięsa zwierząt dziko żyjących, niż tych z rzeźni ( upewniły mnie w tym naprawdę smutne zdjęcia World Press Photo ). Właściwie dobrze by było aby tylko z takiego mięsa korzystali. Ja przynajmniej chciałbym spożywać tylko mięso ze zwierząt przeze mnie upolowanych, o których wiedziałbym jak zginęły.
    6) Nie widzę nic złego w tym że łowiectwem zajmują się hobbyści, wręcz przeciwnie.Natomiast oczywiście zwierzę nie powinno być traktowane jak przedmiot. A jeżeli dostrzega pan że polski model łowiectwa jest lepszy niż niemiecki czy włoski, to może należy go dalej ulepszać a nie rozwalać ?
    Ja zaproponowałbym raczej próbę zorganizowania spotkania wszystkich zainteresowanych stron, a więc zwolenników takiego modelu gospodarowania zwierzyną łowną , przeciwników, organizacji ekologicznych, przedstawicieli uczelni rolniczych, leśnych, naukowców zajmujących się tym problemem, itd. Może na takim spotkaniu, po burzliwych dyskusjach, wyłoni się kompromis i ze zrozumieniem spojrzymy na racje drugiej strony ? Oczywiście najlepiej byłoby żeby najwięcej skorzystały na tym zwierzęta.
    Ps. I jeszcze o jednym chciałbym napisać, a może nawet się pochwalić. Na terenie obwodu mojego Koła pojawiły się wilki i chyba zadomowiły się na dobre. To chyba również świadczy o tym że z polskim łowiectwem nie jest źle.
    Pozdrawiam.

  401.  

    Mam jakies problemy z umieszczeniem tekstu , ale postaram sie to zrobic jak najszybciej. Pozdrawiam wszystkich.

  402.  

    No to w duchu szukania lepszej (jeśli nie dobrej) przyszłości dla zwierząt,co Pan, Erni proponuje żeby z Waszych kół zniknęli
    prawdziwi psychopaci,mężczyźni,którzy mieli ciężkie dzieciństwo
    i teraz, z tym pragnieniem odwetu za cierpienia własne muszą
    dowalić komukolwiek (do ludzi nie można strzelać bezkarnie).
    Są na stadionach, w lasach, w ciemnych bramach dużych miast tyle że myśliwi są BEZKARNI!
    Ludzie wykonujący inne zajęcia i zawody odpowiadają przed
    prawem jeśli coś sknocą: lekarze, inżynierowie etc. Między Wami (pisał o tym w ferworze szczerości Pan Dziki) są bandyci leśni! I Pan o tym wie, prawda?

  403.  

    Wiem , pani Gosiu. W Kołach są również bandyci. I trzeba to zmienić, tylko że natychmiast się nie da, niestety. A jak nie da się natychmiast to może metodą małych kroków. Może zmiany w przepisach ( ograniczenie lub zawieszenie polowań zbiorowych, może zamiast sześciotygodniowego kursu dla wstepujących , należy zrobić trzyletnią szkołę przy uczelniach rolniczych lub leśnych ) ? Nie wiem, propozycji może być wiele. Ja chciałbym tylko żeby myśliwy który spełni zaostrzone wymogi mógł zapolować, żeby nie zmuszano go spożywania mięsa zwierząt zabitych w rzeźni.

  404. Tomasz Matkowski
     

    ad hunter. no i oto objawil sie kolejny nawiedzony entuzjasta myślistwa. w skali chamstwa jaką prezentują myśliwi na forach daję mu standardowe 6 na mozliwych 10 punktów. to oczwysiście skala specjalna, dostosowana do chamstwa myśliwych. w skali niemyśliwskiej tylko po prostu ludzkiej dla takich wypowiedzi jak huntera i jemu podobnych nie byłoby miejsca, nawet na czerwonym polu. myśliwy to nie tylko morderca zwierząt i glupek, to również cham. oczywiscie nie kazdy. ale ten tutaj na h – na pewno.

  405.  

    Mądre wpisy P.Elżbiety. Coś się ostatnio kićkało i dopiero teraz
    u mnie się pojawiły (po pościeP.Jacka)

  406.  

    Jeżeli chodzi o dokarmianie , to zgadzam sie z panią Elżbietą. Może tylko w wyjątkowych sytuacjach, jak np. obecna śnieżna ( przynajmniej w moim terenie ) zima. I bardzo ciekawa propozycja : przestańmy karmić, zobaczymy co będzie. Popieram.
    Cyt. :”…a ludzie polowali, żeby mieć co jeść (nie mieli alternatyw – obecnie mamy ich mnóstwo) ” – Z tym się nie zgadzam. Nie mamy za wielu alternatyw żeby zjeść mięso, a właściwie mamy tylko dwie : mięso z rzeźni i mięso z polowań. Ja wybieram drugie rozwiązanie, oczywiście z zachowaniem umiaru, a więc rozumnym polowaniem dla konkretnego celu jakim jest pożywienie.

  407.  

    Mam pytanie do panów myśliwych: jak się ma poziom intelektualny Pana huntera w skali PZŁ, czy jest on poniżej, czy powyżej średniej?

  408.  

    Panie Jacku, niejaki „hunter” jest wytworem społeczeństwa w którym żyjemy. To że jest myśliwym , nie ma tu nic do rzeczy. Jeżeli pan chce , to mogę zacytować wypowiedzi „nie mysliwych”, przy których post „huntera” to poezja. Żeby było jasne, wcale go nie bronię, wręcz przeciwnie.

  409.  

    Chyba wszyscy mamy problemy z umieszczaniem nowych wpisów ? Coś nie funkcjonuje tak jak powinno.

  410.  

    Panie Jacku, niejaki „hunter” jest wytworem naszego społeczenstwa. To że jest myśliwym o niczy nie świadczy. A jeżeli pan chce to zacytuję znalezione w internecie „inteligentne inaczej” lub pełne chamstwa wypowiedzi nie-myśliwych. Tylko po co ? Co daje takie wzajemne obrzucanie się wyzwiskami ?

  411.  

    Witam,
    Problem z publikacją wpisów pojawił się po instalacji nowej antyspamowej wtyczki. Mam nadzieję, że niebawem wtyczka „się nauczy” odróżniać spam od nie spamu i wpisy będą pojawiały się na bieżąco.

  412.  

    Dalej nie działa ?

  413.  

    Działa !

  414.  

    nikt nie pisze, czy nikt nie wierzy że tekst „wejdzie” i nie pisze?

  415.  

    Tak sobie rozmyślam o tym długim pasie granicznym biegnącym przez Bułgarię, Grecję i chyba Rumunię, który przez kilkadziesiąt lat był nieruszany i wszystkie zwierzęta mają się tam dobrze, powróciły gatunki, których nie było, np. odbudowała się populacja orła cesarskiego, wszystko się wyrównało w 40 lat bez ingerencji człowieka. No i teraz tworzone są tam parki narodowe. Nie wiem skąd bierze się ten brak zaufania w to, że natura sama potrafi się sama wyregulować i że bez nas nie poradzi sobie bo tylko my ludzie możemy dokończyć dzieło stworzenia. Tak mówił jeden kapelan, ale wielu z nas ma w sobie takiego ,,wewnętrznego kapelana”, który każe wchodzić z butami nieproszony i poprawiać naturę. Takie pasy graniczne, a jest ich wiele są dowodem chyba wystarczającym.

  416.  

    Witam.
    Trafiłem tu przypadkiem po sobotnim incydencie koło zabudowań mojego syna i na terenie jego gospodarstwa,otóż grupa pięciu „myśliwych” nieco podchmielonych urządziła sobie polowanie tuż za płotem zabudowań,po podwórku biegała dwuletnia wnusia ,dobrze że synowa widząc”Panów myśliwych” przezornie zabrała dziecko do domu ,po niedługim czasie jeden ze strzałów padł tuż przy oknie domu w którym wszyscy siedzieliśmy,gdyby strzał poszedł kilkanaście centymetrów dalej i wybił szybę któreś z nas niehybnie by ucierpiało.Wyszliśmy z domu i syn zwrócił uwagę myśliwym,dlaczego tak blisko domu polują,na co dostał ripostę cytuję”Spierdalaj chuju,cwelu bo i ciebie odstrzelimy”.Po pewnym czasie „Panowie myśliwi”przeszli sobie środkiem pola ozimej pszenicy wydeptując głębokie ślady-niszcząc w tych miejscach uprawę,zaś na nasze uwagi i oświadczenie,że zadzwonimy na policję najbardziej agresywny z nich odrzekł cytuję”możesz mnie w dupę pocałować,ja się policji nie boję bo z gliniarzami poluję”,dodali ponadto cytujꔿe oni mają pełne prawo strzelać gdzie im się podoba, a nam chamom gówno do tego”.Od myśliwych było wyraźnie czuć alkohol,jeden z nich się zataczał,gdy wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem na policję ,”Panowie myśliwi” wsiedli do terenowego Mercedesa MLa nr rej WPL V001 i szybko odjechali .Policja przyjechała chyba po godzinie,coś tam enigmatycznie synowi tłumacząc,że musi myśliwych skarżyć z powództwa cywilnego,ale to i tak nic nie da,bo oni mają prawo polować na naszych polach,gdyż płacą dzierżawę-pytam więc komu płacą,bo przecież nie mnie i nie synowi.Nasuwa się pytanie jak to się ma do naszych praw jako obywateli wolnego i demokratycznego rzekomo kraju skoro można bezkarnie deptać prawo do własności prywatnej,skoro horda zapijaczonych ,agresywnych nuworyszy straszy syna na jego własnym podwórku,że go „odstrzelą”,a strzelać mogą gdzie im się podoba bo mają takie prawo.Skoro naprawdę takie mamy prawo w Rzeczpospolitej -ja to nazwę po prostu BEZPRAWIEM. Noszę się z myślą kupna z demobilu transportera opancerzonego”Skot” i przy następnej „wizycie” tych panów będę ich skutecznie z pól moich i syna przeganiał.
    Pozdrawiam Janek

  417.  

    Panie Janku, byłoby pięknie gdyby takie sprawy można było załatwiać drogą prawną a w dodatku w miarę szybko. Niestety nie zawsze się to udaje i później już nic nie da się zrobić bo jeżeli coś się im stanie to będzie Pan pierwszym podejrzanym. Często mam ten dylemat czy widząc wykroczenia myśliwych dzwonić na policję, czy działać z kolegami jak komandos. Na razie nie wiem.
    Wiem tylko, że wielu myśliwych nie dostało jeszcze klapsa.

  418.  

    I jak znam życie, to nawet pan nie zażądał od policjantów żeby na tą okoliczność spisali notatkę , prawda ? Jeżeli spisali to proszę nas poinformować , jak sprawa dalej sie potoczy. Jeżeli pan nie zażądał aby spisali notatkę , to proszę nie narzekać na prawo, bo po co panu prawo jeżeli pan z niego nie korzysta ? I proszę nie mówić że to i tak nic by nie dało. Miał pan zapisany numer rejestracyjny, trzeba było poinformować prokuraturę, lokalne media, niech nagłośnią sprawę. Może kilku „strzelaczy” z pozwoleniem na broń byłoby mniej.

  419. Tomasz Matkowski
     

    Panie Janku,
    zaraz Panu wyjąśnię skąd takie bezprawie. otóz w sejmie najsilniejsze lobby to nie lewica ani prawica – tylko mysliwi. stąd takie kuriozalne przepisy, że na pański prywatny teren myśliwi mogą wejść i strzelać. jestem za tym, aby zorganizować akcję pod hasłem nie głosuj na myśliwego. moze wtedy mniej by bylo posłów mysliwych. Obecnie prowadzę kampanię przeciwko kandydaturze komorowskiego na prezydenta Polski. Uważam, że taki zwyrodnialec który ma w domu „wybitną kolekcję trofeów” powinien raczej trafić do więzienia, niż do pałacu prezydenckiego. szczegóły tutaj:
    http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/Matkowski-Wyrazy-poparcia/menu-id-197.html
    pozdrawiam

  420.  

    Znalezione na Polskim Portalu Finansowym Bankier. pl :
    „W sprawie kolizji prawa do ziemi oraz prawa do polowania wypowiadał się już m.in. w 2003 roku minister środowiska (po zasygnalizowaniu problemu przez Rzecznika Praw Obywatelskich). Jego zdaniem ustawa o łowiectwie nie odnosi się tylko i wyłącznie do polowań, ale do gospodarki łowieckiej jako całokształtu działań ekologicznych powiązanych z gospodarką rolną, leśną i rybacką (art. 1 Prawo łowieckie). W związku z tym państwo polskie wykonuje obowiązek dbałości o środowisko naturalne poprzez Polski Związek Łowiecki i zrzeszone w nim koła. W praktyce oznacza to, że musi zagwarantować im również warunki do prowadzenia polowań. Nie ogranicza ona również w znacznym stopniu prawa do rozporządzania rzeczą, w tym przypadku ziemią, gdyż umożliwia pobieranie z niej pożytków, nie ogranicza prawa do swobodnego rozporządzania rzeczą. Nakłada tylko obowiązki wynikające z posiadania gruntu i celów społeczno-gospodarczych. Zdaniem ministra uzyskanie zgody właścicieli nieruchomości na wejście na ich teren jest nierealne z uwagi na fakt, ze w skład jednego obwodu łowieckiego wchodzi kilkaset, a nawet kilka tysięcy gospodarstw rolnych. W związku z otrzymaną odpowiedzią Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił nie wnosić do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności ustawy Prawo łowieckie z Konstytucją.”

  421. Tomasz Matkowski
     

    Panie Erni,
    Przepraszam z zwłokę w odpowiedzi na pański post, ale chciałem to zrobić starannie.
    Im więcej czytam pana wypowiedzi tym bardziej nabieram przekonania, że dobro zwierząt leży panu na sercu, mimo że pochodzimy z „wrogich” obozów. Mam tylko wrażenie, że jest pan wielkim pesymistą. Ja w zasadzie też pesymistycznie patrzę na świat, ale uważam że mimo to trzeba coś próbować robić, na zasadzie że kropla drąży skalę. Pan zresztą sam proponuje działalność metodą małych kroczków – i słusznie.
    Co do pesymizmu, jest on czasem zwodniczy. Jeszcze tak niedawno byliśmy przecież – przynajmniej ja tak to zapamiętałem – przekonani, że PRL nigdy się nie skończy a komunizm będzie trwał do końca świata. I co? Wszystko się zmieniło.
    Jeszcze tak niedawno panowało niewolnictwo – niewolnictwo ludzi. Czy pamięta pan tę scenę, która dziś brzmi tak absurdalnie, scenę z Trylogii Sienkiewicza, gdzie szlachcic Bogusz proponuje hetmanowi Czarnieckiemu aby na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej osadzić Tatarów lipkowskich i uczynić ich wolnymi ludźmi. I to święte oburzenie hetmana, gdy krzyczy: „to może i kozaków wolnymi ludźmi uczynić! Bogusz, czy zły duch cię opętał!? Opamiętajże się, człowieku!”
    I co? Nie minęło tak wiele – w skali kosmicznej – lat i zarówno lipkowscy tatarzy jak i kozacy są wolnymi ludźmi.
    Z uwolnieniem zwierząt będzie oczywiście trudniej. Ale trzeba próbować. Chociażby przez wzgląd na to, ile zła im wyrządzamy.

    A teraz do konkretów.

    Pisze pan: „Może zmiany w przepisach ( ograniczenie lub zawieszenie polowań zbiorowych, może zamiast sześciotygodniowego kursu dla wstępujących , należy zrobić trzyletnią szkołę przy uczelniach rolniczych lub leśnych ) ?”

    Zgadzam się w stu procentach.

    Pisze pan: „A na lepsze zmieni się tylko, gdy ludzie przestaną jeść mięso, w co jak napisałem wcześniej nie wierzę.”

    Prawdę mówiąc masowe przejście ludzkości na wegetarianizm jest wprawdzie możliwe, ale prawdopodobnie trwałoby bardzo długo. Ja bardziej wierzę w rozwój technologii i w opracowanie sztucznego mięsa. Hodowla zwierząt, oprócz tego że jest okrutna, jest też bardzo nieekologiczna. Wiąże się z wytworzeniem i dostarczeniem paszy, z całą „linią produkcyjną” mięsa, która z ekonomicznego punktu widzenia jest niezbyt logiczna. Nakład energii ogromy, i w przyszłości pewnie będzie nieopłacalny, jeżeli powstaną fabryki sztucznego mięsa. Jak pan widzi nie wierzę w dobroć człowieka, tylko raczej w jego skąpstwo. Mięso sztuczne będzie tańsze, tak jak już dzisiaj kurtka z tworzywa sztucznego jest tańsza niż futro z lisów.

    Pisze pan: „Jednym z najważniejszych celów działalności PZŁ jest zachowanie w dobrej kondycji bioróżnorodności gatunków dla przyszłych pokoleń.”

    Tę funkcję powinno przejąć państwo, poprzez ludzi wykształconych w akademiach rolniczych a nie na kursach dla myśliwych.

    Pisze pan: „Obawiam się, że po latach doświadczeń, ci wyszkoleni pracownicy musieliby robić to samo, co obecni myśliwi, a więc redukować populację poprzez odstrzał a dodatkowo walczyć ze skutkami eksperymentów medycznych na poszczególnych gatunkach, o których poniżej.”

    Jak na razie nie ma na to żadnych dowodów, że tak właśnie musi się stać.

    Pisze pan: „czy za kilkanaście lat nie okaże się, że jednak uczeni pomylili się, doprowadzając do wyginięcia jakiegoś gatunku lub nadmiernego rozmnożenia właśnie poprzez stosowanie czy eksperymentowanie ze środkami farmakologicznymi.”

    Tak, to jest ryzyko. Ale jakoś bardziej wierzę w eksperymenty prowadzone pod egidą państwa i przez prawdziwych naukowców niż przez trofiestów hobbystów i strzelaczy (zaznaczam od razu, że Pana do nich nie zaliczam, i w ogóle nie uogólniam. Opieram się na tym, co sam widziałem).

    Pisze pan: „Właściwie dobrze by było aby tylko z takiego mięsa korzystali. Ja przynajmniej chciałbym spożywać tylko mięso ze zwierząt przeze mnie upolowanych, o których wiedziałbym jak zginęły.”

    Takich jak pan jest niewielu. A poza tym w praktyce trudne by to było. Każdy obywatel miałby być myśliwym? Mąż w niedzielę mówiłby żonie: dzisiaj zamiast do supermarketu jadę do lasu zapolować, żebyśmy mieli co jeść w przyszłym tygodniu? Ten model może być realny tylko dla nielicznych. Na skalę masową efektem byłoby to, że w ciągu jednego weekendu zniknęłyby wszystkie zwierzęta wolno żyjące, a w poniedziałkowych dziennikach pojawiłyby się informacje: „w ubiegły weekend od przypadkowych postrzałów zginęło 20 % społeczeństwa.”

    Pisze pan: „Ja zaproponowałbym raczej próbę zorganizowania spotkania wszystkich zainteresowanych stron, a więc zwolenników takiego modelu gospodarowania zwierzyną łowną, przeciwników, organizacji ekologicznych, przedstawicieli uczelni rolniczych, leśnych, naukowców zajmujących się tym problemem, itd. Może na takim spotkaniu, po burzliwych dyskusjach, wyłoni się kompromis i ze zrozumieniem spojrzymy na racje drugiej strony ? Oczywiście najlepiej byłoby żeby najwięcej skorzystały na tym zwierzęta.”

    Jestem za. Wprawdzie takie spotkanie w realu pewnie przerodzi się w pyskówkę. Chyba że byłby to rzeczywiście jakiś kongres przeprowadzony z całą naukową powagą. Na razie namiastką takiego właśnie spotkania jest nasza internetowa dyskusja, w której biorą udział ludzie o różnych poglądach i doświadczeniach, i dlatego bardzo się z niej cieszę. To nieoczekiwany a pozytywny efekt uboczny Polowaneczka. Spodziewałem się tylko inwektyw.
    Pozdrawiam

  422.  

    PS coraz bardziej oswajam się z myślą, że powinienem napisać drugą część, pt. „Jak nie polowaneczko – to co?” Natchnęły mnie do tego właśnie takie drążące temat wypowiedzi jak pańskie, bo na inwektywy niektórych myśliwych nie warto odpowiadać, ale na konkretne pytania trzeba. Powinienem też porozmawiać z naukowcami, z przedstawicielami różnych opcji, przytoczyć ich opinie, a na końcu spróbować wypracować wizję świata bez polowań. Zadanie trudne i pracochłonne, bo musiałbym przeprowadzić szereg rozmów, dotrzeć do wielu osób, przeczytać masę opracowań polskich i zagranicznych. Ale może pomału się za to zabiorę. Jeżeli starczy mi energii.

  423.  

    Panie Tomaszu, pomysł z napisaniem drugiej części książki – bardzo dobry. Jeżeli powiedziało się „a”, trzeba powiedzieć „b”. Oczywiście praca na długie miesiące, ale jeżeli książka będzie obiektywna ( a na to liczę ) i będzie przedstawiała racje wszystkich stron, to naprawdę życzę powodzenia i już czekam z niecierpliwością. Z kupnem „Polowaneczka” ociągałem się długo, drugą część kupię jak tylko się ukaże.
    Jeżeli natomiast chodzi o sztuczne mięso, to prawdopodobnie nauka stoi na takim poziomie że wyprodukowanie sztucznego mięsa nie byłoby znowu takim wielkim kłopotem, tylko jak przekonać ludzi do spożywania czegoś, co na etykiecie miałoby napisane : „Sztuczne mięso. Waga netto 500 g. Skład : glutaminian sodu, rybonukleotydy disodowe, benzoesan, ekstrakt aminokwasów, zagęszczacz E466, soja genetycznie modyfikowana, itd., itp.” Jak tu komuś życzyć : smacznego ? Skąd mieć gwarancje że taka dieta nie spowoduje nieodwracalnych zmian w organiźmie człowieka ? Zadanie dla naukowców (obiektywnych) na długie dziesiątki lat i to bez gwarancji na końcowy sukces. Dlatego wydaje mi się że lepiej zająć się , przynajmniej na razie , zmianami w Regulaminie Polowań i w Ustawie o Prawie Łowieckim.

  424.  

    I znów jest Pan pesymistą. ja wierzę, że jak będzie napisane: sztuczne mięso! cena 30% niższa niż prawdziwe!!! to sporo osób kupi. zwłaszcza jeżeli będzie smaczne.
    przeciez już teraz jemy takie świństwa, i ten glutaminian sodu mamy w „prawdziwym” mleku, i wszędzie, i jakoś to trawimy…
    a tak bardziej serio, pisząc o sztucznym mięsie nie miałem na myśli jakiegoś ersatzu w rodzaju „lody sojowe” czy „piwo bezalkoholowe”, tylko coś bardziej zbliżonego do prawdziwego mięsa, tyle że sztucznie wyhodowanego. jezeli już dzisiaj można wyhodować żywą tkankę w laboratorium, to przyjdzie dzień że bedzie można hodowac mięso – samo mięso – bez konieczności hodowania do tego całej istoty. nauce udają się różne dziwne rzeczy. ja jestem optymistą:)
    aha, gratuluję wilków w obwodzie. mam wielki sentyment do wilków, chociaż to prawdę powiedziawszy łobuzy, bo mordują bogu ducha winnych roślinożerców. ale przynajmniej nie dla trofeum!
    ja też muszę się czymś pochwalić. zdałem sobie z tego sprawę dzisiaj w sklepie. uświadomiłem sobie, że już od bardzo dawna nie kupuję wędlin. a nawet serków topionych doprawionych szynką czy salami. I że w ogóle jem coraz mniej mięsa. oczywiście daleko mi do wegetarian. jem mięso kiedy jestem u kogoś na obiedzie i podadzą. albo w restauracji (wybór dań bezmięsnych jest dość ubogi). ale jem go zdecydowanie mniej, i w pewnym stopniu jest to zasługa myśliwych, którzy z takim przejęciem wypominają mi jedzenie mięsa zwierząt hodowlanych, że faktycznie zaszczepili we mnie jakiś kompleks winy. A może działa też dobry przykład osób takich jak Pani Gosia czy Pan Jacek? w każdym razie jakiś mały kroczek w stronę wegetarianizmu zrobiłem. Aż miło pomyśleć, że jeśli dojdę do celu, żaden myśliwy nie będzie mógł mi powiedzieć: a pan, panie szanowny, jesz mięso!
    Oczywiście, jak już wspomniałem, nie mam złudzeń że ludzkość spontanicznie przejdzie na wegetarianizm. Jestem przekonany, ze większość ludzi ma głęboko w nosie cierpienia zwierząt. Może należałoby przymusowo prowadzić przedszkolaków do rzeźni?

  425.  

    Dieta mięsna P.Erni powoduje większe spustoszenie niż niejedzenie mięsa. Proszę poczytać sobie co zalecają lekarze, gdy zachorujemy na raka. Nie jeść mięsa! Bo zakwasza nasz organizm, a to powoduje rozwój komórek rakowych.Kiedyś była
    to wiedza niszowa, tylko „nawiedzeni” fani medycyny chińskiej
    mogli o tym przeczytać. Teraz już dotarła ta wiedza do medycyny tradycyjnej( zachodniej). Jasne, że są lekarze, którzy nie zhańbią się ZMIANĄ MYŚLENIA.
    Panie Tomaszu, trzymam kciuki za Pana zapał do napisania 2 części Polowaneczka.Do masy krytycznej, która spowoduje
    globalny wzrost świadomości w społeczeństwach świata jeszcze długa droga, ale jesteśmy na niej!!!

  426.  

    Dziękuję:)

  427.  

    Tak, tak, przy chorobie nowotworowej a także po jej szczęśliwym wyleczeniu należy na 5 lat odstawić mięso, a na całe życie cukier. Czytałem to 15 lat temu w jakichś skserowanych materiałach z wykładów lekarza z Chin. A niedawno usłyszałem to na wykładzie z onkologii na Ak. Medycznej, mimo wielkiego sceptycyzmu tej uczelni do medycyny chińskiej.

  428.  

    Ilekroć pomyślę nad fundamentalnym pytaniem: jeśli nie myślistwo to co? tylekroć pojawia mi się w głowie, zupełnie nie wiem skąd, taka oto odpowiedź: …to krykiet. Przyczepiło się i czasem tylko zmieniają się dyscypliny. Myślę, że nie należy tak do końca bagatelizować mojego odkrycia.

  429.  

    Panie Jacku,
    poruszył pan ważną sprawę: jak skanalizować pęd myśliwski na jakieś inne tory. Rzeczywiśćie, po przekazaniu gospodarki leśnej w gestię państwa zostanie nam stutysięczna grupa frustratów. Krykiet to chyba zbyt kłopotliwe, wymaga odpowiednich terenów, no i może zanadto kojarzy się z Alicją w krainie Czarów. Może raczej jakieś gry komputerowe pt. mysliwy przeniesiony do rezerwy, lub też zamiana bronie palnej na sprzęt fotograficzny? Myślę, że jest to material na rozdział do drugiej części Polowaneczka, i dziękuję, że mi go pan podsunął. Powinienem porozmawiać z jakimś psychologiem, takim specjalistą od opieki nad ludźmi którym nagle zabrakło sensu życia i trzeba ich przekierunkować, pokazać że oprócz ich utraconego ukochanego hobby jest na świecie wiele innych ciekawych rzeczy do zrobienia. Dziękuję i pozdrawiam.

  430.  

    Panowie, na razie nie macie monopolu na wiedzę i nieomylność, więc nie dzielcie skóry na niedźwiedziu. Może sie okazać że pozostanie nam grupa sfrustrowanych przeciwników polowań, z którymi nie wiadomo co zrobić. Na razie łowiectwo w Polsce ma się dobrze, co nie znaczy że jest bez wad. Radykalna zmiana, jakią na przykład byłby całkowity zakaz polowań , mogłyby zadziałać przeciwnie do zamierzonego celu. I jeszcze jedno czego się obawiam w zwiazku z pomysłem napisania drugiej części książki. Obawiam się że porozmawia Pan tylko z ludźmi którzy będą mieli poglądy zbliżone do Pana poglądów. Oczywiście jako autor może pan w swojej książce zamieścić co Pan chce. Tylko czy chodzi o to żeby udowodnić myśliwym że nie mają racji, czy o to aby dotrzeć do prawdy ?Pozdrawiam.

  431.  

    obawy niepotrzebne. oczywiście że porozmawiam też z entuzjastami myślistwa, chociażby po to, żeby pokazać jałowość ich argumentacji.
    Ale nie tylko. również po to, żeby zgłębić temat. Na przykład naszą tutaj dyskusję z panem uważam za wielce pouczającą mimo że reprezentuje pan odmienny punkt widzenia.
    Natomiast dziwię się, że nie cieszy pana nasza troska o stan psychiczny myśliwych po ewentualnym wprowadzeniu zakazu polowań. To przecież poważny problem społeczny. Przecież myśliwi odsunięci od bezkarnego mordowania będą szukali ujścia dla swoich instynktów. Mogą zacząć bić żony, na przykład. To trochę tak jak opieka psychologiczna, roztoczona nad weteranami z wietnamu w stanach. tyle ze weterani z wietnamu procz tego ze zabijali to byli rowniez sami narażeni na smierc, kalectwo, tortury. Mysliwi aż tak pokaleczeni psychicznie nie będą, albowiem żaden nie zaznał odrobiny zagrożenia, co najwyżej ze strony pijanych kolegów. Odwaga myśliwego polega na strzelaniu do bezbronnych. Gdy zostanie on tej przyjemności pozbawiony, będzie zapewne pragnął czegoś „zamiast”. I to „zamiast” może być bardzo niepokojące.
    Na razie łowiectwo ma się dobrze… tak, dzięki dezinformacji, ukrywaniu prawdy, i całego zestawu kłamstw. Każdy reżim ma się dobrze do pewnego krytycznego momentu. Jesteśmy jednak świadkami zdzierania zasłon w wielu dziedzinach. Kościoły okazują się rozsadnikami pedofilii, korporacje objawiają się jako mafie wykorzystujące niewolniczą pracę dzieci w Chinach, wiele jest dziedzin, na które zaczynamy patrzeć tak, jak na to zasługują. Może robimy się, jako społeczeństwa, coraz mniej naiwni? a może po prostu wobec nowoczesnego przepływu informacji trudno jest cokolwiek ukryć? Czasy się zmieniają, i coraz mniej jest osób, które na widok wypchanej głowy dzika „zdobiącej” salon wpadają w zachwyt. Czasy się zmieniają, panie Erni! Powoli, bardzo bardzo powoli, ale jednak.
    A co do dzielenia skóry na niedźwiedziu… nie poluję na niedźwiedzie, nawet metaforycznie. Czy zauważył pan, tak na marginesie, ile w naszym języku, i to nie języku łowieckim, ale ogólnopolskim, tkwi odprysków myślistwa? „Spojrzał na wrogów wzrokiem zaszczutego zwierzęcia”, „ścigano go jak dzikie zwierzę”… skamieliny w języku będą żyły jeszcze długo, długo po likwidacji polowań. Tak jak do dziś mówimy „postawić kogoś pod pręgierzem”, mimo że ta forma kary cielesnej dawno już wyszła z mody i wątpię czy dużo osób w ogóle wie co to takiego pręgierz i jak to coś wyglądało:)
    Pozdrawiam

  432.  

    Wzorzec myśliwego wg Gośki:
    katolik
    antyfeminista
    prawicowiec
    dopuszcza kary cielesne
    orędownik tradycji
    homofob
    antysemita
    wegetarianin dla niego to dziwoląg
    ekolog to wróg
    I wyparłby się większości „łatek”, bo jeśli jest inteligentny
    wie do czego nie może się przyznać

  433.  

    Pani Gosiu, czy to jest sposób na dochodzenie do kompromisu ? W średniowieczu kobietę podejrzaną o konszachty z diabłem wrzucano do stawu. Jeżeli utonęła, była niewinna. Jeżeli nie utonęła stwierdzano że pomagał jej diabeł. Najczęściej zostawała spalona na stosie. Pani stosuje podobny tok rozumowania. Winny, albo na tyle sprytny aby się do winy nie przyznać, a więć również winny !
    Panie Tomaszu, wycieczek odnośnie bicia żony czy wizyt u psychologa nie komentuję. Nie podejrzewam również żeby znał pan temat z autposji. Nie moja sprawa. Natomiast jeżeli chodzi o to czy łowiectwo ma się dobrze czy nie, trzeba założyć jakieś kryteria, na podstawie których moglibyśmy się przyglądnąć tematowi z bliska. Trzeba zadać sobie konkretne pytania np. : czy sensowne jest zimowe dokarmianie ? czy jakieś gatunki są zagrożone wyginięciem ? czy PZŁ dobrze spełnia powierzone mu zadania ?, itp. W przeciwnym razie będziemy tylko przerzucać się postami bez żadnego efektu. Jeżeli chodzi o drugą część książki , z góry zakłada pan że argumenty myśliwych są jałowe. A więc nie chce pan dotrzeć do prawdy, a tylko udowodnić wszystkim że ma pan rację. Szkoda.

  434.  

    No taki panuje wzorzec, pogląd, mit. Prawdziwy, czy nie, ale taki właśnie panuje. Niedawno w psychologii sformułowano najnowszy model i jak dotąd najprecyzyjniej opisujący szczeble rozwoju człowieka i całej ludzkości -tzw. spirala rozwoju. Stopnie te nazwano kolorami, żeby było ładniej. Na razie nie wiele tej wiedzy przeniknęło do Polski, kto zna angielski ma lepiej. Należy kliknąć na tabelę. Zastanawiam się na którym stopniu utknęli myśliwi. http://www.wilber.pl/wiedza/spirala-rozwoju/co-to-jest-spiral-dynamics.html

  435.  

    „Trzeba zadać sobie konkretne pytania np. : czy sensowne jest zimowe dokarmianie ? czy jakieś gatunki są zagrożone wyginięciem?” – ależ tak, konkrety, jak najbardziej.
    wycieczki odnośnie bicia żony – nie! to przeciez nie było do nikogo konkretnego, i wcale nie jestem pewien czy myśliwi po wprowadzeniu zakazu polowań zabraliby sie za bicie żon. To była tylko jedna z hipotez. Równie dobrze może być odwrotnie, słyszalem opinię że myśliwi to pantoflarze i wyżywają się na zwierzętach, bo w domu mają żony hetery. Ale to też tylko taka tam sobie opinia. nic nie uogólniam, a już wykluczone abym robił jakieś wycieczki osobiste, bardzo proszę niech pan nie bierze wszystkiego do siebie, panie Erni!
    Nie zakladam oczywiście z góry, że wszystkie argumenty mysliwych są jałowe. inaczej nie dyskutowalbym na tym forum. oczywiscie ze chce dotrzec do prawdy. tylko co jest tą prawdą? dla mnie prawdą byloby wypracowanie jakiejś wizji na której skorzystałyby zwierzęta. z moich dlugoletnich obserwacji wynika, że na dzialalnosci mysliwych zwierzęta tracą. Nawet jezeli PZŁ dba o dywersyfickację i reintrodukcję gatunków, to motywy tej działalności są nie do przyjęcia. a skuteczność też dość dyskusyjna. Wielokrotnie byłem świadkiem jak polskie koła myśliwskie nie zgadzały się na przyjazd zagranicznych myśliwych. Dlaczego? Aby kuropatwy na danym terenie mogły się odrodzić. Powie pan, że to bardzo chwalebne. Ale ja znam drugą część, która brzmi: odrodzić tak, aby za dwa lata było do czego strzelać. Tej drugiej części zdania nie mówi się laikom. ale ja ją słyszałem wielokrotnie, bo przy mnie się nie krępowano.
    Jezeli chodzi o sam fakt że zaprzestaje się polowania aby zwirzyna się odrodziła, czy nie dostrzega pan w tym przesłanki, że polowanie niszczy zwierzynę? inaczej nie byłoby tej zależności: zaniechajmy w tym sezonie polowania to zwierzyna się odrodzi. Gdyby wierzyć wszystkim oficjalnym tezom mysliwych „naukowców” o tym, że przestrzelane stada się lepiej mieszają i poprawia się pula genów, można by uwierzyć że im więcej się poluje, tym więcej przybywa zwierzyny. A jest dokładnie na odwrót, jak na to wskazuje właśnie fakt, że zaprzestanie polowań chociażby przez jeden sezon pozwala się tym biednym kuropatwom odrodzić. I to mimo nawozów, podtapiania przez powodzie, oraz działalności kłusowników. Wystarczy zrobić taki jeden maly ruch – zaniechać mordowania tysięcy tych ptaków. I natura sama się odradza. Dodam jeszcze, że przykład ten nie dotyczy jakichś terenów rezerwatowych czy postczernobylskich, tylko normalnej polskiej wsi, pełnej traktorów, orki, rolnictwa.
    mogę pogłębić te obserwacje rozmawiając z tymi spośród myśliwych którzy, jak pan, mają ochotę dyskutować. mogę rozmawiać z osobami które znają się na problematyce zwierząt wolno żyjących bo mają odpowiednie wykształcenie. Mogę oczywiście rozmawiać z każdym. Ale przecież podstawą jest moja własna wiedza na ten temat. proszę nie oczekiwać, że napiszę książkę skonstruowaną wedle schematu „za i przeciw – niechże czytelnik sam rozsądzi”. Takie książki można pisać na przykład o grze w szachy czy o sztuce układania klocków lego, czy innych błahych sprawach, ale nie o czymś co zawiera w sobie tak potworną dawkę cierpienia. Nie panie Erni, pod tym względem niech pan na mnie nie liczy. (co oczywiście nie znaczy że miałbym naginać jakieś fakty do mojej tezy – tego bym nie zrobił, zresztą nie ma takiej potrzeby).
    Swoją drogą, ciekawe że nie powstała jak dotąd jakaś książka która by sensownie uzasadniała myślistwo. Nie mówię oczywiście o pseudopoetyckich wypocinach Ejsmonta czy pseudonaukowych podręcznikach trofeistyki ani o poradnikach jak celować na przykład „na kulawy sztych” (dla niewtajemniczonych, to ostatnie określenie oznacza przestrzelenie zwierza na skos) tak aby kula po przebiciu kości trafiła w serce. A może pan napisze Antypolowaneczko?

  436.  

    Cyt. : „Nawet jezeli PZŁ dba o dywersyfickację i reintrodukcję gatunków, to motywy tej działalności są nie do przyjęcia, a skuteczność też dość dyskusyjna” – motywem jest zachowanie wszystkich gatunków w dobrej kondycji dla przyszłych pokoleń, jednocześnie zapewniając możliwość korzystania z tej zwierzyny ( np. mięso, skóry ). Co w tym złego ? Doszlismy chyba do porozumienia że ludzie nie przestaną jeść mięsa z dnia na dzień i że lepsze jest racjonalne korzystanie ze zwierzyny dziko zyjącej niż z pędzonych do rzeźni , a wcześniej tuczonych żywnością modyfikowaną genetycznie , świnek. Jeżeli chodzi o skuteczność, to który gatunek , pana zdaniem , jest w Polsce zagrożony poprzez bezpośrednie działania myśliwych ? Żaden. Zwierzyna drobna ucierpiała na skutek działań człowieka nie związanej z łowiectwem ( wycinanie lasów, puszcz, mechanizacja i chemizacja rolnictwa, czy sławne szczepionki ). Ale i tu PZŁ kilka lat temu wspólnie z Łowcem Polskim rozpoczął akcję pod nazwą „Ożywić pola” której celem jest przywrócenie dawnych wysokich stanów zwierzyny drobnej.

    Cyt. : „Wielokrotnie byłem świadkiem jak polskie koła myśliwskie nie zgadzały się na przyjazd zagranicznych myśliwych. Dlaczego? Aby kuropatwy na danym terenie mogły się odrodzić. Powie pan, że to bardzo chwalebne. Ale ja znam drugą część, która brzmi: odrodzić tak, aby za dwa lata było do czego strzelać. Tej drugiej części zdania nie mówi się laikom. ale ja ją słyszałem wielokrotnie, bo przy mnie się nie krępowano” – i dalej nie rozumiem co w tym złego ? Koła po prostu postępuja racjonalnie. Zmniejszenie ilości zwierzyny to nie tylko wynik polowań. To także tzw. upadki ( np. wypadki komunikacyjne), drapieżniki , epidemie , cięższe niż zwykle zimy, stosowanie pestycydów, klęski żywiołowe, itd. Jeżeli myśliwi w danym Kole zauważają że zwierzyny jest mniej, to najprostszym a zarazem jedynym działaniem które zależy od myśliwych jest zmniejszenie pozyskania na rok, dwa czy pięć, po to , aby za parę lat stan zwierzyny się odrodził i aby można było dalej polować a więc użytkować zwierzynę. Ale nigdy nie mamy pewności że to pomoże. Konkretny przykład z mojego Koła : w związku z pojawieniem się wilków, ograniczyliśmy pozyskanie zwierzyny płowej. Wilk musi przecież coś jeść. Co w tym złego ? Byłby pan zadowolony gdyby myśliwi postępowali odwrotnie, a więc polowali dalej, nie patrząc na zmniejszenie ilości zwierzyny ? Myślę, że nie.

    Cyt. : „A jest dokładnie na odwrót, jak na to wskazuje właśnie fakt, że zaprzestanie polowań chociażby przez jeden sezon pozwala się tym biednym kuropatwom odrodzić. I to mimo nawozów, podtapiania przez powodzie, oraz działalności kłusowników ” – w okręgu do którego należy Koło w którym poluję, polowanie na kuropatwy odbywa się w 15 – 20 % Kół. Reszta Kół nie strzela kuropatw od blisko 10 lat. Pytam, gdzie są te stada kuropatw które miały się odrodzić po jednym sezonie ? Starzy myśliwi opowiadają że w latach 60 – tych z każdego poletka wyskakiwało stadko kuropatw. Oczywiście, myśliwi czy rolnicy widują stadka kuropatw, ale jest ich niewiele. Dlaczego, mimo zakazu polowań nie odradzają się ? I jeszcze inna ciekawostka. Od kilku lat polujemy na bażanty. Mimo corocznych polowań, jest ich dużo. Dlaczego ? Odpowiem panu, ale najpierw chciałbym poznać pana zdanie na ten temat.

    Chyba pan Jacek, o ile dobrze pamiętam, polecał książkę Heriberta Kalchreutera : „Rzecz o myśliwstwie. Za i przeciw”. W jednym z rozdziałów autor dość dokładnie opisuje jak wiele czynników składa się na stan liczbowy danej populacji i jak wiele składowych (często nieprzewidywalnych) należałoby znać aby precyzyjnie móc kierować liczebnością zwierzyny. Padło także ważne stwierdzenie, że odkąd człowiek poprzez organizacje łowieckie reguluje liczebność gatunków, w Europie w XX w. nie wyginął żaden gatunek łowny !

  437.  

    Nie wiem po co powtarzać w kółko, że ludzie nie przestaną jeść mięsa. Co to ma do rzeczy? Ja też uważam, że ludzie nie przestana zabijać, czy to zwierząt , czy siebie nawzajem, przynajmniej nie w tej epoce. No i co z tego?

    Co do wymierania gatunków to zgodzę się, że dzisiejsze myślistwo różni się od tego sprzed stu lat, gdzie np. tępiło się drapieżniki bo robiły szkody w zwierzynie łownej i beztrosko strzelano do gatunków, których liczebność regularnie spadała. Oczywiście nagminnie spotykam myśliwych dla których każda kaczka to krzyżówka i nie dawno zostało zastrzelonych na jednym polowaniu ok. 7 os. hełmiatki czyli połowa krajowej populacji, za co myśliwego wywalili z koła, ale tylko dlatego, że akurat polowanie obserwowali ornitolodzy. Powodem wymierania czy spadku liczebności są czynniki wymienione przez Pana Erniego. Ale moje zarzuty wobec myśliwstwa są inne: to zwykła rzeźnia w lesie, z ta różnicą, że zwierze cierpi tylko podczas zabijania a nie całe życie. To duża różnica, ale nie wystarczająca. A myśliwi strzelający do kaczek czy gęsi to najprawdziwsi debile. Wystarczy zobaczyć ile ptaków dostaje śrut i leci z nim dalej. Bardzo dużo! Z moich obserwacji wynika, że ok 7-10 ptaków trzeba postrzelić aby spadł jeden. Może myśliwi nie wiedzą co ptak robi jak dostaje śrut. Otóż, nie koniecznie spada, pokiwa się na boki i leci dalej w szyku.
    Pan dziki_dzik, który zniknął z okrzykiem darz bór, pewnie teraz walczy w swoim kole aby niecnym praktykom położyć kres- jak zapowiadał. Trzymam za Niego kciuki.

  438.  

    Dziś usłyszałem taką historie: młody niemiecki poeta Rainer Maria Rilke pracował jako sekretarz słynnego rzeźbiarza Rodina. Z jakichś przyczyn młody poeta miał kłopot z pisaniem we Francji i zapytał rzeźbiarza co powinien zrobić? ,,Idź do zoo -poradził Rodin- Patrz na zwierzę tak długo aż je rzeczywiście zobaczysz. Trzy tygodnie, nawet miesiąc- może nie być wystarczająco długo”.

  439.  

    Dlatego, panie Jacku, ja od dawna apeluję : nie domagajmy się zakazu polowań od zaraz, od dziś. To nie przejdzie. Lepiej proponować coś co ma szanse powodzenia. Moje propozycje to : 1) ograniczenie polowań zbiorowych albo polowania zbiorowe tylko na model „szwedzki”, 2) licencje dla mysliwych chcących polować na ptactwo z obowiązkowym egzaminem ornitologicznym i strzeleckim 3) obniżenie maksymalnej odległości na którą można oddać strzał np. do 70-100 m. 4) konkretne kary (również pieniężne, bo te najlepiej przemawiają do rozumu ) za nieprawidłowy odstrzał samców zwierzyny płowej. Gdyby tylko te cztery punkty udało się zmienić, to byłoby naprawdę bardzo dużo.

  440.  

    Pewnie, że od razu nie przejdzie. Co do punktu 2 – absolutnie się sprzeciwiam w ogóle strzelaniu do kaczek i gęsi. Po prostu nie da się sztucerem trafić w kaczkę a kilkadziesiąt śrutów razi wszystko co leci, jak popadnie. A w ogóle to szkoda życia małego ptaka, z którego nie wiele jest mięsa.

  441.  

    Witam wszystkich wielkanocnie. od dłuższego czasu się zbieram żeby Panu Ernie nakreślić jakąś choćby cząstkową odpowiedź, i ciągle coś mnie odrywa. ale będzie na pewno, jakaś próbka przynajmniej.
    pozdrawiam

  442.  

    Intensywność naszej dyskusji faluje sobie, jak z resztą wszystko w ekosystemie. Np. weźmy takiego kornika drukarza, sprzymierzeńca leśników z Białowieży (pomaga im znajdować pretekst do wycinek), raz na kilkadziesiąt lat tak się mnoży, że strach na to patrzeć, po czym znów znika i tak w kółko od tysięcy lat. A leśnik ma szanse najwyżej raz w życiu zobaczyć szczyt takiej fali i zazwyczaj traci głowę, bo wydaje mu się, że to coś nienormalnego i wkracza. Wyrzucanie z samolotów karmy dla lisów ze szczepionką to typowy wyraz bardzo płytkiego myslenia. Nikt nie przewidział, że lisów będzie tak dużo, że nie będą mogły na zimę pójść do innej nory bo tam już zajęte. I żyjąc w starej nie pozwalają zimie wytłuc świerzbowca.
    Jak bardzo ludzkość potrzebuje dostać w dupę, żeby nauczyć się że przyroda sama się świetnie reguluje, że słynny ,,poszukiwany” kornik jest dobry, że wścieklizna była od zawsze i musi być, że plagi zawsze się pojawiały i muszą się pojawiać itd.

    Piszę o tym bo wiem, że wśród myśliwych powszechne jest złudzenie konieczności poprawiania natury.

  443.  

    I na kogo głosować?!

  444.  

    Komorowski odpada – zapalony myśliwy trofeista, jeździ mordować głuszce do Rosji, bo u nas nie wolno, więc korzysta że tam są barbarzyńskie obyczaje. ma w domu „znamienitą” kolekcję trofeów, której zazdroszczą mu koledzy politycy.
    cimoszewicz – myśliwy
    pawlak – myśliwy
    Olechowski – nie wiem.
    w tym kontekście postać Jarosława Kaczyńskiego, miłośnika kotów, wyróżnia się bardzo pozytywnie:)
    i co robić?

  445.  

    Przypominam Panie Tomaszu, że PiS chętnie rozjechałby Rospudę.
    Myślę o głosowaniu na nie-myśliwego, ale to „pusty” głos.Liczyć
    będą się dwaj panowie, mistrzowie czynienia zła. I co mam biedna
    począć? Nie mam wagi żeby zważyć, który bardziej, po wygranej
    będzie niszczył świat.

  446. Wujek Dobra Rada
     

    Małgosiu, zagłosuj na Tomka Matkowskiego . On też je mięso, przyczyniając się do śmierci zwierząt, ale przynajmniej ma wyrzuty sumienia ! Twój oddany Wujek Dobra Rada.

  447. Tomasz Matkowski
     

    może wcale nie głosować? Ech, przydałby się jakis kandydat partii zielonych…

  448.  

    Podpowiedział mi co mam zrobić dziennikarz z tok fm,Roman Kurkiewicz. Pójść na wybory, oddać nieważny głos, przekreślić
    kartę i wpisać nazwisko kogoś, kto jest naszym wymarzonym
    kandydatem.
    I tak wygra myśliwy (ma Pan pojęcie, w Europie XXI wieku prezydentem będzie infantylne stworzenie strzelające do zagrożonych wyginięciem istot !!!).To w zachodnim świecie byłoby NIEMOŻLIWE.

  449.  

    hmmm… nawet wiem, kto byłby takim wymarzonym kandydatem. Jeżeli ktokolwiek z wyborców nie wie na kogo zagłosować, odpowiedź znajdzie tutaj:
    http://www.youtube.com/watch?v=OzihxXTGC7k

  450.  

    Płakać mi sie chce jak pomyślę sobie ile cierpienia musi znieść ,źle trafione zwierze :(
    Czy wyobrażacie sobie trafienie w brzuch ? Uszkodzenie jelit, nerek , rozerwanie otrzewnej ??
    Jak może sie czuć taka słodka mała Kuna którą ktoś postrzeli w krtań? Jak może sie czuć Borsuk któremu jakiś drań odstrzelił łapke??

    Jak może sie czuć nic nie winne zwierze gdy ktoś wchodzi do jego domu i bez pytania do niego strzela??

    Oczywiscie całe to dorabianie ideologii o potrzebie polowań, o „selekcji” , o dokarmianiu to czysta zasłona dymna. W Polsce funkcjonuje taka jednostka jak LEŚNICZY, która bez waszej pomocy doskonale dała by sobie radę z dokarmianiem. Jestem też w stanie założyć sie o wszystko co mam ,że nie jeden miłośnik zwierząt zrobił by to za Was.

    Długo to jednak nie nastąpi ponieważ lobby myśliwskie jest w Polsce strasznie silne. Na domiar złego najprawdopodobniej pierwszym polakiem w państwie będzie „morderca”

    Wróce jeszcze na chwile do kwestii zaburzonej selekcji naturalnej.

    Jak może nie być zaburzona skoro myśliwi są w stanie wybić prawie całe pogłowie dzika lub sarny ??

    W Bieszczadach pasterze krzyczą ,że wilki zjadają im owce. Warto sie zastanowić dlaczego je jedzą, czy nie jest przypadkiem tak ,że nie mają do zjedzenia nic innego?

  451.  

    Wolę głosować na myśliwego niż na takich hipokrytów jak wy.

  452.  

    Takiego steku bzdur i hipokryzji dawno nie słyszałem.
    Jako myśliwy proponuję aby przez kilka lat wstrzymać polowania i zobaczymy co wtedy „mądrzy” państwo powiedzą.
    1. Ciekawe jak rolnicy przeżyją jeśli dziki i zwierzyna płowa zniszczą im uprawy (populacja dzika przyrasta w postępie wykładniczym). Zwierzyna nie będzie siedzieć w lesie skoro może korzystać z dobrodziejstw rolnictwa (dodatkowo zbyt duża ilość zwierząt w lesie oznacza szkody w uprawach leśnych).
    2. Myśliwy zabija humanitarnie (przykładowo do zabicia bizona wystarczy energia pocisku 500J, amunicja myśliwska musi mieć minimum 2000J aby zwierzę nie cierpiało i padło w ogniu nie wiedząc nawet że ginie) co innego w rzeźni, tam zwierzę ma pełną świadomość nadchodzącej śmierci. Kupujący szynkę w sklepie oczywiście mają czyste ręce, to nie oni zabijali, oni są czyści! Tylko że do póki ludzie jedzą mięso to zwierzęta będą zabijane.
    3. „Przestańmy jeść mięso” krzykną. Proszę bardzo ale gdzie ziemniaka znajdziesz człowieku jak go dzik zje?
    4. „Ogrodźmy uprawy”. Dobrze ale będzie to bardzo drogie i nie wszystkich będzie stać na takie jedzenie.
    5.”Wpuśćmy wilka albo innego drapieżnika” krzykną szaleńcy. Proszę bardzo niech „naturalnie” zwierzyna będzie zjadana żywcem no i mały problem – wilk jak każde zwierzę idzie na łatwiznę – prościej jest capnąć owieczkę lub krówkę niż ganiać za dzikiem który wilka się za bardzo nie boi.
    Podsumowując moją chaotyczną wypowiedz:
    Ludzie będą musieli jeść trawę (jeśli jej dla nas starczy) skoro uprawy i zwierzęta domowe zostaną zjedzone. Człowiek sam jest drapieżnikiem i na przeżuwacza za bardzo się nie nadaje. No i na koniec mała rada „Palnijcie się sami w te pseudoekologiczne łby zanim zaczniecie pisać farmazony”.

  453.  

    W nowym numerze łowca Polskiego jest obszerny wywiad z Arturem Niziołem -prezesem Klubu Safari. Odwiedziłem stronę klubu i co czytam: ,,Do ustrzelenia bardzo grubego zwierza, w tym słonia, hipopotama, bawołu przy strzelaniu na komorę zaleca się by pierwszym pociskiem był pocisk ekspansywny. Natomiast drugi, trzeci i kolejne, jako, że nie są zbyt celne, aby były to pociski pełnopłaszczowe o bardzo dobrej penetracji.”

    Oburzające, że w XXI wieku w środkowej Europie funkcjonuje jeszcze takie coś.

  454.  

    Witam wszystkich. Cieszę się że starzy znajomi tu zaglądają !

  455.  

    Witam serdecznie Pana Erniego!

  456.  

    Witam ,przeczytalem Panstwa posty z wielka uwagą i przykro mi ,ze Pani Gosia utozsamia Kosciól a takze katolikow ze zlem i wstecznictwem.Gdzie tolerancja i poszanowanie swobod ?

  457.  

    Odnosnie propozycji dotyczacych ograniczenia myslistwa tudziez wyeliminowania z niego osob ,ktore nie powinny tam byc.To co napisze pewnie nie wzbudzi u Panstwa entuzjazmu ,niemniej po to tu jestesmy aby moc przedyskutowac w sposob kulturalny pewne aspekty dotyczace polowania.Moze tak wprowadzic do polowania bron cieciwowa zamiast palnej ? W wielu krajach na swiecie tak wlasnie sie poluje.Obowiazuja przy tym scisle przepisy a dla zwierzat szanse przezycia sa nieporownanie wieksze niz podczas polowania z uzyciem broni palnej.Co wiecej, automatycznie znikneliby z lasow pseudomysliwi , nadziani dziadkowie ,biznesmeni itp hobbysci dla ,ktorych polowanie to zabawa.Polowanie z uzyciem łuku mysliwskiego wymaga sporego kunsztu i wysilku fizycznego.Smierc zadana strzala dla trafionej zwierzyny jest tez lzejsza niz od kuli ,gdyz zwierze czesto jest nieswiadome tego co sie stalo i umiera szybko z wykrwawienia.Niebagatelna rzecza jest tez brak huku przy wystrzale, co tez ktos z Panstwa na tym forum poruszyl.Oczywiscie zawsze jak wszedzie indziej moze sie trafic nieetyczny mysliwy ,jednak z powodow ktore wymienilem na poczatku wypowiedzi bedzie ich zdecydowanie mniej anizeli wsrod mysliwych polujacych z bronia palna.

  458.  

    ja też się cieszę!

  459.  

    Witam pana Górala. Nie wydaje mi sie żeby to był dobry pomysł z kilku powodów. Po pierwsze w naszej dyskusji nie uzgodniliśmy kluczowych spraw. A więc, czy wogóle dopuszczamy polowanie na zwierzynę dziko żyjącą ? Przypuszczam że nawet pan Tomasz, sprawca całego „zamieszania”, nie jest do końca przekonany , że całkowity zakaz polowań to dobre rozwiązanie. Jeżeli chodzi o polowanie z kuszą czy z łukiem, nie będę się wypowiadał ponieważ nigdy nie miałem z tym do czynienia. Mam tylko spore wątpliwości czy strzała z łuku może spowodować tak duże uszkodzenia organów wewnętrznych jak kula. Osobiście bałbym się strzelać do zwierzyny z łuku, bo nie jestem przekonany że śmierć nastapiłaby szybko. Ja mam swoje zasady o których pisałem już kiedyś , a więc : strzał z bliskiej odległości ( do 70 m ), tylko przy dobrej widoczności, celna broń i skuteczna amunicja, wygodna pozycja do strzału. Unikam zbiorówek, bo tam czasami dzieje sie coś za szybko ( jak dla mnie ). Natomiast jestem zwolennikiem ograniczenia dostępu do polowań ludziom którzy widzą w tym tylko rozrywkę, nie widząc i nie rozumiejąc że zwierzyna to żywe istoty. Tylko jak to zrobić ? Ja swoje propozycje zamieściłem 15.03.2010r. Pozdrawiam.

  460.  

    Przeczytałam niedawno, że 3-letnie dziecko ssaka jakim jest człowiek i dowolny dorosły ssak zwierzęcy odczuwają zadawane
    cierpienie w IDENTYCZNY sposób. Dlaczego więc tak pochylamy się nad dzieckiem ludzkim? Ja wiem, a Panowie wiedzą?

  461.  

    Ciekawe jest, że pan Matkowski – jakkolwiek z pewnością zyskał rozgłos ta publikacją, przez lata nie miał nic przeciwko otrzymywaniu tych splamionych „farbą” pieniędzy, które zarabiał na polowaniach dewizowych. Co więcej, nadal od czasu do czasu odświeża swoje oferty w biurach polowań. To jest dopiero hipokryzja. Trochę hipokryzją jest też, że wszyscy Państwo uważający omawianą książkę za wyznacznik prawdy o myśliwych i łowiectwu, nie sięgnie do jakiejkolwiek publikacji naukowej. To tak jak wypowiadać się o jakiejkolwiek innej dziedzinie na podstawie tylko emocjonalnych publikacji. Fakt – książka gra na emocjach czytelnika – jednak problem jest znacznie bardziej złożony niż epatowanie krwawymi obrazami na niczego nieświadomym czytelniku. Takie czy inne regulowanie populacji zwierząt dziko żyjących jest potrzebne – w takiej czy innej formie. Argument o parkach narodowych – że tam przyroda reguluje się sama jest chybiony – ponieważ te tereny z założenia są nieskażone i z minimalna ingerencją człowieka. My rozmawiamy o ekosystemach w które weszły chemia, rolnictwo, gospodarka leśna (a więc pozyskiwanie drewna, ochrona drzewostanów przed szkodami wyrządzanymi np. przez jelenie), przemysł, urbanizacja. Słowem – warunki spowodowane zbyt ekspansywną działalnością człowieka ograniczyły możliwość swobodnego bytowania zwierząt. Fakt – człowiek przez lata swojej działalności wybił drapieżniki – i być może pewnym rozwiązaniem byłaby ich reintrodukcja. Parę krajów w Europie zrobiło to w ograniczonym zakresie – proszę poczytać o skutkach. Zgadza się – łowiectwo ma kontrowersyjną otoczkę pasji, kultu śmierci, zabijania (choć to jego niewielka część), ale różne są też intencje myśliwych, tak jak różny jest przekrój społeczny polujących – ja osobiście nie pochwalam polowań dla „sportu” – takich jak dewizowe. Natomiast wydawanie łatwych sądów – do których prowokują podobne publikacje – nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest dyskusja, chęć wzajemnego zrozumienia obu stron. I jeszcze jedno – często pada argument o niewinnych zwierzętach. Czy chcemy tego czy nie – zabijanie jest częścią cyklu przyrody. Czy koźlę sarny, którego jedyną obroną jest brak wydzielanego zapachu jest niewinne jeżeli jest zabijane przez drapieżnika? A mały zajączek rozszarpany przez lisa? Z punktu widzenia wrażliwego człowieka tak – a w przyrodzie wszystko się odrodzi – tak to przebiega – za rok będzie nowe, urodzi się, zginie, umrze, zostanie zjedzone. Nieprzypadkowo wielu pisało o „duchu przyrody” – zrozumie go ten, kto jest blisko niej, a nie w niedzielę na pikniku albo za klawiaturą. Obecnie człowiek postawił się w miejscu w którym niegdyś były drapieżniki – i zabija – i jest bezwzględnym eksploratorem – w Polsce masowo kilkadziesiąt milionów zwierząt rocznie w przemysłowych ubojniach lub kilkaset tysięcy na polowaniach. O pierwszych – wypierając – zapomina, o drugich pisze podobne książki. Gdzie etycznie leży większy problem – naprawdę trudno powiedzieć – a łatwe sądy bez poznania problemu, uwarunkowań biologicznych, podstaw współczesnej ekologii – jest wydawać bardzo wygodnie. Bo sprzedaje się krew, takie książki nabijają kieszeń, media chętnie i łatwo o tym piszą. Ale nie sprzeda się rzeczowe przyjrzenie problemowi i zaproponowanie innych rozwiązań – bo komu chce się czytać coś o „niekomiksowym” podejściu. Szkoda.

  462.  

    „Co więcej, nadal od czasu do czasu odświeża swoje oferty w biurach polowań.” przepraszam oczywiście miało być „odświeżał” – bo kwestia jak rozumiem należy do przeszłości – a sens wyszedł inny i podejrzewam bardzo nieprawdziwy i krzywdzący dla autora. Nie miał być to atak personalny. Tak czy inaczej zapraszam do dyskusji na argumenty – nie emocje. pozdrowienia

  463.  

    PS. chciałbym również poznać rozwiązanie przeciwników łowiectwa – jaką, uzasadnioną ekologicznie – alternatywę dla polowań proponują. Ponadto chciałbym przytoczyć parę faktów – Polska jest jednym z ostatnich w Europie krajów z takim – opartym o racjonalną gospodarkę (realizowaną mniej lub bardziej racjonalnie i skutecznie oczywiście) – modelem łowiectwa. W wielu innych krajach łowiectwo to coraz bardziej „sport” (celowo cudzysłów), komercja, hobby, rekreacja. W takiej Francji mamy według różnych statystyk od 1 mln do 1,3 mln myśliwych. W Polsce – sto kilkadziesiąt tysięcy. W innych krajach europejskich odsetek rozkłada się różnie – najwięcej myśliwych na jednego mieszkańca jest np. w Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji. A najmniej – na przykład w Polsce. Dlatego z zainteresowaniem czytam argumentację o tym, że Europa Zachodnia jest jakoby bardziej „postępowa”. Na argument na temat reintrodukcji czy utrzymywania liczebności gatunków przez myśliwych – „robią to, bo mają na co polować” – odpowiem nieco przewrotnie – liczą się w tym przypadku pobudki (przyjmijmy, że mniej szlachetne) czy efekt – czyli zachowanie bioróżnorodności? czy nam, ludziom zależy zatem na zachowaniu możliwie najwyższej ilości gatunków czy na ich samoregulowaniu, skutkującym wypieraniu jednych przez drugie? Przypominam, że nie rozmawiamy o ekosystemie idealnym – gdzie człowiek nie ingeruje, nie buduje szlaków komunikacyjnych, nie zabiera gatunkom przestrzeni życiowej, nie ogranicza konsumpcji (ile z nas odmawia sobie zakupów, zdając sobie sprawę że metr makulatury to 40-letnia sosna?) i tak dalej i tak dalej. Zapraszam do dyskusji.

  464.  

    To o czym Pan pisze(WF) jest już przedyskutowane wszerz i wzdłuż. Nic nowego. Powtarzam pytanie min do Pana: dlaczego, choć cierpienie jest identyczne nie strzelamy do trzyletnich dzieci
    a do zwierząt nam wolno? Absurd, durne pytanie, prawda?
    Ale tylko pytając i mozoląc się nad odpowiedzią możliwe jest humanizowanie naszych postaw i zachowań.(jeśli się jest myśliwym najłatwiej jak Dziki dzik krzyknąć: darz bór i uciec do lasu)

  465.  

    Panie WF, niestety nie da się rozmawiać tylko na argumenty, bo one, jak cała nasza logika jest na usługach emocji. Wiara (w cokolwiek) czyni człowieka ślepym i głuchym na argumenty które mogą nam tę wiarę podważyć. Oczywiście myśliwi powiedzą, że to ja jestem ślepy na ich argumenty bo nienawidzę myślistwa. Zgoda. Ale co z argumentami samych poszkodowanych, o których cała ta nasza debata?

  466.  

    Proszę Państwa – tu wchodzimy w zagadnienia etyczne, które można by omawiać długo i ciężko z nimi polemizować – i z większością prezentowanych przez Państwa argumentów się tu zgodzę (choć nie jestem zwolennikiem tak mocnych porównań jak Pani Gosi) . Obojętne czy uważamy że zwierzęta hodowlane czy część dziko żyjących są po to żeby je jeść konkluzja jest jedna: Zabijanie to zabijanie, zadawanie cierpienia to zadawanie cierpienia. Nawet jeżeli taki zwierzak, zabity na polowaniu jest przeze mnie, rodzinę czy znajomych albo kogoś w restauracji gdzieś w Polsce czy Europie zawsze zjedzony, tak jak być może zabijane w rzeźni zwierzęta są zjadane przez Państwa – jest zastrzelony i cierpi – to prawda. Moją rolą – jako myśliwego, jeżeli już wierzę w słuszność łowiectwa jako rozwiązania sprzyjającego współcześnie zachowaniu bioróżnorodności – jest zadawać tego cierpienia jak najmniej i tylko wtedy kiedy jest to konieczne. Proszę mi wierzyć, nie czerpię jakiejś perwersyjnej przyjemności z zabijania a w łowiectwie szukam i znajduję wiele innych aspektów, które sprawiają, że myśliwym jestem. Nie będę się egzaltował jakich, bo jak widze łątwo to może zostać użyte przeciwko mnie. Niestety, to zabijanie zdaje się tu przysłaniać wszystko. Jedno o co mogę Państwa prosić – to o zachowanie rozwagi i wyważonych sądów. Bo łatwo jest wrzucić wszystkich uprawiających łowiectwo do jednego worka. Żałuję – nawiązując do książki Pana Matkowskiego – że nie miał szansy spotkać na swojej drodze takich myśliwych, jakich ja spotkałem. Wiadomo, że i tu, jak w każdym środowisku znajdziemy i ludzi, którzy Państwo nazwiecie perwersyjnymi rzeźnikami i ludzi, którzy dla tej przyrody naprawdę coś robią (nawet jeżeli jednocześnie zabijają i przez to postawili się w roli tych „współczesnych drapieżników” i przez ten sam fakt są przez Państwa nieakceptowani). Jedno co mnie tylko drażni to demagogizowanie i tendencyjność, których sporo w omawianej publikacji. Choć, wiecie Państwo, być może jest ona o tyle potrzebna, że pokazuje części tych kolegów myśliwych, którzy mają ochotę na dialog i zrozumienie, że może czas coś w tym łowiectwie i jego wizerunku zmienić – zgodnie z najnowszą wiedzą, badaniami, bo jego akceptacja, jak widać (nawet jeżeli wiedza o łowiectwie w społeczeństwie jest bliska zeru i kształtowana przez publikacje, których autorzy niekoniecznie zgłębili temat, a na lekcjach biologii i ekologii mało kto uważał) jest coraz mniejsza. Cóż, jedyne czego mogę Państwu życzyć, to co najmniej takich samych dylematów czy przemyśleń, jakie ja mam za każdym razem, kiedy (choć rzadko) pociągam za spust. Z tym, że Państwu ich życzę w momencie (tym z Was, którzy mięso jecie), kiedy wbijacie widelec w mięso na talerzu – czując się lepsi ode mnie i mi podobnych, tylko dlatego bo krwi czy jak kto woli farby na rękach bezpośrednio nie macie. Pozdrawiam.

  467.  

    Witam Panie Erni,nawiaże tylko do Pana wątpliwości odnosnie skutków rażenia strzałą. Otóz współczesne łuki myśliwskie pozwalaja na bardzo precyzyjny strzał do celu ,natomiast energia strzały jest na tyle duza ,ze czesto bez problemu pocisk przechodzi na wylot.Strzała nie miażdży ani nie rozrywa tkanek zwierzęcia jak w przypadku kuli tylko je rozcina na duzej powierzchni sprawiając ,że zwierzę się wykrawia w krótkim czasie.Dlatego duża energia nie jest potrzebna gdyz inny czynnik powoduje śmierć.Do polowań z broni cięciwowej stosuje sie specjalnie do tego przeznaczone groty.Uważa sie ,ze z łuku o sile naciągu 60-70 funtów można uplowac każde zwierze żyjące na naszym globie.Tyle po krótce informacji dla Pana.Pozdrawiam.

  468.  

    Moja odraza do myślistwa jest niczym w porównaniu z uczuciem po obejrzeniu dwóch filmów dokumentalnych: ,,American Food Corporation” oraz ,,Świat według Monsanto”. Ale to, że są gorsze zjawiska niż polowania nie powoduje, że zmienię zdanie. Po prostu jeszcze mi smutniej patrząc co się dzieje na świecie i jak nasz gatunek pasożytuje na ziemi.
    Pan WF pisze: ,,zadawać cierpienia jak najmniej i tylko wtedy gdy jest to konieczne” – no właśnie, myślę, że wszyscy się tu zgadzamy, ale co znaczy ,,jak najmniej”? Dla zachowania dobrej kondycji naszej populacji moglibyśmy także regulować swoją liczebność, bo jak wiemy jest nas już za dużo. Jednak uważamy, że człowiekowi należy się więcej niż jakiemukolwiek innemu gatunkowi. I tu się mylimy i to bardzo. Wynika to z podstawowego złudzenie, na które chorujemy od bardzo dawna, a które ma korzenie w okresie gdy musieliśmy walczyć o przetrwanie. Dziś nasze przetrwanie zależy nie od dominacji ale od ,,poddania się” przyrodzie i zdania sobie sprawy że czas to zmienić. Zanim to sobie uświadomimy z pewnością przyroda nam to uświadomi, bo ludzie nie są rozsądni (jak pokazuje historia Majów, Rapanuiczyków i niebawem nasza) i widzą dopiero jak już jest za późno.
    Wracając do myślistwa to:
    Po pierwsze:
    zakazałbym polowania na kaczki i gęsi z powodów o których pisałem już i nie chce mi się o tym w kółko pisać.
    Po drugie:
    polowań zbiorowych -zbyt dużo niecelnych strzałów
    Po trzecie:
    40 mln zł rocznie na dokarmianie ograniczyłbym do kwoty potrzebnej na wyposażenie myśliwego w miskę z paroma garściami ziarna wyłącznie do robienia pasów zaporowych (kilka garści ziarna jest w stanie zatrzymać dziki, nie najedzą się a buszowania mają na kilka dni) Jeżeli dzików jest za dużo, a jest, to bez dokarmiania zimą problemu nie będzie za kilka lat. Na prawdę bez dokarmiania będzie ich mniej!
    Po czwarte:
    skończyć z idiotycznym wyrzucaniem szczepionek na lisy (skutki -duże straty w lęgach ptasich, epidemia świerzbowca u lisów, łasicowatych, wiewiórek i być może za jakiś czas u wilków i rysi)
    Po piąte:
    Rozpocząć wreszcie proces przywracania naturalnych drapieżników, którzy jak wiadomo zawsze lepiej odróżnią słabego od zdrowego bo go np. gonią a nie siedzą z lunetą. Nie zapominać, że zima i wścieklizna to także precyzyjni selekcjonerzy.
    Po szóste:
    wszystkie myśliwskie biura typu safari -zamykają swoja działalność myśliwską, koniec z podziwianiem afrykańskich trofeów, publicznym i bezwstydnym reklamowaniem w pismach ogłoszeń typu:,, zapoluj na Wielka Piątkę!”

    Siódma propozycja jest moją osobistą, sprawdzoną: my, jako naczelne jesteśmy wszystkożerni podobnie jak szympansy, a więc ok. 95% to dieta roślinna. A w przypadku innych małp 99% a nawet 100. Było wielu ścisłych wegetarian, którzy w zdrowiu dożywali stu lat. Było też wielu zdrowych długowiecznych którzy mięso jedli. A zatem tu także mamy wybór.
    Pozdrawiam

  469.  

    Witam wszystkich po przerwie.
    mogę tylko donieść z przyjemnością, że już od ponad poł roku nie jem mięsa. Czuję sie z tym dobrze, zrobiłem nawet badania i jestem zdrowy jak koń.
    co do dyskusji o polowaniach, widzę, że każdy nowy dyskutant po prostu pisze co mu przyjdzie do głowy zamiast przeczytac całą dyskusję – wtedy wiedziałby, że jego argumenty zostały juz dawno przedyskutowane i obalone.
    I znów jak zawsze pojawia się argument, że powinniśmy koniecznie poczytac „fachowe publikacje”, bo bez tego ani rusz. Ja czytałem te publikacje i obficie je cytuję. Lepiej by było dla myśliwych, gdyby te publikacje ukryli jak najgłębiej zamiast się nimi chwalić. Są to bowiem podręczniki jako żywo przypominające hitlerowskie poradniki jak odróżnić Żyda i jak skutecznie go zabić. Tylko jeszcze dużo bardziej sadystyczne.
    pozdrawiam
    Tomasz Matkowski

  470.  

    Zabijaniu żydów przynajmniej nie towarzyszył żaden patos, ani nabożeństwa. Myślistwo jest pod tym względem bardziej finezyjne. Choć widzę też podobieństwa w nienazywaniu rzeczy po imieniu jak np: ,,kwestia żydowska” czy ,,farba”.

  471.  

    Panie Tomaszu, to pana życie i pana wybór. Rozumiem, że czuje się pan z tym lepiej. Ja również staram się wprowadzić coś nowego w swoje życie. Chciałbym odżywiać się tylko mięsem zwierząt, które sam upoluję ( w przeciwieństwie do 99 % odżywiających się mięsem). Zanim zacznie mnie pan krytykować, proszę skrytykować ludzi bezmyślnie kupujących mięso w sklepach czy supermarketach. Zanim zabiję zwierzę, wybiorę to najsłabsze czy najstarsze ( dokonam selekcji), potem oddam mu hołd, wkładając do pyska „ostatni kęs”, mięso spożytkuję, a spreparowane trofeum powieszę na ścianie. Nie po to, aby chwalić się przed kolegami, ale po to żeby każdego dnia, kiedy na nie spojrzę, mieć pewność, że to był dobry wybór. Że nie naraziłem żadnego zwierzęcia na życie w chlewiku, na dwóch metrach kwadratowych przez pół roku, a na koniec, że nie naraziłem go na śmierć przez poderżnięcie gardła dla schabowego po wiedeńsku. Mam świadomość tego co robię, szkoda, że 99 % ludzi nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzają zwierzętom. Pozdrawiam. Ps. I jeszcze jedno pytanie, bo w pana wypowiedziach jest dużo demagogii. Oczywiście znane są hitlerowskie podręczniki opisujące jak odróżnić Żyda od Aryjczyka, ale gdzie znalazł pan opis jak skutecznie zabić Żyda ? To oczywiście pytanie nie na temat, ale dowód na to że dorabia pan ideologię do sytuacji. Jeszcze raz pozdrawiam.

  472.  

    Głośna sprawa z żubrem… ale łamanie prawa i kodeksu łowieckiego jest na porządku dziennym. Np.:jeżeli chodzą sobie koziołki jeden ładny drugi szpiczak to 99% myśliwych strzeli do tego ładnego. A przecież są po egzaminie selekcjonerskim! Za to nie idzie się do więzienia jak za żubra. Żaden kolega z koła też nie wkopie drugiego, a nawet zwrócić uwagę będzie mu trudno.
    Jeszcze jedno: kiedyś pan dziki dzik napisał, że ,,powoli otwieram oczy” To prawda dotarło do mnie wreszcie, że w myślistwie chodzi o to, żeby chłop mógł się wyżyć. Reszta to dorobiona ideologia.

  473.  

    Może nie 99% ale na pewno 80-90 % mysliwych strzeli do tego ładnego. Ja w zeszłym roku strzeliłem ładnego kozła ( myłkus, prawy parostek „szóstak”, lewy parostek „szydło” ), w tym roku spotkałem starego kozła o pięknym uwsteczniającym się porożu, ale na razie nie udało się go podejść na odpowiednią odległość. Dziękuję panie Jacku za pozytywny wpis o myśliwych.

  474.  

    Nie ma za co.

  475.  

    Panie Jacku:

    pozwoli Pan że odniosę się tylko do niektórych Pańskich postulatów:

    „Po trzecie:
    40 mln zł rocznie na dokarmianie ograniczyłbym do kwoty potrzebnej na wyposażenie myśliwego w miskę z paroma garściami ziarna wyłącznie do robienia pasów zaporowych (kilka garści ziarna jest w stanie zatrzymać dziki, nie najedzą się a buszowania mają na kilka dni) Jeżeli dzików jest za dużo, a jest, to bez dokarmiania zimą problemu nie będzie za kilka lat. Na prawdę bez dokarmiania będzie ich mniej!”

    Tak, i potwierdzają to badania. W latach siedemdziesiątych w Małopolsce przeprowadzone zostały kompleksowe badania dotyczące ograniczanie szkód przez dziki poprzez stosowanie pasów zaporowych. Wyszło, że szkód może być nawet o 70 % mniej! Dlatego się z panem w pełni zgadzam, choć nie jest to z pewnością miska i parę garści ziarna.

    Dokarmianie, sadzenie poletek żerowych i tak dalej, jak Pan zapewne wie, nie służy tylko zapewnieniu populacji bazy żerowej w trudnych warunkach, podniesieniu jej jakości i zapewnieniu niezbędnych składników mineralnych (lizawki) ale w dużym stopniu odciągnięciu jej od wyrządzania szkód w uprawach leśnych (jeleniowate) i rolnych – których człowiek zazdrośnie strzeże bo ma w nich interes. W rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie metod odciągania zwierząt jest sporo – tak mechanicznych jak i ekologicznych i z praktyki wiem, że jedna metoda nigdy nie jest rozwiązaniem.

    Może przykład z życia – weekend spędziłem na rozwiązywaniu problemu o którym rozmawiamy – czyli grodzeniu upraw rolnych, sypaniu pasów itp. I ma Pan 3-hektarowe pole kukurydzy i rolnika dla którego jest źródłem utrzymania. W tym polu bazę żerową, idealne warunki (pokarm, błotko, woda) znalazło 50 (!) dzików. I proszę mi wierzyć, jak poczuły świeżutką kukurydzę i zimne błotko w upalny dzień to nie pomogły ani pasy, ani elektryczny pastuch, ani pędzenia z psami ani bliskość drogi i osad ludzkich. Rolnik gdyby miał taką możliwość wystrzelałby je wszystkie. A plan pozyskania dzików w obwodzie nie pozwala nawet na odstrzał tych z tego poletka.

    Więc nasza internetowa pisanina to jedno a praktyka drugie.

    „Po piąte:
    Rozpocząć wreszcie proces przywracania naturalnych drapieżników, którzy jak wiadomo zawsze lepiej odróżnią słabego od zdrowego bo go np. gonią a nie siedzą z lunetą. Nie zapominać, że zima i wścieklizna to także precyzyjni selekcjonerzy.”

    Zgadzam się w stu procentach. Problemem jest tu człowiek (niektórzy myśliwi) który zazdrośnie strzeże roli jedynego dużego drapieżnika i społeczności lokalne, dla których strata zwierząt domowych (nieproporcjonalna) jest dużym problemem. Dochodzi do tego postrzeganie dużych drapieżników – tak przez niektórych myśliwych, jak przez społeczności lokalne, media, turystów.

    Co do innych pańskich postulatów – zgadzam się z nimi w większym lub mniejszym stopniu, ale elaboratów nie będę pisał bo nie miejsce na nie.

    Między nami, naprawdę lubię zjeść sobie smaczną, dobrze przyrządzoną, dziką kaczkę. Ale to argument emocjonalny.

    Pozdrawiam Panie Jacku i dziękuję za wiedzę i chęć podjęcia rzeczowej dyskusji.

    Panie Tomaszu,

    trudno mi się pisze te słowa, ale pisząc o publikacjach nie pisałem o starych podręcznikach typu „Łowiectwo”, ale o pozycjach z leśnictwa, rolnictwa, ekologii, biologii zwierząt. Pan pisze, że argumenty zostały dawno przedyskutowane i „obalone”. Ja mam wrażenie, że jednoznacznie obalić to można dowód w matematyce a nie złożoności zachodzące między człowiekiem a ekosystemem w dobie upraw leśnych, rolnych, ekspansywnej działalności człowieka, dróg, autostrad. Nad nimi pracują głowy tęższe od Pana i mojej na akademiach rolniczych w całej Europie.

    Gdzieś mi wpojono, że dobra dyskusja polega na uszanowaniu adwersarza – bez względu na jego poglądy, na nie tylko mówieniu, ale i słuchaniu i próbach zrozumienia. A tu czytam od razu demagogizowanie o podręcznikach jak odróżnić Żyda. Jeżeli już jesteśmy w tej stylistyce, to mam wrażenie że Pan tezę już dawno ma, a wszyscy uczestnicy tej dyskusji za jakiś czas przeczytają ładnie wyjęte z kontekstu i chwytliwie skomentowane wyimki w Pana następnej publikacji.

    I nawiązując do historycznego anturażu przypomina mi ten ton goebbelsowskie kroniki, w których zestawiono kadry szarżujących ułanów z kadrami nacierających czołgów. Jaki z tego wniosek efekt? Ułani szarżowali na czołgi.

    A problem jest naprawdę o wiele bardziej złożony niż proste i chwytliwie podane rozwiązania.

    Tym samym dziękuję wszystkim – bez względu na poglądy i uciekam do lasu. Tam mam, wrażenie, mogę więcej zrobić dla zwierząt nawet, jeżeli od czasu do czasu (co za paradoks!) przyjdzie mi jakieś zabić.

    pozdrawiam i do widzenia :)

  476.  

    Panie WF co do kaczki to pewnie i ja bym jadł, z jabłkami, ale żal mi jak widzę ile z nich jest ranionych podczas strzelania. Na 4-5 kaczek ze dwie zaznaczają (ok.2 -4 kiwnięcia na boki, zatrzepotanie skrzydłami i różne inne chwilowe nieregularności w locie) i lecą dalej. Co dalej się z nimi dzieje nie wiem ale myślę, że dzieje się najgorzej jak tylko można. Mi jest ich żal, nie chcę, żeby do nich strzelano. To, że nie czujemy cudzego cierpienia nie znaczy że go nie ma.

  477.  

    PAMIĄTKI

    Często biorą trofea (kawałki/elementy ciała ofiary) lub pamiątki (przedmioty lub rzeczy osobiste należące do ofiary). Były przypadki, że sprawca wycinał narządy rodne kobiety. Nazywa się to mutylacją. Sadyści robią to przed śmiercią ofiary, dewianci – po śmierci. To świadczy o całkowitym uprzedmiotowieniu kobiety. Po co to robią? Po pewnym czasie wspomnienia o zdarzeniu zanikają, a sprawca ich potrzebuje. Trofea lub pamiątki pozwalają mu wracać do tych zdarzeń, by przeżywać je w nieskończoność.

    O seryjnych mordercach, z książki Katarzyny Bondy i Bogdana Lacha „Zbrodnia Niedoskonała”, str. 78, Wyd. Videograf.

    Następną czynnością jest spreparowanie łba, tzn. oczyszczenie go ze skóry, mięśni, ścięgien, błon i tłuszczu, oraz wybielenie czaszki. Wszystkie te czynności ułatwia wygotowanie(…) Łeb należy gotować od 45 do 60 minut, w zależności od wieku: starsze dłużej, młodsze krócej. Do oczyszczenia łba z mięsa, ścięgien itp. dobrze jest mieć prócz noża również pęsetę, haczyk zrobiony z grubszego drutu i niezbyt szerokie dłutko (może być ze spłaszczonego drutu). Stosunkowo najwięcej kłopotu sprawia usunięcie mózgu z puszki mózgowej oraz wszelkich chrząstek, błon i ścięgien z kanałów w kościach czaszki – wykonanie tego jest jednak konieczne – pozostawienie jakichkolwiek resztek powoduje gnicie. Następną czynnością jest wybielenie czaszki. (…) Najlepiej jest owinąć czaszkę watą lub ligniną i zwilżyć je wodą utlenioną. Po wyschnięciu waty powtarzamy zwilżanie tak długo, aż kość stanie się zupełnie biała. (…)
    Jest to również miła ozdoba na ścianie gabinetu lub choćby kącika myśliwskiego, budząca wspomnienia przeżytej przygody i związane z tym emocje.

    Ignacy Stachowiak – „Wycena trofeów łowieckich” (wyd. Łowiec Polski, Warszawa 1994).

  478.  

    Natrafiłem na wnętrzności jelenia na polanie. Wśród nich, w trawie leżał penis.

    Pomyślałem: jak to jest, że jeden samiec zabija innego samca w momencie jego miłosnego amoku, odcina mu fiuta i rzuca na trawę. Płaci za to kupę forsy, czaszkę z porożem wiesza na ścianie. Cóż to ma znaczyć? O co chodzi w tej zabawie?

  479.  

    Odcięcie penisa ułatwia wypatroszenie zwierzyny, a co za tym idzie dalsze efektywne wykorzystanie tuszy. Co w tym dziwnego ? I druga sprawa. Czy mógłby mnie Pan uświadomić ile płacę za strzelonego jelenia ? Bo znowu coś mi się nie zgadza w rachunkach.

  480.  

    Dzielę się wywiadzikiem:) tytuł troszkę niefortunny, ale nie miałem wpływu.

    http://www.gazetawroclawska.pl/polecamy/288297,odkrylem-ze-wszyscy-jestesmy-stworzeniami-niewazne-czlowiek,id,t.html

  481.  

    W sobotę zaczyna się sezon polowań zbiorowych. A ja mogę państwu tylko pogratulować „przegadania” 18 miesięcy. A taki mieli wszyscy zapał do zmian !

  482.  

    Jesień.Liście opadają, panie Erni

  483.  

    O nie, panie Erni, niektórzy działają. Trudno się walczy z myślistwem, ale np wywalczyliśmy ostatnio zakaz polowań w otulinie Białowieskiego P.N. A w ogóle to Pan również mówił, że będąc w kole więcej zdziała dobrego dla zwierząt niż poza kołem, więc co Pan prócz gadania jeszcze zdziałał w sprawie polowań zbiorowych?

  484.  

    Przepraszam wisałem sie jako Gośka a ja nie Gośka a jej syn:)

  485.  

    Z ręka na sercu : ograniczenie polowań o połowę ( w moim Kole oczywiście ) , obowiązek utrzymywania przez myśliwego przynajmniej jednego czynnego podsypu dla bażantów oraz obowiązkowe przekazywanie na rzecz Koła trofeów wycenionych na dwa „czerwone punkty”. Może to niedużo ale ja nie chcę walczyć z mysliwstwem ale je ulepszać. A zakaz polowań i ograniczenie wyrębu drewna w otulinie Białowieskiego P.N. to krok w dobrym kierunku.

  486.  

    I jeszcze jedno. Pytałem Pana Tomasza ( z związku z jego wpisem z 21.07. ) gdzie spotkał hitlerowski podręcznik opisujący jak „skutecznie ” zabić Żyda ? Przepraszam za trywializm, ale chciałem zacytować dokładnie. Nie otrzymałm odpowiedzi. Pytałem Pana Jacka , ile płacę za strzelonego jelenia-byka ( podobno „kupę forsy” ) ? Również nie otrzymałem odpowiedzi. Czy zatem walka z myśliwstwem polega między innymi na wygłaszaniu półprawd i niedomówień ?

  487.  

    Jeżeli się panu ,,coś się nie zgadzają w rachunkach” to nie moja sprawa. Panie Erni, tak się pytań nie formułuje. Wolę zwykłą złośc niż ukrytą. Ukrytej zawsze się bałem. Więc jak Pan się wkurzy to ja pozwalam Panu się wściec na maksa, ale nie będę uczestniczył w rozmowie gdzie leje się jad ,,pod stołem” i Pan myśli, że go nie widać.
    Wracając do penisa jelenia.. za niektóre odstrzały jednak się płaci. Właśnie w Puszczy B. A w ogóle to pan się czepia rzeczy nieważnych. ,,na miękkie” w chwili gdy właśnie się zakochałem od pierwszego wejrzenia na ulicy. Ja nie rozumiem, jak można tego nie widzieć?! No widocznie można.. A w ogóle to populacja jeleni w Białowieży jest juz mocno zdegenerowana. Nie ma dużych byków, wystrzelane. Tak tam wygląda selekcja mimo że są trzy watachy wilków. Jest jeszcze jedna sprawa: wszystkie polowania na jelenie i sarny na terenach bytowania gatunków priorytetowych (ryś, wilk) bez zbadania oddziaływania na środowisko tych polowań są nielegalne. Bo zabierając np. sarnę z lasu uszczuplamy bazę pokarmową zwierzętom, które mogły by się tym żywić. Ryś poluje na sarny, wilki na jelenie.

    A na koniec mam pytanko: jak idzie zbieranie podpisów? Jeszcze kilka dni:) Ja zebrałem sam ponad 700 i może jeszcze 300 się uda.
    Pozdrawiam

  488.  

    Znowu się nie popisałem technicznie -skasowałem sobie trochę tekstu ale juz nie pamietam co tam było, więc troszke śmiesznie wyszło:)

  489.  

    Dobrze, zapytam otwartym tekstem : Ile kosztuje mnie , szeregowego członka Koła , możliwość odstrzelenia jelenia – byka. Pytam w związku z Pana wpisem z dnia 09.10. sugerującym że myśliwy musi zapłacić „kupę forsy”. Tak naprawdę nie spodziewam się od pana konkretnej odpowiedzi, ponieważ Pan tego nie wie. Chcę tylko Panu udowodnić że do dyskusji dorzuca Pan półprawdy i niedomówienia które niczemu dobremu nie służą. Jako człowiek honorowy powinien pan odpowiedzieć : a) odstrzelenie jelenia kosztuje …. lub b) przepraszam , faktycznie nie wiem. Co Pan zrobi , Pana sprawa. I naprawdę ani się nie wściekam, ani nie leję „jadu pod stołem”. Może to i sprawa mało ważna ale jeszcze raz podkreślam : nie chodzi mi o to ile myśliwi płacą, ale o to że Pan „oszczędnie gospodaruje prawdą.”

  490.  

    Opłata za trofeum:

    Jelenie byki

    Trofeum jelenia byka: wieniec i grandle; opłata wg wagi wieńca wraz z czaszką, kością nosową i potyliczną oraz górną szczęką:

    Do 2 kg (w tym szpicaki) – 1060,00zł

    Od 2,01 kg do 2,49kg – 1920,00zł

    Od 2,50 kg do 2,99kg – 2640,00zł

    Od 3,00kg do 3,49kg – 2850,00zł

    Od 3,50kg do 3,99kg – 3550,00zł + 4.80zł za każdy 0,01kg powyżej 3,50kg

    Od 4,00kg do 4,49kg – 3790,00zł + 5.00zł za każdy 0,01kg powyżej 4,00kg

    Od 4,50kg do 4,99kg – 4040,00zł + 8.80zł za każdy 0,01kg powyżej 4,50kg

    Od 5,00kg do 5,99kg – 4480,00zł + 15.90zł za każdy 0,01kg powyżej 5,00kg

    Od 6,00kg do 6,99kg – 6070,00zł + 16.50zł za każdy 0,01kg powyżej 6,00kg

    Od 7,00kg do 7,99kg – 7720,00zł + 42.40zł za każdy 0,01kg powyżej 7,00kg

    Od 8,00kg – 11960,00zł + 55,00zł za każdy 0,01kg powyżej 8,00kg

    Łanie i cielęta: trofeum grandle, rapcie – 176,00zł

    a) ŻUBR – BYK

    - trofeum złoto–medalowe: 33 000 PLN +550 PLN za każdy pkt powyżej 170 CIC
    170,00 pkt CIC i powyżej
    - trofeum srebrno–medalowe: 23 000 PLN+ 500 PLN za każdy pkt powyżej 150 CIC 150,00 – 169,99 pkt CIC
    - trofeum brązowo–medalowe: 14 000 PLN+ 450 PLN za każdy pkt powyżej 130 CIC 130,00 – 149,99 pkt CIC
    - trofeum bez medalu: 11 000,00 PLN
    do 129,99 pkt CIC

    b) ŻUBR – KROWA 10 000,00 PLN

    Odstrzał żubra możliwy tylko za zezwoleniem Generalnego Dyrektora Ochrony
    Środowiska (gatunek prawnie chroniony).

  491.  

    Dziękuję bardzo. A teraz moje wyliczenie. Składka do PZŁ – 260 zł. Składka do Koła 120 zł. Amunicja – 44,50 zł. Łącznie 424,50 zł za cały rok możliwości polowania ( w tym, możliwość odstrzału jelenia byka ).

  492.  

    Nie miałem na myśli wszystkich polowań tylko te, za które się płaci. Opisywany, odcięty penis pochodził właśnie z takiego komercyjnego odstrzału, na polanie w Puszczy Białowieskiej.

  493.  

    Polowanie to chyba przykry widok?

  494.  

    To chyba kwestia indywidualnej wrażliwości. Dla mnie to przykry widok. Widziałem kiedyś w Bieszczadach polowanie wilków na jelenia. Byłem daleko, widziałem tylko przez lornetki i tylko ostatni etap polowania. Biedne zwierzę jeszcze żyło a wilki już dobrały sie do jego wnętrzności. Na szczęście człowiek wyposażony w sztucer i lunetę ma dużą możliwość zaoszczędzenia zwierzynie tych cierpień. Przestrzegając zasad : celna broń, skuteczna amunicja i pewny strzał nie musi to wcale tak wyglądać jak w przypadku wilków. Ale cóż, wilk żywi się mięsem a nie trawą i pewnie jego preferencje żywieniowe się nie zmienią.

  495.  

    Powinno być chyba „przez lornetkę”. Sorry.

  496.  

    Ja widziałem jak kormoran łykał żywe podrośnięte już pisklę rybitwy, które ruszało mu się w przełyku, albo larwy żyjące w ciele innych larw. W Indochinach przywiązuje się żółwie za łapy i wiszą tak 3 miesiące bez jedzenia i picia, bo wtedy nie trzeba używać lodówki. Ale czytałem też o samicy bonobo z zoo, która zobaczyła jak szpak uderzył w szybę i spadł na ziemię. Zaopiekowała się nim, delikatnie rozpostarła mu skrzydła, ale szpak był nieprzytomny. Usiadła więc obok niego, pilnując przed innymi małpami. Po kilku minutach ptak zerwał się i pofrunął. We wrocławskim zoo szympansica asekuruje i pomaga choremu na reumatyzm samcowi przy schodzeniu z drabinki. Widziałem, jak pies lizał swego pana, który upadł i uderzył się w głowę, naprawdę w tych psich oczach widziałem prawdziwą miłość.

    Przyszła mi do głowy konkluzja: nawet pozostając jak wszystkie zwierzęta ,,na smyczy biologii” mamy wybór bo nasza ,,smycz” jest długa. Indochińczycy powiedzą, że nie mają wyboru i muszą żółwia wieszać za łapy, ale ja nie wierzę im. Nie wierze też że pewna pani MUSIAŁA uśpić psa, bo miała już bilet wykupiony do Anglii i nie dało się zmienić terminu, a psa zabrać nie mogła, bo pies nie miał czipa.
    Na nic moje tłumaczenia, że jednak miała wybór -ona utrzymuje, że go nie miała.

    Wrażliwość jest ściśle sprzężona z widzeniem (nie chodzi o zmysł wzroku)

  497.  
  498.  

    Panie Jacku,
    ma pan rację, mamy pole manewru. niewielkie, ale mamy. w tej samej sytuacji jeden kopnie leżącego, a drugi pomoże mu wstać.

    panie Erni, przepraszam, rzeczywiście wyszło mi z głowy. już służę. pierwsze co mi przychodzi do głowy: książka Krzysztofa Kąkolewskiego pt. „co u pana słychać”. Oparta na prostym pomyśle: autor jedzie do Niemiec, spotyka byłych hitlerowców i pyta co u pana slychac. jak się okazuje slychac dobrze, są zamożni i otoczeni powszechnym szacunkiem, a ich poglądy nie zmienily się nawet na pół mikrona od czasu gdzy dla hitlera pisali opracowania o tym, jak najlepiej i najskuteczniej pozbyc sie ras nizszych. To byli tzw. mordercy zza biurka, zaden z nich nie mial nigdy w ręku pistoletu, nie uczestniczył w mordowaniu. oni tylko pisali instrukcje. Opracowali logistykę obozów śmierci, jeden z nich miał zamiłowania trofeistyczne i dawał dokladne instrukcje jak należy do jego kolekcji preparować skórę z Żydów… na co dzień bardzo mili i kulturalni ludzie, w rozmowie z autorem wręcz szarmanccy.
    POdkreślają, że wcale nie są mordercami, oni po prostu planowali gospodarkę zasobami ludzkimi (coś jak gospodarka zasobami zwierząt)
    wbrew pozorom nie chcieli zabić wszystkiego co się rusza (i znowu zbiezność z łowiectwem) pewne gatunki, ich zdaniem pozyteczne, miały pozostać przy zyciu w charakterze niewolników. Planowali też reintrodukcję typu germańskiego na tych terenach gdzie ich zdaniem pogłowie tego gatunku było za niskie.
    bardzo ciekawa książka, polecam, na pewno znajdzie ją Pan w bibliotece.
    o, a tu jeszcze coś jako bonus:
    http://tomaszmatkowski.pl/blog/174-pamitki

    pozdrawiam serdecznie:)

  499.  

    Panie Tomaszu, dziekuję za odpowiedź. Nie znałem tej książki , ale chętnie przeczytam. Zapoznałem się z recenzję książki w internecie i chyba muszę przyznać Panu rację. Istniały nazistowskie opisy technik jak skuteczniej i masowo zabijać ludzi. Ale mam też pytanie dotyczące trofeistyki. Cóż złego jest w trofeistyce jeżeli stanowi uwieńczenie polowania prowadzonego zgodnie z wszelkimi zasadami etyki ? A więc strzelam do zwierzyny w celu pozyskania mięsa, wybieram sztukę selekcyjną, dokładam wszelkich starań aby strzał był pewny i minimalizował cierpienia zwierzyny, preparuję trofeum jako pamiątkę po udanym polowaniu w które często włożyłem sporo wysiłku. W tym roku byłem prawie dziesięć razy ( juz straciłem rachubę ) za pieknym myłkusem i nie udało mi sie go strzelić. Jeżeli strzele go w przyszłym roku jego trofeum będzie wspomnieniem dwuletnich wysiłków. I tyle . Oczywiście mógłbym je wyrzucic do lasu albo zakopać, tylko po co ? Komu to trofeum przeszkadza ? Zwierzęta nie maja świadomości że ich czaszka po smierci może wisieć u kogoś na scianie. Nie mają pewnie nawet samej świadomości śmierci. Mają instynkt samozachowawczy. Miałem przypadek że rogacz wrócił na łąkę kilka minut po tym jak strzeliłem rogacza z którym wspólnie żerował. I nie przeszkadzała mu obecność strzelonego rogacza. Dziki po strzale wracają na nęcisko jeżeli tylko nie zaniepokoi ich obcy zapach czy dżwięk. I tez potrafią żerowac obok strzelonego dzika. A same trofea też posiadają wartość artystyczną. Ludzie nie będący mysliwymi też wieszaja na ścianach kupione lub otrzymane trofea. Nieraz można usłyszeć : jakie ładne „rogi ” ! Chcecie panowie aby zwierzę miało takie same prawa jak człowiek, ale nie zabraniacie wilkom polować a człowiekowi tak.

  500.  

    Panie Erni,
    pisze pan:

    „Miałem przypadek że rogacz wrócił na łąkę kilka minut po tym jak strzeliłem rogacza z którym wspólnie żerował. I nie przeszkadzała mu obecność strzelonego rogacza. Dziki po strzale wracają na nęcisko jeżeli tylko nie zaniepokoi ich obcy zapach czy dżwięk. I tez potrafią żerowac obok strzelonego dzika.”

    otóż:
    Chyba żadne inne zwierzę tak się nie obżera jak człowiek na stypie. a uczty na cmentarzu w niektórych kulturach? że nie wspomnę, a raczej wspomne o przypadkach kanibalizmu na zagubionej łodzi czy tratwie czy w rozbitym samolocie w Andach – ludzie suszyli kawałki ludzkiego mięsa i spali obok.
    a bardziej banalnie – jeżeli ktoś umrze na zawał w macdonaldzie, i leży na podłodze i czeka na karetkę, to myśli Pan że tłumy w mac donaldzie przestaną konsumować? co najwyżej na chwilę, zeby zaspokoić ciekawość i spojrzeć jak wygląda trup. pewnie nawet nie wypuszczą z ręki hamburgera nawet na ten moment.

    zwierzęta nie mają świadomości umierania?
    zwierzęta mają świadomość śmierci, inaczej nie reagowałyby przerażeniem w rzeźni.
    mają nawet przeczucie zbliżającej się śmierci – zaszywają się gdzieś żeby umrzeć.

    w ogóle mają świadomość porównywalną z ludzką tylko my jesteśmy na to ślepi, bo tak nam wygodniej.

    co do trofeów – pasja trofeistyczna jest o tyle niebezpieczna że przeradza się w zaprzeczenie polowania dla mięsa. wiekszosc mysliwych poluje dla tego kawałka zwłok, żeby go sobie powiesić na ścianie i się chwalić.

    co do pańskiego przykladu z kozłem na którego polował Pan przez dwa lata.
    Zawsze należy postawić pytanie czy chciałbym zeby to samo spotkało mnie. Przypuśćmy że ma Pan serdecznego przyjaciela który, po pańskim oby jak najdłuższym zyciu, chciałby mieć po panu pamiątkę, i zwraca się do Pana, aby zapisał mu Pan swoją czaszkę, którą pragnie wygotować w perhydrolu, pozbawić chrząstek itp wszystko zgodnie z podręcznikiem, i następnie powiesić sobie w salonie, aby w ten godny sposób uczcić długoletnią przyjaźń która Panów łączyła. Prawdopodobnie uznałby Pan pomysl za co najmniej niesmaczny.
    Przyjaciel argumentowałby, ze to miła pamiątka i co w tym złego, przecież Pan już wtedy nie będzie nic czuł ani widział, więc dlaczego Panu to przeszkadza, skoro jemu sprawiłoby taką przyjemność…

    życzę owocnych przemyśleń i pozdrawiam serdecznie

  501.  

    O czy mowa? Gdyby w Polsce zakazano polowań bylibyśmy chyba pierwszym i jedynym krajem na świecie.Absurd ciemnego pseudoekologa!!! Zwykli zjadacze kotletów z autorem na czele, nie wiedza co piszą, nie maja pojęcia o ekosystemach, populacjach,łowiedztwie i całej reszcie.Sniegu jest już na polach koło metra wiec weźcie trochę siana i kukurydzy i pomykajcie do lasu tak jak to robią myśliwi pomóc zwierzynie przeżyć, zamiast siedzieć i pisać głupoty.Ekolodzy komputerowi. Zaczęły się dni głodowe dla zwierząt Szanowni Spożywacze Kotletów i Hamburgerów!!! Bez Waszej pomocy sarenka zdechnie sama, cierpiąc z głodu dłużej niż od kuli…
    Swoją drogą 21 grudnia pełnia, niech św.Hubert koledzy nam daży:)

  502.  

    Nikt prócz pana nie je tu kotletów, a św. Hubert owszem, był typowym mięsiarzem, ale pewnego dnia porzucił polowania. Poszukajcie sobie innego świętego, może Tomasza z Akwinu, który głosił, że zwierze nie ma duszy – nie wiem to tylko propozycja.

  503.  

    Żałość ogarnia człowieka gdy czyta jak wielu jest nawiedzonych pseudoekologów,którzy myślą że palenie ambon,paśników i lizawek to największa przysługa dla przyrody a łowiectwo to strzelanie na oślep do wszystkiego co się rusza.Dyskusja na poziomie pana Matkowskiego jest obrazą dla normalnego człowieka.Takich ludzi należy po prostu marginalizować w społeczeństwie.I jeszcze jedno panie Matkowski – życzę powodzenia w produkcji sztucznego mięsa-nie wiem czy śmiać się czy płakać nad stanem pańskiego umysłu.Pozdrawiam wszystkich miłośników i entuzjastów łowiectwa,zwłaszcza tych niezrzeszonych w PZŁ.

  504.  

    I jeszcze jedna sprawa:czy mógłby Pan podać definicję kuli rozpryskowej i wykwitów?To wyrażenia którymi tak często Pan szemruje jakoby używają ich myśliwi,choć nigdzie coś takiego nie istnieje.Ot fantazja…

  505.  

    Panie Marku, pisze Pan, że ,,dyskusja na poziomie pana Matkowskiego jest obrazą normalnego człowieka”. Zgadzam się! A kim jest ,,normalny” człowiek? Podoba się panu tzw normalny człowiek? ,,Normalny” człowiek kupuje mięso, karpie na święta, święci w kościele kiełbasę, większość normalnych zdradza żonę, normalne jest być uniżonym wobec silniejszego i wywyższać się ponad słabszego (w tym zwierzę) Jeżeli Pan Panie Marku nie będzie wyprzedzał epoki, a wiem że nie będzie, to mamy przykład wypowiedzi, która nie pochodzi z ,,głębi serca” ani z ,,widzenia” a z racjonalizacji. Ale i tak nie zrozumie Pan nic z tego co napisałem.

  506.  

    Dzień dobry wszystkim. Trochę się wtrącę. A na czym miałoby polegać to wyprzedzanie epoki ? Czyż nie jest „wyprzedzaniem epoki” postanowienie o niekorzystaniu z mięsa zwierząt hodowlanych, a tylko tych dziko żyjących ? Pójście dalej i całkowita rezygnacja z mięsa to działanie przeciwko naturze człowieka. A przecież nie chcemy ingerować w naturę.

  507.  

    Zdałem sobie sprawę, trochę późno ale dobrze że w ogóle, że nie da się myśliwemu przetłumaczyć, że zabijanie zwierząt nie jest konieczne do przetrwania. Niewiele się ruszyło od czasu powstania tego forum, nawet gdybym miał na piśmie wszystkie argumenty świata to i tak drodzy koledzy myśliwi nie przyjęliby ich i dalej mówili, że tylko mięso ma te aminokwasy i B12 i kwasy tłuszczowe, bo żeby zapewnić tyle B12 co w jednym kotlecie trzeba by 3 kilo borówek wpieprzać codziennie, bo tylko w borówkach to jest. A ja mam gdzieś całe te witaminy i komplety aminokwasów. Jem do 1 kg mięsa rocznie (bo czasem mnie częstują) i co? Słaby nie jestem, raczej odwrotnie. Nawet są kulturyści wegetarianie, choć to może głupi przykład. Polak zjada 60 kg mięsa rocznie więc wyprzedzenie epoki to zdanie sobie sprawy, że chyba przesadzamy. Z rzeźni czy z lasu, tak czy siak zadajemy cierpienie, ale tłumacz tu człowieku myśliwemu o cierpieniu zwierzęcia, to cie wyśmieje.

  508.  

    Gdyby to były pewne argumenty to tak, ale pan tych argumentów nie ma. Nie wiadomo co stałoby się z rasą ludzką gdyby przez 5-10 pokoleń nie spożywała mięsa. I tego przeciwnicy polowań też nie chcą ( nie potrafią ? ) zrozumieć. Ale tłumacz tu człowieku wegetarianom, to cię wyśmieje.

  509.  

    Je pan mięso i zabija zwierzęta nie przez wzgląd na rasę ludzką za 5-10 lat.

  510.  

    przepraszam, za 5-10 pokoleń

  511.  

    Oczywiście że nie, nie jestem aż takim altruistą. Jem mięso bo jestem częścią natury. Podobnie jak wilk.

  512.  

    Nie bardzo jak wilk. Raczej jak szympansy, czy orangutany, nie mówiąc już o gorylach, które mięsa nie jedzą w ogóle.

    Męczy mnie jednak pytanie: skoro należymy do natury, czy mamy zatem prawo robić wszystko co nam się podoba podobnie jak w.wym. zwierzęta?

  513.  

    Próbując troszkę odpowiedzieć sobie na to pytania przytoczę słowa prymatologa De Wall’a: ,,Małpa w zoo zachowuje się tylko troszkę inaczej niż małpa w dżungli, z tego prostego powodu, że można małpę wyjąć z dżungli, ale nie daje się dżungli wyjąć z małpy. Ta dżungla jest również w nas, bo czas ewolucyjny mierzy się w setkach tysięcy lat.” Gdy słowo małpa zamienimy na człowiek a dżunglę na puszczę czy las to przypomina mi to co pisze pan Erni o byciu podobnym do wilka i w zasadzie byłby to argument za polowaniem, ale jednak wyewoluowała również w nas empatia i współczucie. Nie wiadomo na razie jak się stało, że nienastawiona na korzyść skłonność do pomocy obcym osobnikom nawet innego gatunku mogła wyewoluować w świecie samolubnych genów? Jak narodził się altruizm wśród egoistycznych jednostek? Prawdopodobnie empatia ponadgatunkowa, wyewoluowała z altruizmu krewniaczego i odwzajemnionego i z czasem zyskała swoja własna autonomię. Tak więc pan Erni, Ja i Pan Tomasz Matkowski, mamy w sobie ,,dżunglę”, w tej ,,dżungli” jest też empatia ponadgatunkowa, choć mamy ją, jak w każdym stadzie naczelnych, w zróżnicowanym stopniu.

  514.  

    No,panie Jacku,widzę że najlepiej dyskusję sprowadzić do takiego poziomu że sam piszący nic nie rozumie z tego co napisał,a potem szydzić z innych że są ograniczeni i nic nie pojmują i mieć jakże marną satysfakcję z tego „jaki to ja „mundry” jestem,ograniczony myśliwiec oczywiście nic nie zatrybił”.No więc prościej-niech mi Pan bądź Pan Matkowski,ew.inne osoby z Waszego środowiska przedstawią konkretnie propozycje nt.co zrobić aby z lasu oprócz myśliwych wyszli też definitywnie:grzybiarze,zbieracze poroży,zbieracze jagód,niedzielni miastowi turyści wjeżdżający samochodami do ostoi zwierzyny,quadowcy,motocykliści crossowi,kłusownicy,rolnicy pilnujący za wszelką cen swoich upraw,złodzieje drewna,nawet legalni pracownicy leśni-drwale,pilarze,wozacy,a także hordy zdziczałych psów,kotów.I proszę darować sobie żałosny ale jakże często podnoszony argument że najwięksi kłusownicy to myśliwi.Czy ma Pan wyobrażenie jakie spustoszenie w lasach czynią te grupy które wymieniłem?ile niepokoju wprowadzają dla bytowania zwierzyny?ja mam,bo od dzieciństwa jestem z lasami za pan brat.Jej ochrona poprzez tylko niestrzelanie jest mitem.Myśliwi wyjdą z lasu i nastanie tam kraina szczęśliwości dla zwierząt?A jej niepokojenie w okresie wychowu młodych-quadowcy,grzybiarze;przeganianie z żerowisk w okresie głodowym luty-marzec-zbieracze poroży,wnykarstwo,itd.itp.Gdy Wy,tzw.zieloni rozwiążecie ten problem,to wtedy i ja przyznam że myśliwi w takim układzie w lesie są już niepotrzebni.A swoją drogą niech Pan wie,choć wątpię czy będzie Pan mógł się sam przed sobą nawet do tego przyznać,że na chwilę obecną to jedynie myśliwi są grupą która chociaż częściowo ogranicza szkodliwą działalność tych pozostałych grup,policja niestety lasu nie patroluje,a Straż Leśna czy Łowiecka….szkoda nawet mówić.Oczekuję rzeczowych propozycji.

  515.  

    I jeszcze jedno-nie uważam wcale że jedzenie dziczyzny jest konieczne do przetrwania rodzaju ludzkiego-sam jadam ją rzadko,bo jest zwyczajnie dla mnie za droga,tak tak- myśliwi za mięso upolowanej zwierzyny płacą!1 kg sarniny kosztuje niemal 20 zł,a tańszych dzików u mnie akurat jak na lekarstwo,limit odstrzałów też zresztą niewielki.Cenię sobie dobre danie z dziczyzny,ale sam poluję głównie dla trofeów,niekoniecznie tych na ścianie,ale też tych które zostaną w pamięci a nie są bezwarunkowo zakończone strzałem.Mówi Pan że wywyższam się ponad słabsze zwierzęta?muszę Pana zadziwić-zwierzęta są dużo silniejsze od nas i nie tylko fizycznie – niech by Pan spróbował utrzymać koziołka sarny za poroże,o jeleniu czy dziku nie wspomnę,mają też od nas dużo lepszy węch,słuch,może jedynie wzrok porównywalny z ludźmi,nieporównywalnie szybciej poruszają się,są zwinniejsze,i długo by tak można wymieniać.Wcale nie poluję więc dlatego żeby znęcać się nad słabszymi jak Pan myśli,przeciwnie-aby mieć takie trofeum że będąc jako człowiek niemal w każdej dziedzinie fizycznie bardziej upośledzony od zwierzęcia,potrafić je przechytrzyć tym czym człowiek ma nad nimi przewagę-intelektem-i to jest moje główne trofeum.Upolowanie sztuki niewidomej,niesłyszącej,nie umiejącej się samodzielnie sprawnie poruszać jest odstrzałem sanitarnym- koniecznym w tej sytuacji,ale satysfakcji myśliwskiej nie dającym zupełnie.I proszę darować sobie bluzganie za to że poluję aby wygotowaną czaszkę z porożem powiesić na ścianie-mam takie prawo i korzystam z tego-kwestia gustu,w końcu nikogo do tego nie zmuszam.A żony nie zdradzam,różne mam wady,ale nad słabszymi się nie znęcam,a z Pudzianem do ringu też bym nie wyszedł.Więc kto tu jest nienormalny?Jeszcze jedno- Adek powyżej powiedział że gdyby wprowadzić u nas zakaz polowań bylibyśmy jedyny takim krajem na świecie.Niestety nie – w 1977r.wprowadzono pod naciskami „zielonych” taki zakaz w kraju który do tego czasu szczycił się największą ilością i zróżnicowaniem gatunków na świecie!od tego czasu zwierzyna w nim wyginęła niemal całkowicie,a ta która jest,bytuje tylko w parkach narodowych,zatraciła wszelką dzikość a jej styl życia przypomina ten z ogrodów zoologicznych.Jest Pan i Pan Matkowski jak widzę znawcą ekosystemów i biotopów wszelakich,zatem myślę że moja zagadka jest łatwa dla Panów – jaki to kraj i czemu tak się stało po wprowadzeniu zakazu polowań?Oczekuję na odpowiedź i dalszą dyskusję.

  516.  

    Bardzo pokrętny argument i cyniczny panie Marku? W kilku państwach Afryki zakaz polowań nie wpłynął źle na populacje, przeciwnie, powoli zaczęły sie odbudowywać, po tym jak właśnie przez białych myśliwych zostały zdziesiątkowane. Niestety zniknięcie myśliwych którzy zostawiali tam kasę dała się we znaki miejscowym, bo zdążyli się przyzwyczaić. Polowania zatem trwały nadal, z tym że już nielegalne zwane kłusownictwem, i to one doprowadziły do ponownej zagłady. Więc to nie zakaz polowań a ich kontynuacja jest przyczyną niemal zupełnego wyginięcia zwierząt o które pan pyta.

  517.  

    Cieszę się że Pan się odezwał,więc proszę nie traktować moich słów jako obrazy,ale zwyczajnie edukacja na poziomie 4-tej klasy szkoły podstawowej z biologii się kłania i absolutne minimum wiedzy z języka polskiego i zwykłej wiedzy życiowej,skoro nie rozróżnia Pan myślistwa od kłusownictwa,jednak bardziej skłaniałbym się ku temu że nie chce ich Pan rozróżniać bo tak jest wygodniej.Proszę wskazać gdzie moje argumenty były cyniczne i pokrętne-mówiłem jasno i prosto,operując faktami.Kraj który miałem na myśłi to Kenia-szkoda że Pan tego jednak nie wiedział.Od 1977r. do 1982r. populacja słoni zmniejszyła się tam ze 180tyś do 20 tyś,nosorożców z 20 tyś. do 500szt.o innych gatunkach nie wspomnę-to fakty naukowe,udokumentowane,nie zaś moje fantasmagorie.Dziś zwierzyna tam już nie występuje poza parkami narodowymi.Zatem kiedy miał być jej wzrost pogłowia po wprowadzeniu zakazu polowań?napisze Pan że w 1980r. było ich 500 tyś?to byłaby”prawda”akceptowalna tylko przez pana Matkowskiego bo od takich „prawd” roi się cała jego książka.Poza Kenią takiego zakazu nigdzie nie wprowadzono więc proszę uzupełnić braki wiedzy a nie zmyślać licząc że ktoś się na tym nie zna „bo przecież myśliwi tylko zabijać potrafią”.Do dziś zwierzyna tam się ma świetnie,a dowodem tego są liczne oferty polowań stosownych biur w RPA,Namibii,Botswanie,Tanzanii,Malawi,Mozambiku i Zimbabwe. Kongo,Czad,RŚ-A,Sudan,Somalia,Etiopia i parę innych krajów są myśliwsko niedostępne z uwagi na toczące się tam konflikty,albo dostępne w znikomym stopniu i o nich nie mówimy-nigdy nie stanowiły myśliwskiego eldorado.I niech Pan wie-przeciwnikiem kłusownictwa jestem tak samo jak Pan.Polowanie jako element łowiectwa – a ja takie uprawiam,polega na odstrzale ściśle określonej ilości zwierzyny określonych gatunków na określonym obszarze,o określonym wieku,strukturze płciowej,cechach genetycznych,po uprzednim uwzględnieniu wszystkich tych aspektów w stanie danej populacji,tak aby ona w wyniku tego nie była zagrożona a lepiej przystosowana do przeżycia w swoim środowisku-selekcja,w określonym czasie- okresy ochronne.Polowanie następuje tylko przy użyciu broni i amunicji mającej na celu jak nabardziej humanitarne uśmiercenie zwierzęcia.Kłusownictwo polega na zabijaniu wszelkich żywych stworzeń wszędzie gdzie się da,bez uwzględniania nawet czy samice są w danej chwili ciężarne bądź wychowujące młode,zabija się każdą możliwą ilość zwierząt każdego dostępnego gatunku,wszelkimi dostępnymi sposobami – wnyki,paście,trucizny,wyszkolone agresywne psy,wszelka dostępna broń palna i biała.Kłusownictwo nie uwzględnia następstw swojego działania dla populacji ani cierpienia zwierzęcia czy to na wskutek stresu czy też fizycznego.Myślistwo odwrotnie!!!Stwierdzi Pan że tak nie jest-więc proszę mi powiedzieć dlaczego w polowaniu nie wolno używać np.wnyków i potrzasków bądź broni maszynowej?nie wolni i już!i bardzo dobrze!każdy złapany na czymś takim myśliwy natychmiast będzie wywalony z PZŁ na „zbity pysk”.Kłusownik takich dylematów nie ma.Kto tu w takim razie jest cynikiem mówiąc „polowania trwały nadal…zwane kłusownictwem”.Nie widzi Pan dalej różnicy między myślistwem a kłusownictwem?jeżeli tak,będzie to tylko świadczyć o Panu,bo jaśniej tego już nie można było przedstawić,moja 7-letnia córka w każdym razie różnice te pojmuje już świetnie,ale ja ją edukuję w tym temacie od najmłodszych lat.Podkreślam jeszcze raz że nie chcę Pana urazić jeśli moje słowa były nazbyt emocjonalne,ale wygłaszanie tez mających cechy aksjomatu przez osobę niezorientowaną zupełnie w bodaj podstawowej wiedzy w danym zakresie trochę denerwuje.No teraz to już raczej śmieszy.Proszę niemniej o odpowiedzi na moje wcześniejsze pytania-te o kuli rozpryskowej,wykwitach i co zrobić aby w lesie nie szkodziły inne poza myśliwymi osoby.Być może czegoś się dowiem o czym nie wiem,jestem zawsze otwarty na rzeczową wymianę argumentów.Jeszcze jedno – wracając do Afryki – bezmyślnego dziesiątkowania zwierzyny przez białych myśliwych na przełomie XIX i XX wieku też etycznym myślistwem nie nazwę,ale wtedy były inne uwarunkowania społeczne,kulturowe a nade wszystko mniejsza wiedza przyrodnicza.Skoro myśliwi są tak źli,to wracając na nasze podwórko – czemu gatunki na które najwięcej polują – jelenie,sarny,dziki występują u nas licznie w dalszym ciągu,jak to możliwe że przez tyle lat ich nie wybito?bo chyba już temu że licznie występują u nas Pan nie zaprzeczy,żadna z tych polulacji w skali krajowej ani regionalnej nie jest zagrożona,występuje tylko zróżnicowanie ilościowe na okreśłonych obszarach.I jak Pan myśli,co się stanie z tymi zwierzętami gdy odda się je w całości we „władanie kłusowników”,widział Pan kiedyś kłusownika?jego metody działania?słyszał Pan motywy i humanitaryzm jakim się kieruje?Ja słyszałem i widziałem,kilku złapałem i udało się ich osądzić,Pan jeżeli nie – to nie jest Pan świadomy stanu rzeczy,jeżeli tak – to przyzna mi Pan rację.Kto ochroni zwierzynę przed istną plagą kłusoli?Już wiem- Pan TOMASZ MATKOWSKI !Pozdrawiam.

  518.  

    I znowu cynizm: ,,proszę nie traktować słów jako obrazy ale przydałaby sie edukacja na poz 4klasy” Chce pan prowadzic dialog to proszę kulturalniej -bo to się nazywa buractwo Panie Marku. Czy ,,słyszałem motywy” ?panu tez przydałaby edukacja z języka polskiego. Nie ,,słyszałem motywów” jakimi kieruje się kłusownik, myślę, że nie jest to zapalony trofeista, a zwykły odkorowany żul, który jest głodny. Nad Odrą w Brzegu bezdomni polują na łabędzie. Oni nie ranią dziesiątek czy setek gęsi i kaczek jak myśliwi na zbiornikach. Oczywiście jest to wyjątkowy przykład wyższości kłusownictwa nad myślistwem. Z góry uprzedzam, że argument o tym, że łabędź jest chroniony a gęsi nie jest słaby bo obserwuję regularne łamanie przepisów przez nieumiejętność, niechęć oraz często niemożność oznaczenia gatunku kaczek przez myśliwych (ciemno, zbyt krótki czas obserwacji)
    Odpowiadam na zarzut pokrętności i cynizmu:
    wyobraźmy sobie że gwałciciel dzieci jest również lekarzem i rocznie ratuje życie 20 osobom a gwałci 10. Czy to oznacza że pedofilia ma również dobre strony?

  519.  

    Najmocniej przepraszam,jeszcze raz podkreślam że urazić Pana nie chciałem,po prostu emocje mną chwilę porządziły,jednak widząc wcześniejsze wpisy niektórych osób pod adresem myśliwych – osób podobno wrażliwych i kulturalnych,uważam swoje słowa i tak za niezbyt brutalne jak na myśliwskiego zabójcę i buraka.I jeszcze jedno – motywy słyszałem – rzecz się działa k.Mielca gdzie jeden gostek drugiemu opowiadał jak to bierze się kosę nasadzoną na sztorc i nocą nadziewa na nią bażanty gdy śpią,cytować całości nie będę bo co drugie słowo było na k… i ch…Gdy drugi zapytał:a po ch… ci ich aż 20 za noc,drugi odparł że lubi tak,bo fajnie się nadziewają,tylko na tych ch… myśliwych trzeba uważać.To co mówił to były MOTYWY jakimi się kieruje przy zabijaniu, a ja je SŁYSZAŁEM!A ci bezdomni co „polują” na łabędzie to oczywiście z myśliwskiej broni i amunicji i są członkami PZŁ?Jeszcze raz Panu przypominam że kłusowanie bez względu na pobudki polowaniem nie jest i nie będzie.W temacie polowań mam chyba większe doświadczenie niż Pan i nie spotkałem jeszcze przypadku wyższości kłusownictwa nad myślistwem-bo takiego nie ma.Rozumiem że ci bezdomni znają stan populacji łabędzi i nie zabijają więcej jak 10 proc.pogłowia,zwracają uwagę czy nie są to samice,czy nie wysiadują jaj i nie wychowują młodych?Zestawianie etycznie uprawianego łowiectwa z pedofilią jest natomiast conajmniej niesmaczne-ale ja urażony się nie czuję,bo wiem że edukacja ekologiczna znacznej części społeczeństwa pozostawia wiele do życzenia i tu myśliwi mają jeszcze sporo pracy,zwłaszcza z młodzieżą w szkołach-czym akurat może poszczycić się moje macierzyste koło łowieckie,bo nie mam złudzeń co do tego że Pan jest w stanie przyjąć sensowne argumenty-liczę na to po prostu że ktoś bezstronny będzie czytał te posty i na ich podstawie będzie mógł wyrobić sobie zdanie o co tak naprawdę tu chodzi i po której stronie jest racja.Wyżej napisał Pan że to, iż wchodzę w dyskusję znaczy że gdzieś w zakamarkach świadomości zdaję sobie sprawę że to co robię jest złe,w przeciwnym wypadku zignorowałbym jakąkolwiek rozmowę,a to wyrzuty sumienia mnie do niej pchają-dotyczyło to ogółu myśliwych.Nie,nie mam żadnych wyrzutów i zdecydowanie uważam że to co robię-przemyślane,planowe czerpanie korzyści z przyrody jest najlepszą formą jej ochrony,a stan naszego środowiska przyrodniczego dobitnie o tym świadczy-tam gdzie decydują o nim osoby kompetentne,m.in.myśliwi.To co mu zagraża i go niszczy to skrajności – rabunki,kłusownictwo z jednej i fanatyzm ekologiczny z drugiej strony.Ponieważ do każdych tez odnoszę się merytorycznie,to informuję Pana że kłusownik to raczej rzadko głodny żul,częściej średnio sytuowany gościu,który na kłusownictwie całkiem nieźle zarabia i którego cieszy cierpnienie zwierzyny-jeden z wielu cytatów jakie znam „ale się j….a szarpała,chyba ze trzy dni,ale ja wiem jak linkę założyć”/rechot/.Pedofilia rzecz jasna dobrych stron nie ma,a jej porównywanie z polowaniem jest żałosne i świadczy o braku argumentów – jak w starym dowcipie „a u was to Murzynów biją”.Ten lekarz z pańskiego przykładu nie musi gwałcić żeby ratować innych, gdyby myśliwym zabrać natomiast możliwość polowania,zabierze im się też środki finansowe i wszelkie motywacje do tych wszystkich dobrych działań które robią oprócz polowania,a z którymi warto aby się Pan zapoznał,np. akcja „ożywić pola”,”Fundusz Ochrony Głuszca” i wiele innych.Tak więc Pana przykład jest zupełnie nietrafiony.Powie Pan – róbcie to dalej tylko nie polujcie.Pięknie,tylko skąd na to wziąć finanse,przesadnymi altruistami też nie jesteśmy-całą naszą zapłatą jest możliwość polowania.Choć i tak bezinteresownie o wiele więcej dobrego robimy niż pseudoekolodzy.A swoją drogą odpowie mi Pan na moje wcześniejsze pytania?

  520.  

    Zmierzamy do sedna: lekarz z przykładu nie musi gwałcić aby ratować życie, a ja nie wierze, że myśliwy MUSI zabijać żeby móc reintrodukować wytepione przez swych poprzedników nosorożce i słonie. Po prostu to jeszcze jeden przykład, że bezinteresowne działanie na rzecz przyrody w świecie myśliwych trudno. Znam wiele takich przykładów. Np. rozmawiałem z myśliwymi aby wspólnie zaradzić topieniu się zwierząt w studniach na terenie stawów hodowlanych. Zamontować trzeba było siatki i pochylnie do wychodzenia z kanału do którego wpadały setki zwierząt rocznie. Nikt z koła nie był zainteresowany. A jak usłyszał że giną tam jakieś łasice, padalce i rzadkie grzebiuszki (nikt z myśliwych nawet nie wiedział co to) to patrzył jakoś dziwnie, nawet się nie zatrzymywał tylko szedł na tego swojego dzika, albo kaczki, których i tak nie rozróżniał. Sam musiałem z przyjaciółmi to zamontować – robota jak na budowie a kasę z Ekofunduszu załatwiliśmy na materiały. Tej zimy zauważyłem tropy dzika który wydostał się po pochylni z betonowego kanału. Jednak mysliwi nazywaja mnie pseudoekologiem, tylko dlatego, że uważam, że nie mamy prawa odbierać komuś życia, że mi tych zwierząt szkoda, tych w lesie i w rzeźni. Nic nie poradzę, że jestem na to czuły. I nie będę się godził na strzelanie.

  521.  

    Wszyscy w jakiś sposób jesteśmy interesowni-większy lub mniejszy,ja w mniejszy,myśliwi z Pańskiego przykładu jak widać w większy lub wogóle.Niestety,tacy też są,ale głowna teza tego wątku to myślistwo jako patologia-z czym się nie godzę, a nie patologie wewnątrz myślistwa- o czym można i należy dyskutować bo sam wiem dobrze jak wiele wciąż należy poprawiać choć doskonałości pewnie nigdy nie będzie.Chwalebne to co Pan zrobił,na moim terenie taki problem nie występuje na szczęście,jednak zapytam- to zachęcanie myśliwych to były rozmowy gdy „szli na dzika” czy też udał się Pan np. z tym problemem doł owczego koła,skierował oficjalne pismo w tej sprawie do jego zarządu?

  522.  

    Pisma oficjalnego nie wysłałem po kilku kubłach zimnej wody przy rozmowach nie tylko kiedy szli na dzika ale kiedy stali sobie z papieroskiem. Zgodzę się jednak, że gdzieś w innym kole może zainteresowało by to ich przy pierwszej rozmowie, jak np. wędkarz, który pomagał mi wyłowić ryby uwięzione w studni i wypuszczać do rzeczki. Mimo, że opodal łowił takie same. Dziwne to wszystko ale niektórzy widać potrafią łączyć w sobie sprzeczności i w takim rozszczepieniu tu pomagać a tam robić jatkę.

  523.  

    Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia – dla Pana jatka,dla mnie etyczne polowanie podobnie jak łowienie ryb zgodnie z przepisami – choć sam nie wędkuję, jatką nie jest.A takie zachowanie dobrze świadczy tylko o tym wędkarzu.Niech mnie Pan nie posądzi że chcę się chwalić bo w moim rozumowaniu sprawy naprawdę nie ma czym i nie jest to jakaś fałszywa skromność,ale parę lat temu z łowczym mojego koła wyganialiśmy rogacza który wskoczył do ogrodzonej uprawy i nie mógł się z niej wydostać i był już mocno osłabiony a chłop aż zacierał ręce na myśl że będzie jego własnością gdy padnie.Po dwóch godzinach szczęśliwie się to udało-mimo protestów rolnika.Satysfakcja większa niż z upolowanego – bez wątpienia,zwłaszcza że był bardzo dorodny i młody jeszcze.Chodzi mi jednak o to że w tym czasie miałem w domu zapowiedzianych gości i łowczy zadzwonił do mnie gdy siedzieli ze mną przy stole.Małżeństwo to było przeciwnikami polowania,choć może nie skrajnymi,a byli dość mocno urażeni że tak bezceremonialnie opuściłem ich towarzystwo z powodu jakiegoś koziołka,mimo że tłumaczyłem się z tego gęsto jak tylko mogłem.Też dziwne to ich zachowanie i rozumowanie sprawy,prawda?Na ewentualny zarzut że uwolniliśmy go po to aby potem upolować odpowiadam z góry że nie było to na terenie łowieckim mojego koła a na obwodzie administracyjnym nadleśnictwa a akurat żadnego leśnika nie było pod ręką.

  524.  

    Dla mnie jatka? jakoś nikt mi żuchwy jeszcze nie odstrzelił, przestrzelone skrzydło tez mi do lodu nie przymarzło, i nie leżałem nigdy w krzakach w gorączce ani nie wlokłem swoich jelit. Haka w gardle tez nie było. Nawet nikt mi w dupę nie strzelił gorącym nabojem. Więc zgadzam się z panem. Dla nas to nie jest jatka.

  525.  

    Aż dziw bierze że czegoś takiego jeszcze Pan nie doświadczył na własnej skórze skoro często przebywa Pan w terenie gdzie poruszają się też myśliwi.Bo przecież „kto wie na co jeszcze stać tą bandę”,”znamienne że kobiety bały się pokazywać przed kamerami swoje twarze”,”horda zapijaczonych agresywnych nuworyszy”,”stutysięczna grupa frustratów”-to tylko niektóre określenia i tylko z tego forum pod adresem myśliwych ze strony kulturalnych ponoć przeciwników łowiectwa.A tak na poważnie – przykłady które Pan podał nie są celem myślistwa,są tylko jednym z ubocznych skutków polowania,przez nikogo niechcianym,najgorszym z możliwych,prawda że smutnym,ale nigdy nie są celem polowania.Wiem też dobrze że zwierzęciu które tego doświadczy nie robi żadnej różnicy że to się stało „niechcący”,ale ocenianie łowiectwa przez pryzmat wyłącznie postrzałków jest tendencyjne i stronnicze.Ja ślepy nie jestem,wiem że tak się zdarza i już wyżej napisałem że do doskonałości nam daleko-i to we wszystkim co robimy.Ja pisałem o etycznym polowaniu,po którym nie zostają masowo postrzałki.Czy np. ze względu na kontuzje mamy zaprzestać uprawiania sportu,pod groźbą katastrofy ekologicznej zrezygnować z wydobywania ropy naftowej,itd.?A wracając do kanałów- wyjście na polowanie czy papieroska to nie jest idealne miejsce do ustalania szczegółów konkretnych prac,zwłaszcza jeżeli ewentualnie wcześniej powiedział Pan myśliwym co o nich sądzi bądź dał im to odczuć.Więc efekt był jaki był.Jestem niemal pewien że gdyby propozycję wysunął Pan w sposób profesjonalny – plan robót,środki,fundusze,czas,rozmowa z konkretnymi osobami /zarządem koła/ w konkretnym miejscu i czasie,to efekt byłby inny.A jeżeli nie – to dopiero wtedy były by podstawy do rzeczowej krytyki,a tak jest ona zbyt pochopna.A swoją drogą szkoda że prócz nas nikt już nie odwiedza tego forum- emocje opadły,temat się wypalił,wszyscy się wykrzyczeli i wracamy do codzienności.A z tym gorącym nabojem to nawet mnie Pan rozbawił-lubię ludzi z poczuciem humoru nawet jeśli nie potrafią odpowiadać na zadane pytania,pozdrawiam.

  526.  

    Dalej będzie Pan posyłał gorące naboje w kierunku istot, które czują? Podobno żeby móc zabijać trzeba regularnie zabijać. Bo zrobienie sobie dłuższej przerwy może ,,odrestaurować” dawno nie używaną wrażliwość na cierpienie. Tak stało się z moim znajomym weterynarzem, który po 17 latach polowań zrezygnował. Powodem nie były żadne refleksje, a coraz większa niechęć do kolegów z koła, którzy prezentowali o wiele niższy poziom kultury i intelektu niż on. Miał ich dość, zrobił przerwę. Jednak po dłuższym czasie okazało się że nie potrafi już zabijać zwierząt.

  527.  

    Tak,będę-na tyle na ile będzie potrzeba,pozwolą możliwości /nie preferuję strzelania z ambony na 200m choć takową mam a podchód na 50m jako dający zwierzynie najwięcej szans i najtrudniejszy dla myśliwego/,czy konieczność /plan pozyskania,czyli określenie ilości sztuk danego gatunku do odstrzału ustalają w większej mierze niemyśliwi,są to leśnicy z RDLP którzy często nie polują,a którzy tak przez przeciwników polowań są hołubieni na tym forum jako najlepsi gospodarze lasu/.Często ten plan jest przez nich zawyżany i niemal co roku moje koło zwraca się o jego zmniejszenie,zaś do liczby upolowanej zwierzyny wciągamy ofiary wilków i wypadków komunikacyjnych aby tylko go wypełnić-choć nie musimy,bo moglibyśmy „dostrzelić”.Dziwne,prawda?ale tak jest.Regularnie nie zabijam-o tym decydują różne czynniki,nie trzeba moim zdaniem tego czynić żeby móc wogóle strzelać do zwierząt,poluję 18 lat,miałem dwa sezony w których nie strzeliłem nic,a w tym np.4 sztuki,czasami więcej.”Rekordzistami” gardzę podobnie jak ten weterynarz,a dowodem tego że takim nie jestem jest moja obecność na tym forum i dyskusja,”mięsiarze”uznali by to za stratę czasu a przedstawione przeze mnie argumenty zadziwiły by ich w niewiele mniejszym stopniu jak laików w dziedzinie łowiectwa.Zawsze byłem zdania że gdyby z PZŁ wykluczyć ok.10 proc.”odpowiednich” ludzi,to akurat pozbylibyśmy się tych dzięki którym tacy jak Pan mają w ręku jakiekolwiek argumenty przeciw łowiectwu.Niektórzy podobnie myślący jak ja zaniżają tę liczbę,ja na podstawie swoich obserwacji uważam że mniej więcej co 10ty-12ty myśliwy nie powinien nigdy się w PZŁ znaleźć,np. Leon Kruczyński.Przyznaję,to dużo,o wiele za dużo.Ale rezygnacja z PZŁ mądrym wyjściem nie jest,nic nie daje,zwalniam tylko łowisko nieodpowiednim,nieetycznym osobnikom,a będąc dalej myśliwym mogę zrobić o wiele więcej dla środowiska przyrodniczego niż poza nim.A swoją drogą polecam Panu lekturę lutowego nr Łowca Polskiego-zapewniam że znajdzie Pan akurat w tym numerze coś więcej niż reklamy polowań na wielką piątkę,”oburzające”porady gdzie ulokować kulę w ciele bawołu czy podziw dla „pierdzenia na rogu”,i to właśnie na tematy o których rozmawiamy.Stać Pana na to czy obrzydzenie do myślistwa i niechęć do wydania 10 zł z zyskiem dla wydawcy na to nie pozwoli?Bo ja np.zainwestowałem w „Polowaneczko” czy „Farba znaczy krew”chociaż to dla mnie „przeciwna strona”.

  528.  

    Zenon Kruczyński pewnie podzieli pana zdanie, że nie powinien się w PZŁ nigdy znaleźć. Problemem ludzi, którzy przestali polować jest kompletna niemożność cofnięcia tych śmierci bez możliwości ich odkupienia.
    Czy wie pan co mówią piloci, którzy zrzucili bombę na Hiroshimę?
    Z wyjątkiem tych którzy odebrali sobie życie, pozostali twierdzą, że gdyby tej bomby nie zrzucili to wojna trwałaby jeszcze długo i pochłonęła jeszcze więcej istnień. To się nazywa racjonalizacja – przydaje się żeby nie ocipieć.

  529.  

    Najpierw pedofilia,holokaust,niewolnictwo,wbijanie na pal,teraz już naprawdę „z grubej rury”-Hiroshima!”Znaj proporcję mocium panie”.Przyrównując myślistwo do najokropniejszych zbrodni w historii ludzkości traci Pan wiarygodność bo to już gruba przesada,podobnie jak autor „Polowaneczka” który przesadził tam ze zmyślaniem historii zamiast racjonalnie opisać to co w polowaniach jest złe.Skutkiem tego wiarę w to co napisał dają tylko naiwni albo zupełnie niezorientowani w tym temacie.Każdy kto miał choć trochę do czynienia z łowiectwem i ma dystans do otaczającego go świata doskonale orientuje się że książka jest bardzo tendencyjna i brak w niej podstawowej sprawy – rzeczowej oceny łowiectwa.

  530.  

    Czy mocium pan nie rozumie że ja nigdzie nie porównałem myslistwa do Hiroshimy! Jak można tak przeinaczać sens wypowiedzi. Pan się wśród subtelności debaty porusza jak słoń. Opisałem działanie znanej każdemu początkującemu psychologowi i (nie tylko) zasadę racjonalizacji.
    A tak na marginesie, dlaczego mam nie porównywać zabijanie zwierząt do zabijania ludzi? Czyżby szowinizm gatunkowy?

  531.  

    To po co w takim razie użył Pan tej Hiroshimy?ja związku nie widzę,do zasady racjonalizacji można wszystko podciągnąć jak się chce.Porównanie do słonia traktuję jako komplement-nigdy nie polowałem na niego i pewnie nie będę,ale wiem że potrafi poruszać się w swoim środowisku zdumiewająco delikatnie,niepostrzeżenie i cicho,Pan zapewne też to wie-zatem jestem subtelny,dziękuję!Szowinistą gatunkowym nie jestem,za to tutaj myślę racjonalnie i ludzi-jacy by oni nie byli, w realny sposób ze zwierzętami porównywać nie będę.Otóż uważam że człowiek ma duszę a zwierzęta nie, i jest istotą od nich wyższą.Oczywiście jest to moje zdanie i nie każdy musi się z tym zgodzić.Rzecz jasna zwierzętom też należy się określony szacunek-nie wolno ich dręczyć i zabijać bez przyczyny,a już pisałem wcześniej że racjonalne gospodarowanie ich populacją jest najlepszą formą zapewnienia im przetrwania,mimo że się je w określonym celu zabija.Trudno mi uwierzyć że nie zabił Pan nigdy np.muchy albo komara-a przecież w czym one są gorsze od jelenia skoro ten jeleń jest równy człowiekowi?A antybiotyki Pan stosował w czasie choroby?Przecież biedne bakterie też chciały żyć!

  532.  

    ,,człowiek ma duszę a zwierzęta nie” – proszę o dowód. I definicję duszy.

  533.  

    Tak, to by się zgadzało… Pewien były misjonarz i zakonnik jezuicki, powiedział, że ludzie bogobojni zazwyczaj nie maja serca. Tak to jest, ze albo się widzi rzeczywistość, albo własne o niej wyobrażenia. Dogmaty są właśnie takimi uzgodnionymi wyobrażeniami. Dogmat o duszy człowieczej i jej braku u zwierząt zaprzecza istnieniu ewolucji. A dawniej przedstawiciele kościoła, nie potępiali polowań na rdzenną ludność Afryki czy Australii, bo uważano ich za zwierzęta, podobnie jak w post jedzono ogony bobrowe. Głupi ten kościół był i nadal jest głupi. Albo po prostu demoniczny i cwany a ponieważ naiwnych i tępych nie brakuje więc jeszcze sie jakoś trzyma.

  534.  

    Kwestia wiary to niekoniecznie kwestia dowodów,w końcu napisałem że nikt nie musi się ze mną zgadzać.Ja wierzę w to co jest napisane w Piśmie Świętym,pan w „Polowaneczku”-każdy ma wybór.Byłego misjonarza jezuity nie znam i jestem pewien że poza Panem nikt go nie zna,a jeżeli istnieje nawet,to autorytetem dla mnie nie jest.To Pan widzi własne wyobrażenia w świecie przyrody domagając się zakazu polowań i nie proponując nic w zamian,ja natomiast widzę jego rzeczywistość.Mówieniem o „polowaniach” za aprobatą kościoła na ludność Afryki i Australii Pan się zbłaźnił jak jeszcze nigdy dotąd,jedzenie w post ogonów bobrowych wynikało z braku wiedzy przyrodniczej w tamtych czasach bo bobry uważano za ryby.Kościół tworzą ludzie i jest on omylny tak jak i tworzący go naród-nigdy temu nie zaprzeczałem.A swoją drogą zauważyłem pewną prawidłowość u Pana jak i u Pana Matkowskiego,Gosi /zdaje się że mama?/,i innych ateistów-jak brak argumentów do merytorycznej dyskusji na temat łowiectwa,to heja po kościele i wierzących!świetny temat zastępczy,jakież to modne,nowoczesne i naukowe!Już widzę Pana oburzenie gdybym nazwał Pana tępakiem i naiwniakiem-ot kultura zabójcy-myśliwego!Oczywiście w drugą stronę to nie działa.Żenada Panie Jacku,straszna żenada,przyznaję że mimo różnic w poglądach,po dotychczasowej dyskusji nie spodziewałem się że zejdzie Pan do rynsztoka,no trudno,tak jak mówiłem-wierzący też się mylą.

  535.  

    A jak Pan godzi ewolucjonizm z koncepcją duszy u człowieka i jej braku u zwierząt? I czy z całą pewnością wie pan, że zwierzęta jej nie mają a my mamy?

  536.  

    Pyta Pan żeby sobie poszydzić z mojej odpowiedzi jeżeli nie będzie ona wg ateistycznej koncepcji ?Bo wyczuwam ten ton.W takim razie odpowiem Panu na to wyczerpująco jak Pan zechce odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytania których wiele postawiłem na temat ŁOWIECKIEGO wątku a nie zastępczych w tym przypadku spraw religii,a do których nie raczył się Pan ustosunkować z przyczyn które tylko mogę podejrzewać…

  537.  

    W internecie pełno o przypadku Kenii (i innych państw) w sprawie zakazu polowań. O wzroście populacji tez tam jest, choć był on krótkotrwały. jednak w dalszym ciągu to zwierzęta muszą płacić swymi ciałami za błędy myśliwych, żeby biznes sie kręcił i dawał kasę na czynności naprawcze.

    Szowinizm gatunkowy, do którego pan sie nie przyznaje, a za chwilę dodaje, że zwierze nie ma duszy, jest kolejnym przykładem, że w świecie myśliwych najczęściej obserwuję zdolność godzenia wykluczających się poglądów. Zapewne samo zadanie śmierci istocie posiadającej układ nerwowy podobny do ludzkiego możliwe jest dopiero po wewnętrznym podzieleniu i skonfliktowaniu siebie samego.

    A pana uciekanie w ,,argumenty” wiary (jak z tymi duszami) jest infantylne.

  538.  

    W internecie może Pan też przeczytać że Bóg istnieje,stworzył świat i człowieka nie w drodze ewolucji,Jezus Chrystus istniał rzeczywiście,objawienia w Fatimie były prawdziwe,itd.a przecież to mity które jedynie ja i tacy jak ja uznają za własne „uzgodnione wyobrażenia” o rzeczywistości.A to o Kenii i innych państwach z całkowitym zakazem polowań/ciekawe jakich?/to już są aksjomaty pomimo że też wyczytane w internecie?Ja swoją wiedzę wolę budować na opracowaniach naukowych a jeżeli to możliwe, rozmowach z ludźmi którzy tam byli i się na tym znają,a co najważniejsze-nie zatracili kontaktu z rzeczywistością.Polecam w takim razie Panu lekturę np.Romana Huberta Hupałowskiego,Eustachego Sapiehy,Pawła Kardasza,Stanisława Hempela,Jerzego Świderskiego.Też można to znaleźć w internecie,te same tematy,a zupełnie inna treść niż Pan wyczytał.Oczywiście nie muszą być autorytetami,można się z nimi nie zgadzać w kwestiach polowania,ale wiedzy przyrodniczej o Afryce im odmówić nie można.A zwierzęta owszem,czasami płacą swoimi ciałami za błędy myśliwych ale nowości tu Pan nie odkrył,już wcześniej o tym wspominałem.Płacą też za błędy innych,np.za pańskie też,tyle że nie bezpośrednio.To że nie je Pan mięsa i jest wrogo nastawiony do myśliwych w niczym ich losu i stanu populacji nie poprawia,lepiej wykorzystać tę energię na ich aktywną ochronę.A zna Pan jakąś dziedzinę która w większym czy mniejszym stopniu nie jest biznesem?a te pieniądze z ekofunduszu za które budował Pan pochylnię nie były czyimś biznesem?Zdolność rozróżniania człowieka od zwierzęcia szowinizmem gatunkowym nie jest,zarzuca Pan myśliwym że nie odróżniają gatunków kaczek.Dlaczego muszą je rozróżniać skoro Pan ich nie odróżnia od ludzi?a tutaj są chyba deczko większe różnice…strzelając do zwierzęcia bądź stojąc już nad martwym różne miałem przemyślenia ale akurat nigdy tego że jestem w konflikcie z samym sobą i nie godziłem wykluczających się poglądów,ale nie neguję-może faktycznie dziwny jestem?choć nikt mi tego jeszcze nie powiedział.W argumenty wiary nie wchodziłem,dosłownie w paru słowach zaznaczyłem swoje zdanie na temat zwierząt w jej kontekście i tylko dlatego że Pan o to mnie zapytał.To Pan zaczął je bardzo dogłębnie,kulturalnie i z wyjątkowym poszanowaniem cudzego światopoglądu zgłębiać.A z tym że gdzieś uciekam przed Panem to już Pan sobie schlebia…

  539.  

    Skąd u Pana pewność że zwierzęta nie mają duszy? I czym ona jest?
    A jeśli by miały to strzelałby Pan do nich?

  540.  

    Co to jest wykwit?co to jest kula rozpryskowa?co to jest wydmuchiwanie płuc?co to jest wystrzeliwanie wątroby?co zrobić żeby kłusownicy przestali zabijać masowo zwierzęta bez jakiegokolwiek umiaru przez cały rok przy użyciu wnyków i paści?co zrobić żeby rolnicy do grodzenia upraw nie korzystali z prądu o napięciu 380V?jak skłonić hodowców owiec aby nie wykładali zaprawionych trucizną tusz tych zwierząt rysiom i wilkom?skąd wziąć pieniądze przy dzisiejszym stanie krajowego budżetu na wypłatę odszkodowań dla nich?kto fizycznie ma te szkody szacować i płacić odszkodowania?jak usunąć z lasów i pól stada rozszarpujących zwierzynę i ptactwo przez okrągły rok zdziczałych psów i kotów?co zrobić aby quadowcy i crossowcy nie przeganiali zwierzyny z ich ostoi i żerowisk?jak zapewnić zwierzynie spokój przed zbieraczami runa leśnego w okresie wychowywania młodych?jak przekonać Nadleśnictwa i Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych do nieustalania kołom łowieckim ściśle corocznie określonych planów odstrzałów zwierzyny i nienakładania na nich kar finansowych za ich niewykonanie nawet tylko w niewielkim procencie?co zrobić jak po ewentualnym całkowitym wyeliminowaniu łowiectwa dojdzie jednak do zaburzenia równowagi biologicznej pomiędzy poszczególnymi gatunkami zwierząt?jak zapobiegać wyrębowi lasów zwłaszcza w miejscach ostoi zwierzyny?kto i w jaki sposób ma przeprowadzać inwentaryzację zwierzyny leśnej i polnej?w jakim kraju oprócz Kenii wprowadzono całkowity wieloletni i trwały zakaz wszelkich polowań?co to jest kłusownictwo?co to jest łowiectwo?co to jest myślistwo?czy różnią się czymś,a jeżeli tak to czym?na czym polega akcja „ożywić pola”?kto ją zainicjował i jej patronuje?co to jest FOG?kto go założył i w jaki sposób on funkcjonuje?dlaczego trucizny,wnyki i broń maszynowa,np.popularny kałasznikow są zakazane przy wykonywaniu polowania?jakie działania Pan podejmuje w celu ochrony pogłowia much,komarów,pluskiew i karaluchów będących podobnie jak zwierzyna leśna istotami żywymi,czującymi i pragnącymi żyć?czy powyższe pytania w zdecydowanej większości są zdublowane z moich wcześniejszych postów?kto pierwszy z nas zadał pytania na tym forum?kóry z nas całkowicie unikał odpowiedzi na pytania swojego adwersarza i wręcz uciekał przed nimi?który z nas ustosunkowywał się wyczerpująco i merytorycznie do wszystkich pytań i tez swojego adersarza?dlaczego panu Matkowskiemu uświadomienie sobie zła jakim jest myślistwo zajęło 20 lat pomimo stałego w nim uczestniczenia?czy w moim przypadku w takim razie usprawiedliwionym jest że pomimo tylko 18-tu lat polowań jeszcze tego nie pojąłem i czy wolno mnie za to potępiać?czy to forum jest poświęcone tematyce „za i przeciw” współczesnemu myślistwu czy też religiom świata i historii II wojny światowej ze szczególnym uwzględnieniem holokaustu?

  541.  

    Stosuje Pan,Panie Jacku w sumie skuteczną często zasadę że najlepszą obroną jest atak.Chlapiąc na kogoś błotem w sytuacji gdy ten drugi się tylko broni,to istnieje spora szansa na to że nawet jeśli ma na sobie płaszcz przeciwdeszczowy,bodaj część tego błota do niego przylgnie.Ja nie mam zamiaru ani zwyczaju znajdować się w tej roli-roli chlapanego jak Dziki Dzik,Myśliwy czy Erni,ale też nigdy nie byłem i nie będę tym chlapiącym-kwestia poczucia własnej godności w pierwszym,i zwykłej kultury osobistej oraz poszanowania drugiego człowieka w drugim przypadku.Swoją zaś kulturę unaocznił tu Pan Matkowski w poście z 03.10.2009r.kolejne pytanie-czy ktoś kto ma taki szacunek dla ludzi o odmiennych nawet poglądach może autentycznie kochać i szanować zwierzęta?Mnie się np.bardzo podoba muzyka myśliwska,Panu nie-i już tylko dlatego musi Pan obrażać że to jest „pierdzenie”i że to koszmarny instrument,a wystarczy jej nie słuchać.Koło łowieckie to dla Pana „gówno” a dla mnie miejsce gdzie przynajmniej w moim zrobiono bardzo wiele dla dobra zwierzyny leśnej pomimo że też ją strzelano,a wystarczy do niego nie należeć.Krytykować oczywiście też można a nawet należy,ale nie obrażać,sam Pan zresztą o tym pisał że czyny należy potępiać ale człowieka szanować,cóż,powiedzieć łatwo,wykonać trudno.Ma Pan monopol na wszechwiedzę,jest Pan nieomylny w swoich tezach?ja nie jestem,ale do niektórych swoich mam przekonanie wynikające ze zdroworozsądkowych odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania.Zdaje się że czytałem gdzieś wyżej pański wpis,że z racji bycia myśliwym nie jestem pełnowartościowym facetem i nie mam szans nawet u głupiutkiej dziewczyny-no bo przecież te superlaski „lecą” tylko na przeciwników polowań,a zaraz potem ktoś tu łzawie lamentował że został porzucony i miał taką deprechę że trzeba było wielodniowej kuracji wiśniówką.Pamięta Pan może kto to był…?Aha ,pańska Mama też wyżej pisała coś w tym stylu że bardzo ceni i szanuje odważnych facetów którzy nie uciekają z podkulonym ogonem gdy robi się dla nich nieprzyjemnie,napotykają na krytykę i potrafią dyskutować na argumenty-pozostaje mi mieć nadzieję że stanie Pan na wysokości wymagań Rodzica.

  542.  

    Niedawna rozmawiałem z pewnym bardoz kulturalnym Włochem, mysliwym, którego znam od lat, i na swój sposób lubię. jest to czlowiek oczytany, duzo wie o Polsce, czytal prawie wszystkie książki Kapuścińskiego, zna naszą historię.
    a jednak poluje.
    twierdzi, ze jest tzw. idealnym myśliwym. nigdy nie zranił, zabija jednym celnym strzalem tylko wtedy gdy jest pewien ze tak wlasnie będzie.
    Pomiujając wiarygodnosć – czy mozna polując na kuropatwy ustrzec się postrzałków- zastanawia mnie jedno, i kiedyś go o to zapytalem. pytanie brzmialo: jak oceniasz, procentowo, udzial takich etycznych, kulturalnych myśliwych jak ty w calej masie polujących.
    zastanowil sie chwilę, ale bardzo krótko. Odpowiedź brzmiała: 10%

  543.  

    Do Pana Marka:
    tak, Polowaneczko jest książką jednostronną.
    ma Pan rację, opisuję głównie negatywne strony polowań.
    ale przecież to jest wlasnie przeciwwaga dla calej masy książek które opisują pozytywne strony polowań. pozytywne oczywiście w odczuciu polujących, aczkolwiek często przebrane w argumenty mające nas przekonać, ze polowanie jest dobre dla zwierząt. Łoś ma szansę trafić na listę zwierząt łownych – w tych slowach „ma szansę” zawarty jest caly mysliwski antropocentryzm. szansę! awanś! niech sie cieszy, ze swoją smiercią i cierpieniem sprawi nam radość. alleluja.

  544.  

    wyganialiśmy rogacza który wskoczył do ogrodzonej uprawy i nie mógł się z niej wydostać i był już mocno osłabiony a chłop aż zacierał ręce na myśl że będzie jego własnością gdy padnie.Po dwóch godzinach szczęśliwie się to udało-mimo protestów rolnika.Satysfakcja większa niż z upolowanego – bez wątpienia,zwłaszcza że był bardzo dorodny i młody jeszcze.

    te ostatnie słowa brzmią mi jednak dość złowróżbnie dla uratowanego młodzieńca:)

  545.  

    Nie wiadomo co stałoby się z rasą ludzką gdyby przez 5-10 pokoleń nie spożywała mięsa. I tego przeciwnicy polowań też nie chcą ( nie potrafią ? ) zrozumieć. Ale tłumacz tu człowieku wegetarianom, to cię wyśmieje.

    Panie Erni, kulą w płot – i to nie półpłaszczową, ale zabłakaną.
    Mieszkańcy kraju który ma obecnie najbardziej dynamiczny rozwój – Hindusi – są w większości wegetarianami od tysiącleci.
    i swietnie sobie radzą intelektualnie, również z najnowszymi technologiami. pozdrowionka

  546.  

    I jeszcze jedna sprawa:czy mógłby Pan podać definicję kuli rozpryskowej i wykwitów?To wyrażenia którymi tak często Pan szemruje jakoby używają ich myśliwi,choć nigdzie coś takiego nie istnieje.Ot fantazja…

    Panie Marku, o wykwitach może pan poczytac w literaturze waszych speców od trofeistyki, az dziwne ze Pan jest tak slabo wyksztalcony w najblizszej panu branzy. w Polowaneczku są informacje o źródłach, tytuly ksiazek skad pochodza cytaty, między innymy ten o wykwitach. jednak widze ze mysliwi nie potrafią czytać. z Polowaneczka zrozumial pan zapewne tylko okladkę. a i to wątpię.
    co do kuli rozpryskowej, w waszym mysliwskim zargonie funkcjonuje ona jako pocisk polplaszczowy. jednak swiat, drogi panie Marku, nie konczy sie na mysliwskim zargonie – z ktorego zreszta tez pan jest slaby, skoro nie wie pan co to wykwity.
    na swiecie, prosze pana, funkcjonuje od dawna – w literaturze i w jezyku wyksztalconych ludzi – termin kula rozpryskowa. Oznacza mniej wiecej to samo co pocisk polplaszczowy, aczkolwiek jest pojeciem ogolniejszym (jak pan wie, a moze raczej nie wie, rodzajów pociskow półpłaszczowych jest wiele – z rantem do obcinania sierści, z pustą częscia czołową, itp itp.) termin kula rozpryskowa obejmuje kazdy pocisk ktory w kontakcie z przeszkodą rozpada się na kawałki, zwiększając obrazenia, czyli takie coś jak maly granat, ktory wybucha pod wplywem wlasnej energii kinetycznej zderzonej z cialem.
    zapewne nie ma tez pan pojecia ze funkcjonuje również termin kula dum dum.
    kiedy wreszcie wyjdzie pan z poza swojego zascianka, czyli z kolka mysliwskiego gdzies na wsi, to moze zajrzy pan do biblioteki, przeczyta pare ksiazek. bardzo polecam. pomaga na myslenie.

  547.  

    I jeszcze jedno panie Matkowski – życzę powodzenia w produkcji sztucznego mięsa-nie wiem czy śmiać się czy płakać nad stanem pańskiego umysłu.

    radzę zapłakać nad własnym. to znaczy nie, przepraszam. zeby płakać nad umysłem trzeba najpierw ten umysł mieć.

  548.  

    Panie Marku ,,otóż uważam że człowiek ma duszę a zwierzęta nie”

    Dalej pan nie rozumie, że odwoływanie sie do wiary nie jest rzeczowa argumentacja? Teraz użyłem słowa ,,odwoływanie’ bo gdybym napisał,,uciekanie w” albo ,,uciekanie się do” to pan jako nieznający tych zwrotów pomyślałby że schlebiam sobie ,,uciekaniem przed panem” Pokręciło sie panu trochę i sięga pan po chwyty durne. A przeciez można napisać prawdę, że pan tak na prawdę nie wie co to jest ta dusza i czy zwierzęta ją mają czy nie” Tak trudno napisać ,,tego nie wiem” Niech pan nie będzie jak Ziobro, który nigdy jeszcze nie odpowiedział na zadane pytanie. A o te wykwity to mnie prosze nie pytać, ja nic o nich nie wspominałem.

  549.  

    Dałem Panu fureczkę, aby mógł Pan sobie uciec od pytania skupiając sie na tym , że użyłem słowo ,,durne”

  550.  

    przepraszam furteczkę

  551.  

    Miło mi że Pan się raczył odezwać bo już nudno tu się stawało.Dziękuję też za wskazówki odnośnie mojego umysłu.Nie mam go a piszę na komputerze,czy aby nie dziwne?Ja miałem zastrzeżenia tylko co do jego stanu u Pana,mam je zresztą nadal po przeczytaniu najnowszych wpisów,ale o tym za chwilę.Solennie obiecuję odwołać tutaj te słowa z chwilą nakarmienia pierwszego człowieka sztucznym mięsem i nie mam tu na myśli chemicznych dodatków do niego.A teraz do rzeczy.Włoch-sam Pan kiedyś pisał że tamtejszy model łowiectwa jest o wiele gorszy od naszego,to może i tam jest 10% etycznych myśliwych.W Polsce oceniam że takich jest ok.60%,do ok.30% można mieć większe lub mniejsze zastrzeżenia,ok.10% nie powinno być w PZŁ bo niszczą wizerunek polskiego łowiectwa.10 naszych piłkarzy wartych jest jednego włoskiego,w myślistwie ma prawo być odwrotnie.Takie są proporcje wg mnie.”Polowaneczko”-faktycznie,tytuł najciężej jest zrozumieć,treść natomiast wywołuje zrozumienie intencji jej napisania-kasa,popularność i zrobienie z siebie kogoś w rodzaju guru w kręgu pseudoekologów /nie mylić z ekologami/.Gdyby opisywała głównie negatywy polowań nikt nie miał by do niej zastrzeżeń-krytyka jest naprawdę potrzebna abyśmy nie popadli w samozadowolenie,ale ona opisuje wyłącznie te negatywy,w dodatku często zmyślone,a to już skrajność czyniąca ją delikatnie mówiąc niewiarygodną w całości.Co do przeciwwagi-polecam lutowy nr Łowca Polskiego,co już proponowałem Panu Jackowi-przekona się Pan że wobec siebie też jesteśmy krytyczni.Co do łosia-nie dziwi mnie że nie ma Pan pojęcia o zwierzynie i nie wie że łoś jest zwierzęciem łownym, tyle że obowiązuje na niego tzw.moratorium w praktyce oznaczające całoroczny okres ochronny,ale po co kłamać że cytat „ma szansę powrotu na listę zwierząt łownych”pochodzi od myśliwych?ma,ale tylko w Pańskich urojeniach,w praktyce nie musi bo tam jest.Uuu,duża wtopa,ale nie największa jeszcze.Rogacz-pisząc że był młody i dorodny miałem jedynie to na myśli że przed nim było długie życie i zostawi niejednokrotnie dobre geny w łowisku,nic więcej.Jak się ma z góry złe intencje,to każde słowo można zinterpretować odwrotnie.Wykwity-słowo nie istniejące i nie funkcjonujące w gwarze łowieckiej.Użyte jest w książce dot.trofeistyki nie jako określenie gwarowe,równie dobrze mogło być w jego miejsce wpisane „odrosty” czy mniej ładne „wybulenia”ew. inny synonim,a co miało obrazować że zwierzynie wyrasta jakaś forma poroża.Książki myśliwskie składają się z wielu słów,np.w dziale dotyczącym szkód w uprawach występuje słowo „ziemniak”.Czy oznacza to że ziemniak jest słowem z gwary myśliwskiej?Pisanie przychodzi Panu łatwiej niż czytanie ze zrozumieniam,prawda?.To co Pan sobie uroił że jest wykwitem to w gwarze zapewne chodzi o tyki /choć pewny nie jestem/i z których wyrastają odnogi,a których każda ma swoje określone nazwy-oczniak,nadoczniak,opierak,wilcza,grot,zespoły odnóg-widlica,korona-która też ma swoje odmiany – u jelenia;bojowa grot i tylna-u sarny,pasynek u łosia,itd.Samo poroże -czyli tyki z odnogami plus dodatkowe „wykwity”-róże,uperlenie itd.jest parostkami u sarny,wieńcem u jelenia,łopatami u daniela,łopatami bądź rosochami w zależności od formy u łosia.Ufff,po co ja to piszę skoro i tak nic z tego Pan nie zrozumie,a i też raczej chyba nie ciekawi Pana.Trudno,mój błąd.Kula rozpryskowa-nie ukrywam że domyślałem się że chodziło Panu o pocisk półpłaszczowy,ale skoro były wykwity jako gwara to może i tu należało użyć poprawnego określenia? W nauczaniu Pana o rodzajach pocisków,ich płaszczach,balistyce,kinetyce,itd. nie popełnię już tego błędu szczególarstwa co przy „wykwitach”,jednak pozwolę sobie zauważyć że w gwarze myśliwskiej rant to inaczej kryza i występuje wokół denka łuski a nie pocisku /rozróżnia Pan co jest czym?/,aczkolwiek przyznam że czasami dość niepoprawnie myśliwi używają się tego terminu na ostrokrawędziową formę płaszcza której faktycznie jedną z funkcji,aczkolwiek nie główną,jest spowodowanie wystąpienia tzw.ścinki na tzw.zestrzale-to już gwara.Tutaj mały plus dla Pana za wiedzę,ale tylko tutaj,bo dalej występuje u Pana fizycznie”pusta część czołowa”-coś takiego nazywa się”wierzchołkowy otwór balistyczny”.A porównanie do granatu to jednak kompromitacja-rozumiem że nie jest Pan żołnierzem,ale żeby mówić że półpłaszcz wybucha jak granat?Szanowny Panie-w granacie jest zapalnik z materiałem detonującym /azydek ołowiu/,który powoduje wybuch materiału kruszącego/trotyl/.Detonacja i wybuch to też dwie różne sprawy.Ma Pan coś takiego w pocisku myśliwskim?Proszę o konkretny przykład jeżeli tak.A ręczny granat na dodatek nie wybucha pod wpływem energii kinetycznej zderzeniowej a dzięki zapalnikowi czasowemu.”Rozpadanie się kuli na kawałki” to „kontrolowana defragmentyzacja pocisku”,ale ma Pan rację,świat nie kończy się ani na gwarze łowieckiej ani na terminologii wojskowej.A pociski dum-dum są prawnie zakazane nawet w działaniach frontowych,więc nie wiem po co Pan je tu przywołuje.No chyba znów się za dużo rozpisałem o tej kuli rozpryskowej,a swoją drogą skoro ten termin funkcjonuje w języku „wykształconych ludzi”,to Pan jest chyba ostatnim który powinien go używać,a dlaczego? Oto odpowiedź-bibliotekę to niech Pan odwiedzi w swoim skansenie i wniesie sobie jakąś książkę pod swoją słomianą strzechę,bo rozumiem że może Pan się nie znać na zwierzętach łownych,polowaniach czy broni i amunicji/mimo 20 lat tkwienia przy myśliwych/,tylko po co w takim razie zabiera Pan na te tematy głos i się mądrzy jako autorytet?Ale żeby uznany literat pisał „z poza”?Obiecywałem sobie nikomu nie wypominać na forach ortografii czy stylistyki,ale dla pisarza zrobię wyjątek,bo w końcu „Noblesse oblige”.A książki które polecam w pierwszym rzędzie to „Trylogia”.Też dziw że dla literata Czarniecki=Sobieski.Ale w końcu i ten i ten był hetmanem i to widać wystarczy dla budowania swojego autorytetu…

  552.  

    O granatach, o pasynkach, o azydku… Ale popis. Na poziomie dresiarza. Jeszcze jak by pan mógł wymienić i scharakteryzować typy i rodzaje kaloszków ale dokładnie!

  553.  

    Fakt-wykwity,kula rozpryskowa, to nie do Pana,przyznaję,na szczęście odezwał się ich adresat.Ale pozostałe już jak najbardziej.Odpowiedział Pan sobie sam?Zadowolony?Ziobro z unikaniem odpowiedzi przy Panu to pikuś,ale proszę mieć tę satysfakcję że na jakieś w końcu udało się odpowiedzieć,co prawda w czyimś imieniu,za kogoś,bez upoważnienia do tego,na pytanie postawione przez samego siebie i na dobitkę błędnie,no ale zawsze się udało…Ja od pytań nie uciekam,ale sformułowaniom”durne”,”tępy”,”cwany”,”demoniczny”itp.czasu poświęcać nie myślę bo nie o mnie one tu świadczą,odsyłam powtórnie do mojego wpisu z 08.02.godz.09.33.

  554.  

    Podobno nie odpowiada Pan na pytania nie kierowane do siebie?Ten wpis był akurat do Pana Matkowskiego,pole do popisu miał Pan gdzie indziej.Czy ja pierwszy zacząłem tu pisać o granatach?Była teza-ustosunkowałem się do niej,jak zawsze zresztą.A kaloszy charakteryzować Panu nie muszę bo sam może Pan bez problemu się z nimi zapoznać-proszę tylko przyjrzeć się swoim stopom po ubraniu swoich najlepszych butów.

  555.  

    Obiecał pan, że odpowie na moje pytanie, gdy ja odpowiem na pańskie. odpowiedziałem. Nie wywiązał się Pan, za to zarzucił całą listą pytań dodatkowych. Teraz Pana kolej. Opowie Pan jak jest z tymi duszami u zwierząt, bo przecież Pan sam o nich zaczął. A mnie ten temat ciekawi i nurtuje, bo wiele religii zakłada że zwierzęta to niższe światy. Ale ja się pytam dlaczego niższe, skąd to wiadomo? Kartezjusz twierdził nawet, że zwierzeta to biologiczne maszyny. Nasz ludzki pogląd jest poglądem stronniczym, bo nie możemy wyjść poza świat ludzki i zobaczyć tego z boku. Uważam, że takie poglądy jakie pan tu zaprezentował, są przedłużeniem, tej samej myśli, która ciągnie się od setek lat, a po drodze zahaczyła np. o świętą inkwizycję, i jest po prostu poglądem niebezpiecznym.

  556.  

    do Pana Marka
    he he, moglbym punkt po punkcie ośmieszyć, obalić, ale mnie to już nudzi… i zresztą nie chce mi się wdawać w takie szczegóły. Pan kompletnie nie rozumie, ze moja książka nie jest rozprawką o szczegółach naszywek na esesmańskich mundurach – tutaj pierwszy lepszy esesman mnie zagnie. i niech mu będzie na zdrowie. moja książka jest o tym, że nie wolno zabijać dla rozrywki. A tego pan nigdy nie zrozumie
    pozdrowionka

  557.  

    Do Pana Tomasza-ja też mógłbym tak punkt po punkcie ośmieszyć,obalić i po części już to zrobiłem,nie ukrywam że z nutką czystej złośliwości bo niestety znów uległem emocjom i dałem się sprowokować Pańskim uszczypliwościom.Pan w rewanżu to samo,itd.tylko po co?czy o dowalanie drugiemu tutaj chodzi?To nieco zaowalowane ale przecież widoczne porównanie do esesmana to chyba jednak jakaś forma komplementu?no,nie pierwszy raz myślistwo porównywane jest tutaj do hitleryzmu i na takie rzeczy nie zwracam już uwagi.Więc należało pisać o tych zbrodniach hitleryzmu,ale widziałem też Pana w internetowych audycjach radiowych/ostatnio nawet w Teleexpresie,gratuluję ładnej promocji książki-to już bez złośliwości/,i tam wchodził Pan właśnie z miną znawcy w „opowieści dziwnej treści” nawet o tych naszywkach na mundurze,wykorzystując fakt że nie miał Pan interlokutora z przeciwnego obozu,a ktoś niezorientowany miał prawo odnieść wrażenie że oprócz bycia przeciwnikiem polowań,to na gwarze i zwyczajach myśliwskich zna się Pan lepiej od Marka Piotra Krzemienia.Tak,w pełni się z Panem zgadzam-nie wolno zwierząt zabijać dla rozrywki.I ja ich tak nie zabijam,tu chyba nieco zdubluję poglądy uprzednio dyskutujących myśliwych.Dla rozrywki to ja czynnie np.uprawiam fotografię przyrodniczą czy strzelectwo długodystansowe,myśliwskie również,ale tylko do tarcz.To jest rozrywka i frajda trafić w tarczę z 800 metrów/choć częściej nie trafić:)/,zrobić dubleta do asfaltowych rzutków,czy wreszcie czasem zdobyć jakiś puchar czy dyplom,mieć własnoręcznie wykonaną piękną fotę z lasu.A i trening przydaje się potem aby nie robić postrzałków w lesie,bo to dla myśliwego największa hańba.Wiele lat temu miałem 2 postrzałki zwierzyny grubej,nie doszedłem ich,Pańskich argumentów wtedy nie było jeszcze,ale nigdy nie rozważałem jakie trofeum i ile mięsa straciłem,nie zastanawiałem się nad tym ale wiedziałem że to zwierzę cierpi,i chyba do dziś mam z tego powodu wyrzuty skoro o tym piszę.To dlatego zainwestowałem po tym w wysokiej klasy broń,optykę i mnóstwo różnorakich treningów strzeleckich,a sam Pan wie że to kosztuje kupę forsy.I nie po to aby zabijać więcej,ale aby robić to z maksymalnym eliminowaniem cierpienia zwierzęcia.Nigdy jednak nie postało mi w głowie porzucenie myślistwa.Co do faktu samej konieczności zabijania różnimy się diametralnie,ale to chyba dobrze.Zwierzę przeze mnie zabite zostaje zawsze spożytkowane-trafia bądź do punktu skupu bądź na mój stół,nigdy w krzaki.Wykorzystuję też jego skórę czy poroże jako trofeum-wiem że to dla Pana okropność,dajmy już temu spokój bo porozumienia nie osiągniemy.Strzelam bo chcę zjeść jedyne nieskażone jeszcze chemią mięso,strzelam bo jest wyznaczony plan odstrzału i ktoś go musi wykonać-już pisałem że plan ten wychodzi z nadleśnictw i najczęściej od niemyśliwych/może choć jakieś małe pretensyjki do nich?/,strzelam bo mam świadomość rozmiarów szkód leśnych i rolnych powodowanych przez zwierzynę i przyrostu jej pogłowia,strzelam aby moje koło miało finanse na dalszą gospodarkę łowiecką-choć wiem że to dla Pana niewiarygodne,strzelam dla trofeum na ścianie,strzelam dla trofeum w pamięci, i owszem-czuję satysfakcję z przechytrzenia zmysłów zwierzęcia i jakiś szczególny rodzaj radości gdy po emocjonującym podchodzie uda mi się oddać celny i skuteczny strzał,może faktycznie to pozostałość po ludziach pierwotnych,a może coś innego?Nie ukrywam tego,nie wypieram się-więc proszę darować sobie bluzgi bo w takim razie rezygnuję z dyskusji.Nigdy nie polowałem na słonki,gęsi,zające,kuropatwy,sarny kozy i koźlęta,na kaczki ledwie parę razy na zaproszenie-obyło się bez postrzałków.Mam też pełną świadomość że zabiłem zwierzę,uprzednio żywą i czującą istotę.Sprzeczności?ja w każdym razie jakoś niewytłumaczalnie potrafię je w sobie bezproblemowo godzić.Natomiast określenia że polowanie to „sport”,”rozrywka”,”świetna zabawa” a zwierzę to wyłącznie tarcza do sprawdzania swoich umiejętności strzeleckich,pochodzą od tych ok.10% łowców o których już wspominałem.Jedyny sportowy element w łowiectwie,to jak mówiłem,strzelectwo myśliwskie ale tylko na strzelnicach,dawniej faktycznie nawet w oficjalnych podręcznikach łowieckich figurowało że polowanie to sport.Ale ewoluujemy,my myśliwi też,i dzisiaj tego tak nazywać już nie można.Pozdro!
    Do Pana Jacka-nie mam już sił,jak mawia mój zacny kolega „renki opadywują”.Na nic Pan nie odpowiedział z wyjątkiem pytania zadanego przez siebie, i wmawia mi Pan jak Kaczyński że „nikt mi nie wmówi że białe jest białe”.No dobra,mimo to spróbuję jakoś odpowiedzieć,ale uprzedzam-drwiny kończą dyskusję,jest to mój prywatny pogląd do którego mam prawo,nikomu go nie narzucam,odpowiadam tylko dlatego że zostałem zapytany,mogę też w pewnych tezach namieszać i nie znać ich tak dobrze jak budowy granatu,bo choć jestem katolikiem to jednak nie teologiem.Jak Pan wyżej wyczytał,teorii ewolucji nie przeczę,ale jestem przekonany o istnieniu Boga i o tym że świat jest Jego dziełem,zaś najdoskonalszym,najwyżej postawionym tworem tego świata jest człowiek.W moim odczuciu ewolucja nie przeczy istnieniu Boga,bo przecież Bóg mógł stwarzać i pewnie stwarzał świat w drodze ewolucji.Co do człowieka-Biblia w którą wierzę mówi że został stworzony”na obraz i podobieństwo Boże”.Skoro Bóg jest istotą duchową,to człowiek też musi taka naturę mieć – i to jest właśnie dusza,czyli nasz niematerialny byt który ujawni się dopiero po naszej śmierci w innym świecie czy wymiarze,którego dziś nie dobrze rozumiemy.Czy człowiek ewoluował,a jeżeli tak to od kiedy ma duszę,czy też stworzony został od razu wyjątkowo bez ewolucji-nie rozstrzygnę,”za krótki”jestem do tego.Wiem jednak na pewno że obecnie mimo pewnych podobieństw genetycznych,nie jesteśmy małpami,co było bodaj przez Pańską Mamę podnoszone na tym forum.Skąd wiem-ano mam takie własne przekonanie,prywatną teorię.Czy zwierzęta mają duszę?według mnie nie,inaczej nie było by w Piśmie Świętym słów „czyńcie ziemię sobie poddaną”,a to wg mnie oznacza też m.in.możliwość polowania na nie.W moim odczuciu zwierzęta swój żywot mają tylko tu,na ziemi,jako jej urozmaicenie,ozdoba,środek transportu,waluta handlowa czy pokarm-jednak w każdym hierarchicznie są niżej od człowieka,pomimo że bywają od niego sprawniejsze,ładniejsze,itd.Mamy obowiązek dbać o nie,zakaz bezmyślnego krzywdzenia ich,ale też i prawo spożytkowania dla naszych potrzeb bo nie są nam równe w bycie duchowym.To też mój prywatny pogląd,a swoje uzasadnienie ma m.in.w Starym Testamencie /ofiara Abrahama/czy też Nowym Testamencie z którego wynika np.że Pan Jezus nie był wegetarianinem.Czy polował bym gdyby zwierzęta miały duszę?Nie wiem,gdyby ją miały to wiele by też się zmieniło w innych dziedzinach ich traktowania,bo miały by np.rozum równy człowiekowi,potrafiły dyskutować,pisać na komputerach,trzeba było by je wybierać np.do parlamentu,itd.Wtedy pewnie nie,bo ich byt byłby równy bytowi człowieka.Rozważę porzucenie myślistwa jak mi Pan udowodni że mają tę duszę,w którą nie wierzy Pan nawet u ludzi.To by było na tyle,oświadczam też że więcej o religii na tym forum już dyskutować nie będę bo nie do tego ono służy.To teraz poproszę o odpowiedź już na tylko jedno pytanie z mojej strony,i to jak najbardziej poważne:jak wyeliminować kłusownictwo które w niektórych regionach jest wręcz masowe a jego efekty przerażające?
    Do obydwu Panów:spadł śnieg,chwycił mróz,na śniegu jest niestety dziś u mnie lodowa pokrywa,nie wiem jak Panowie,ale ja zaraz biorę wór buraków,wór marchwii/zakupionych przez koło/,wiadro kukurydzy/zakupione przeze mnie/ i jak co tydzień jadę swoim samurajem 10 km w jedną stronę do lasu podkarmić zwierzaki na żerowisku,sprawdzić czy ktoś nie postawił tam wnyków,czy jakiś nieetyczny myśliwy nie przylazł tam czasem szukając jelenia byka do odstrzału,czy nie pałętają się tam wygłodniałe na wpół zdziczałe psy/2 tygodnie temu 2 takie odstrzeliłem/,sztucer biorę dziś tylko na tę ewentualność,główny sprzęt to aparat fotograficzny i kamera.Wieczorem jak znajdę chwilę a Panowie będziecie zainteresowani,to podzielę się spostrzeżeniami.Polecam Panom choć zbliżoną formę aktywności na dzisiaj,Darz Bór!

  558.  

    Panie Tomaszu, odpisuję w nawiązaniu do wpisu z 10.02. w którym twierdzi pan że Hindusi nie jedzą mięsa. Nie wiem jak jest naprawdę , ale w Wikipedii ( a korzysta z niej sam miłościwie nam panujący Pan Prezydent) znalazłem takie stwierdzenie : „Wyznawcy hinduizmu z wyższych klas nie spożywają w zasadzie mięsa. Wyznawcy islamu (jest ich w Indiach ponad 120mln) nie spożywają wieprzowiny. Podobnie wyznawcy judaizmu. Jednakże wyznawcy obu tych religii jedzą wołowinę, baraninę i kozinę.” A także :”Induscy chrześcijanie nie ograniczają swego pożywienia do mięsa określonych zwierząt, jedzą w zasadzie wszystkie mięsa. Zwyczajowo jednak w każdy piątek spożywają ryby.” I to co chyba wyjaśnia sprawę :”Często dochodziło do krwawych rozruchów, a nawet powstań na tle nieprzestrzegania tych nakazów.” – czyli jednak Hindusów do mięsa ciągnie i na nic tu religijne zakazy.

  559.  

    Nie tylko nie ma Pan duszy, nie ma Pan serca.(przenośnia) Jest Pan wzorem mysliwego, przeciętnym do bólu. Może Pan stanąć w Sevre pod Paryżem jako wzorzec dogmatycznego Polaka-katolika-myśliwego.Nie pójdzie Pan do nieba, bo powiem Panu, że oszukali
    Pana ci, którym Pan uwierzył.Nieba nie ma, ale jest piekło.I to Pan min. tworzy Piekło na ziemi.
    Psy się „pałętają…” To Pan się pałęta.

  560.  

    Pani Gosiu, na pewno wie pani kto to napisał : „Więc niech Pan nie słucha tylko przedstawicieli swojego środowiska ale wyjdzie z niego i popatrzy na siebie i na nich
    krytycznie tzn.powie Pan sobie głośno lub po cichutku: może
    nie mam racji, może moja wizja świata jest błędna, może inni
    wiedzą więcej?” – więc proszę nie pozować na osobę nieomylną, mówiącą myśliwym co czują, w co wierzą i czego pragną. Proszę popatrzeć na siebie krytycznie i dopuścić do siebie myśl :”może to JA nie mam racji”. Podejrzewam że nie stać panią na to.

  561.  

    Panie Marku, co Pan sądzi argumencie?:

    ,, Skąd wiem-ano mam takie własne przekonanie,prywatną teorię”

    A swoją droga, postrzelał Pan dziś do pieska? Fajnie było?

  562.  

    Czuję się jakbym rozmawiał z Talibem o równości.

  563.  

    Oooo,uderz w stół a nożyce się odezwą.Najpierw do Pani Gosi-nie Pani mnie sądzić,skazywać,jedyne co Pani może to oceniać moją skromną osobę,ale szczerze powiedziawaszy,obchodzi mnie to w stopniu mniejszym niż minimalnym.Nie Pani też sądzić w co i kogo mam wierzyć bo autorytetem może być w tej dziedzinie Pani tylko dla swojego Potomka/i jak widzę-jest /,a to mnie nie interesuje.Po tym wpisie uważam że jest Pani ostatnią osobą której bym uwierzył w cokolwiek i której ktokolwiek powinien wierzyć w cokolwiek,gdyby mi Pani powiedziała że 2 plus 2 to 4,to natychmiast bym zaczął w to wątpić.I to tyle.Do Pana Jacka-moje własne przekonania i teorie nie muszą być argumentami dla kogokolwiek,jeżeli ktoś uważa że jest małpą to jego sprawa,widocznie w przypadku tej osoby faktycznie tak jest,a jej potomek jeszcze też nie wyewoluował się na człowieka.Na tyle Pana stać?odpowiedziałem rzeczowo najlepiej jak umiałem,miała być rzeczowa odpowiedź,a Pan co?Talib,dresiarz?Niech Pan wyjdzie sobie dziś w sobotni wieczór na ulicę,dresiarza bez problemu Pan spotka,i zapyta go o to samo co mnie i tym samym tonem,potem zamieści tu jego odpowiedź i je porównamy-o ile będzie Pan w stanie.Wcześniej radzę się ubezpieczyć na życie.Chociaż….coś mi tu trąci dresem.A popołudnie w lesie było wspaniałe/z małym wyjątkiem o czym za chwilę/,coś czego Pan w życiu nie doświadczył i nie doświadczy,i nie żebym chciał kogoś zezłościć-dziś też zastrzeliłem psa,już trzeci w tym roku.Zdziczały,typowo żywiący się tym co zabije w lesie koło żerowiska którym się opiekuję,dziw że go wilki wcześniej nie dopadły.Ale taki strzał satysfakcji mi nie sprawia,to smutna konieczność w świecie przyrody i konieczność naprawy bezmyślności i prymitywizmu ludzi którzy zwierzęta domowe doprowadzają do takiego stanu.Widziałem dwa rudle saren,na szczęście nic nie wskazywało żeby ten lub inne psy od wczoraj im coś zrobiły,to co było przedwczoraj niestety przykrył śnieg. Kolego Erni-czy Kolega ma jeszcze siły dyskutować na takim poziomie,czy uważa Kolega że jest sens tutaj już nie przekonywać-bo nikomu nie narzucamy swoich poglądów jako nieomylnych,ale tłumaczyć że nie musimy i nie mamy zamiaru żyć jako pseudoekologiczni Talibowie,z pseudoekologicznym szariatem jako nadrzędnym prawem tylko dlatego że ktoś w swoim mniemaniu nieomylny to nam narzuca?Ja już straciłem tę wiarę,przynajmniej w stosunku do dwóch w/w osób,być może Pan Tomasz raczy się odezwać i odpowiedzieć na mój poranny post w sposób rzeczowy,chociaż oczywiście nie liczę i nie wymagam aby się ze mną zgadzał.Niech Bór Darzy Koledze!

  564.  

    A dzisiaj odstrzelono trzech wałęsających się myśliwych.Z obciętymi jądrami, z podciętymi ścięgnami znaleziono ich na
    kupie buraków, którą bezprawnie rozsypali.Z powodu niskiej
    szkodliwości społecznej sprawców zwolniono do domków.

  565.  

    Pani Gosiu, żenada. Tylko tyle.
    Panie Marku, jak czytam komentarze w stylu ostatniego wpisu pani Gosi to naprawdę nie wiem czy warto rozmawiać. Ale jak komuś zaczyna brakować argumentów….. Pozdrawiam. Darz Bór!

  566.  

    Talibem Pan nie jest i nigdy tak nie uważałem, co najwyżej jego europeiskim odpowiednikiem. Dlatego trudno prowadzić rzeczową dyskusję z doktryniarzem i dogmatykiem, który nie ma własnego zdania a jedynie zapożyczony z systemu wierzeń.
    A w sprawie aprobaty kościoła wobec zabijania czarnoskórych, to Pan się zbłaźnił, nie ja. Mało tego, to kościół w pewnym okresie uważał w że czarnoskóry nie jest człowiekiem a formą pośrednią. Gdyby żył Pan w tamtych czasach i była by okazja może strzelałby Pan do czarnych,. Nie mam tej pewności, że nie.

  567.  

    Czytać, czytać, uczyć się do końca życia. sięgać po książki, które poleci nam ktoś spoza naszego kręgu wzajemnej adoracji.
    Nie bać się mierzyć z mądrzejszymi, słuchać, czytać intelektualistów. Czytać Kapuścińskiego, Lindqvista itp. Zapytać w bibliotece czy księgarni o pozycje,które w swej treści zaprzeczają naszym dogmatom. Nie bać się. Bo dotknąć tego czego się boimy to największa odwaga. I płynie z tego czysta korzyść dla nas i dla świata.
    Dlatego chcąc zrozumieć Was, myśliwych min. czytałam i rozmawiałam z psychologami, psychoterapeutami, czytałam
    o przemocy(bo zabijanie kogokolwiek jest przemocą przecież)
    i robię to od lat. Wy panowie wpisujecie się w historię o zabijaniu i przemocy.
    Więc Panie Erni, jestem przygotowana do tej rozmowy.
    A że nie przemawiają do mnie argumenty Marka- mordercy psów? A jak, znając mnie, Pan to sobie wyobraża?? Mając psa w przeszłości, równie bliskie były i są mi wszystkie zwierzęta.
    Nie rozumiecie tego, nie czujecie ???
    Jeśli nie to już jesteście martwi.

  568.  

    A co zrobić z psami które właściciel wypuszcza na noc do lasu aby same poszukały dla siebie pożywienia ? Wracają nad ranem z okrwawionymi pyskami. Co zrobić kiedy rozmowa z właścicielem kończy się pogardliwym uśmieszkiem z jego strony ? Czy wyobraża sobie pani jakie spustoszenie czynią takie głodne wilczury ? Zapraszam na stronę „pieswlesie”. Czytać pani Gosiu, czytać. Ale nie tylko czytać . Również myśleć. Ja też mam psa, suczkę porzuconą przez kogoś, już niemłodą. Sam nigdy nie strzeliłem do psa. Na szczęście okoliczności mnie do tego nie zmusiły. Ale widziałem ile zdziczały pies ( psy ) może wyrządzić szkód w zwierzostanie i gdybym naprawdę musiał ( był przekonany o słuszności decyzji ) nie wahałbym się odstrzelić lub jak pani woli zabić takiego psa. I spałbym spokojnie tak jak śpię obecnie. A pan Marek którego pani nazywa mordercą psów, prawdopodobnie uratował życie niejednej sarnie. Życie to nie dobranocka gdzie wszystko kończy się szczęśliwie szczególnie dla leśnych zwierzątek. A książki oczywiście trzeba czytać. Zresztą dzięki pani przeczytałem np. „Strategię antylop”, a polecam książkę Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”.

  569.  

    Wchodząc na to forum i prowokując dyskusję miałem świadomość że o rzeczowe argumenty ze strony przeciwników polowań będzie trudno,nie miałem też zamiaru swoich opinii przedstawiać na zasadzie „przepraszam że żyję”więc moje słowa były miejscami prowokujące,ale nigdzie nie przekraczały cywilizowanych norm,zawsze też szczególny nacisk kładłem na rzeczową argumentację,oczekując tego samego od adwersarzy.Argumenty panajacusiowe początkowo dawały nawet nadzieję na w miarę cywilizowaną dyskusję,i niestety uległem tej ułudzie.Stosowałem jednak metodę zwyczajnego międzyludzkiego ograniczonego zaufania.Rozmówca raczył jednak okazać się absolutnie nie żadnym obrońcą zwierząt i przyrody,nie przeciwnikiem polowań,a jedynie wrogiem religii i ludzi którzy ośmielają się wierzyć w to czego jego własny umysł nie jest w stanie zrozumieć i mieć to czego on z powodu swoich upośledzeń mieć nie może.Kompleksy i zazdrość?może coś innego?a pewnie i jedno i drugie,tym drugim są geny po matce.Dalsze prowadzenie dyskusji na takim poziomie jest bezcelowe.Przyznam się też otwarcie że „łyso” mi teraz gdy pomyślę że do takiego osobnika skierowałem kiedyś słowa najszczerszych przeprosin mimo że go nie uraziłem a stwierdziłem tylko fakt braku wiedzy,i były one wówczas naprawdę autentyczne z mojej strony.Jedyne co mogę teraz zrobić to je wycofać i niniejszym to czynię.Jakiejkolwiek edukacji,zarówno naukowej jak i kulturowej już tu nie zalecam bo jest on całkowicie bezcelowa-wszelka nauka w zderzeniu z takim intelektem musi ponieść klęskę.Wydawać by się mogło że niżej człowiek jakby nie było,potrafiący przynajmniej pisać na komputerze,nie upadnie,że to apogeum moralnej zgnilizny i zwyczajnego ludzkiego zła,ale okazuje się że przebija go w tym wielokrotnie jego własna matka!Patologia rodzi patologię-to niezaprzeczalne prawo natury,dlatego w łowiectwie istnieje coś takiego jak selekcja,czyli jej przeciwdziałanie,dotyczy ona jednak tylko zwierząt,u ludzi jacy by oni nie byli,zastosowania nie ma i mieć nie może,nawet jeżeli ta istota ludzka przyznaje się do bycia małpą.To prowadzi do tego że degeneracja i wynaturzenia naszego ludzkiego świata przebijają czasami najgorsze sceny udręk świata zwierząt a bywają też ich sprawcami.Zwierzęta też czują i cierpią-pisałem o tym uprzednio,jestem jednak przekonany że żaden postrzałek myśliwski czy żadna sarna rozszarpywana żywcem przez zdziczałe psy nie przeszła takiego koszmaru jak ten nieszczęśliwy pies który był własnością wyżej podpisanej kobiety,a której na dodatek wydawało się że tworzy mu szczęśliwy świat,podobnie jak swojemu synowi-gdzie efekt tego jest aż nadto widocznyw treściach tego forum,tylko dlatego że przeczytała jakąś książkę znanego autora i postanowiła przytykać jej treść do każdej dziedziny życia sprawdzając metodą prób i błędów do czego to pasuje.Gdy patrzę na mordkę mojego psa myśliwskiego który teraz leży wygodnie u moich stóp,chciałbym mu powiedzieć jakim jest szczęściarzem w porównaniu z psem niejakiej Gosi,to samo cisnie mi się na usta gdy spoglądam na swojego kota,czy rybkę w akwarium.Pozwolę sobie na tym zakończyć wszelkie wywody i przynajmniej do czasu pojawienia się kompetentnego rozmówcy opuścić to forum,gdyż w dyskusji poniżej pewnego poziomu/ wcale niewysokiego/schodzić jednak nie będę,gdybym zaś zszedł to przez rodzinny klan swoich adwersarzy został bym pokonany doświadczeniem w chamstwie.Są jednak też pozytywy-chociaż zawsze byłem tego pewien,ta rozmowa utwierdziła mnie jeszcze o słuszności tego co robię,a zatem Kolego Erni,nie ma wielkiego sensu tu przesiadywać,przynajmniej nie za często,sezon jeszcze trwa,a czym by Św.Hubert nie podarzył-zawsze to lepiej niż czytanie obelg,zatem chodźmy na polowanie,łowisko czeka,Darz Bór!

  570.  

    A o tych psach Kolego Erni.Tak to smutne,w moich łowiskach to niestety duża plaga,bywają watahy złożone z kilku sztuk,sam nie wiem skąd się biorą-chyba jednak z głupoty ludzi,nie było roku abym szczególnie wiosną nie znalazł rozszarpanych przez nie saren,nawet wilki które dość licznie u mnie występują nie dają im jakoś rady.Piszę o tym po przeczytaniu pierwszego zdania w Pana poście bo autentycznie przed laty słyszałem rolnika chwalącego się że psy go nic nie kosztują,spuszcza je na noc do lasu i one tam same się wykarmią.Do dziś czasami tego człowieka spotykam.Też przed laty gdy pracowałem wiosną na poletku,niemal „zaatakowała” mnie sarna koza.Wysokokotna,z pianą na pyszczku pędziła do mnie otwartym polem i zatrzymała się o 5 m już ledwo zipiąc.Zanim zorientowałem się że nie jest wściekła,z lasu wyskoczyły za nią dwa kundle.Za jedyną broń miałem wtedy wiadro z nasionami,jedyne co mogłem zrobić to im „natupać”.Proszę sobie uzmysłowić jak wielka desperacja dzikiego przecież zwierzęcia była że zdecydowała się szukać ratunku u człowieka!Dlatego teraz prawie zawsze mam ze sobą broń w lesie,nawet jak nie poluję,mówię o tym tylko łowczemu żeby nie było jakichś podejrzeń.A 2 lata temu zimą z rana gdy ludzie szli do pracy wpadła u nas do centrum miasta łania którą ścigały 2 wilki,biegała pomiędzy blokami,a te zatrzymały się jednak na chodniku przy ulicy i spokojnie po chwili odeszły!.Dobrze Kolega wie że bywaja rzeczy o których nie śniło się pseudoekologom.

  571.  

    Cieszę się Panie Erni, że przeczytał Pan „Strategię..” Polecam więc Lundqvista „Wytępić to całe bydło”. To o nas. O naszej, nie tak odległej historii.
    pozdrawiam

  572.  

    Te słowa Pana Marka zrobiły na mnie największe wrażenie:

    ,,W moim odczuciu zwierzęta swój żywot mają tylko tu,na ziemi,jako jej urozmaicenie,ozdoba,środek transportu,waluta handlowa czy pokarm-jednak hierarchicznie są niżej od człowieka”

    ,,Rozważę porzucenie myślistwa jak mi Pan udowodni że mają tę duszę”

    Dlatego nie uważam, żeby temat religii i wierzeń traktowac jako zakazany na tym forum, wydaje mi się ważny. Wiem jednak, że dla osoby wierzącej jest prawie niemożliwe dokonać refleksji, która mogłaby coś podważyć. Jeżeli ja byłem gdzieś dogmatyczny to proszę mnie zrugać. Wydaje mi się jednak, że lepiej uznać, że wiemy mało niż obstawać przy ,,jedynej słusznej prawdzie” Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że zwierzę to czująca istota, podobnie jak my. ,,Nie potrafią korzystać z komputera, czy nie zasiadają w parlamencie” panie Marku, właśnie tym sposobem udowadniano niższość czarnoskórych i co dawało przyzwolenie ich eksploatacji. Proszę się zastanowić czy przykładanie ludzkiej miary do oceny świadomości u zwierząt jest sposobem do jej poznania?

  573.  

    Aha, jeszcze Pan Marek dodaje, ,,szowinistą gatunkowym nie jestem”
    Przyznaję że nie rozumiem. Ale już nie mam do Pana więcej pytań.

  574.  

    Już zamówiłem pani Gosiu. Na pewno przeczytam. Tylko zastanawiam się czy psychiatrzy nie będą mieć zagadki. Myśliwy ( czytaj psychopata-morderca ) i książka Svena Lindqvista ?

  575.  

    Bo to książka o myśliwych- mordercach polujących na ludzi.
    Między innymi. Na ludzi gorszej rasy. Książka, w której kły słoni
    i ususzone głowy mordowanych tubylców są ozdobą salonów i ogrodów.Między innymi.

  576.  

    …no i zna Pan dalszą historię Afryki, Południowej Ameryki. Biały, jedynie panujący człowiek autorytarnie wsadził duszę w czarnego
    (kiedyś nie-człowieka!), Czarny nie miał duszy, a za chwilę miał.
    Przyzna Pan że z nami jest coś nie tak.

  577.  

    No bo jeśli administracyjnie, z woli Białego Czarny dostał duszę, to może Zwierzęta dostaną?

  578.  

    No tak pani Gosiu, ale jeżeli postawi się znak równości pomiędzy człowiekiem i sarną, to jeżeli chcemy być konsekwentni powinniśmy postawić znak równości między sarną i wilkiem a dalej między wilkiem a człowiekiem. Tylko dlaczego człowiekowi zabrania się polować a wilkowi nie ? Czy nie popadamy w jakąś paranoję ? Dla mnie najbliższy model łowiectwa to ten jaki prezentują np. lwy. Kiedy są głodne – polują, kiedy są najedzone, antylopy mogą spacerować w ich pobliżu. Nie twierdzę że poluję bo chodzę głodny, ale jeżeli chcę zjeść mięso to nie biegnę do sklepu po produkt mięsopodobny, ale poluję na sarnę-rogacza czy dzika, przestrzegając okresów ochronnych, zasad selekcji, etyki strzału. Czasami kosztuje mnie to naprawdę wiele wyrzeczeń ( np. w tym roku ośmiokrotny wyjazd w łowisko za „tym” rogaczem , bez rezultatu ). Ale poluję bo lubię samotność w lesie, wysiłek włożony w tropienie, podchodzenie, gorącą herbatę w styczniową noc na ambonie czy poranne mgły. A strzał do zwierzyny cieszy, ale wtedy kiedy jest skuteczny, kiedy zwierzyna pada ” w ogniu”. Nagrodą za udane polowanie jest samodzielnie przygotowana dziczyzna i kolacja z prawdziwymi przyjaciółmi, przy kominku, lampce wina w chłodny jesienny wieczór. Takie spojrzenie na łowiectwo myśliwego-psychopaty …..

  579.  

    Witam po długim czasie.Nawiązując do sprawy autorytetu to jeżeli chodzi o panią Gosię(to jest mój punkt widzenia) to jest autorytetem ale sama dla siebie-i moim zdaniem takich autokratów nie należy słuchac. Ten typ ludzi to czysta demencja-brak poczucia własnej słabości,dążenie do destrukcji i destabilizacji jakiejkolwiek innej myśli,niż ta którą p.Gośka uważa za swoją myśl przewodnią-i co wtym wszystkim najgorsze-tylko swoją!!!! żadna inna myśl nie ma najmiejszego znaczenia dla tego typu osobowości.Czy to choroba? Tak-ale słyszałem że uleczalna we wstępnej fazie-w póżniejszym stadium rozwoju szkoda jakichkolwiek zabiegów. Ludzie nie mogą byc otumaniani takimi frazesami wyjętymi z własnej ideologii-powinno się z tym walczyc metodą bardzo skuteczną czyli całkowitą ignorancją, która pozwoli takim ludziom na wychodzenie z własnego impasu.Wracając do sprawy piesków to zrobimy wszystko ,żeby sprawa nabrała innego koloru-czyli mocna,zasadna i czytelna ustawa;zrozumiała dla wszystkich-nie będzie już jakichkolwiek polemik typu:a czy miał prawo czy go nie miał.Wszystkie argumenty będą jasno sprecyzowane-dla jednej jak i drugiej strony.

  580.  

    Do pana Erniego: motywy (oby prawdziwe!) Pana polowania nasuwają mi skojarzenia z motywami pustynnych bitew w dawnej Turkmenii które opisuje Kapuściński:
    ,,przyczyny wojen są tu głębsze i chciałoby się powiedzieć bardziej ludzkie niż w Europie, gdzie historia zna wojny wszczynane z tak błahych powodów jak obraza prestiżu, spór dynastyczny czy mania prześladowcza panującego. Na pustyni przyczyna wojny jest chęć życia”

    Pół biedy z takim myślistwem. Chociaż dla zabijanego zwierzęcia jest to cała bieda. Wielka ogromna bieda. Myślę, że dalsza debata w takim punkcie jak polowanie dla zjedzenia mięsa i przeżycia zmierza ku debacie o wegetarianizmie. lew nie przeżyje na suchej trawie sawanny, ale człowiek w naszym klimacie z owocami, orzechami, kaszą, warzywami, mlekiem, nie mówiąc o jajkach, serze, strączkowych! A kto powiedział, że musimy odwoływać się do zasad dzikiej przyrody? A może my naprawdę jesteśmy od zwierząt bardziej rozwinięci i wkraczamy w jakąś nowa dla ewolucji łagodność? Nie wiem tak tylko głośno myślę.

  581.  

    Panie Marku,mamy zdumiewającą zbieżność imion,pasji i poglądów!

  582.  

    Jeśli chodzi o pieski i ustawę, o której pisał p. Marek, to już jest projekt http://www.koalicja.org.pl, jasny i oczywisty. Do psów nie wolno będzie strzelać, ani na ulicy, ani na polu, ani w lesie. Kropka. A kto strzeli i zabije będzie odpowiadał karnie. Psy bezdomne się łapie, a nie zabija.
    Natomiast dodatkową sprawą jest wprowadzenie pobieranie opłat od myśliwych za polowania – tego w projekcie nie ma, ale można dodać w trakcie prac w Sejmie. Roczna wartość zwierzyny, którą upolowują sięga półtora miliarda złotych. Gdyby wprowadzić odpowiednie opłaty za polowania dla Skarbu Państwa to błyskawicznie znalazłyby się pieniądze na masową akcję sterylizacji psów i kotów wiejskich. Wtedy bolesny dla myśliwych problem wałęsajacych się po lasach psów i kotów „bezkarnie penetrujących pola i łąki” (autentyczny cytat z oświadczenia PZŁ) zostałby rozwiązany. Co Panowie myśliwi na to, żeby płacić odpowiednio do wartości upolowanych zwierząt?

  583.  

    A gdzie w tym projekcie jest „jasno” napisane że do psów nie będzie można strzelać ?

  584.  

    Projekt miejscami dobry ale miejscami trochę naiwny-”zamiast strzelania do bezdomnych psów w lasach-wyłapywanie”.Idea szlachetna,ale w praktyce niewykonalna.Kto widział bezdomne zdziczałe psy ten wie o co chodzi.Może jakieś szczegóły techniczne jak to wyłapywanie miało by wyglądać w praktyce i kto ma to robić?A co z psami które mają właściciela i dom ale celowo są wypuszczane w las i pole aby się „same wykarmiły”?Takich jest nawet więcej niż zdziczałych.Gdzie i za jakie środki potem te psy przetrzymywać?/zakładając teoretycznie że uda się jakiegoś złapać i przetransportować/.Obecnie schroniska są wszędzie przepełnione i borykają się z ogromnymi problemami finansowymi.Trudno też przypuszczać aby minister finansów nawet po opodatkowaniu myśliwych,w dobie permanentnego niedoboru finansów w budżecie zechciał wyłożyć miliony złotych na sterylizację psów i kotów prywatnych ich właścicieli.Po prostu-masz zwierzę w domu to je sobie sam utrzymuj.Tutaj najpierw potrzeba „pracy u podstaw”-uświadamiania ludziom na wsi czym i kim jest pies,jak go traktować,jak przetrzymywać,jakie z jego posiadaniem wiążą się obowiązki,itd.I jeszcze jedno Panie Grzegorzu- niech Pan nie używa sformułowania że psy i koty się „wałęsają” bo usłyszy Pan zaraz coś bardzo niemiłego pod swoim adresem od pewnej osoby która miłość do zwierząt pojmuje w patologicznie zdegenerowany sposób.

  585.  

    Patologicznie zdegenerowana miłość to np. taka ,,kocham ale muszę zabić. To dla jego dobra”

  586.  

    Jednak myślę, że pies jest dobrym selekcjonerem (oprócz zimy, która jet też dobrym) Pełni role wilka, którego brak. A jak wiadomo tam gdzie są wilki tam zwierzyna płowa ma się najlepiej.
    Wilk nie dokonuje oceny po porożu, on ściga ofiarę. Nigdy nie widziałem psiego polowania. Mam pytanie do myśliwych, czy się jakoś różni od tego jakie stosują wilki? Ciekawi mnie też czy psy zapuszczają się do lasów gdzie są wilki?

  587.  

    „Pies/ zdziczały bądź wygłodzony spuszczony z półmetrowego łańcucha-przyp.mój/ jest dobrym selekcjonerem”"Pies /ten/ pełni rolę wilka”,”wilka brak”,”a jak wiadomo tam gdzie są wilki tam zwierzyna płowa ma się najlepiej”-koledzy myśliwi,leśnicy,ekolodzy,przyrodnicy,naukowcy z OHZ-tów i stacji badawczych zwierzyny,wszyscy znawcy środowiska przyrodniczego-czapki z głów przed tą wiedzą!Oto autorytet,oto prawdziwa znajomość sieci współzależności w ekosystemach leśnych i rozwiązanie wszelkich problemów z zachowaniem pogłowia zwierzyny w jak najlepszym stanie osobniczym i strukturach wiekowych,płciowych i ilościowych !Głupie te jelenie,sarny i daniele skoro do tej pory nie wiedzą że wilki i wiejskie psy są ich największymi sprzymierzeńcami i przed nimi uciekają!Koledzy myśliwi-wycofajmy się z łowiectwa,za ostatnie pieniądze kupmy wilki za granicą bądź odłówmy ich nadmiar w Bieszczadach i wpuśćmy je na te tereny gdzie ich jeszcze nie ma,namawiajmy rolników do trzymania psów w lasach i uczenia ich tam samowystarczalności-tego oczekuje od nas zwierzyna płowa!Panie Jacku-może jakaś książeczka bądź przynajmniej opracowanie naukowe na ten temat?Założę się że „Polowaneczko” i „Farba znaczy krew”zejdą przy niej na drugi plan.I Pan twierdzi że można z nim prowadzić rzeczową dyskusję o przyrodzie???A „kocham ale muszę zabić.To dla jego dobra”to nie mój cytat ani moja zasada i nigdy jej nie stosowałem w swojej ideologii polowania.

  588.  

    Czy mógłby pan już przestać pisac głupoty. Jeżeli nie zna pan zależności wilków i jeleni, którymi sie one żywią, rzadziej sarną (na sarny polują przede wszystkim rysie) to ośmiesza Pan swoją brać. Jest pan typowym dyletantem. Tak powtarzam: w lasach gdzie bytuja wilki zwierzyna płowa ma się najlepiej. proszę zadzwonić np. do Zakładu Badania Ssaków PAN do Białowieży, tam Panu wytłumaczą (jeśli będą mieli czas) jak to się dzieje, że drapieżnik lepiej niż myśliwy utrzymuje populację w dobrej kondycji.

  589.  

    Przed miesiącem jeszcze bym próbował uświadomić,wytłumaczyć-w końcu nie każdy musi się znać na biologii jeleni czy wilków i nie ma w tym nic dziwnego.Dzisiaj wiem że to bez sensu,jak pisałem już wcześniej,wszelka wiedza musi polec w zderzeniu z takim intelektem.Niemal 40 lat mieszkam i bez mała 20 lat poluję w miejscu gdzie występuje naliczniejsza i najmocniejsza krajowa populacja m.in.wilków i rysi.Polowałem też i na nie dopóki nie zostały objęte ochroną,a ich zwyczaje i życie podglądałem i poznałem na wiele lat przed tym zanim zacząłem polować,można powiedzieć że od dziecka.Twierdzę że przynajmniej od strony praktycznej na temat tych drapieżników,ich łańcucha pokarmowego,zależności na linii drapieżca-ofiara wiem dużo-ani się tym chwalę ani żalę,po prostu stwierdzam.Corocznie obserwuję i badam w naturalnym środowisku martwe ofiary tych drapieżników,poznając i segregując ich łupy,sposoby polowania,taktykę i preferowane „menu”wśród zwierzyny leśnej i domowej oraz je same w roli ofiar/widziałem m.in.otrute tuszami owiec zaprawianymi cyjankiem/,nade wszystko zaś mam możliwość bezpośredniego i stałego kontaktu i konsultacji w tym zakresie z najlepszymi w kraju fachowcami od biologii tych zwierząt,którzy badają ich życie zawodowo na codzień w rejonie mojego miejsca zamieszkania/niekoniecznie myśliwi/-to bezcenne źródło wiedzy.Nie wiem na czym zna się Pan Jacek,po dotychczasowych wpisach można być niemal pewnym że nie zna się na niczym,ale zakładając teoretycznie że zna biegle np.język hinduski,to mnie jako nie mającemu o nim żadnego pojęcia,nie przyszło by do głowy pouczać go o gramatyce tego języka przykładowo w trzeciej osobie liczby mnogiej czasu przeszłego.Nie znam się,to albo pytam kogoś kto się zna i odpowiedź przyjmuję do wiadomości albo nie zabieram głosu,żaden wstyd,w końcu nie ma ludzi wszystkowiedzących.Tymczasem ja/pal licho mnie,jestem w końcu tylko nikomu nieznanym praktykiem/ale np.prof.Bobek,prof.Okarma,dr Śmietana i wielu innych,mogą dowiedzieć się od Pana Jacka rzeczy na temat tych zwierząt o których dotychczas nie mieli pojęcia!Taki człowiek zarzuca mnie a pośrednio i w/w naukowcom dyletanctwo w temacie znajomości drapieżników,twierdząc przy tym że kłusujący pies pełni w lesie rolę taką samą jak wilk/sic!!!/,a potem sam przyznaje że nigdy nie widział kłusującego psa /więc tym bardziej nie widział wilka czy rysia!/i pyta myśliwych czy i w jaki sposób jego „łowy”różnią się od wilczych i czy zwierzęta te mają ze sobą styczność!!!A za całą bazę naukową służy mu do tego zupełnie niezrozumiane bądź też opacznie pojęte,ale bez wątpienia fachowe opracowanie pochodzące z ZBS w Białowieży wykazujące całą skomplikowaną sieć współzależności międzygatunkowej pomiędzy ofiarami a drapieżnikami w świecie zwierzęcym,w tym też zapewne opisujące pozytywną w określonych warunkach struktur ilościowych populacji naturalną selekcję,a o której nie czas i miejsce abym tu pisał.Ech…po ostatnim wpisie mojego adwersarza cisną się na usta pewne pytania o bazę pokarmową tych drapieżników,ale wiem że ich zadawanie temu panu jest bezsensowne,zresztą pytania te z mojej strony mogły by być odebrane przez postronnego obserwatora jako kopanie leżącego.Jak zawsze jednak są i pozytywy-wśród wymienionych przeze mnie naukowców są też i krytycy polowań w obecnej formie,ale w odróżnieniu od pana Jacka potrafiący używać w tej krytyce i dyskusji sensownych argumentów/których nawiasem mówiąc,na tym forum jeszcze nie spotkałem/.Jak każdy myśliwy,wysoce sobie taką krytykę cenię,i tym bardziej się cieszę że nie ma wśród nich ludzi takich jak w/w.Na szczęście ludzie jego pokroju jedyne co mogą to wylewać swoje frustracje,żale i leczyć kompleksy na forach internetowych,ale póki co niezależnie od rządzących opcji nie mają głosu decydentów w żadnej dziedzinie społecznej i tkwię w przekonaniu że to się nie zmieni.A jeżeli się zmieni-to będzie gorzej niż źle…

  590.  

    Dodam jeszcze że trzeba mieć absolutnie całkowity zanik samokrytycyzmu i jakiejkolwiek samokontroli nad swoimi poczynaniami,aby z uporem godnym masochisty tak kompromitować się publicznie równie idiotycznymi/nie waham się tu użyć tak mocnego słowa bo jest ono w pełni adekwatne/wypowiedziami.Ale jak też wyraźnie widać po treściach tego forum,nie jest to wyłączną winą piszącego,gdyż te cechy są ewidentnie dziedziczne po bezpośrednich przodkach…

  591.  

    Polecam wszystkim doskonały dokument ,,Zatoka delfinów” -o polowaniach na nie w Japonii.
    Naprawdę miałbym ochotę postrzelać do niektórych Japończyków.

    Na stronie jakiegoś koła łowieckiego jest fotografia, przerobiona na photoshopie przedstawiająca zabitego lisa celującego z dubeltówki do dwóch zajęcy. Taki żart myśliwski. To jest właśnie to czym gardzę najmocniej w światku myśliwskim. Takie dno intelektualno -duchowe!

    Panie Marku proponuję nie obrażać się nawzajem i puścić w zapomnienie kto z nas zaczął nakręcać tę spiralę. Zbyt dużo naszego ego władowaliśmy w tę debatę. Ale mnie interesuje czym różni się polowanie wilków od polowań psów, bo tego nie wiem. Więc się pytam, bo chce wiedzieć.
    W dalszym ciągu jednak sądzę że wilki polują na jelenie. I je wtedy gonią, a jelenie wtedy uciekają. Tego mi Pan nie wybije z głowy, że jest inaczej. Wilk dokonuje selekcji nie kierując się wyglądem poroża, on ma jakiś swój system od miliona lat i nie wierzę, żeby to był system zły.

  592.  

    Ale po co strzelał pan do rysi? By ratować biedne sarny przed tym szkodnikiem!

  593.  

    Panie Jacku-nie wiem jakie przesłanki stoją za tym że dziś tak łagodnie Pan raczy do mnie się zwracać.Ok,wie już Pan jakiego jestem wyznania,więc puszczam tę spiralę w zapomnienie,jednak pozwolę sobie przypomnieć /bez złośliwości/że w miarę rozsądna nasza dyskusja raczyła zatracić swój cywilizowany charakter z chwilą gdy ja nieopatrznie paroma słowami wplotłem w nią wątek religijny,a Pan raczył to odpowiednio po swojemu skomentować.Przyznaję,sporo czasu i energii poświęciłem na tę debatę,ale poczułem niestety zawód w jej rozrachunku.Ostatnie wpisy wcale nie dawały mi satysfakcji,jednak mam takie dziwne wrażenie że gdzieś tam w głębi umysłu zaświtało Panu /i jak przypuszczam,Panu Matkowskiemu też/ że jednak nie z takim kompletnym amatorem z dubeltówką ma Pan do czynienia,który nie rozróżnia tych wspominanych przez Pana gatunków kaczek,na dodatek da się zahukać,zastraszyć,i zepchąć do naiwnej ale często niestety stosowanej przez myśliwych w mediach jako jedynej obrony „bo przecież ja sianko,kiszonkę zimą do lasu noszę…”.Oczywiście nie wymagam żeby Pan się do tego przyznawał,ale jeżeli tak jest,to mam z tego małą satysfakcję.Pierwszy raz zadaje Pan pytanie o biologię i zachowanie zwierzęcia w sposób na który można odpowiedzieć,bo wynikający z chęci posiadania wiedzy,ale co było przez poprzednie dwa lata?zero pytań,zero sprecyzowanych zarzutów,za to masa ogólnikowych oskarżeń-nie chce mi się tych cytatów teraz wymieniać i raczej takiej potrzeby nie ma.Już mówiłem-ja nie mam zamiaru nikogo przepraszać za to że żyję i jak żyję.Teraz zwyczajnie wątpię czy można Panu zaufać prowadząc dalszą dyskusję,bo wykazując swoją ufność uprzednio popełniłem duży błąd-ja do nich zawsze umiem się przyznać.Pan pyta,ja odpowiem,ja zapytam,a tu „wiącha”-ten scenariusz już przerabialiśmy i doprawdy nie mam najmniejszego zamiaru ani ochoty przerabiać go powtórnie.Ale na tak postawione pytanie o te wilki i rysie odpowiem,zaryzykuję,może akurat rzeczywiście chce Pan to wiedzieć a nie wyładowywać swój gniew wobec myśliwych?Dziś późna pora-jutro.

  594.  

    Zacząć trzeba od znajomości biologii takich gatunków jak pies i wilk-są krewniakami,ale jeden został udomowiony,i to czyni pomiędzy nimi ogromną różnicę.Żeby zrozumieć tak naprawdę czym i dlaczego różni się zachowanie w lesie psa od wilka,trzeba sobie zdać z tego sprawę,i przyznać każdemu z tych gatunków właściwe miejsce na ziemi-psu przy człowieku który jest jego „szefem”,wilkowi natomiast wolność i niezależność.Inne pojmowanie tej kwestii,stawianie np.między nimi znaku równości,jest moim zdaniem bezsensowne,i wypacza ocenę ich zachowań już w przedbiegach.Pies nie podlegający ludzkiej kontroli w lesie,dla mnie i każdego kto zna rodzimą przyrodę jest zawsze intruzem, bo nie jest to jego naturalne środowisko życia i zdobywania pokarmu.Nie jest to jego winą,ale w niczym to nie zmienia faktu że takowe będę zawsze odstrzeliwał-bo innej możliwości nie ma/odławianie to mrzonki/.No ale nie o tym miało być.Czy to bezpański zdziczały,czy też nieułożony a puszczony samopas przez durnego właściciela,zachowuje się podobnie.Praktycznie zawsze jest od wilka słabszy i mniej wytrzymały/są b.rzadkie wyjątki,np.charty/,dlatego bardzo często łączą się w sfory co zwiększa ich skuteczność i dodaje odwagi.W typowym dla nas środowisku przyrodniczym gdzie występuje głównie jeleń,sarna,dzik,zając ,psy potrafią czynić wielkie szkody,choć dla jeleni są stosunkowo najmniej groźne-najczęściej są zwyczajnie za słabe aby dogonić i zabić dorodną łanię czy byka,w niczym to nie zmienia faktu że wprowadzają niepokój na wielką skalę w łowisku,przeganiają je z miejsca na miejsce i sieją wśród nich trwogę.Jednak często też są w stanie jelenia dopaść i dotkliwie poranić,co w nieubłaganym świecie przyrody ma zwykle fatalne następstwa.Kopnięte porządnie badylem zwykle uznają swoje miejsce w szyku i odstępują od niedoszłej ofiary,ale szukają już następnej,zdumiewają tym że praktycznie nie widziałem ich odpoczywających,zawsze jak tylko nie gonią to przynajmniej intensywnie węszą i stale są w ruchu.Nie wiem z czego to wynika,ale na moim terenie szczególnie są aktywne wczesną wiosną-jakby się cudownie mnożyły,a to okres najgorszy-zwierzyna jest zmęczona i wycieńczona po zimie,łanie wysokocielne.Wtedy forsowna ucieczka osłabionej łani może zakończyć się dla niej nawet zapaleniem płuc co = śmierci,nawet jeżeli jej nie dopadną.Zwykłe kundle i „wilczuropodobne”nie ścigają na długich odcinkach,z reguły do paruset metrów,po niepowodzeniu wyszukują następną ofiarę z niezwykłym uporem.Jeleń zawsze przed nimi ucieka,dopiero osaczony próbuje dawać opór-skutki tego jak pisałem,są różne i zależą od liczebności watahy,wielkości psów,zgrania sfory.Znamienne jest to,że w lesie takie psy praktycznie zawsze,nawet jak mają przewagę,uciekają przed napotkanym człowiekiem,jakby wiedziały że „nabroiły”.Ich gonitwa jest z reguły dość prymitywna i chaotyczna,nie widziałem tam nigdy żadnej taktyki,bywa że gonią z oszczekiem-puszczone samopas a czasami milczkiem-z reguły te zdziczałe/choć nie jest to sztywna zasada,w sumie częściej szczekają/,liczą jedynie na swoją wytrzymałość i szybkość-na szczęście często się przeliczają.Dlatego też ukształtowanie i charakterystyka terenu-pole,las,góry czy teren płaski nie ma dla nich większego znaczenia przy „polowaniu”.Jak mają za czym,to gonią wszędzie.Dramatem jest także przełom maja i czerwca gdy łanie się cielą-wtedy odgonienie przez psy łani od cielaka oznacza dla niego pewną śmierć,a dla łani paskudne zapalenie grzęz/wymion/.W przypadku sarny czy zająca sprawa ma się o wiele gorzej i tutaj szczególnie często dochodzi do tragedii/pisałem wyżej o sarnie-kozie która u mnie szukała ratunku,może to Panu coś zobrazuje/.Na moim terenie rudle saren są mniej liczne jak chmary jeleni,to osłabia ich zdolności obronne,sarna jest też fizycznie o wiele słabsza i praktycznie przed kundlami poza swoją szybkością,niczym nie potrafi się bronić,z trudem jedynie przed pojedynczym niewielkim kundlem,gdzie np.broniąc koźlątka,uderza psa cewkami-tego akurat nie widziałem osobiście,ale czytałem w wiarygodnej literaturze.Wiele ich widziałem takich które uszły z życiem ale miały popodgryzane cewki-czyli nogi,wybaczy Pan że jednak będę używał gwary,poranioną skórę – były po prostu paskudnie okaleczone.Te które są zabijane,o dziwo,nie są zjadane w całości,zwykle wyjedzone są tylko szynki a i to niecałe,wyciągnięte wnętrzności,pogryzione cewki,potargana skóra i nic więcej-dla osoby umiejącej „czytać” ze śladów w lesie,/może nieskromnie,ale za taką się uważam/widać brak wilczej wprawy nie tylko w zabijaniu ale i konsumowaniu zdobyczy.Możliwości obronne zająca chyba w tej sytuacji komentarza nie wymagają,a przy dziku nie będę się wymądrzał bo tu przyznaję się do mniejszego doświadczenia,jako że dzik u mnie jest dość nieliczny,więcej wiem o relacjach wilków z nimi,ale to że stanowią dla warchlaków poważne niebezpieczeństwo zarówno ich zabicia jak i odgonienia od matki co także skutkuje ich śmiercią,wątpliwości nie ulega,tak samo jak przeganianie z żerowisk,ostoi i sianie popłochu.Widziałem też parę razy psy goniące lisa już w odległości kilku metrów,i ich los był marny,tzn.lisów.Raz lis czystym przypadkiem w ucieczce skierował się na mnie dzięki czemu ocalił wtedy swoje futro/choć jest on obecnie szkodnikiem/ i jestem pewien że na swój sposób był mi wdzięczny gdy z daleka już,zziajany obserwował agonię kundli.Zdziczałe koty tam gdzie bytują zające,ptaki łowne i śpiewające też sieją spustoszenie,choć u mnie ten problem jest mniejszy niż z psami.I b.ważne- niemyśliwskie psy NIE POLUJĄ!Podobnie jak NIE POLUJĄ Japończycy z „Zatoki delfinów” ani Kanadyjczycy tłukący pałkami małe foki czy pospolici kłusownicy!Pańska upartość w tym twierdzeniu przypomina mi zachodnią prasę z jej „polskimi obozami zagłady”.Dużo tego wyszło,nie przypuszczałem nawet że tyle,więc na dziś wystarczy,o wilkach,rysiach i ich porównaniu z psami w tych zagadnieniach które poruszyłem cdn.Oczywiście o ile Pan jest zainteresowany.Proszę wybaczyć jeżeli gdzieś pisałem o sprawach oczywistych dla każdego a wyglądało to na mędrkowanie,ale nie mam doświadczenia w pisaniu tego typu rozpraw „na gorąco”,a postanowiłem posiłkować się tutaj wyłącznie własnymi skromnymi doświadczeniami a nie opiniami naukowców.Proszę o rzeczową odpowiedź czy raczy to Pana interesować i czy czuje się usatysfakcjonowany choć częściowo tym co dziś stworzyłem,bo jeżeli nie,to nie ma sensu abym „tworzył”dalej.

  595.  

    Mała uwaga: ,,zero sprecyzowanych zarzutów” Nie mam teraz nastroju na ponowne ich przytaczanie, byłaby to lista długa. Ale na razie ciekaw jestem jak te psy polują. Wciąż zachodzę w głowę jak można -przepraszam za wyrażenie- zajebać rysia?

  596.  

    Dziękuję za odpowiedź. Mój poprzedni wpis pisałem zanim pojawił się Pana.
    A czy psy również, oprócz szkód, które robią, mogą pełnić rolę selekcyjną? Przecież nie każda ścigana łania dostanie zapalenia płuc, a tylko ta najsłabsza. Proszę nie myśleć, że stoję w 100% po stronie psów. Zastanawiam się tylko czy nie pełnią w populacji troszkę rolę wilków. Może nieudolnie ale przynajmniej gonią to zwierzę więc mają szanse tylko na te słabsze. No chyba logicznie rozumuję? Jest jakaś mniejsza we mnie złość na psy niż na myśliwych, choćby za motywy, które u tych pierwszych biorą się z chęci życia. Najlepiej byłoby robić akcje sterylizacji psów, a właścicieli którzy je spuszczają do lasu karać dotkliwie.

  597.  

    Jeszcze zerknąłem zanim wyłączyłem kompa i widzę że Pan jest,to skreślę teraz parę zdań.Ryś-proszę się nie obawiać,jeszcze o tym napiszę i zapewniam Pana że będzie z nim jak w dobranocce-to że na niego polowałem,/a tak przecież napisałem/nie oznacza automatycznie że go upolowałem,a już tym bardziej że zajebałem!Tak że spokojnie-żadnego rysia nie zabiłem ani nie zraniłem.Z wilkami trochę inaczej było,ale to inna historia.Czy psy mogą pełnić rolę selekcyjną?teoretycznie tak,ale to bedzie taka dość nieszczęsna selekcja,przykładowo jezeli wcześniej odgryzły sarnie cewkę,a ta przeżyła,żyje w rudlu,a te atakują ten rudel,no to najpewniej dorwą tą bez cewki,oczywiście sarna ta może też mieć cewkę urwaną bądź okaleczoną przez wnyk czy postrzał myśliwego.Mogą jednak ją też pominąć a gonić zdrową,gdyż jak wspomniałem wcześniej,w lesie nie grzeszą rozumem i nie są ekonomiczne.Zapalenia płuc nie dostaje automatycznie najsłabsza łania,wśród ludzi na grypę też nie tylko cherlaki chorują.Zapada na nią ta która zostanie najmocniej zgoniona i będzie miała pecha że akurat panować wtedy będzie mróz,wilgotne powietrze,lodowaty wiatr itp.a może to być nawet licówka-czyli najdorodniejsza i nabardziej doświadczona w chmarze.Czy pełnią rolę wilków-o tym pisałem w pierwszych zdaniach „dzieła”,po trosze i tylko teoretycznie tak,a i tylko wtedy gdyby w lesie postawić między nimi znak równości.A ja ,inni myśliwi i leśnicy tego znaku nigdy nie postawimy i opinia tu jest wyjątkowo zgodna.Niechby nawet robiły identycznie to samo/a nie robią/-las i pole to nie jest naturalne miejsce życia psa i basta,nie akceptuję go w lesie w innej formie jak pod pełną i odpowiedzialną kontrolą człowieka.Czy był by Pan za tym żeby łapać małe wilczki,oswajać i przywiązywać przy budach,bądź chodzić z nimi na spacery po ulicach?Bo ja nie,i vice versa,każdy z nich ma mieć swoje miejsce,i ma,a jeżeli nie,to człowiek musi w to wkroczyć”Mają szanse tylko dogonić te najsłabsze”-o to właśnie chodzi że pies nie ma prawa do żadnych leśnych zwierząt-ani silnych,ani średnich ani nawet tych najsłabszych,bo to nie jego działka.To co mówi Pan o najsłabszym zwierzęciu,to powiem Panu że to niezwykle często słyszana,ładna ale naiwna teoria.Oczywiście,w pewnych przypadkach też się sprawdzi,ale las to nie bieżnia lekkoatletycznagdzie czarno na białym pierwszy jest ten najszybszy a ostatni ten najsłabszy,gdyby pan widział prawdziwe polowanie wilków/bo one polują!/,zwłaszcza w zróżnicowanym drzewostanie i warunkach górskich,to wiedział by Pan że od kondycji ważniejsze tam jest „myślenie” potencjalnej ofiary,a najczęściej decyduje o tym czy przeżyje jej instynkt albo i zwykły fuks.O tym co do wilczego polowania ma poroże jeleni jeszcze napiszę,ale niech Pan już teraz wie-wilk „patrzy” na poroże!o tym będzie następnym razem.Z punktu widzenia selekcji przez człowieka i łowiectwo,ważne np.jest czy w danym porożu jego zwieńczenie stanowi tzw.korona-wtedy ten byk uznawany jest za mocarza,widlica-średniak,czy też pojedynczy grot-pierwszy do odstrzału w ramach selekcji.Od genów tego byka zależy jakie będzie jego potomstwo,więc pożądane są koronne.Upośledzenie w porożu niekoniecznie natomiast przekłada się na fizyczne,a nawet wogóle!tzw.szydlarz może być o wiele fizycznie silniejszy i mieć lepszą kondychę od złotomedalowego /w naszej „ohydnej ocenie”/szesnastaka.No i teraz kwestia-jeżeli któryś już musi zginąć to który?ten z piękniejszym i mocniejszym porożem czy z mocniejszą klatą i płucami?Łowiectwo stoi na stanowisku że ten drugi i tak strzeli etyczny myśliwy.A wilk a zwłaszcza psy raczej na odwrót.”Chęć przeżycia”-pewnie instynktowna u części jest,ale czy np.celowo spuszczane do lasu zabijają z chęci przeżycia,fakt że rzadko,ale czasami jakąś tam michę w domu dostają,a to że nie zjadają swoich ofiar-co sam widziałem i oczym już pisałem,świadczy że kieruje nimi raczej chęć zabijaniaa nie tyle przeżycia-jak to u drapieżników bywa,o czym będzie później przy wilkach.Ja mam np.w domu kota który pałaszuje najlepsze reklamowane karmy i głodu nie zaznał,ale nie odpuścił jeszcze żadnej myszy-i tu jest podobnie.Na to że bardziej nie cierpi Pan myśliwych to już nic nie poradzę poza próbami przedstawiania rzeczywistości.Sterylizacja-jestem za,odpowiedzialni właściciele zwierząt ją robią,ci drudzy-nie i w sumie niby dlaczego mamy im ją sponsorować skoro jedni robią ją na swój koszt?taka kwadratura koła.W lesie-jest niewykonalna,proszę mi wierzyć.”Właścicieli spuszczających psy do lasu karać dotkliwie”-uuuuu!w życiu nie przypuszczałem Panie Jacku że w czymś zgodzimy się jednogłośnie i w 100proc.ja bym ich jeszcze wybatożył wierzbowymi wićmi,bo w sumie to nie te psy są winne a oni temu że muszę je zastrzelić,a pretensje potem mają do myśliwych.Oczywiście nie mówię tu o szokujących wypadkach strzelania pudelków na łące 100m od domu gdy wyszło z nim dziecko na spacer,a o prawdziwych leśnych czworonożnych kłusownikach.Być może jutro lub pojutrze wieczorem znajdę chwilę i będzie w takim układzie c.d.o wilkach i rysiach.Ale o tych ogólnikach „na stronie jakiegoś koła”…Tak nie można!Jeżeli to był faktycznie prawdziwy i nieżyjący lis a nie rysunek satyryczny,to ja również potępiam taki sposób wykorzystywania wizerunku nieżywego zwierza łownego,każdy etyczny myśliwy tak zrobi!Niech mi Pan wierzy,nie tłumaczę się,ale poluję dokładnie z tych samych motywów co Pan Erni który bardzo pięknie je przedstawił.Proszę podać w taki razie co to za koło,gdzie się mieści,namiary tej foty,powiadomić w stosowny sposób właściwą miejscowo komisję etyki łowieckiej czy to w tym kole czy w okręgowych strukturach PZŁ i poczekać na efekt!A takich bezosobowych oskarżeń „gdzieśtam cośtam” rzucać nie przystoi,już to tłumaczyłem Panu przy tej pochylni dla grzebiuszek i dzików!

  598.  

    Z tym dotkliwym karaniem właścicieli psów to nie pierwszy przypadek w którym się zgadzamy.

  599.  

    Coś mi się za szybko wysłał tekst, zahaczyłem o jakiś guziczek na klawiaturze. Kontynuuję: Gdybyśmy się przyjrzeli tak naprawdę z bliska (z takiego ,,duchowego bliska”, nie chodzi o centymetry)cierpieniu zwierzęcia być może i Pan podzieliłby moje zatroskanie ich losem. Świat zwierząt jest naszpikowany cierpieniem, tak już jest i właśnie takie zatroskanie powoduje, że tego cierpienia nie ma się ochoty dokładać jeszcze więcej.
    Pisze pan ,,-las i pole to nie jest naturalne miejsce życia psa i basta,nie akceptuję go w lesie” -ja też, ale przecież o człowieku można powiedzieć to samo.

  600.  

    Zatroskanie czyim losem?zdziczałego psa czy populacji zwierząt dziko żyjących?a może i jednych i drugich?Wiem że Pana nie przekonam że łowiectwo polega na trosce o los zwierząt pomimo że się do nich też strzela,ale to że Pan w to nie wierzy wcale jeszcze nie oznacza że tak nie jest.Zapewniam że umiem patrzeć z duchowego bliska na los i zwierzęcia i człowieka,od zawsze byłem na to wrażliwy,już pisałem wcześniej,że wiem iż zwierzę cierpi,ale nie przysłania mi to moim zdaniem zdroworozsądkowego myślenia,i właśnie dlatego pasję łowiecką,której dopiero jednym z wielu elementów jest myślistwo,wybrałem w sposób w pełni świadomy.Pozostawienie pełnej swobody w lesie i na polach zdziczałym psom i kłusownikom-a to sprawiła by rezygnacja z łowiectwa,było by właśnie niczym innym jak dołożeniem cierpienia zwierzętom leśnym,to ewidentnie „niedźwiedzia przysługa” i skoro twierdzi Pan że z powodu myśliwych są one w trumnie,to likwidując łowiectwo wbił by Pan do tej trumny gwoźdź.Samopoczucie wtedy świetne,bo zrobiłem w swoim odczuciu coś dobrego dla zwierząt,wreszcie nikt nie będzie do nich strzelał pod pozorami dbania o nie,ale to że ich los znacznie się pogorszy tak naprawdę,to spycham gdzieś w zakamarki świadomości.To jest okłamywanie samego siebie.My tu dyskutujemy o biologii,religię już przerabialiśmy,o filozofii też wiele wcześniej było i nie chcę już do tego wracać,przypomnę tylko że mój pogląd polega na tym że nie stawiam zwierzęcia na równi z człowiekiem,więc o człowieku nie powiem że nie ma prawa do lasu,już nie przez tą duszę,ale dlatego że my w lesie możemy i powinniśmy kierować się i rozumem i nauką i zdroworozsądkowym myśleniem,pies może tylko instynktem.Na pewno nie uwierzę w to że nigdy w życiu nie korzystał Pan z niczego drewnianego.A gdybyśmy nic nie brali z lasu,to z czego ten wiejski pies o którego tak Pan się troszczy miał by mieć budę?na nocleg w domu nie ma co liczyć.Żałuję że wczoraj nie znalazłem czasu napisać i polecić Panu do obejrzenia dziś w TVP 2 o 06.30. „Ostoję”-magazyn łowiecko-przyrodniczy.Podkreślam łowiecko-przyrodniczy,nie stricte myśliwski.Dziś akurat jego główną tematyką były właśnie te psy w kontekście propozycji tej nowej ustawy ,usłyszał by Pan mniej więcej to samo co napisałem,ale było to też poparte dokumentami filmowymi,których treści ja słowami wyrazić nie potrafię,ale proszę spróbować to sobie wyobrazić,np.rozszarpana wysokokotna koza która już za parę dni miała urodzić,wcale nie słaba i nie selekcyjna,wywleczony z jej wnętrza sarni malec,już w pełni ukształtowany.Znający problematykę leśnik i myśliwy powiedział że w skali kraju populacja tych psów wynosi kilkaset tysięcy sztuk-w przybliżeniu,bo nikt tego dokładnie nie oszacuje.To kilkakrotnie więcej niż jest myśliwych.To co robią teraz to zgroza,chociaż są stale i bezlitosnie redukowane przez myśliwych.Co stanie się gdy zaczną się mnożyć bez jakiejkolwiek kontroli na potęgę?Jak je wyłapać,a przynajmniej wysterylizować?.W dalszej jego części było o fotografii przyrodniczej i kuchni myśliwskiej.Polecam to Panu-co drugą niedzielę o 06.30.w TVP 2-naprawdę warto oglądać.

  601.  

    Wróćmy do wilka.To naturalny,osiadły mieszkaniec lasu.Nie potrafi żywić się trawą,więc ma pełne prawo do polowania na inne zwierzęta.To że myśliwi chcą rzekomo wytępić jego populację bo traktują go jak konkurencję to bzdury.To piękny i groźny drapieżnik i wielka ozdoba mojego lasu z której jestem dumny,nie da się go jednak postrzegać tylko w barwach białych lub czarnych.Silny,wytrzymały,inteligentny,po prostu piękny.Poluje z reguły w watahach,rzadziej sam,watahy mają zróżnicowaną liczebnośc od dwóch do siedmiu-ośmiu sztuk,ale są odstępstwa o czym jeszcze będzie.Nie są wybitnymi sprinterami,ale wytrzymałością nikt im dorównać nie może,zwierzynę potrafią gonić przez wiele kilometrów w razie takiej konieczności aż do zupełnego jej zamęczenia,same przy tym niewiele się męcząc.Ich łowy cechują się często przemyślaną taktyką,nie jest to bezmyślne gonienie jak u psów.Gdy jedne ruszają za zwierzyną w sposób jawny,druga część watahy,przyczajona z boku,z ukrycia atakuje z najbliższej odległości,dlatego ich skuteczność jest większa niż psia,chociaż wcale to nie oznacza że nie przegrywają.Z uwagi na swoją siłę,rzadko im się coś wymyka gdy zostanie już osaczone-przeciwieństwo psów.Nieprawdą jest też że polują tylko wtedy gdy są głodne,owszem,to główny powód polowania,ale polują też bo mają taki instynkt łowiecki nawet gdy są najedzone bądź dla wprawy w zabijaniu-powie Pan że to bardzo ich upodabnia do dwunożnych myśliwych polujących dla trofeów,być może i coś w tym jest.Oczywiście potrafią też leniuchować-wylegują się,bawią z młodymi,są jednak niezwykle trudne w obserwacji,zobaczenie wilka wymaga naprawdę wiele zachodu,wiedzy a przede wszystkim i tak szczęścia.Przy takim ich polowaniu,jako pierwsza wpadnie w ich kłańce tylko taka łania lub sarna która jest np.kulejąca,ślepa,wyjątkowo stara-o ile takowa w danym rudlu czy stadzie akurat żyje-i to jest ta pozytywna cecha ich selekcji.One dopadną też zupełnie zdrową i młodą sztukę,jeżeli ta znajdzie się akurat na ich drodze,i jeżeli z tylko takich sztuk dane stado się składa-a proszę mi wierzyć,tak jest najczęściej,i tutaj ta selekcja wcale już nie jest taka oczywista.Pozytywem w ich polowaniu jest w tym przypadku to,że zapobiegają nadmiernemu przegęszczeniu zwierzyny danego gatunku na danym obszarze,co zapobiega z kolei zbytnim szkodom w uprawach rolnych i sadzonkach leśnych,nadmiernemu zużyciu bazy żerowej przez te zwierzęta i krzyżowaniu wsobnemu wreszcie,jako że zmuszają zwierzęta do przemieszczania się-i to też jest pozytyw,tylko że wcale nie oznacza że zabijają sztuki wyłącznie stare,chore słabe.To tak samo jakby powiedzieć że kłusownik stawiający wnyki i paści też jest selekcjonerem,bo wpadają w nie wyłącznie już te niedowidzące zwierzęte które nie były w stanie ich dostrzec.Zadziwię Pana-największe szanse ucieczki przed nimi mają te jelenie które nie noszą poroża bądź mają jego małą formę.Te byki które posiadają dużą rozłogę wieńca/mocno rozchylona litera V/ są ich najczęstszymi ofiarami.Jego waga i niemożność ucieczki w gęstym lesie w górskim terenie,bo poroże to zwyczajnie nie mieści się pomięzy drzewami,i byk taki zwalnia aby obierać właściwą drogę ucieczki,często przesądza o jego losie.Aha,wilki jeszcze starają się polując zaganiać swoje ofiary w stronę wąwozów i głębokich potoków,tam osaczona ofiara-łania ginie już niemal natychmiast,byk zaś jeszcze parę minut ogania się wieńcem,ale to i tak jest jego koniec.Wczesną wiosną ja,inni myśliwi,leśnicy,naukowacy i przyrodnicy penetrujemy właśnie takie miejsca i zawsze tam odnajduje się najwięcej szczątków-pozostałości po dramatach zimy,w wąwozach tych odnajdywane są też napiękniejsze i najbardziej rozłożyste wieńce,sam widziałem kilka wycenionych potem wg oceny łowieckiej na srebrne i brązowe medale,znadywałem też takowe,a wszystkie charakteryzowało jedno-duża rozłoga,duża masa i dno wąwozu.Swiadczy to o wielkiej inteligencji wilka,ale czy tutaj jest dobrym selekcjonarem?Oczywiście że już nie.Byle jaki ósmaczek czy szóstaczek ucieknie przed nimi o wiele łatwiej.Mówię tutaj o terenie górskim oczywiście-czyli takim jaki jest u mnie,na nizinach gdzie nie ma wąwozów a sadzony rządkami las jest b.rzadki,pewnie wygląda to częściowo inaczej.Tak że Panie Jacku-wilki patrzą na poroże!Cdn.

  602.  

    „wilki polują na jelenie,gonia je ,a te wtedy uciekają”-czy ja temu gdzieś zaprzeczałem?nawet pisałem ironicznie że głupie są tak robiąc skoro wilki to ich dobroczyńcy.Gdyby sprawdzić i posegregować procentowo dzisiejsze menu żyjącego w naszych karpatach wilka,okazało by się oczywiście że najwięcej zjada jeleni,były by też sarny i dziki ale w mniejszym stopniu.Gdyby jednak powrównać jakie są te proporcje w stosunku do ilości występowania gatunków,tu były by pewne zmiany-przodownikiem okaże się dzik,który w górach jest nieporównywalnie mniej liczny niż na zachodzie kraju.A dlaczego?to właśnie pytanie chciałem kiedyś Panu zadać,mając na myśli menu wilków.Dzik jest zwyczajnie o każdej porze roku łatwiejszy do upolowania dla wilków,a jak mówiłem,te kierują się ekonomią i nie lubią marnować energii bez potrzeby-nie tak szybki i wytrzymały jak jeleń,a w śniegu łatwo grzęźnie.Myślę że gdyby statystycznego wilka „zapytać”co najłatwiej jest upolowac w lesie,odpowiedź by była że dzika.Znany mi jest prawdziwy przypadek jak zimą wataha wilków wpędziła do młodnika watahę dzików,otoczyła ją i „oblegała” przez wiele następnych dni,wpadając raz na jakiś czas gromadnie do tego młodnika i wyciągając za każdym razem dziczka „wedle potrzeb”,aż wytępiła tę watahę dzików doostatniej sztuki.Z ich punktu widzenia-bardzo mądrze,ale czy z przyrodniczego też?Trzy lata temu z podłowczym w moim kole śledziliśmy w jego łowisku losy pewnej okazałej lochy która wiosną wyprowadziła piękny miot aż 13-tu warchlaczków.Zaraz po tym na jej trop trafiła wataha trzech wilków.Chodziły tak za nią niemal non stop przez kilka miesięcy,aż późnym latem locha została sama,wybrały jej wszystkie 13 dzieciaków!Ona ocalała.Czy to była pozytywna selekcja?Ale i tak twierdzę że większe prawo miały wilki zabić i pożreć te 13 warchlaków niż wiejskie kundle miały by zabić choć jednego,bo te nie mają prawa do niczego w nie swoim środowisku.Wilki były u siebie,i miały w tym cel-coś jak myśliwy,może niezbyt etyczny,ale legalny myśliwy,a nie kłusownik który może stroić się w etykę ale nic mu to nie daje.Tak że Panie Jacku,ta selekcja czasami i owszem,może być pozytywna,ale lepiej wilk spełnia swoją rolę w przypadku przegęszczenia danej populacji jako reduktor,niż jako selekcjoner eliminując osobniki stare,chore,niedołężne.Z takich to przyczyn w moim kole roczny odstrzał dzików wynosi kilka,maksimum kilkanaście sztuk,podczas gdy w podobnej wielkości kołach w rejonach gdzie wilka nie ma nawet 500 sztuk i wciąż go tam jest za dużo.Mam wielu przyjaciól myśliwych w różnych regionach kraju tam gdzie nigdy wilka nie widzieli,i z tego co mi mówili,wcale za nim nie tęsknią,a i nic ich zdaniem nie wskazuje na to aby tęskiły za nimi jelenie i ich populacja miała się źle z tego powodu.Tam gdzie są wilki populacja jelenia jest zdecydowanie mniej liczna,ma z pewnością bardziej wyostrzone zmysły,jest niezwykle czujna i ostrożna.Czy ma się lepiej?trudno ją porównać z populacją z terenów gdzie wilka nie ma bo to inne podgatunki-jeleń karpacki i mazurski -ten który jest skazany na obecność wilków,zawsze tuszą i masą poroża był większy niż nizinny z zachodnich połaci kraju.Gdyby z dnia na dzień wsiedlić wilka tam gdzie jelenie nigdy ich nie widziały,to pomimo posiadanego instynktu,zanim by się połapały,doszło by wśród nich do rzezi.Gdzieś tu powyżej widziałem żałosny wpis jakiegoś pseudoekologa mówiący o tym że w Bieszczadach wilki zabijają owce rolnikom bo w lesie nie mają już co jeść,gdyż myśliwi im wszystko wystrzelali.Oszołomstwo tego wpisu woła już nie o pomstę ale o litość nad jego autorem.Straty od wilków u rolników to duży problem,ale o dziwo występują zwykle w sierpniu,zgadnie Pan czemu?Pewnie nie.Otóż wtedy wadery uczą polowania swoje odchowane szczenięta które nie są jeszcze samodzielne,a owca czy koza ze swoją nieporadnością w powrównaniu z sarną czy jeleniem,jest do tej nauki idealnym obiektem.Oczywiście coś z tego też przekąszą,ale więcej zabijają „dla wprawy i zabawy”-też coś jak myśliwi,prawda?To wilki mogą a my nie?Wielokrotnie widziałem taki widok z rana na pastwisku-na całej powierzchni porozwlekane kilkanaście sztuk martwych,pokaleczonych ale nie zjedzonych owiec,kilkanaście innych błąkających się w szoku bez celu bądź już jedynie leżących i dogorywających ,z popodgryzanymi nogami,zakrwawionymi pyszczkami,zwisającymi płatami skóry i wełny z grzbietu,jakby zszokowane i zaskoczone tym kto i za co im to zrobił.Kilkanaście czy kilkadziesiąt innych przerażonych,stłoczonych gdzieś w kącie,ocalałych,płacząca żona,histerycznie zanoszące się z żalu dzieci rolnika,pomstujący na wilki i myśliwych rolnik,zbiegający się zbulwersowani sąsiedzi,bezradny myśliwy czy leśniczy obok,daremnie dzwoniący po weterynarza celem wezwania go dla skrócenia cierpienia poranionym zwierzakom,bo ten akurat gdzieś wybył.To trzeba zobaczyć Panie Jacku,a nie pisać że „wilka brak”a jak jest to się wszyscy bez wyjątku z tego cieszą.I przecież widziałem ledwie niewielki ułamek tego co się dzieje naprawdę na codzień.A Pan Matkowski beztrosko pewnie dalej twierdzi że rolnik się cieszy jak mu owce wilki zabiją bo przecież dostanie za to odszkodowanie,cieszy się gdy mu dziki zniszczą kilka ha ziemniaków-bo przecież dostanie odszkodowanie,cieszy się gdy jelenie zrujnują mu całą uprawę pszenicy-bo przecież dostanie odszkodowanie.Tylko że ciekawe czemu jeszcze nigdy takiego nie spotkałem choć od wielu lat regularnie szacuję szkody i rzadko się z rolnikami targuję,i nigdy o spotkaniu takiego nawet nie słyszałem.A tymczasem jak myśliwych nie będzie to nikt mu nie da za szkody złamanego grosza!nie będziemy jeść mięsa ale też i nie będzie zbóż i ziemniaków,i wtedy sprawy weźmie w swoje ręce sam rolnik.W ub. roku jednemu farmerowi co to ma stado danieli /nawiasem mówiąc jestem przeciwny hodowli dzikich zwierząt w niewoli w celach konsumpcyjnych/wilki zabiły kilka sztuk i tych danieli i owiec.Po pewnym czasie niedaleko miejsca tego zdarzenia miałem wątpliwą przyjemność oglądania znalezionej gnijącej już tuszy rysia.Sekcja wykazała jego zatrucie cyjankiem potasu.Bez wątpienia „przesyłka bum” była adresowana do wilków,a trafił się inny jej odbiorca.Ile takich przypadków jest a nikt nigdy o nich nie słyszał?To że się o nic nie słyszy,nie oznacza że ich nie ma Panie Jacku!Odpowie mi Pan na jedno pytanie teraz?Czy dalej Pan twierdzi że jestem „Marek-morderca psów”?czy „tchórz” bez godności mordujący dla dowartościowania siebie bądź imponowania panienkom?Przypuszczam że tak,ale nie zrażam się-trudno.Ja zanim zacząlem polować posiadłem na ten temat nieco wiedzy,bo taka jest prawidłowa kolejność rozwoju myśliwego,a wiem że nie zawsze tak jest.Pan nie poluje,a konkretną wiedzę tu Panu dopiero przedstawiam/na Pańską prośbę/,i dopiero od tego miejsca powinien Pan zacząć nas oceniać.O stosunkach na linii wilki-psy cdn./oczywiście jak Pan będzie chciał moje chyba nieco przydługie rozprawy czytać/.Ale proszę docenić przynajmniej to że fatygowałem się żeby to Panu opisywać w niedzielne popołudnie.

  603.  

    Podsumowując jednak ,wilk jest zwierzęciem które ma pełne prawo żyć i istnieć w naszym środowisku przyrodniczym,mimo swoich wad.Prawdziwy problem z nimi zaczyna się dopiero gdy staje się ich zbyt dużo,nieproporcjonalnie dużo w stosunku do wyliczonej naukowo pojemności łowiska i stanu ilościowego zwierzyny która jest ich pokarmem-i taka sytuacja regionalnie ma miejsce obecnie.Tej zimy w pewnym kole łowieckim kilkadziesiąt ledwie kilometrów od mojego,podczas polowania zbiorowego zaobserwowano jedną watahę liczącą 24/ słownie-dwadzieścia cztery/sztuki!Jest to wiarygodne gdyż widziało to wiele osób-wpadła ona do opolowywanego miotu.A jest to teren gdzie zasadniczo wilk był tam zawsze znacznie rzadszy niż u mnie.I o dziwo-myśliwi w tym kole polują w najlepsze i w pełni wykonują plan odstrzału,wilki te nie wyglądają na zagłodzone,i nikt nie zarzucił jeszcze bo i nie ma do tego podstaw,że zwierzyna została tam wytępiona.Jakim cudem coś takiego się dzieje skoro wespól-zespół działają tam i dwu i czteronożni mordercy?W niczym to nie zmienia faktu,że przegęszczenie wilków prowadzi do zakłócenia równowagi biologicznej,i w końcu jednak do spadku liczebności zwierzyny płowej i czarnej.Do tego niestety prowadzą bezmyślne zarządzenia o wyłącznie biernej ochronie,czyli:nie wolno strzelać i wszystko z tym zwierzakiem już jest ok.To taka pseudoochrona doprowadziła na obecną chwilę do skraju zagłady głuszca i cietrzewia,to taka pseudoochrona szkodzi zwierzynie która jest przez wilki dziesiątkowana ,i samym szkodzi wilkom gdy ich populacja zbyt urośnie,bo one w przeciwieństwie do kuraków,wrogów w naturze praktycznie nie mają.Do czasu wprowadzenia zakazu polowań w 2-giej połowie lat 90-tych na wilki,strzelano ich na podkarpaciu ok.25-30 w sezonie.Jestem przekonany że dziś przynajmniej tyle samo jak nie więcej ginie ich od wnyków,paści,trucizn,nielegalnego odstrzału i szlag wie czego jeszcze,co ludzie na nie wymyślili-ale wszyscy są zadowoleni bo jest „pod ochroną”,czyli „pełnia szczęścia”.Wtedy też od tego ginęły,ale nie na taką skalę.Upolowanie wilka to najtrudniejsza myśliwska sztuka-słyszałem o takich co przyjeżdżali w moje strony kilkaset km i spędzali po 90 zimowych nocy na ambonach a całe dnie na leśnych wędrówkach! w tym czasie żony zdążyły im poprzyprawiać rogi bądź pownosić pozwy rozwodowe.Gdyby spędził Pan choć jedną taką noc,to wiedział by Pan jak to jest wygodne…ja też takie spędzałem.Goście ci wilka nawet nie widzieli,marzyli już tylko bodaj o tym aby go chociaż z daleka zobaczyć,ale nadaremnie.W 2godz.po ich wyjeździe wataha spokojnie sobie wychodziła na otartą przestrzeń i jawnie pałaszowała wyłożoną padlinę.Czemu tak się działo?na to nie odpowie nawet pan Henryk Okarma-bez wątpienia krajowy nr 1 w temacie znastwa wilków.I właśnie za to szanuję i doceniam te drapieżniki.Jak mnie się w tych łowach powodziło-nieistotne teraz.Zapewniam tylko co do tych rysi-owszem,polowałem na nie i chciałem upolować najpiękniejszego zwierza naszych knieji gdy było to dozwolone-nie udało się,ale nie żałuję.Po wzięciu ich w ochronę kilka razy już je widziałem,i to mi wystarcza,one akurat chronione być powinny,bo ich populacja jest zbyt niska aby mogły osiągnąc status szkodnika,jaki obecnie osiągają wilki.Ja naszego tygrysa nigdy szkodnikiem nie nazwałem,to Pańskie o nim słowa!Sama jednak bierna ochrona nigdy nie jest dobra.Praktycznie jednynym wrogiem rysia jest wilk.O ile dorosłe osobniki omijają siebie nawzajem,bo dla nikogo taka konfrontacja zysku nie przynosi,o tyle obydwa gatunki ze szczególnym zapałem tępią małe potomstwo drapieżnego konkurenta,i póki co,wilki są zdecydowanie w tym górą.Psy u mnie,jak Pan już wie,wchodzą do lasu,hasają po polach,ale rzadko kiedy w głębi knieji,z obecności wilków nie zdają sobie chyba sprawy,można być jednak pewnym,że w razie takiego bliskiego spotkania,ostatnim widokiem życiowym w ślepiach psa będą wyszczerzone wilcze kłańce-i za to też chwała wilkom.W takim starciu psy,nawet silne i potężne nie przetrwają nawet kilku sekund,trudno to zresztą nazwać nawet starciem,a wilki nienawidzą psów najbardziej ze wszystkich zwierząt.Nie można jednak absolutnie twierdzić że takie spotkania to codzienność i wilki są w stanie rozwiązać problem kłusujących psów,to tak jakby liczyć że same jaskółki zlikwidują problem kleszczy,much i komarów.cdn.

  604.  

    No i w zasadzie to chyba jednak tyle,może jeszcze kiedyś w razie potrzeby przytoczę parę ciekawych faktów z życia tych zwierząt jakie znam.

  605.  

    Panie Marku, dzięki za ciekawe opowieści o wilkach. Ze wszystkich tematów na jakie można rozmawiać najbardziej lubię te o zwierzętach. Z tymi psami to faktycznie problem ale trzeba szukać jakiś lepszych rozwiązań.
    Mam przeczucie, że tak naprawdę nauka nigdy nie zgłębi wszystkich tajemnic przyrody, najwyżej je liźnie i to z ciasnego, antropocentrycznego punktu widzenia. Mam zastrzeżenia do kilku pana zdań: pisząc o wilkach które wytrzebiły całą watahę dzików ,,Z ich punktu widzenia-bardzo mądrze,ale czy z przyrodniczego też?” Albo pisze Pan o ich pozytywnej roli w lesie ,,i to jest ta pozytywna cecha ich selekcji”. Ja znam przypadki u ptaków, np wydrzyki potrafią zabić mewę czy rybitwę i polecieć dalej. Taki wandalizm jest nam trudno pojąc, bo w naszym ludzkim świecie jest on potępiany. Jednak powstał on tak samo jak powstała cała przyroda i nie musimy tego rozumieć. Pan widzi pozytywne i NEGATYWNE strony czegoś co jest częścią naturalnego procesu dziejącego się od milinów lat.
    Co do naszych Karpat, to niepokoi mnie postępująca industrializacja, która wchodzi coraz głębiej w te góry, nowe domy i gospodarstwa. I ludzie mówią że mają problem z wilkami. A ja się ich pytam ,,no ale kto do kogo przyszedł?”
    A co do religii to temat nie będzie zakończony dopóki na Pana czyny będzie miała wpływ, jako system oparty na dogmacie a nie na widzeniu czy osobistym doświadczeniu. Ja wolę rozmawiać o konkretach bo wiara konkretem w debacie nie jest, nawet silna. Zwłaszcza silna. Można wierzyć dosłownie we wszystko, zależy gdzie i w jakich czasach przyjdzie żyć i ile ma się własnej refleksyjności. Systemy wierzeń się zmieniają i ewoluują. W XVI w. spalono G. Bruna, który głosił, że ziemia krąży wokół słońca a gwiazdy to nic innego jak inne słońca. Takich przypadków było wiele. Co stanie się z gatunkowizmem, jak długo jeszcze ten pogląd przetrwa w kościele? czy skończy jak wiele błędów astronomicznych? Zbyt wiele nadużyć i cierpień pod przykrywką wiary. Tak być nie może na dłuższą metę.
    Gdy studiowałem na Akad. Med. często odwiedzaliśmy poniemieckie zbiory anatomiczne. Okropność! Setki czaszek z dziurami po kuli, oraz pozostałości w formalinie po doświadczeniach na ludziach, głównie czarnoskórych. Zastanowiłem się głośno ,,ciekawe co o nas będą mysleć za 50, 100 albo 500 lat?” Na to pani profesor anatomii odparła ,,pan nie wie? Nie będą mogli pojąć jak mogliśmy być tacy dla zwierząt”
    No to tyle, pozdrawiam

  606.  

    Cholera jasna, myślenie że istnieją jakieś negatywne strony oddziaływania na populacje polowań wilków, czy jakieś wady ich sposobu polowań albo selekcji jest biologicznym nonsensem.
    Podobnie komisja wielorybnicza stworzyła mit o tym, że delfiny przeławiają sardynki. Przeławiaja i przeławiają, i tak od miliona lat. Podobnie myślą leśnicy z Białowieży, którym się wydaje (albo tylko tak mówią) że Puszcza bez nich nie przetrwa. Bo ją ,,zji kłornik” bo ,,driewno gnijie w liesie” bo ,,sie rozpada na kawałki i to przykry widok” a tam gdzie leśnik pielęgnuje las to aż miło. Nawet powstały niezłe poetyckie eufemizmy, żeby uniknąć dosłowności jak zrąb, zrywka, trzebież itd: ,,malowanie światłem dna lasu” -niezłe co?

  607.  

    Wg mnie postąpiły bardzo sprytnie patrząc od strony swojej korzyści,ale z drugiej strony wybicie całej watahy jest szkodliwe przyrodniczo,i coś takiego w myślistwie jest absolutnie niedozwolone.A to że zabiją akurat sztukę słabą bądź chorą po to aby ją skonsumować jest pozytywne.Zgadzam się że nauka wszystkich tajemnic przyrody nie zgłębi,ale to że ja liznąłem nieco tych tajemnic,to powiem nie bez dumy że zawdzięczam to właśnie łowiectwu.Nic tak nie uczy znajomości biologii i zwyczajów zwierza jak ono,naprawdę to nie jest tylko nauka o tym jak ulokować kulę w ciele zwierza i jakiego rodzaju to ma być pocisk.Gdybym nie polował to też pasjonował bym się przyrodą,ale ta wiedza była by zdecydowanie mniejsza.Szukać lepszych rozwiązań odnośnie tych psów?jak Pan je znajdzie,to z miłą chęcią się zastosuję,naprawdę myślał Pan że ja mam dziką radochę z tego że do nich strzelam i że to fajna rozrywka?Nie zgodzę się natomiast z brakiem negatywnych oddziaływań wilka na populację,wie Pan przecież że nie traktuję go jako wroga i nie zabraniam mu polowania.A co w wybiciu stada owiec jest nonsensem,chociaż to akurat skrajność bo dotyczy zwierząt domowych.Takie właśnie przypadki jak zabicie tej całej watahy dzików czy wszystkich 13tu warchlaków z jednego miotu powodują że dziki u mnie są nieliczne,i proszę nie obciążać winą za to myśliwych,bo myśliwi tak nie polują.Ja to akceptuję,taka jest wilcza natura,ale wcale to nie oznacza że nie robią szkody.Rysie są u mnie ok.5-ciokrotnie mniej liczne jak wilki.Gdy wilk zabije 2-3 kociątka rysie w jednym miocie to uważa Pan że nic się nie stało i że to było pozytywne?A jaki był by krzyk gdyby teraz tak jakiś myśliwy zabił choć jednego dorosłego-za niską populację rysia natychmiast by nas obciążono. A jaką korzyść miał wilk z takiego marnego posiłku,zakładając nawet że go zjadł?Człowiek we wszystkich dziedzinach już zbyt głęboko wlazł w przyrodę i zbyt ją zniszczył,żeby teraz mogła ona się regulować sama.Teraz właśnie już trzeba szukać tej płynnej granicy żeby- nomen omen-wilk był syty i owca cała.To co się dzieje w naszym najdzikszym zakątku mnie też niepokoi,jedyne co można zrobić to aktywnie działać aby minimalizować szkody jakie człowiek powoduje,ale jestem przekonany że moje ewentualne przejście na wegetarianizm i ateizm /i jedno i drugie niemożliwe/nic tu nie pomoże.A co do leśników to częściowo Pana zdanie podzielam,ale przecież nie ja tu krzyczałem żeby opiekę nad zwierzyną w całości oddać w ich ręce,chociaż ok.30 proc. z nich to są myśliwi.

  608.  

    I uważa Pan, że wilki robią błędy? I że w ogóle jakiś element przyrody robi błędy? Jak te delfiny co od niepamiętnych czasów przeławiaja sardynki. Bo takie przeławianie jest niedopuszczalne z punktu widzenia porządnego rybaka.
    Ależ ja nie namawiam do ateizmu a do głębszego wejrzenia w istotę religii tak aby prawdy w niej zawarte były naszymi prawdami a nie przeczytanymi martwymi słowami. A dopóki nie zejdzie się w te promienne głębie to lepiej zachować pokorę niewiedzy. Z resztą później też. Kontakt z przyrodą to dobra praktyka duchowa, siedzenie w ciszy gdzieś w lesie, podczas pełni i bez strzelby, to jest to!
    Wegetarianizm polecam, a przynajmniej ograniczenie mięsa, jak najwięcej kaszy gryczanej i jaglanej -to była podstawa wyżywienia naszych przodków, mięso tylko od święta.

  609.  

    Robią robią!czytałem w literaturze z lat 30-tych jak zostawały na placu boju walnięte w latarnię kopytem konia, bo próbowały się dobrać do źrebaków.A to wybicie całej watahy czy wzystkich małych to nie błąd?oczywiście z naszego punktu widzenia,bo one raczej nad tym się nie zastanawiały,żyją z dnia na dzień.Gdyby myśliwski styl polowań był podobny to faktycznie spowodowało by to wytępienie zwierząt w krótkim czasie.My też jesteśmy elementem przyrody,i co?jesteśmy bezbłędni?Na łowach delfinów nie znam się zupełnie,ale pewien jestem że jeżeli przetrzebiły sardynki to tylko przy wydatnej pomocy homo sapiens,same nie dały by rady,i z porządnymi rybakami też by tego nie uczyniły-jak ta wataha 24 wilków.Problem w tym że ludzie widząc zysk tracą samokontrolę,nasza pazerność nie ma granic w takich sytuacjach,i to jest choroba ludzkości którą trzeba u nas leczyć u psychiatry a nie to że czasami w sposób w pełni kontrolowany zabijemy jakieś zwierzę dla zaspokojenia rzeczywistych potrzeb.Zapewniam Pana że z moim życiem duchowym wszystko jest ok i dogmat z moimi własnymi poglądami i doświdaczeniami w sprzeczności nie stoi-nie umiem tego wytłumaczyć słowami nawet gdybym chciał,a nie chcę.Ale rada w sprawie diety słuszna,zwłaszcza że 100kg na wadze już przekroczone,dzięki,faktycznie czas zacząć jeść tak zdrowe rzeczy jak kasze,a posiedzenia w lesie-to najpiękniejsze przeżycia jakie znam/oprócz wspinania się na górskie szczyty czym też się pasjonuję/,nie uważam też że strzelba jest przy tym koniecznie potrzebna i w pełni to szanuję,poza tym ja sobie zawsze precyzuję kiedy idę do lasu na polowanie,kiedy na „patrol leśny” a kiedy dla relaksu-a to uzależnia czy biorę broń i czy robię z niej użytek.A opowiem Panu jeszcze parę historyjek o wilkach skoro to Pana ciekawi.Gdzieś 3 lata temu mój bliski znajomy z sąsiedniego koła,myśliwy z ponad 50-cio letnim stażem i chłop jak dąb mimo 75 lat a przed którego wiedzą przyrodniczą ja mogę jedynie uchylić kapelusza,wybrał się wiosną na spacer nawet nie do lasu,a po swoim polu niedaleko domu,wraz z dwoma gończymi polskimi które miał na długim otoku.Z odległości kilku metrów z krzaków wyskoczyły 4 wilki,z których 2 rzuciły się na psy,a 2 go osaczyły warcząc i szczerząc kłańce z odległości metra!odskakiwały gdy usiłował je kopnąć,nie reagowały na krzyk,próby odganiania.Po kilkunstu sekundach po psach zostały kawałki sierści,a wilki ulotniły się tak nagle jak się zjawiły.Gdy mi to opowiadał,to twardy góral prawie miAŁ łzy w oczach z żalu za ukochanymi gończymi.Znam dobrze człowieka,wręcz się z nim przyjaźnię mimo różnicy wieku,jest on jednym z najbardziej prawdomównych ludzi.No i przyznał że czasami ponad 50 lat myśliwskiego doświadczenia nie wystarczy i wogóle nie przypomina sobie żeby kiedyś tak się zwyczajnie bał jak wtedy.Panie Jacku,co by Pan sądził o wilkach po osobistym przeżyciu takiego doświadczenia /cudze zawsze jest nam łatwiej znieść zwłaszcza gdy są groźne i nieprzyjemne/,i jak widzi się Pan w tej sytuacji?bo ja przyznaję się do tego że nietęgo…Za zaszczt też poczytuję sobie znajomość z dwoma niezwykle prawymi myśliwymi którzy dzierżą takie nieformalne tytuły dwóch pierwszych wilczarzy w Polsce-po prostu ich najwięcej w życiu upolowali,każdy ponad 50.Wiem że to dla Pana okropne,ale mówię tu o tym dlatego że jest to potrzebne dla charakterystyki jednego z nich a nie żeby Pana drażnić rzekomym okrucieństwem.Nigdy żaden nie polował dla liczby czy rekordu i nie rywalizował z nikim-to podkreślam,po prostu są świetnymi znawcami tych zwierząt,strzelcami,wytrwałymi łowcami no i mają to myśliwskie szczęście które jest konieczne.Jeden z nich już przekroczył 80 lat i dawniej,w latach 60-tych uczestniczył w tzw.akcjach wilczych,kiedy to z nakazu najwyższych władz państwowych niszczono wilcze gniazda i zabijano nawet ślepe szczenięta a same wilki wolno było truć.Za takie zabite szczenię płacono spore nagrody.Myśliwy ten stwierdził że polować na wilki poluje,ale na zasadzie myśliwy kontra myśliwy,ale w tak haniebnym procederze uczestniczyć nie będzie.Na własny koszt i wbrew woli ówczesnych władz/a to było wtedy ryzykowne/założył u siebie w domu „sierociniec” dla małych wilczków które do niego znoszono i które wykupywał gdy się dowiedział że takowe znaleziono.Oczywiście życie w niewoli to nie jest wilcze życie,ale to najlepsze co mógł wtedy zrobić i trudno doprawdy nie mieć dla niego szacunku,wiedząc co to znaczy hodować koło domu stale kilkanaście wilków i ogarnąć właściwie ten cały „inwentarz”.Sierociniec ten prowadził przez wiele lat,i jak mówią wtajemniczeni,więcej w nim wilków zostało uratowanych niż on ich upolował-a to właśnie ten Pan dzierży tytuł wilczarza nr 1.Była to z pewnością najsłynniejsza wilcza hodowla w historii naszego kraju a i zapewne nie tylko.Właśnie wilki z tego sierocińca może Pan zobaczyć /i zapewne Pan już je widział/w ekranizacji „Pana Wołodyjowskiego”gdy gonią konia Basi Wołodyjowskiej w czasie jej ucieczki po powaleniu Azji Tuhajbejowicza.Scena ta zresztą była kręcona niedaleko domu tego myśliwego.Od tych ludzi którzy to pamiętają,wiem że koń autentycznie się utopił pod lodem i chociaż go wydobyto ciągnikami rolniczymi,to już nieżywego,a był wypożyczony z istniejącego tam wówczas „Igloopolu”-ot,taka ciekawostka.Często też bywam z różnych powodów /niemyśliwskich/we wioskach które przed kilku laty zasłynęły w regionie z tego że nie żył w nich bodaj ani jeden pies!Nie ma tam zwyczaju trzymania tych zwierząt w domach,a obejścia gospodarskie przedstawiały smutny widok-pusta buda,zwisający łańcuch,często jeszcze z obrożą i kawałki sierści-wilki wybrały je wszystkie!Jednej samotnie mieskającej kobiecie z ranka pożarły psa na jej oczach,po czym ułożyły się na schodach jej domu i dały koncert wycia!I jak gdyby nigdy nic odeszły…Jestem pewniem że gdyby tam mieszkał myśliwy to nidy by tego nie zrobiły,a skąd o tym wiedziały?no właśnie,skąd???Innym razem,zimą,na wiejski przystanek autobusowy na którym dzieci oczekiwały na autobus mający je zawieźć do szkoły,wpadła uciekająca resztkami sił łania a za nią wataha wilków.Na oczach gromady tych dzieci,w odległości kilku metrów od nich zabiły ją i zaczęły konsumować…myślę że było to dla nich traumatyczne przeżycie o którym łatwo nie zapomną.Innym razem na ogólnie uczęszczanej asfaltowej drodze prowadzoącej do paru granicznie położonych miejscowości,a którą poruszają się też piesi i rowerzyści,na jej leśnym odcinku wilk zaatakował jadącego „malucha” gryząc mu opony i drapiąc karoserię.Przerażony kierowca zaraz po ucieczce zawiadomił właściwe służby.Po paru dniach i spełnieniu wszystkich wymogów formalnych w trybie nadzwyczajnym,zwierzę udało się zlokalizować i zastrzelić,stwierdzono u niego zaawansowaną wściekliznę.Tylko sroga zima wówczas panująca sprawiła że w tym czasie nie poruszał się tam żaden pieszy ani kierowca jednośladu…Bardzo mnie cieszy jeżeli to Pana ciekawi i interesuje,a także pozwala na wyrabianie sobie opinii-bez względu na to jaka by ona nie była, o tych niezwykłych drapieżnikach.Pozwolę sobie w tym miejscu pożegnać się na kilka dni,gdyż jutro wyjeżdżam z małżonką na zasłużone zaległe wczasy do naprawdę zjawiskowego miasta,chociaż bardzo krótkie,to jednak niezwykle atrakcyjne /bo wybrane przez moją lepszą połowę/.Pozdrawiam i do ponownego spotkania.