Wydawnictwo Nowy Świat

każda książka to nowy świat

 

Polowaneczko – Tomasz Matkowski

 
Luty 2009
ISBN: 978-83-7386-324-8
Liczba stron: 128
Wymiary: 145 x 205 mm

Od Autora: Dlaczego akurat o tej dziedzinie sadyzmu napisałem? Bo ją znam. Jest wiele innych drastycznych praktyk uprawianych przez ludzkość, mogła by powstać cała seria książek, każda poświęcona innego rodzaju podłości: rzeziom w krajach Trzeciego Świata, seryjnym zabójstwom, torturom zadawanym przesłuchiwanemu przez policje wielu krajów, i tak dalej, lista jest długa, bardzo długa. Była by to chyba najdłuższa seria wydawnicza w historii edytorstwa. Zresztą wiele takich książek istnieje. Ja mogłem napisać tylko o tym, co widziałem na własne oczy. Tak się złożyło, że na własne oczy widziałem polowaneczko.

Czytaj fragment

Zobacz recenzje w mediach

 

471 Komentarzy do “Polowaneczko – Tomasz Matkowski”

  1. Joanna Tabortowska
     

    Bardzo dawno nie spotkałam się z podobnym stekiem bzdur i tak powierzchownym, płytkim potraktowaniem tematu. Pan Matkowski nie dość, że wypowiada się o materii sobie absolutnie nieznanej to czyni to z mocno mizernym efektem literackim. Proponowałabym autorowi „Polowaneczka” najpierw jakieś wprawki, kilka wypracowań, poczytać też troche nie zawadzi, a może kiedyś uda sie napisać coś „czytelnego”. Nie ma autor pojęcia ani o myślistwie, ani o zwierzętach, ani o pisarstwie – idźże Pan, panie Matkowski do ZOO, niedźwiedzie dokarmiać, równie to będzie rozsądne jak zajmowanie sie tematem dla Pana niedostępnym może ze względu ma Pański mizerny poziom intelektualny.

  2. Jerzy Tabortowski
     

    Jedyne pytanie jakie przychodzi mi do głowy po przeczytaniu „Polowaneczka” jest takie: skoro podczas 20 lat uczestniczenia w polowaniach autor przeżywał taką traumę, której wyraz dał w owym dziele, to czemu robił to tak długo?? Odpowiedź jest banalna. Bo przez 20 lat jako tłumacz dostawał od biura organizującego „polowaneczka” kasę, dostawał ją również jako „tipy” od myśliwych dewizowych. „Polowaneczko” to wyjątkowy pokaz cynizmu i obłudy Tomasza Matkowskiego. Jerzy Tabortowski, 25 lat stażu w KŁ „Las” w Siedlcach.

  3. Grzegorz Lindenberg
     

    A ja dawno się nie spotkałem z tak bezsensownym wpisem na forum. P. Tabortowska nie dość, że wypowiada się o stylu literackim, o czym nie ma zielonego pojęcia, to jeszcze zarzuca autorowi, że nie zna się na tym, o czym pisze. . Ciekawe, na czym zna się pani Tabortowska? Ciekawe też, że niejaki pan Tabortowski (pewnie przypadkowa zbieżność nazwisk) zarzuca autorowi, że się zna, bo był tłumaczem na polowaniach dla kasy

  4.  

    Cóż… agresja, jaka wyziera z tych dwóch postów, zwłaszcza z listu p. Joanny, to ta sama siła, która gna myśliwych do lasu. I która powoduje, że zabijają – zabijają wyłącznie dla własnej przyjemności. Straszne, że tacy ludzie wciąż mogą bezkarnie uprawiać swój niecny proceder.
    Poza tym mam wrażenie, że p. JT książki w ogóle nie czytała. Bo gdyby ją przeczytała, nie miałaby powodów, by napisać na przykład, że „autor nie ma pojęcia ani o myślistwie, ani o zwierzętach”. (A tak na marginesie: pisząc o nieznajmości zwierząt, chce Pani powiedzieć, że one uwielbiają być mordowane, a naiwny autor nie ma o tym pojęcia…?)
    JT nie ma też pojęcia o literaturze… Wystarczy wrzucić nazwisko autora do dowolnej przeglądarki internetowej, żeby się dowiedzieć, że on owe „wprawki” (świetne zresztą!) ma już za sobą.
    Moim zdaniem ten post to stek niczym nieuzasadnionych zarzutów, obraźliwych frazesów, nerwowych pokrzykiwań. Coż, tak bywa, gdy komuś rządza krwi odbiera zdrowy rozsądek…
    A książka poruszająca, potrzebna i niezwykle odważna, bardzo się cieszę, że ktoś wreszcie głośno poruszył ten temat. Brawo!

  5.  

    Polowaneczko jest książką, która nie pozostawia nikogo obojętnym. Niestety negatywne, pełne złośliwości, komentarze przeciwników Tomasza Matkowskiego są zazwyczaj personalnymi wycieczkami, obraźliwymi argumentami ad personam. Ten poziom dyskusji nie licuje w wagą problemu, który podejmuje Polowaneczko: nie wolno zabijać dla rozrywki. Nikt nas nie zmusza do zabijania. Widać najwyraźniej Taborowscy nie czytali książki, bo wszystkie ich argumenty zbija rzeczowy i spokojny wywód autora. Polecam lekturę, która może pozbawić Państwa klapek na oczach.

  6. Jerzy Tabortowski
     

    Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Jesteśmy małżeństwem. Oboje czytaliśmy dzieło. Po raz kolejny podkreślam, pan Matkowski 20 lat brał pieniądze za to że UCZESTNICZYŁ w tej jak to raczył określić „rzezi”. Nie ma najmniejszego znaczenia że nie była to fortuna, ot wynagrodzenie za pracę. Tylko skoro były to krwawe pieniądze to czemu tak późno nastąpiły „wyrzuty” ?? Dość symptomatyczna postawa. Co do personalnych wycieczek, jak raczył to ująć p. Marcin. Naturalnie, p. Matkowski nie uczynił żadnej, pisał bowiem o CAŁYM ŚRODOWISKU, co uniemożliwiło personalizację zarzutów. Ja komentuję jego twórczość i siłą rzeczy odnoszę się do autora, który postawił MOJEMU ŚRODOWISKU ciężkie zarzuty. Chciałbym zaproponować przeciwnikom polowań wyrwanie z Pana Tadeusza całej księgi IV, wszak barbarzyńca Mickiewicz opisuje w niej wyczyny jeszcze większych barbarzyńców na barbarzyńskich, staropolskich łowach. Będzie to znakomitym dopełnieniem niebarbarzyńskiego relatywizmu niebarbarzyńskich przeciwników barbarzyńskich łowów.
    Szanowna Pani Agnieszko, moja żona jest literaturoznawcą z zawodu, nie pracuje wprawdzie w Gazecie Wyborczej, co czyni ją mniej wiarygodną, nie mniej jednak jest. Specyfiką tego zawodu, na co pozwolę sobie zwrócić Pani uwagę, nie jest czerpanie wiedzy o literaturze z przeglądarek internetowych, tylko z żywego, czytanego tekstu. Proponuję jednocześnie spojrzeć do słownika ORTOGRAFICZNEGO i nieco ograniczyć swoje ŻĄDZE poprawiania i postponowania innych. I ostatnia sprawa, całkowicie osobista. Szanowny Panie Marcinie, jest Pan anonimowym „Marcinem”, my podaliśmy swoje nazwiska, ja podałem nawet nazwę barbarzyńskiego związku zabójców naszych braci mniejszych, nie stać Pana na poprawne napisanie naszego nazwiska, czy drgawki których Pan dostaje na myśl o takich barbarzyńcach uniemożliwiają Panu poprawną pisownię ?? Z życzeniami smacznego obiadu na bazie warzyw,
    Jerzy Tabortowski, mysliwy z Koła Łowieckiego „Las” w Siedlcach.

  7.  

    http://wyborcza.pl:80/1,91446,6393478,Matkowski__polowania_to_okrucienstwo.html

    Za całą polemikę wystarczy sama książka „Polowaneczko”. Zajadłym Państwu Polującym w przerwie lektury „Pana Tadeusza”, polecam książkę byłego myśliwego, Zenona Kruczyńskiego, „Farba znaczy krew”.

  8.  

    Panie Jerzy, czy Pana Żona jest literaturoznawcą, czy też nie, nie ma żadnego związku z etyką (podobnie jak cała reszta Pana wywodu, nie będę się więc do niego ustosunkowywać). A o niej tu mowa.

    Mam do Pana prośbę. Czy mógłby Pan odpowiedzieć nam (używam liczby mnogiej, bo może inne osoby, biorące udział w dyskusji, też będą tym zainteresowane) na proste pytanie:
    PO CO PAN POLUJE?
    Tylko tyle.
    Agnieszka

    PS
    Co do ŻĄDZ – uwaga oczywiście słuszna (choć znów – nie merytoryczna). Przyznaję się do błędu, zapamiętam.

  9.  

    Myśliwi powinni na siebie samych polować niech zobaczą czy to takie fajne, przyjemne i pożyteczne.

  10.  

    Chyba komuś udało się zadać pytanie, na które p. Jerzy boi się odpowiedzieć, BINGO!

  11. Jerzy Tabortowski
     

    „PO CO PAN POLUJE?”

    Szanowna Pani Agnieszko
    Po co poluję ?? Po pierwsze, lubię. Po drugie, mimo dość jasnego, przedstawionego w dziele punktu widzenia, zabijanie zwierząt, nie tylko w moim, a raczej w większości przypadków jakie znam nie jest bezrefleksyjne. Wyszydzona przez autora „etyka” odgrywa znakomitą rolę w odczuwaniu zadawania śmierci zwierzęciu. Jak w każdej grupie ludzi trafiają się pozbawieni uczuć cynicy, my, w swoim środowisku mówimy na nich mięsiarze. Z racji tego ze mieszkam daleko od łowiska w polowaniach uczestniczę niezbyt często, nie mam więc przytępionej przez masowe zabijanie wrażliwości na śmierć i nie jest dla mnie rzeczą łatwą nacisnąć spust. Powiem więcej, jest to ogromnie trudna decyzja, czego p. Matkowski nigdy nie doświadczył, ponieważ jego pozycja na polowaniu była pozycją kibica, za co, po raz kolejny podkreślam dostawał wynagrodzenie. Poluje również z tego powodu że taka jest tradycja w mojej rodzinie. Pisze Pani o etyce. Cóż, specyficzna jest etyka p. Matkowskiego, skoro poważył się na użycie paraleli, porównując zabijanie zwierząt z eksterminacją ludzi w obozach koncentracyjnych. I jak sądzę nie widzi Pani w tym nic złego. Poluję jeszcze z jednego powodu, który również został wyszydzony w książce. O godzinie 21:30, na ambonie na zrębie, kiedy na szpicami świerków pokazuje się księżyc, jest cicho, bo ptaki poszły spać, nie słychać samochodów, świat wydaje się szlachetniejszy od tego na codzień. I ostatnią rzeczą której się chce w takim momencie jest zabijanie. A takiego paradoksu nie zrozumie p. Matkowski nigdy. Mogę pisać znacznie więcej o powodach dla których poluję, starałem się ująć najważniejsze.
    P.S. Świnia czekająca w boksie na śmierć w rzeźni jest przerażona, za chwilę zostanie porażona prądem i całkowicie na zimno oparzona, opalona, poćwiartowana. Widziałem proces technologiczny uboju zwierząt. A potem i tak mięsożerni ludzie nie zastanawiają się jedząc steak jakie cierpienia przeszło zwierzę którego kawałek właśnie połknęli.

  12.  

    Panie Jerzy, zdemaskował Pan siebie jako człowieka w pierwszych słowach tej odpowiedzi. Morduję bo lubię!!!
    Cóż.. Takiej odpowiedzi się spodziewałam… Zastanawiałam się tylko, czy nie będzie Pan próbował tej pradwy ukrywać.
    Cała reszta Pana wypowiedzi to stek sprzeczności… Nie chce mi się zabijać, bo księżyc świeci? Romantyk z Pana! To może by tak z aparatem forograficznym zamiast z giwerą po lasach ganiać? Tradycja rodzinna? Czyli syn złodzieja przed sądem też się może powołowywać na tradycję, tak? Niezłe! Z kolei Pana tekst o rzeźniach to usparwiedliwianie typu: a Kazik też napluł na podłogę, więc moje plucie się nie liczy!
    Przedszkole, przedszkole… I właściwie byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie jeden drobiazg: bezkarne morderstwa. Włos się jeży na głowie!

  13. Joanna Tabortowska
     

    Poluję bo lubię, napisał p. Jerzy…
    Polowanie jest legalne, złodziejstwo nie…
    Nikt Państwu nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo, a nie ma to nic wspólnego z poziomem literackim książki ani też z tym, że autor w większości pisze nieprawdę. Nie wspomina o tym jak dobrze bawił się na suto zakrapianych polowaniach dewizowych i swoim w tych polowaniach udziale, może zapomniał, ze nie był tam sam, a środowisko łowieckie nie jest znowu takie duże i hermetyczne.
    Wpisując się w Pani tok rozumowania, pani Agnieszko – kupując mięso w sklepie zleca Pani morderstwo – to też zbrodnia. Myśliwi polują bo lubią, bo zmierzenie się ze zwierzyną, lasem i swoimi umiejętnościami jest ich pasją i dostarcza im radości. Nie widzę powodu dlaczego mieliby się z tego tłumaczyć, czy usprawiedliwiać. Dopóki jest to legalne i dopóki przestrzegają zasad – dyskusja jest bezprzedmiotowa, bo zdanie obcej, nie mającej śmiałości się podpisać osoby jest nam najzupełniej obojętne :) To by było chyba wszystko – mierna książka wywołała niepotrzebną nikomu burzę, nie zapraszamy Pani na obiad i nie mierzymy do pani kota. „Nasza chata skraja”…
    Pozdrawiam
    Joanna Tabortowska

  14.  

    Zgadzam się z Panią Agnieszką.
    Wypowiedź Pana Jerzego jest mętna i… nieracjonalna. Rzeczowych argumentów brak.
    Niehumanitarny ubój jest wielkim moralnym problemem, ale nie o tym mamy tu rozmawiać! Proszę się nie uniewinniać, wskazując na inne okropieństwa. „My tylko kopiemy, oni zabijają” nie jest dobrą linią obrony…

  15. Joanna Tabortowska
     

    Nikt tu się nie próbuje bronić, a już na pewno nie przed anonimowymi rozmówcami. Myślistwo jest legalne, nikt Państwu nie narzuca udziału. Kimże jesteście, żeby dyktować innym co mają robić?
    Pozdrawiam
    Joanna Tabortowska

  16. Jerzy Tabortowski
     

    „Tradycja rodzinna? Czyli syn złodzieja przed sądem też się może powołowywać na tradycję, tak? Niezłe! ”

    Kochanie (to do żony), oni WIEDZĄ LEPIEJ, jak zwykle.
    Noblese oblige. I ani słowa więcej. Skatiny.
    J.T.

  17.  

    Ta dyskusja coraz częściej mi się wydaja rzucaniem grochem o ścianę. Tłumaczy się im tu sprawy oczywiste, wcześniej wyłożone już w Polowaneczku. A ci myśliwi twierdzą, że książkę czytali, ale powtarzają tu te same bzdurne argumenty, z którymi autor celnie i jednoznacznie rozprawił się w Polowaneczku. Pasja, jedzenie mięsa, bohaterskie mierzenie się ze zwierzyną to wszystko bzdury. Zwłaszcza to ostatnie to jakaś kpina, przebiera sie jeden z drugim w jakieś kuriozalne ciuszki, uzbraja w różne trąbki i giwery, stosuje metody typu udawanie samic w rui i inne chwyty poniżej pasa. To ma być to „mierzenie się”? Z dzieciakami z podstawówki też byście się mogli mierzyć, na tej samej zasadzie.
    A dlaczego się nie podpisujemy? Bo nie mamy odwagi, sugeruje p. JT? Oczywiście! To w końcu nie my uwielbiamy zabawę w pif-paf! Nie my mordujemy! I mamy, ja przynajmniej mam, instynkt samozachowawczy. Kto wie, na co JESZCZE stać tych pozbawionych skrupułów morderców?

  18. Joanna Tabortowska
     

    Tenże instynkt pozwala Panu całkiem swobodnie i anonimowo obrażać obcą kobietę :) Na pohybel dobre maniery i kultura! Hajda, dokopmy im jeszcze! To ładnie Pana charakteryzuje… Ja wobec tak porażającej kultury i uprzejmości pozwolę sobie zakończyć rozmowę z Panem i resztą wyjątkowego towarzystwa.
    Joanna Tabortowska

  19.  

    A kiedy polowania na myśliwych będą nareszcie legalne,tak bym chciała ich pogonić po lesie,gdy słoneczko świeci,szumi las a ja pif,paf!!!
    Ludzie kochani zobaczcie jakie filmiki myśliwi pokazują na YOU TUBE,i co wypisują na Allegro chcąc sprzedać jakieś wabiki,masakra i tragedia ,COŚ STRASZNEGO.

  20.  

    Do myśliwego z Siedlec:
    NobleSSe oblige (bo tak to się pisze, panie Nieomylny) – zgoda! Ale Pan chyba nie rozumie tego powiedzenia. Bo szlachectwo zobowiązuje, rzeczywiście, ale zobowiązuje do SZLACHETNEGO (nomen omen) postępowania. A nie do bestialstwa.
    Skatinami mysliwy z S. całkiem się wygłupił.
    A „Polowaneczko” powinno być lekturą obowiązkową na przedmiocie pt. Człowieczeństwo.

  21. Tomasz Matkowski
     

    skatiny??? to po rosyjsku znaczy bydlaki. Tak oto nazywa swoich oponentów entuzjasta myslistwa. Czy to wymaga komentarza?
    A tak nawiasem mówiac, panie mędrku ludowy, alias literaturoznawco, „noblesse oblige” piszę sie przez dwa s. Niedawno wytknął pan komuś bląd ortograficzny – moze zanim pan pouczy innych to sam się trochę obezna z ortografią, bo próbując epatować francuskim zwrotem – ośmieszył sie pan do reszty. A co do tego kto tu jest „skatiną” – nie mam cienia wątpliwości.

  22.  

    Hohoho! A czym to, Obca Kobieto, poczułaś sie tak urażona? Nieważne zresztą, i tak mnie to cieszy, cieszy mnie ogromnie, bo skoro prawda w oczy kole, to znaczy że sumienie gdzieś tam na dnie myśliwskiej duszy się jednak kołacze!

  23. Joanna Tabortowska
     

    Panie Krystianie
    Wyrzutów sumienia nie mam, bo nie mam do tego powodów. Natomiast straszliwie kole mnie zderzenie z chamstwem.
    J.T.

  24.  

    Ośmielę się nie uwierzyć w brak wyrzutów sumienia, przeczą temu ostatnie Pani wypowiedzi. Ale proszę sie tego nie wstydzić! Proszę się nie martwić! Nie gryźć tą wpadką niezamierzoną! Naprawdę, to żaden obciach, to nie jest nieszczęście. To tylko człowieczeństwo dawno uśpione, taki atawizm durny, daje znać o sobie. Proszę sie nie troskać takim głupstwem, Szanowan Pani! Najwyżej znajomi myśliwi troszkę sobie z Pani podrwinkują, ale ze dwa, trzy celne strzały z Pani subtelnej zapewne, kobiecej rączki oddane, i znów będą Panią traktować jak swego!
    A poważnie: nie wierzę tym bardziej, że najbardziej chamska z zamieszczonych tu wypowiedzi to ta pierwsza z nich. Może uda sie Pani odgadnąć, kto jest jej autorem. Ciepło, ciepło… Bingo!

  25.  

    Panie Jerzy,
    to nie chodzi o to, że oni WIEDZĄ lepiej. Chodzi o to, że oni CZUJĄ.

    Pani Joanno, pisze Pani między innymi:
    1. Polowanie jest legalne.
    2. Nikt nam nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo.
    Co do p. 1 – mam nadzieję, że już niedługo. W końcu palenie na stosie też było kiedyś legalne, ale ludzie kulturowo ewoluują. Przynajmniej większość z nich, wyjątki stanowią na szczęście tylko margines zdrowych społeczeństw.
    A jeśli chodzi o p. 2 powiem tylko tyle: czy gdyby pasją mojego sąsiada była pedofilia, to też powinnam wzruszyć ramionami i zająć się swoim własnym życiem? Bo nikt mi nie każe akceptować jego pasji? Proszę wybaczyć, ale namawia Pani to znieczulicy społecznej.

    Panie Krystianie,
    ma Pan rację. Ja też zaczynam mieć dosyć tej dyskusji, ja również widzę jej bezcelowość. Coraz wyraźniej rozumiem, że pewnych ludzi nie da się oświecić. Jesteśmy na etapach ewolucji zbyt odległych od siebie.
    Trzeba raczej zacząć powoli, ale skutecznie zmieniać prawo. Za bestialstwo karać, a pod pojęciem „bestialstwa” rozumieć nie tylko zakatowanie psa kijem czy ukamienowanie kota, ale także strzelanie do saren czy zajęcy. Bo tak naprawdę, czym jeden mord różni się od drugiego?

    I jeszcze jedna prośba do pp. Tabortowskich. Przestańcie Państwo wreszcie wyjeżdżać z tymi kotletami, obiadkami, zakupami w mięsnym, znudziło mi się czytać wciąż o tym samym. Nie sądziłam, że to ma cokolwiek do rzeczy (zdania zresztą nie zmieniłam), więc uparcie pomijałam kwestię tego, co jadam przy własnym stole, ale widzę, że ten wątek wciąż będzie wypływał. Powiem więc dla świętego spokoju: nie jem mięsa. Nie jem zwierząt od kilkunastu lat, odkąd stałam się na tyle duża (celowo piszę „duża”, bo dorosła z pewnością jeszcze wtedy nie byłam), że sama mogłam zacząć stanowić o tym, co wkładam do ust.

  26.  

    „Natomiast straszliwie kole mnie zderzenie z chamstwem”
    - dość obłudne stwierdzenie u osoby, która jest autorką pierwszego postu, jaki się na tym forum ukazał. A może po prostu kole Panią zderzenie z chamstwem Pani męża (patrz: skatiny)?

  27.  

    Spójrzcie na proporcje tej dyskusji: dość liczna grupa osób, wypowiadających się kulturalnie, klarownie i logicznie, oczywiście przeciw polowaniu plus dwójka ich rozwścieczonych oponentów, w dodatku skoligaconych, tupiących nogą i przeczących sami sobie. Oni zresztą też już chyba podkulili ogony i zmiatają zawstydzeni. Cóż, zbyt inteligentni przeciwnicy się wam trafili, sznowni zwolennicy polowań! jak dla mnie to dobrze rokuje, nieprawda?

  28.  

    „Nikt Państwu nie każe akceptować pasji jaką jest łowiectwo, a nie ma to nic wspólnego z poziomem literackim książki ani też z tym, że autor w większości pisze nieprawdę. Nie wspomina o tym jak dobrze bawił się na suto zakrapianych polowaniach dewizowych i swoim w tych polowaniach udziale, może zapomniał, ze nie był tam sam, a środowisko łowieckie nie jest znowu takie duże i hermetyczne.”

    Pani Joanno, że tak zarzucę przysłowiem: tylko krowa nie zmienia poglądów. I nie ma nic złego w rozwoju etycznym człowieka; gorzej, gdy – tak jak Pani – zatrzymał się on w miejscu, i to na dosyć wczesnym etapie ścieżki.
    Nie widzę sposobu, w jaki fakt kolegowania się z myśliwymi czy zarabiania na nich miał świadczyć o nieprawdziwości książki. Was tak trudno zadowolić! – jak ktoś nie jest myśliwym, to głupoty pisze, bo nie ma pojęcia – a jak ktoś widział to i owo, co się przez 20 lat uzbierało, to też niedobrze, bo alkohol wtedy pił i nieprawdę pisał! Ludzie, zdecydujcie się w końcu…

  29.  

    Mysliwi kochaja zabijanie, musi im to sprawiac niesamowita przyjemnosc skoro sa w stanie poswiecic mnostwo swojego czasu i pieniedzy zeby uzyskac uprawnienia i nabyc sprzet. Coz, moim zdaniem cos maja z psychika.

  30.  

    Do literaturoznawcy Pani Joanny T. – powiedzenie przytoczone w jednym z postów zapisuje się „moja chata z kraja” („nie skraja”)! Opieką nad lasem i zwierzyną (to jeden z argumentów używanych przez koła łowieckie) niech zajmą się leśnicy. Siedzenie w nocy w lesie i wsłuchiwanie się w jego odgłosy – bardzo pięknie, tylko po co to żelastwo na ramieniu czy kolanach? Był kiedyś taki myśliwy – nazywał się Włodzimierz Puchalski. Całe życie spędził na uriczyskach i zostawił setki tysięcy zdjęć. Mierzył do zwierząt obiektywem aparatu fotograficznego. Polecam.

  31. Tomasz Matkowski
     

    Dzięki Panie Marku. juz nie chciałem ich dobijać tą chatą z kraja,chociaż też oczywiście to zauważyłem. no i to że żaden literaturoznawca nie użyłby zwrotu „Idźże pan”. tacy z nich literaturoznawcy, jak obrońcy przyrody. pozdrawiam.

  32.  

    Ludzie, ona jest KRAWCOWĄ! Stąd to skrajanie, to przecież jasne :-)

  33.  

    Bardzo mnie ucieszyło to ,że tak inteligentni są przeciwnicy zabijania i myslistwa bo media ekologicznie zapatrujących się ludzi starają się przedstawiać jako niedouczonych oszołomów.
    Absolutnie myśliwi mają coś z głową a są to często także prokuratorzy – „moralizaujący” reszte społeczeństwa — bardzo to mnie śmieszy –to ich rozdwojenie jaźni.
    Najlepiej jest wypłaszać zwierzynę –na przykład petardami jeżeli zauważymy zasiadkę z myśliwymi –nikt nie może mieć o to do nas pretensji–jest to jakiś sposób na uratowanie –nawet w pojedynkę zwierzyny co już „nie chwaląc się” nie jednokrotnie uczyniłem — za co spotkałem się z wieloma groźbami karalnymi –o zabłąkanej kuli itp.

  34.  

    Na Zbiorniku Mietkowskim (dolnośląskie) cały rok można obserwować gęsi zbożowe siedzące na wyspach. Spłoszone nie odlatują lecz odpływają. Są to postrzałki widocznie z wygojonymi ranami ale bez możliwości latania. Jednej wisiało skrzydło (jest dokumentacja fot.), innej przymarzło do lodu a drugim trzepotała. Miejscowi mówią że myśliwi tam polujący to głównie była bezpieka. Wabią gęsi z głosników że niesie sie na wiele kilometrów.

  35.  

    Polecam książkę Zenona Kruczyńskiego
    http://pracownia.org.pl/publikacje,1

  36.  

    [...] się z tym czuję, bo „Polowaneczko”, nietuzinkowy pseudoliteracki – pseudonaukowy twór o walorach żarliwej agitki z czasów [...]

  37.  
  38.  

    Zabijanie dla przyjemności (obcowania z lasem, sprawdzania się w trudnych sytuacjach, ekstazy pociągania za spust, jedzenia zakrapianego bigosu nad trupami zwierząt przy dźwiękach rogu itd.) jest moralnie naganne i najwyższy czas, aby zostało uznane w kulturze ludzkiej za anachronizm, tak samo jak wojna orężna. Powoływanie się na tradycję nie pomoże, świadomość ekologiczna jest dziś całkiem inna, a stosunek do “braci młodszych” (tak nazwanych, choć sa to gatunki starsze od człowieka) stał się bardziej franciszkański.

    Zabijanie dla pozyskania żywności i racjonalna gospodarka leśno-hodowlana to inna kategoria, tu o czerpaniu stąd przyjemności nie ma mowy. Mimo to są jednak i tacy, którzy wyrzekają się zwierzęcych futer (są nawet zakazy), a nawet mięsnych pokarmów. Nawet jeżeli dziwni, to – szlachetni.

    Skoro nawet zwierzęta laboratoryjne są problemem?

    Ale myśliwi uporczywie zagłuszają sumienie, które przecież musi się w nich czasem odzywać.

    Jednym z najlepszych znawców “Pana Tadeusza” był Stanisław Pigoń. Także autorem wspomnień “Z Komborni w świat”, gdzie napisał o sobie jako wiejskim chłopcu: “Niewiele miałem emocji z pierwszego celnego strzału: i ptaszyna była mała, i odległość nie nadmierna. Niezadługo atoli wypatrzyłem wysoko wśród gałęzi wiewiórkę, “gajów tanecznicę”. Po strzale spadła, ale niestety tylko ciężko postrzelona; musiałem ją dobić kijem. Okropność tej operacji, przerażone oczy zwierzątka tak mną wstrząsnęły, że na tym triumfie skończyłem karierę nemroda prawie całkowicie. Na polowanie nie dałem się już nigdy namówić”.

    Skomentuj

  39.  

    musi nas być więcej.Nie tylko piszących ale skutecznie wywierających wpływ na władzę.Wierzcie mi,nie nawrócił się żaden myśliwy! To ubytek miłości, mądrych ludzi wokół wtedy
    kiedy kształtuje się mały człowiek. Można oczywiście się obudzić
    i doznać iluminacji ale znów jak pisał Zenon Kruczyński w FARBA ZNACZY KREW tylko on przestał polować i ŚWIADOMIE ZACZĄŁ ZYĆ

  40.  

    więc należy zlikwidować PZŁ ? co w zamian jak zabezpieczyć uprawy i zapobiegać nadmiernemu rozmnożeniu zwierząt? czy ekosystem tak zaburzony jaki mamy może funkcjonować bez polowań ?czy ktoś ma pomysł co w zamian ?

  41. Tomasz Matkowski
     

    tak, dużo jest pomysłów tylko trzeba dobrej woli w tym kierunku. Po pierwsze – teza, że tylko myślistwo jest ratunkiem na cywilizacyjne szkody w ekosystemie jest niesprawdzona naukowo. Po drugie – jeżeli nawet ludzie muszą ingerować w ekosystem, to nalezy obmyslic inne warianty niż strzelanie. można na przykład rozrzucać środki antykoncepcyjne (w ten sposób wiele stolic ograniczyło nadmiar populacji gołębi). wspoółczesna nauka dysponuje całym aresenałem środków, lepszych i mniej barbarzyńskich niż kula rozpryskowa czy śrut. (nawiasem mówiąc tony śrutu rozsiewane po polach uprawnych to przecież tony ołowiu – bardzo ekologiczne). Rzecz w tym, że kula to wyjście najprostrze. i ze nikomu się nie chce nad tym zastanawiać, a myśliwym w to graj. trzeba to zmienić. każdy głos się liczy. trzeba zmienić podejście, sposób myślenia. trzeba wpłynąć na sejm i senat. wielu posłów to zapaleni myśliwi. Nie wybierajmy myśliwego! – to dobre hasło dla świadomego wyborcy.

  42. Tomasz Matkowski
     

    Można by zacząć od stworzenia jakiegoś miejsca, gdzie mogliby się spotykać przeciwnicy myślistwa. myśliwi mają swoje fora, są świetnie zorganizowani, a my jesteśmy rozproszenie. moze ktos ma jakis pomysł? możnaby założyć witrynę antymyśliwską, można by założyć polski oddział EFAH – europejskiej organizacji przeciwko polowaniom. takie oddziały są w różnych krajach, u nas – nie.
    czekam na pomysły.

  43. gośka gośka
     

    jestem internautką od pół roku i nic nie wiem na temat zakładania
    witryny i czegokolwiek w internecie. Ale mogę pełnić rolę w najniższym szczeblu organizacji, która powstanie dzięki komuś kto
    ma moc, wiedzę i zdolności przywódcze. Niech trwa aż do szczęśliwego rozwiązania (nie OSTATECZNEGO ROZWIĄZANIA) ta
    dyskusja.

  44.  

    Jerzy Tabortowski:
    „Tylko skoro były to krwawe pieniądze to czemu tak późno nastąpiły “wyrzuty” ?? Dość symptomatyczna postawa.”

    Lepiej po latach niż wcale, przynajmniej Autor książki zrehabiltował swe zachowanie, to branie „krwawych pieniędzy”, opublikowaniem książki o tych chorych ekscesch jakimi są polowania. Pan natomiast dalej w tym tkwi i mimo niemłodego już, jak sądzę, wieku nadal ani odrobiny refleksji, wręcz przeciwnie, duma w swej głupocie i barbarzyństwie.
    Mnie boli w tym wszystkim jeszcze coś… Istnienie „duszpasterstw myśliwych”. Będać katolikiem bardzo to boleśnie odczuwam. Msze na polowaniach itp. „Opieka duchowa myśliwych”-jak czytam na pewnej stronie diecezjalnej. Moje pytanie: pomoc duchowa w jakim względzie? Gdy za mało lisów ustrzeli na polowaneczku i dzieci marzną z zimna? Smutne.

  45.  

    Pawel:
    „więc należy zlikwidować PZŁ ? co w zamian jak zabezpieczyć uprawy i zapobiegać nadmiernemu rozmnożeniu zwierząt? czy ekosystem tak zaburzony jaki mamy może funkcjonować bez polowań ?czy ktoś ma pomysł co w zamian ?”

    Może po prostu niech zostaną do tego wyznaczone odpowiednie służby z ramienia Lasów Państwowych, do odstrzału w skrajnych wypadkach, a nie myśliwi amatorzy, sportowcy, którzy urządzają sobie polowania dla rozrywki.

  46.  

    Ja też się dołączę z wielką przyjemnością. Chętnie zrobię coś w tej spawie. Popieram pomysł utworzenia oddziału EFAH w Polsce!!!

  47.  

    Ja też popieram ideę utowrzenia ETAH!
    Kto jeszcze…?

  48.  

    Ja również popieram tą ideę.

    „Nie czyń sobie wyrzutów synu, że dla przyjemności polowania pozbawiłeś życia te ptaki, mówi ojciec, każdy wrażliwy człowiek to odczuwa, ale równocześnie rozum wskazuje, że polowanie może być zgodne z etyka i przyrodniczymi prawami. (…)W naszym ludzkim pojęciu zabijanie, zadawanie bólu jest zlem i nawet jeśli uznajemy je za konieczne, to nie powinno być przynajmniej powodem do radości. Ale ta radość jest! Ja dziś postanowiłem nie strzelać, aby tobie zrobić przyjemność, ale gdy w powietrzu zafurkotały skrzydła, nie potrafiłem stłumić emocji.”
    Czyje to są słowa? Znanego fotografika przyrody, leśniczego, autora albumów o zwierzętach i…zapalonego myśliwego, W.Łapińskiego z albumu o tytule „Pojednanie z lasem”… Dalej udowadnia, że skrupuły i wyrzuty sumienia, niechęć do zabijania dla frajdy, to są rozumowania czysto ludzkie, nie mające nic wspólnego z prawami natury…

  49. Tomasz Matkowski
     

    widzę, że jest nas już trochę na dobry początek. proponuję żeby każdy kto jest za tym aby stworzyć polski oddział EFAH napisał maila na adres efah.polska@wp.pl które właśnie założyłem w tym celu. w ten sposób będziemy mieli ze sobą kontakt nie tylko za pośrednictwem strony NŚ

  50.  

    Ostatecznie to ja chcę przeprosić Pana J.Tabortowskiego za użycie wobec niego zwrotu „w swej glupocie”, trochę mnie poniosło, nie nazywam Pana głupim, jedynie proszę potraktować to w odniesieniu do czynu jakim jest polowanie dla rozrywki.

  51. Gośka gośka
     

    odezwały się nożyce.Pan myśliwy żąda przeprosin za porównanie
    myśliwych do nazistów i kapo w artykule P.Łobodzińskiego. No
    oczywiście to było mocne, ale przecież zabijanie i czerpanie przyjemności zeń, jakoś tylko tak się kojarzy. Przecież ani jeden
    myśliwy nie napisał, że czuje dojmujący ból zadając śmierć.
    Żołnierze po np. Wietnamie (z osobowością NIE psychopatyczną)
    są wrakami. Czytałam, że tylko psychopaci świetnie radzą sobie po zadaniu śmierci.

  52. Gośka gośka
     

    Ad.mój komentarz z godz.18:19 List ukazał się w Newsweeku
    21/2009

  53.  

    To sie nazywa „wyrzuty sumienia”. Nareszcie! A Pana Filipa nie ma sie o co czepiać, to było przecież tylko PORÓWNANIE, a nie nazwanie ich nazistami. Porównanie trafne. Choć rozumiem, że dla (co wrażliwszych) myśliwych bolesne. Ale właśnie na tym polega jego celność!

  54.  

    No tak, dyskusja z rodzaju tych o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi. Jak zawsze w takich przypadkach wszyscy pozostaną na swoich stanowiskach.Bezcelowa? Oczywiście, ze nie :-) Marketing to jest chyba to o co chodzi autorowi no i już lokallne struktury ETAH w Polsce powstają. Napewno jacyś ekolodzy z Unii sfinansują i znowu grosz będzie się sypał, tylko, że z drugiej strony barykady. No, ale każdy orze jak może :-)

    Czekając na posty deprecjonujące mnie
    Pozdrawiam

  55.  

    Co za komentarze!!!!!! Zero pojecia o lowiectwie a wypowiedzi takie ze leb rozsadza! Hej tam jeden z drugim- moze tak z rozbiegu baranka w kafelki na odmulenie!!!!! barany i owce ala zieloni i animalsi!!!!! wespol z tym niby autorzyna!!! polacy to jak nie ma na czym to i na gownie potrafiliby zrobic szmal!!! dno-kompletne dno!!!! A co pozostaje? Nic-tylko wstyd!!! Marek Skwierawski-poluje od 20 lat PZL Gdansk KL Zuraw w Koscierzynie P.S Co to jest polowanie!

  56.  

    Marku…? Bardzo przepraszam, ale czy mógłbyś z łaski swojej sformulować Twą wypowiedzieć odrobinę inaczej? Lekko staranniejszą polszczyzną? Bo – wybacz! – z tego bełkotu cywilizowane istoty niewiele pojmą. Przykro mi.

  57.  

    [...] z lasu, czyli polowaneczko w UFIE – spotkanie z Tomaszem Matkowskim, autorem książki „Polowaneczko”, będącej ostrą krytyką myśliwych i myślistwa.Autor, jako tłumacz w ramach dewizowych [...]

  58.  

    Spotykam myśliwych dość często i czasem pytam: ,,co czujesz gdy strzelisz a zwierze zdycha w męczarniach?” Nigdy nie usłyszałem odpowiedzi. Po takim pytaniu, zazwyczaj jest długie milczenie albo wywód o tym że nic nie wiem o myślistwie, o lesie itp. Ale nigdy nie ma odpowiedzi.

  59.  

    1. Polowania są legalne
    2. Polowania mogą sprawiać przyjemność
    3. Okrucieństwo wobec zwierząt nie musi się przekładać na okrucieństwo wobec ludzi.
    4. Kwestia moralności jest sprawą dyskusyjną, nie każdy traktuje zwierzęta jako równe ludziom.

    bezpośrednio z punktu 4 wynika błąd porównywania myśliwego do nazisty czy pedofila, myśliwi nie krzywdzą ludzi.
    Nie widzę w polowaneczkach niczego złego

    pozdrawiam

  60.  

    1. Wbijanie na pal też kiedys było legalne. Chodzi o to, żeby zmienić ten absurd. To się nazywa ewolucja.
    2. Komu??? Bo chyba nie normalnym, czującym ludziom.
    3. Nie musi. Już samo w sobie jest złem.
    4. Nie trzeba traktować zwierząt na równi z ludźmi, by uznać, że krzywdzenie ich jest niemoralne.
    O anologiach między myśliwymi a nazistami trafnie i przekonująco pisze autor ‘Polowaneczka”. Panie Adamie, panu i innym niezorientowanym, polecam lekturę.

  61. Zenon Kruczyński
     

    Wcześnie rano, w niedzielę, stałem pod drzewem w starym parku i patrzyłem na łąki rozciagajace się poniżej w dolinie rzeczki. W oddali, na zielonej trawie majaczyła ruda kropeczka sarny. W dolinie rozległ się huk wystrzału i ruda kropeczka po krótkim biegu padła i znieruchomiała na trawie.
    Jak nigdy dotąd poczułem, jak bardzo to jest chore i jak straszliwa jest to choroba.

  62.  

    A książka Pana Zenona jest świetna! Polecam wszystkim, zwłaszcza zagorzałym przeciwnikom „Polowaneczka” Tomasza Matkowskiego.

  63.  

    Niestety ,muszę z przykrością powiadomić wszystkich przeciwników łowiectwa ,że mogą sobie nas (myśliwych) wyzywać ile chcą ,ale i tak działamy zgodnie z prawem i nikt nigdy tego nie wycofa ,bo jak ktoś ma pojęcie to wie ,że gospodarka łowiecka jest bardzo potrzebna ,ale niestety na takich forach piszą mieszczuchy ,którzy wiążą łowiectwo jedynie z zabijaniem a na obiad wcinają pyszne kotleciki.
    I później się sypią obelgi jacy to z nas okrutnicy ,mordercy itd.
    Najbardziej śmieszy mnie niewiedza ludzi ,dodam że niestety w Polsce jest wielu pseudomyśliwych ,którzy rzeczywiście zabijają dla samej przyjemności i tym mogę usprawiedliwić tych którzy łowiectwo negują.Jednak nie uważam siebie za mordercę ,bo nigdy nie zabiłem dla samej uciechy ,w kole nie strzelamy do saren ,borsuków czy jeleni bo nie ma takiej potrzeby ,tam przyjeżdżają ludzie którzy chcą pobyć z lasem ,podokarmiać zwierzynę itp. często nawet kiedy mogą strzelać nie robią tego ,wolą pooglądać.Zdaję sobie sprawę ,że takich kół jest niewiele i stąd taka opinia.
    Na koniec do tych najzatwardzialszych.: kupując mięsko na obiad w sklepie sprawiacie ,że jakaś świnka dostała w łeb ,ale to przecież nie jest zabijanie ,mięsko się bierze ze sklepu w paczce ,to nic że ktoś je wcześniej zabił ,to przecież nie byłem ja ,więc pozostaje wrzucić do garnka i się dobrze najeść a później siąść przed komputerem i zwyzywać od najgorszych myśliwych ,może zacznijmy od siebie drodzy forumowicze i pomyślmy ile świnek już przez nas padło.

  64.  

    marek:
    „Co za komentarze!!!!!! Zero pojecia o lowiectwie a wypowiedzi takie ze leb rozsadza! Hej tam jeden z drugim- moze tak z rozbiegu baranka w kafelki na odmulenie!!!!! barany i owce ala zieloni i animalsi!!!!! wespol z tym niby autorzyna!!! polacy to jak nie ma na czym to i na gownie potrafiliby zrobic szmal!!! dno-kompletne dno!!!! A co pozostaje? Nic-tylko wstyd!!! Marek Skwierawski-poluje od 20 lat PZL Gdansk KL Zuraw w Koscierzynie P.S Co to jest polowanie!”

    No właśnie – co to jest polowanie? Może Pan odpowie na to pytanie?
    Radzę uważać na słowa – Pan również, jak sądzę, jest Polakiem. I Pan również, na takim gównie, jakim są polowania, robi szmal.
    Poza tym Pana wypowiedź to nieusystematyzowany bełkot – czy to jest cecha charakterystyczna wypowiedzi myśliwych, bo odnoszę wrażenie, że tak?

  65.  

    Drogi Panie troll karolek ,mimo że Pan marek napisał tak ,że ciężko zrozumieć ,to może ja spróbuję wytłumaczyć w możliwie prosty sposób co to jest polowanie na praktycznym przykładzie a nie na naukowych wywodach.Na początek strasznie się Pan myli mówiąc ,że na polowaniu można zrobić szmal ,mój ojciec za kasę władowaną w koło mógłby sobie kupić nowego mercedesa klasy c i nie przesadzam ,poluje 25 lat.
    Po drugie ludzie zawsze będą szukać sensacji i lubią książki ,w których ktoś kogoś oczernia ,dlatego pomysł na „Polowaneczko” był bardzo dobry i na pewno przynosi zyski.
    Więc wracając do polowania ,najpierw się trzeba zdecydować na jakieś miejsce w łowisku ,jeśli jest to ambona z nęciskiem to trzeba wysypać chleb tudzież karmę ,później trzeba już tylko wejść na ambonę i czekać ,jak wyjdzie coś na strzał to się strzela ,a jak nie to się wraca bez niczego.To był praktyczny opis przykładowego polowania. Jednak łowiectwo to już zupełnie coś innego ,jest to prowadzenie gospodarki łowieckiej np.dokarmianie ,inwentaryzacja,budowa paśników ,zbieranie wnyków ,uprawa poletek ,ale także polowanie ,odstrzał zwierzyny itp.
    Proszę Pana nie uważam siebie za osobę ,która pisałaby „bełkot”
    i zazwyczaj myśliwi to ludzie wykształceni (przynajmniej ci których znam) ,więc proszę to rozpatrzyć w stosunku do konkretnej osoby a nie do ogółu.
    Do poprzedniej wypowiedzi dodam ,że forumowicze najpierw wyzywają nas od „morderców” ,”psychopatów” porównują do „pedofili,” ,a później jak myśliwy mówi ,że są głupi-co nie jest straszną obelgą-to się sypią posty jacy to nie wychowani ,chamy zwykłe itd.Ludzie można się przyczepić o coś do każdego ,każdy ma jakieś hobby i nikomu nic do tego.Ja się zawsze staram być neutralny do innych ludzi i ich zainteresowań ,bo to nie mój interes co ktoś robi zwłaszcza ,jeśli jest to zgodne z prawem.

  66.  

    Przeciwnicy polowań, chodowli mięsa,wycinania nieprzytomngo
    drzew,”regulacji” rzek i innych „regulacji, to ludzie, którzy wyprzedzają epokę.Bo to ludzie REFLEKSJI.A ta dana jest mniejszej części populacji.I (jak pisałam wcześniej) niemożliwe
    jest zrozumienie o czym my mówimy, ponieważ ZROZUMIEĆ oznaczałoby wspięcie się na wyższy poziom człowieczeństwa.
    A warunki do wspinania to:miłość, edukacja,nieustający rozwój własnej osobowości i wynikająca z powyższych najczęściej mądrość.

  67.  

    Gosiu, ja bym nawet powiedziała odwrotnie: to nie przeciwnicy polowań wyprzedzają epokę. To myśliwi są ewolucyjnie opóźnieni. Ale to tylko słowa :-)

  68.  

    Drogie Panie ,piszecie ,że ewolucją byłoby całkowite odłączenie się człowieka od otaczającej go przyrody ,jednak jest to całkowicie niemożliwe bo wszyscy ludzie musieliby zniknąć z powierzchni Ziemi ,świat przyrody na pewno wtedy by odżył ,jednak dziwi mnie , że skoro stoicie Panie za ekologią itd. ,wieszacie psy akurat na myśliwych ,a nie na np. właścicielach ogromnych fabryk itd.Widzę ,że Panie potrafią dostrzec tylko to ,że myśliwi zabijają (w waszym języku „mordują”) ,ale niech któraś z Pań będąc w Empiku weźmie kiedyś do ręki „Łowca Polskiego” i zobaczy co tam piszą.Według mnie takie wypowiedzi o myśliwych ,o których niestety Panie nie mają najmniejszego pojęcia i kierują się stereotypem ,nie są przejawem mądrości i przynależności do wyższego poziomu społeczeństwa.

  69.  

    No i nic Pan nie zrozumiał, bo nie mógł zrozumieć.Wyślizguje się Pan,zbacza na tory bezpieczne,wygodne dla Pana.WSZYSTKO Pan WIE.Nawet wie Pan co ja sądzę o właścicielach fabryk!
    A to teraz ja napiszę coś o Panu.Jest Pan bardzo samotny i bardzo nieszczęśliwy.Nawet jeśli otoczony bliskimi.Musi Pan polować bo władza nad czyimś życiem to substytut życia prawdziwego. Życia w harmonii z całym żywym światem.Zabijanie nie narusza tej harmonii jeśli jest KONIECZNOŚCIĄ.Gdyby miał Pan to „czucie” odróżniłby Pan
    konieczność od protezy jaką się Pan podpiera.Wymyślone powody by być panem życia i śmierci.By mieć WŁADZĘ.

  70.  

    Po pierwsze po raz kolejny pada argument zabijania.
    Po drugie nie uważam się za osobę nieszczęśliwą i samotną ,bo znam wielu myśliwych ,którzy są wspaniałymi ludźmi i wielu niemyśliwych wśród których również jest wiele wspaniałych osób ,znam również myśliwych ,z którymi nie chcę mieć kontaktu ,gdyż oni naprawdę zachowują się jak psychopatyczni mordercy.
    Po trzecie Pani nie zrozumiała mojej wypowiedzi: nie wiem co Pani sądzi o tych nieszczęsnych właścicielach fabryk ,ale napisałem wcześniej ,że JA uważam ,że wyrządzają o wiele większe szkody niż myśliwi.
    Napiszę jeszcze ,że na pewnym polowaniu nieczysto trafiłem kunę ,jak później piszczała w krzakach byłem na siebie wściekły i naprawdę miałem ochotę walnąć strzelbą o ziemię i rzucić to wszystko ,wielu zachowań myśliwych nie pochwalam np.lekkości z jaką przychodzi im zabijanie i beztroski z jaką opisują swoje przeżycia.
    Choć jestem młodym myśliwym (rok) ,to zapewniam ,że nie strzeliłbym do sarny ,zająca ,czy łani nie poszedłbym na zbiorówkę z nagonką.Często też odpuszczam ,wyciągam aparat i robię zdjęcia ,a wystarczyłby jeden ruch ręką.
    JA uważam ,że to dobra postawa myśliwego ,jedynie chciałbym żeby Pani nie wrzucała wszystkich myśliwych do jednego worka.Oczywiście ja też zabijam (w zasadzie tylko lisy i dziki) ,i gdy człowiek strzela do tych zwierząt skupia się tylko na tym by trafić.Później jak lis czy dzik „padnie w ogniu” to czuję radość ,że udało mi się go upolować etycznie ,ale jak odbiega czy piszczy to w moim przypadku jeszcze długo ,jestem na siebie wściekły i jest mi głupio ,że przeze mnie jakieś zwierzę cierpi ,ale zapewniam ,że zwykle tak się nie zdarza.

  71.  

    Tym „tylko” dzikom i lisom zabrał Pan cały świat.
    A jednak pomimo to czuję,że nie całe serce ma Pan martwe.
    Może kiedyś przejdzie Pan na „jasną stronę mocy”.Czego Panu
    życzę

  72.  

    „Tym “tylko” dzikom i lisom zabrał Pan cały świat”.
    Dobra uwaga w interesującej dyskusji.
    Panie Myśliwy – Pan jednak niewiele rozumie… I koniec końców działalność Pana i Panu podobnych sprowadza się własnie do tego. Bycia panem ich życia i śmierci – tylko dlatego, że MI sie tak podoba. Wychodzę z dwururką w las i od mojego widzimisię będzie zależało czy dany lis, dzik czy inne zwierzę zobaczy jeszcze następny dzień czy nie.
    „Później jak lis czy dzik “padnie w ogniu” to czuję radość ,że udało mi się go upolować etycznie ”

    Rany boskie… Prosze mi wybaczyć, ale to jest język dewianta. I proszę mi niczego nie zarzucać, bo ze śmierci zwierzęcia zadanej mu dla przyjemności radość mogą czuć tylko dewianci.

    „ale jak odbiega czy piszczy to w moim przypadku jeszcze długo ,jestem na siebie wściekły i jest mi głupio ,że przeze mnie jakieś zwierzę cierpi ,ale zapewniam ,że zwykle tak się nie zdarza”

    Odbiega czy piszczy – bo trafił go Pan na przykład w udo… Albo rozwalił mu Pan ścięgno. Albo roztrzaskał mu Pan pysk. Zwierzę odbiega i piszczy, trudno. Wykrwawi się za dzień lub dwa, jego problem. Pan idzie sobie dalej, szukać następnej ofiary… I znowu – albo się ją trafi, albo zwierzak „odbiegnie i będzie piszczał”. Zwykle się tak nie zdarza – ale jednak się zdarza. I to jest najgorsze. Pan i ta 100-tysięczna zgraja Panu podobnych nie różnicie się niczym od zwykłych wiejskich kłusowników. I tu, i tu efektem jest zawsze śmierć zwierzęcia. Wnyki, sidła czy wasze flinty – to to samo narzędzie zadawania bólu i śmierci. Nie zaprzeczy Pan, bo trudno przeczyć faktom.
    Bez poważania, bez szacunku…

  73.  

    I jeszcze jeden kwiatek:

    „jeśli jest to ambona z nęciskiem to trzeba wysypać chleb tudzież karmę ,później trzeba już tylko wejść na ambonę i czekać ,jak wyjdzie coś na strzał to się strzela”

    Super… Takimi opisami wystawiacie sobie jak najlepsze świadectwo. Chowanie się w na drewnianym rusztowaniu i zdradzieckie strzały z ukrycia. Tak wygląda tzw. „etyka myśliwska”, „szlachetny, męski sport”, „obcowanie z naturą”, „pasja łowiecka”, „rodzinna tradycja”…

    Też swego czasu spotkałem się z opinią, że zachowaniem psychopatycznym (czyli dewiacją) jest dorabianie własnej ideologii do zadawania śmierci i bólu oraz zachowanie dobrego samopoczucia w takiej sytuacji. Te piękne eufemizmy powyżej, tak często stosowane w opisywaniu działalności tzw. myśliwskiej, też wpisują się w tę charakterystykę. W końcu żaden szanujący się ‘mięsiarz’ nie używa zwrotów typu „zabijam”, „morduję”, „zadaję śmierć” – na to są inne, szlachetne określenia typu „strzelam”. Zranione zwierzę nie ‘krwawi’ – ono ‘puszcza farbę’… Emulsyjną? Czy może olejną?

  74.  

    Po pierwsze to należy odróznić Myśliwego od Kłusownika.
    Myślę że ludzie pokroju tego drugiego są powodem tak negatywnych opinii o braciach Św.Huberta, ale niektórym łatwo przychodzi wrzucać wszystkich do jednego wora

  75.  

    Szok ! Jak można tak powierzchownie ocenić Łowiectwo, a jakie tendencyjne przedstawienie myśliwych w najgorszym świetle, widać Tomuś postanowił se dorobić kosztem myśliwych Fee! Obrzydliwość gorsza od paskudnych zdjęć które tak ochoczo przedstawia, ciekawe co jada nasz hipokrata? Pewnie MIĘSKO w restauracjach…

  76.  

    Panie tomektomek ,chyba jutro się zgłoszę do zakładu dla obłąkanych skoro Pan uważa ,że jestem niepoczytalny.
    Pytanko:Co Pan zrobił w kwestii dokarmiania zwierzyny itd. nie będę się rozpisywał ,ale ja sam zbieram wnyki po lesie a przecież mógłbym je stawiać -taniej ,wygodniej ,nic się nie męczę przychodzę rano i sarna wisi.Jest Pan beznadziejny w swojej arogancji i niewiedzy na temat łowiectwa.Zaraz znowu padnie elaborat na temat zabijania krzywdzenia itd. Niech Pan wymyśli choć jeden argument poza zabijaniem zwierząt ,jestem bardzo ciekaw.Niech Pan wybaczy ,ale to raczej Pan się zachowuje jak dewiant ,zaniżając poziom dyskusji.
    I jeszcze jedno wielu już było refomatorów świata jednak nie przestanę polować bo Panu się to nie podoba.

  77.  

    I jeszcze jedno sprawia Pan wrażenie ,jakby Pana wiedza o zwierzętach sprowadzała się do zdjęć w podręczniku od biologii na dodatek jest Pan odporny na wszelkie informacje i argumenty z mojej strony.
    Zakładając ,że nie ma myśliwych odstrzały będą wykonywać leśnicy bo żaden leśnik nie pozwoli na to żeby w jego oddziale lasu żyło np.150 jeleni ,tylko ,że wtedy nikt nie będzie miał nic do powiedzenia i takich dyskusji nie będzie.
    Dodam ,że wg.mnie Pan sobie wyobraża mysliwego jako zataczającego się dziada z wielką strzelbą ,który strzela do wszystkiego ,i to Pana najbardziej pogrąża.
    Z poważaniem i szacunkiem dla pańskich poglądów
    Myśliwy

  78.  

    Zastanawiam się dlaczego nik nie zadał pytania tym wszystkim, którzy tak gorliwie bronią książki, czy są wegetarianami? Ot i koniec dyskusji! A poza tym ignorancja w całej okazałości!!!

  79. Etyczny Myśliwy
     

    Widać, że Pan tomektomek ( i nie tylko on) zabiera głos w temacie o którym nie wie nic lub prawie nic…
    Pozwolę sobie Pana zacytować i odnieść się do tych słów:
    „Odbiega czy piszczy – bo trafił go Pan na przykład w udo… Albo rozwalił mu Pan ścięgno. Albo roztrzaskał mu Pan pysk. Zwierzę odbiega i piszczy, trudno. Wykrwawi się za dzień lub dwa, jego problem. Pan idzie sobie dalej, szukać następnej ofiary… I znowu – albo się ją trafi, albo zwierzak “odbiegnie i będzie piszczał”. Zwykle się tak nie zdarza – ale jednak się zdarza. I to jest najgorsze. Pan i ta 100-tysięczna zgraja Panu podobnych nie różnicie się niczym od zwykłych wiejskich kłusowników. I tu, i tu efektem jest zawsze śmierć zwierzęcia. Wnyki, sidła czy wasze flinty – to to samo narzędzie zadawania bólu i śmierci.”
    Więc jeśli chodzi o postrzelenie zwierzyny i „pójście dalej w celu poszukiwania kolejnej „ofiary” to taka sytuacja nie może mieć miejsca… Etyczny myśliwy tak nie robi… Ma obowiązek dojścia (odszukania) postrzelonego zwierzęcia i dostrzelenia go żeby się nie męczyło… Jeśli nawet nie poczuwa się do tego (a w każdym środowisku znajdują się ludzie których tam być nie powinno) to nakazuje mu to prawo łowieckie.
    Co do porównywania myśliwych do wiejskich kłusowników itd. to zadam Panu pytanie: Czy jeśli miałby Pan zginąć (hipotetycznie oczywiście) to wolałby Pan zginąć od strzału z broni palnej czy też przez pół dnia lub dłużej wisząc we wnyku konać w męczarniach? Wybór chyba jest oczywisty…
    Co do pozbawiania życia lisów, dzików itp. to proszę porozmawiać z rolnikami którym dziki i inna zwierzyna wyrządza szkody w uprawach… Będzie im Pan płacił odszkodowania? A lisy… Odkąd zaczęto szczepić lisy przeciwko wściekliźnie ich populacja tak się rozrosła, że zagraża innym gatunkom, zwłaszcza zwierzynie drobnej (kuropatwy, bażanty czy zające) a nawet spotyka się przypadki jak lis porwie koźle (młodą sarenkę). Więc, pytam Pana w jaki sposób chce Pan chronić te zwierzęta przed lisami?
    Argumentów za i przeciw łowiectwu można by przytoczyć wiele a taki spór i tak nigdy nie będzie miał końca. Każda strona ma swoje racje i będzie ich bronić bardziej lub mniej zaciekle… I to chyba dobrze, dyskusje są potrzebne pod warunkiem jednak, że są na poziomie i nikt nikogo nie obraża ani nie narzuca swojej woli…
    Na koniec chcę jeszcze dodać, że wielu ludzi którzy nie są związani z łowiectwem, patrzy na nie przez pryzmat zabijania… Nie twierdzę, że zabijanie jest dobre… Ale tak skonstruowany jest świat… Tak było, jest i pewnie będzie… A myślistwo to nie tylko zabijanie… To też, wbrew pozorom i obiegowym opiniom pomaganie zwierzętom przetrwać trudne chwile (np. zimą)… To też kynologia myśliwska i konkursy psów myśliwskich… To też zawody w strzelectwie myśliwskim… To też konkursy grania na rogu, czy wabienia zwierząt… To też sokolnictwo, wystawy łowieckie… To jest szeroko pojęta kultura łowiecka, która w Polsce (bardziej niż w innych krajach) jest dość mocno rozwinięta i ma piękne tradycje… Postarajmy się to uszanować…

  80.  

    Proszę się wczytać w to o co Pana teraz zapytam.I jeśli się Panu uda zrozumieć sens pozostanę na tym forum.PYTANIE:Dlaczego Pan zabija?(z akcentem na Pan!!!)

  81.  

    To pytanie przewija się na wielu forach i muszę przyznać ,że nie jest łatwo myśliwym na nie odpowiedzieć.Odpowiadam w SWOIM imieniu: Z łowiectwem mam kontakt od dziecka ,spodobało mi się przebywanie z naturą ,lasem ,zabijam nie z jakieś zwierzęcej ciągoty czy chorej ambicji pokazania się jaki to jestem dzielny
    ja to zabijanie być może dlatego że łowiectwem mam kontakt od dziecka traktuję jako wykonanie planu ,również jako zdobycie mięsa w takiej samej formie w jakiej rolnik zabija prosiaka(ale nie jak myśliwy-mięsiarz ,który zabija co się da aby mieć jak najwięcej żarcia).Gdyby Pani urodziła się w rodzinie myśliwych miałaby Pani prawdopodobnie takie zdanie o łowiectwie jak ja ,myśliwi to środowisko zamknięte dodam ,że na wsi żaden rolnik nie traktuje dzików ,lisów ,czy nawet saren jako śliczne zwierzaczki. Tam każdy chętnie wybiłby wszystkie zwierzęta co do sztuki ,gdyż niszczą uprawy ,czyli czyjąś pracę ,sam widziałem nieraz łąkę ,która nadaje się tylko do zaorania bo jest przewalona do góry nogami przez dziki ,potem przychodzi wściekły rolnik i pyta czemu on nie może tępić dzików żeby mu upraw nie niszczyły.Rozumiem ,że dla Pani życie zwierzaka może równać się wręcz z życiem człowieka ,ale zwierzęta reagują tylko instynktem ,bez którego by nie przeżyły ,to właśnie ta wrodzona zdolność powoduje ich czujność i zdolność do ucieczki.Dlatego gdy zabiję jednego dzika od stada reszta nie będzie go opłakiwać ,ale w drugą stronę gdy w stadzie znajdzie się słabszy osobnik reszta go zamęczy i zje.Gdyby zwierzęta miały rozwinięte uczucia wyższe gwarantuję ,że nigdy bym myśliwym nie został.Na koniec pragnę Pani podziękować za wysoki poziom dyskusji i otwartość na argumenty.Wystarczy odrobina dobrej woli i wyjścia na przeciw aby zrozumieć tą myśliwską działalność gdyż ,co mam nadzieję w miarę jasno przedstawiłem,nie wystarczy nie zabijać zwierzątek leśnych aby wszystko było w porządku.

  82.  

    gośka gośka napisała: Dlaczego Pan zabija?
    No to ja zapytam: Droga gosiu, to kto będzie zabijał, gdy już wszyscy myśliwi zrezygnują z tego niecnego procederu? No bo ktoś będzie musiał zabijać. Nie ma mowy o samoregulacji – zbyt zaburzony przez cywilizację jest cały ekosystem.

  83. Tomasz Matkowski
     

    A więc można zabijać istoty, które nie znają uczuć wyższych? Tak by wynikało z pańskiego postu, podpisanego Myśliwy. Ale w takim razie trzeba by wytracić znaczną część ludzkości. wiele zwierząt jest bardziej wrażliwymi, delikatnymi i emocjonalnymi niz ludzie. niejeden pies odda życie za swojego pana. A niejeden czlowiek sprzeda nie tylko psa, ale nawet ojca i matkę. ludzkie stado jeszcze chętniej zabije (lub zaszczuje) słabszą sztukę niż stado dzików.
    To pseudokryterium, ta wymyślona granica między ludźmi a zwierzętami (tak jakbyśmy nie należeli do grupy małp naczelnych, niestety, nauka jest nieubłagana, my nie pochodzimy od małpy, my jesteśmy małpami, proszę Pana – każdy biolog to wie). no więc ta granica ma służyć naszemu spokojowi: można zabijać, bo zwierzęta nic nie czują, nie myślą, nie wiedzą, oczywiście nic ich nie boli, oczywiście niczego im nie żal – są to po prostu zabawki, żywe tarcze, stworzone przez Boga na uciechę ludziom. jakże bliska jest ta filozofia filozofii trzeciej Rzeszy. i Pan, przemily zapewne i kulturalny człowiek, dał się na nią zlapać, i sam nie wie, jak straszne rzeczy pisze. jest Pan, proszę Pana, bezwiednym nazistą. może nie ma w tym pańskiej winy. może wielu z nas, odpowiednio uformowanych tak jak pana uformowało środowisko w którym się Pan wychował – postępowałoby podobnie. myślałoby podobnie. nie piszę tego żeby Pana obrazić – uchowaj Boże. chciałbym tylko zachęcić Pana do uważniejszej obserwacji zwierząt – nie tylko przez lunetkę z celownikiem. i do częstszych przemyśleń na temat ludzi. do przyjęcia postawy naukowej: jesteśmy zwierzętami. jesteśmy takimi samymi zwierzętami jak inne stworzenia. mieliśmy trochę wiecej szczęścia w ewolucji, staliśmy się panami Ziemi. ale nasz genom różni się tylko minimalnie od genomu szympansa. trochę pokory, proszę Pana, bardzo o to proszę. i trochę empatii. niech pan sobie wyobrazi zamianę ról – i pomyśli chociaż raz jak by to było, gdyby to Pan dostał śrutem w jądra, a nie lis. i jakby sie pan czuł zaszyty w krzakach, konając godzinami, albo i dniami – z ran, z zakażenia, z gorączki? jest takie piękne powiedzenie Teodora Adorno: faszyzm zaczyna się wszędzie tam, gdy przechodząc koło rzeźni pomyslimy sobie: „to tylko zwierzęta”. przepraszam, znów ten faszyzm się tu wpycha w cały tok myślenia, ale niestety chyba nie przypadkiem.
    pozdrawiam z szacunkiem
    Tomasz Matkowski

  84.  

    Panie Tomaszu ja wiem ,że dla wielu ludzi zabijanie jest zabijaniem i uważają je za zło ,ale na całym świecie codziennie dokonuje się setek tysięcy może milionów takich mordów na zwierzętach ,zwierzęta mordują się nawzajem ,ludzie mordują zwierzęta ,czasem zwierzęta ludzi ,jest to od wieków wkomponowane w ludzkość.Idąc Pańskim tokiem rozumowania możnaby każdego nazwać nazistą ,kto kiedykolwiek jadł mięso.Nie przejawiam takich poglądów i myśliwi ,których znam też nie.Są ludzie ,którzy potrafią z uciechy wybić psu oko a później się cieszą.Wg.mnie właśnie takie zachowanie nadaje się do leczenia ,wśród myśliwych też są sadyści i naziści ,być może właśnie na takich Pan trafił i opisał w swej książce.Pisze Pan ,że człowiek wymyślił sobie granicę między zwierzętami i ludźmi.Jednak człowiek zdecydowanie bardziej ewoluował.Ja wiem ,że z takiego rozumowania może wyłonić się obraz człowieka stojącego na stosie zwierzęcych trupów ,ale akurat myśliwi mają w tym mały udział.
    Z poważaniem i szacunkiem
    Myśliwy

  85. Marcin Wojnowski
     

    Witam!
    Nawiązując do całej tej dyskusji na temat polowania i myśliwych, chcę powiedzieć Panu Matkowskiemu, że wydanie książki „Polowaneczko”, jest czystą komercja i w pewnym sensie taż żerowaniu i robieniu pieniędzy na krzywdzie tych zwierząt. Jak wcześniej napisał Pan Jerzy Tabortowski nie przeszkadzało brać Panu Matkowskiemu za to pieniędzy. To tak jak bym przez 20 lat był tłumaczem najemników w Afganistanie, brał udział w brutalnych przesłuchaniach więźniów, zarabiał na tym a potem napisał książkę, jacy najemnicy są źli i nie dobrzy. Jestem myśliwym od 10 lat, mój ojciec od ponad 30 więc coś na ten temat wiem.
    Pan Matkowski pisząc książkę bazował na niewiedzy ludzi o tematyce polowania i myślistwa, przedstawiając NAS myśliwych jako ludzi bezdusznych, pałających chęcią zabijania, a wywiadu, jakiego udzielił to stek komercyjnych bzdur, jakie łatwo sprzedać. Chciał bym widzieć jak wyglądały by lasy i pola gdyby NAS nie było, jakie szkody wyrządzały by np. dziki na polach uprawnych, jak ogromna była by populacja lisa, a co się z tym wiąże zmniejszenia gatunku innej zwierzyny, ponieważ lis to drapieżnik. Chcę przekazać to wszystkim. Myślistwo to nie tylko przyjemność, ale też ogromne obowiązki!!! Patrząc tylko przez pryzmat zabijania zawsze myśliwy będzie tak postrzegany i na tym ŻERUJE Pan Matkowski!
    PS. Panie Makowski, wstydził by się Pan !

  86. Jacek Kusz gośka
     

    Panie Myśliwy, skąd Pan wie że człowiek zdecydowanie bardziej ewoluował, na podstawie jakich kryteriów sformułował Pan takie wniosek?.Bardzo proszę o nie wypowiadanie takich poglądów, które przypominają nieco stare wierzenia w to, że wszystkie gwiazdy krążą wokół ziemi i jeszcze na dodatek oddają człowiekowi hołd. Model piramidy na szczycie której stał człowiek powoli odchodzi – tworzymy raczej tkaninę, w której wszystko jest ze sobą splecione. Fizycznie w porównaniu z innymi zwierzętami wypadamy raczej słabo (sensorycznie i motorycznie), móżdżek (zawiadujący głównie koordynacją i równowagą) z pewnością mamy najprymitywniejszy wśród naczelnych. Naprawdę jesteśmy strasznie niezgrabni. Co do intelektu, naszym zdaniem, przodującego w świecie, to owszem, potrafimy pisać, liczyć, budować domy, akceleratory itd., ale gdy się przyjrzeć co potrafią niektóre mikroorganizmy to znów jesteśmy w tyle. Z naszą psychiką bywa też różnie i często nie za wesoło. Bo jak wytłumaczyć że my, najdoskonalsze istoty, wypaliliśmy już prawie całą Amazonie? Patrząc na zwierzę czasem towarzyszy mi poczucie zawstydzenia. Jest mi też przykro, gdy zwierze ucieka przede mną, bo na wszelki wypadek zakłada, że jestem myśliwym. Zwierzęta antarktyki nie obeznane z kulturą myśliwską pozwalają do siebie podchodzić (można np. legnąć przy foce) Jakież to musi być fajne!
    Pozdrawiam
    Jacek Kusz

  87.  

    Myślę, że argumentowanie strzelania do zwierząt tradycjami rodzinnymi jest niewystarczające. Napisano również powyżej, że polowania są dozwolone. Fakt ten jest niepodważalny. Ale warto by napisać, dlaczego myślistwo nie jest zabronione.

    Już na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż nie jestem myśliwym, choć przyznam, że jestem przyrodnikiem.

    Po przeczytaniu większości z zamieszczonych powyżej komentarzy chciałbym zaapelować o ogładę zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Myślę, że niektóre z użytych tu zestawień są zbędne, a porównywanie do nazistów (itp.) jest niestosowne.

    Po pierwsze człowiek od wieków zmieniał środowisko w którym żyje. W ten sposób zostaliśmy pozbawieni dużych drapieżników, dokonujących redukcji oraz selekcji zwierzyny. W chwili obecnej człowiek przejął tę funkcję. Oczywiście można zapytać: dlaczego nie przywrócić stanu drapieżników do ilości pierwotnej? Niestety, tereny bytowania tych zwierząt zostały znacznie ograniczone (mam tu na myśli rozległe kompleksy leśne). Na ich miejscu powstały osiedla ludzkie oraz pola uprawne. Czy można je zmienić w las na nowo? Na to pytanie niech każdy sam sobie odpowie. Pomijam tu fakt o nastrojach społecznych związanych z powszechną bliskością drapieżników w okuł osad ludzkich.

    Argumentem myśliwych jest również fakt, iż dzikie zwierzęta powodują szkody w rolnictwie i leśnictwie. Także tutaj rozwiązaniem jest zmniejszenie pogłowia. Jak piszecie Państwo można zrobić to w różnoraki sposób (niekoniecznie polując). Uważam jednak, iż (zaproponowane) rozrzucanie medykamentów antykoncepcyjnych jest wbrew doborowi naturalnemu. Mam tu na myśli, iż rozmnażać się będzie ta część „szczęśliwców”, która nie natrafiła na swej drodze na owe specyfiki, a nie ta, najlepiej przystosowana do warunków życia (najzdrowszych, najsilniejszych). Proszę więc o inne propozycje (będące w zgodzie z ekologią).

    Autor odnosi się do polowań zagranicznych myśliwych. Logicznym jest, iż przyjeżdżają oni tylko po to, aby strzelać do zwierząt i odjeżdżają do domu. Z mojej wiedzy wynika jednak, iż myśliwi nie ograniczają się jedynie do tych praktyk. Z relacji ludzi, którzy aktywnie to praktykują wynika, że nie każdy wyjazd do lasu to polowanie. Często jest to podpatrywanie lub dokarmianie zwierząt. Myślę więc, aby mieć świadomość złożoności tematu.

    Chciałbym zachęcić jakiegoś myśliwego, aby podzielił się na forum informacjami o etyce łowieckiej. Sam nie znam szczegółów, ale wiem że taka istnieje.

    Wiem jednak, że mimo największych chęci jeden człowiek nie przestrzegający zasad potrafi popsuć opinię wszystkim. Jestem przeciwny sadyzmowi i wszelkim skrajnościom (także w myślistwie). Myślę, że z tym powinniśmy walczyć w pierwszej kolejności.

    Maciej

  88.  

    Dziękuję Panu Myśliwemu, Etycznemu Myśliwemu i Panu Wojnowskiemu za spokojną dyskusję i ARGUMENTOWANIE na rzecz myślistwa, bo dotychczas żaden z myśliwych tego nie zrobił – miast przerzucać się argumentami, obrzucali przeciwników polowań wyzwiskami.
    Do Pana Tomasza Matkowskiego: słyszałem, że jada Pan mięso i nie zamierza z tej przyjemności rezygnować. Dlaczego zatem śmie Pan twierdzić, że zwierzęta niczym nie różnią się od ludzi? Idąc tropem Pana filozofii można rzec, iż bez wyrzutów sumienia zajada się Pan Pan swoimi pobratymcami! Skoro zwierzęta są równe człowiekowi, dlaczego zawsze sięga Pan po świnkę/krówkę, a nie np. po kawałek ugotowanego studenta filozofii dla urozmaicenia menu? Może nie wie Pan, że zwierzęta, które leżą u Pana na talerzu w postaci kotletów i zrazów często giną w takich samych lub gorszych męczarniach, jak te zabijane przez kłusowników? Zdaje się, że jest Pan po prostu hipokrytą. I oczywiście nazistą, he he.

  89.  

    Witam,
    Przepraszam, że odbiegnę swoim postem od dyskusji, ale pragne poinformować, że trwają prace nad stowarzyszeniem antymyśliwskim i w związku z tym zapraszam wszystkich chętnych do współpracy na forum organizacyjne stowarzyszenia antymyśliwskiego.
    pozdrawiam.

  90.  

    Oh, zapomniałem podać adres tegoś forum organizacyjnego. Oto i on: http://www.niepolowaniu.xup.pl

  91. Tomasz Matkowski
     

    Ależ tak, oczywiście że jestem nazistą, jeżeli tak na to spojrzeć. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy nazistami, bo podporządkowaliśmy sobie inne gatunki i eksploatujemy je.
    A jedzenie mięsa jest oczywiście jedzeniem naszych braci. Jest rodzajem kanibalizmu transgenicznego.
    Co więcej – jeżeli nawet ktoś jest weganinem, i tak nie jest w stu procentach bez winy, bo choćby się żywił samą fasolą, to przecież każde pole fasoli oznacza zagładę istot, które tam przedtem żyły. Pole należało najpierw wydrzeć innym istotom – wykarczować, zabić wszystkie zwierzęta które tam żyły – i, co więcej, dbać żeby na tym polu nigdy żadne zwierzę nie uwiło sobie gniazdka i nie zjadło naszej fasoli.
    Tak więc nasze życie pełne jest zabijania, czy tego chcemy czy nie. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę, ile cierpienia kosztuje innych nasza egzystencja. Dobrze jest ograniczać ilość cierpień, które zadajemy. Wszystko to prawda. Tylko… tylko że moja książka nie jest o tym. Moja książka jest o tym, że:
    1. NIE WOLNO ZABIJAĆ ANI DRĘCZYĆ BEZ POTRZEBY
    2. NIE WOLNO SOBIE Z TEGO ZABIJANIA ROBIĆ ZABAWY
    Myślistwo spełnia oba te punkty. Wbrew krzykliwym zapewnieniom o tym, że gdyby nie myśliwi to już dawno dziki i lisy wdarłyby się do miast i pożarły nasze dzieci, że, jak napisał jakiś myśliwy na forum Neewsweeka, w „Australii żyją już tylko psy dingo, bo zjadły wszystkie inne zwierzęta” (!) – wbrew tym wszystkim pajacowatym pokrzykiwaniom, myślistwo absolutnie nie jest niezbędne dla ekosystemu. Jest wiele opracowań naukowych na ten temat, robiono także doświadczenia, m.in. w Szwajcarii, polegające na całkowitym zakazie polowań na danym terenie, i wykazały one, że zaniechanie polowań nie doprowadziło do żadnej katastrofy ekologicznej.
    A jeśli chodzi o drugi punkt – czym, jeśli nie robieniem sobie zabawy z cierpienia, jest wieszanie sobie na ścianie spreparowanych części swoich ofiar? Przyznawanie sobie medali za zabicie osobnika o „najciekawszych wykwitach”? Już samo to zamiłowanie trofeistyczne całkowicie kompromituje myślistwo.
    I właśnie o tych dwóch sprawach jest ta książka, której zresztą żaden myśliwy nie przeczytał – to widać wyraźnie z wypowiedzi na forach internetowych.

  92.  

    Panie Tomaszu ,pisze Pan ,że myślistwo nie jest potrzebne ,podam przykład w naszym kole kiedyś strzelało się 30 lisów rocznie przy prawie zerowym stanie zająca w tym ubiegłym sezonie strzelono 80 lisów ,a stan zająca poprawił się o 200% ,bażanta o 100% ,kuropatwy mniej więcej 60% ,strzelono 0 zajęcy ,0 bażantów ,0 kuropatw.Przypadek ?Nie słyszałem o tych doświadczeniach w Szwajcarii ,ale sąsiedzkie koło ,które nie robi nic ,nie dokarmia ,nie strzela niczego ,tylko myśliwi czekają na granicy obwodu na nasze dziki ,albo wjeżdżają polować na nasz obwód co jest nielegalne ,mają pełno lisów ,prawie zero zająca i kuropatwy.
    Co do trofeistyki powiem ,że średnio mi się to podoba i chyba wieszać na ścianie głów nie będę.Nie wiem tylko czemu Pan się tak uczepił myśliwych ,niech Pan pojedzie do pierwszego lepszego gospodarstwa na wsi ,tam mógłby Pan stworzyć encyklopedię sadyzmu na zwierzętach ,a tu taka obława ,ostatnio na jakimś forum pewna Pani napisała ,że jej cytuję „Nie ruszają bajeczki o myśliwych brnących po pas w śniegu z workiem karmy dla sarenek” ,to mnie naprawdę zakuło ,bo sam tą karmę noszę ,dziwię się Panu jako wykształconemu człowiekowi ,że nie dostrzega Pan tylko zło ,ja też mogę napisać ,że nie ruszają mnie bajeczki o zabijaniu ,krzywdzeniu ,ale staram się argumentować swoje wypowiedzi.Dodam ,że jeżeli Pan spotkał się z myśliwymi dewizowcami to się nie dziwię Pana opinii o polowaniach ,ja ich nie znoszę ,banda nadzianych dziadków która przyjeżdża na mord ,ja również ich nie lubię ,ale szkoda ,że nie zobaczył i nie poznał Pan nigdy etycznego myśliwego.

  93.  

    Do Myśliwego
    Nie posiada Pan umiejętności czytania ze zrozumieniem.Ze smutkiem skonstatowałam po przeczytaniu Pana dyskusji
    z P.Matkowskim i innymi (w tym ze mną).Na pocieszenie
    powiem Panu że jest Pan w większości (ale marne to pocieszenie prawda?) Brak tej umiejętności powoduje, że nie rozumie Pan całych obszarów tekstu (bo nie odnosi się Pan do nich !!!).Niestety nie mam dobrych wiadomości. Musiałby Pan
    wsiąść w wehikuł czasu jak Pciuch, bohater pewnej książeczki
    i jako mały chłopczyk zacząć czytać.I jak ja zachwycać się
    prozą Hemingwaya (myśliwego i niewyobrażalnego jak na nasze
    czasy narcyza i bufona) by z czasem sięgnąć po pisarzy takich jak Vonnegut czy Warton.I podczas takiego nieustającego procesu (który u mnie trwa już 40 lat) tworzy się zdolność do SŁUCHANIA I CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM.
    Więc niech Pan nie słucha tylko przedstawicieli swojego środowiska ale wyjdzie z niego i popatrzy na siebie i na nich
    krytycznie tzn.powie Pan sobie głośno lub po cichutku: może
    nie mam racji, może moja wizja świata jest błędna, może inni
    wiedzą więcej?
    A tak na końcu:czytał Pan CAŁE ZE ZROZUMIENIEM TEKSTU
    „POLOWANECZKO”?

  94.  

    Dopiszę jeszcze post ,który być może spowoduje dojście do porozumienia.
    1.Przeciwnicy myśliwych mają jeden argument jakim jest zabijanie zwierząt ,oczywiście rozpisują to i tłumaczą w swoich postach.
    2.Myśliwi:
    -Zabijają zwierzęta(zadają ból itd.) -argument przeciwników myśliwych ,wielokrotnie tłumaczony ,jest problemem nie do rozwiązania.
    -Dokarmiają zwierzęta (do czego przeciwnicy się nie ustosunkowali ,a posty w stylu „dokarmiają ,żeby mieć tłuste mięso i ładniejsze trofeum” ,dla normalnego człowieka są śmieszne”)
    -Prowadzą inwentaryzację obwodu (czyli liczenie zwierzyny ,plany odstrzału itd.)
    -Zajmują się szacowaniem szkód (innymi słowy płacą rolnikom za zniszczenia spowodowane przez zwierzęta)
    -Walczą z kłusownictwem (czyli zbierają wnyki ,sidła ,łapią wspólnie z policją na „gorącym uczynku”)
    -Zajmują się ochroną upraw rolniczych (Stosowanie środków zapachowych ,które odstraszają zwierzęta)
    -Zajmują się uprawą poletek i pasów(upraw przygotowanych specjalnie dla zwierzyny ,aby odciągnąć ją od pól rolników)
    -Budują urządzenia łowieckie(Paśniki ,lizawki dla saren ,również ambony i zwyżki)

    3.Rozumiem i widzę ,że jedynym problemem jest zabijanie zwierząt.
    Myślę ,że dość już było na wszystkich forach tego typu wzajemnych wyzwisk ,oczerniania zarówno ze strony przeciwników jak i myśliwych.
    Było już wiele pomysłów na bezkrwawą gospodarkę
    -Środki antykoncepcyjne -niezgodne z ekologią ,naturą ,na dłuższą metę stosowanie ich doprowadziłoby do całkowitego zniknięcia danego gatunku,
    -Łapanie w siatki lub usypianie -dobry pomysł tylko ,że w Polsce nie ma rejonów gdzie brakowałoby np. lisa ,czy dzika oczywiście brakuje np.głuszca czy cietrzewia dlatego takie akcje są prowadzone ,zakładane są „Ośrodki Hodowli Zwierzyny tzw.OHZ-ty” nad czym opiekę również ma PZŁ. tak więc myśliwi nie tylko zabijają ,ale również hodują.Puszczanie zwierząt „cichaczem” jest niedozwolone oczywiście możnaby transportować zwierzęta do innych miejsc na świecie ,ale na to jest zdecydowanie za mało pieniędzy.

    Nie chcę tu pokazywać ,że strzelanie jest jedyną metodą ,dlatego z chęcią wysłucham innych propozycji i proszę nie pisać kolejnych postów o nazistach ,mordercach,psychopatach.

    Do Pana przyrodnika w skrócie etyka łowiecka polega na tym ,że robi się wszystko aby zwierzę cierpiało jak najmniej ,w przypadku niepewności myśliwy ma obowiązek odstawić karabin.Ostatnio w moim kole pewien myśliwy z zewnątrz strzelał do nierozpoznanego dzika na 200m. oczywiście dzik został źle trafiony i długo się męczył a i tak go nie znaleźliśmy następnego dnia rano padła decyzja ,że ten pan więcej u nas polować nie będzie ,gdyż nie ma pojęcia co to etyka myśliwska.

  95.  

    A ja bardzo lubię jeść mięso:)

  96.  

    Do Pani gośki : Po co Pani w ogóle pisze na tym forum ? Skoro żadne argumenty do Pani nie trafiają ,uważa Pani ,że ma Pani absolutną rację.Pisze Pani ,że nie odnoszę się do waszych argumentów.Czy to nie ja pisałem ,że zabijanie jest złem ,czy nie pisałem ,że nie lubię trofeistyki ? Ale Pani i tak zawsze będzie się trzymać swoich racji ,nie usłyszałem słowa dobrego o myśliwych, bo Pani jest zaślepiona książeczką Pana Matkowskiego ,więc po co w ogóle pisać skoro i tak z góry jest Pani odporna na wszelkie argumenty ,na okrągło i w kółko pisze Pani tylko o lepszych ludziach , o krytycznym spojrzeniu na siebie ,czy mogłaby Pani swoje wypowiedzi argumentować ?Bo ja też mogę nawychwalać myśliwych a nie poprzeć tego żadnymi argumentami.
    Napiszę jeszcze ,że coraz mniej mi się chce dyskutować bo nie ma po co.Ja i tak będę polował wy i tak będziecie pisać cały czas o zabijaniu ,choćby wam myśliwy przed oczami zwierzęta ratował to i tak będziecie wciąż na nim psy wieszać a wynika to właśnie z tego ,że nikt nie próbuje myśliwych zrozumieć ,może to Pani się zastanowi czy ma rację ?I czy to nie myśliwi wiedzą więcej ?Bo puste słowa niczego nie zmieniają.Dziękuję wszystkim za dyskusję.

  97.  

    Silna wiara i w ogóle wiara w jakąś idee zawęża percepcje, i powoduje, że nie dostrzega się dowodów mogących jej zagrażać. Myśliwi zarzucają ich przeciwnikom, że są zaślepieni. Że nie widzą argumentów przemawiających za koniecznością dokarmiania i odławiania. Oni (w tym ja) są po prostu bardziej wrażliwi na cierpienia zwierząt a nazywanie empatii zaślepieniem jest eufemizmem. Mówicie, że niestety trzeba je zabijać dla ich dobra. Może dałbym się złapać na wasze argumenty, gdyby nie jeden fakt: strzelanie sprawia wam przyjemność.

  98.  

    Do Pani gośki:
    trudno nie zgodzić się ze zdaniem Pana Myśliwego. jedyny wytaczany przez Panią argument to cierpienie zwierząt. Argument ten jest ważny, ale trudno nie uznać śmieszności jego uporczywego powtarzania wobec faktów, które zostały przedstawione.
    Uprawia Pani personalną krytykę, całkowicie nie zważając na to, co już zostało napisane. Jest Pani głucha na argumenty, które wyraźnie wskazują na to, że rzeczy są nie tylko czarne lub białe, ale również szare. Życzę większej otwartości, to pozwoli poszerzyć horyzonty. Zapewne bardziej, niż lektura Whartona.
    Do Pana Jacka:
    Ależ Pana wypowiedź dokładnie charakteryzuje przeciwników polowań! Silna wiara we własną nieomylność i wyższość własnej moralności, wyższość własnych uczuć… Przekonanie, że świat powinien wyglądać tak, jak sobie wymarzyli… Taka postawa sprawia wrażenie naiwnej i górnolotnej…
    Myśliwi, zdaje się, zabijają zwierzęta dla dobra człowieka, w tym również Pana dobra.

  99.  

    Wg Trolla można trochę zdradzić, trochę ukraść, trochę zabić.
    Szary trollowy świat.

  100.  

    hmmm „bracia Św.Huberta”? ja przepraszam ale ja nie rozumiem… co to za święty którego braćmi są mordercy? co to za wiara która czyni świętych z morderców??? :/ czy to ta sama wiara która w 5 przykazaniu mówi „nie zabijaj”??? (i wcale nie precyzuje kogo!) :/

  101.  

    Dla równowagi trzeba trochę zdradzić, trochę ukraść, trochę zabić :(
    Zrównoważony trollowy świat.

  102. Jacek Kusz gośka
     

    No cóż, jest możliwe (choć nie wiem jak) być wierzącym w nauki Jezusa i jednocześnie zabijać z przyjemnością i na dodatek bez poczucia winy, a nawet z dumą! Słyszałem o pewnym księdzu, który urządził zakrystie w stylu myśliwskim. Myślę że to zdolność łączenia sprzeczności, czyli innymi słowy umiejętność zamulenia sobie głowy.

  103.  

    To ja już wolę rozmawiać z myśliwymi niż z trollami! Brrr… ciarki
    przechodzą po plecach. Poczułam to co Masłowska podczas spotkania z szefem Wszechpolaków w programie Najsztuba:
    strach.

  104.  

    Rozumiem, że gdyby Ciebie okradziono, zdradzono albo chciano zabić to przyjąłbyś to ze spokojem? Jesteś prawdziwym twardzielem, tylko po co?

  105.  

    Nie wiem, jak można zabijać z przyjemnością, bez poczucia winy, czy z dumą… Nie mógłbym. Ale rozumiem, że są ludzie, którzy są w stanie to zrobić bez doznawania przykrych emocji. I że czasem trzeba zabić. I że dobrze, że są tacy, którzy zwalniają nas z zabijania zwierza na mięso lub w celu ochrony upraw… Etyczni myśliwi są być może tylko perełkami wśród myśliwych, ale nie wątpię, że są.
    Boję się natomiast ludzi zatwardziałych w swoich poglądach i zamkniętych na inne racje, takich jak Wy. Taka postawa jest w stanie wyrządzić wiele krzywdy.

  106.  

    Wielokrotnie mnie okradziono i zdradzono, nie przyjąłem tego ze spokojem, ale – dopiero po latach – ze zrozumieniem.

  107.  

    Ze zrozumieniem i poparciem dla oprawców?

  108.  

    Ze zrozumieniem nie znaczy z poparciem, czy to aż trzeba wyjaśniać? Ta dyskusja rzeczywiście staje się coraz mniej sensowna.

  109.  

    Moze i byli jacys dobrzy i ‘etyczni’ SSmani, ale to nie powod by nie potepiac dzialan SS. I tak jest z PZŁ.

  110.  

    Nie kapuję. Piszesz, że można trochę zabijać, okradać, zdradzać itd. ale nie Ciebie. Ciebie nie można! Tego nie popierasz.

  111.  

    A ja nie rozumiem Ciebie i męczę się tą dyskusją. Wyciąganymi z rękawa, na poczekaniu, zarzutami. Swoje zdanie wyraziłem w poprzednich wpisach, a jego odbiór jest już tylko kwestią interpretacji.

    Nie ma sensu odpierać wciąż tych samych, odpartych już zarzutów, które jak cień powrócą następnym razem. Moc z Wami, zatwardziałymi walczycielami.

  112.  

    Nie, nie piszę, że nie popieram okradania mnie. Nie popieram okradania w ogóle. Proszę czytać uważnie tekst, do którego zamierza się odnieść i proszę nie wyciągać w prowokujący sposób FAŁSZYWYCH wniosków.
    Miło jest urządzać nagonkę na zwierzynę o nieco innych poglądach niż Wasze, walczycielskie, co?

  113.  

    Pozwolę sobie dopisać jeszcze post ,który będzie nieco mniej przyjazny od pozostałych.
    Na początek pragnę podziękować Panu troll karolkowi ,który jest jedyną obiektywną osobą i trafiają do niego nasze argumenty.
    Zagorzali przeciwnicy polowań na tym forum sprawiają wrażenie bardzo wścibskich i jeśli ktoś (ich zdaniem) robi coś złego to by na niego tak wsiedli ,że nie doszedłby do głosu.Osoby te za nic mają moje argumenty ,bo nie potrafią zejść na ziemię i przestać patrzeć na siebie jak na bóstwo a na myśliwych jak na przygłupów.Są to ludzie ,którzy mają siebie za wielkich dobroczyńców świata ,niektórzy nie jedzą mięsa ,inni kłócą się z nami (myśliwymi) na forach internetowych ,tylko że przyroda jakoś z tego korzyści nie czerpie ,a właśnie myśliwi COKOLWIEK dla tej przyrody robią.A CO konkretnie to już wiele razy było pisane.
    Do tej pory w naszym kole (50 letnim) żaden ekolog nie oferował pomocy przy stawianiu paśników ,kupnie lizawek itd.Ale ci prawdziwi ekolodzy ,którzy WIEDZĄ o co chodzi ,a nie przywiązują się do drzew i wrzeszczą slogany rzadko kiedy mają jakieś pretensje do myśliwych a niektórzy nawiązują współpracę przy różnych akcjach.
    Co do Pana Matkowskiego: większego hipokryty nie widziałem ,przez wiele lat ten człowiek jeździł na „POLOWANECZKA” i był tłumaczem ,mam rozumieć ,że przy każdym upolowanym zwierzaku płakał rzewnymi łzami i było mu niezmiernie żal ? On pewnie jadł ,pił i żartował razem z myśliwymi ,ale jak już się skończyła praca to wpadł na pomysł i wymyślił tanią sensacyjkę pełną bzdur.Dziwi mnie ,że w gruncie rzeczy mądrzy ludzie dali się tak omamić ,mnie na przykład wkurza jak ktoś mi narzuca swoje zdanie ,co czyni Pan Matkowski w „Polowaneczku”
    Zrobiłem eksperyment co mi wcześniej pisała Pani gośka ,żeby popatrzeć krytycznie na siebie ,więc po powrocie z polowaneczka dokładnie prześledziłem cały wyjazd i porównałem go ze zdaniem Pana Matkowskiego ,że jesteśmy zgrają wypruwających flaki ,miażdżących kości i wydmuchujących płuca psychopatów.No cóż po tym porównaniu zobaczyłem ,że mój wyjazd miał się tak do okrucieństwa jak „Polowaneczko” do łowiectwa.Owszem był strzelony rogacz bardzo ładnie „padł w ogniu” czyli śmierć nastąpiła w ciągu kilku sekund.Rogacz stary ,selekcyjny czyli taki który nie podnosi jakości populacji bo zajmuje terytorium.A takich rogaczy mogło jeszcze paść 5 ,ale PO CO ?Skoro tamte były zdrowe i silne. Można było przecież zawinąć je do samochodu tak żeby nikt nie widział ,ale PO CO ?Gdzie w tym prawdziwe łowiectwo ?Czy ja jadę do łowiska „se pomordować” ? Jak tak to mogłem się w rzeźni zatrudnić bym jeszcze jakieś grosze wyciągnął.Po co dygać 200km w obie strony ?Bo tam się odpoczywa ,bo można się zaszyć z dala od ludzi i problemów.Strzeli się albo się nie strzeli, czasem nawet się odpuszcza na zasadzie „pożyj sobie jeszcze” ,ja i tak zawsze wrócę zadowolony nawet z pustymi rękami ,bo po coś mam to całe łowiectwo i się z tego cieszę.
    Na koniec żenującym jest ,że na tym forum ludzie poniżają się za błędy ortograficzne ,niespójność wypowiedzi itp.
    Myśliwy

  114. pzypadkowy_turysta
     

    Trafiłem tutaj zupełnie przypadkowo przeglądając internet. Rzuciłem okiem na parę postów i stwierdziłem, że zabiorę w tej dyskusi także swój głos.
    Pan Myśliwy musiał poświęcić mnóstwo czasu na śledzenie tego forum i konstruowanie postów uświadamiających czym jest łowiectwo i jak skomplikowany i wcale nie prosty to „fach”. Bardzo dobrze, że to zrobił bo pewnie wielu czytelników tego forum nie wiedziało na czym tak na prawde polega ich praca. Zreszta nawet po przeczytaniu tych postów oni dalej nie kapuja o co chodzi. Odstrzał zwierzyny nie sprowadza się tylko do ganiania po lesie i pociagania za spust i zabijania wszystkiego co się rusza. Pewnie jesli by o to chodziło to ganialiby nie ze strzelbami myśliwskimi a z szybkostrzelnym karabinami, które są uzywane na wojnach. Przemawia do mnie argument mysliwego że łowiectwo to sport uzyteczny. Gdy jest taka potrzeba reguluje on nierównowagi w lokalnych ekosystemach. Myśliwy zwrócił tez uwagę na fakt, że oni też nie lubią ludzi żądnych krwi, zabijających tylko dla poczucia zapachu krwi i często eliminują ich ze swoich kół łowieckich.
    Przeciwnicy wypowiadający się w tym temacie mają niestety bardzo wąskie spojrzenie na problemy świata. W tym wypadku widzą tylko i wyłącznie cierpienie zwierząt. Mnie myśliwy przekonał, że to nie o to chodzi by zadawac zwięrzętom ból, a na problem łowiectwa nalezy patrzeć szeroko.
    Na pewno wielu (o ile nie wszyscy) z przeciwników jest wegetarianami. Nie wyobrażam sobie osoby, ktora rozczula się nad przeżyciami zwierzyny ustrzeliwanej w lasach a zajadającej się na śniadanie parówkami wyprodukowanymi z „części” zwierząt które były hodowane i zabijane często w „nieludzki” sposób. Przeciez one tak samo czuja jak te z lasu!
    Ale tez nie o to mi chodzi.
    Przez wasze wąskie spojrzenie na świat nie rozumiecie jak wiele innych problemów jest dużo bardziej istotnych dla funkcjonowania świata niż rozżalanie się nad bólem słodkich futrzaków z lasu. Dużo większe szkody dla przyrody wyrzadzacie godząc się na kupowanie chińskich wyrobów w sklepach. Szacuje się, że przez zanieczyszczenia spowodowane przez intensyfikację przemysłu w chinach ginie rocznie prawie pół miliona ludzi rocznie! polecam link -> http://www.youtube.com/watch?v=mZTJohAtkf0
    A wy się rozwodzicie nad mordercami i prawami Jezusowymi! Popatrzcie na własne życia! Nie marnujcie juz tu więcej czasu na forum -> bo zuzywacie prąd i zwiększacie emisje gazów cieplarnianych, marnujecie czas w którym moglibyście się przyczynić do czegoś dobrego

    A linku poniżej szczerze nie polecam! Ale znalazłem go bo był na temat polowań.
    http://vodpod.com/watch/955227-happy-tree-friends-flippys-hunt

  115.  

    Przyznam że fragment książki przeczytałem z dużym zainteresowaniem.

  116.  

    przypadkowy_turysto! Nazywając zwierzęta ,,słodkimi futrzakami z lasu” pokazałeś jak ogromne jest u Ciebie poczucie wyższości nad nimi i kompletny brak szacunku nie tylko do nich, ale do całego życia na planecie. Twój szacunek do innych jest wybiórczy i wynika być może z mody. Gdybyś urodził się w innych czasach ciekawe co myślałbyś o czarnoskórych, aborygenach (na których osadnicy urządzali polowania) czy indianach z Amazonii, może mówiłbyś o nich ,,dzikusy z lasu”? Tak naprawdę to nie masz swojego zdania.

  117.  

    Wchodząc tutaj myślałem ,że wezmę udział w rzeczowej dyskusji na temat łowiectwa ,ja przedstawię swoje argumenty wy swoje ,na większość moich argumentów nie było odpowiedzi natomiast ja oberwałem za to że niby nie odpisuję na argumenty.PROSTSZYM językiem bo widzę ,że inaczej nie można: mówicie co innego a robicie co innego.To pierwsza sprawa.Kolejna to to że Pan przypadkowy_turysta użył słów słodkie futrzaki z lasu dlatego ,że WY za takie je macie.(co wynika z postów).
    Cóż kompletnym brakiem szacunku to ja bym nazwał objeżdżanie z góry Pana przypadkowego_turystę za to ,że śmiał się opowiedzieć po mojej stronie.Gdyby ktoś napisał ,że nienawidzi zwierząt i jednocześnie nienawidzi myśliwych to też byście mu przyznali rację ? Z wami jest tak ,że macie myśl pt: „Nienawidzę was bo przeczytałem Polowaneczko i wszystko wiem” i z tego tworzą się urojenia o rasistach ,nazistach ,psychopatach ,sadystach ,tyle ,że ani ja, ani żaden mój kolega myśliwy ani nikt kogo znam nie ma takich skłonności.
    Ile mi ojciec myśliwy za młodu wyklarował ,że przyrodę trzeba szanować ,że zwierzę to nie zabawka ,że w lesie się nie hałasuje itp (Za co mu z całego serca dziękuję)A tu prostu banda zakapiorów i pieniaczy ,którzy głoszą piękną nieprawdę.To śmieszne ,ale sprawiacie wrażenie jakbyście wszystko wiedzieli o mnie i o tym co robię ,więc proszę tylko o zastanowienie.(Choć to pewnie bezcelowe lepiej do ściany pogadać ,mniej się zdenerwuję przynajmniej ,ale mimo wszystko proszę o to)..Myśliwy

  118.  

    ,,zwierze to nie zabawka, w lesie się nie hałasuje” – zgadzam się w 100 procentach! Ale proszę wskazać myśliwego, który strzela cicho i nie bawi go polowanie.

  119.  

    Nawet to pozornie szlachetne przykazanie „w lesie się nie hałasuje” zawiera w sobie element obłudy. Dlaczego się nie halasuje? żeby nie spłoszyć ofiary.
    w momencie kiedy ofiara już się znalazła na muszce lub w celowniku optycznym, przykazanie przestaje obowiązywać. teraz można oddać strzał. Czy ktoś z was słyszał jaki huk wytwarza broń mysliwska? Zwłaszcza sztucer – to jest jak wybuch miny. Odgłos strzału niesie się na kilometry. Stawia na nogi całą zwierzynę. Ale to przecież bez znaczenia dla obłudnych i odrażających z piórkiem.
    oni tego nie słyszą – bo nie chcą słyszeć. Niczego nie chcą słyszeć…

  120.  

    Och Boże człowieku zastanów się.Czyli grzybiarzowi wolno ryczeć i śmiecić w lesie ,a kolesiowi z miasta wolno wywalać czarne pękate wory i to nie jest obłuda.A myśliwy który stara się nie hałasować w lesie jest obłudny ? Uśmiałem się po przeczytaniu pańskiej wypowiedzi Panie Tomaszu niech Pan wybaczy ale pańskie wypowiedzi robią się coraz mniej racjonalne.Co do strzału to oczywiście nie ma Pan zielonego pojęcia o czym pisze.Nie zaprzeczy mi Pan ,że oddałem więcej strzałów w życiu niż Pan prawda ? I wiem (z obserwacji) ,że reakcja zwierzyny na strzał jest krótkotrwała.Stawianie lasu na nogi to oczywista bzdura ,jak wiele które tutaj padły.Po strzale zwierzyna z reguły odskakuje w krzaki i po 2-3 min. ponownie wychodzi.Zwierzyna która stoi w dalszej odległości ogranicza się do podniesienia głowy i spojrzenia w kierunku strzału.I co może Pan jeszcze napisze ,że dzieciak na quadzie w lesie w ogóle nie niepokoi zwierzyny a człowiek który stara się być cicho już tak ?Co do zabawy z polowania to jest element kluczowy i prywatny dla każdego człowieka-myśliwego.Wiadomo ,że myśliwy myśliwemu nie równy.W moim przypadku zawsze ale to zawsze do zwierzyny podchodzę z szacunkiem ,trzymanie broni w ręku to odpowiedzialność dla samego siebie i dla własnego sumienia np. uważam że strzelanie do słonek które właściwie wyrzuca się w krzaki bo nie nadają się użytkowo jest czystym kretynizmem ,można sobie przecież tarczę ustawić ,zawsze musi być powód dla którego strzeliłem do zwierzęcia.Dodam jeszcze że ja odpisuję na argumenty czego nie mogę powiedzieć o większości tu piszących.

  121.  

    Infantylizm, jaki cechuje myśliwych i ich fanów, nie pozwala na głębsze porozumienie i już. Ale piszemy. Może głównie do tych
    adresujemy nasze posty, którzy JESZCZE są „do uratowania”. To przypadkowi internauci, którzy dzięki temu forum popatrzą na
    świat wokół z większą uwagą. I przeczytają. KSIĄŻKĘ O ZABIJANIU DLA PRZYJEMNOŚCI

  122.  

    Myśliwskie oraz wędkarskie czasopisma pełne są zdjęć dumnie pozujących panów i pań. Jakże inna jest postawa tej dziewczyny z upolowaną rybą. Nie ma arogancji, buty, żadnego głupkowatego uśmiechu, żadnej dumy. No i jej dłoń!: http://arts.guardian.co.uk/salgado/image/0,,1708759,00.html

  123.  

    [...] Poza tym przekonali mnie myśliwi. Poważnie. Śledząc ostrą dyskusję związaną z książką “Polowaneczko”, nie mogłem myśliwym nie przyznać racji w [...]

  124.  

    panie mysliwy swin z panem nie pasłem więc prosze nie zwracac sie do mnie per ty – bo w ten sposób tylko potwierdza pan swoje chamstwo, lktóre juz tu sie w panskich wypowiedziach przejawilo. nie bede z panem dyskutowal, bo z chamami i debilami nie warto rozmawiac. pana przekonalby tylko strzal – w panski pusty łeb.

  125.  

    panie mysliwy swin z panem nie pasłem więc prosze nie zwracac sie do mnie per ty – bo w ten sposób tylko potwierdza pan swoje chamstwo, lktóre juz tu sie w panskich wypowiedziach przejawilo. nie bede z panem dyskutowal, bo z chamami i debilami nie warto rozmawiac. pana przekonalby tylko strzal – w panski pusty łeb.

    To pisze człowiek wykształcony i światły. Gdzie chamstwo w moich wypowiedziach nie wiem.Ostatnia była najostrzejsza bo już nie wytrzymałem ciągłego wysłuchiwania bredni i chorych urojeń ,które szerzycie na temat łowiectwa.W miarę rozwijania się tej dyskusji nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać czytając argumenty i tekściki.Za nazwanie Pana per „ty” już jestem chamem ,ale wyzywanie mnie od debili ,idiotów itd. to już nie przeszkadza.Kim Pan jest ,że Panu wolno wyzywać ,ale Pana już nie ? Prywatnie miałbym Panu do powiedzenia parę rzeczy ,ale nie na forum.Pustym łbem nie wskazując palcem wykazało się tu kilka osób ,więc proszę sobie darować ,Panie wielki dobroczyńco świata zwierząt.

  126.  

    Dodam jeszcze ,że przeciwnicy rozpaczliwie próbują skierować rozmowę na inne tory aby tylko nie odpowiadać na argumenty myśliwych i piszą posty o tym czy ktoś wierzy w Jezusa ,albo o chamstwie ,cynizmie lub kierując rozmowę na klasyczną wyzywankę.Idealna postawa aby nie napisać niczego konkretnego.Strasznie mi przykro ,że obraziłem kogoś pisząc do niego jedno zdanie na ty aby się głębiej zastanowił.

    Rany boskie… Prosze mi wybaczyć, ale to jest język dewianta. I proszę mi niczego nie zarzucać, bo ze śmierci zwierzęcia zadanej mu dla przyjemności radość mogą czuć tylko dewianci.

    To myśliwi są ewolucyjnie opóźnieni.

    Poza tym Pana wypowiedź to nieusystematyzowany bełkot – czy to jest cecha charakterystyczna wypowiedzi myśliwych, bo odnoszę wrażenie, że tak?

    Mysliwi kochaja zabijanie, musi im to sprawiac niesamowita przyjemnosc skoro sa w stanie poswiecic mnostwo swojego czasu i pieniedzy zeby uzyskac uprawnienia i nabyc sprzet. Coz, moim zdaniem cos maja z psychika.

    jakże bliska jest ta filozofia(myśliwych) filozofii trzeciej Rzeszy

    Przedszkole, przedszkole… I właściwie byłoby to wszystko śmieszne, gdyby nie jeden drobiazg: bezkarne morderstwa. Włos się jeży na głowie!

    To jest tylko kilka wycinków zero konkretów za to piękne obelgi ubrane w piękne zdania.Więc proszę tylko o chwilę refleksji.Takich urywek byłoby więcej ,ale nie mam czasu ani ochoty ich wyłapywać.
    Jedni napiszą ,że te cytaty to sama prawda ,ja ,że tak powiem z autopsji mogę napisać ,z czystym sercem ,że to czysta głupota.Czekam na kolejne posty o cynizmie ,obłudzie itp.

  127.  

    Ktoś tu na forum zalecał poczytać Łowca Polskiego. No to poczytałem. M.in. fajne są reklamy biur organizujących polowania np. na pumy,rysie,lwy,na Wielką Piątkę w Zinbabwe itd., za duże pieniądze. Nie czujecie się w pełni facetami, jesteście tchórzami, więc musicie temu zaprzeczyć i udowodnić sobie i kolesiom, że upolowało się lwa i zapłaciło 8tys euro. (oczywiście z braku środków można zadowalać się rodzimą fauną) Skoksowani łysole bardzo mi Was przypominają. Taki ktoś ma nikłe szanse nawet u głupiej dziewczyny, bo po prostu moda się zmieniła. Wy też lepiej się nie przyznawajcie co robicie w dni wolne od pracy. Znacie powiedzenie: kto zbyt długo chodzi po manowcach, już z nich nie wraca? Rzucić myślistwo jest chyba trudniej niż narkotyki.

  128.  

    Panie Myśliwy, skąd w Panu tyle cierpliwości do prowadzenia monologu? Po tylu Pana postach coś się powinno zmienić, przynajmniej w sposobie prowadzenia dyskusji przez Obrońców. Tymczasem oni wciąż przejawiają infantylizm, jak słusznie zauważyła Pani Gośka, choć źle przypięła tę etykietkę. Ma Pan rację – to jak walenie grochem o ścianę, szkoda Pana energii.
    No, Panie Matkowski, ładnie się Pan zaprezentował na tym forum… Jadowity z Pana człowiek. Czy takim językiem operuje szlachetny obrońca zwierząt? Skoro gardzi Pan innymi ludźmi (a obraźliwe określenia wystosowane pod adresem Myśliwego o tym właśnie świadczą), jak może Pan naprawdę szanować zwierzęta? Nie spotkałem się z większą obłudą i agresją, niż te zaprezentowane przez Pana. Czy Wy, Obrońcy, nie macie w tej kwestii nic do powiedzenia?! Nie widzicie cynizmu autora Polowaneczka?!

  129.  

    Niedawno byłem na polowaniu na kaczki, jako obserwator. Na 15 myśliwych był tylko jeden pies, jedna lornetka, 15 dubeltówek. Zobaczyłem, że siedzi duże stado głowienek, krakw, cyranek, kilka krzyżówek i jeden płaskonos. Pytam się: co to za kaczki? Odp. same krzyżówki. Nie byłem zaskoczony odpowiedzią bo słyszałem, że myśliwi raczej krakwy od krzyżówki nie odróżniają, nie wiedziałem tylko że innych kaczek też. Strzelano do każdej kaczki która nadleciała. A jak ktoś chce zobaczyć polowanie na gęsi to zapraszam na Zbiornik Mietkowski. Postrzelone gęsi siedzą na wyspach i chodzą wlokąc skrzydło. Odstrzały są nielimitowane, i nikomu nawet przez myśl nie przejdzie żeby odszukać postrzałka, skoro można walnąć pięć następnych z których dwie spadną w pobliżu.

  130.  

    Panie troll karolek chyba ma Pan rację tylko ,że większość myśliwych ma w poważaniu (wiadomo gdzie) to co piszą dyletanci a ja staram się coś przekazać może dotrze może nie ale spróbować warto ,co do łowca polskiego to rozumiem ,że w tym numerze od okładki do ostatniej strony były same reklamy biur organizujących polowania ? I nic więcej ? Pan dostrzega tylko to co chce dostrzec.Są takie biura i zgłaszają się do nich myśliwi dewizowi.(nadziane dziadki których nikt nie lubi bo są pazerni i myślą ,że im się wszystko należy)Za te reklamy łowiec dostaję kasę.Proste.
    Co do polowania na kaczki ,to w naszym kole nie byłem na takim nigdy i ja mam nadzieję ,że ptactwo zostanie zniesione z listy zwierząt łownych bo polują na nie właśnie często myśliwi-dyletanci których niestety nie brakuje.Myśliwi których Pan opisał to pewnie wiejskie koło ,które więcej kłusuje niż poluje po tej jednej lornetce widać zresztą stan wyposażenia tych „myśliwych”
    Powoli kształtuje mi się obraz rozumowania przeciwników
    np.
    kierowca jechał narąbany i wjechał w kobietę z wózkiem czyli wszyscy kierowcy to pijaki
    myśliwy zastrzelił psa gospodarza albo myśliwy nie odróżnił jednej kaczki od drugiej czyli wszyscy myśliwi to mordercy i dyletanci.Proste rozumowanie
    Pan Matkowski nazwał mnie debilem czyli wszyscy obrońcy to chamy i prostaki.Prosta metoda aby wszystkich zmieszać z błotem.

  131.  

    Tak sobie czytam i czytam te posty i sobie rozmyślam.
    Ja sobie siadam w środku lasu jest cudownie cisza spokój można naprawdę odpocząć.A wy ze mnie robicie zakompleksionego tchórzliwego idiotę który idzie do lasu zabić bo wtedy czuje się panem świata.Szkoda mi was przeciwnicy bo siedzicie być może z pianą na ustach przed tymi monitorkami i prowadzicie kłótnie.Sami sobie stworzyliście nieistniejącego wroga ja z wami nie walczę i walczyć nie zamierzam ja UŚWIADAMIAM ,że nie jestem wrogiem a wojnę prowadzicie z kimś wymyślonym.Jakże moje myślistwo różni się od tego co piszecie nie możecie sobie nawet wyobrazić.Zrobiliście ze mnie jakiegoś psychopatę który idzie do lasu gnany żądzą krwi a w rzeczywistości ja idę odpocząć pstryknąć kilka zdjęć itd. strzelam rzadko i zawsze z zastanowieniem.I żal mi was ,że nie możecie przeżywać tego co ja.

  132.  

    ,,strzelam rzadko i zawsze z zastanowieniem” . Pewien człowiek także miał wrażliwosć. Gdy spotkał małą dziewczynkę w lesie tak mu się jej żal zrobiło, że jak ją (…) to aż płakał.

  133.  

    Cóż widzę ,że większość tutaj piszących jest totalnie niereformowalna oraz na myśl przychodzi jeszcze kilka określeń ,tkwijcie sobie dalej w bagnie obelg możecie mnie tu zwyzywać kolejnymi kilkunastoma postami jeśli to was podnosi na duchu ,jak ktoś napisze coś bardziej sensownego to może odpowiem ,ale na razie chyba podziękuję za takie towarzystwo.

  134.  

    mądra decyzja

  135.  

    A ja do myśliwego

    Nie wszyscy kierowcy to pijacy
    Wszyscy pijani za kierownicą to POTENCJALNI mordercy
    I Wy NIE POTENCJALNI

  136.  

    Przeczytalem cala dyskusje od deski do deski i jestem w sumie pod wrazeniem poziomu dyskusji (zaprezentowanego w szczegolnosci przez Mysliwego). Musze przyznac wrecz ze bylem przeciwnikiem myslistwa, ale to forum rzucilo mi nowe swiatlo na zagadnienie. Naprawde chcialbym zeby wszyscy mysliwi rozumowali w podobny Panu sposob. Pozdrawiam

  137.  

    Rewelacyjna ksiazka! Mam nadzieje,ze psychopaci nazywajacy sie „mysliwymi” nie zrobia na pana polowania… wyrazy szacunku!!!

  138.  

    Zgodnie z moimi przewidywaniami na 3 listopada Pan Matkowski nie mógł się powstrzymać aby znowu nas nie zmieszać błotem.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Gratuluje-tym-ktorzy-mieli-krotka-bezbolesna-smierc,wid,11654168,wiadomosc.html
    Tak się zastanawiam czy powtarzanie znów i w kółko o tych jelonkach ,sarenkach które wiszą na ścianie nie nudzą się Panu ? Bo ja czytam kolejny raz na kolejnym forum kolejny tekst o tym samym i zadaję sobie pytanie: Skąd Pana miłość do zwierząt dziko żyjących skoro (oczywiście może to już nieaktualne) ,sam Pan nie przeczy ,że je Pan mięso ? I kolejne pytanie: Skąd w Panu tyle wściekłości i zaciętości ,aby w kółko pisać o tym samym do tych samych ludzi min. mnie.Darz Bór w dniu święta myśliwych ,a Panu życzę żeby Pan się mniej musiał na nas złościć i pisać o tym na forach.

  139.  

    Panie Matkowski ! serdecznie gratuluję udanego pomysłu na robienie pieniędzy. Wydanie tej dość infantylnie napisanej książki przypomina stylem grafomańskie wydawnictwa brukowe typu Fakt. Stara się Pan zrobić sensację z tematu, który przedstawia Pan dość powierzchownie, ale w sposób oczywisty wzbudziając kontrowersje ,które z kolei mają się przełożyć na wzrost sprzedaży no i w konsekwencji na Pana dochody. Co dziwne (a może nie?) jest tej książce ukryte sporo agresji i wrogości do ludzi, a tą agresją w stosunku do zwierząt przecież wg Pana charakteryzują się wyłacznie myśliwi. Dlaczego ? W każdej grupie społecznej znajdziemy ludzi, którzy mają problemy z osobowością lub którzy popadli w nałogi lub którzy poprostu, „po ludzku” gdzieś zbłądzili ale czy wypada to wykorzystywać dla własnych korzyści materialnych pod pozorem ochrony „tak bardzo kochanych przez Pana zwierząt”? Z pewnością jest jeszcze kilka tematów na których można by było się dorobić – aborcja, pedofilia księży, eutanazja itp, itd. Jednak proszę już więcej nie wykorzytsywać tych tematów do własnego wzbogacania !!! Z okazji dnia myśliwego prosze przyjąć najlepsze życzenia – doskonale upolował Pan temat na robienie pieniędzy !!!

  140.  

    Panie dzik_dzik, błędnie zinterpretował Pan motywy powstania książki. Pana wypowiedź jest cyniczna. Sformułowanie ,,tak bardzo kochanych przez pana zwierząt” jakoś mi śmierdzi, coś tu u Pana jest nie spójne. Podobnie jak ten pocałunek: http://www.lowiecki.pl/polowania/kozik_2/big/05.jpg

  141. Tomasz Matkowski
     

    Panie Jacku,
    dzięki za link do tego zdjęcia. Ono więcej mówi o myśliwych niż dziesiątki artykułów czy książek. Streszcza w sobie cały schizofreniczny, chory stosunek kata do jego ofiary.

  142.  

    Panie Jacku, z całym szacunkiem (nie cynicznie!), proszę nie mówić jak się powinno interpretować tę „książkę” – każdy ma prawo do swojej interpretacji a takie forum jak to ma służyć przedstawianiu spostrzeżeń na poruszany temat.
    Zdjęcie, do którego link Pan zamieścił to oczywista patologia choć podobnie jak „książka” Pana Matkowskiego trąci tanią demagogią.
    Chciałbym podkreślić, że moim zdaniem sytuacje, które opisuje Pan Matkowski mogły się wydarzyć, owszem, wiedząc z historii do czego zdolny jest „gatunek ludzki” tego nie można wykluczyć. Nie można jednak na ich podstawie charakteryzować (szufladkować) wszystkich ludzi zajmujacych się Łowiectwem. To nie jest uczciwe. Pan o tym wie. To zupelnie tak samo jakby z powodu pedofilii wśród księży oskarżać o nią wszystkich duchownych itp.
    Mam jednak pytanie do Pana Matkowskiego – co robił wtedy kiedy był świadkiem takich zachowań pseudomyśliwych – czy wtedy im się przeciwstawiał, czy wtedy jawnie je potępiał ? Pewnie zabrakło odwagi no i interesu w tym nie było… co innego teraz. Można pisać tego typu „książki” tylko proszę powiedzieć w jakim celu ? Rozumiem gdyby zaangażował się Pan wtedy czynnie i nie dopuszczał do tych patologii wtedy cześć i chwała, można się tym pochwalić, opisać i może dodać odwagi innym, zainspirować do podbnych postaw, ale Pan tylko to dziś zrelacjonował licząc, że wzbudzi Pan oczywiste kontrowersje. W jakim celu – odpowiedź ciśnie się sama. Dzisiaj można zarobić na wszystkim.

  143.  

    „Panie Jacku,
    dzięki za link do tego zdjęcia. Ono więcej mówi o myśliwych niż dziesiątki artykułów czy książek. Streszcza w sobie cały schizofreniczny, chory stosunek kata do jego ofiary.”

    No pewnie.Aż dziwne ,że jeszcze nie zaczęliśmy strzelać do ludzi ,z taką pasją do zabijania zwierzęta to za mało.
    Wręcz nie mogę uwierzyć w to ,że podajecie linki to zagrzebanych w gąszczu stron internetowych portali łowieckich różnego rodzaju.Ja znam te strony ponieważ spędzam bardzo dużo czasu na portalach o łowiectwie gdyż jest to moja pasja ,a tu okazuje się ,że przeciwnicy spędzają tyle samo czasu na przeglądanie i wyszukiwanie tego typu rzeczy.No cóż każdy chce zaistnieć w sieci ,kwestia tylko jaką sensacyjkę sobie wynajdzie.
    Myśliwy

  144.  

    Staną przed Panem ONE WSZYSTKIE….Kiedyś. I będzie Pan wył.
    Ale będzie za późno. I nie z powodu kary boskiej czy jakiejś tam,
    ale dlatego że zbrodnia nie znika bo Pan ją inaczej nazwał.
    Ludzie w sytuacjach ekstremalnych (nadchodzącej śmierci czy
    śmiertelnej choroby) WIDZĄ WIĘCEJ. No i ja nie chciałabym być
    wtedy w Pańskiej skórze!

  145.  

    Do wszystkich chętnych:
    we Wrocławiu w księgarni Falanster ul. Św.Antoniego 23 w godz.
    od 16 do 19 odbędzie się spotkanie na temat: wgląd w relację pomiędzy ludźmi a zwierzętami – z działaczem na rzecz praw zwierząt, aktywistą i publicystą ekologicznym, autorem książki
    Farba znaczy krew” oraz pisarką Olgą Tokarczuk.
    Data spotkania: 21 listopada 2009
    ( gdyby ktoś chętny zawędrował na to forum)

  146.  

    Autor książki „Farba znaczy krew” jak sam przyznaje polował ponad 30 lat – moim zdaniem nigdy jednak nie był Myśliwym. Historie, które opisuje, i których był „bohaterm” w większości przypadków mogłyby zakończyć się w kryminale !!! Teraz ten człowiek szuka rozgrzeszenia? Zbłądził, wszedł na złą drogę, ale dostrzegł to dopiero po 30 latach ? Jest cyniczny i kpi sobie z ludzi, którzy płacą mu dziś za to kupując jego książkę. Zło i zgnilizna tkwiły w tym Panu. Kto wie jak jeszcze mogłoby się to skończyć ? Paradoksalnie, przez wypaczone pseudoowiectwo dopiero to zrozumiał. Kosztem jednak wielu ofiar, nie tylko tych śmiertelnych, ale przede wszystkim własnej rodziny, własnego dziecka. Ta książka doskonale ukazuje, że PROBLEM NIE LEŻY W IDEI ŁOWIECTWA ALE W MENTALNOŚCI, PODŁYM CHARAKTERZE, A CZĘSTO CHOROBIE PSYCHICZNEJ LUDZI, KTÓRZY ROZŁADOWUJĄ I ZAGŁUSZAJĄ SWOJE FRUSTRACJE ZABIJAJĄC !!!
    Sam jestem młodym Myśliwym. Już cztery lata jeżdżę z bronią do lasu. Jestem mięsożerny i zabiłem do tej pory, słownie: trzy dziki. Nie poluję na inną zwierzynę. Wyręczają mnie z tego przykrego obowiązku inni. Łowiectwo stanowiło element mojego wczesnego dzieciństwa. Moje doświadczenia znacznie odbiegały jednak od doświadczeń autora ww. ksiązki. On, jak twierdzi, polował z ojcem, którego nazwał wybitnym myśliwym a moim zdaniem można by go raczej nazwać bezdusznym kłusownikiem lub psychopatą – polował na ciężarne lochy ???!!!, kazał dziecku dobijać rannną zwierzynę etc. !!!???. Czy zdrowy człowiek tak postępuje ? Ja chodziłem na polowania z moim wujkiem, który będąc nadleśniczym LP mieszkał w mazurskiej leśniczówce położonej w lesie. On pokazał mi prawdziwą Przyrodę. Nie tą z podręczników szkolnych. Wyjaśnił mi prawa w niej rządzące. Często chodziliśmy do lasu. Spędzaliśmy tam zimne wieczory, noce i poranki. Kiedy polowaliśmy nie ważne było czy będzie z tego jakiś efekt. Cieszył nas kontakt z lasem. Wujek bardzo ściśle przestrzegał zasad i etyki łowieckiej. Podstawowym kryterium zawsze była selekcja słabszych osobników. Zrobienie miejsca tym silniejszym, dającym większe szanse na zachowanie gatunku. W moich doświadczeniach Łowieckich z tych czasów rónież pojawiała się śmierć. Była ona elementem praw natury. Trudno było się z nią pogodzić jednak rozumiałem, że jest nieodzowna, wpisana w życie. Jest także konsekwencją ludzkiego rozwoju, potrzeby zaspokojenia głodu, a posrednio nieuniknionego rozwoju cywilizacji. Człowiek – Myśliwy jest nieodłącznym ogniwem łańcucha pokarmowego i elementem całego ekosystemu. Tak było od zarania dziejów. Nie szkodzi on nikomu tak jak nie szkodzi wilk, ryś, żbik etc. Bardzo wiele czasu poświęciłem w swoim życiu na „bycie z Przyrodą”. Myślę, że rozumiem prawa w niej rządzące. Zabijanie zwierząt nie jest to hobby, gra, sport, pasja itd. Jest konsekwencją próby dominacji człowieka w naturze. Gdybyśmy byli nadzy i słabi to lwy, wilki i rysie polowałyby na nas. Gdyby nie zabijanie zwierząt nie było nas dzisiaj.
    Swoją drogą zastanawiam się jak ci wszyscy „aktywiści ekologiczni” rozgrzeszają się korzystając z dóbr cywilizacyjnych. Czy zdają sobie sprawę, że to co ich otacza mają kosztem miliardów istnień na Ziemi ? Dlaczego nie wrócą „na drzewa”, do jaskiń i szałasów ? Czy tu nie ma jakiejś hipokryzji ? A może to zwykła niewiedza i niedouczenie? Próba zarządzania bezwzględnymi prawami Natury z wygodnego fotela w ciepłym mieszkanku ? Zamiast spotykać się w księgarni proponuję spotakć się gdzieś w lesie – posprzątać śmieci, wysypać tonę kukurydzy do paśnika itd. – to nic że zimno i plucha – zwięrzeta tego potrzebują. Ja tak zrobię. W końcu jestem Myśliwym!

  147.  

    nakarmić i zabić

  148.  

    Do Pani Gośki: długo się zastanawiałem czy opisać tą historię gdyż stawia w złym świetle myśliwych względem prawa ,a czy względem moralności to już Pani sama oceni…
    Istnieje coś takiego jak plan łowiecki który określa ile zwierząt ma zostać odstrzelonych.Plan ustala się odgórnie przez nadleśnictwo i zarząd główny ,myśliwi nie mają nic do gadania jak strzelą za dużo płacą karę (i są to kary rzędu 2400 zł za skłusowanego dzika -dla porównania cena za dzika u nas w kole wynosi 5zł za kg. czyli dzik musiałby warzyć 480 kg aby trzeba było zapłacić za niego te 2400 zł)
    Jak strzelą za mało również płacą karę tylko mniejszą.
    U niektórych myśliwych panuje przekonanie ,że strzelanie do saren jest okrutne dlatego stosują różne praktyki niekoniecznie zgodne z prawem aby temu zapobiec np.
    sarnę znalezioną na wnyku wpisują jako strzeloną ,podobnie z sarnami zabitymi przez samochody ,czasem gdy nie ma wyjścia bo trzeba oddać plan jako wykonany ,myśliwi spisują protokół ,że sarna została strzelona ,PŁACĄ za nią z własnych kieszeni (bo za każde upolowane zwierzę zanim stanie się naszą własnością trzeba zapłacić) a później mogą cieszyć oczy widokiem wielu sarenek biegających po polach.Od razu mówię ,że takich kół jest bardzo niewiele i takich myśliwych również ,ale istnieją i to jest pocieszające.
    Pozostaje mi tylko czekać aż Pan Matkowski również w tej historii znajdzie element obłudy…

  149.  

    Oczywiście waŻyć przepraszam za błąd ortograficzny.

  150. Tomasz Matkowski
     

    Nie, nie widzę w tym obłudy, przeciwnie, oby więcej takich zachowań – to, co Pan opisuje stawia tych myśliwych w jak najlepszym świetle. świadczy, że jednak niektórzy (nieliczni, jak Pan sam przyznaje) czują potrzebę oszczędzenia zwierzynie cierpień, i gotowi są nawet w tym celu łamać regulamin łowiecki. dokonują czegoś w rodzaju małego sabotażu, bo ich sumienie ostrzega ich, że coś tu jest nie tak. Dzięuję za ten przykład, nie wiedziałem o tym. Sam spotykałem się z czymś zupełnie innym. Przykład, który Pan przytacza, potwierdza jednak moje wnioski: coś tu jest nie tak, a niektórzy – wrażliwsi, nawet w szeregach myśliwych – czują to.
    dodam jeszcze, ze na forach myśliwskich, na które zaglądam (wcale nie w poszukiwaniu sensacji, jak Pan sądzi) spotkałem się z kilkoma wypowiedziami niezwykle pozytywnymi. ktoś pisze coś takiego: koledzy myśliwi, zastanówmy się, co takiego Matkowski zobaczył w polowaniach czego my nie widzimy?
    i jeszcze jedno zdanie z forów mysliwskich, cytuję w przybliżeniu: koledzy myśliwi! przestrzegajmy przepisów, bo każde nieetyczne zachowanie może sprawić, ze znowuż jakiś pismak się przyczepi. POzdrawiam.

  151.  

    Pani Małgorzato,

    Tak, potwierdzam. Nakarmić potem też niestety zabić. Jem mięso i jestem świadomy tego w jaki sposób trafia ono na mój tależ. Dbając o zwierzynę, dokarmiając ją, czuję, że przynajmniej w ułamku procenta odkupuję swoją winę za jej śmierć w przeciwnieństwie do miliardów „parówkozjadaczy”, którzy wpychają w siebie hot-dogi bez cienia refleksji skąd one się biorą. Czy ja zasługuję na większe potępienie ?

    Po raz pierwszy zgadzam się z tezą Pana Matkowskiego. Jedyne dobro płynące z Pana dzieła to być może właśnie chwilowa refleksja niektorych myśliwych nad tym co i jak robią. Po za tym myślę, że niczego ona nie zmieni. Ja też czasami spotykam się w moim kole łowieckim z jakimiś patologiami, ale one dotyczą nielicznych – złych ludzi, któryrzy są wszędzie pośród nas. Te patologie staram się wskazywać, głosno o nich mówię w kole narażając się oczywiście tym pseudomyśliwym, ale często odnosi to skutek. Są eliminowani. Można pisać książki wywołujące falę nienawiści i agresji skierowanej anonimowo przez pseudo aktywistów i quasi ekologów na grupę ludzi związanych z łowiectwem, można też podsycać tę agresję na forach intenetowych i obrzucać się inwektywami. Proszę mi jednak powiedzieć co z tego mają dzisiaj sarny, dziki, jelenie w lesie. One pewnie martwią się czy będą miały co jeść tej zimy. To czy zginą z ręki (człowieka)myśliwego, czy bedą rozszarpane przez wilki lub zdziczałe psy jest wpisane w ich istnienie. Takie są prawa natury. Często zastanawiałem się nad tym czy możlwie byłoby całkowite wyeliminowanie myśliwstwa z „procesu” regulowania stanu zwierzyny. Myślę, że wraz z postępującym rozwojem cywilizacyjnym staje się to co raz bardziej niemożliwe. Nie wyobrażam sobie dzisiaj watach wilków goniących sarny po łąkach i polach. Kto mógłby nad tym zapanować. Ludzie baliby by się wyjść z domów. Zaraz pojawiłaby się grupa pyskaczy na forach interentowych, którzy domagaliby się „ucywilizowania” tego stanu rzeczy. Wśród tej rzeszy pyskaczy byłoby pewnie wielu dzisiejszych antymyśliwych. Tuta podam tzw. przykład z życia:

    Wyprowadziłem się trzy lata temu z bloku w Warszawie na wieś (oczywiście by być bliżej natury – codziennie podziwiam sarny za oknem – i nie, nie mam ochoty ich zabijać Pani Małgorzato!). Mieszkam w domu położonym w otulinie leśnej. Niedaleko mieszkają nasi znajomi. Oni są właśnie tzw. „miłośnikami przyrody – aktywistami”. Mają psy, które śpią z nimi w łóżkach i jedzą z ich talerzy i ich dzieci. Przerzucają się na wegetarianizm. Tak przecież trzeba i jest to dzisiaj dobrze widziane – czy zdrowe ? na to nie potrafili odpowiedzieć. Mimo że sie lubimy często dochodziło miedzy nami do spięć – jak ja mogę zabijać te biedne zwierzęta, dlaczego mój pies śpi na dworzu, ja nie mam serca etc etc. Aż któregoś razu gdy byli na spacerze z pieskami i dziećmi (kolejność nieprzypadkowa) zaatakowała ich prowadząca locha . Zaatakowała ich pod ich własnym domem. Natychmiast przyjechali do mnie domagając się odstrzelenia tej lochy. Przecież jestem myśliwym a ta locha atakowała ich puszczone swobodnie psy. Pewnie była wściekła. No i dzieci. Przecież były w niebezpieczeństwie. To jest mój obowiązek. Nie pomogło tłumaczenie, że locha ma warchlaki, które nie przeżyją bez niej, że to oni są dale niej problemem budując dom na jej terenie. Oczywiście nie mogłem tego zrobić, a nawet gdybym mógł to nie zrobiłbym tego, i to przede wszytskim dlatego, że to właśnie tacy pseudoekolodzy sa prawdziwym zagrozeniem. To oni dopasowują swoje poglądy do własnych potrzeb. Ich niewiedza może stanowić zagrozenie dal przyrody.
    Nie szanuję poglądów ludzi uważających się za eokologów i antymyśliwych, którzy w ciepełku własnego mieszkanka szcycą się tym, ze przeszli na wegetarianizm – „no bo oni kochają zwierzeta i nie mogą patrzec jak one cierpią”. Obłuda i głupota !!! Zapominają o tym, że nie przeżyli by w naszym klimacie jedząc tylko roślinki gdyby nie rozwój cywilizacji. Cywilizacji która poprzez ekspansywny rozwój doprowadza do wyniszczania wielu gatunków roślin i zwierząt. Nie trzeba chyba tłumaczyć tego jak to się dzieje. Może więc lepiej wrócic do korzeni ? Żyć w zgodzie z naturą i zaakceptować jej prawa chociaż wydawać się mogą twarde ?

  152.  

    Panie dziki_dzik ,,Dopasowywanie swoich poglądów do własnych potrzeb” o którym Pan pisze jest zmorą i zgadzam się że stanowi prawdziwe zagrożenie dla przyrody. Jak pisał pewien starożytny mędrzec ,, ich umysły poruszają się koleinami”.
    Nasi przodkowie kilkanaście tys. lat temu musieli polować. Niektórzy ludzie żeby przeżyć uprawiali kanibalizm – i to jeszcze w XX wiecznej Europie. Teraz w interglacjale klimat jest ciepły, wojny, kataklizmów i głodu jak na razie nie ma, a polowania i hodowla zwierząt mogłyby spokojnie nie istnieć, gdyby nam na tym zależało.

  153. Tomasz Matkowski
     

    Do Pana Dzik-dzik. poruszył Pan temat-ocean. teza, że wskutek działalności człowieka ekosystem jest zachwiany – jest prawdziwa. Wniosek, że aby przywrócić równowagę niezbędni są myśliwi w roli zbawców (zbawców zwierzyny i obrońców zagrożonej ludzkości) – jest błędna. Jest właśnie typowym dopasowaniem rozumowania do własnych potrzeb. Jest sprytnym połączeniem prawdy i nieprawdy. Niedawno w Newsweeku jakiś myśliwy myśliciel napisał taki post pod artykułem o polowaniach: „spójrzcie na Australię, tam już nie ma różnorodności zwierząt, zostały wyłącznie psy dingo, albowiem pożarły one wszystkie pozostałe zwierzęta”. (Ciekawe co teraz jedzą, tak nawiasem mówiąc. Kupują sobie karmę w marketach?).
    Jakoś dziwnie nie boję się watah zdziczałych psów (o wiele bardziej groźne są watahy zdziczałych ludzi), nie boję się też agresywnych dzików. Budując dom w lesie wkroczyłbym na ich teren – może dlatego nie zbudowałem domu w lesie, tylko mieszkam w bloku, nawiasem mówiąc nie do końca rozumiem czemu to mieszkanie w bloku budzi taką ironię myśliwych? Pomyślmy raczej co by było gdyby wszyscy tak obśmiewani „miastowi” rzucili się do wycinania lasów i grodzenia parcel pod domy „na łonie natury?” Całe szczęście dla przyrody, że ludzie gnieżdżą się w blokach.
    Przykład, który Pan podaje, tej rodzinki co to wybudowała dom w lesie (niedaleko pańskiego domu w lesie, jeśli dobrze zrozumiałem?) i teraz żąda ukatrupienia każdego zwierza, który budzi ich przerażenie – zastanawiający. To nie jest ekologiczna postawa. To jest pseudoekologia. Ekologia nie polega na mechanicznym stosowaniu regułek. Ekologia to nie jest żadne bycie „trendy”, bo tak robią gwiazdy z Hollywood. Przecież i tak ekolog wegetarianin nie przestawi swojego psa na weganizm. A nawet gdyby razem z psem jedli tylko fasolę – każde pole fasoli oznacza śmierć istot, które tam wcześniej żyły. Trzeba było je zabić, przepędzić, a potem dbać żeby nic żywego się nie zalęgło i nie zjadło naszej fasoli. Więc ma Pan oczywiście rację, że nasze życie składa się z zabijania, choćbyśmy byli joginem, fakirem, jedli raz w tygodniu, i to wyłącznie kiełki.
    Ekologia to zupełnie co innego. Ekologia to po pierwsze świadomość tego że żyjąc – zabijamy, a po drugie stąpanie po Ziemi tak, żeby jak najmniej zabijać. I żeby jak najmniej bolało tych, po których stąpamy. Tyle możemy zrobić. Wegetarianizm i weganizm są właśnie takim wyborem, wyborem mniejszego zła. Chyba że chcemy zrobić jeszcze więcej, a więcej może oznaczać tylko jedno: usunąć się z tego świata. Byłaby to jakaś opcja:)
    Aha, żeby nie było że uczepiłem się akurat tylko myśliwych. Piszę teraz książkę o okrucieństwie ludzi wobec zwierząt domowych. Tych, które kiedyś zaprzęgliśmy do służby a teraz są niepotrzebne. Psy, koty, konie. O przejawach nienawiści i sadyzmu u takich zwykłych, szanowanych mieszkańców bloków. To jest temat co najmniej równie tragiczny jak polowania.
    Nie napiszę natomiast o rzeźniach, do czego mnie masowo namawiają myśliwi. Po prostu dlatego że na ten temat są doskonałe książki, tylko nikt ich nie chce czytać. Polecam zwłaszcza „Wieczną Treblinkę”, której autor porównuje życie zwierzęcia hodowlanego do pobytu w niemieckim obozie śmierci.

  154. Tomasz Matkowski
     

    aha, i jeszcze jedno, panie dzik dzik. niechże pan juz da spokoj z okresleniami w rodzaju „infantylna książeczka”, „książka” pisane w cudzysłowie itp. panskie kompetencje literaturoznawcy są równie wyśrubowane, jak wyśrubowane ortograficznie jest pisanie przez pana słowa talerz przez „ż”. Odsyłam do postów pp. Tabortowskich którzy gdzieś na początku tej dyskusji wymądrzali się literaturoznawczo, a potem im się wymknęło coś niegramatycznie, za co dostaliby dwóję w szkole podstawowej.

  155.  

    Ja jeszcze dodam do poprzednich postów ,że myśliwi pięknie sobie zapracowali na swój wizerunek ,chodzi mi o to ,że z jednej strony mam dziada ze wsi w gumofilcach i zardzewiałą dubeltówką na ramieniu i mówi się na niego myśliwy a z drugiej człowieka dla którego łowiectwo to pasja ,samo polowanie to jedynie element całości i na takiego człowieka również mówi się myśliwy.Znam kilku pasjonatów którzy np.świetnie grają na rogu ,zajmują się kynologią ,jeżdżą na zawody strzeleckie ,kolekcjonują broń a nawet kupują meble z motywami łowieckimi.I teraz można sobie porównać takiego „wsioka” ,który traktuje łowiectwo jako tanie źródło mięsa i takiego pasjonata dla którego łowiectwo to coś więcej niż zabijanie zwierząt.Od początku dyskusji staram się tylko to przekazać.
    Nie bronię ani przez chwilę takich myśliwych ,którzy są nieetyczni oni powinni być szykanowani.
    Jednak nie podoba mi się styl wypowiedzi Pana Matkowskiego ,który przedstawia wszystkich myśliwych jako idiotów.
    Czasem posuwa Pan się dalej podając zupełnie nieprawdziwe informacje jak np.że myśliwi strzelili 50 mln. saren podczas gdy strzelono 14.5 mln. całej zwierzyny albo ,że myśliwi wybijają rocznie prawie całą populację dzików.I ciekawe skąd te dziki się biorą bo obecnie w Polsce stan dzika jest bardzo wysoki.
    Trochę mniej oszczerstw i zmyślania takich rzeczy a wtedy nie będę miał Panu nic do zarzucenia.

  156. Tomasz Matkowski
     

    Do Myśliwego. Doskonale Pan wie, że prawie sto procent populacji dzików ginie od kul mysliwych. A jeżeli Pan tego nie wie, to jeszcze gorzej.
    Co wcale nie znaczy że dzików nie ma. Pisze Pan, że stan dzika jest bardzo wysoki. i to jest prawda. więc jak to możliwe? wyjaśnienie jest proste. Proszę wziąć za przykład zwierzęta hodowane na rzeź. Sto procent ich populacji zostaje zabite, a jest ich coraz więcej. Cóż za dziwny paradoks…
    Skąd się biorą dziki? Pytanie równie naiwne, jak skąd się biorą dzieci. To dziwne, że Pan jako myśliwy znający przyrodę nie słyszał, że dziki mają potomstwo, zupełnie tak jak ludzie? A im więcej się je dokarmia, tym częściej spółkują i tym więcej mają tego potomstwa. Populacja dzików jest sztucznie utrzymywana na wysokim poziomie przez myśliwych. Po to żeby potem był pretekst do zabijania tychże dzików „bo włażą na pola uprawne…” Te słynne odszkodowania dla rolnikow, ktorym to argumentem tak szermujecie, w gruncie rzeczy zostały wprowadzone z myślą o was. To był wydatek dla budżetu Państwa groszowy. Jednak kilkanaście lat temu lobby mysliwskie w sejmie przerzuciło te koszty na myśliwych, żeby dać im do ręki cenny argument: my płacimy za szkody, a więc mamy prawo zabijać szkodniki.
    W mojej książce, której Pan nie czytał ale którą Pan „cytuje”, napisałem, że starszy myślliwy powiedział mi „strzeliłem w życiu coś koło pięciuset saren”. Jeżeli przemnożymy to przez sto tysięcy mysliwych zrzeszonych w PZŁ wychodzi pięćdziesiąt milionów. Oczywiście – i to także wyraźnie piszę, na str. 8 u góry, nie każdy myśliwy zabił aż tyle saren. Ale przecież mysliwi zabijają nie tylko sarny! Jeżeli dodać inne zwierzęta, w tym również ptactwo – cyfra 50 milionów zabitych przez POKOLENIE myśliwych (czyli przez wszystkich zrzeszonych w PZŁ w ciągu ich życia) nie wydaje się liczbą zawyżoną.
    Albo Pan nie zrozumiał, albo Pan udaje, że nie zrozumiał.
    Co do pasjonatów, o których Pan pisze i stawia za wzrór w odróżnieniu od prostaka, który poluje dla mięsa – bardziej szanuję tego prostaka niż zapaleńców, którzy się podniecają kupowaniem mebli z motywami mysliwskimi, „układaniem” myśliwskich psów i straszeniem zwierząt i ludzi grą na rogu (kto słyszał ten koszmarny dźwięk, wie o czym mówię:).

  157.  

    Mógłby Pan nie robić ze mnie głupka ,jak robi Pan z większością myśliwych w myśl zasady „kto nie z Mieciem tego zmieciem” zresztą co za różnica i tak będę polował a jak Pan nie chce mnie słuchać to nie mam najmniejszego zamiaru o to zabiegać.Co do dzików ,to będziemy ich strzelać tyle ile jest w planie i ani jednego mniej bo nie mamy najmniejszego zamiaru doprowadzić koła do bankructwa.A tak na marginiesie:wprowadził Pan kolejny śmieszny argument ,że myśliwi płacą za szkody aby móc powiedzieć ,że mają prawo zabijać zwierzęta.Gwarantuję Panu ,że bardzo chętnie oddamy ten obowiązek np. państwu i będziemy wielce zadowoleni z tego powodu.

  158.  

    I jeszcze dodam ,że tak prowadzi Pan dyskusję aby pokazać ,że myśliwi robią wszystko aby tylko oddać strzał do jakiegoś zwierzaka.No cóż jeśli Pan tak uważa to nie mam o czym z Panem rozmawiać.

  159.  

    Mam pytanie: myśliwi wciąż mówią, że dzików jest za dużo, więc co zrobili aby ograniczyć ich populacje? Myśliwy proponował np. wysypać tonę kukurydzy do paśnika.

  160.  

    Dodam jeszcze że pierdzenie na rogu jest przykładem wielotonu nieharmonicznego. Koszmarny instrument.

  161.  

    Mnie po prostu już coś trafia jak siedzę i czytam takie wypowiedzi.A mi za to się nie podoba dźwięk kobzy i można tak za przeproszeniem chrzanić w nieskończoność.
    Ludzie ,w jakim świecie wy żyjecie ? Jest mnóstwo innych ,o wiele ważniejszych problemów ludzkości niż łowiectwo które samo w sobie problemem nie jest.
    Widzę ,że i na tym forum mam do czynienia z bandą „zielonych” którzy być może śpią z psem i jedzą z kotem ,ale to nie mój problem i mi to również za przeproszeniem wisi.Na każdym forum co jeden to mądrzejszy i każdy ma wspaniałe i niezawodne pomysły na ocalenie biednych zwierzątek ,tylko że fajnie się gada a raczej pisze siedząc przed komputerkiem ,a już mniej fajnie jak trzeba ruszyć tyłka i coś zrobić.Mam głęboki szacunek do tych ekologów ,którzy nie zachowują się jak debile wisząc na drzewach a robią coś konkretnego ,czasem nawet współpracując z myśliwymi.A co do rogu to byłbym naprawdę wielce zdumiony gdyby Pan napisał ,że ten dźwięk się Panu podoba ,no ale rogu używają głupi myśliwi ,więc na pewno z góry jest badziewny.
    Pozdrawiam

  162.  

    Panie Mysliwy
    -,,banda zielonych”
    -,,biednych zwierzątek”
    -,,łowiectwo samo w sobie problemem nie jest”
    -,,…debile wisząc na drzewach”

    Co by Pan pomyślał o autorze tych słów? Że jaki ma stosunek do zwierząt, do przyrody i jaką ma wiedzę? Greenpeace dla Pana to tez debile? Pisze Pan żeby ruszyć tyłki i coś zrobić. Co, zrobić? Kukurydze do paśnika? W Polsce przeznacza się 40mln zł rocznie na dokarmianie i jak zatargacie na plecach worki z kukurydzą to czujecie, że zrobiliście coś dla przyrody, choć tak naprawdę nie dajecie jej szansy wyjść z tego rozregulowania. Współpracować z myśliwymi? Bardzo chętnie. W wielu sprawach na pewno się zgadzamy. Ale jak prosiłem myśliwych żeby pomogli zamontować siatki i schodki dla zwierząt które wpadają do wybetonowanego kanału zakończonego studnią to nikt nie miał czasu bo go jakieś żabki nie obchodzą, nawet nie wiedział co to są grzebiuszki! Utopiona łasica i łabędź w studzience nie robiły wrażenia.

  163.  

    Panie Matkowski, szczerze dziękuję za naukę – tależ oczywiscie przez „rz” – errare humenum est. Podchodzę do Pana nauki z pokorą i wdziecznością ponieważ nie uważam się za filologa – wykształcenie mam raczej ścisłe. Pana ksiązki nie nazwę nigdy „dziełem” i to nie z powodu jej ułomności stylistycznej czy ortograficznej – od tego są korektorzy i redaktorzy, ale z powodu intencji jej napisania (już o tym wspominałem i napiszę też nieco poniżej). Pan jednak rzeczywiscie ma nieustającą potrzebę poprawiania innych. To jest cecha pozytywna pod warunkiem, ze zachowuje się nalezyty szacunek dla osoby poprawianej, nie okazując przy tej okazji swojej wyższości w tym względzie. Przede wszystkim to poprawianie wynikać powinno ze szczerej checi niesienia pomocy i nauki a ja tego nie wyczułem w Pana intencjach.

    „Dodam jeszcze że pierdzenie na rogu jest przykładem wielotonu nieharmonicznego. Koszmarny instrument.” – Panie Jacku mimo, że nie zgadzam się z wieloma Pana poglądami tym stwierdzeniem rozbawił mnie Pan do rozpuku. Gratuluję trafności określenia i poczucia humoru – ponoć jest ono cechą ludzi inteligentnych.

    „A im więcej się je dokarmia, tym częściej spółkują i tym więcej mają tego potomstwa. Populacja dzików jest sztucznie utrzymywana na wysokim poziomie przez myśliwych”

    „Mam pytanie: myśliwi wciąż mówią, że dzików jest za dużo, więc co zrobili aby ograniczyć ich populacje? Myśliwy proponował np. wysypać tonę kukurydzy do paśnika.”

    Panowie – wysypując tonę kukurydzy do paśnika chcemy między innymi dziki zatrzymać w lesie – dzisiaj z powodu nadmiernej ich ilości oraz ekspansywnej eksploracji lasów przez miłośników quadów, motorów, pseudoekologów z pieskami etc. zwierzyna co raz częściej pojawia się w miastach. Tam gdzie ja mieszkam jest to już powazny problem. Dziki w dzień spacerują ulicami szukając śmietników gdzie mogą znaleźć coś do zjedzenia. Kolizje samochodowe z dzikami i sarnami to codzienność. Pomysł myśliwych na regulację tego stanu rzeczy to oczywiście odstrzał i zatrzymanie w lesie poprzez tworzenie ostoi zwierzyny – miejsc bezwzglednego zakazu polowań oraz intensywnego dokarmiania. W moim kole poluje się jedynie na obrzeżach takiej ostoi, która stanowi ok. 80% powierzchni obwodu. Teza, że chcemy mieć nadmiar dzików jest nieprawdziwa – ponieważ nadmiar oznacza dla nas porblemy również te finansowe. Dla przykładu w moim kole zarządzono w tym roku dopłatę w wysokości 480 zł od myśliwego tytułem podywższonych kosztów szkód łowieckich.

    Rozmawiajmy o konkretach – jaki jest Panów pomysł na nadmiar dzików ? Proszę o przykłady – chętnie podyskutuję na ten temat, proszę tylko nie ograniczać się jedynie do krytyki działań myśłiwych w tym zakresie. Taka dyskusja jest nieefektywna.

    Mam jeszcze jedną, zasadniczą tezę do przedyskutowania. Mam nieodparte wrażenie, że ksiązki typu „Farba znaczy krew” „Polowaneczko” itd de facto robią krecią robotę – odpychają od Łowiectwa ludzi wrażliwych, wartościowych, mogacych coś zmienić, a przyciągają psychopatów, którzy odnajdują tam miejsce do wyładowania frustracji. Bycie ciągle opluwanym jest bardzo dokuczliwe dla tych którzy mają choć trochę wrażliwości i sumienia i jest jedynie „deszczem” (w myśl powiedzenia) dla tych którzy nie zostali w je wyposażeni. Jednym słowem, ci którzy mogą coś zmienić w Łowiectwie, reprezentują coś więcej niż „pospolity bandytyzm”, są otwarci na dialog z ekologami, mogą zacząć odchodzić od niego – zostaną w nim natomiast sami „mordercy”, którzy bedą mieli pełną swobodę działania gdyż już nikt im nie będzie patrzył na ręce. Proszę mi wyjaśnić jak Panowie widzicie tę kwestię no i jaka jest rzeczywista intencja tych książek. Jeżeli chcecie zrobić prawdziwą dywersję przestańcie zniechęcać wartościowych ludzi do Łowiectwa bo inaczej ono nie będzie ewoluowało, patologie nie znikną, a będzie ich co raz więcej. Powiedziałbym więcej – tutaj spotkam się pewnie z Panów oburzeniem, ale to powiem: wstąpcie do PZŁ i coś zróbcie !!!! Przecież zdajecie sobie Panowie doskonale sprawę z tego, że słowo pisane, jakie by ono nie było, nie dotrze do zdegenerowanych umysłów niektórych pseudomyśliwych !!! Będzie jedynie kolejnym tematem kpin przy kieliszku !!! Może nawet przedmiotem prób naśladowania, a później wyśmiewania !!! Przepraszam za kolokwializm, ale Pan Kruczyński (Farba znaczy krew) lepiej pokazałby że „ma jaja” gdyby po „przebudzeniu” został w strukturach PZŁ i Koła i zaczął aktywnie przeciwstawiać się patologiom tam panujacym. O wiele trudniej jest jedak stanąć twarzą w twarz z takim „problemem” (uzbrojonym pseudomyśłiwym). Łatwiej z wygodnego fotela, zamkniętym w mieszkanku obrzucać niewybrednymi epitetami ludzi wcześniej szufladkując ich i wrzucając do jednego worka kryminalistami, szczególnie zaś gdy idzie za tym materialny dochód. Oczywiście wychodzę powyżej z tezy, że „etyczne zabijanie” – jakkolwiek te dwa słowa zestawione ze sobą mogą budzić kontrowersje i z pewnością będą cytowane – jest wpisane w prawa natury.

    Ja w Łowiectwie zostanę ponieważ chcę je zmieniać i chcę usuwać z niego patologie i psychopatów. Jestem silny i nie obchodzi mnie na plucie na mnie. Dzięki jednak tej „kreciej robocie” może okazać się, że zostanę „na placu boju” sam przeciw tysiącom …

    PS
    Chciałbym poruszyć jeszcze jeden temat:
    Z pewnoscią wszystkie zwierzęta czują (uwaga !!! są tacy co twierdzą że nawet rośliny też czują), cierpią, odczuwają strach gdzie jednak kończy się sadyzm człowieka – myśliwy zabił choć nie sprawia mu to przyjemności – jest sadystą, rzeźnik w rzeźni – zabił krowę – czy jest sadystą ? chłop – zabił świnię – czy jest sadystą ? chłopka – zabiła kurę na rosół – czy jest psychopatką ? chłop – łapie myszy w pułapkę – zabija je a one przecież czują – czy jest sadystą ? czy zatem chodząc po ziemi i depcząc mrówki, dżdżownice i żuki powinniśmy również nazwać siebie sadystami. Kryterium dla wielu to odczuwanie przyjemności z tego faktu – jeśli tak, to teza, że myśliwi to mordecy i psychopaci upada – ponieważ ja i kilka innych osób – myśliwych, które znam nie czerpię przyjemności z pociągania za spust.

    A może jest inne kryterium inna granica, kto je w takim razie ustala i JAKIE MA PRAWO DO TEGO ???

  164.  

    Kryterium niech ustali poszkodowany – taki jest mój pogląd. Zawsze trzymam z najsłabszym.

  165.  

    Panie Jacku.Pisząc takie ostrzejsze sformułowania wcale nie miałem na myśli Pana czy Pana Matkowskiego ,ale jest pewna grupa osób i Pan na pewno o tym wie ,którzy ,że się tak wyrażę ,próbują sprawiać wrażenie mądrzejszych od innych zabierając głos w sprawach ,o których nie mają pojęcia ,Pana też na pewno wkurza jak ktoś się wymądrza na temat sobie nieznany ,ale jak czytam po raz 50 „myśliwi to skur…ny ,do gazu z nimi” to już zaczyna być męczące ,nie mówię ,że tak jest na tym forum ,mówię ogólnie.
    Ja również zgadzam się w wielu sprawach z Panem czy Panem Matkowskim.
    Do Greenpeace nic nie mam ,jeśli ich działania mają np. nie dopuścić do wycięcia jakiejś puszczy celem zbudowania tam autostrady ,czy galerii handlowej ,to oczywiście bardzo popieram wszelkie formy takiego działania,nawet wiszenie na drzewach ,ja mówię ,że wkurzają mnie tacy którzy bez pojęcia wypisują pomysły na zmienianie świata.
    Nie uważam ,że jestem sadystą ,jak wylewaliśmy fundament przed domkiem myśliwskim ,własnoręcznie wyciągałem żabki ,które wpadły do dołu przed wylaniem betonu.Jak zabijam zwierzę to zawsze ,dla czystości sumienia muszę mieć powód np.strzeliłem dzika ,którego ja i moja rodzina zjemy i nic się nie zmarnuje więc jestem w pewien sposób usprawiedliwiony ,ale uważam za totalne kretyństwo strzelanie do kaczek i ptactwa w ogóle ,bo z tego tak naprawdę użytku nie ma a poluje się ,żeby sobie postrzelać.To jest właśnie patologia.Nic nie mam do wegetarian ,ekologów itd. jeśli tylko we własnych poglądach mają trochę opamiętania i zdrowego rozsądku.
    Pozdrawiam

  166.  

    Panie Jacku,

    Silny – słaby ? Rozumiem, że tutaj nie chodziło Panu o siłę fizyczną, bo w tej kwestii ludzie są gdzieś pośrodku hierarchii. Nie jesteśmy najsilniejsi a mimo to „rządzimy” (przynajmniej tak nam się wydaje). W odległej przeszłości bywało jednak inaczej. To ludzie (nasi przodkowie) byli ofiarami zwierząt. To na człowieka „się polowało”. Był łatwą ofiarą bo był bezbronny, nagi i nie dość mądry żeby się skutecznie bronić. Nikt się za nim nie wstawiał. Dzisiaj jest inaczej – mamy już przewagę intelektualną – wytwarzaliśmy coraz doskonalsze narzędzia (w tym przede wszystkim narzędzia do obrony ale i do zabijania bo musieliśmy jeść kaloryczne pożywienie) i to dało nam szansę przetrwać. Nie twierdzę, że należy teraz bezwzględnie te przewagi wykorzystywać i tkwić w miejscu nie ewoluując, chełpiąc się zajętą pozycją. Dalej jednak będę odwoływał się do Praw Natury, które są bezwzględne i nadrzędne, również dla człowieka. Można sobie wyobrazić taką hipotetyczną sytuację : rozwija się w sposób niekotrolowany polpulacja drapieżników. W lasach, puszczach itd brakuje im w końcu pożywienia – co się dzieje wtedy ? drapiezniki „sięgają” po nas – wraciają dawne czasy – ludzie stają się ich kolejnymi ofiarami. Nie każdy mieszka w mieście, w bloku, na 6 lub 5 piętrze. Na innych kontynentach – tam gdzie ludzie żyją w szałasach – są dziesiątkowani, bez wyjatku – najpierw małe dzieci bo najwolniej uciekają… (nawet dzisiaj w Afryce, bardzo czesto zdarzaja się takie przypadki). Dodam tutaj, że drapieżniki nie polują wyłącznie gdy są głodne. Czasem robią to instynktownie, dla wprawy, DLA ZABAWY lub na zapas (prozaiczny przykład – dziesiatkowanie stada owiec przez watahę wilków – wilki są w stanie zjeść kilka takich owiec a zabijają nieraz całe stado jednej nocy, kot dla zabawy polujący na myszy). Powyższa wizja rozrostu populacji drapieżników i dziesiątkowanie ludzi jest oczywiście mało prawdopodobna jednak chodzi mi tutaj jedynie o pokazanie, że równie dobrze to my możemy być ofiarą. Natura nie przewiduje stawania w obronie słabszych. Wręcz przeciwnie. Natura nakazuje eliminację słabszych jednostek (naturalna selekcja) – są zagrożeniem dla ewolucji. Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy wybić wszystkie zwierzęta. Dzięki ewolucji mamy intelekt, który podpowiada nam, że są nam potrzebne do naszego przetrwania.
    Jest taka teoria, która mówi ze większość „dobrych uczynków człowieka” wynika – paradoksalnie – z jego egoizmu. Egoizmu dobroczyniącego, jego wewnętrznej i niezaspokojonej potrzeby bycia potrzebnym, odczuwania satysfakcji z faktu bycia dla kogoś przydatnym. Najczęściej „dobroczyniący” sami wtedy ustalają co i komu jest potrzebne, są zaślepieni poczuciem „słuszności sprawy”, dla ktorej się poświęcają – w rzeczywistości okazuje się jednak, że inni tej pomocy nie oczekują lub jej wcale nie potrzebują. Coś w tym jest…

  167.  

    „Natura nakazuje eliminację słabszych jednostek”.Tak, ale „mądrość” natury to 10 w skali 1-10, a ludzkiej 1.

  168.  

    Ech, mądrość natury jest dużo wyższa – rzekłbym nawet więcej – dla człowieka pozostanie ona nieodgadniona.

  169.  

    Wracając do „dobrych, ludzkich uczynków” względem natury, zwierząt, roślin etc. Czyż nie płyną one w dużej mierze z ludzkiego egoizmu (ktoś inny nazwał by to moze racjonalizmem). Musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym, że bez niej wyginiemy. Jesteśmy jednym z jej elementów – ona jednak bez nas przetrwa – my bez niej nie.

  170.  

    a co o tym powiedzieć ? czy ci ludzie to są psychopaci ? czy są usprawiedliwieni bo nie zabijają dla przyjemności ?

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,8771,title,Rozpoczela-sie-najwieksza-na-swiecie-krwawa-rzez,wid,11716426,wiadomosc.html

  171.  

    ,,ona jednak bez nas przetrwa” Święte słowa Panie dziki_dzik!

  172.  

    Panie dziki, pisze Pan że jest Pan silny, więc wytrzyma Pan i to:
    nie tylko nie zna się Pan na literaturze i nie jest Pan filologiem,ale i umysł Pana nie jest ścisły. Skala jaką wymyśliłam (1-10) to skala
    umowna i z nią się nie dyskutuje! To matematyka i nie może być
    czegoś więcej, jeśli 10 to najwięcej.(proszę skonsultować ze
    średnio zdolnym uczniem tę kwestię zanim się Pan rzuci do
    odpowiedzi) I Pana braki w logicznym myśleniu (logika to dział
    matematyki) nie pozwalają Panu na zrozumienie o czym piszą
    P.Matkowski i P.Jacek.
    W Pana ustach „musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym,że bez niej wyginiemy” to bezczelność. No niech Pan da spokój z tym podlizywaniem się opozycji.

  173.  

    Pani Małgorzato, skala to raczej geografia, no chyba że ten termin kojarzy się Pani jedynie z linijką, którą kazali Pani przynosić na matematykę.

    „W Pana ustach “musimy dbać o przyrodę bo wiemy dobrze o tym,że bez niej wyginiemy” to bezczelność. No niech Pan da spokój z tym podlizywaniem się opozycji”

    - ale ja jestem w opozycji !!!

  174.  

    … o ile u Pana Jacka logikę odnajduję to u Pana Matkowskiego dostrzec jej nie mogę. Gdzie logika gdy człowiek pisze, że potępia zabijanie zwierząt przez ludzi jednocześnie jedząc mięso ? Rozumiem, że kilkuletnie dziecko jest wstrząśnięte tym, że kotlety nie rosną na drzewach, ale dojrzały mężczyzna ?

  175.  

    Logika jest ważna ale nie o nią tu chodzi. Problem zogniskowany jest tu: widzi Pan w celowniku zwierzę które identycznie jak my nie chce cierpieć i szuka szczęścia. Nie może Pan strzelić jeżeli przedtem nie wykona Pan odcięcia swoich głębokich pokładów czegoś czego nie potrafię nazwać. Ten proces odcinania, nie jest odczuwalny dlatego jest pułapką. Nie uważam śmierci za coś najgorszego, w końcu czas też zabija. Ale widzę ogromną różnicę między człowiekiem dobrym gospodarzem kontrolującym przyrodę i czyjeś życie a człowiekiem pozwalającym żyć. Ja kiedyś chciałem przystępować do egzaminu obrączkarskiego, byłaby to nobilitacja w świecie ornitologów, ale nagle coś mi się wywróciło i odstąpiłem. Towarzyszył temu lekki smutek i okropne poczucie pustki, ale o dziwo poczułem lekkość jak nigdy. Po latach usłyszałem historie pewnego mysikrólika, który siedem razy łapał się w sieć. W końcu został poddany sekcji. Na sercu miał siedem blizn.

  176.  

    Do Pani Gośki: Nie wiem czy znalazł by się choć jeden myśliwy ,który chce się „podlizywać” swoim przeciwnikom.A może jest po prostu tak ,że mamy czasem podobne poglądy ?Myślała Pani o tym ?

  177.  

    „(proszę skonsultować ze
    średnio zdolnym uczniem tę kwestię zanim się Pan rzuci do
    odpowiedzi)”

    Dodam jeszcze ,że robienie z nas idiotów to właśnie jest bezczelność.

  178.  

    Panie Myśliwy, myślę, że nie warto iść w tę stronę – nie warto eskalować nienawiści. Pani Małgorzata celowo próbuje wzbudzić w nas agresję, stosuje różne chwyty żeby skierować rozmowę na boczne tory, co pozwoli uciec od meritum. W ten sposób chce również za wszelką cenę pokazać swoją wyższość. Myślę, że sama gdzieś podświadomie czuje, że temat jest bardziej złożony i nie sprowadza się on jedynie do myśłiwego-bandyty. Łatwiej jest jednak kanalizować (personalizować) negatywne emocje i w niewybredny sposób atakować wykreowanego w ten sposób adwersarza. Moim zdaniem właśnie na tym w głównej mierze opiera się książka Pana Matkowskiego. Według mnie w pewnym momencie swojego życia Pan Tomasz doznał swojego rodzaju przebudzenia. Okazało się, ze świat, który go otacza nie jest taki jak go sobie wyobrażał. Nie zastanawiał się być może wcześniej, będąc wychowywanym w mieście, że mięso, które spożywał było okupione cierpieniem innej istoty. Będąc obdarzony nieprzeciętną wrażliwością pewnego dnia „przejrzał na oczy” stykając się ze śmiercią twarzą w twarz. Doznał szoku ponieważ okazała się ona mniej estetyczna niż sobie to wyobrażał. Dowiedział się, wreszcie że przed zjedzeniem „flaki trzeba wypruć” etc. Naturalną rzeczą było więc pojawienie się bardzo silnych emocji, które dzięki talentowi pisarskiemu (wiem – jestem cyniczny!) barwie przelał na papier wywołując reakcję łańcuchową wśród ludzi podobnych do siebie. W końcu sam napisał, że nie jest to książka dla myśliwych i dla tych którzy są zdecydowanymi przeciwnikami łowiectwa – nie bo oni wiedzą na czym zabijanie polega i nie doznaliby takiego szoku, oni wiedzą, że zabijanie jest okupione cierpieniem. W pewien sposób pogodzili się z tym, że śmierć ziwerząt wpisana jest w „mięsożerne” życie. Jedni mniej inni bardziej. Pan Matkowski właśnie dlatego książkę kieruje do pozostałych ludzi. Ludzi, w których codziennej egzystencji nie było miejsca na refleksję w supermarkecie kiedy sięgali po estetycznie zapakowany „schab za 17,90″. Do ludzi, dla których mięso jest produktem takim samym jak herbata. Mięso to mięso. Rzeźnik to rzeźnik. Myśliwy to morderca. Szufladkowanie, kategoryzacja i idziemy przez życie dalej z czystym sumieniem. Pan Matkowski reaguje podobnie jak Pani Małgorzata (może kolejność jest odwrotna) – kanalizuje (co jest w takiej sytuacji dla każdego zdorwego człowieka rzeczą naturalną) swoje negatywne emocje na innych – szuka (dość powierzchownie, ale spektakularnie – bo ważna jest wrzawa, która przerodzi się w większą sprzedaż) winnych – znajduje łatwo – „głupkowatych myśliwych”. To oni są źródłem zła. To oni są winni, no bo przecież nie on tworząc popyt na mięso będąc jego zjadaczem. Oni – myśliwi przecież zabijają dla przyjemności – o tak ! z pewnością ! są na to dowody – i dalej dla przykładów barwnie przedstawia swoje obserwacje koncentrując się (oczywiście!!!) na marginalnych patologiach, które (wiadomo) większość ludzi (czytelników) oburzy. Konstrukcja nie tyle prosta co naiwna, wręcz szkodliwa biorcąc pod uwagę „krecią robotę”, o której wspominałe powyżej.

    Tak na marginesie często zastanawiałem się nad zasadniczą tezą Pana Tomasza. Tezą wysnutą rzekomo w obronie zwierząt. Tezą, która mówi o grzechu głównym myśliwych-morderców – czerpaniu przyjemności z zabijania – a jaka jest różnica dla ofiary czy była ona zabita z przyjemnością czy bez niej ? co to za pseudomoralne rozważania !!! czy świnia w rzeźni odczuwałaby mniej starchu i cierpienia wiedząc, że Pan Tomasz zje później z niej kotleta ! Obłuda ! Demagogia ! Populizm ! fuj !

    Znamienną rzeczą jest też fakt, że najwięcej przeciwników myśłiwych znajdziemy w dużych miastach. Tam gdzie „cywilizacja” dawno oddzieliła ludzi od natury, jej twardego oblicza. Ludzie ci już nie muszą zabijać zwierząt żeby je później zjeść więc obłudnie stają wśród ich obrońców (częściowo by uśpić gdzieś tam w głębi budzące się sumienie). Inaczej jest na wsi. Tam myśliwy nie budzi odrazy, agresji, starchu. Jest szanowany, a nawet pomocny ! Punkt widzenia zależy od miejsca, w którym w danej chwili się znajdujemy drodzy Państwo!

    Jeszcze raz podkreślę:
    patologie zdarzają się wszędzie i trzeba je eliminować,
    śmierć zwierząt z ręki człowieka jest okrutna – jest jednak konsekwencją wyboru ludzi bycia mięsożernymi, z zastrzeżeniem, że czasem jest koniecznością (kto przekona eskimosa do diety złożonej wyłącznie z korzonków?),
    zabijanie dla przyjemności dotyczy ludzi chorych i uważam, że powinni być oni leczeni bądź karani (najlepiej jedno i drugie), potępiam polowania zbiorowe i polowania z psami i to nie dlatego, że „zwierzyna nie ma szans” bo ona w starciu ze współczesnym człowiekiem nigdy ich nie ma, ale dlatego, że zwierzęta te w czasie takich polowań odczuwają ogromny strach i stres zanim zginą,
    uważam, że smierć zwierząt w ich naturalnym środowisku, która najcześciej następuje gwałtownie i natychmiastowo, jest mniejszą zbrodnią człowieka niż „Wieczna treblinka” czyli chów przemysłowy,

  179.  

    „większość ludzi (czytelników) oburzy” – oczywiście „obuży” Pani Małgorzato – dzięki Pani kupiłem nawet słownik !

  180.  

    Jest dokładnie tak ,jak pisze Pan dziki_dzik -ludzie w miastach tak oddzielili się od ludzi mieszkających na wsi ,że mnie samego to zadziwia.Wiem bo sam mieszkam koło Warszawy ,w mieście ,ale mam blisko do wsi. Znam osoby ,które uważają ,że rogacz-samiec sarny to mały jeleń i nie wiem czy śmiać się czy płakać ,albo na jelenia mówią ,że taki do konia podobny.Tak jak już wcześniej było pisane: mięso się bierze z supermarketu a myśliwi to mordercy.

  181.  

    „Panie Myśliwy, myślę, że nie warto iść w tę stronę – nie warto eskalować nienawiści.”

    Nie wiem od kiedy Pan zaczął się interesować takimi forami jak to ,ale ja piszę już tu długo i czasem po prostu mam dość.Jak tłumaczę kilkanaście razy to samo a w odpowiedzi uzyskuję za każdym razem „I tak jesteś mordercą ,mam cię gdzieś” sformułowane w różny sposób to mam czasem dość.

  182.  

    A ja nie mogę zrozumieć hipokryzji tzw. obrońców zwierząt. Bo jeżeli przyjąć że jesteśmy równi we wszystkim ze zwierzętami, to przestrzegajmy tego. Nie zabijajmy w rzeżniach, nie hodujmy, nie łówmy ryb, nie trzymajmy w klatkach, nie wykorzystujmy do eksperymentów przez firmy kosmetyczne, koncerny medyczne, nie zwalczajmy szarańczy, drwalinka, stonki i komara. Natomiast jeżeli przypisujemy sobie prawo panowania nad zwierzętami i zabijania ich na cele np. spożywcze, to śmierć od kuli jest dużo bardziej humanitarna niz śmierć w rzeźni. A już argument że natura sama się obroni i wyreguluje świadczy o braku podstawowej wiedzy. Prosty przykład. Na danym terenie szacuje sie że jest np. 100 sztuk dzika (oczywiście szacunek czysto teoretyczny). Zawiszamy całkowicie polowania. Przyjmijmy że przyrost wynosi 50 % populacji w roku ( co nie jest dużo ). Po roku dzików jest 150, po 2 latach – 225; 3 rok -337; 4 rok – 506; 5 – rok 739, 6 – rok 1140. Co się będzie działo po 10, 15 czy 20 latach ? I kto za to weźmie odpowiedzialność ? Pan Matkowski ze swoją pigułka antykoncepcyjna dla gołębi ?

  183.  

    No bo to, Panie Myśliwy, jest trochę tak jak bywało z kamienowaniem lub paleniem na stosach – taka dzika, agresywna psychologia tłumu dążącego do samooczyszczenia przez dobitne wskazanie jawnogrzesznika (w tym przypadku myśliwego). Odwrócenie uwagi od siebie i zabicie rodzącej się w podświadomości własnej, mniejszej lub większej winy za zastany stan rzeczy. Zakrzyczeć, zwyzywać, opluć (najlepiej anonimowo) i z „czystym sumieniem” dalej konsumować własne przepełnione obłudą życie.

  184. Tomasz Matkowski
     

    „Jak zabijam zwierzę to zawsze ,dla czystości sumienia muszę mieć powód np.strzeliłem dzika ,którego ja i moja rodzina zjemy i nic się nie zmarnuje więc jestem w pewien sposób usprawiedliwiony ,ale uważam za totalne kretyństwo strzelanie do kaczek i ptactwa w ogóle ,bo z tego tak naprawdę użytku nie ma a poluje się ,żeby sobie postrzelać.”
    No i proszę, z Pana Myśliwego wyszło jednak ludzkie oblicze… bardzo mnie to cieszy. postawa pt. zabijam tylko po to żeby zjeść jest usprawiedliwiona tak samo, jak moja postawa kupuję mięso bo bez jedzenia mięsa na dluższą metę źle się czuję. oczywiście, byłoby fajniej nie jesc miesa. (Pan chyba też by wolał, czuję to w tych słowach „jestem W PEWIEN SPOSÓB usprawieldiony”). Bardzo zazdroszczę wegetarianom, podejmowałem wiele prób, i pewnie będe jeszcze podejmował, może pod okiem lekarza i ze wspomaganiem tabletkami. w każdym razie nigdy nie napisałbym polowaneczka gdybym w mysliwstwie widzial tylko takie postawy jak Pana Myslilwego. Polowaneczko jest wlasnie o tym od czego Pan się odcina – sam pan pisze, ze strzelanie do ptactwa to tylko zabawa. Ale pisze pan tez, ze to patologia. zgadzam się. tylko ze w oczach PZŁ niestety nie jest to patologia, ale norma. skodyfikowana, usankcjonowana, są sezony na kaczki, kuropatwy, gęsi, i inne ptactwo. tak samo jak patologią są wszelkie zapędy trofeistyczne, robienie sobie zabawy z trupa, zabawy w ważenie czaszek i ocenę uperlenia wykwitów – to infantylne lajdactwa. chcesz zjeść jelenia – zabij go tak zeby nie cierpiał (ilu mysliwych to potrafi?) opraw go i go zjedz. ale przeciez Pan dobrze wie, ze nie po to znakomita wiekszosc mysliwych ugania sie za jeleniem, zeby miec co do garnka wlozyc, tylko zeby przezyc ekstaze podchodów, upajania się glosem przyszłej ofiary, chorego „kontaktu z przyrodą” i wreszcie kulminacji w postaci strzału. to jest chore i o tym napisałem. argumenty przeciwników Polowaneczka są kompletnie od czapy bo nikt z nich tej książki nie czytał. slyszeli tylko w telewizji ze jest jakaś „napaść na myśliwych”. I podnieśli wrzask pt. biją naszych, koledzy, trzeba dać odpór!
    Pozdrawiam z szacunkiem
    Tomasz Matkowski

  185. Tomasz Matkowski
     

    Jeszcze jedno. Mimo tak przyzwoitych postaw jak Pana myśliwego jestem za całkowitą likwidacją myślistwa. Dlaczego? Dlatego że na jednego myśliwego, który zabije zwierzę po to żeby je zjeść znajdzie się dziesięciu innych, którzy napłyną do myślistwa z chęci zażycia „męskiej przygody”, sportu, dowartościowania się, postrzelania sobie itp. Niestety, ale takie myślistwo w stanie czystym jakie reprezentuje Pan Myśliwy nie jest już możliwe odkąd przerodziło się w pasję, w szaleństwo, w hobby.
    No i dlatego też, że zabicie dzika czy innego zwierza tak, aby nie cierpiał jest mocno hipotetyczne. Owszem, dobry myśliwy, doskonały strzelec a zarazem człowiek porządny, który strzela tylko kiedy jest pewny strzału – ma duże szanse uśmiercić w miarę szybko. (ilu jest takich myśliwych?) Ale nawet strzał snajpera jest obarczony ryzykiem. Przecież to są odległości. Drgnienie ręki, nawet jeśli strzela się na wydechu i w maksymalnie stabilnej pozycji, drgnienie o ułamek milimetra przenosi się po stu metrach na to, że zamiast w serce możemy trafić w co innego, na przykład odstrzelić język i szablę (widziałem taki przypadek. Aha, szabla to kieł dzika, odpowiednik naszej górnej trójki. Jest bardzo duża i ma nerw, jak każdy ząb, tyle że odpowiednio duży).
    Ci wszyscy, którzy twierdzą, że śmierć zwierzęcia z rąk myśliwego jest lepsza niż z rąk rzeźnika, ciekaw jestem czy chcieliby się zabawić w taką rosyjską ruletkę pt. mam duże szanse, że zginę szybko, ale równie dobrze mogę zostać okaleczony.
    Nie mówię, że zwierzęta rzeźne nie cierpią. Cierpią strasznie a ich życie, nie tylko śmierć, jest piekłem. I wierzę, że kiedyś ludzkość wynajdzie jakiś sposób na produkowanie tkanki mięsnej czy mięsnopodobnej, który okaże się tańszy niż hodowla. (kwestia pieniędzy to jedyne co może zaważyć, sprawy etyczne raczej nie są brane pod uwagę).
    Wracając do myślistwa. Nie jestem tak naiwny, żeby postulować że od jutra likwidujemy myśliwych, niech zdają broń i wszystko będzie cacy. Myślistwo jest (niestety) samozwańczym elementem łowiectwa i to trzeba brać pod uwagę. Trzeba dobrze przemyśleć wszystko. Tutaj aż się prosi o analizę konsekwencji – ale przeprowadzoną przez prawdziwych naukowców a nie zapaleńców z PZŁ.
    Nie wierzę wprawdzie, żeby zaprzestanie polowań wywołało jakąś katastrofę ekologiczną, jakiś brak równowagi w przyrodzie. Tym niemniej trzeba by to przeanalizować, przeprowadzić jakieś symulacje. Jeżeli mamy wkraczać w przyrodę to strzelanie jest niedobrym sposobem. Co nie znaczy że jest jedynym złym sposobem. Australijczycy wszczepili królikom myksomatozę, śmiertelną chorobę i w ten sposób uporali się z plagą królików. Ja wcale nie chcę, żeby takie pomysły stosować np. wobec dzików. Jednak przykład masowo rozrzucanych szczepionek przeciw wsciekliźnie lisów pokazuje, że można iść inną drogą. Wiem, wiem, że przez to jest dużo lisów i one zjadają młode zajączki. Ale ta akcja pokazała, że można dotrzeć do zwierząt z lekami. W takim razie dlaczego nie można by do nich dotrzeć z antykoncepcją? Co śmiesznego jest w ziarnie antykoncepcyjnym dla gołębi stosowanym w Paryżu, nie bardzo rozumiem. Mnie to nie śmieszy. Wiem że w Polsce mamy „lepszy”, nasz słowiański patent: przeciw gołębiom nabija się na parapetach gwoździe, żeby im dziurawić łapy. Czy to też jest śmieszne?
    Wracając do tematu: potrzebny jest program całościowej, humanitarnej gospodarki, czy raczej opieki nad zwierzętami wolno żyjącymi. Myślą przewodnią powinno być: żeby jak najmniej bolało. Oczywiście i tak będzie bolało, jak nie jednych to drugich, ale trzeba szukać dróg najmniej bolesnych.
    Kiedy karmię wolno żyjące koty w mieście staję przed alternatywą: nie karmiony kot nie przetrwa zimy. Z drugiej strony nie mogę go karmić parówkami sojowymi, bo umrze, tylko karmą zrobioną z: kurczaków, prosiaków, wołów, ryb. Wybieram życie kotów bo są bliżej mnie, bo są milutkie i ładnie miauczą, znam je, są mi bliskie. Nie myślę o świnkach, zapewne równie miłych albo i bardziej, które w ten sposób – pośrednio – uśmiercam. (ściślej mówiąc – myślę o nich, ale i tak je poświęcam). Jest to postawa obłudna, i przypomina murzyńskich kacyków którzy odbierają poddanym aby obdarować dworaków. Zdaję sobie z tego sprawę. Co mogę zmienić? Gdzie nie nakłuć, tam coś boli, tam dochodzimy do ściany i pole manewru jest coraz mniejsze. Świat jest podłym miejscem. Ale to nas nie zwalnia z myślenia, z próbowania, z eksperymentowania, z odrzucania tego co najgorsze.
    Likwidację myślistwa zacząłbym od jego najbrutalniejszych, najbardziej ohydnych form: polowań zbiorowych. Procent rannych zwierząt na takich polowaniach jest dużo wyższy niż na indywidualnych – wszystko jest w ruchu. Zaszczute zwierzęta są przerażone. Jest to spektakl obrzydliwy.
    „Niech Pan do nas przyjedzie na polowanie na zające, zobaczy pan jak wesoło – zachęcał mnie kiedyś entuzjasta takich wyczynów. – Psy szczekają, proszę pana, naganka wrzeszczy, koledzy elegancko wystrojeni w mundurki, i biegnie zając a my pif, paf, a zając fajt, i już leży. Zobaczy pan, jak wesoło…”
    W dalszej kolejności zakazałbym strzelania do ptaków.
    Zdecydowanie zabroniłbym wszelkich błazeństw trofeistycznych – kongresów, medali, targów sprzętu wabiącego itp.
    Zakazałbym publikacji pseudonaukowych książek o tym jak najlepiej oprawiać czaszki, jak fachowo odcinać głowy ptakom i robić z nich tak zwane medaliony które są „ozdobą” myśliwskich kącików w domu każdego myśliwego.
    Walczyłbym z tak zwaną tradycją. Trąbkami, pokotami, tym co dla myśliwych najświętsze. Wbijanie na pal też było tradycją. A jeszcze nie tak dawno pierwsi papieże oświetlali swoje uczty tysiącami żywych pochodni – płonących niewolników posmarowanych smołą żeby lepiej się palili. I to też była tradycja.
    Jak widać, jest dużo do zrobienia. To zadanie na lata. Mam nadzieję, że Polowaneczko podkopało trochę samozadowolenie większości myśliwych, że uświadomiło społeczeństwu jak naprawdę wygląda to szlachetne hobby, i że uruchomi jeżeli nie natychmiastową lawinę, to w każdym razie łańcuch zdarzeń, który przyczyni się do tego, że myślistwo odejdzie do przeszłości – i oby wraz z nim do przeszłości przeszły rzeźnie, sprzedaż karpi do samodzielnego zarżnięcia, cyrki, corrida, handel fragmentami zwierząt, handel zwierzętami-maskotkami, i wiele jeszcze innych niedobrych rzeczy.

  186. Tomasz Matkowski
     

    „Według mnie w pewnym momencie swojego życia Pan Tomasz doznał swojego rodzaju przebudzenia. Okazało się, ze świat, który go otacza nie jest taki jak go sobie wyobrażał. Nie zastanawiał się być może wcześniej, będąc wychowywanym w mieście, że mięso, które spożywał było okupione cierpieniem innej istoty. Będąc obdarzony nieprzeciętną wrażliwością pewnego dnia “przejrzał na oczy” stykając się ze śmiercią twarzą w twarz. Doznał szoku ponieważ okazała się ona mniej estetyczna niż sobie to wyobrażał.”
    Tak to mniej więcej wyglądało, dobrze Pan to rozgryzł: młody człowiek z miasta, który styka się ze śmiercią. Z tym, że to nie było takie gwałtowne, to był pewien proces, prawdopodobnie związany z wiekiem. Z upływem lat coraz bardziej się uwrażliwiałem, coraz więcej rzeczy mnie raziło, budziło moją niechęć, odrazę. Był to coś jakby proces dojrzewania. Z czasem zacząłem już świadomie gromadzić i katalogować informacje, dokumentację zdjęciową, notatki.
    Nie było więc tak że pojechałem na polowanie, stwierdziłem „ohyda” i napisałem książkę. Zresztą książki nie pisze się szybko. Proces – od zamysłu do gotowego tekstu – trwa długo, czasem latami.
    Myli się pan przypisując mi motywy finansowe. Na pewno więcej bym zarobił pisząc jakiś poczytny kryminał osadzony w wyższych sferach artystycznych stolicy czy też jakiegoś Harlekina, nie mówiąc już o tym że machnięcie takiej bredni jak Harlekin zajęłoby mi jedną setną tego czasu który poświęciłem Polowaneczku. Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach.

    „Łatwiej jest jednak kanalizować (personalizować) negatywne emocje i w niewybredny sposób atakować wykreowanego w ten sposób adwersarza.” tu się Pan myli. nie czuję nienawiści do myśliwych. Napisałem o nich ponieważ dużo widziałem w tej a nie innej dziedzinie. Prawdopodobnie gdybym pracowal jako tlumacz w rzeźni (na przykład prowadzonej przez zagranicznego przedsiębiorcę i zatrudniającej tłumacza) pewnie zamiast Polowaneczka napisalbym coś o rzeźniach. Zarzynanko?

    „Pan Matkowski właśnie dlatego książkę kieruje do pozostałych ludzi. Ludzi, w których codziennej egzystencji nie było miejsca na refleksję w supermarkecie kiedy sięgali po estetycznie zapakowany “schab za 17,90″. Do ludzi, dla których mięso jest produktem takim samym jak herbata.”
    TO CHYBA DOBRZE?
    „zabijanie dla przyjemności dotyczy ludzi chorych i uważam, że powinni być oni leczeni bądź karani (najlepiej jedno i drugie), potępiam polowania zbiorowe i polowania z psami i to nie dlatego, że “zwierzyna nie ma szans” bo ona w starciu ze współczesnym człowiekiem nigdy ich nie ma, ale dlatego, że zwierzęta te w czasie takich polowań odczuwają ogromny strach i stres zanim zginą,”
    ZGADZAM SIĘ W STU PROCENTACH
    uważam, że smierć zwierząt w ich naturalnym środowisku, która najcześciej następuje gwałtownie i natychmiastowo, jest mniejszą zbrodnią człowieka niż “Wieczna treblinka” czyli chów przemysłowy,
    NA TO ODPOWIEDZIAŁEM W POŚCIE DO PANA MYSLIWEGO.
    pozdrawiam
    Tomasz Matkowski

  187.  

    Panie Tomaszu Bajerski. Rozwiązałem! Odp: ze 100 sztuk dzika po 20 latach będzie 332.799,3567 dzika. Pozwoliłem sobie zrobić symulację co będzie po 50 latach: 638 miliardów dzika!

  188.  

    Panie Tomaszu,
    Dziękuję za merytoryczne odniesienie się do moich postów. Mam wrażenie, że choć stoimy po dwóch stronach barykady to jednak mamy wiele wspólnych poglądów na poruszany temat. To jest bardzo budujące. Na pewno nadszedł czas na „ucywilizowanie łowiectwa”. Choć jego najbardziej konserwatywni obrońcy będą pukali się w głowę, ja uważam, że ono powinno ewoluować. Pewne, „tradycje łowieckie” powinny odejść do lamusa gdyż nie pasują one do współczesnego świata. Świata, w którym nauka zrobiła poważny postęp i można to wykorzystać do tego aby nasze życie było bardziej etyczne. Niestety z moich obserwacji wynika, że „ewolucja łowiectwa” idzie w bardzo złą stronę. Wraz z komercjalizacją życia komercjalizuje się i ono. To jest zatrważające, że staje się ono hobby dla bogatych panów (i pań). Tak nie powinno być i nie wiem jak można temu zapobiec ! Z drugiej jednak strony nie uważam, że łowiectwo można całkwicie wyeliminować. Zbyt długo i zbyt dużo człowiek ingerował w Naturalny porządek rzeczy. Powstały szkody, których nie da się odbudować. Nie można teraz pozostawić tego stanu licząc, że się sam ureguluje. W ten sposób można raczej zaszkodzić. Doprowadzić do całkowitej deregulacji i w konsekwencji do nagłego i masowego wymierania kolejnych gatunków (choć jak pokazuje historia życia na Ziemi jest to w niewielkim stopniu również naturalne). Dalej będę namawiał do wstępowania do PZŁ. Tylko w ten sposób można coś zmienić. Od wewnątrz.

    „Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach” – jeśli to prawda to zwracam honor i pełen szacun…

    pozdrawiam

  189.  

    Naprawdę w wielu poglądach w pełni zgadzam się z Panem Matkowskim ,bo są po prostu trafne. Obecna sytuacja w PZŁ nie napawa optymizmem ,o czym pisał już Pan dziki_dzik. Jednak nie mogę się zgodzić z całkowitą likwidacją łowiectwa ,bo jak sam Pan Matkowski pisał nie wystarczy ,żebyśmy rzucili broń i wszystko będzie dobrze.Ja skłaniałbym się raczej do całkowitego zreformowania prawa łowieckiego i samego funkcjonowania łowiectwa ,bo w tej kwestii jest naprawdę bardzo wiele do zrobienia.
    Co do tradycji łowieckich takich jak pokot czy gra na rogu ,to dziś tak naprawdę nikt się do tego tak nie przywiązuje jak kiedyś ,zresztą te rytuały łowieckie zwierzynie niczego nie robią więc można by tu polemizować.
    Kolejna sprawa: polowania zbiorowe -powtórzę jeszcze raz ja również jestem za zakazaniem tego typu polowania.Uważam ,że o wiele lepsze są polowania zbiorowe w stylu „szwedzkim” czyli myśliwi siedzą na ambonach a nagonka nie wrzeszczy i nie tłucze kijami tylko idzie po cichu przez las ,wtedy zwierzyna nie ucieka w popłochu tylko przemieszcza się wolnym tempem bez większego stresu. Jeśli już urządzać zbiorówki to tylko takie.
    Kolejna sprawą ,którą chciałem poruszyć jest fakt ,że łowiectwo jest tylko kroplą w morzu jeśli je porównać do podejścia ludzkości do otaczającej nas przyrody ,należy je zreformować to pewne.Ale nawet jak już załatwimy ten problem pojawi się jakiś inny może jeszcze poważniejszy.
    Dla mnie osobiście łowiectwo to na pewno nie jest jakiś pociąg do zabijania zwierząt ,nigdy czegoś takiego nie odczuwałem ,ja po prostu najlepiej się czuję w otoczeniu przyrody.
    Moim zdaniem we wszystkim trzeba mieć trochę zdrowego rozsądku. Jak Pan Matkowski napisał ,że usłyszał od myśliwego słowa „zabiłem w życiu 500 saren” i jak spotykał tylko takich ludzi to się mu nie dziwię.To ,że koleś zabił 500 saren na pewno nie jest normalne ,to jakiś chory wyścig szczurów ,być może z chęci zaimponowania ,udowodnienia czegoś sobie .To przykre ,że są tacy myśliwi.
    Co do trofeistyki to tu również nie mogę się w pełni zgodzić z Panem Matkowskim ,nie uważam ,że trzeba tego zabronić ,martwemu jeleniowi raczej jest wszystko jedno czy jego czaszka zawiśnie na ścianie czy nie.Ja sam nie mam uprawnień selekcjonerskich i na razie nie czuję potrzeby wyrabiania ich. Ale jak ktoś widzi piękne skórzane fotele to mówi „ale fajne” a jak widzi poroże to mówi zwykle „co za morderca ,że takie zwierzę zabił”

    Na koniec napiszę jeszcze ciekawostkę: dziś w kole jeden myśliwy złapał kłusownika na gorącym uczynku ,miał wózeczek a w wózeczku sarenka.I nie mogę wprost w to uwierzyć ,bo ten koleś ma wielki dom ,2 ciągniki na podwórku i duże gospodarstwo ,po co kłusował nie wiem
    I jeszcze znaleźli dzika 140kg na wnyku w gęstym młodniku.
    Nie może Pan mnie przekonać ,że kłusownik ma szlachetniejsze poglądy od ETYCZNEGO myśliwego.
    Pozdrawiam.

  190. Tomasz Matkowski
     

    Widzę, że nasza dyskusja zaczyna się powoli cywilizować i skupiać na sprawach merytorycznych, bardzo mnie to cieszy. Miło mi, że Pan Dzik Dzik wyraża szacunek, aczkolwiek opatrzony lekką nutką niedowiarstwa:
    „Zresztą dochody z Polowaneczka przeznaczam na pomoc dla zwierząt żyjących w miastach” – JEŚLI TO PRAWDA to zwracam honor i pełen szacun…
    Tak, prawda, nie są to zresztą jakieś zawrotne sumy, akurat starcza na systematyczne karmienie i leczenie kilku kotów, tudzież drobne wsparcie finansowe dla pewnej bardzo porządnej i uczciwej organizacji prozwierzęcej.
    Żeby już do reszty zedrzeć mit wielkich zarobków to powiem tak (w to też nikt nie chce wierzyć) autor dostaje od każdego sprzedanego egzemplarza książki 12 % jego ceny hurtowej. Cena hurtowa to połowa ceny detalicznej. Jeżeli książka w detalu kosztuje 20 zł, autor dostaje 12% od 10 zł, czyli 1,20 od każdej sprzedanej (uwaga: nie wydrukowanej tylko sprzedanej sztuki). Takie zasady obowiązują na całym świecie, nie tylko w Polsce, i nie jest to żaden wyzysk ze strony wydawnictwa, wydawca ma swoje koszty reklamy, dystrybucji, produkcji, no i też coś musi zarobić.
    Dalej, spotkałem się z opiniami, że za każdy wywiad w telewizji czy w radio biorę „taką kasiorę, że głowa boli”. Wyjaśniam: media nigdy nie płacą za udzielenie wywiadu. Ani dużej kasiory, ani małej, ani nawet złamanej złotówki. Ewentualnie przed programem poczęstują kawką. O ile pamiętam, raz dostałem ciasteczko, to chyba było w programie „pytanie na śniadanie”.
    To jest żelazna zasada mediów. Odstępstwem są jedynie wywiady dody elektrody i tego typu błaznów w kolorowych pisemkach. Tam rzeczywiście wchodzą w grę jakieś pieniądze, czasem spore. Ale są to sytuacje zupełnie wyjątkowe. Przy czym na ogół nie chodzi tam o prawdziwe wywiady tylko sfabrykowane „zwierzenia” pt. kto się z kim bzyka i jaką furą przyjeżdża na to bzykanie i czy ma willę z basenem i jakie drinki lubi sączyć kiedy siedzi nad tym basenem.
    Wracając do polowań: oczywiście że są one tylko jedną z wielu rzeczy, które należy zmienić czy też zlikwidować. Trzeba wykonać jakiś pierwszy krok w dobrym kierunku.
    Na pewno myślistwo idzie w złą stronę. Garną się nowobogaccy, jest cały olbrzymi przemysł akcesoriów, w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze, bo to nie tylko broń – bardzo droga – ale również tysiące gadżetów.
    Co do trofeistyki. Nadal uważam, że jest to coś nie w porządku. Zgoda, jeleniowi wszystko jedno co zrobią z jego czaszką. Ale w takim razie dlaczego nie powiesić sobie na ścianie czaszki zmarłego człowieka? Najlepiej zabitego własnoręcznie, ale niekoniecznie, może być wykopana czaszka żołnierza , który zginął na wojnie, czy kogokolwiek… przecież zmarłemu jest wszystko jedno co się dzieje z jego czaszką… więc w czym problem? A jednak założę się, że nikt by się na to nie zgodził. Bo to co innego…. Otóż ja uważam, że wcale nie co innego.
    Problem chyba w tym, że ja szanuję jednakowo zwierzęta i ludzi. Człowiek jest jednym ze zwierząt. Które miało szczęście, któremu udało się zapanować nad innymi zwierzętami. Jestem ateistą, wiem że człowiek nie ma duszy a jedynie wymyślił sobie takie pojęcie jak dusza, żeby móc spokojniej zabijać i gnębić inne zwierzęta, i mieć czyste sumienie. Ja nie mam czystego sumienia, źle się czuję jako przedstawiciel rasy panów. Razi mnie to, że o człowieku mówimy umarł a o zwierzaku że zdechł – bo to odbija naszą podświadomą pogardę dla innych zwierząt niż my. Rażą mnie takie określenia zwierząt jak „nasi bracia mniejsi”, bo w tym zwrocie zawiera się protekcjonalizm. Bracia – tak. Ale na pewno nie mniejsi. Raczej starsi. Większość już tu była przed nami.
    Oczywiście mógłby ktoś powiedzieć: to idź pan do lasu i żyj pan jak zwierzę… No cóż, spędziłem życie w mieście, jestem uformowany w pewien sposób i nie dołączę do innych zwierząt, zresztą byłoby to kompletnie bez sensu. Mając jednak szacunek dla zwierząt mogę coś przynajmniej próbować dla nich zrobić. W okresie świąt Bożego Narodzenia wydzwaniam do dyrekcji supermarketów i ochrzaniam ich za sposób w jaki trzymają żywe karpie. I dzięki temu kilka sklepów zrezygnowało w zeszłym roku w ogóle ze sprzedaży żywych karpi. To jedna z barbarzyńskich tradycji które trzeba zmieść z powierzchni Ziemi. Nie mogę spokojnie spać kiedy myślę, że w kadzi z brudną wodą bez odrobiny tlenu duszą się zwierzęta które naprawdę nie zasłużyły na tak okrutne traktowanie. Nikt nawet nie spojrzy na ich mękę, a wystarczy przystanąć, popatrzeć jak wystawiają pyski nad wodę i próbują chwycić chociaż trochę tlenu (bo w tej wodzie go już nie ma), jak się duszą (ryba nie „zasypia”, jak to sobie wmawiamy przy pomocy tego eufemistycznego i łajdackiego określenia, ona kona w męczarni, dusi się aż straci przytomność, co trwa czasem kilka dni, a my sobie beztrosko mówimy: o, to „śnięta” rybka…)
    Tak że łajdactw i sadyzmu, czasem nieświadomego, jest dużo. I dużo zadań przed kimś kto zdaje sobie z tego sprawę. Bo można przejść obojętnie obok czyjejś krzywdy jeśli się jej nie odbiera jako krzywdę. Z chwilą, kiedy zrozumieliśmy że jest to krzywda, przejść obojętnie jest trudno…
    Weźmy taką modną rybę jaką jest panga. Wszyscy się zachwycają. Panga „robi karierę”. Oglądałem we francuskiej telewizji reportaż o tym jak produkuje się pangę. Reportaż zaczął się od stwierdzenia, że nieszczęściem pangi jest to, że jest bardzo żywotna i silna. Bo żadna inna ryba nie zniosłaby takich warunków hodowli. Tysiące, setki tysięcy ryb stłoczone w takich kojcach zanurzonych w rzece. Tam rosną, ledwo mogą się ruszać, inna ryba by zmarła bo żeby oddychać ryba musi płynąć, jej skrzela muszą być omywane przez wodę z tlenem. Panga jakoś to wytrzymuje. Dusi się całe życie, ale dożywa do momentu aż nabierze tyle wagi, że można ją wyciągnąć i sprzedać.
    Hmmm może już wystarczy…
    „łowiectwo jest tylko kroplą w morzu jeśli je porównać do podejścia ludzkości do otaczającej nas przyrody” – tak, to prawda, piszę niemal słowo w słowo to samo w pierwszych zdaniach Polowaneczka.
    Fotele skórzane nie budzą tak negatywnych skojarzeń jak poroże na ścianie, to też prawda. Wynika to z tego, że nasza wyobraźnia sięga płytko. Czaszka zabitego zwierza to coś co bije w oczy, fotel – mniej. Już nie ten kształt, no i pewna praktyczna funkcjonalność która trochę usprawiedliwia: to nie jest ot tak dla zabawy przerobione zwierzę, ale żeby czemuś służyło. Aczkolwiek ja nigdy nie kupiłbym skórzanych foteli.
    To się chyba nasila z wiekiem. Mnie już zaczynają nawet drażnić rzeczy, które przedtem uznałbym za niewinne, na przykład wczoraj był program Szymona Majewskiego i prowadzący oraz jego gość, nawiasem mówiąc bardzo przeze mnie lubiany – odtwórczyni głównej roli z serialu Brzydula – urządzili sobie żarty ze świniobicia i koniobicia. Niby nic, głupawe żarty, ale w jednej chwili straciłem dla obu tych osób wszelką sympatię. Nie dlatego, że jedzą mięso. Ale dlatego, że gardzą swoimi ofiarami. Pogarda, poczucie wyższości, to jest psychiczne wsparcie dla złych uczynków. Może trzeba zaczynać walkę ze złem od walki z obojętnością i z pogardą?
    Nie wiem. Zaplątaliśmy się w temat rzekę. Ale to dobrze.
    Pozdrawiam
    Tomasz Matkowski

  191.  

    Trofeistyka to jest właśnie dobry przykład zaszłości. Sam nie jestem selekcjonerem i nie zamierzam nim być. Drażnią mnie te „konkursy” na „ciekawe” poroże. Powód do dumy ? Może kiedyś… tak. Wtedy kiedy ludzie żyli w jaskiniach w ten sposób wyznaczano swoją pozycję „w stadzie”. Myśliwy obwieszał się różnego rodzaju trofeami i im większe one były tym lepiej dla niego. Oznaczało to, że jest sprawny, upoluje nawet duże zwierzę i wykarmi wielu potomków. Jest samcem alfa. Trofeum wzbudzające podziw, we współcześnie żyjących plemionach ma to samo znaczenie. Mężczyzna jest silny, sprawny, zdrowy – godny zainteresowania. Jest to jednak moim zdaniem prymitywizm. Świat poszedł do przodu. Czy nadal prawdziwy mężczyzna tego potrzebuje ? Czy nadal w ten sposób pokaże, że jest samcem alfa ? Nie sądzę.
    Ktoś inny powie, że lubi popatrzeć na piękno natury, które widzi w pięknym porożu – w domu, przy kominku. Piękno, które jest martwe ? Martwa Nautra ? To wtedy jest już żałosne, smutne i bezmyślne. Natura jest piękna, gdy jest żywa gdy jest w stanie wolnym.

    Teraz trochę moich quasi filozoficznych rozważań a propos naszej ważliwości, która jak sądzę utrudnia nam życie. Ewolucja spowodowała ogromny rozwój umysłowy człowieka. Nasze mózgi rozwinęły się wyprzedzając pozostałe gatunki. Oczywiście nie mam tu na myśli zmysłów bo w tym nie przodujemy. Myślę o ogólnym rozowju umysłowym, zdolnościach percepcyjnych, analizy otaczającej rzeczywistości i formułowania wniosków i o wrażliwości właśnie. Wrażliwość ludzi jest oczywiście różna jednak średnia jest wysoko ponad przeciętną świata zwierząt. Tak sądzę. Nie poprę tej tezy badaniami – nie wiem czy takowe były robione. Ta wrażliwość nas wyróżnia. To dobrze. Czy pomaga ? Chyba nie. Obwiniamy się o to, że jesteśmy okrutni. Niestety – jesteśmy. Jedni bardziej inni mniej. Nie oceniam tego, nie mam do tego prawa. Ze zdumieniem stwierdziłem jednak, że natrura też jest okrutna. Dlaczego drapieżniki urządzają sobie „polowania zbiorowe” osaczając najsłabsze osobniki, goniąc kilometrami najmłodsze lub najstarsze, aż padną z wycieńczenia – dlaczego wilki, hieny, szakale potrafią być bardzo okrutne ? Dlaczego orki często przed zabiciem małych focząt bawią się nimi niczym piłką ? Dlaczego lwy, lamparty, tygrysy nie uśmiercają od razu swojej ofiary przegryzając jej ważną życiowo tętnicę tylko najczęściej łamią kark paraliżując jedynie, a później półżywą rozrywają na strzępy ? Pogarda dla ofiary, poczucie wyższości ? Z pewnością tak. Przykłady można by mnożyć. Wystarczy obejrzeć kilka programów przyrodniczych. Tam śmierć nie następuję szybko. Jest okrutna, powolna, w męczarniach. Nie to jednak jest istotne. W prawach natury nie ma pojęcia humanitaryzmu, etyki – wykształcił je dopiero „wrażliwy” człowiek. Dzisiaj ma jednak z tym problem. Jest ofiarą własnej wrażliwości. Pan Panie Tomaszu i wiele innych osób. Również ja. Mamy wyrzuty sumienia, które chcemy zagłuszyć. Pojawia się pytanie – czy nasza wrażliwość została nam dana aby zmieniać te okrutne prawa natury ? Może tak. Moze na tym ma polegać kolejny wielki krok ewolucji.
    Obyśmy tylko, postępując zbyt nierozważnie, nie stali się prawdziwą ofiarą naszej wrażliwości, która może okazać się paradoksalnie naszą słabością.

    pozdrawiam

  192.  

    Złamanie ofierze karku to „bezmyślny”, ale instynktowny,”mądry”
    akt łaski ( używając ludzkich pojęć).TO ZNIECZULENIE! A ja trafiam dziwnie na filmy BBC, w których pokazana jest walka o przetrwanie bez trzebienia środowiska. Oglądałam ostatnio filmy
    o Gangesie, u brzegu którego żyją miliony ludzi i zwierząt.I Hindusi
    wierzący w tysiące bóstw,nie zrujnowali rzeki i swojego środowiska.COŚ nas, cywilizację Zachodu różni od nich. Może to że wierzą, że jesteśmy JEDNYM? Są piękni bo szczupli i stanowią dokładne przeciwieństwo cywilizacji panującej, a zwłaszcza amerykańskiej, która nie spożywa, ale żre. Można
    pomyśleć,że duża część Amerykanów, to ślepy zaułek ewolucji.
    .

  193.  

    Do Pana myśliwego
    Przeleciałam całe forum, żeby przypomnieć sobie o czym Pan i Pan Dziki pisaliście (bo zrobiło się zadziwiająco przyjemnie). I znalazłam. Pisał Pan ostatnio, że poluje tylko na te zwierzęta, które są przez Pana rodzinę konsumowane,tak? A kilkanaście postów temu, pisze Pan o lisach, które Pan zabija. To już one mają spokój, czy Pan zmyśla ?

  194.  

    Pani Małgorzato,

    Skąd się bierze ta agresja u Pani? Dlaczego Pani tak usilnie dąży do spłycenia każdego tematu. „zrobiło się za przjemnie” „podlizywanie” itp. Myśliwi są źli Pani jest jedyna sprawedliwa. OK. To już zostało powiedziane. Przejdźmy dalej. Spójrzymy na tematy trochę szerzej. Nikt tu nie chce się „wybielać”. Nikomu tu nie zależy na Pani akceptacji. Zaręczam Panią.
    A może chodzi o to, że ktoś kto podaje się za myśliwego powinien raczej, zgodnie z przytczaną wielokrotnie charakterystyką „tego gorszego gatunku ludzi”, być niesympatycznym, głupim, agresywnym, prostakiem, ktory ma „krew w oczach” i nic po za końcem lufy nie widzi. Coś tu Pani nie pasuje. Wykracza poza ramy, w których Pani zamyka łowiectwo i dlatego Pani prowokuje. Prowokuje żeby udowodnić powyższą tezę. Jak na razie to Pani bardziej tym agresywnym zachowniem przystaje do „myśliwego z piórkiem”. Zastanawiam się jaki ma Pani w tym cel. Czy to nie jest jednak „krecia robota”, o której pisałem? Pani pluje, a wąsaci, brzuchaci faceci z piórkiem mówią, że to deszcz pada. Ci których to dotyczy nawet nie trudzą się żeby czytać tego rodzaju fora, oni również nie zwracają uwagi na krytykę tych, którzy tu trafią i przeczytają posty i wyrobią sobie na tej podstawie opinię zgodną z Pani oczekiwaniami. „Te bydlaki” są gruboskórne jak nosorożec. Mówiąc językiem myśliwego – musiałaby Pani strzelać do nich z większego kalibru. Mówiąc bardziej brutalnie – walić im prosto w twarz. Do tego musiałaby Pani najpierw się z nimi spotkać oko w oko. No i tu wrócę do mojego nawoływania – musi Pani wejść w struktury wroga.

    pozdrawiam

  195.  

    Może właśnie pora trochę się ucywilizować. Wymienić poglądami. To pomaga zrozumieć drugą stronę. Wyciągnąć wnioski i być może coś zmienić we własnym postępowaniu ?
    Trafiłem na to forum z taką nadzieją choć moje pierwsze posty – przyznaję – były naszpikowane cynizmem i agresją. Był atak – była obrona. Pani już nikt nie aktakuje a Pani wyszukuje dalej szczególiki żeby dokopać.
    Niech to forum różni się od tych na onet i wp gdzie przypadkowi uczestnicy obrzucają się błotem nie mając tak naprawdę żadnych przekonań na poruszany temat.

  196.  

    Pani Małgorzato,

    Indie są obecnie jednym z najszybciej rozwijających się krajów na świecie. Siła pieniądza wzbudza rozwój tego regionu powodując katastrofalne szkody w środowisku. Chiny już zatruły większość swoich rzek. Indie właśnie to robią z Gangesem na czele. Być może gdzieś tam u źródeł woda jest jeszcze czysta, ale im dalej tym gorzej. Cywilizacja niestety niszczy środowisko. Jak długo jeszcze ? Myślę, że tak długo jak długo nie da się zarabiać na czystym środowisku. To przykre ale kasa rządzi.
    Hindusi są szczupli, owszem. Częściowo wynika to z ich kultury, diety ale częściowo z biedy. Amerykanie są grubi i tutaj podłożem tej otyłości paradoksalnie też jest bieda. Biedacy jedzą tanią, modyfikowaną żywność. Bogacze są tam szczupli. Mój znajomy mając szesnaście lat wyjechał do USA. W Polsce był chudy jak palec. Prawie anorektyk. Po dwóch latach w USA potroił swoją wagę żywiąc się w fastfoodach !!! Nie poznałem go jak wrócił. Dzisiaj się leczy z tego powodu.

  197.  

    Złamanie ofierze karku to “bezmyślny”, ale instynktowny,”mądry”
    akt łaski ( używając ludzkich pojęć).TO ZNIECZULENIE!

    - a może chodzi tylko o to żeby ofiara już dalej nie uciekała, no bo co ta łaska jeśli musimy patrzeć jak ktoś nas zjada żywcem i nie ma już nadziei?

  198.  

    Do Pani Gośki: Myli się Pani twierdząc ,że pisałem o zabijaniu zwierząt do konsumpcji ,gdyby przeczytała Pani ze ZROZUMIENIEM co kiedyś sama mi Pani kazała zrobić to wiedziałaby Pani o co chodzi otóż napisałem o dzikach jako PRZYKŁAD ,wyprzedziła Pani mój kolejny post ,w którym miałem właśnie napisać o lisach. Napisałem ,że muszę mieć WYJAŚNIENIE dlaczego zabiłem zwierzę ,dla spokoju własnego sumienia. Najgorszą zbrodnią jaką można uczynić to zabić zwierzę bez powodu ot tak dla zabawy ,tego nie cierpię. Dlaczego więc strzelam do lisów ,których przecież nie skonsumuję ? Ponieważ lis nie jest przyjacielem łowiska ,mnoży się szybko ,a jeść coś musi. W naszym obwodzie od kilku lat nie może się odbudować stan zająca i kuropatwy. Nie strzelamy do tych zwierząt. Oczywiście nie tylko lis jest winien ,mamy również mrowie kruków ,które są pod ochroną.Nie mówię żeby wystrzelać wszystkie lisy ,ale regulować ich stan ,tak aby inne zwierzęta też miały szanse.I tu znów pewnie pojawi się stwierdzenie ,że sobie to wymyśliłem aby móc strzelać do lisów ,jeśli rzeczywiście taki byłby mój tok myślenia to po co miałbym bronić zajęcy ,czy kuropatw ,skoro te zwierzęta są jadalne ?
    A Pani najpierw niech się upewni co DOKŁADNIE napisałem zanim zacznie mnie oskarżać.I jeszcze dodam ,że jak dla Pani dyskusja zrobiła się za przyjazna to na wp i onecie znajdzie Pani wiele wyzywanek między obiema stronami.
    Chyba ,że woli Pani zostać tutaj ?
    Pozdrawiam

  199.  

    Panie dziki_dzik. Pytania dotyczące wrażliwości też mnie nurtowały. Dlaczego my mamy być wrażliwi skoro natura jest twarda? Dlaczego orki bawią się młodymi fokami zanim je uśmiercą? Dlaczego wydrzyki zadziobią ptaka i polecą dalej?
    No tak się porobiło, to jest ewolucja, same się rzeczy dzieją. W tym miejscu łatwo o usprawiedliwienie wszystkich ludzkich czynów łącznie z Hitlerem, Stalinem i Putinem, bo sami należymy do dzikiej i twardej natury. Ale idąc tą analityczna drogą wystarczająco długo być może doświadczymy tego co opisał filozof Emerson: ,,rolą intelektu jest doprowadzić nas do miejsca z którego widać, że poza nim istnieje jeszcze ogromna przestrzeń” . Doświadczyłem tego za młodu w lesie, w którym regularnie wagarowałem. Dręczyło mnie pytanie: ,,czy to co widzę, słyszę. Ten brzęk muszek,ten leśny szum i śpiew ptaków to jest już wszystko? Czy też jest w tym jakaś głębsza warstwa, której nie widzę, jakaś tajemnica?” Po dłuższym rozważaniu mój intelekt był już ,,zagotowany”. Nie dało się nic wymyślić. Jestem pewien że wielu (tzn. niewielu) myśliwych doświadcza czegoś podobnego, np. nocą na ambonie kiedy jest pełnia. Nieprawdopodobnie smutne jest, że w takiej chwili mają jeszcze ochotę pociągnąć za spust.

  200.  

    Do myśliwego
    Identycznie jak ja zrozumiał Pana P.Matkowski.Proszę sprawdzić.
    1grudnia godz01:32

  201.  

    W moim poście chciałem przekazać ,że nigdy nie zabiłbym żadnego zwierzaka bezmyślnie tylko po to żeby zabić.
    Gorąco popieram akcje ekologów (ale nie takich bezmyślnych o jakich pisałem-bez wiedzy ,udających najlepszych z najlepszych),a także zaangażowanie Pana Matkowskiego w obronę zwierząt.
    Uważam jednak ,że nie wystarczy napisać: nie zabijajcie zwierząt i postawić kropkę bo problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Pan Matkowski traktuje zwierzęta na równi z ludźmi ,OK ,w porządku nie mam nic do tego. Pisze również o metodach antykoncepcyjnych i tu uważam ,że warto by przeprowadzić jakiś eksperyment na danym obszarze i różnych gatunkach zwierząt ,jeśli ta metoda zda egzamin to warto się nad nią zastanowić ,ale na pewno nie wszędzie. Są też takie obszary na których powinien być wprowadzony zakaz polowań.
    Etyka łowiecka powinna być na pierwszym miejscu dla każdego myśliwego.

  202.  

    Panie Jacku,

    Zaręczam… nie wszyscy mają na to ochotę. Dla mnie do tej pory było to kilka razy. I te kilka razy czułem, jak bardzo nie chcę przerwać tej cudownej ciszy, spokoju, zniszczyć tego doskonałego porządku rzeczy. To była wewnętrzna walka. Czekanie na jeszcze lepszy moment, dla większej pewności, że zadana śmierć będzie natychmiastowa. Te kilka razy zwycieżył rozum, który podpowiadał – tak musi być, bo to odwieczne prawo natury. Chcesz jeść musisz zabić. Zwycięża sprytniejszy i silniejszy. Nie ma równych szans. Nigdy jednak potem nie czułem dumy. Raczej pustkę i żal. Czasem obrzydzenie. W dziesiątkach innych sytuacji odpuszczałem. Nie ten moment. Może następnym razem. Tak sobie to tłumaczyłem…

  203.  

    Dodam jeszcze ,do postu Pana Matkowskiego ,że rzeczywiście do łowiectwa garną się nowobogaccy ,widywałem takich myśliwych ,którzy są poobwieszani lornetkami ,nożami ,wabikami itd. cóż mnie bawią tacy ludzie ,ale patrząc choćby na zbliżające się Święta Bożego Narodzenia ,można dojść do wniosku ,że to czas wielkiego tłoku w sklepach ,nowych reklam w telewizji i ogólnej komercji a same Święta są gdzieś z boku. Podobnie jest niestety w wielu innych dziedzinach życia.

  204.  

    Akurat tej komercji to bym się nie czepiał. Ci myśliwi co obwieszają się jak choinki gadżetami po kilka tysięcy są najczęściej nieszkodliwi. Nie wychodzą do lasu. Bo przed kim będą błyszczeć. Oni tylko potrzebują dowartościować się, pokazać swój (najczesciej nikczemny hi,hi) status społeczny. Pochwalić się przed innymi. To jest takie zwykłe ludzkie leczenie kompleksów. Zwierzęta na tym chyba nie tracą?

  205.  

    Pisząc o złym wpływie komercjalizacji w łowiectwie miałem na myśli tzw polowania komercyjne, o których wspominał Pan Tomasz. Polowania dla bogatych Panów na niedźwiedzie wypędzane z gawry (był nawet artykuł niedawno w „Przekroju” z okropnymi zdjeciami), nawet polowania na ginące gatunki odbywające sie na pograniczu prawa, bez jakichkolwiek zasad „etycznych”. W nich liczy się jedynie efekt w postaci gotówki, którą zostawia takowy bogacz. To są polowania na tzw. wielką piatkę, ale także polowania komercyjne w Polsce na jelenie czy dziki. To jest poważny (w sensie duży) biznes oparty o bezsensowną śmierć.

  206.  

    Tacy myśliwi rzeczywiście są niegroźni jedynie wzbogacają kieszenie handlowcom takich gadżetów ,a już wcześniej pisałem o myśliwych dewizowych ,z którymi Pan Matkowski jako tłumacz pewnie często miał do czynienia jeśli widział ich metody polowań to jak już pisałem całkiem zrozumiałe ,że mógł czuć gniew ,obrzydzenie ja czuję to samo do tych ludzi.

  207.  

    Polowania i powody, dla których się poluje przypominają inne zachowania mężczyzn – działania zbrojne w Iraku, Afganistanie etc.To wieczne „poprawianie”świata! Kilku przytomnych generałów widzi w tym powtórkę Wietnamu, ale to politycy-psychopaci rządzą światem.Gołym okiem widać (nie widać?!)
    że roz….ten świat. Rządzi zasada, której hołdują myśliwi i politycy: no skoro zaczęliśmy musimy dokończyć.Skoro dziad i ojciec polował ja także mam dobry powód, skoro Bush senior zaczął…itd. Skoro Komorowski i ferajna poluje to zadbają o to żeby mu tych zabawek z piaskownicy nikt nie zabrał.I to tacy
    ludzie opisują nam świat, a my dajemy się na powody GLOBALNEGO ZABIJANIA nabierać.

  208.  

    Gośka: „Staną przed Panem ONE WSZYSTKIE….Kiedyś. I będzie Pan wył.
    Ale będzie za późno. I nie z powodu kary boskiej czy jakiejś tam,
    ale dlatego że zbrodnia nie znika bo Pan ją inaczej nazwał.
    Ludzie w sytuacjach ekstremalnych (nadchodzącej śmierci czy
    śmiertelnej choroby) WIDZĄ WIĘCEJ.”

    W życiu nie słyszałam większej bzdury. Zacytuję w odpowiedzi słowa dr Weroniki Chańskiej: „Jest taka maniera idealizowania śmierci. Mówi się, że umierający są piękni i że umierając, wypowiadają mądre sentencje, zostawiają po sobie bezcenne wskazówki. Praca w hospicjum nauczyła mnie, że wiele rzeczy można o umierających powiedzieć, ale na pewno nie to, że są piękni. Nie jest również prawdą, że w obliczu śmierci nabywamy szczególnej mądrości. Śmierć niczego nie rozwiązuje i niczego nie naprawia – zostawia ludzi i sprawy takimi, jakimi były.”

  209.  

    Do wiejącej
    Nie pisałam o pięknie i mądrości.Pisałam o winnych śmierci innych
    istot. A poza tym czytamy różnych autorów.

  210.  

    Trafiłem na taki cytat, autorem jest Henry Berton:

    ,,Potrzeba nam innego (niż dotychczas), mądrzejszego, a może bardziej mistycznego pojęcia zwierząt. Traktujemy je protekcjonalnie ze względu na ich niedoskonałość… I w ten sposób błądzimy wielce. W starszym i pełniejszym niż nasz świecie poruszają się one skończone i całkowite, obdarzone zmysłami o takich możliwościach, jakie my straciliśmy lub jakich nigdy nie osiągnęliśmy; żyją pośród dźwięków, których my nigdy nie usłyszymy. Nie są braćmi, nie są podwładnymi – są innymi narodami wplątanymi razem z nami w sieć życia i czasu, współwięźniami splendoru i bólu ziemi.”

  211. Tomasz Matkowski
     

    Piękny cytat

  212.  

    Cytat ( Tomasz Matkowski): „Aha, szabla to kieł dzika, odpowiednik naszej górnej trójki” – panie Tomaszu, jeżeli chce pan pisać o łowiectwie, proszę zapoznać się z podstawami łowiectwa i biologii zwierząt. Nie chcę sie czepiać, ale jeżeli cała książka jest napisana z takim znawstwem, to chroń nas Boże przed takimi „fachowcami”.

  213. Tomasz Matkowski
     

    tak, to rzeczywiście dolny kieł a nie górny, ale czy to coś bardzo zmienia? prostuję, gwoli ścisłości i dziękuję za tę uwagę. to nie zmienia faktu, że jest to odpowiednik naszego zęba, że zawiera nerw, i że jego odstrzelenie to tak jakby Panu ktoś łomem trzasnąl po zębach i utrącił jeden czy dwa. drobazg, bezbolesne, i o czym tu gadać, prawda? Książka zawiera prawdy podstawowe, istotne. nie koncentruje się na uperleniu odnóg poroża, bo takie szczegóły są istotne dla trofeistów, tak jak dla nazistów było istotne czy człowiek ma prawidłowy kąt między nosem a resztą czaszki. i to przed takimi fachowcami „chroń nas Boże”…

  214.  

    Mówi Pan o nas naziści i boli mnie to trochę bo „ekolog” pod artykułem o postrzeleniu myśliwego przez kolegę pisze coś w stylu „Powinien zdechnąć ,byłoby jednego gnoja mniej”.
    I to my jesteśmy nazistami…

  215. Tomasz Matkowski
     

    Eh, a ile rzeczy mnie boli… sam jestem nazistą, bo jem mięso. na tym paskudnym świecie w sumie najlepszym wyjściem byłoby wycofac się… ale to nie takie proste:)

  216.  

    „sam jestem nazistą, bo jem mięso. na tym paskudnym świecie w sumie najlepszym wyjściem byłoby wycofac się… ale to nie takie proste:)”

    Panie Tomaszu, to nie brzmi dobrze… wycofać się ?

    Pisałem o tym wyżej – wrażliwość to miecz obosieczny. Z jednej strony CZUJEMY, że źle postępujemy i źle nam z tym, a z drugiej nie potrafimy tego zmienić. To chyba bezcelowe samobiczowanie. ONE oczywiście z tego naszego biczowania się nic nie mają. Mało tego – ośmielę się stwierdzić, że nie zrozumiałyby tych rozterek. Dla zwierząt naturalnym stanem rzeczy jest układ, w którym dominuje silniejszy, a słabszy jest czasem ofiarą tego silniejszego, sprawniejszego, szybszego, lepiej wyposażonego etc. W naturze istnieje silna hierarchia ważności i hierarchia celów. Nie można jej zmieniać bo zaburzy się ten idealny układ. Wszyscy jesteśmy elementem jednego, dużego łańcucha pokarmowego. My – drapieżni i niedrapieżni ludzie – też. Nie obwiniajmy się za to. Obwiniajmy się za bezcelowe, bezmyślne okrucieństwo względem zwierząt. Za sadyzm, głupotę i krótkowzroczność. Za chciwość i egoizm, który w dłuższej perspektywie przecież ZAGROZI NAM SAMYM. ALE czy to właśnie nie na tym polega MĄDROSĆ I POTĘGA NATURY !!!! Człowiek zaśłepiony bo zapatrzony w siebie, w swoje potrzeby, „rozprzestrzenia się” na Ziemi niszcząc wszystko wokół siebie. Nie widzi, że podcina gałąź, na której siedzi, że niszczy tak naprawdę sam siebie – a więc eliminuje potencjalne źródło zniszczenia – a NATURA w tej czy innej formie przetrwa i odrodzi się. Ha! To jest idealny układ dążący zawsze do równowagi.

  217. Tomasz Matkowski
     

    Jest Pan bardzo optymistycznie nastawiony. Idealny układ może zostać rozchwiany i my właśnie to robimy. Jezeli, jak Pan prorokuje, skończy się to samozagładą człowieka – to nie byłoby jeszcze takie złe. Obawiam się jednak, że samounicestwienie czlowieka pociągnie za sobą zagładę pozostałych gatunków. A w każdym razie ciężko im będzie przetrwać na Ziemi totalnie przez nas zadeptanej i zatrutej.
    zresztą – co ja mówię. Nie zginiemy. Mamy nieskończone możliwości przystosowawcze. w razie czego będziemy jedli wlasne odchody i żyli jedni na glowach drugich. Nasycenie planety gatunkiem homo sapiens przekroczyło już wszelkie normy, ale i tak będziemy się mnożyć do upadłego, jak żaden inny gatunek. w razie czego będziemy żyli na zmianę- jedni śpią, inni pracują a potem na odwrót. Kolonizacja nocy – zjawisko znane w dużych miastach. Można jeszcze dużo skolonizować. Pływające wyspy, dwustupiętrowe wieżowce, nawodnione pustynie. To i tak się wszystko źle skończy. Nie zabije nas żadna bomba atomowa. Zabije nas bomba demograficzna. Zresztą, właśnie o tym Pan pisze, tylko innymi słowami. więc skąd optymizm?
    z jednym się zgadzam. wrażliwość to miecz obosieczny. Osobniki nadwrażliwe raczej nie przetrwają, ta cecha będzie eliminowana jako coś co zawadza. Natomiast energicznie protestuję przeciwko monopolizowaniu pojęcia wrażliwość dla homo sapiens. Zwierzęta są często o wiele wrażliwsze od nas. Pies polegnie za swojego pana, a nie słyszałem o sytuacji odwrotnej.
    nasz antropocentryzm każe nam dopatrywać się monopolu na pewne „wyższe” funkcje w nas samych. Otóż nie. wszystkie przejawy altruizmu, dobroci, poświęcenia, można również zaobserwować u innych zwierząt. piszę innych – bo my też jesteśmy zwierzętami. Wymyśliliśmy sobie takie psychologiczne cudeńka jak „dusza”, „Pan bóg” itp. bo jesteśmy sprytni. bardzo sprytni. Najsprytniejsi.
    No i proszę nasza dyskusja zeszła na tory filozoficzne. ale to fajnie. Pozdrawiam.

  218.  

    Wszystkich dyskutujących odsyłam do ostatniego numeru „Tygodnika Powszechnego” (13 grudnia) z tematem przewodnim na okładce „I zwierzęta będą nas sądzić”.

    Wszystkim Państwu potrzebna jest lektura znajdujących się tam tekstów, w tym świetnego artykułu Dariusza Czai „Po tropach”, przywołującego m.in. dwie znakomite książki: ostatnią powieść Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych” oraz książkę-spowiedź, książkę-świadectwo i jedyny jak dotąd najlepszy wielogłos w kwestii uprawiania polowań – Farba znaczy krew Zenona Kruczyńskiego.

    Żałuję, że Dziki Dzik nie napotkał na tym forum na godnego siebie adwersarza.

  219.  

    Napotkał.

  220.  

    „Dlaczego Kościół milczy”. To tytuł artykułu w ostatnim Newsweeku. Na podobnie postawione pytanie o los zwierząt i stosunek doń Kościoła, mój mały wtedy syn na lekcji religii usłyszał,że są po to by służyć człowiekowi. I pogardy doświadczyły i zwierzęta i mój syn. I tak zakończyła się na zawsze katecheza mojego syna.Od tamtego, odległego czasu zmienił się paradygmat.Mniej wolno czynić zła zwierzętom (odsyłam również do artykułu z N. o bezwzględnej karze więzienia za zamordowanie kota.) W ogóle mnóstwo wody na
    mój młyn!

  221.  

    Niestety, człowiek żeby istniał i stał na najwyzszym stopniu rozwoju musi zabijać i musi podporządkować sobie zwierzęta. Oczywiście jestem za oszczędzaniem zwierzętom zbędnych cierpień, dlatego mając do wyboru schabowego ze sklepu i polowanie, wybieram polowanie.

  222.  

    Do Erni:
    Jest już dawno naukowo udowodnione i ogłoszone przez WHO, że mądrze stosowana dieta wegetariańska może być dietą pełnowartościową i zdrową, i to w naszym klimacie. Proszę o tym napisać, że się mylą. Dobrze by było wysłać wyniki Pańskich badań. Względy Pańskiego podniebienia nie będą brane pod uwagę. Proszę pamiętać, że po zmianie diety na wegetariańską może wystąpić zespół odstawienny, jak po rzuceniu papierosów, czy innych rzeczy bez których trudno żyć.
    Pańskie ,,musi” nie przetrwa, ono żyje tylko w głowach myśliwych oraz ludzi owładniętych ideologią, jak skrajny katolicyzm, islam i temu podobne twory.

  223.  

    Do jacek Kusz :
    Panie Jacku, mnie takie badania nie przekonują. Po prostu nie wiem kto stoi za takimi badaniami, komu się opłaca ogłaszać wyniki tych badań, kto sponsoruje ludzi prowadzących te badania, itd. itp. Kiedy chodziłem do podstawówki, popularne i podobno bardzo zdrowe było mleko. Dzisiaj na temat mleka pojawiają się negatywne opinie. Kiedy brakowało masła, zdrowa była margaryna. Człowiek jadł mięso „od zawsze”. Tak naprawdę to nie wiemy jak brak mięsa w naszym jadłospisie odbije się na naszych wnukach i prawnukach. Jakie w ich organizmach zajdą zmiany. I tego nie wie nawet WHO. Proszę dopuścić do siebie myśl że na idei wegetarianizmu też ktoś nieźle zarabia i to prawdopodobnie kosztem pańskiego zdrowia. Kiedyś mieliśmy nieomylnych radzieckich naukowców, dzisiaj naukowców np. z WHO. A kiedy nie wiemy komu wierzyć dobrze jest stosować sprawdzone metody.

  224.  

    Zgadzam się Panem Erni. Nie powoływałbym się na badania gdyż ich wyniki zależą od wielu czynników m.in. aktualnych możliwości technologicznych i naukowych człowieka (pomijam patologię wynikającą z chęci zysku – choć można przypuszczać że obecnie ona dominuje). To co kiedyś wydawało się słuszne dzisiaj okazuje się szkodliwe – to co dzisiaj wydaje się być dobre jutro może okazać się złe. Człowiek chciałby ustawiać świat tak jak on go widzi i polegać jedynie na swoim rozumie a tutaj potrzeba też trochę pokory i rozwagi. Natura z jakiegoś powodu dała ludziom oprócz trzonowców siekacze i kły… no i ciagle brakuje nam dwóch żołądków.

    pozdrawiam

  225.  

    I jeszcze jedna uwaga. Przeczytałem kilka razy wypowiedzi pana Matkowskiego i myślę że on sam coraz mniej rozumie c
    czym pisze. Plącze się, wymyśla jakieś dziwne ideologie, pomysły. Po prostu temat o którym nie ma pojęcia przerósł go. To moje osobiste zdanie.

  226.  

    Gdybym był złośliwy, spytałbym, używając pańskiej retoryki, kto pana sponsoruje, panie Erni i kto stoi za takimi ludźmi jak pan. Czy reprezentuje pan przemysł akcesoriów myśliwskich, czy może kręgi rzemieślników produkujących szklane oczy do wypchanych zwierząt?
    ale oczywiście nie jestem złośliwy. nie chce sie upodobnic do pana ani do tych wszystkich lobbystow giwerowych ktorzy oskarzają mnie o działanie za czyjeś pieniądze, i ktorzy w szlachetnej idei wegetarianizmu dopatrują się macek jakiegoś międzynarodowego spisku, mającego na celu osłabienie tężyzny narodu polskiego. a jeżeli pan nic nie zrozumiał z tego co piszę… hmm cóż. Na to już niestety nie ma rady.

  227.  

    Panie Erni, jaki był najdłuższy okres niejedzenia mięsa w Pana życiu? Jeżeli krótszy niż dwa lata to niestety nie posiada Pan własnych doświadczeń w tej materii.
    Panie dziki_dzik jest wiele zwierząt żywiących się tylko roślinami które także mają i kły i tylko jeden żołądek. Wegetarianizm to nie jest jedzenie trawy.
    Poza tym nie widzę nic szlachetnego w jedzeniu mięsa, a już namawianie innych do tego wydaje mi się podejrzane.

  228.  

    Panie Jacku, nikt nie wie czy takie zmiany nie zajdą dopiero po kilkudziesięciu latach, nikt nie przebadał 3 – 5 pokoleń ludzi którzy nie spożywali mięsa. I nikt nie moze zapewnic że nie bedą to zmiany nieodwracalne. Ja nie twierdzę że lepsza jest dieta mięsna czy bezmięsna. Twierdzę że na razie nikt nie może udowodnić wyższości jednej nad drugą. Nawet (z całym szacunkiem dla tej organizacji ) WHO.

  229.  

    Panie Jacku,

    Kły u zwierząt będących typowymi roślinożercami występują rzadko choć rzeczywiście jest to udowodnione. Myślę, ze gatunki roślinożerne z kłami to gatunki, które bądź w sposób wymuszony musiały zrezygnować z wysokokalorycznej diety mięsnej – brak dostępności – np wielbłądy bądź ze zwykłego rachunku ekonomicznego – dostęność roślin i ich bogactwo spowodowały, że uganianie się za mięsem stało się energetycznie nieopłacalne np małpy. Pisząc o kłach u ludzi chciałem jedynie pokazać, że natura przewidziała możliwość korzystania z nich, a więc jedzenie mięsa przez człowieka jest „naturalne”. Oczywiscie kły nie świadczą jedynie o mięsożerności – służą też innym celom. Ja wychodzę z założenia, że natura ma pierwszeństwo przed ludzkim rozumem, nie oznacza to jednak, że wegetetarianizm czy weganizm uważam za szkodliwy. Szanuję tych, którzy się zdecydowali i wytrwali jednak wymagam od nich również szacunku dla tych, którzy mięso jedzą. Poprostu – bliższy jest mi Naturalizm.

  230.  

    Jeżeli mam szacować czyjeś poglądy to również będę szanował czyjeś życie. Jak w takim razie szanować zabójców? Naprawdę nie wiem, chyba oddzielić człowieka od jego czynów. Potępić czyny, ale człowieka szanować. Pewnie tak.

  231.  

    Panie Tomaszu, jedyne co jest słuszne w pana książce to założenie że zwierzyna na którą się poluje , cierpi. I to jest fakt, nikt przy zdrowych zmysłach tego nie neguje. Należy dążyć do tego aby cierpiała jak najmniej. I tak ma o niebo lepiej niż zwierzyna od urodzenia przetrzymywana w klatkach i chlewikach a potem zabijana prądem. Ale ja to wiedziałem przed przeczytaniem pana książki. Nie potrzebowałem 20 lat obcowania z myśliwymi żebym to zrozumiał. I nie czekałem, tak jak pan, aż mi sie z urwie dochód z polowań.

  232.  

    panie Erni:
    ,,nie potrzebowałem 20 lat obcowania z myśliwymi żebym to zrozumiał”
    Co takiego Pan wiedział i nie potrzebował 20 lat?. I skoro Pan zrozumiał to jak głęboko to do Pana dotarło? Co pan zrobił aby ograniczyć zwierzętom cierpienia?
    Myśliwi często opowiadają jak to ograniczają cierpienia, po czym wracają do domu ze zdobyczą, która przeżyła piekło przed śmiercią. To taka szlachetność jak tych skinów co uratowali życie staruszce, czy gwałciciela który podkłada ofierze podusie pod główkę.

  233.  

    Miałem na myśli pana Matkowskiego który po 20 latach zarabianie na polowaniach dewizowych, nagle „uświadamia ” sobie że to jest złe. Pisze książkę, na której również zarabia. Ale to jego sprawa. Co zrobiłem ? Powiem tak, nie pamiętam sytuacji, żeby po moim strzale do zwierzyny, nie została ona ” w ogniu”, czyli nie zginęła na miejscu. Nie jestem jakimś super strzelcem. Mam tylko swoje zasady których się trzymam i które pozwalają unikać zwierzynie niepotrzebnego stresu i cierpień. Nie poluję na tzw. „zbiorówkach”. Tu wszystko dzieje się za szybko ( jak dla mnie ). Poluję najczęściej z ambon lub zasiadek, gdzie mogę spokojnie rozpoznać do czego strzelam, mogę wygodnie złożyć się do strzału i trafić tam gdzie chcę. Mam dobrą broń i optykę, nie żałuję pieniędzy na dobrą (czyt. skuteczną ) amunicję. Nie strzelam na odległość większą niż 50 -70 metrów. Ostatnio, a było to w czerwcu, strzeliłem kozła, którego obserowałem wcześniej pięć razy. Wiedziałem że jest to myłkus. Wychodził razem z drugim, młodszym. Po strzale komorowym, został w miejscu, natomiast młodszy odskoczył jakieś 20 – 30 metrów i dalej po kilku minutach żerował. Odczekałem jak zejdzie z łączki i dopiero podszedłem do strzelonego wcześniej kozła. Młodszy następnego ranka wyszedł w tym samym miejscu. Proszę mi powiedzieć gdzie tu jest stres lub cierpienie zwierzyny ? Od czerwca miałem kilka razy dziki w niedalekiej odległości od wysiadki, ale ze wzgledu na brak pewności co do skuteczności strzału, nie strzelałem. Proszę mi powiedzieć, co według pana zrobiłem źle ? Czy taka forma życia i śmierci nie jest dla zwierzyny lepsza od przysłowiowego chlewika i uśmiercania prądem ? Ja naprawdę nie jestem upartym człowiekiem i przyjmuję argumenty innych, ale w tym wypadku po prostu nie jestem przekonany.

  234.  

    Oczywiście, gdybym miał wybierać między śmiercią w rzeźni i to po wielu latach chowu a śmiercią od Pańskiego sztucera, to wybrałbym Pański strzał. Ja też nie jestem upartym człowiekiem i przyjmuję argumenty innych, jednak nadal nie chciałbym zostać zastrzelony podczas obiadu przez wyborowego snajpera.

  235.  

    Panie Jacku, konkretne pytanie : w jaki sposób ograniczyć nadmierną populację dzika, np. na Pomorzu. Są tam obwody łowieckie których nikt nie chce dzierżawić ze względu na kolosalne odszkodowania które trzeba byłoby wypłacić rolnikom. Tylko proszę nie pisać o pomyśle pana Matkowskiego z wykładaniem pigułek antykoncepcyjnych, bo ja pytam poważnie. Jak ?

  236.  

    Do pana Erni.
    To ja panu odpowiem poważnie, panie Erni. Do nadmiernej populacji dzika przyczynililście się wy, myśliwi. O czym pan doskonale wie tylko udaje że nie wie. A jeżeli nie chce pan płacić odszkodowań rolnikom – nic prostszego – wystarczy wypisać się z kola łowieckiego i zaprzestać polowań. Czy to takie trudne?
    jak zwykle obłuda przebija z wypowiedzi myśliwych. najpierw dokarmiacie swoje ofiary, żeby ich było dużo, a potem macie pretekst do rozdzierania szat i jęczenia, że musicie płacić. A kto wam każe płacić za dziki? Może jeszcze dziki mają wam być wdzięczne? Bo tak to zabrzmialo. To coś jak tytuły artykułów w waszej „prasie branżowej” : łoś ma szanse wkroczyć w sfery medalowe”.
    nawiasem mówiąc to przecież nie wy płacicie. pieniądze na odszkodowania pochodzą ze sprzedazy tusz. Tak to sprytnie urządziliście, żeby zwierzęta same płaciły za swoją śmierć. i za waszą obleśną zabawę. Dla mnie każdy kto w dzisiejszych czasach lubuje się w broni i w zadawaniu śmierci jest jakąś popłuczyną po neandertalczykach. Jakimś żałosnym mutantem, który w dzisiejszym świecie gania z maczugą. I który nie rozumie nic, a najmniejszą krytykę przyjmuje z histerycznym jazgotem urażonej panienki.

  237.  

    Jeszcze nie wiem, nikt tego do końca nie wie i nikt nawet nie spróbował! Myśliwym brakuje dobrej woli żeby w ogóle zacząć szukać innego rozwiązania. Skoro człowiek jest w stanie skonstruować broń, lunetę, samochód terenowy to z pewnością jest w stanie wymyślić sposób, żeby dziki się tak nie mnożyły. No cóż, sadzimy kukurydzę na paszę dla zwierząt rzeźnych i narzekamy, że dzików jest dużo i jeszcze je karmimy za 40 mln zł. rocznie, niby tylko po to by zatrzymać zwierzęta w lesie. Tak myślących myśliwych jak Pan i dziki-dzik jest naprawdę niewielu. Większość na pytanie po co dokarmiasz dziki odpowiada: ,,żeby miały co jeść” albo ,,bo to jest hodowla”. Poza tym jesteśmy tchórzami i boimy się zaeksperymentować i nie dokarmiać. Myśliwi noszą na plecach te wory kukurydzy i jeszcze się tym chwalą.

  238.  

    Uprzejmie proszę o wyjaśnienie jak przekłada się w krótkim czasie dokarmianie zwierząt na gwałtowny wzrost ich populacji ?

  239.  

    Panie Tomaszu. Nawet pan nie wie ile satysfakcji dostarczyła mi pana odpowiedź. Dlaczego ? Juz tłumaczę. Jest pan tłumaczem i literatem, dlatego podejrzewam że nie ma pan trudności z rozumieniem czytanego tekstu. I jaką odpowiedź otrzymuję na moje konkretne pytanie ? Ano , stek bzdur o dokarmianiu, płaceniu za szkody, łosiu, itd. Ani słowa na pytanie które brzmiało : …w jaki sposób ograniczyć nadmierną populację dzika, np. na Pomorzu ? I to wszystko okraszone wyzwiskami. Wnioski nasuwają się same. Nie potrafi pan odpowiedzieć na pytanie więc ucieka pan od tematu. Kiedyś fachowcem w tej dziedzine był pan Lech Wałęsa. Używa pan wyzwisk, chyba puszczają panu nerwy. Do nadmiernej ilości dzika na Pomorzu doprowadziły monokultury owsa i kukurydzy, które stworzyły idealne warunki do zdobywania pożywienia, a co za tym idzie do nadmiernego przyrostu. Doprowadził do tego człowiek i jego gospodarka, ale nie mysliwi. Kolejny wniosek : jest pan laikiem w tej dziedzinie.

  240.  

    Panie Jacku, moim skromnym zdaniem, dokarmianie przy tak delikatnych zimach nie ma większego sensu. Dlaczego ja osobiście dokarmiam ? Po prostu żeby mieć świety spokój. Nie wiem czy to dobrze czy źle. W moim Kole mamy podjetą uchwałę że każdy mysliwy opiekuje sie jednym paśnikiem. Żeby mieć spokój i nie narażać sie na „opieprz” ze strony łowczego, wywożę do lasu siano, owies, sól, kukurydzę. Ale bez przekonania. Łowczy odpowiada przed prezesem Koła, prezes przed Zarządem Okregowym, i tak trwa błędne koło. Brak odważnej decyzji „z góry”. Ale żeby taką decyzje podjąć musi sie zebrać NRŁ, debaty, sympozja, itd. A każdy członek NRŁ ma swój pogląd na ten temat, dlatego nie ma się co spodziewać że myśliwi przestaną wywozić siano do lasu. Przynajmniej nie w najbliższym czasie.

  241.  

    Panie Erni, doceniam to że się Pan trochę otworzył. Odważnie i szczerze przyznał do pewnego rodzaju pantoflarstwa. A ja mam pomysł: jakby pan polał tę kukurydze troszkę lizolem (tylko nie wiem czy jeszcze można go kupić no i jednak podtruje to glebę) to może łowczy by się nie zorientował. Pan by miał spokój, dziki tez. Ale jest jeszcze jeden sposób -wypisać się z koła. Nikt Pana tam przecież nie trzyma, byłby Pan już drugim myśliwym w Polsce, który tak zrobił. Co za SIŁA każe Panu tkwić w tym gównie.

  242.  

    Panie Jacku, nie ja się otworzyłem. Wątpliwości co do sensu zimowego dokarmiania ma wielu mysliwych. Ale dopóki nie będzie odgórnej decyzji, Koła będą dokarmiać, bo są z tego rozliczane i kontrolowane. Jeżeli chodzi o pantoflarstwo, gdybym powiedział łowczemu, że nie widzę sensu dokarmiania i nie bedę tego robił, odpowiedziałby prawdopodobnie że też nie widzi, ale dokarmia bo jest z tego rozliczany. Musiałby uzupełnić swój paśnik i mój paśnik. A ja nie chcę żeby ktos musiał za mnie coś robić. Odnośnie wystąpienia z Koła. Ja decyzję o zostaniu myśliwym podjąłem świadomie i nie mam zamiaru jej zmieniać. Polując od kilku lat ja też widzę że jest wiele do naprawienia. Ale to nie łowiectwo jest złe, tylko ludzie którzy to łowiectwo próbują z róznym skutkiem praktykować. Dla pana to gówno, dla innych sposób spędzania wolnego czasu. A może to co dla pana jest warościowe dla innych jest gównem ? Pozdrawiam.

  243.  

    Ogólny sens w dokarmianiu zimą polega na próbie zatrzymania zwierzyny w lesie – mówiąc jeszcze jaśniej żeby dziki, sarny, jelenie, łosie nie wchodziły do miast i wsi w poszukiwaniu łatwego pokarmu – robi się to poprzez tworzenie tzw poletek zaporowych lub lokalizowanie paśników przy głównych ścieżkach do miast i wsi tejże zwierzyny. Dokarmianie nie ma zasadniczego wpływu na dynamikę wzrostu populacji na danym terenie. Poprawić może natomiast ogólną kondycję osobniczą w przypadku niedoboru naturalnego pokarmu wynikającego np. z prowadzenia szkodliwej z punktu widzenia zwierząt gospodarki leśnej – monokulturowe uprawy leśne tj. rozległe bory sosnowe bez podszytu i bez domieszki odmian liściastych typu dęby itd. Dla zwierzyny taki las to pustynia.

  244.  

    No to po co sztucznie utrzymywać wysoką kondycje zwierząt na pustyni. Dawno powinniście już panowie przyznać, że to jest hodowla i zależy Wam aby nawet na pustyni jaką jest monokultura sosnowa utrzymać zwierzęta w ilości takiej aby można było sobie polować. Wszystko się do tego sprowadza, reszta to wymówki i mydlenie oczu. A co do gówna to miałem na myśli cała piramidę pantoflarzy.

  245.  

    Panie Jacku. Wreszcie otwiera Pan oczy. Lasy w Europie to hodowla. Zwierzyna, w lasach to też hodowla. Ingerencja człowieka w środowisko na terenie Europy zaszła już bardzo daleko. Bory sosnowe sadzone „pod linijkę” stanowią ok. 80% powierzchni lasów w Polsce !!! Ludzie chcą otaczać się (może Pan też ?) naturalnym drewnem, meblami, podłogami etc. więc las się HODUJE kierując się rachunkiem ekonomicznym i wydajnością z hektara. Nikt nie myśli o zwierzynie – „rączki umywamy” bo to „działka” myśliwych. Leśnicy jeszcze nakładają na myśliwych kary za zbyt wysoki jej stan – bo jeleniowate niszczą im uprawy lasów !!! Teraz Pan widzi, że „wystrzelanie” myśliwych nie załatwia sprawy. Bądźmy realistami a nie oderwanymi od rzeczywistości marzycielami – zrobienie ścisłego rezerwatu z 30% powierzchni naszego kraju nie wchodzi w grę choć ja też podpisałbym się pod takim projektem.

    „Dawno powinniście już panowie przyznać, że to jest hodowla i zależy Wam aby nawet na pustyni jaką jest monokultura sosnowa utrzymać zwierzęta w ilości takiej aby można było sobie polować.”
    Ja widzę to jeszcze inaczej – to co upoluje myśliwy w lesie trafia najczęściej do żołądków mieszczuchów (ludzie na wsi są samowystarczalni). Popyt na mięso nie jest nieograniczony jednak ma on pewną minimalną wartość. Mówiąc prościej ci co jedzą mięso muszą przynajmniej raz w tygodniu, w niedzielę zjeść przysłowiowego schabowego. Z drugiej strony nie można żywić się samym mięsem. Można więc uznać, że popyt na mięso charakteryzuje się pewną stałą. Wielkość podaży dziczyzny wpływa więc popyt na mięso z hodowli przemysłowych. Jeśli zastrzelenie przeze mnie dzika, jelenia, sarny w ich naturalnym środowisku, na polowaniu indywidulanym, bez zbędnego stresu dla tego zwierzęcia (do tej pory kazdy mój strzał powodował natychmiastową śmierć – kula trafia i zabija w ułamkach sekund zanim nadejdzie huk wystrzału), zastąpi śmierć w niewyobrażlanym stresie i męczarniach, hodowanej w niewoli, w ścisku, brudzie i smrodzie, przy użyciu chemii i środków hormonalnych świni, to myślę sobie, że to nawet lepiej gdyby ludzie jedli więcej dziczyzny, a taka hodowla leśnej zwierzyny jest mniejszym złem (bo ludzie zawsze będą jeść mięso – to też trzeba sobie wreszcie uświadomić).

    Czy właśnie tak należy Pana zrozumieć ? Proponuje Pan zrezygnować z hodowli zwierząt w ich naturalnym środowisku na rzecz hodowli w klatkach w ogrodach zoologicznych i hodowli „kiełbasiano-przemysłowej” ?

  246.  

    Nie! nie na rzecz zwierząt w klatkach i dobrze pan o tym wie, bo się już trochę znamy.

  247.  

    Podróżowałam ostatnio. I musiałam dojeżdżać w kilka miejsc taksówką. I od żadnego z panów taksówkarzy nie dowiedziałam się co robią po pracy. Ale był wyjątek! Dwóch z nich tak prowadziło rozmowę, żeby pochwalić się tym, że polują.

  248.  

    Wniosek : uważać na taksówkarzy, to psychopaci (myśliwy = psychopata; taksówkarz = myśliwy; z tego wniosek : taksówkarz = psychopata ). Może nie wszyscy, ale dwóch to na pewno. Dziekuję pani Gosiu za ostrzeżenie.

  249.  

    A jednak przejął się Pan swoimi kolegami.

  250.  

    Najgorsze że muszę swoich bliskich, znajomych i przyjaciół ostrzec przed samym sobą. Oni co prawda wiedzą że poluję, ale nie wiedzieli (do tej pory) że jestem psychopatą !

  251.  

    Ja wiem, dlaczego „moi” taksówkarze musieli się pochwalić i wiem
    że Pan wstydzi się o przyczynach tej przechwałki mówić.To nawiasem najbardziej zdumiewająca historia: mówić głośno obcej osobie że się zabija.I ja mam czuć podziw.Z tego samego pnia wyrasta potrzeba posiadania wielkiego domu, terenowego wypasionego auta, żony do zazdroszczenia etc.Oczywiście są ludzie, których zje zazdrość z powodu powyższych dóbr i „zajęć”(myślistwo), ale te atrybuty są tak
    bardzo już „nie na czasie”, że za chwilę będą traktowane jak
    białe skarpetki do czarnych butów.

  252.  

    Pani Gosiu, ma pani rację. Domem, terenówką czy uprawianiem mysliwstwa chwalą się tylko nowobogaccy lub zwykli dorobkiewicze. Ludzie z klasą i naprawdę dużymi pieniędzmi chwalą się zamkami w dolinie Loary albo na hiszpańskim wybrzeżu. Chwalą się prywatnymi odrzutowcami, a polują w Afryce albo na Alasce. Chęć bycia podziwanym zawsze będzie istnieć wsród ludzi. Ja chciałbym żeby przy mysliwstwie zostali prawdziwi, etyczni pasjonaci, a nie ludzie dla których myśliwstwo jest sposobem na podnoszenie swojego „ego”.

  253.  

    Racjonalizacja (termin psych.) to usprawiedliwianie swoich postaw i czynów pozornie racjonalnym wytłumaczeniem, kiedy tak naprawdę prawdziwe motywy pozostają ukryte, często przed własną świadomością. To pasuje jak ulał do postawy panów myśliwych. Nie przedstawił żaden z panów twardych dowodów
    przemawiających za koniecznością zabijania. Gdyby zabicie zwierzęcia wymagało dowodów jego przestępstwa, a proces w jego sprawie odbyłby się w sądzie ( niezawisłym), musielibyście Panowie zmienić „zajęcie”. Bo to Wy Panowie macie problem ze sobą, i gdyby nie Wasze deficyty i nadmiary(jedno i drugie nie tam gdzie trzeba) okazałoby się że nie ma komu zabijać i świat się bez Was nie zawalił.
    No, a teraz czas na racjonalizację.

  254.  

    po co racjonalizować coś co jest racjonalne ?

  255.  

    Żeby nie zobaczyć, nie dotknąć tego co ukryte.

  256.  

    nikt niczego nie ukrywa – wszystko jest jawne i dopowiedziane, ale tylko ludziom CHORYM zabijanie sprawia przyjemność

  257.  

    Chciałby Pan. Ale to co widzimy i czujemy w realu, to wierzchołek góry lodowej. Pod spodem dopiero robi się straszno.
    Ani Pan ani ja nie jesteśmy fachowcami od wszystkiego.
    Pisanie „nikt niczego nie ukrywa” jest naiwne, bo stale coś ukrywamy mając lub nie mając świadomości.

  258.  

    Kady odpowiada za siebie.

  259.  

    Pani Gosiu, rząd Szwecji zezwolił (po raz pierwszy od lat siedemdziesiątych ) na odstrzał wilków. Czym według pani zostało to podyktowane ?

  260.  

    Bo jest ich za dużo

  261.  

    spodziewałem się odpowiedzi, że w rządzie Szwecji 80% to myśliwi ;-)

  262.  

    Politycy (z wyjątkami) są żądni władzy, a już to jest chore. Więc proszę nie prosić mnie o opinię na temat zaburzeń psychicznych parlamentarzystów szwedzkich i innych nacji.

  263.  

    Dużo lepiej.

    Pani Gosiu mam wrażenie że wg Pani 99,9% ludzi jest chorych. Czy to nie jest chore ?

  264.  

    Od kiedy autorytarnie,przy wsparciu Kościołów postawiliśmy siebie
    w centrum Świata, zmiatając z drogi inne stworzenia, ujawniła się nasza choroba. Choroba oddzielenia. Wdrukowany błąd w nasz umysł tworzył prostą drogę do tej niezliczonej ilości wojen,rzezi i cierpienia. I wciąż tak się dzieje! Więc i Panowie możecie toczyć swoją niesprawiedliwą wojnę ze zwierzętami.
    Nasz umysł i ciało ma piekielne zdolności adaptacyjne. I dlatego PRZYZWYCZAILIŚMY się do takiego świata i myślimy tak jak Pan – to jest normalne, taki jest świat.Dlatego tak bardzo cenię u ludzi zdolność do refleksji, bo to coś takiego
    jak odwaga. Bo trzeba mieć odwagę, żeby pożegnać się ze „starym” i nauczyć się „nowego”.

  265.  

    Częściowo zgadzam się z tym. Kiedyś postawiłem nawet taką tezę:

    „Obwiniajmy się za bezcelowe, bezmyślne okrucieństwo względem zwierząt. Za sadyzm, głupotę i krótkowzroczność. Za chciwość i egoizm, który w dłuższej perspektywie przecież ZAGROZI NAM SAMYM. ALE czy to właśnie nie na tym polega MĄDROSĆ I POTĘGA NATURY !!!! Człowiek zaślepiony bo zapatrzony w siebie, w swoje potrzeby, “rozprzestrzenia się” na Ziemi niszcząc wszystko wokół siebie. Nie widzi, że podcina gałąź, na której siedzi, że niszczy tak naprawdę sam siebie – a więc eliminuje potencjalne źródło zniszczenia – a NATURA w tej czy innej formie przetrwa i odrodzi się”

    Myślę, że potrzebne jest odnalezienie „złotego środka” a nie popadanie w kolejną skrajność. Uzyję przenośni: Zamiast wyprowadzać psa na spacer lub być wyprowadzanym przez psa na spacer moze po prostu wychdźmy z nim na spacer. Nie przesadzajmy z tym stawianiem zwierząt lub siebie na piedestale. Każdy ma takie prawa jakie Natura mu dała – w imię czego teraz należy to zmieniać ?

  266.  

    Ma Pan rację, w takim razie dlaczego chodzi pan do lasu i zabija zwierzęta?

  267.  

    Chodzę do lasu bo uwielbiam tam przebywać – zabijam zwierzęta żeby je potem zjeść.

  268.  

    Jem mięso korzystając z prawa jakie dała mi Natura (nie ludziom jedynym Natura dała takie prawo).

    NIE NADUŻYWAM JEDNAK TEGO PRAWA.

  269.  

    Panie dziki_dzik czy na pewno nie nadużywa Pan tego prawa? Zna pan definicję nadużycia? Oto ona: ,,Wykorzystanie siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej przeciwko komuś, kto nie jest w stanie się obronić (zareagować natychmiast), ponieważ nie posiada równej siły fizycznej, psychologicznej lub społecznej”

  270. Zenon Kruczyński
     

    Również, podobnie jak dziki_dzik, przebywam w lesie, bo to uwielbiam. Znam także paru ludzi dla których las to ważna sprawa w życiu – lecz oni gdy są w lesie, nie mają potrzeby zabijania – wręcz przeciwnie.
    Dobrze pożywić można się na różne sposoby, i nawet gdy naszym pożywieniem jest mięso – nie ma potrzeby by osobiście zabijać jakieś istoty. Markety są wręcz zapchane zabitymi już zwierzętami, po co zabijać następne?
    Kluczowa w tym wszystkim jest postawa wyrażona powyżej przez dzikiego_dzika:

    „…zabijam zwierzęta…”.

    Warto zadać sobie pytanie:
    - Dlaczego w moim życiu jest niezmiernie dla mnie ważne, by zabijać z karabinu inne istoty? Aby utrzymać ten przywilej (!?), jestem w stanie bronić tego status quo ze wszystkich sił. Będę walczył z każdym, kto podniesie rękę na to. Gdybym stracił tę możliwość – będę miał poczucie wielkiej straty i być może będę nawet zrozpaczony.

    Dziki_dziku – dlaczego?

  271.  

    Do Pana Jacka,
    Gdzie Pan Znalazł taką definicję, proszę podać źródło ?

    Do Pana Zenona,
    Dlatego, że muszę m.in. jeść żeby żyć. Inni też muszą. Z dwojga złego lepsza śmierć z karabinu w lesie niż z paralizatora w rzeźni. Już o tym pisałem.
    Dlatego, że nie jestem obłudnym hipokrytą i wiem, że moje istnienie tutaj i teraz wiąże się ze śmiercia innych istot żywych. Potrafię się do tego przyznać przed sobą i przed innymi. Czy jest nam z tym dobrze czy źle to sprawa indywidulana kazdego z nas. Tak było, jest i będzie bo to jest Naturalny porządek rzeczy wynikający z faktu iż tu na Ziemi obowiązuje niestety zasada „Ilość miejsc ograniczona”. To nie jest zasada wprowadzona przez człowieka. Obowiązuje ona od zawsze. Duża ryba zjada małą rybkę itd.

    Szanowni adwersarze, czy jecie czy nie jecie mięsa, czy uzywacie skórzanych pasków i chodzicie w skórzanych butach czy też nie – tak czy inaczej przyczyniacie się do śmierci innych istot na Ziemi. Nie jesteście bardziej święci tylko dlatego że nie pociągacie za spust. Robicie to w zawoalowany sposób, w białych rękawiczkach chociażby płacąc za beznynę, za prąd, a jeszcze inni kupując esetetycznie zapakowane kabanosy etc. Tworzycie poprostu popyt na wszystko co trzeba wyprodukować a to najczęściej szkodzi innym !!! Na tym też polega dziś prawdziwy problem z ochroną środowiska naturalnego. Masy ludzi na świecie żyją w błogim przekonaniu, że jak nie depczą trawnika idąc do pracy i nie jedzą mięsa to ich życie nie szkodzi środowisku i innym istotom. Hipokryzja i zaślepienie. To jest właśnie prawdziwy przejaw obłudnej ludzkiej racjonalizacji, o której pisała Pani Gosia.

    Tak, więc Panie Zenonie bardzo mi przykro, że znowu być może dozna Pan olśnienia po latach, proszę mi wierzyć – Pan nie przestał ZABIJAĆ.

  272.  

    Przypominam że tematem rozmów na tym forum jest myślistwo.
    Zabijanie zwierząt w lesie, na polach, łąkach i stawach.
    Nie rozmawiamy o WSZYSTKICH ZŁYCH UCZYNKACH LUDZI.
    Ja nie zdejmuję winy z siebie i nie przerzucam wszystkich grzechów na myśliwych. Wiem w czym uczestniczę ŻYJĄC.
    I wiem,że każdy z nas wie.

  273.  

    No tak, ale nie można potępiać myśliwstwa koncentrując się jedynie na tym, że jest ono źródłem cierpienia zwierząt. Jest to nie ulega wątpliwościom podobnie jak inne przejawy życia ludzi. To tochę bez sensu. Równie dobrze możemy założyć „forum antyrzeźnicze” – Dlaczego Pan Panie rzeźniku tak katuje w rzeźni te zwierzęta rażąc je prądem ?

  274.  

    Książka Pana Matkowskiego ma moim zdaniem trochę głębsze przesłanie niż stwierdzenie faktu, że źródłem cierpienia zwierząt są na tym świecie między innymi źli myśliwi. To byłoby zbyt oczywiste. Zbyt błache i proste. To byłoby stwierdzenie faktu i kropka. Wiadomo bowiem że myśliwy strzela do zwierząt. A jak strzela to rani i sprawia ból. No to może niech nie strzela ? Lepiej niech wyłapuje w sidła, wiezie d o rzeźni i poraża prądem ? A może antykoncepcja wśród dzikich zwierząt ? to największa bzdura o jakiej słyszałem. Brak doboru naturalnego i mozliwości precyzyjnej regulacji urodzeń doprowadzi do rozregulowania całych ekosystemów – to byłoby dopiero spektakularne wyeliminowanie wielu gatunków zwierząt ! Wymyślcie Państwo coś sensownego. Na tym forum jeszcze nikt z Państwa nie napisał jak można innymi dorgami rozwiązać ten problem.

  275.  

    Dziki_dziku, nawet jeżeli wierzy Pan, że zabijając zwierzęta w lesie ratuje inne przed rzeźnią, to jest to tylko wiara.

  276.  

    To nie wiara tylko fakt. Rachunek jest prosty. Przyjmując, że myśliwi zabijają w ciągu roku ok. 100 000 dzików i wszystkie te dziki trafiają na nasze telerze, to o te sto tysięcy mniej jest zabijanych świń, krów etc. Ja jeśli nic nie upoluję to niestety muszę kupić w sklepie mięso zakatowanej świni. Jeśli upoluję to nie kupuję. I tak to działa razy 100 000 bo mniej więcej tylu jest myśliwych.

  277.  

    Dziku, a czemu nazywasz siebie imieniem ofiary?

  278.  

    Dziki_dziku, wydaje mi się jednak, że to nie natura daje panu to prawo a sam je pan sobie dał. W przeciwnym razie powinniśmy darować również winę seryjnemu mordercy, bo on też jest stworzony przez naturę i spełnia rolę regulacyjną. Poza tym zabijając ludzi w sposób humanitarny (np od szybkiego strzału) ratuje ich od ewentualnych przykrości mogących je spotkać w życiu a w końcu i śmierci z powodu długiej choroby w szpitalu.
    A co do natury, to niezwykle rzadko przytrafia się ludziom głęboki wgląd w to czym ona naprawdę jest i czym my jesteśmy. Bez tego głębokiego wglądu ostrożniej formułowałbym takie tezy i nie upierał się przy żadnym z poglądów, prócz tych, które widać bezpośrednio i to do których nawet nie potrzeba używać myśli: każda istota pragnie uniknąć cierpienia i być szczęśliwa. Problem w tym, że tak proste prawdy są zbyt proste i zbyt blisko naszych oczu by je dostrzec bez zniekształceń.

  279.  

    Panie Jacku,

    Zaskoczył mnie Pan, bo Pana przyklad jest absurdalny. Jeśli Pan rzeczywiście widzi podobieństwa w mordowaniu ludzi i myśliwstwie to nie ma o czym dalej dyskutować. Celowo pominął Pan jeden podstawowy elelment – motyw zabijania. W Pana przykładzie wynika on z patologii i wypaczenia ludzkiej psychiki. Geneza łowiectwa związana jest natomiast z zaspokojeniem podstawowych ludzkich potrzeb związanych z przeżyciem. Mam wrażenie, że ta dyskusja prowadzi donikąd. Zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do oskarżenia myśliwy=morderca. Czyżby to z braku rzeczowych argumentów ? Dlaczego nikt nie odpowiada na mój wczesniejszy post ? (…)”Na tym forum jeszcze nikt z Państwa nie napisał jak można innymi drogami rozwiązać ten problem.”(…)

    Nikt nie próbuje zmierzyć się z pytaniem – jak dokonać przemiany w ludziach żeby nie chcieli jeść mięsa, chodzić w skórzanych butach i futrach ? Śmieszne i niedorzeczne jest to wieczne oskarżanie myśliwych. Cierpienie wywołane przez myśliwych to tylko kropla w morzu cierpienia wywołanego przez 6,5 miliarda ludzi tworzących popyt na mięso, skóry etc. Państwo dobrze o tym wiecie jednak natura człowieka jest taka, że winnego nigdy nie szukamy wśród siebie.

  280.  

    Ma Pan absolutną rację, że należy winnych szukać wśród siebie. Więc niech Pan nie szuka winnych wśród ,,6,5 mld ludzi tworzących popyt na mięso” ,którymi jeszcze się Pan wyręcza do samorozgrzeszenia.

  281.  

    Ja nie czuję się winny ani grzeszny dlatego, że jem mięso, chodzę w skórzanych butach etc. (zabijam). Nie szukam rozgrzeszenia ani usprawiedliwienia. Nie widzę powodów dla których miałbym to robić. Nie potępiam też innych za to, że tak czynią, bo nie jestem zakłamanym obłudnikiem. Szanuję natomiast tych, którym udało się przełamać i mięsa nie jedzą dlatego, że przejmują się cierpieniem zwierząt.

  282.  

    W czwartek 14.01 w programie Kazimiery Szczuki w Roxy FM od godz. 19:00: Tomasz Matkowski, Zenon Kruczyński, Olga Tokarczuk i Dorota Sumińska. Zachęcamy do słuchania audycji.

  283.  

    A zatem z całego serca życzę Panu, a także zwierzętom, takiego właśnie przełamania.

  284.  

    Dziękuję. Życzmy sobie tego na wzajem.

  285.  

    Do Głosy : Pani Szczuka to zwolenniczka zabijania nienarodzonych dzieci, dziwi mnie fakt, że tacy obrońcy życia jak panowie Matkowski i Kruczyński biorą udział w jej programie. Oczywiście pani Szczuka nie nazywa rzeczy po imieniu, tzn. nie pisze o mordowaniu, tylko o aborcji, zabiegu, regulacji narodzin. Szczyt hipokryzji.

  286.  

    Szczyt hipokryzji znajduje się gdzie indziej, Panie myśliwy.To jest Pan za ochroną życia ? Od kiedy?A może nie zrozumiałam i zabijając zwierzęta dopuszcza Pan tym bardziej aborcję nienarodzonych istot.

  287.  

    A Pani nie widzi sprzeczności między przyzwoleniem na mordowanie dzieci i działaniem na rzecz ochrony życia zwierząt ? To jak to jest ? Dzieci wolno mordować a zwierzęta nie ? A tak twierdzi pani Szczuka. Oczywiście ona potrafi to sobie wytłumaczyć. Czy to nie jest racjonalizowanie ? Czy to nie hipokryzja ?

  288.  

    A nie jest to dla Pani dziwne że ktoś będący przeciwko zabijaniu zwierząt , dopuszcza zabijanie dzieci ? Czy to nie hipokryzja ?

  289.  

    Polsat musi zapłaci za obelgi Szczuki.

    Wiadomość z 14.01.2010. : „Sąd gospodarczy utrzymał w mocy karę 500 tys. zł, jaką Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nałożyła na telewizję Polsat za wypowiedź Kazimiery Szczuki o Magdzie Buczek z Radia Maryja.

    Zdaniem KRRiT, obrażała ona niepełnosprawnych.” – oto co prezentuje sobą obrońca zwierząt, pani Szczuka.

  290.  

    ludzie!prowadzicie tu od dłuższego czasu akademickie dyskusje,z których nic nie wynika.nie wierzę , że można przekonać myśliwego,żeby nagle stał się wrażliwy,zaczął szanować zwierzęta i zmienił hobby jakim jest zabijanie na coś innego skoro on wyraźnie pisze,że poluje bo LUBI.nie nauczycie ślepego rozróżniać kolory!rację mają ludzie ,którzy po zetknięciu się z tym pełnym hipokryzji środowiskiem stwierdzili,że to inny gatunek człowieka.to szkodnik , który do zabijania dopisał sobie ideologę, żeby mydlić oczy laikom.nie przekonacie myśliwych -szkoda czasu i energii.oni muszą po prostu z czasem wyginąć jak mamuty!zamiast prowadzić jałowe dyskusje- idźcie do lasu,na pola i odganiajcie naszych braci mniejszych od paśników,lizawek i ambon-bo tam czeka je śmierć!ruszcie się-widzę ,że jest nas-obrońców zwierząt naprawdę dużo.ja robię to od lat i myślę,że parę istnień uratowałam.

  291.  

    Do Pani Gosi,

    Wiem, że to nie na temat, ale czy Pani jest za aborcją ?

  292.  

    Do dzika
    jestem przeciwna aborcji, nie zgadzam się z panią Szczuką w wielu sprawach.Ale cenię ją za obronę zwierząt i już.

  293.  

    Pani Asiu, myślę, że jednak warto prowadzić dialog i mimo, że na tym ,,widzialnym” poziomie nie jest możliwe porozumienie, to na tym głębszym, który pozostaje w cieniu, coś się w myśliwych budzi. Oni też mają wrażliwość, o czym świadczy potrzeba ciągłego potwierdzania i uzasadniania łowiectwa. Gdyby w myślistwie nie było nic złego, w ogóle nie chciałoby się im z nami dyskutować, a nasze argumenty nie wywołały by reakcji emocjonalnej nawet gdybyśmy użyli najbardziej wyszukanych sformułowań. Jednak ta ich wrażliwa część stara się przebić ale jest wychwytywana i strącana z powrotem do podziemi. W przeciwnym razie nie daliby rady do niczego strzelić.
    Panie Erni, ja też jestem przeciwny aborcji i niech Pan da już z tym spokój i na siłę nie szuka haka na Matkowskiego i Kruczyńskiego. To żałosne jak tupanie nóżkami.

  294.  

    Panie Jacku, dobrze, nie będę szukał haka. Nie było to moim zamiarem. Ja tylko naprawdę jestem przekonany że książka pana Matkowskiego jest napisana tendencyjnie i zawiera wiele przekłamań. Ale na ten temat juz się chyba wszyscy wypowiedzieli, więc nie ma sensu do tego wracać. Pozdrawiam.

  295. Tomasz Matkowski
     

    Jestem za aborcją. Płód, we wczesnym stadium (ludzki lub innego zwierzęcia) ma słabiej rozwinięty system nerwowy niż osobnik już urodzony, dlatego gdybym miał wybierać między śmiercią płodu ludzkiego a śmiercią dorosłego zwierzęcia wybrałbym to pierwsze. w naturze i tak jest o wiele więcej samoistnych aborcji niz urodzeń. po prostu część zygot ginie. tak jak giną miliardy plemników. i ktoś nawiedzony mógłby powiedzieć: to zbrodnia! przecież z każdego plemnika mógłby powstać nowy człowiek! A teraz, w dobie klonowania, z każdej komórki MÓGŁBY powstać człowiek. czy mam przez to płakać nad każdym obciętym paznokciem?
    Oczywiście to nie znaczy ze uważam aborcję za świetną metodę antykoncepcji. A do tego właśnie doprowadził kościół katolicki, utrzymując lud w ciemnocie. Naród nie mający pojęcia o antykoncepcji ucieka się potem do skrobanki – to logiczne. A różni samozwańczy etycy go za to potępiają i rozdzierają szaty – to już mniej logiczne. A może i logiczne, jeżeli wziąć pod uwagę że każde nienarodzone dziecko oznacza stratę finansową dla kleru, bo przecież od prezerwatyw nie biorą na tacę, a od chrztu i owszem.
    Zresztą mało mnie to obchodzi, ja mówię o innym aspekcie, o aspekcie cierpienia: dorosłe zwierzę (lub człowiek, czyli też zwierzę) ma wysoko rozwinięty system nerwowy i odczuwa ból znacznie mocniej niż płód, który tak rozwiniętego systemu nie ma. A tak w ogóle to nie bardzo rozumiem co ma wspólnego aborcja z polowaniami??? czy znowu chodzi o skierowanie dyskusji na boczny tor? W takim razie podsuwam jeszcze kilka innych tematów zastępczych: trzęsienie ziemi na Haiti, Al Kaida, inwazja gejów na Cejrowskiego itp.

  296.  

    Dla pana Matkowskiego Al Kaida to temat zastępczy, dla przeciwników aborcji tematem zastępczym będą myśliwi. Dla pana Matkowskiego obrona życia poczętego dziecka to utrzymywanie ludu w ciemnocie, dla innych to morderstwo. I kto tu jest psychopatą ?

  297.  

    To teraz mam jasność co do intencji napisania książki przez pana Matkowskiego. Idę na polowanie.

  298.  

    Do Pana Jacka,

    Tak Panie Jacku, wsród myśliwych są ludzie wrażliwi. Cieszę się wielce, ze wreszcie to do Pana dotarło, uff, choć wiem, że trudno to Panu zrozumieć bo przecież kłóci sie to ze stereotypem, który Państwo lansujecie.

    Do Pana Tomasza,

    Jestem zdumiony Pana „aborcyjnym” poglądem, ale co tam życie ludzkie, brnijmy dalej w świat zwierzęcych cierpień:

    To kto dokładnie według Pana wyznacza granicę kiedy zwierzę cierpi a kiedy nie. Czy np. muchę mozna zabijać packą z czystym sumieniem (bo układ nerwowy znikomy), nad rozjechaną żabą powinniśmy się pochylić i westchnąć z żalem nad jej losem, a nad zabitym jeleniem to już powinniśmy żewnie i histerycznie zapłakać ? Ktoś tu kiedyś pisał o tym, że to obłudni myśliwi wszystko racjonalizują i sami sobie powyznaczyli prawa i wprowadzili pokrętne uzasadnienia w celu zalegalizowania mordowania. Coś mi tu nie pasuje. Może za chwilę Pan zmieni zdanie i uzna Pan jednak, że skoro ślimak winniczek jest smaczny i ma znikomy układ nerwowy to można go chodować, a potem pyk do żołądka! od tego już krok do łowiecta !

  299.  

    Panie Tomaszu, czy system nerwowy dżdżownicy jest na tyle słabo rozwinięty że mogę ją bez problemu nabić na haczyk, czy też wyzwie mnie pan od psychopatów i morderców ?

  300.  

    Mam pytanie do pani Gosi. Czy wypowiedź pana Matkowskiego o aborcji nie jest typowym przykładem racjonalizowania ?

  301.  

    Zapłodniona zygota prawdopodobnie nic albo prawie nic nie czuje, choć tego nie wiemy i nie wiemy gdzie jest granica. Z płodem to już jest inaczej: widać na filmie jak broni się i odsuwa przed urządzeniem wsysającym go po kawałku. Jestem pewien, że podobnie broniłby się przed śmiercią płód zwierzęcy. A przeciwny jestem aborcji tylko dlatego bo ten płód też jest przeciwny, z tego samego powodu jestem przeciwny zabijaniu np. dzika, bo ten dzik też jest temu przeciwny! Widzicie tylko siebie, mówicie o ,,problemie z dzikami” o tym, że coś musicie jeść, że bez mięsa się nie da (jak by nie było przykładów, że wegetarianie żyją i są zdrowi a nawet wyglądają lepiej niż panowie z wolami i panie z masywnymi udami na zdjęciach w Łowcu Polskim), ale nikt nie pyta u źródła, – samego poszkodowanego! Nikt tam nawet nie patrzy. Dlaczego? Tylko proszę nie kłamać!
    Oczywiście to jest mrzonka. Nie padnie tu żadna odsłona i demaskacja swojego ego. Nigdy w życiu! Strach przed utratą ego jest jednym z najsilniejszych. Wiem to dobrze, nie raz tego strachu skosztowałem.

  302.  

    Powtarzałem to juz setki razy – zabijanie nie sprawia mi przyjemności, jest raczej koniecznością. Stwierdzicie Państwo zapewne, że nie jest koniecznoscią bo można pójść do eleganckiego sklepu i jak cywilizowany człowiek kupić „estetyczne” mięsko nie babrając się we flakach. Tak robi większość z Państwa – uważajacych się przy tym za „wrażliwców”. Raczej quasi wrażliwców i obłudników. Taka konsumpcja jest bardziej szkodliwa dla zwierząt niż myśliwi. To nie podlega dyskusji. To Państwo boicie się obnażenia tej prawdy. Boicie się spojrzeć na własne ręce, które z pozoru są czyste, pachnące i wypielęgnowane. W istocie jesteście Państwo przesiąknięci cierpieniem miliardów innych istot na ziemi. Wyróżniacie się jedynie tym, że dopuściliście do swoich umysłów refleksję, która od razu wywołała reakcję obronną – „szukać bardziej winnego, to nie ja jestem tego przyczyną, to musi być ktoś inny, jest ! wiem ! MYŚLIWY !!! TAK TO ON !!! UKAMIENOWAĆ !!!

    Wegetarianie i weganie. Ludzie, którzy świadomie żyjąc starają się w minimalny sposób szkodzić innym istotom. To są jedynie osoby, które mogą próbować przekonywać mnie do swoich racji. Jestem otwarty na taki dialog. Może uda się komuś wykazać, że taka postawa ma głębszy sens, że na tym powinno polegać nasze CZŁOWIECZEŃSTWO !!!

  303. Tomasz Matkowski
     

    Panie Adamie, w żadnym wypadku Pana nie wyzwę od morderców – sam nim jestem. powiem tylko, ze jeśli już musimy kogos zabić to mniej cierpi dżdżownica niż np. karp. i to właśnie miałem na mysli pisząc o aborcji. że mniej cierpi płód ludzki niż dorosłe zwierzę. co nie znaczy że lansuję aborcję:) o wiele lepsza od aborcji jest antykoncepcja. wtedy mordujemy tylko jajeczka i plemniki. czyli coś „poniżej” dżdżownicy:) oczywiście poniżej w sensie zdolności odczuwania. niczego nie wartościuję. a już jeżeli to powiem że niejedno zwierzę jest więcej warte od niejednego człowieka – zapewne i ode mnie.

  304. Tomasz Matkowski
     

    do Pana Dziki Dzik
    „Wegetarianie i weganie. Ludzie, którzy świadomie żyjąc starają się w minimalny sposób szkodzić innym istotom.”
    zgadzam się w stu procentach. bardzo im zazdroszczę. siły woli i konsekwencji.
    to że nie jestem weganinem nie może mi jednak zamknąć ust na wszystko. idąc dalej takim rozumowaniem, nikt nie mógłby nic powiedzieć. bo każdy – nawet weganin – ma coś tam na sumieniu. rozdeptanego komara chociażby.
    nasza dyskusja zagnała nas w rejony filozficzne i przyparła do ściany, która się nazywa… właściwie nie wiem jak. wszechobecność cierpienia? swiat zbudowany jest na cierpieniu. na nadmiarowości, na ciągłej eliminacji konkurentów.
    moja książeczka jest próbą ograniczenia ilości cierpień. próbą cząstkową i być może żalosną. ale już sam fakt że wywołała taką dyskusję, i że przy okazji odkryłem adwersarzy z którymi można merytorycznie rozmawiać, takich jak Pan, jest może czymś pozytywnym?
    a co do świata… to chyba Seneka, czy jakis inny starożytny filozof napisał: największym darem jest nigdy się nie narodzić…

  305. Tomasz Matkowski
     

    a co do kościoła katolickiego, którego tak broni pan
    Ernie. gdyby kościolowi rzeczywiście zależało na obronie życia poczętego, to nie zwalczałby tak wściekle i zajadle antykoncepcji. kościół ma w nosie zycie poczęte. chodzi mu o jak największy rozród, bo z każdych chrzcin ma kase. a jak cześć dzieci w wielodzietnych rodzinach poumiera, to jeszcze lepiej – jest kaska za pogrzebik. kościół żyje przeciez z głupoty, więc w jego interesie jest lansowanie obłąkańczego rozrodu, bo to gwarantuje większą liczbę istot nieszczęśliwych, niewykształconych i często o niskim poziomie inteligencji, a takie najchętniej garną sie do zabobonów – i płacą za odrobinę złudzeń.

  306.  

    Do Erniego
    „czy wypowiedź P.Matkowskiego nie jest przykładem racjonalizowania?” Nie jest.W Google znajdzie Pan definicję, lub w mojej wcześniejszej wypowiedzi.
    Proszę dobrze mnie zrozumieć.
    Myślę o Kościele mniej więcej to samo co autor „Polowaneczka”
    Z kościołem łączy mnie tylko wspólne słuchanie bicia dzwonów
    o jakichś głupich porach.Można właściwie powiedzieć, że robią
    masy w balona, za ich własne pieniądze nie dając NIC CENNEGO w zamian.
    No. Od myśliwych poprzez aborcję doszliśmy do winnych wielu nieszczęść- Kościoła.

  307.  

    Skoro jesteśmy przy kościele to ja coś o tzw. sumieniu. Cóż to jest to sumienie? Czy nie jest to wewnętrzny głos, który podpowiada nam, co jest dobre, a co złe z punktu widzenia ważnej życiowo grupy, do której należymy? Któryś z panów myśliwych pisał, że po zabiciu zwierzęcia ma czyste sumienie. Wierzę panu.

  308.  

    Pani Gosiu .
    Będę uparty. Nie pytam co pani sądzi o Kościele, bo to prywatna sprawa. Pytam o zdanie : „..Płód, we wczesnym stadium (ludzki lub innego zwierzęcia) ma słabiej rozwinięty system nerwowy niż osobnik już urodzony, dlatego gdybym miał wybierać między śmiercią płodu ludzkiego a śmiercią dorosłego zwierzęcia wybrałbym to pierwsze. ” – czy to nie klasyczny przykład racjonalizacji ?
    Ps . Zadałem sobie trud i znalazłem : ” Racjonalizacja (od łac. ratio, rozum) – w psychologii jeden z mechanizmów obronnych – pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością.” Przecież pan Matkowski zasłania się słabiej rozwiniętym (???) układem nerwowym płodu ludzkiego od organizmu zwierzęcego ! Czy to nie jest swoista selekcja ? Czyż nie zarzuca takiej selekcji myśliwym (przeznaczenie do odstrzału osobników o słabszym porożu ) ?
    Panie Tomaszu.
    Odpowiada pan panu Adamowi, na jego pytanie o dżdżownicę : „powiem tylko, ze jeśli już musimy kogos zabić to mniej cierpi dżdżownica niż np. karp.” – no właśnie, jeżeli musimy zabić. A jeżeli wędkarstwo to również hobby bez którego natura poradziłaby sobie sama, to co ? Dołączy pan do myśliwych – psychopatów kolejną grupę : wędkarzy – psychopatów ? Chcę tylko panu uzmysłowić jak pokrętne są pana poglądy. Przecież nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy więcej cierpi walczący przez godzinę karp ( zaczepiony haczykiem za przewód pokarmowy) , czy „padający w ogniu” dzik .

  309. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie,
    to jest kwestia motywacji. jezeli wędkarz łowi rybę aby ją zjeść, bo nie może się obejść bez tego elementu pożywienia – to jest to normalne. jezeli ten sam wędkarz lowi po to, żeby: zdobyć medal, pochwalić się kolegom jaki okaz złapał, powiesić wychaną głowę złowionej ryby na ścianie, odczuć obłąkańczą radość w chwili kiedy żyłka się napięła i ryba zaczyna desperacko walczyć o życie – to taki wędkarz jest psychopatą. Nie widzę w tym rozumowaniu nic pokrętnego. rozumiem że ma mi pan za złe, że nie napisałem o wędkarzach. Ależ ja nie moglem napisać książki o wszystkich psycholach na świecie, drogi panie Ernie:) Napisałem o tych, których poznałem osobiście. I których nawet, prywatnie, lubię – schizofreniczne to, ale tak, lubię, to fajni koledzy są, uczynni, dobrzy kompani. Tyle że – chorzy.

  310.  

    Zgadzam się. Cała ta trofeistyka jest chora. Zabijanie dla trofeum jest patologią i świadczy o prymitywiźmie i zacofaniu zabijającego. To bezwzględnie powinno się wyeliminować !!! Z wielkim żalem, trwogą i zażenowaniem słucham „myśliwych”, którzy przechwalają się „pozyskanym” trofeum. Tłuste, brzuchate i zasapane typy, dumnie „przy wódeczce” opowiadają jak „zmagali” się z bykiem jelenia. Jak straszliwie się trudzili żeby „go podejść”. Przecież szanse już dawno nie są nawet równe! Powinni oddać temu zwierzęciu cześć i zamilczeć. Mam nieodparte wrażenie, że z tymi ludźmi jest coś nie tak. Mają jakiś kompleks. Chcą udowdnić (sobie?), że są lepsi, ważniejsi, że w hierarchii „morderców bez powodu” stoją wyżej. Nigdy tego nie zrozumiem.

  311.  

    Czyli jeżeli zastrzelę dzika, dokładając wszelkich starań aby nie cierpiał, mając zamiar skonsumowanie jego mięsa sam lub ewentualnie z rodziną lub z przyjaciółmi, to już nie jestem psychopatą ? Fajnie. Mogę pójść dalej. Zastrzelę rogacza, spożytkuję mięso, poroże w imieniu Koła sprzedam, a za pieniążki ze sprzdaży Koło zapłaci np. szkody rolnikom. Mam motywację a więc jestem w porządku. Jestem za ! Nie trzeba było tak od razu ? I jeszcze jedno. Ja nie mam do pana pretensji za to co pan napisał w książce o myśliwych. Wydaje mi się tylko że każdego obowiązuje minimum obiektywizmu, a tego w pana książce niestety brakuje. I nie da się tego wytłumaczyć wzburzeniem. Pozdrawiam.

  312. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie, mam nieodparte wrażenie, że Pan jednak tej książki wcale nie czytał. nie namawiam do jej kupna, bo to byłoby nabijaniem kasy wrogowi, ale przecież można ją wypożyczyć z biblioteki. to nic nie kosztuje. wówczas nie musiałbym tutaj wyjaśniać po raz któryś tego, co jest w książce.
    książka jest glównie o trofeistyce. ale oczywiście nie tylko. jest też generalnie przeciwko polowaniom. albowiem taki idealny obraz etycznego myśliwego, jaki Pan tutaj kreśli, lub też jaki reprezentuje pan Dziki Dzik, jest niestety tylko pewnym ideałem. Ogólna praktyka niestety daleko od tego ideału odbiega. rzesza myśliwych w swojej większości – a poznałem osobiście więcej myśliwych niż pan ich pozna przez całe swoje życie, jako że jeździłem od obwodu do obwodu i zjeździłem calą Polskę – to rzesza psychopatów. Dlatego uważam że myślistwo nalezy zdelegalizować, i że to prędzej czy później nastąpi.
    Polecam na ten temat doskonały artykuł w kwartalniku KONTEKSTY który jest do nabycia w każdym empiku. artykuł napisal profesor Uniwersytetu Jagielońskiego Dariusz Czaja. Analizuje w nim rzeczywiste pobudki jakie kierują myśliwymi. konkluzja artykułu: społeczeństwo powinno dążyć konsekwentnie do delegalizacji polowań.
    aha, na pocieszenie: wtedy nie będzie pan musial płacić za szkody rolnikom:)

  313.  

    To demagogia. Nie badźmy, krótkowzroczni. Całkowita delegalizacja myśliwstwa nie rozwiąże poruszanego problemu. Nie zamkniemy przecież wszystkich kompleksów leśnych i pól ogradzając je płotem jak ścisłe rezerwaty. Zapewne nadmiar zwierzyny (patrz szkody w rolnictwie, leśnictwie, dziki i lisy w miastach etc.) wtedy byłaby odławiana żywcem i przewożona do rzeźni. To są infantylne pomysły oderwane od rzeczywistości, które w efekcie zaszkodzą bardziej.

  314. Tomasz Matkowski
     

    Infantylizm to jak na razie domena myśliwych. już myslałem że pan Dziki Dzik ukazuje jakieś ludzkie oblicze, ale widać że jak się nadepnie na odcisk, jak się spróbuje naruszyć święte „prawo” do strzelania to atawizmy zaczynają buzować.
    apokaliptyczna wizja świata bez myśliwych jest jednym z mitów, dodajmy – infantylnych mitów – lansowanych przez mysliwych jako rodzaj usprawiedliwienia dla ich pasji.
    szczyty infantylizmu osiągnął pewien myśliwy wypisując na forum newsweeka że w Australii nie ma już żadnych wolno żyjących zwierząt oprócz psów dingo, albowiem te krwiożercze psy skonsumowały wszystkie kangury, dziobaki, strusie tudzież całą resztę fauny, a niedlugo dobiorą się do ludzi.
    co do dzików w miastach najlepszym komentarzem był film jaki pokazała telewizja chyba z rok temu. dziki chodzą po jakiejś podwarszawskiej miejscowosci. najpierw wypowiada się mysliwy: strzelać! strzelać! to straszne zagrożenie!
    potem wypowiadają się radni: strzelać! potem burmistrz: strzelać!
    na końcu wypowiadają się dwie starsze panie, mieszkanki miejscowości. czy boicie się dzików? pyta dziennikarz. skądże! podchodzą pod płot, postoją, idą dalej. nic nam nie przeszkadzają. o wiele bardziej boimy się syna burmistrza który z kolegami urzadza rajdy samochodowe po naszej uliczce.
    najsmutniejsze w tym filmie było to, że o ile wszyscy entuzjaści strzelania wystepowali otwarcie do kamery, o tyle dwie starsze panie poprosiły o zamazanie ich twarzy. najwidoczniej to nie dziki budzą lęk u ludności, tylko banda zapaleńców strzelania.

  315.  

    Panie Tomaszu,
    dlaczego ucieka pan od odpowiedzi, która brzmiała : „Czyli jeżeli zastrzelę dzika, dokładając wszelkich starań aby nie cierpiał, mając zamiar skonsumowanie jego mięsa sam lub ewentualnie z rodziną lub z przyjaciółmi, to już nie jestem psychopatą ?” Zadałem ja po pana stwierdzeniu że : ” jezeli wędkarz łowi rybę aby ją zjeść, bo nie może się obejść bez tego elementu pożywienia – to jest to normalne”. Proszę o odpowiedź na to konkretne pytanie.
    Po drugie. Książkę przeczytałem, kupiłem ją za swoje pieniądze (19,90 zł) i wcale nie uważam że jest to nabijanie kasy wrogowi, bo nie uważam pana za wroga. Może jako psychopata powinienem, ale jakoś nie mogę się zmusić. Twierdzę w dalszym ciągu że jest ona nierzetelnie i stronniczo napisana. A najbardziej rażą wszechobecne uogólnienia. Przypomnę panu tylko jeden przykład z książki : „Najlepiej obrazuje wulgarność i chamstwo myśliwych ten internetowy pojedynek na argumenty. Jedna z internautek pyta :
    - Gdzie macie serce ?!
    A inna dodaje :
    - Nie mają serca, gdyż nie są ludźmi, tylko bestiami. A serce to właśnie przejaw człowieczeństwa. Pozdrawiam. Maricia.
    I lapidarna odpowiedź MYŚLIWYCH :
    - ty kurwo…ty kurwo „.
    Czemu miało służyć użycie liczby mnogiej („myśliwych”) ? Tylko i wyłącznie większemu zdyskredytowaniu zwolenników polowań. Przecież odpowiedział jeden człowiek ! I to nie wiadomo nawet czy myśliwy. Odpowiedział za siebie , ale już nie za mnie bo nie używam wulgaryzmów. I to ma być obiektywne i rzetelne dziennikarstwo ? I takich przykładów mógłbym podać więcej. Drobnych niuansów, na pierwszy rzut oka niezauważalnych, ale stawiających tą książkę w jednym rzędzie z „agitkami” z czasów wczesnego PRL-u.

  316.  

    Ciągle słyszę o wielkim problemie z dzikami, a nawet ostatnio z wilkami, bo watahy złożone z kilku osobników zaczynają pojawiać się w lasach, gdzie ich wcześniej nie było! No i jest straszny problem! Co to robić? Trzeba będzie strzelać, bo tak być nie może! Z łosiami to samo. Panosza się, wchodzą do miast i trzeba uważać samochodem. A z lisami to już dramat!!

    A ja jesienią siedziałem niedaleko nory lisa i obserwowałem jak śpi i z nory wystaje mu jedno ucho i czułem straszny żal, że jego życie jest zagrożone. Bo to tak, jakby wysłano za kimś listy gończe.

  317. Tomasz Matkowski
     

    Panie Ernie, oczywiście odpowiedź na pańskie konkrtetnie pytanie brzmi „nie”. Nie jest pan psychopatą zabijając zwierzę w celu zaspokojenia głodu i w sposób minimalizujący jego cierpienia, a więc nie podczas zbiorówki, a więc przy doskonałej widoczności itp.
    tak, ma pan rację, ta liczba mnoga jest pewną manipulacją. nawiasem mówiąc dostrzegłem ją dopiero teraz, dzieki panu. odpowiedź „ty kurwo” pochodziła od jednego myśliwego i należało użyc liczby pojedynczej. co nie zmienia faktu ze podobnych chamskich wypowiedzi było i jest mnóstwo. chyba niewiele artykułów i książek zebrało takie żniwo wulgaryzmów jakie dostały się artykułowi „polowaneczko” w GW, a potem książce. dobrze że nie mam wrażliwości tej koszykarki która przeczytawszy w internecie niepochlebne opinie na swój temat wycofała się ze sportu. mnie te wyzwiska raczej smiesza, ostatnio ubawiłem się do lez czytając pod wywiadem na youtube taki komentarz: „spójrzcie tylko na tego autora i na tego dziennikarza co z nim rozmawia. przecież od razu widać, że to dwa pedały”:)
    Ale wracając do meritum: polowaneczko – widzę już że pan je czytał i wycofuję zarzut – jest jak pan słusznie zauważyl książką zjadliwą. skąd we mnie tyle jadu? to też wyjaśniam, gdzieś pod koniec. ech, co będę cytował, podam panu numer strony: strona 120 od góry.
    pozdrawiam:)

  318.  

    Dziękuję za wyjasnienie i obiecuję że przeczytam.

  319.  

    Pozostałem na tym forum tak długo bo w istocie zabijanie zwierząt jest dla mnie trudne. Czuję ogromne wewnętrzne rozdarcie pociągając za spust. Nie raz mówiłem sobie, że zostawiam to. Czas na ucieczkę od problemu. Przecież tak robią miliardy ludzi na tym świecie i dobrze im się z tym żyje. Po co być myśliwym i narażać się na ciągłe opluwanie. Po co przeciwstawiać się patologiom w kole łowieckim i kłusownikom. Narażam się tylko na niepotrzebny stres wchodząc w konflikty. Po co mi to wszystko ? Przecież mogę chodzić po lasach i łąkach z moim ukochanym psem i być dumnym z siebie, ot choćby dlatego, że nie strzelam do napotkanego w lesie dzika. To wystarczy by mieć czyste sumienie ! Byłbym wtedy też lepszy od rzeszy co najmniej stu tysięcy innych ! A to już coś ! Miałbym też prawo wyzywać ich. Mógłbym ich nazywać co najmniej mordercami lub innymi wyszukanymi epitetami w zależności od potrzeb i poziomu mojej frustracji. Łatwiej by mi było być przeciętnym „konsumentem natury” i żyć w wielkim mieście, w poczuciu, że przeciez jej nie szkodzę. Nikogo bezpośrednio nie krzywdzę. Jestem więc OK.
    Myśliwstwo to przecież „racjonalizaowanie atawistycznej potrzeby mordowania”. To jest definicja i z nią nie należy polemizować. Ja jeśli jestem myśliwym to z definicji jestem wypaczony i odczuwam potrzebę krzywdzenia innych istot. To jest odpowiedź na moje pytania ! Jestem chory ! Co z tego, że twierdzę, że strzelanie do zwierząt nie sprawia mi przyjemnosci, a wręcz przeciwnie – przykrość i upokorzenie, jesli Pan Jacek z Panem Tomkiem i Panią Gosią wiedzą lepiej co we mnie siedzi i jakie są powody moich działań. Wreszcie co z tego, że ja zrezygnuję jesli na moje miejsce czeka kilku innych psychopatów ? No i jaki będzie ten co przyjdzie na moje miejsce ? Może będzie odznaczał się szczególnym okrucieństwem wobec zwierząt. Może jego wypaczenie będzie większe ? Będzie strzelał żeby zadać ból ? Moze nie powinno mnie to obchodzić ? Wreszcie co z tego, że ja nie zabiję dzika jeśli i tak będą musieli zamordować ze szczególnym okrucieństwem dla mnie w rzeźni inne zwierzę bo jestem mięsożerny – tak mnie stworzyła natura ?

    Szukam odpowiedzi na tym forum już wiele czasu. Bez skutku. Z żalem stwierdzam, że „po drugiej stronie” jest najczęściej agresja, frustracja, bezsilność, zwykła ludzka złośliwość i nienawiść. „Przekonanie, że jest się przekonanym o swoim przekananiu.” Po za tym nic, pustka. Brak obiektywizmu. Potrzeba bycia lepszym moze nawet zawiść ? Brak szerszego spojrzenia na problem. Koncentrowanie się na wyimaginowanym wrogu.
    Codziennie czytam nowe posty z nadzieją, że ktoś może napisze coś ponad wyświechtane już stereotypy myśliwego – opasłego, psychopatycznego mordercy. A tu nic. Temat poruszany w książce juz dawno został omówiony. Myśliwi to grupa, w której również zdarzają się psychopaci, być może czesciej niż w innych grupach. Nic szczególnie odkrywczego. Pomysł „zlikwidować” jest pomysłem dziecinnie naiwnym. Pomysłem urągajacym wadze problemu. Słuchając takich rad tracę wiarę we własciwe intencje pomysłodawców. Mam wrażenie, że to jest walka dla samej wygranej. Nie liczą się ci w imię których ta walka się toczy. Problemem zwierząt jest to, że masowo giną z ręki człowieka, który osiągnął nad nimi władzę. Zapewniam, że im jest wszystko jedno czy giną z ręki psychopaty odczuwajacego z tego powodu przyjmeność czy z ręki mniej lub bardziej świadomego tej krzywdy rzeźnika.

    również pozdrawiam

  320.  

    Panie dziki_dzik,
    Ja tak nie uważam. Właśnie tacy ludzie jak pan, powinni zostać przy łowiectwie. Nikt nie mówi że będzie łatwo. Ale trzeba próbować. Wierzę że wśród mysliwych jest wiele osób dla których łowiectwo to nie tylko ślepe strzelanie do wszystkiego co sie rusza, zaczynając od psa który na 20 metrów oddalił się od właściciela, kończąc na koronnym byku czternastaku. To właśnie do takich ludzi jak pan, powinna należeć przyszłość w Kołach łowieckich, i nie tylko jako szeregowi myśliwi, ale np. członkowie zarządów Kół. Mając otwarty umysł na argumenty przeciwników polowań staniemy się mocniejsi w swoich działaniach. Ja wiem że wiele trzeba zmienić. Może ograniczyć polowania zbiorowe , na których często dochodzi do postrzeleń zwierzyny ? Ja wiem że do tego droga daleka i że dla niektórych myśliwych to bluźnierstwo. Ale kto nie idzie do przodu, ten się cofa (również w przepisach i regulaminach ). Nie bójmy sie krytyki. Co nas nie zabije , to nas wzmocni. Może też inaczej postrzegany będzie sam myśliwy, nie jako morderca, ale jako świadomy i etyczny współgospodarz natury ( bo niestety wpływ człowieka na naturę jest tak wielki, że musi podejmować ingerencje w przyrodę). Wierzę że nadejdzie taki czas że na wystające z nory ucho śpiącego lisa, z postu pana Jacka, będzie patrzył także mysliwy, ale nie przez lunete tylko przez lornetkę i nie będzie widział w nim wroga, tylko element natury bez którego ta natura byłaby uboższa. (Ale strzeliłem wykład, aż mi się klawiatura zagrzała.) Pozdrawiam wszystkich za i przeciw.

  321.  

    Pa nie Dziki_dziku, myślę, że troszkę Pan ściemnia. Przepraszam za te ostre słowa, po prostu nie wierzę w to, że odejście z koła to ,,ucieczka od problemu”. Nie tylko będąc w kole może Pan coś zdziałać.

  322.  

    Po namyśle stwierdziłem że to wszystko jedno gdzie Pan będzie, czy w kole na niskim czy na wysokim stanowisku, czy w innej organizacji ekologicznej, czy poza nimi, ważne co zrobi Pan dla zmniejszenia cierpienia zwierząt.

  323.  

    No przecierz będąc myśliwym według Pana jestem źródłem cierpienia zwierząt, no to jak już nie będę myśliwym to wszystko będzie OK. Teraz to Pan ściemnia. Przecież cały czas o tym piszecie -zlikwidować łowiectwo bo to jest żródło cierpienia zwierząt ! Teraz to juz za mało. Powinieniem coś więcej zrobić ? A co Pan robi bądź co Pan zrobił ? Już dobrze wiemy co robią myśliwi: dokarmiają (źle), wnyki zdejmują (źle), gonią kłusowników (źle), płacą za szkody (źle) etc. Co Państwo robicie, że lisom, kaczkom, dzikom dzisiaj żyje się lepiej ?

  324.  

    Panie Erni,

    Oczywiście Łowiectwo można i należy zmienić. Nie łudźmy się jednak, nie zmienimy przez to nastawienia do myśliwych ludzi pokroju Pana Jacka, Pana Tomasza i Pani Gosi. Zawsze będą na nas pluć. Trudno. Ja mam ten sam pogląd na patologie i zwyrodnienia – takich ludzi mozna i trzeba wyeliminować z łowiectwa. Ja z tym walczę jak mogę. Zachęcałem też naszych adwersarzy na wstąpienie „w kręgi zła” (PZŁ) i do efektywnego działania. Niestety bez echa. Temat jak zwykle nie podjęty – zbyt rzeczywisty, zbyt trudny. Brak odwagi i prawdziwej determinacji do poświęcenia się. Łatwiej coś tam napisać i żyć w przekonaniu, że zrobiło się już tak wiele.

  325.  

    Naprawdę uważam, że to Pan Dziki dziku powinien rządzić tym
    piekielnym PZŁ, a za doradców mieć P.Matkowskiego i P.Jacka.
    Jesteście Panowie z P.Ernim jedynymi myśliwymi(jeszcze był P.Myśliwy), którzy nie boją się rozmawiać.
    I nie nienawidzę myśliwych, a tym bardziej Panów.
    Mam wielki szacunek do ludzi, którzy są odważni i nie uciekają
    gdy robi się niewygodnie.

  326.  

    Paradoks proszę Państwa polega na tym, że ci którzy najabardziej szkodzą, ci którzy są najgorsi z nas – myśliwych – nie czytają tych książek, nie biorą udziału w dyskusjach, które może by coś w nich zmieniły. Ich to nie obchodzi. Proszę mi wierzyć. Zbadałem to we własnym kole. Żaden z tzw „mięsiarzy’ nie słyszał o Panu Tomaszu czy o Panu Zenonie. Nie słyszeli o ich książkach. Mówią, że mają to gdzieś. Dalej „lecą” już tylko epitety, których nie przytoczę. Koła łowieckie to nie są kółka różańcowe, niestety. Jest tam cały przekrój społeczeństwa. Chyba wiem też dlaczego jest tam tak wielu złych ludzi. Dlatego, że ludzie innego pokroju, ci bardziej wrażliwi nie wytrzymują obciążenia jakim jest świadomość czynnego zabijania ? To pasywne, polegające na tworzeniu popytu na mięso, skóry itd już tak nie boli, nie wypala umysłu, jest racjonalizowane.

  327.  

    Teraz może też zrozumiecie Państwo po co cała ta otoczka łowiecka. Kapelusze, piórka, muzyka, tradycje – ostatnia strawa czyli „złom” etc. z których się śmiejemy. To wynikało z potrzeby „uczłowieczenia”, boję się użyć sformułowania „uduchowienia”, przykrego obowiązku jakim było zabicie zwierzęcia. „Obowiązku” – bo geneza łowiectwa sięga czasów gdy było ono formą zdobywania pozywienia niezbędnego do przeżycia. Czasy te mineły, tradycje pozostały i wydają się śmieszne dzisiaj, ale bez nich to byłaby czysta mechaniczna, eksterminacja zwierząt – taka rzeźnia właśnie. Czy więc jest to takie złe ? Powtórzę, złe jest masowe zabijanie zwierząt przez człowieka czy jednak ten świat może funkcjonować inaczej ?

  328.  

    Przeświadczenie o konieczności stałego ingerowania w zaburzoną już przyrodę wydaje mi się neurotyczne. A co do pytania Pana dzikiego_dzika: co ja zrobiłem żeby kaczkom, lisom ,dzikom żyło się lepiej? Odpowiadam: prawie nic.

    20 lat temu na obozie ornitologicznym poznałem słynnego już wtedy ornitologa. Przez wiele lat obrączkował ptaki. Zeszłego roku po wielu latach spotkałem go znowu. Powiedział, że juz nie obrączkuje i że ,,najwięcej dla ptaków zrobisz jak nic nie będziesz robił”.
    Myślę, że z wyjątkiem niektórych przypadków np. introdukcji, możemy spokojnie nic nie robić. Oczywiście zakładanie rezerwatów jest ciężką pracą, ale o to chodzi, żeby w rezerwacie właśnie nic nie robić i pozwolić żyć. Dotarło tez do mnie jakie motywy skłaniają ornitologów do obrączkowania jak największej ilości ptaków. Pewien profesor prawa mawiał, że często ma się dwa powody działania: jeden prawdziwy, drugi, który dobrze brzmi. Myślę, że troska o ich ochronę nie jest tu głównym powodem, a pogoń za doktoratami, habilitacjami, czy zwykłym tez zaistnieniem w prasie branżowej. Myślę, że wielu ornitologów jeżeli nie mogliby obrączkować to byliby myśliwymi.

  329.  

    Panie Jacku,

    Rezerwaty same się nie założą. Ktoś musi wydrzeć ziemię ludziom. Nie wiem czy znany jest Panu problem rezerwatu i parku narodowego w Białowieży. Tam ludzie (mieszkańcy) są przeciwni rozszerzaniu granic parku bo wiązałoby się to ze stratą pracy, żywności (to biedny region, ludzie żywią się tym co znajdą i skłusują w lasach), opału (ogrrzewają domy i gotują na kuchniach ogrzewanych drewnem wyniesionym z lasu) Gdyby nikt nic nie robił ludzie już dawno wycięliby lasy i wybili zwierzęta do nogi. Nasz konsumpcjonizm i egoizm doprowadza do wyniszczenia otaczającej nas Natury. Jest nas już ponad 6,5 miliarda i liczba ta rośnie. Przykre jest to, że jesteśmy tak krótkowzroczni. Z moich obesrwacji wynika, że ludzi w zdecydowanej większości interesuje jedynie ich „tu i teraz”, nic poza tym. Przyrodę więc musimy chronić przed nami samymi. Może jest to neurotyczne podejście do tematu, ale nie wierzę w to, że ludzie się zmienią i świat się zmieni.
    Przykład: Z jednej strony gdyby myśliwych nie było pewnie wielu zwierzętom umierałoby się lżej (choć drapieżniki robiłyby swoje w nie mniej drastyczny sposób). Być może nie rozchwiałby się stan ich populacji. Odrodzić trzeba by było jedynie niektóre gatunki drapieżników. Jestem przekonany jednak, ze wtedy miejsce myśliwych zajęliby kłusownicy. Ludzie szybko odkryją, że pojawiła się nisza, którą można zapełnić. Po co płacić za coś (mięso), co jest w dostatku za darmo. Pojawiłby się nowy „czarny” rynek. Trzebaby stworzyć „agencję ochrony zwierząt”. Pytanie kto za to zapłaci ?
    Takich przykładów można by mnożyć wiele. Dlatego tak irytują mnie dziecinnie naiwne hasła „zlikwidować myśliwstwo”. Jestem przekonany, że to niczego nie zmieni.

  330. Tomasz Matkowski
     

    DrodzyPaństwo,
    widze że ostała nam się tutaj ciekawa grupka dyskutantów merytorycznych. to bardzo dobrze. Pani Gosia, Pan Jacek, ani ja absolutnie nie „plujemy” na mysliwych – zwłaszcza takich którzy potrafią rozmawiac, jak panowie Dziki dzik oraz Ernie.
    w zwiazku z tym proponuję, żeby każdy rzucil jakiś pomysł, pozytywny pomysł, jak ograniczyć cierpienia zwierząt. Pani Gosia pan Jacek i ja jesteśmy za delegalizacją polowań. Jeżeli to utopia lub dziecinada, to może spróbujmy metodą małych kroczków. ktoś rzucił pomysł (pan Dziki Dzik? pan Ernie?) żeby zlikwidować polowania zbiorowe. jestem za. to już byłby olbrzymi krok naprzód, jako że na takich polowaniach jest najwięcej rannych. Ktos, chyba pan Dziki dzik, napisal że nie strzela do ptaków. to już kolejny trop w dobrą stronę. idźmy dalej tym tropem a może uda nam się stworzyć jakiś kierunek, jakąs wizję. kto wie?
    osobną sprawą jest jak taką wizję wprowadzić w życie. nie chce nikogo zniechęcac ale przeczytajcie artykulik z Polityki, który wklejam poniżej:

    Władza na rykowisku

    Polska polityka nie może się obejść bez łowów. Politycy chętnie załatwiają interesy i ocieplają kontakty przy akompaniamencie wystrzałów, zapachu świeżej krwi i dobrze zmrożonej wódki. Myśliwi to klan wtajemniczonych, a ten nie może się obyć bez dygnitarzy.

    Stanisław Żelichowski, poseł PSL, leśnik-myśliwy, który kilka razy zasiadał w ministerialnym fotelu, wspomina, jak to kiedyś znalazł się na polowaniu pod Warszawą. Towarzystwo było doborowe: politycy, biznesmeni, duchowni, a on po dojeździe na miejsce zorientował się, że nie ma ani jednego naboju w lufie. Choć znał prawie wszystkich uczestników polowania, krępował się zwrócić o pożyczkę. Wziął więc broń bez naboi. Gdy na początku zając uszedł mu spod lufy, wyjaśnił, że pierwszemu zwierzakowi zawsze darowuje życie. Gdy sytuacja powtórzyła się pod koniec polowania, wytłumaczył, że ma w zwyczaju darować życie także ostatniemu. – Koledzy byli zdumieni. Dostałem wtedy kindżał z napisem: „Najbardziej etyczny myśliwy” – mówi Żelichowski.

    Na zwykłym polowaniu minister dostałby tytuł pudlarza, którym myśliwi oceniają talenty najgorszego strzelca. Na polowaniu politycznym go nagrodzono, bo w tej zabawie zmieniają się reguły gry: nie chodzi o to, by dopaść zająca, ale by gonić go. Liczy się fakt uczestnictwa w wydarzeniu, potwierdzenie przynależności do towarzystwa.

    Polskie myślistwo ma bogatą tradycję, dlatego ci, którzy teraz strzelają, mają się do czego odwołać. Polowali królowie, szlachta strzelała szaraki, arystokracja niedźwiedzie, a po nich pański przywilej przejęli włodarze PRL. Dla premiera Jaroszewicza, generałów Siwickiego i Kiszczaka polowanie stanowiło styl życia. Czesław Kiszczak, choć z powodu znacznej utraty słuchu od trzech lat nie poluje, do dziś nie może się nadziwić, że generałowi Jaruzelskiemu nie szło, choć próbował. – Do polowania i gry w brydża nigdy nie miał serca – kwituje.

    We wpływowym towarzystwie ludzi władzy niejeden chciał się znaleźć. Nic więc dziwnego, że przez 80 lat w siłę rósł Polski Związek Łowiecki, jedyna w naszym kraju organizacja, która zrzesza myśliwych. PZŁ, choć tradycjami sięga przedwojnia, siłę budował za czasów PRL. To wtedy powtarzano, że tak naprawdę nie wiadomo, kto w Polsce rządzi – PZPR czy PZŁ?

    Majątek organizacji wart jest obecnie 52 mln zł, ale prawdziwą wartość stanowią ludzie: 102 tys. członków, z których każdy wpłaca na rzecz organizacji 204 zł rocznie, nie licząc oczywiście składki w kołach łowieckich.

    Roczniki stare i nowe

    PZŁ jest silny siłą wpływowych członków. O potędze tej organizacji można się było przekonać w listopadzie podczas obchodów 80-lecia związku. Na uroczystości do fabrycznej hali EXPO XXI na warszawskiej Woli, gdzie jeszcze tydzień wcześniej bito seksualny rekord Polski, przyjechał minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Ungier z Kancelarii Prezydenta, Jan Truszczyński, główny negocjator z UE, i niezliczona rzesza parlamentarzystów. Przybyli marszałek Senatu Longin Pastusiak i jego zastępca Ryszard Jarzembowski, choć żaden z nich nie poluje. Honorowi goście dopisali tak bardzo, że w pierwszych rzędach trzeba było dostawiać krzesła. Lech Bloch, Łowczy Krajowy (ten tytuł przysługuje zwyczajowo przewodniczącemu PZŁ), nie kryje zadowolenia: – Widać, że organizacja jest ceniona.

    PZŁ to potęga w kręgach władzy. W Polsce jeden myśliwy przypada średnio na 360 obywateli, ale w parlamencie mamy ich olbrzymią nadreprezentację: członkiem PZŁ jest co szósty poseł i senator, nie licząc sympatyków łowiectwa, mnożących się jak ptaki krukowate (dla myśliwych to szkodniki pustoszące lasy). Na sali sejmowej myśliwi siedzą po lewej i w środku. Najgęściej w ławach SLD i PSL. W znikomym stopniu występują w partiach nowej generacji takich jak Platforma Obywatelska. To spadek po najnowszej historii Polski, gdy bycie myśliwym oznaczało przynależność do establishmentu władzy. Posłowie z prawej strony się od tego dystansują.

    Wartość związków z łowiectwem doceniają jednak parlamentarzyści najświeższego naboru – zwłaszcza posłowie Samoobrony. To właśnie Alfred Budner, pierwszy myśliwy w partii Leppera, który namiętność do polowania przejawiał od dziecka, a w domu trzyma broń myśliwską dziadka z 1906 r., założył parlamentarny Zespół Myśliwych i Sympatyków Łowiectwa. Należy do niego 78 osób, w tym znaczna część klubu Samoobrony z Renatą Beger na czele. Towarzystwem zdominowanym przez Samoobronę niektórzy myśliwi są zniesmaczeni. Lubuski baron Andrzej Brachmański, myśliwy sympatyzujący z władzami PZŁ, nie ma ochoty tłumaczyć się z nieobecności w tym zespole. Mówi, że nie jest, bo nie. I to wyjaśnia wiele. Jego klubowy kolega Jerzy Czepułkowski na zebraniu założycielskim nie zabawił długo: – Wstałem i wyszedłem, bo to nie jest ten zespół, w którym chcę realizować ambicje łowieckie. Chęci do polowania z Samoobroną nie przejawiają ani Wiesław Kaczmarek, ani Włodzimierz Cimoszewicz. Z posłów Platformy Obywatelskiej na liście figuruje jedynie Elżbieta Radziszewska, zwana przez partyjnych kolegów Osamotnioną Dianą.

    Wiewiórka zamiast liska

    Prezes Bloch zachowuje wobec zespołu życzliwą neutralność, ale do tej pory nie znalazł czasu na spotkanie z parlamentarzystami. Posłał tylko na ich posiedzenie dwóch pracowników. Mimo to zespół działa, a poseł Budner już zamówił limitowaną serię sztucerów myśliwskich z wizerunkiem gmachu na Wiejskiej u Rajmunda Szwondera, dyrektora Łucznika, zamieszanego na początku lat 90. w aferę karabinową.

    Ale nawet najlepsza broń sama nie strzela. Na myśliwskich salonach można usłyszeć anegdotę o polowaniu na drobną zwierzynę, na którym wśród zaproszonych gości był polityk – początkujący myśliwy. Po kolejnym pokocie nuworyszowi wyrywa się z gardła okrzyk radości: Trafiłem małego liska! Trafiłem małego liska! Myśliwi podchodzą bliżej. Na trawie leży martwa wiewiórka.

    – Zdarzają się pomyłki – przyznaje Janusz Sikorski, kiedyś dyrektor odpowiedzialny za urządzanie polowań politykom, teraz sekretarz klubu Safari, zrzeszającego myśliwych szukających trofeów na innych kontynentach. – Bywa, że ktoś za łanię weźmie kozła, który zrzucił poroże, lub lochę dzika za samca, choć widać wyraźnie, że pod brzuchem nie ma charakterystycznego pędzla, a za lochą idą małe warchlaki.

    Teoretycznie zostać myśliwym nie jest łatwo. Kandydat musi zdać egzamin, dopiero po nim może wystąpić o broń. Żeby strzelać do zwierzyny grubej, potrzebna jest trzyletnia praktyka i zdany egzamin selekcjonerski. Ale ludziom wpływowym, politykom i biznesmenom, czyli tym, na których PZŁ szczególnie zależy, zdanie egzaminu nie sprawia jakoś trudności. Myśliwscy nuworysze z nadania na ogół nie mają pojęcia o polowaniu i – co najgorsze – nie potrafią celnie strzelać. Niejako z urzędu dostają pozwolenie na broń, czasem nawet najlepszej marki. Wstyd pytać, czy tę broń już przestrzelali. Wielu jest takich, którzy nie traktują łowiectwa poważnie. Polowanie to dla nich miejsce robienia interesów, dobijania targów, zjednywania partnerów biznesowych. Bo knieja ma tę zaletę, że pozbawiona jest uszu.

    Pewien biznesmen zainteresowany wygraniem przetargu zaprosił na polowanie burmistrza, jego syna i członka komisji konkursowej. Polowanie się udało, notable wyjechali zadowoleni, a firma biznesmena w kilka miesięcy później kładła kostkę chodnikową w miejscowości burmistrza.

    Politycy z pierwszych stron gazet przyznają, że zaproszeń starczyłoby im na cały sezon łowiecki. Najczęściej jednak na ich przyjmowanie nie pozwalają czas i zasady.

    Porozumienia w leśnej głuszy

    Wiesław Kaczmarek opowiada, że na polowaniach zdarzało mu się nawiązywać znajomości, które potem procentowały. – Dzięki tym kontaktom wiele spraw mogłem załatwić łatwiej. Między ludźmi znającymi się z polowania jest pełniejsze zrozumienie i zaufanie. Kiedyś uzyskałem wiarygodną informację dzięki temu, że znaliśmy się z kimś z polowania i coś tam wspólnie robiliśmy.

    Kaczmarek nie przyjmuje jednak zaproszeń: – Mam zasadę, że płacę za siebie i zbieram faktury, bo wiem, że intrygantów jest wielu i oni tylko czyhają na tego typu błąd. Nie widzę powodu, by nie zapłacić za kwaterę, odstrzał, trofeum.

    Łowiecka pasja pomaga też politykom w pozyskaniu wyborców. W kołach mieszają się ludzie różnych zawodów. Na polowaniach obok siebie, bruzda w bruzdę, idzie wojskowy, leśnik, biznesmen, urzędnik, rolnik i polityk. Czyli potencjalny wyborca ze swoim samorządowym lub parlamentarnym przedstawicielem. Polityk daje się poznać. Ta kontrolowana otwartość może mu zaprocentować w kolejnych wyborach. Docenił to Roman Jagieliński, polityk rosnącego w siłę koła parlamentarnego Partii Ludowo-Demokratycznej. Od kilku lat próbował wskrzesić w Spale, położonej we własnym okręgu wyborczym, tradycję Hubertusa. W tym roku się udało. 80 myśliwych w pięciu grupach w dwóch pędzeniach upolowało 2 dziki, 2 sarny, lisa, 4 bażanty i kaczkę. Spała została łowiecko wypromowana, Jagieliński również.

    Na polowaniu polityk odreagowuje stres. Najwspanialszą przygodą łowiecką Włodzimierza Cimoszewicza jest podchodzenie byków na rykowisku. Kiedyś miał bliskie spotkanie trzeciego stopnia ze wspaniałymi bykami. – Bez broni, za to prawie że face to face – opowiada. Fascynacja związana była z urodą zwierząt. Trzeciego byka minister podchodził już w całkowitych ciemnościach na jakieś 10 metrów. Wyznaje, że nigdy wcześniej adrenalina nie skoczyła mu tak bardzo. – Trwała między nami wielominutowa wymiana głosowa. On ryczał i ja ryczałem.

    Józef Oleksy, myśliwy-gawędziarz, wybrał się tej jesieni z posłem Czepułkowskim do Mikołajek na rykowisko. I choć, jak delikatnie ujmuje to Czepułkowski, ma zbyt mało czasu na trening strzelecki, obaj ustrzelili po byku. – Zazdroszczę premierowi, bo strzelił obiekt pożądania każdego myśliwego – myłkusa – mówi Czepułkowski. Zwierz Oleksego miał zdeformowane poroże, druga tyka wieńca rosła mu z czaszki do tyłu. Oleksy przy ognisku żartował, że takiego trofeum nie chce, bo żeby je powiesić na ścianie, musiałby wywiercić w niej dziurę.

    Werbunek trwa

    W myśliwskim kalendarzu establishmentu jest zaznaczona ważna data: imieniny u Krzysia, czyli Krzysztofa Lotha. Znany biznesmen, dyrektor biura firmy Unido, zapalony myśliwy, uroczystość wyprawia na Mazurach, w położonej przy jeziorze Śniardwy leśniczówce. Na uczcie zbierają się politycy i biznesmeni. Serwowana jest wykwintnie dziczyzna w ilościach tak olbrzymich, że, jak obrazowo opisywał jeden z uczestników biesiady, psy szynek z dzika nie mogły już jeść. Legendą obrosły także uroczystości imieninowe przewodniczącego PZŁ Lecha Blocha. Wyprawiane były z wielką pompą w Domu Polonii w Pułtusku u znajomego solenizanta, myśliwego Grzegorza Rusaka, ówczesnego dyrektora placówki. Goście zostali zaproszeni na spływ Narwią. Kelnerzy serwowali gorące dania w łodziach.

    Prezes Bloch, zdaniem jego byłych współpracowników, lubi obnosić się ze swoimi znajomościami w kręgach władzy. I ciągle pozyskuje nowych wpływowych członków. W kręgach wtajemniczonych zabiegi PZŁ o pozyskanie nowych polityków nazywa się wampiryzmem łowieckim. Ma on swoją długą tradycję. Poprzednik Blocha Jacek Tomaszewski, były żołnierz AK, także lobbował i to z sukcesem. Przy czym polityczny kolor wprowadzających i adeptów w myślistwie nie ma znaczenia: premiera Oleksego strzelać uczył Stanisław Wyganowski, prawicowy prezydent Warszawy. Na polowaniach z posłami lewicy bywa biskup Sławoj Leszek Głódź. A Roman Jagieliński pamięta myśliwską inicjację premiera Cimoszewicza na bażantach. Obrzęd polega na tym, że świeżo upieczonemu myśliwemu doświadczony kolega rysuje na czole krzyż krwią z upolowanego zwierzęcia. Potem krwią smaruje mu się całą twarz.

    Nad Grzegorzem Kurczukiem jego przyjaciel, szef koła Łoś w Lublinie, pracował pięć lat, by w końcu móc jako swoje trofeum wpisać go do koła. Minister nie pobył w nim jednak długo: – Żadnego myśliwego ze mnie nie zrobili. Wystąpiłem rok temu. Ani razu nie brałem udziału w polowaniu, nie mam nawet strzelby.

    Jeśli ministrowi sprawiedliwości udało się ujść przed nagonką, to jego miejsce zajmą następni. Werbunek bowiem ciągle trwa. Kazimierz Plocke, teraz poseł Platformy Obywatelskiej, jako burmistrz gminy Krokowa rok w rok był zapraszany na Hubertusa. Na terenie jego gminy ma łowiska koło nr 1 w Gdyni. Nie minęło kilka lat, a poseł Plocke jest już członkiem koła. I podpisał się pod projektem nowelizacji ustawy lansowanym przez posła Brachmańskiego. Projekt miał przygotować nasze łowiectwo na spotkanie z zupełnie innym systemem polowania obowiązującym w Europie. W rezultacie zakładał scentralizowanie władzy nad łowiectwem w rękach PZŁ, a przy okazji pozbawiał też leśników części uprawnień do prowadzenia polityki łowieckiej. Plocke po przeczytaniu projektu swój podpis wycofał.

    Odstrzały dla szych

    Ale losy centralistycznych zapisów, umacniających monopol PZŁ, nie są jeszcze przesądzone. A prezes Bloch ma wiele możliwości przekonywania do swoich pomysłów. Dumą PZŁ są wypełnione zwierzętami Ośrodki Hodowli, PZŁ może wydać pozwolenia na bezpłatny odstrzał zwierzyny wart od 2 do 6 tys. zł. Prezes Bloch nie ukrywa, że daje odstrzały politykom.

    Uczty połączone z alkoholem to niestety zmora prominenckich polowań. Organizatorzy niekiedy sami są zakłopotani natarczywością gości. Wśród myśliwych znane są historie, gdy podczas polowania jego uczestnicy byli tak szczodrze goszczeni przez miejscowe władze, że już od rana chodzili po łowisku zalani w sztok. Strażnik łowiecki przytomnie odstrzelił stosowną liczbę bażantów, aby nikt nie wrócił do domu z pustymi rękami i upił się dopiero na koniec. Potem długo i z dumą opowiadał o polowaniu z szychami i przekonywał, że teraz jest kimś i może wszystko. Trudno się dziwić strażnikowi, skoro polowaniem z politykiem szczycą się wszyscy w PZŁ – i członkowie, i władze.

    Wiesław Kaczmarek opowiada: – Na polowaniach ludzie robią zdjęcia i mówią: ten i ten u nas polował. Wiele osób może powiedzieć: jadłem obiad z Kaczmarkiem, żeglowałem z Kaczmarkiem, nurkowałem z Kaczmarkiem. To jest kwestia nadużywania znajomości, na to nic nie poradzę.

    Kilka lat temu na warszawskich salonach pojawił się biznesmen handlujący wołowiną, który w kontaktach biznesowych podpierał się nazwiskiem Józefa Oleksego. Rozdawał jego wizytówki z numerem komórkowego telefonu, powołując się przy tym na zażyłość zawiązaną w trakcie polowań.

    Włodzimierz Cimoszewicz przyznaje, że takie sytuacje się zdarzają. – Jednak jeśli ktoś na polowaniu chciałby ze mną rozmawiać o interesach, to jest to wykluczone i taka osoba natychmiast się o tym dowiaduje.

    Ale politycy lubią być wyprowadzani w pole. Janusz Sikorski opowiada o ustrzelonych własnoręcznie kaczkach i bażantach, które kurtuazyjnie przypisywał ludziom władzy. Nie protestowali.

    Pełna mobilizacja

    Sikorski przyznaje, że wie, jak władzy dogodzić. Dzień wcześniej zarządzał upolowanie odpowiedniej sztuki, a gdy prominent chybił, mówiło się, że z całą pewnością śmiertelnie ranił. Podczas gdy ów spożywał elegancką kolację w leśniczówce, na której wznoszono wyszukane toasty, a korki od szampana strzelały, wbiegał zziajany i umorusany strażnik łowiecki z radosną nowiną: doszliśmy postrzałka! Prominent pragnął obejrzeć zdobycz. Nim zdążył się ubrać, Sikorski wpadał do kuchni, brał wrzątek i polewał wypatroszone wnętrzności wodą. Prominent wybiegał przed leśniczówkę. Ze zwierzaka parowało, a cała służba łowiecka piała z zachwytu: Panie prezesie, rekord!

    W miejsce prezesa można podstawić niejednego ministra czy posła. Bo władza, niezależnie od tego, czy przebywa w urzędzie, czy w lesie, ambitnie prze do sukcesu. Organizatorzy polowań przestrzegają więc żelaznej zasady: ważny gość musi wyjechać zadowolony. Przed politycznym polowaniem zarządzający danym obwodem łowieckim, często także miejscowi leśnicy, mobilizują wszystkie siły i środki. Sprawa jest o tyle trudna, że trzeba zmobilizować – a terminologia wojskowa nie jest tu przypadkowa – zwierzynę, by chodziła jak należy. W tę operację logistyczną zaangażowany jest sztab ludzi. Na kilka dni przed polowaniem odbywa się tropienie, podkarmianie, nęcenie i obserwacja, gdzie i o której godzinie wychodzą medalowe sztuki. Zaczyna się łamanie głowy, którędy gościa podprowadzić i jak zapewnić, aby strzał był celny, a zadowolenie murowane.

    Wprawni organizatorzy mają swoje metody: – Podsypuje się pokarm w okolice ambony i zostawia gościa na kilka godzin. Gdy do nieruchomego celu udaje mu się strzelić, sprawa jest załatwiona. Są ogromne szanse, że zostanie królem polowania. Nawet jak następnego dnia na polowaniu zbiorowym nic nie ustrzeli, liczy mu się zwierzynę z zasiadki – opowiada Sikorski.

    W wielu z tych, którzy na początku polowania traktowali towarzysko, budzi się w końcu zew krwi. Bezkrwawe łowy kończą się ambicją wywiezienia z lasu jakichś zwłok. Minister Żelichowski ma na swoim koncie kilka myśliwskich trofeów. Bo broń, która zawisa na ścianie w pierwszym akcie, musi w końcu wypalić.

    Agnieszka Rybak

  331. Tomasz Matkowski
     

    Knieja, portal społecznościowy mysliwych. oto wypowiedź myśliwego
    http://www.knieja.pl/forum/viewtopic.php?t=2776&sid=e1c09ff9724a0f7e33eb484c897a931f

    Witam koleżanki i kolegów.
    Pozwolę sobie wtrącić do dyskusji odrobine dziegciu.
    Tak naprawdę jak czytam niektórych to … scyzoryk się w kieszeni otwiera. Ta hipokryzja bijaca z postów, glupota i zakłamanie…
    A może należy zapytać ile razy chełpiliscie sie w towarzystwie „cywili” swoimi trafionymi i nietrafionymi wypadami do lasu. Pozyskiwaniem potrzebnych i niepotrzebnych tusz. Strzałami w rapety, cewki i … w co popadnie. Sami tworzycie taką atmosferę wokół myśliwstwa.
    To stąd naród czerpie swą wiedzę na nasz temat … i tylko stąd.
    Niedawno brałem udział w szkoleniu młodych adeptów myśliwstwa. O zgrozo – 70% z nich to kłusownicy, polujacy już wcześniej bez zezwoleń, strzelajacy do wszystkiego co się rusza. Chełpiący sie na tzw. przerwach na papierosa swoimi debilnymi wyczynami na łowiskach … i w zyciu też.
    I niestety, mając taki przekrój społeczny w naszych kołach mozemy się spodziewać tylko takich reakcji społecznych jak w Polowaneczku.
    Może obudzmy się i pogonmy to szambo (przepraszam), tych tzw. strzelaczy-miesiarzy, których jedyną miarą jakości i przyjemności z łowiedztwa jest ilość pozyskanego (legalnie badz nie) mięsa.
    Przepraszam, trochę mnie poniosło, ale może już czas powiedzieć coć wiecej na ten temat.
    Darz Bór dla prawdziwych entuzjastów łowiectwa.

    panie Dziki dzik, czyż to nie jest jednak jakaś pozytywna reakcja? pisze Pan, że mięsiarze nie czytuja ksiażek, i chętnie Panu wierzę. Nie spodziewałem się żeby przeczytali i się zmienili. ale najwyraźniej niektórzy myśliwi czytają… i wysnuwają wnioski. i to już jest jakiś, niewielki, ale pozytyw.

  332. Tomasz Matkowski
     

    I jeszcze ten wpis na tym samym forum:

    Widzisz Kopik… ksiażka jak wiemy jest tendencyjna, subiektywna i do bólu komercyjna. Ale zgadzam się z Tobą w całości – opisuje fakty.
    Nieważne czy z polowań dewizowych czy krajowych. Po prostu takie sa fakty. I niestety to my ponosimy za to winę, Niezaleznie będąc czy nie uczesnikiem tego żałosnego procederu, czy też bedąc tylko jego (biernymi)obserwatorem. Każdy o tym wie i nic, kompletnie nic nie robimy.
    Dewizowcy strzelaja do wszyskiego co sie rusza, pieprzą wszystko co tylko na drzewa nie ucieka (przepraszam) , piją (razem i osobno) i maja tak naprawdę głeboko w d…e co ludzie o nas myślą. I to dzieje sie w świetle powszechnej akceptacji całego środowiska i oczywiscie za kilka nedznych srebrników.
    Żałosna hipokryzja..

  333. Tomasz Matkowski
     

    ech, natchnęło mnie coś dzisiaj na cytowanie myśliwych, więc jeszcze ta zabawna wypowiedź z forum diennika łowiekckiego, aczkolwiek mam wrażenie że autor wypowiedzi bardzo przecenia moje możliwości:)

    http://dziennik.lowiecki.pl/forum.php?f=11&t=319459&numer=1600

    facet ma nad nami przewagę jak cholera. Ma nas w garści i bredzi bezkarnie … PZŁ powinno zrezygnować zpolityki milczenia tylko po cichu i bez rozgłosu przygotować oskarżenie i wytoczyc PAnu szanownomu sprawę. Ale PZŁ ma w de myśliwych i łowiectwo w ogóle, zakładając słusznie że do emeryturki dociągnie „nawet wozem na trzech kołach” a co potem … a kogo to. Pan szanowny autor polowaneczka sam jeden jest w stanie załatwić całe PZŁ w przeciągu kilku lat.

  334.  

    No więc Dziki dziku jestem właściwie wegetarianką. „Właściwie” bo
    kilka razy w roku, zapraszana tam gdzie już są przygotowane dania z mięsem przez gospodarzy nie robię zamieszania i jem to co jest przede mną.
    Nie misjonuję,nie nawracam gospodarzy, zapraszana nie widzę innej możliwości jak uszanować to że dla mnie (min.) przygotowali jedzonko.

  335.  

    I jeszcze jedno ad.post P.Matkowskiego.Idea malutkiego kroku.Mieszkam w mieście,w zielonej dzielnicy.Wtrącam się do półdzikiej przyrody najmądrzej jak można.Od lat po śmierci naszego psa, w puste miejsce w ogrodzie weszły koty.Wciąż są trzy.Jedne umierają, inne przychodzą po nich.
    Nie latam z rozwianym włosem,mówiąc że chcę uratować cały świat i że mi się to uda. Stale robię jeden krok.
    I jeszcze coś o wrażliwości
    Chyba Pan dziki dzik, wątpił w przetrwanie tej cechy człowieczej.Uważam siebie za istotę b.wrażliwą. Ale i silną.Więc myślę że moż