Strona główna » Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki » Szklanka na pająki (odc. 13)

Szklanka na pająki (odc. 13)

Mój demon jest jednak nieuważny. Dzisiaj potrafię go wychwycić w jego najpierwszych przejawach. Dziś go ścigam na każdej z zatęchłych fotografii. I na tych cyfrowych obrazach nowego tysiąclecia, wrzucanych lekko w gardziel komputera i obracanych w prawo lub w lewo, powiększ-pomniejsz – też. Mój demon jest już trochę z tyłu. Ale jeśli na zdjęciu widać wyłącznie słońce i miłość, wiem, że po prostu gdzieś się w tym krajobrazie przyczaił.
Podłączam się wtedy do mojego lodowca. Wdech-wydech. Uśmiech tętna. Zimny i spokojny podpowiada mi, jak w nowy sposób oddychać. Pokazuje mi opóźnienia, te mikrosekundy zgubionego przez mnie w panice czasu, te dramatyczne hausty, które nigdzie nie dotarły. Życie jest tylko oddychaniem – przypomina – i niezależnie od istnienia cienia należy ufać powietrzu.
To wszystko, tylko tyle.
Niestety w przedszkolu Marynarki Wojennej nie umiałam oddychać. Rodzice pracowali w Gdyni
i umieścili mnie w miejscu, które wygodne było jedynie dla nich.
Pierwszego dnia pobiłam trzech chłopców ze starszej grupy, ponieważ schowali mi zabawkę. Wyplułam też kiełbasę na talerz. Nachalna wychowawczyni próbowała ją we mnie wmusić. Zjadłam za to trzy nie swoje porcje budyniu i zwymiotowałam je w ubikacji do zlewu. Obrzuciłam dzieci kredkami, bo powiedziały, że Julek, którego narysowałam, jest tak brzydki, że musi być chyba czarownicą. Wtedy też uszczypnęła mnie przedszkolna piękność Eliza z warkoczami, uszczypnęła do krwi, więc jej oddałam i obie przesadnie szlochając znalazłyśmy się u pielęgniarki.
Dowiedziałam się więc, że społeczne reguły zachowania to dziwactwa, i wrzaskiem zażądałam powrotu do dziadka i spiżarni Heleny.
Lecz jak to z powrotami bywa, stał się on już niemożliwy. Budynek przy ulicy Rybackiej tak rozchybotał się od choroby babki, że nawet Boruta nie mógł utrzymać w nim pionu, a gołębie przestały siadać na dachu. Musiałam zostać w przedszkolu, w miejscu, w którym każdy mały człowiek zadawał mi rany i gdzie mój demon szybko spasł się do tego stopnia, że należało mu nadać imię. Któregoś dnia sam rozsiadł się przede mną podczas leżakowania i po prostu się przedstawił.
– Jestem S. – powiedział z wrednym uśmiechem,
a ja rzuciłam w niego poduszką i zbiłam wazon w kaszubskie wzory. Za karę nie dostałam podwieczorku.
Kiedy męczyłam się przy przedszkolnych posiłkach, na Żabiankę zaczęli przyjeżdżać reporterzy. Niemal codziennie ktoś wypytywał o sytuację, kręcił materiał do Dziennika Telewizyjnego albo nagrywał wypowiedzi lokatorów do radia. Blok dziadków drgał i wprawiał
w drganie inne budynki. Babka w środku wyglądała raz przez balkon, raz przez okno na hipodrom. Tylko my wiedzieliśmy, że dom przechylał się w tym kierunku,
w którym właśnie ciągnęła ją ciekawość. Dla obcych blok stał się fenomenem socjalistycznego budownictwa, gdyż mimo nieustających przechyłów, nadal stał.
Oprócz mediów przyjechali także naukowcy. Robili pomiary. Ulica przed blokiem była cała rozkopana i upstrzona metalowymi prętami. Badano, czy w tej dzielnicy Gdańska nie ma trzęsienia ziemi, sprawdzano także, czy pod fundamenty nie wdarło się pobliskie morze. Ale nikomu nie udało się niczego ustalić. Milicja przez kilkadziesiąt tygodni czuwała przy klatkach nad snem mieszkańców, najpierw sama, a później wspólnie z miłośnikami zdarzeń pozazmysłowych. Sąsiad Henryk widział nawet, jak razem popijali coś z piersiówek.

Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki

Brak komentarzy do wpisu “Szklanka na pająki (odc. 13)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)