Strona główna » Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki » Szklanka na pająki (odc. 12)

Szklanka na pająki (odc. 12)

Wieczorne posiłki składały się z filiżanki z kogutkiem, łyżeczki i jajecznicy. W lecie babka dodawała do niej drobno pokrojonego pomidora. Jeśli zjadłam wszystko, na dnie filiżanki pojawiał się obrazek – zadziorna kurka z rozdziawionym dziobem. Zawsze zjadałam wszystko i to nie z powodu tej dziecięcej sztuki użytkowej, po prostu coś mi podpowiadało, że należy gromadzić zapasy tak wyrażanej przez jedzenie miłości.
Gdzieś pomiędzy jajecznicą bez pomidorów i jajecznicą z ich dodatkiem matka poszła do pracy. Zajęła się składaniem ważnych liter w sekretariacie szefów ojca, a język tych pism tak był podobny do używanego przez nią samą, że została przyjęta z otwartymi ramionami. Wkrótce opuściliśmy dom dziadków, bo ojciec dostał mieszkanie w nowym bloku, zbudowanym dwie dzielnice dalej. A ja poszłam do przedszkola w Gdyni, gdzie dowiedziałam się, że istnieją inne dzieci marynarzy.
Jednak zanim to wszystko ostatecznie się stało, pierwszy raz namalowałam swoje zdanie na ten temat.
Rysunek pierwszy uwieczniał Borutę (szesnaście drapieżnych czarnych kresek z żółtą plamą w środku).
Drugi przedstawiał gazety ojca (te same ciemne kreski, tylko porozrzucane po całej kartce).
Na trzecim narysowałam mamę wraz z babką, siedzące przy roztrzęsionym oknie (niebieskie i czerwone linie układały się w nieskończone sfalowane spirale,
w prawym górnym rogu świeciło równie drżące słońce w kolorze pomarańczy – zapewne uchwyciłam jego zachód nad morzem).
Czwarty obrazek pokazywał moment, w którym dziadek przynosi mi kogutka (trzy różnobarwne plamy na samym środku, złączone ze sobą w malarskiej komitywie). Ta kartka zachowała się zresztą do dzisiaj, nadgryziona jednak znacznie przez zęby moje, a może paszczę Boruty.
Na piątym rysunku znalazła się tylko jedna blada kropka. To był mój nowy dom i życie w przedszkolu.

S.

Kiedy przyglądam się starym zdjęciom, czarno-białym albo ledwie muśniętym oddechem koloru, widzę małą dziewczynkę z demonem. Na portretach z czasów starożytnych ludzie i bogowie występowali zawsze z jakimś atrybutem. Z sową, z lwem, z wężem. Z kołem garncarskim, z mieczem, z wieżą. Z wędzidłem,
z czaszką. A ja – uchwycona w dziecięcej radości czy niedojrzałym jeszcze smutku, na fotografiach z lat siedemdziesiątych zeszłego wieku – ja mam przy boku złośliwy cień wczepiony pazurem w znienawidzoną fryzurę „na pazia”.
Wyrywam płatki goździkom, wściekły dentysta kwiatów na imieninach mamy – cień ukrywa się
w środku bukietu. Płaczę na chodniku przy trójkołowym rowerku – choinka z ogródka obok obrzuca mnie ciemnymi igłami. Dziadek ciągnie sanki – a za sankami brudną żyjącą plamę, którą trudno dostrzec w topniejącym śniegu.

Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki

Brak komentarzy do wpisu “Szklanka na pająki (odc. 12)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)