Strona główna » Paweł Jaszczuk - Ochronka Anioła Stróża » Ochronka Anioła Stróża (odc. 25)

Ochronka Anioła Stróża (odc. 25)

Około północy wróciła pani Munier. Była roztrzęsiona. Pod oczami miała rozmazane strumyczki tuszu. Wyszeptała, spoglądając na śpiącego synka, że dopiero na policji zorientowała się, że nie zabrała ze sobą zdjęcia męża. Żaliła się, że zarozumiali policjanci nie chcieli jej w ogóle słuchać i że dopiero jej groźba francuskim konsulem sprawiła, że zjawił się przełożony i poprosił ją do swego gabinetu. Ten starał się być miły. Przedstawił się, jakoś na „er”. Zrobił jej nawet sypaną kawę i poczęstował słonymi paluszkami. Obiecał przysłać kogoś z rana do hotelu, by uściślić jej zeznania. Potem zaprowadził ją do komputerowej pracowni, gdzie na ścianach wisiały portrety morderców. W takich okropnych warunkach rysownik przez ponad godzinę sporządzał pamięciowy portret Claude’a, w oparciu o jej wskazówki.
Pani Munier wyjęła z torebki skserowany rysunek, rozwinęła go, jak dowód w sprawie, prosząc, by pan Piotr go obejrzał.
Magnus rzucił okiem na produkt wyobraźni policyjnego rysownika, stwierdzając, że portret jest nieudolną, szkolną wprawką i przedstawia kogoś, kto od biedy może być panem Claudem.
Pani Munier ziewała bez skrepowania. Obiecała gościowi opowiedzieć o wszystkim jutro. Teraz jej jedynym marzeniem był sen. Zgasiła jedną lampkę i, bezwiednie, zapominając o gościu, zrzuciła sukienkę i zaczęła odpinać biustonosz.
Magnus pożegnał się z nią i zbiegł po schodach do swego pokoju. On także marzył o śnie. Rzucił się na łóżko i natychmiast zasnął, mając pod powiekami ponętne, kobiece ciało.

Następnego dnia, przed śniadaniem, Piotr Magnus sprawdził internetową pocztę. Prócz elektronicznych spamów, które wyrzucił do wirtualnego kosza, znalazł list od LMG. Zaciekawiony otworzył przesyłkę i natychmiast zagłębił się w lekturze:
Drogi Panie Piotrze! – przeczytał. – Wszystko tu jest. Te same różowe krzesła z plecionymi oparciami wystawione na chodnik, skrzynki w oknach z bratkami i przylepione do szyby plastikowe usta, przypominające kształtem wargi stojącej za ladą Murzynki o dźwięcznym imieniu Odil. Jest też kot, co wabi się Jopu (szary dachowiec, zwinięty w kłębek na taborecie) i nieruchomy Murzyn w skórzanym kapeluszu, tak zaczytany w„Amsterdam Times”, że pomyliłem go z rzeźbą w „Cafe–Frontline–Pub” przy kanale Geldersekade.
Zanim się tam znalazłem z Pańską „Schizmą” w plecaku, odwiedziłem chińską świątynię – HE HUA TEMPLE, położoną na skraju dzielnicy Czerwonych Latarni. Lubię takie wypady, niespodziewane wizyty uczą mnie dystansu i pokory. Zapaliłem kadzidełko pod ołtarzem Buddy, wrzuciłem jedno euro do skarbonki i sięgnąłem do skrzynki po los. Nie wierzę we wróżby, a jednak to, co wylosowałem, kazało mi, Panie Piotrze, napisać do Pana ten list, by wiedział Pan, że znam całą prawdę.
Łysa mniszka śpieszyła się. Dochodziła osiemnasta i szykowała się zamknąć wejściową bramę. Na moją prośbę rozwinęła papierowy rulonik i przetłumaczyła, z chińskiego na angielski, że wszystko się wyjaśni, lecz muszę natychmiast iść za głosem swego serca po czyichś śladach. Więc z Pana „Schizmą” przeszedłem przez most i dotarłem spragniony do „Frontline”, a teraz siedzę dokładnie na Pana miejscu przy ladzie, popijając drugi kufel schłodzonego Amstel.
Nie wiem, od czego zacząć. Odil jest nieufna. Pokazuję jej pana książkę, lecz nie chce mnie mi wierzyć i podejrzewa, że jestem z policji. „Po co pan przyszedł? – pyta. – Do tego drania, Francoisa? Nic panu nie pomogę – mówi. – Widziałam wielu ludzi, dużo ludzi przychodzi tu i odchodzi w poszukiwaniu wrażeń. To taki lokal”.

Paweł Jaszczuk - Ochronka Anioła Stróża

Brak komentarzy do wpisu “Ochronka Anioła Stróża (odc. 25)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)