Strona główna » Magdalena Wypych - Nowy Jork u stóp » Nowy Jork u stóp (odc. 11)

Nowy Jork u stóp (odc. 11)

11. WIELKA TEORIA TRÓKĄTA

Intelektualista jest samotnym człowiekiem, który siedzi w domu i czyta książki oraz artykuły, ponieważ nigdzie go nie zapraszają.

Kiedy już nie chce mu się czytać, zaczyna coś samemu wymyślać. Byłam pokłócona ze światem i zniechęcona do jakiejkolwiek korelacji z mężczyznami, włączając męskich przechodniów. Miałam również nieprzepisowo trzy dni wolne w tygodniu oraz paniczny strach przed robieniem czegokolwiek co mogłoby je zająć. Od pewnego czasu spędzałam je na dachu. Było gorące lato. Tyle wystarczy na entymologię Wielkiej Teorii Trójkąta.

Zaczęło się od chipsa. Tortilli chipsa. Jedynego pożywienia produkowanego w Ameryce, i nigdzie w Polsce, za którym szaleję. Jedną z moich ulubionych aktywności w czasie dni wolnych tego lata było siedzenie na kocyku na dachu z wielką paczką tortilla chips. Gapię się w dal i rozmyślam dlaczego są trójkątne. Cała reszta chipsów była przecież okrągła. Gdy dno torebki zaczęło prześwitywać i zaczęłam się zastanawiać co będę jeść na kolację, wtedy nagle pojawił się przed moimi oczami kawałek pizzy. TRÓJKĄTNY. Pizza zawsze była okrągła, ale nie w Nowym Jorku. Tu kupowało się trójkątny slice, jadło się bez widelca i noża i nie dawali ketchupu. Uwielbiam ketchup, więc najpierw się wykłócałam, ale już wkrótce potulnie nosiłam wszędzie ze sobą jednorazowe ketchupki w torebce. A potem przypomniał mi się cheesecake. Zamiast, jak w Polsce, kwadrata, nowojorski sernik nie był niczym innym jak TRÓJKĄTEM. Całe moje ulubione amerykańskie jedzenie było TRÓJKĄTNE.

To już mnie zaintrygowało. I podobnie jak Jim Carey zwariował na punkcie liczby 23, a Aronofsky tłumaczył świat liczbą Pi, ja zaczęłam nagle dostrzegać wszędzie trójkąty. Flatiron, mój ulubiony budynek w Mieście, mieści się nie gdzie indziej niż na ulicy 23-ciej i jakby mu wyliczyć wysokość przez podstawę, to wychodzi Pi. Flatiron jest Trójkątem. Co było do udowodnienia.

Na dachu przygrzewało, więc rozebrawszy się, wyciągnęłam się na linii prostej, przywołując wiedzę nabytą o symbolach. Symbol. Uniwersalny sposób oswajania i opisywania świata oraz przekazywania o nim wiedzy. Na początek obalam teorie liczb: systemów dziesiątkowych i zero-jedynkowych. Jeśli światem rządzi jakaś reguła, to wywodzi się to nie z liczb, lecz z symboli, jako że symbole były pierwsze i są a priori. Istnieją tylko dwa naczelne symbole we wszechświecie. Są sobie przeciwstawne, ale się uzupełniają. Jak słońce i księżyc, kobieta i mężczyzna, znak dodatni i ujemny. Te symbole pierwsze to trójkąt i koło. Nie wiem jak narodził się kwadrat i skąd znak zero, dzieci jakieś. W starożytności używano symbolu trójkąta na oznaczenie zarówno mężczyzny jak i kobiety, z czego kobietę oznaczano trójkątem odwróconym, a mężczyznę normalnym. Trójkąty ze sobą splecione, nim stały się Gwiazdą Dawida, oznaczały boski związek, pełną harmonię oraz doskonałość. Trójkąt absolutnie jest symbolem naczelnym. Wszystko idzie jak po maśle. Rodzi się wielka teoria. Odwracam się na plecy.
Nawet na dachu ze słońcem prosto w twarz i bez parasola, nie jestem w stanie zaprzeczyć, że ziemia jest kołem, a nie trójkątem. I wszystkie planety, słońca i gwiazdy są okragłe i krążą po okrągłych, acz spłaszczonych orbitach. Zresztą Ktoś ułatwił fizykom zadanie, budując tak samo elementarne cząstki: wokół okrągłego atomu, krążą okrągłe neurony. I są ich całe galaktyki. Ale wcale nie jest takie jasne, że wszechświat jest kołem. Bo już droga mleczna ma coś jakby trzy ramiona. Kiedyś się w to wczytywałam. W pewien sobotni letni wieczór, gdy mężczyzna, który mnie nie kochał, wystawił mnie, w sukience i lokach. I ja w gniewie i z rozpaczy przeczytałam całą mechanikę kwantową, przestudiowałam budowę kosmosu, przejrzałam teorie deterministyczne i probabilistyczne, rozwiązałam zagadkę Einsteina i w końcu poczułam się niepokonana, i mogłam usnąć.

Piramidy. Aż mnie podniosło na łokciu. Starożytni wiedzieli. I piramida na banknocie dolarowym. Masoni też wiedzieli. Trójkąt jako symbol potęgi i władzy. Jako droga na szczyt. Sama mało wiedziałam o masonerii. Kiedyś zapytałam Parkera czy jest masonem. Parker był wpływowy, bogaty, wierzył w naukę i był nieortodoksyjnym Żydem. Właśnie tak sobie wyobrażałam masona. Nie przyznał się, ale miał ten swój skonfundowany wyraz twarzy i mogł masonem być. Piramidy… Piramidy oznaczały hierarchię, porządek boski i obrazowały system w państwie: hierarchię społeczną, trójstopniowy podział władzy, gospodarkę rynkową. Na górze jedna osoba, potem uprzywilejowani, na dole tłum. Musiało to mieć jakiś związek z porządkiem boskim i Trójcą Świętą.

Jeśli pochodną trójkąta jest liczba trzy, to istnieją trzy osoby boskie, trzy główne rasy ludzkie, trzy kolory rewolucji, trzech ludzi by prawnie założyć organizację i trzech by założyć podstawową komórkę społeczną. Zresztą może nie mam racji, wszystko przypadek. Ale króli do Jezusa przyszło trzech, choć gdyby reprezentowali wszystkie strony świata, byłoby ich więcej. W Cieszynie spotkało się też trzech: Lech, Czech i Rus, bez Słowaka. Istnieje niebo, piekło i czyściec. A do tego te wszystkie matematyczne trójkąty, chemiczny trójpodział na zasady, kwasy i sole, podział na atom, proton i neuron, wiązka światła, która składa się z trzech kolorów. Oraz Liczba Pi. Zawsze mnie intrygowało, że kontynenty, które odczepiły się od macierzy, dwie Ameryki i Afryka, wyglądają jakoś tak do siebie podobnie, jakby odrywały się według jakiejś reguły. Teraz już wiem jakiej: są trójkątne!

Miałam w ręku zalążek jakiegoś wielkiego odkrycia. I gdybym była matematykiem, a nie idiotką, zaraz zaczęłabym rysować trójkąty na wykresach giełd i kursów złota, i wyliczać. Ale gdzie tam. Zaraz miał być zachód słońca, więc zeszłam na dół po coś do picia, żeby sobie w spokoju pooglądać.

W lodówce tylko zimne piwo. Przez te upały nabawię się alkoholizmu. Moja współlokatorka, miss Puerto Rico, miała w zwyczaju pić piwo do każdego posiłku. Po pewnym czasie musiałam zacząć odkupywać jej sześciopaki, a potem już rozpisałyśmy dyżury w zaopatrzaniu. Więc z piwem wracam na dach i ustawiam sobie krzesełko na zachód. Lecz zachód słońca jest dziś byle jaki, prawie nic nie widać. Natura nad Manhattanem niełaskawa. Lubię to miasto, ale już nie mogę się doczekać kiedy zrobię karierę, zarobię kasę i się stąd wyprowadzę, nad oceany.
Nie zdążyłam zacząć o tym marzyć, bo nagle znowu dostrzegłam trójkąt. Na butelce. Recycle. Recycle trójkąt, który przypomina, że ilość materii w świecie jest skończona i nie ginie, tylko się zmienia i musimy temu procesowi czasem dopomóc. Moja teoria zataczała coraz szersze kręgi. Cała przyroda to trójkąt, stała wymiana między powietrzem, wodą i ziemią. Recycle trójkąt obrazuje nie tylko tę wymianę i współzależność ale też ciągły ruch. Ma nawet narysowane strzałki w którą stronę. Ruch w obrębie trójkąta ma wyraźnie oznaczone trzy płaszczyzny i trzy wierzchołki. Jak dobrze jest się kręcić w trójkącie zamiast się kręcić w kółko. Myślę, że podobnie jest z energią. Że też krąży w jakimś trójkącie…

I już nie chce mi się myśleć w jakim. Skupiam się na czynności picia. Po co mi w ogóle te rozmyślania? Po chwili oświeca mnie i od razu mnie to strasznie denerwuje. Bo ta myśl sprowadza całą moją teorię do podświadomych kompleksów – stłamszeń. Trójkąt jest mężczyzną.

Magdalena Wypych - Nowy Jork u stóp

Brak komentarzy do wpisu “Nowy Jork u stóp (odc. 11)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)