Strona główna » Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki » Szklanka na pająki (odc. 10)

Szklanka na pająki (odc. 10)

Rysunki

Z zachwytem spostrzegłam, że mój dom składa się teraz z samych kobiet. Jako kobiety policzyłam oczywiście karmiącego dziadka i – z rozpędu – Julka. Julek stanowczo wyjaśnił mi jednak, że według powszechnie uznawanej tradycji, anioły nie posiadają płci. Przyporządkowywanie go do którejkolwiek z nich jest zatem ogromnym nietaktem i nonsensem. Nie chciałam wkurzać Julka, toteż zgodziłam się w tej kwestii ustąpić, ale przez kilka następnych tygodni uporczywie podpatrywałam go, gdy chodził do toalety.
Z tamtych ustaleń nic nie wynikło, dałam więc spokój, zwłaszcza że moją uwagę przykuło stworzenie będące antytezą anielskiego przyjaciela, a które pojawiło się u sąsiadów piętro niżej. I przychodziło do nas często wraz ze spożywczą Heleną.
Był to pies. Cały czarny, dość młody i zupełnie nierasowy. Przyplątał się sąsiadom wiosną, gdy na działce ułożyli ognisko z połamanych badyli. Już podpalali ogień pod gałęziami z zimy, już żegnali się rytualnie z ciemnymi miesiącami, kiedy z kupki liści coś zawyło i wydostało się niezgrabnie ku słońcu. Zdumiona Helena zaniemówiła, a zaraz potem zakrztusiła się dymem, brzuchaty Henryk wykazał jednak przytomność umysłu i zdążył złapać brudnego szczeniaka. Zresztą kundel nie miał zamiaru uciekać, pragnął jedynie umknąć wyrokom inkwizycji. Helena i małżonek z radością przygarnęli szczenię, zwłaszcza że oboje tydzień wcześniej przeżyli śmierć starej seterki, a młode zwierzę uznali za udaną jej inkarnację. Na pamiątkę tego wydarzenia i w związku z dość specyficznym wyglądem pies otrzymał imię Boruta. Nie dziwi więc, że Julek serdecznie go później nie znosił.
Pies oznacza mądrość, wierność, radość i przyjaźń. Pies jest stróżem, myśliwym i pasterzem. Pies jest przy człowieku od dawna.
Ale ma także swoją mroczną symbolikę, bo przeprowadza zmarłych przez granatowe strumyki śmierci. Po drugiej stronie mieszka pełno psów, które poprowadziły swoich właścicieli – z ziemi do miejsc poza mierzonym godzinami czasem. I które nie miały jak wrócić, więc błąkają się o zmroku pod domami ludzi i patrząc w światła, niewidzialnie nadal się łaszą do stóp.
Pojawienie się psa oznaczało dla nas i początek, i koniec.
Boruta często uciekał sąsiadom i wpadał do mieszkania dziadków z iście diabelską figlarnością. Rzucał się na dywan w przedpokoju, zwijał go i przewracał stojące tam buty, wplątywał w kabel telefonu i ku wściekłości babki zostawiał wszędzie kłaki sierści. Machał przy tym swoim czarnym ogonem, całkowicie zadowolony z tańca, który wykonał. Potem kładł się do góry brzuchem i czekał, aż dziadek go posmyra. W dziadku budziła się wtedy cała energia Ukrainy i smyrał Borutę wśród pisków radości, udawanych kąśnięć i na niby warczeń. Na tę poważną walkę wpadał zazwyczaj zasapany Henryk i posyłał psu kilka ostrzeżeń. Boruta wstawał, ale nie przestawał machać ogonem, czasem nawet przyjaźnie szczeknął na obu mężczyzn. A ja stałam w przedpokoju z rozdziawionymi ustami i w głowie mi się zaczynało kręcić od takiej ilości pierwiastka męskiego, zgromadzonej naraz w jednym miejscu.

Barbara Piórkowska - Szklanka na pająki

Brak komentarzy do wpisu “Szklanka na pająki (odc. 10)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)