Strona główna » Leszek Biały - Źródło Mamerkusa » Źródło Mamerkusa (odc. 55)

Źródło Mamerkusa (odc. 55)

– Dosyć tego! – przerwałem mu, kładąc rękę na głowni miecza. – Każ go natychmiast rozwiązać.
– A ja ci radzę, uważaj! – rzekł z trochę mniejszą pewnością siebie i odsunął się ode mnie o dwa kroki. – Lepiej nie podnoś ku niebu twojego rogu, lepiej nie przemawiaj do mnie z karkiem hardym! Raz czy drugi zdradziłeś już heretyckie ciągoty, nie myśl, że tego nie zauważyłem. Pamiętaj, że heretykami są nie tylko ci, którzy odrzucają lub fałszują prawdę, ale także ci, którzy się z heretykami zadają, którzy się z nimi przyjaźnią, którzy biorą ich w obronę lub są ich dobroczyńcami, a już zwłaszcza ci, którzy ujmując się za kacerzami, grożą osobom duchownym bądź podnoszą na nie świętokradczą rękę…
Nie dałem mu dokończyć, tylko skoczywszy do niego, pchnąłem go silnie łokciem, aż się zatoczył i upadł, po czym runąłem na jego pachołków. Gdy jeden z nich, już w pierwszym starciu, rozpłatał mi ramię aż do kości, natarłem na nich z podwójną gwałtownością, tak że obaj rychło porzucili miecze i zaczęli uciekać. Kiedy w chwilę później rozcinałem więzy Yusufowi, wielebny, wciąż leżąc na wznak w trawie, grzmiał za moimi plecami:
– Łotrze! Niechaj spadną na ciebie wszelkie przekleństwa i plagi egipskie, jakie dosięgły króla Faraona i jego sługi, albowiem i ty nie byłeś posłuszny boskim przykazaniom! Bądź przeklęty w polu i między ludźmi, i gdziekolwiek będziesz: w jedzeniu i w piciu, we śnie i w czuwaniu, za życia i w godzinie śmierci! Niech diabeł będzie zawsze po twojej prawicy, a gdy staniesz przed Sądem, obyś został potępiony na wieki wieków! Oto wyklinam cię i ekskomunikuję ze wspólnoty wiernych Świętego i Apostolskiego Kościoła Rzymskiego jako heretyka oraz obrońcę i dobroczyńcę heretyków, amen!
– Stul pysk! – pogroziłem mu pięścią, ale spóźniłem się, bo zdążył mnie już wykląć.
Tymczasem Yusuf, nie zapytawszy mnie nawet o pozwolenie, podszedł do golca i przeciął krępujący go postronek. Uwolniony nagus długo nie ruszał się z miejsca, popatrując to na nas, to na powalonego przeze mnie wielebnego. Następnie zaśmiał się głupkowato i podzwaniając łańcuchami, rzucił się do ucieczki. Nie odbiegł jednak zbyt daleko, ponieważ już po paru krokach zaplątał się w swoje żelastwo i przewrócił z wielkim łoskotem. W chwilę później zerwał się z chrzęstem na kolana i zawołał wniebogłosy:
– Chwała Bogu na wysokościach! Koniec pokuty!!! Koniec pokuty!!!…
I rzeczywiście, z nóg zwisały mu luźne końce łańcuchów zerwanych przy upadku. Ten widok przywrócił mi zdolność działania. Błyskawicznie zebrałem garść kamieni, którymi rzucałem w niego dotąd, aż zniknął na dobre w zaroślach.
– Co ci jest, panie? – zdumiał się Yusuf.
– Co?! Niech cię wszyscy diabli, poganinie! Niech będzie przeklęty dzień, w którym cię poznałem! – zawołałem rozjuszony. – Ruszajmy stąd, zanim tamci dwaj sprowadzą nam na kark innych!
Wskoczyliśmy na konie, a kiedy oddalaliśmy się z owego nieszczęsnego miejsca, łowca heretyków podniósł się z ziemi i wygrażając pięścią, wołał za nami:
– Jeszcze się spotkamy! Zobaczycie! Jeszcze się spotkamy!..
Ujechaliśmy niewielki kawałek i musieliśmy się zatrzymać, ponieważ moje ramię zrobiło się czerwone od krwi. Yusuf podarł na szarpie jakąś koszulę i założył mi na ranę gruby opatrunek.
– Nie wygląda to dobrze – stwierdził z niepokojem. – Straciłeś dużo krwi
– Nie szkodzi – burknąłem. – Zagoi się.
Byłem w najczarniejszej rozpaczy i moja ręka niewiele mnie obchodziła. Nigdy przedtem nie byłem ekskomunikowany, nigdy w życiu nie spotkałem też nikogo ekskomunikowanego, rozumiałem jednak dobrze, że stała się rzecz straszna, coś, czego konsekwencji nie potrafiłem sobie nawet wyobrazić. Toteż kiedy mój sługa opatrzył mi ramię, oświadczyłem grobowym głosem:
– Yusufie, nasza dalsza wędrówka nie ma już sensu. Zwracam ci wolność. Jeśli chcesz, możesz wracać do domu, do Al-Andalus.

Leszek Biały - Źródło Mamerkusa

Brak komentarzy do wpisu “Źródło Mamerkusa (odc. 55)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)