Strona główna » Marek Gaszyński - Teoria zbrodni uprawnionej » Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 33)

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 33)

I oto za jego plecami wyłonił się zaspany Klucha, znajomy z Fukiera. Każdy z nich zareagował inaczej, Sweter natychmiast otrząsnął się z tego zdumienia, które go opanowało w pierwszej chwili, ale Klucha stał jeszcze nie rozbudzony, on reagował wolniej, choć było wiadomo, że zaraz ruszy do walki. Norbert stał w miejscu, przyjął postawę zapaśnika już był gotowy. Cofnął się, i gdy Sweter do niego przypadł, cofnięte ręce wyprostował przed siebie, odrzucając go do tyłu. Sweter stracił pierwszy impet, zreflektował się, zatrzymał. Norbert chciał ich mieć obydwu przed sobą – nie myślał co będzie potem, za chwilę, nie myślał gdzie uciec, chciał walczyć, nie mógł się tak po prostu poddać, wrócić do piwnicy, powiedzieć „dobra, przegrałem”.
Klucha się rozbudził, cofnął do drugiego pokoju, wrócił, i w jego rękach pojawił się długi łom, mocny, gruby, metalowy, taki do podnoszenie dużych ciężarów. Nie mógł się nim jednak Klucha na razie posłużyć, bo nie miał miejsca na zamach – pokój był mały, a tuż przed nim stał Sweter.
Norbert wiedział, że takie uderzenie łomem musi się źle skończyć, że może ono nawet zabić, ale miał nadzieję, że uda mu sie ręką sparować cios, a potem odebrać od Kluchy tę broń i bronić się nią samemu. Pierwsze uderzenie łomem nie było zbyt mocne, bo Klucha nie miał wolnego pola. Norbert złapał więc za pręt i próbował go wyrwać. Może by mu się to udało, gdyby nie to, że za jego plecami zaczynały się otwierać drzwi, które coraz mocniej spychały go w objęcia napastników. Obejrzał się więc, zobaczył jakąś nieznajomą twarz i w tym samym momencie Klucha wyrwał mu łom. Norbert znalazł się w środku, między napastnikami, którzy wzięli go w dwa ognie. Musiał bronić się z dwu stron, ale się jeszcze nie poddawał, poszedł do przodu by złapać Swetra chwytem zapaśniczym, unieruchomić mu ręce i pchać na Kluchę. Ale Sweter chyba to przewidział, dał jeden krok w bok i tym samym zrobił dla Kluchy miejsce na zamach. Ten wykorzystał to od razu – pierwsze uderzenie trafiło Norberta w głowę. Poczuł potworny ból, coś w nim w środku trzasnęło, zamigotało mu w oczach, upadł na ziemię i zobaczył, że Klucha ponownie bierze rozmach. Po chwili poczuł kolejne uderzenie w głowę, w twarz właściwie, i znów coś chrupnęło. Z bólu zaczął tracić przytomność. Kątem oka dostrzegł, że Klucha po raz trzeci podnosi łom, odruchowo zasłonił się ręką i wtedy trzeci cios zmiażdżył mu łokieć. Teraz ból przeniósł się na rękę, a twarz jakby przestała go boleć. Jakaś ciepła i gęsta ciecz zalała mu oczy, poczuł kopnięcia na plecach i na brzuchu, jakiś but stanął na jego głowie, i zanim ten but przycisnął mu głowę do podłogi tak mocno, że pękły mu w uszach bębenki, zdążył jeszcze usłyszeć jedno krótkie zdanie, „On nas widział… „. Od razu wiedział, że kończy się jego krótkie życie.

Bez pamięci i nazwiska

Drzwi otworzyły się i to go obudziło.
Nic nie widział, nic nie słyszał, nie potrafił poruszyć ani ręką, ani nogą, nie wiedział co zrobić, żeby podnieść głowę. Te otwarte drzwi raczej wyczuł, jakimś ostatnim zmysłem, który snuł się w nim i tlił. Wyczuł, że coś się w jego otoczeniu zmieniło. Ktoś do niego podszedł i powiedział: „Dzień dobry”.
Nie wiedział co na to odpowiedzieć, chyba nie potrafił mówić, do głowy wpadła mu myśl, że w ogóle nie żyje, albo że to mu sie śni, a może gdzieś krąży w przestworzach, jego ciało lewituje. A umysł? Że w ogóle nie ma umysłu. I tylko te drzwi były dla niego łącznikiem ze światem, dowodem na to, że żyje. Drzwi do czego? Do świadomości?
Gdzieś jechał, coś go przesuwało, coś nim kołysało, zmieniały się cienie, które go otaczały, zapachy, lekkie podmuchy powietrza, ruszało się to, na czym leżał. Usłyszał też jakieś odgłosy, to były słowa, zdania, jakaś mowa, ale nic z tego nie rozumiał.
Coś go obudziło – tym razem nie było to światło, które poprzednio raziło. Na moment otworzył oczy, ujrzał jakiś cień. Zobaczył, że na suficie pali się lampa, i że w cieniu tej lampy przesuwa się w jego kierunku jakiś człowiek. Ktoś podniósł mu rękę i prawie natychmiast poczuł w tę rękę jakieś lekkie ukłucie. Nie bolało, ale wolał uciec przed bólem w sen, uciec od tego świata, którego nie znał. Ostatnie, co widział, to było migotanie zielonych światełek w aparaturze, która go otaczała i powolny ruch tłoczących powietrze zbiorników.
Znów było ciemno, ale tym razem usłyszał szelest, więc otworzył oczy. Jakaś sylwetka zbliżała się do niego, wyraźnie widział głowę, tułów i ręce. Jedna z rąk podniosła się, ten człowiek coś w tej ręce trzymał, jakiś gruby patyk, może drąg., podniósł ten drąg do góry nad jego głowę. Bolało zanim ten drąg spadł na jego głowę, zanim uderzył. Więc zamknął oczy, jak zawsze, gdy chciał wrócić do swojego świata, i drąg nie opadł.

Marek Gaszyński - Teoria zbrodni uprawnionej

Brak komentarzy do wpisu “Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 33)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)