Strona główna » Marek Gaszyński - Teoria zbrodni uprawnionej » Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 32)

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 32)

Stał i nie wiedział co robić, bał się wejść do następnego pokoju. Po chwili usłyszał jakiś hałas na górze – ktoś coś przesuwał, z kimś rozmawiał. Przestraszył się, bo pomyślał sobie, że ta osoba może zaraz zejść na parter, więc po cichu cofnął się do schowka, z którego kilka minut wcześniej wyszedł kot. Były tam jakieś puste tekturowe pudełka, jakieś opakowania, papiery, ale udało mu się za nie wcisnąć nie wywołując hałasu. Dobrze zrobił, że się wycofał, bo po chwili usłyszał jakieś kroki na schodach i domyślił się, że ktoś wszedł do pierwszego pokoju, potem do drugiego, i po chwili usłyszał gwar głosów. Nie potrafił rozróżnić ile tych głosów było i z daleka nie rozumiał o czym ci ludzie rozmawiają. Usłyszał trzaśnięcie drzwi, tych z drugiego pokoju, głosy jednak nie ucichły i dalej nie wiedział, ile osób tam może być. Przez gwar rozmów przebił się teraz hałas długo i mozolnie uruchamianego samochodu – słabo pracował rozrusznik i akumulator nie chciał zaskoczyć. W końcu jednak zaskoczył, zgrzytnęło sprzęgło, ktoś dodał gazu i samochód odjechał. Pozostałe osoby rozmawiały dalej. Wysunął się ze swojej kryjówki, by usłyszeć o czym mówią, ale natychmiast musiał się do niej cofnąć, bo z góry znów ktoś schodził po schodach. No tak, było ich tam teraz przynajmniej trzech, a może nawet czterech. Powoli gwar rozmów znowu cichł, usłyszał kroki wracające na górę i wszystko sie uspokoiło, zapanowała cisza.
Nadal nie wiedział co robić. Wejście na piętro odpadało – tak sobie założył, może błędnie.
Miał trzy możliwości: po pierwsze czekać w schowku, po drugie wracać do piwnicy, ale to by było cofnięcie się w XIX wiek, a po trzecie mógł iść do przodu, czyli próbować wyjść przez te dwie pary drzwi, przez te dwa oświetlone pokoje.
Wybrał to trzecie – może dlatego, że już miał dość tego czekania i dreptania w miejscu, był coraz bardziej zdeterminowany, by coś robić. Wrócił z podwórka, chciał przez okno zajrzeć do oświetlonego pokoju, ale przez zasłony nic nie było widać. Wrócił do tunelu, wszedł na klatkę schodową i do pierwszego pokoju. Bał się, i to był strach przed czymś nieznanym, nie przed bólem, pobiciem, to był strach spowodowany koniecznością podjęcia nieodwracalnej decyzji, a z tym dotychczas nie miał jeszcze do czynienia.
Życie, to kwestia stałego ryzyka, stałego wyboru: co chwilę, na każdym kroku czymś ryzykujemy podejmując takie, czy inne decyzje. W życiu codziennym to ryzyko możemy zminimalizować, zmniejszyć je, zmniejszyć jego ewentualne złe skutki, a nawet w ostatniej chwili zmienić swe decyzje. Na tym – w pojęciu egzystencjalnym – polega wolność i całe nasze życie: że nikt nam nie zabrania podejmowania decyzji, że jesteśmy wolni w swym prawie do wyboru, ale te decyzje co chwilę musimy podejmować. Jest to wolność, jako nieuświadomiona konieczność: jesteśmy wolni, ale cały czas coś nas zmusza do dokonywania wyborów, w lewo, czy w prawo, dziś czy jutro, białe czy kolorowe, kotlet czy jajko… Groźne, nieodwracalne skutki podjęcia błędnej decyzji ponoszą ci, którzy ryzykują na dużą skalę – żołnierz na wojnie, kierowca wyścigowego samochodu, gracz karciany, skoczek spadochronowy, złodziej w tramwaju, gracz na wyścigach, robotnik na rusztowaniu. To jest ich ryzyko zawodowe, wpisane w ich zawód, w ewentualną umowę o pracę. Oni stale ryzykują i jakoś żyją, a Norbert miał na większą skalę zaryzykować po raz pierwszy w życiu.
Wstrzymywanie tej decyzji to nie było wyjście z sytuacji, przecież oni w każdej chwili mogli wejść do piwnicy, by mu przynieść jedzenie albo picie, by go przesłuchać lub wezwać na przesłuchanie, by na niego spojrzeć. A tam teraz nie było nic prócz otwartego okienka. Od razu… alarm i tak by go potem pilnowali, że już drugiej szansy by nie dostał.
Więc wyszedł z kryjówki, wszedł do pokoju i przystanął zdecydowany by iść dalej, a przynajmniej po cichu uchylić drzwi.
„Boże, pozwól…”, chciał ponownie poprosić o łaskę i pomoc, ale nie dokończył modlitwy bo w tym samym momencie w pokoju, w którym był, zadzwonił telefon. Telefon stał dwa metry od niego na krześle, tuż przy oknie i  był zasłonięty kotarą, więc pewnie dlatego nie zauważył go za pierwszym razem. W tej wielkiej nocnej ciszy dzwonek telefonu brzmiał wyjątkowo jasno, czysto i głośno. Rzucił się w jego kierunku, by przerwać to dzwonienie, ale tylko zbyt szybkim ruchem zwalił aparat na ziemię z krzesła, robiąc przy tym jeszcze więcej hałasu.
Drzwi otworzyły się i stanął w nich facet w swetrze. Norbert spojrzał mu w oczy i zobaczył znajomą twarz – to był ten sam człowiek, którego widzieli z Kasią na Krakowskim Przedmieściu przed wejściem na Uniwerek, ten sam, który potem z profesorem i z jeszcze jednym znajomym wszedł na obiad do studenckiej jadłodajni. Facet w swetrze stanął, powiedział tylko jedno słowo, „o kurwa…” i skoczył na Norberta. Potem jeszcze zawołał w kierunku pokoju:
– Klucha, pomóż mi!

Marek Gaszyński - Teoria zbrodni uprawnionej

Brak komentarzy do wpisu “Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 32)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)