Strona główna » Paweł Jaszczuk - Ochronka Anioła Stróża » Ochronka Anioła Stróża (odc. 20)

Ochronka Anioła Stróża (odc. 20)

Do śniadania Magnus nie mógł sobie poradzić z obrazem plastikowej, zgiętej w łokciu protezy. Na szczęście nadeszła niespodziewana pomoc. Kiedy stał przy akwarium, ktoś złapał go za rękę i pociągnął. Jean-Pierre – a któż by inny? Spoglądał rezolutnie w górę. Był sam. Jego zielony pupil odpoczywał zapewne w terrarium.
– Mama mówiła, że piszesz książki – zwrócił się do Magnusa bez zbędnych ceregieli.
– Skąd wiesz? – przekomarzał się.
Jean-Pierre uśmiechnął się i nadal trzymał jego rękę. Potrząsnął nią i obaj patrzyli na kołującego za szybą jesiotra. Był piękny. Przypominał wystrzeloną z łodzi podwodnej torpedę.
Mały nie odpowiedział wprost. Próbował osiągnąć swój cel i zapytał chytrze:
– A pokażesz mi, jak się to robi?
– Co?
– Mama powiedziała, żeby ciebie o to zapytać.
Magnus starał się wymyślić na odczepnego, jakąś historyjkę. Szukał w głowie najprostszych słów, a potem postanowił odegrać spektakl. Postawił warunek, że rodzice chłopca muszą wyrazić na to zgodę. Malec zniknął, jak meteor. Po chwili wrócił z wyrwaną z notesu karteczką. Jedno zdanie i podpis: Pozwalam synowi przebywać u Pana przez pół godziny, Ewa Munier.
Minęli atrium i recepcję. Wbiegli po schodach, wyprzedzając jadącą do góry windę. Mały śmiał się i pokazując niemieckim emerytom „zyg–zyg”. Dotarli pod drzwi i Magnus wsunął plastikowy klucz do czytnika. Kiedy zamek ustąpił, śniady cicerone natychmiast wpadł do pokoju i wgramolił się na fotel. Zadowolony bystro rozglądał się. Magnus nalał gościowi do szklanki coca coli z lodówki i z miną czarodzieja postawił na stole kartonowe pudło. Jak sztukmistrz wyjął z niego: poplamiony niebieski zeszyt, porysowana lupę i czarny modlitewnik.
Jean-Pierre przyglądał się z zaciekawieniem. Próbował zajrzeć do środka pudła, lecz nie dostał na to zgody. Czas eksperymentu bezlitośnie się kurczył. Musiał jak najszybciej dokonać cudu, by mały gość uwierzył w wyznaczoną mu przez Pana Boga misję.
Magnus otworzył w milczeniu zeszyt. Z dotknięciem okładki poczuł, jak włosy stanęły mu dęba. Powinien bezzwłocznie przerwać eksperyment i wyprowadzić chłopca, lecz przekraczało to jego siły. Czytał mu wspomnienia LMG. Tłumaczył, jak smakuje morwa i jak wygląda puchacz. Przewracał jedną kartkę za drugą, wprawiając malca w przerażenie. Ślinił palec, szarpiąc kartkami, jakby był w transie. Obaj śledzili Maryjkę, gdy zapadała się pod lód. Oczy Magnusa wyszły z orbit, wykrzywił usta i krzyczał razem z malcem. Krzyczeli, a potem nagle przycichli, bo wszystko to, co zapisał LMG w poplamionym zeszycie, przetoczyło się przed ich oczyma.
Magnus zatrzasnął zeszyt. Jean-Pierre dyszał. Spragniony prosił o dolewkę. Wtedy otworzył z rozmachem następną butelkę i połowa jej zawartości wylądowała na wykładzinie. Śmiali się obaj. Napadł ich szalony śmiech. Wystarczyło, że popatrzyli na siebie, by na nowo wybuchnąć zaraźliwym chichotem.
– O wszystkim powiem tacie – w głosie małego słychać było dumę. – Myślisz, że mi uwierzy?
– Co powiesz? – zapytał.
– O łodzi, o ptaku zestrzelonym z procy, no, i w ogóle! Było super! Takich rzeczy nie pokazuje telewizja.
– O jakiej łodzi? – ciągnął go za język.
– No, w tej, w której siedział mój tata! Czytałeś mi, jak nakłada zbroję i przeprawia się na drugi brzeg. Widziałem jak zakłada miasto, buduje zamek, a potem wraca po mnie i po mamę. Niepotrzebnie mnie tylko przestraszyłeś!
– Czym przestraszyłem?
– Pożarem! Myślałem, że umrę ze strachu, kiedy facet z blizną chciał spalić go na stosie! Strasznie bałem się o tatę. Powiedziałeś, że wtedy stał się cud, że on gdzieś zniknął i, że potem nigdy już go nie odnaleźli.
Jean-Pierre fantazjował. Zobaczył to, czego nie było. Magnus zazdrościł mu tej umiejętności. Mały chciał widzieć zamek i w tej samej sekundzie widział go, przy okazji zamieniając ojca w średniowiecznego rycerza.
Po wyjściu gościa Magnus schował rzeczy Guardiana do pudła i włączył komputer. Otworzył mailową skrzynkę, a potem (kiedy stwierdził, że jest pusta) kliknął na ikonce biografii LMG. Nie wierzył własnym oczom: z jego pracy znikło pięć ostatnich stron. Dałby sobie uciąć rękę, że je zapisywał. Był wściekły na siebie i nie miał najmniejszej ochoty jeszcze raz pisać tego samego. Sięgnął po telefon komórkowy i zadzwonił do syna, mając nadzieję, że mu coś doradzi. Paweł, jak było do przewidzenia, siedział przy swoim komputerze i tworzył animację do jakiejś gry.

Paweł Jaszczuk - Ochronka Anioła Stróża

Brak komentarzy do wpisu “Ochronka Anioła Stróża (odc. 20)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)