Strona główna » Leszek Biały - Źródło Mamerkusa » Źródło Mamerkusa (odc. 51)

Źródło Mamerkusa (odc. 51)

– To chyba dobrze? – zauważyłem niepewnie.
– Ależ skąd! – obruszył się wielebny. – Ja ich znam! Heretyk chce przez to powiedzieć tylko tyle, że wierzy w to, że ty wierzysz w to, w co i on skądinąd powinien wierzyć, ale w co on oczywiście nie wierzy. Inna ich sztuczka polega na udawaniu wielkiego zdziwienia i świętego oburzenia. Pytasz takiego: „Wierzysz, że to Pan Bóg stworzył wszystkie rzeczy?”, a on, jakby się poczuł tym pytaniem straszliwie dotknięty, mówi: „A niby w co miałbym wierzyć?! Czyż nie powinienem w to wierzyć?!” – uważając naturalnie, że wierzyć w to nie powinien. A kiedy zapytasz go, czy wierzy w to, że Chrystus narodził się z Dziewicy, niemalże krzyczy na ciebie, jakbyś to ty był heretykiem, a nie on sam: „Boże Jedyny! Czy masz mnie, ojcze, za parszywego Żyda?! Jestem chrześcijaninem i wierzę we wszystko, w co powinien wierzyć prawdziwy chrześcijanin!”.
– W tym przypadku trudno mu chyba cokolwiek zarzucić? – zdziwił się Yusuf.
– Mylisz się, mości pośle. Rzecz w tym, że jego zdaniem, prawdziwy chrześcijanin, za jakiego się uważa, wcale nie powinien w to wierzyć. Ja ich znam! Cały czas próbują kręcić i mataczyć! Inny ich podstęp polega na unikaniu klarownej odpowiedzi. Pytasz któregoś z nich: „Wierzysz w to, że po swojej śmierci Chrystus zstąpił do piekieł?”, a ten, jeden z drugim, zaczyna się zastanawiać, marszczyć czoło, drapać się w głowę, wzdychać, cedzić, stękać, kwękać, że niby to tak trudno zebrać mu myśli albo znaleźć właściwe słowo, aż w końcu rzecze: „Ach, ojcze wielebny! Śmierć Chrystusa! Cóż to za temat do medytacji! Ileż w nim głębi i tajemnicy! Gdzieżbym ja, skromny prostaczek, śmiał się o niej w ogóle wypowiadać? Ubogi jak Chrystus, nie mam nawet czasu, żeby o tym pomyśleć, bo przede wszystkim muszę zarabiać na życie”. I niepostrzeżenie zaczyna ci się rozwodzić na temat swojej nędzy! A ty dalej jesteś tak samo głupi, jak przedtem. Albo, pytany o to, czy wierzy, że Chrystus żył jeszcze po tym, jak Mu przebito bok Świętą Włócznią, heretyk potrafi powiedzieć bezczelnie: „No tak, słyszałem, że kiedyś powstała wokół tego wielka kontrowersja, zupełnie tak samo jak dzisiaj wokół wizji błogosławionych. Na litość Boską, powiedz mi, ojcze, o co właściwie chodzi z tymi wizjami? Wierzyć w nie, czy nie wierzyć? Bo za nic na świecie nie chciałbym się oddalić nawet o włos od prawdziwej wiary!” A najprzewrotniejsi heretycy to w ogóle nie odpowiadają na żadne pytania, tylko z miejsca wołają wielkim głosem: „Mój ojcze najmilejszy! Wierzę mocno w Boga i z najwyższą ochotą porozmyślałbym sobie nieraz o Jego godnych podziwu dziełach i o wszystkich tych cudownych artykułach wiary, jak choćby Grzech Pierworodny czy Trójca Przenajświętsza, ale niestety, mimo najszczerszych chęci, zupełnie się do tego nie nadaję! Bo kiedy tylko zaczynam się nad tym zastanawiać, to od razu czuję, że moja niewzruszona wiara zaczyna się kruszyć, a mojej nieśmiertelnej duszy grozi śmiertelne niebezpieczeństwo! Dlatego nie chcę nawet słuchać o tych wszystkich cienkościach i błagam cię, mój ojcze najmilejszy – w imię Ojca, Syna i Ducha – nie wódź mnie na pokuszenie i nie zadawaj mi więcej podobnych pytań!”.
– Faktycznie, wilki w owczych skórach i groby pobielane! – stwierdziłem ze zgrozą.
– Żebyż to, synu, było wszystko! Niestety, wytrawni heretycy znają jeszcze inne sztuczki. Niektórzy, pytani o cokolwiek, na przykład o to, czy składanie przysięgi w sądzie nie jest grzechem, odpowiadają zupełnie nie na temat, mówiąc: „Wierzę w to, że kto mówi prawdę, ten nie grzeszy”, albo coś w tym rodzaju. Inni, szczególnie wtedy gdy chce się ich posłać na Sąd Boży, zaczynają nagle udawać chorych albo wariatów, wybuchają głupkowatym śmiechem, dodają do swoich odpowiedzi bezsensowne słowa bądź ohydne przekleństwa, a ich kobiety, jakby się ladacznice umówiły, zgłaszają jedna w drugą, że właśnie dostały miesiączki! A wszystko to wyłącznie po to, żeby zyskać na czasie i wymyślić jakiś nowy podstęp. Dlatego, w przypadku szczególnie zatwardziałych heretyków, najlepiej w ogóle o nic nie pytać, tylko próbować zarzucić na nich wędkę w inny sposób, zwracając się do nich na przykład w ten sposób: „Drogi bracie, bardzo mi się podoba wszystko, co mówisz i szczerze podziwiam twoją cnotę. Zapoznaj mnie, proszę, dokładniej z twoją świętą doktryną, ponieważ także ja uważam, że nauki Kościoła, a raczej owej Synagogi Szatana, która się pod tą nazwą kryje, nie mają żadnej wartości i wiodą nas prostą drogą do piekła”. To skłania ich zazwyczaj do większej otwartości.
– Tylko czy w tym wypadku nie mamy do czynienia z kłamstwem i podstępem z drugiej strony? – zapytał Yusuf.
– Możliwe, mości pośle – wielebny wydął wargi. – Trzeba jednak rozróżniać między kłamstwem a kłamstwem, i między podstępem a podstępem. Kłamstwo i podstęp, których jedynym celem jest oszustwo, są zawsze niedozwolone, ale kłamstwo i podstęp służące prawu, słuszności, sprawiedliwości, cnocie i ogólnie dobru, jak też przynoszące powszechny pożytek, są ze wszech miar godne pochwały, a nawet zalecenia. Zwłaszcza, kiedy chodzi o wykrycie herezji, wykorzenienie błędów, nawrócenie grzeszników bądź zbudowanie wiernych. Pomyśl tylko o sądzie Salomona, o ile rzecz jasna kiedykolwiek o nim słyszałeś.
– Niech Bóg nas strzeże od fałszywych proroków i od sług Szatana, podszywających się pod sprawiedliwość! – westchnąłem ciężko.

Leszek Biały - Źródło Mamerkusa

Brak komentarzy do wpisu “Źródło Mamerkusa (odc. 51)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)