Strona główna » Anna Staszewska - Każdy by się chciał powiesić! » Każdy by się chciał powiesić! (odc. 31)

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 31)

Spotkanie poetyckie okazało się totalnym niewypałem. Wiersze były przerażająco długie i nudne, tak jakby autor napisał je w poczekalni dentystycznej, chwilę przed ekstrakcją!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie pójdę do domu. Nagle poczułam, jak ktoś puka mnie w ramię. Odwróciłam się, a za mną stała koleżanka ze szkoły, której nie widziałam wieki całe.
– Cześć, Asieńko! Jak ja cię dawno nie widziałam! – Ucałowała mnie siarczyście.
– Witaj, Małgosiu!
Odwzajemniłam całus, choć mój entuzjazm był mocno udawany, bo jako żywo miałam w pamięci wiecznie skrzywioną Gośkę, niezadowoloną ze wszystkich, ale za to zachwyconą sobą.
Teraz też oczywiście się zaczęło.
– Gdzie ty się chowasz? Nie udzielasz się towarzysko, nie bywasz na zjazdach – ciągnęła z wyrzutem.
– A, nie, nie bywam, rzeczywiście. Wiesz zajęta trochę jestem. – uśmiechnęłam się krzywo.
– Wszyscy są zajęci, a bywają. – (Jakbym matkę słyszała).
– Wiem, wiem. Powiedz, co u ciebie? – zagadnęłam.
– Och, cudownie! Właśnie się rozwiodłam – szepnęła mi do ucha.
– O, przykro mi!
– Przykro? Nie żartuj! Teraz dopiero wiem co to życie i miłość… – (Nie chciałam tego słuchać, ale ona nie dawała za wygraną). – Chodź, przedstawię cię. – Pociągnęła mnie za sobą.
Przed nami niedaleko stał chłopak, może dwudziestopięcioletni, na pewno jednak nie starszy. Małgośka podeszła do niego i położyła mu rękę na ramieniu.
– Marcel, pozwól – powiedziała. – To moja przyjaciółka ze szkoły.
– Aśka. – Podałam mu rękę.
Spojrzał na mnie i przytrzymał moją dłoń, nieco dłużej, niż było trzeba.
Gośka zaśmiała się:
– Marcel, jest moim, cha, cha, cha, zbawieniem!
– Hm. Gratuluję – odparłam drętwo, zdziwiona, że Małgosia zajęła się pedofilią.
– Jesteśmy ze sobą od niedawna, ale wiem, że to on! – mówiła podekscytowanym tonem.
– Margaret! Zaproś koleżankę i chodźmy stąd na drinka.
– Tak, pewnie! Chodź z nami!
– Przykro mi, ale nie mogę. Muszę pędzić do domu – wykręcałam się.
– Nie bądź nudna! Do domu jeszcze zdążysz.
Właściwie to nie miałam dokąd się śpieszyć. Piotrek, nawet jeśli już wrócił, to i tak obrażony, a chłopcy będą dopiero jutro. Na zwierzenia lokatora, który na pewno zaraz mnie napadnie, też nie miałam ochoty. Pomyślałam, że choć w niewydarzonym towarzystwie, wypiję jakiegoś drinka.
– Dobrze – powiedziałam.
Pożegnaliśmy się i pojechaliśmy samochodem Marcela do pobliskiej kafejki.
Małgośka gadała jak najęta. A to o dzieciach, których nie miała, bo mąż był bezpłodny, a to o pracy, cudownej, bo awansowała i jest dyrektorką. Bla, bla, bla…
Udawałam, że słucham, sącząc gin z tonikiem, ale tak naprawdę obserwowałam Marcela.
Jesteśmy tu pół godziny, a facet kończył już pić czwartą wódkę z colą i właśnie wybierał się po następną. Nic mi do tego, ale przyjechaliśmy samochodem, a ja już zdążyłam usłyszeć, że Małgośka nie ma prawa jazdy. Jak zamierzają wrócić? Zastanawiałam się nad tym, podczas gdy jej nie zamykały się usta.
– Pójdę do toalety – zatrajkotała. – Idziesz ze mną?
– Nie. Idź pierwsza, ja poczekam – odparłam.
Nigdy nie rozumiałam, po co kobiety chodzą razem do toalety. Mnie nie bawiło słuchanie kapiącego moczu.
– Jesteś piękna! – powiedział Marcel, gdy Małgośka znikła.
– Słucham? – (Chyba się przesłyszałam).
– Jesteś piękna, ale na mnie to nie działa.
– To chyba dobrze, prawda? Jesteś z Małgosią i to ona powinna na ciebie działać – odpowiedziałam grzecznie, choć mocno zdziwiona.

Anna Staszewska - Każdy by się chciał powiesić!

Brak komentarzy do wpisu “Każdy by się chciał powiesić! (odc. 31)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)