Teufel (odc. 25)

Wprawdzie Rosenfeldowie nie obchodzili Bożego Narodzenia, ale tamtego wieczoru przyszli na trzecie piętro kamienicy przy Kohlenmarkt i wraz z Franzem Thiedtke i jego żoną Waltraud, siedząc wokół kolorowo ubranej choinki śpiewali O du fröhliche, O du selige, Gnadenbringende Weinachtszeit*, choć wcale nie czuli radości. Patrząc przez okno swego gabinetu na niknącą z każdym dniem Wielką Synagogę, Franz Thiedtke przypominał sobie tamten wieczór, a kolęda gdańskiego perukarza z Lastadii powracała niczym kuranty z wieży ratuszowej. Następnego dnia Moritz Rosenfeld zamknął mieszkanie pełne zbieranych przez Sarę książek, bibelotów, gdańskich mebli i instrumentów muzycznych, z których kilka odziedziczyła po spoczywającym na stokach Stolzenbergu Lesserze Giełdzińskim, i nie żegnając się z miejscem, w którym przyszło mu spędzić dwie dekady życia, wsiadł z rodziną na statek, by jak Mojżesz poprowadzić ją przez morze do nowej ziemi obiecanej. Tydzień później w mieszkaniu na pierwszym piętrze kamienicy przy Kohlenmarkt pojawili się nowi lokatorzy.
– Panie komisarzu, jest raport z sekcji zwłok tej kobiety z Glettkau. – Głos Krupkego oderwał Franza Thiedtke od okna. Asystent położył zapisane kartki na dokładnie wysprzątanym biurku komisarza i cofnął się, oczekując jego reakcji.
Komisarz podszedł do biurka i wziął do ręki raport.
– To nie jest pismo Kuklinskiego – zauważył zdziwiony.
– Nie, sekcję zrobił Hanemann – odpowiedział szybko Krupke.
– Haneman – wymruczał komisarz. – Ten Hanemann? – upewnił się.
Krupke skwapliwie przytaknął.
Raport był napisany wzorowo. Starannie wykaligrafowane litery pokrywały drobnym piaskiem całą stronę. Twarz przecięta ostrym narzędziem, przerwana tkanka mięśniowa, złamana żuchwa, pęknięta kość potyliczna wbita w część rdzeniową móżdżku. Liczne wybroczyny, ślady po pobiciu, zadrapania. Plamy opadowe na twarzy, szyi i barkach. Złamana prawa ręka. I ostatnie, najważniejsze zdanie. Brak obrzęku płuc i wody w żołądku – zgon nastąpił przed dostaniem się wody do dróg oddechowych.
Morderstwo było brutalne. Franz Thiedtke westchnął głęboko, trzymając przed oczami kartkę, choć nie czytał już zapisanych ręką Hanemanna słów. Znowu miał rację, pomyślał, choć zawodowa intuicja dawno przestała go bawić. Schował raport do tekturowej teczki i udał się na drugie piętro budynku prezydium, gdzie w wysokiej sali z widokiem na skwer przy Karenwall, tam, gdzie w takie ciepłe, sierpniowe dni jak ten zwykle odpoczywało wielu spacerowiczów, mieścił się gabinet Obersturmführera von Moltke.
– Komisarzu, zgodnie z rozkazem komendanta Troegera, przejmuję tę sprawę – powiedział sucho Obersturmführer, nie wstając zza biurka, gdy Franz Thiedtke wszedł go jego gabinetu. Długimi, delikatnymi palcami pianisty ujął podany mu raport i bez słowa zagłębił się w jego treść. Komisarz Thiedtke przyglądał mu się sceptycznie, choć musiał przyznać, że doktor Gauch zachwyciłby się jego nordycką urodą, wydłużoną, owalną czaszką, jasną, niemal przeźroczystą cerą uwydatniającą mocny zarys żuchwy i wystającego podbródka. Popielate, proste włosy wysoko wygolone na bardzo wydatnej potylicy kapitan zaczesywał gładko nad czołem, tak że podkreślały ascetyczne piękno jego nieruchomej twarzy. Lazurowo błękitne oczy zamiast gorąca Lewantu kryły w sobie niewzruszony chłód potomka alpejskich górali. Bo Obersturmführer von Moltke, choć spokrewniony z odwołanym właśnie z Warschau ambasadorem Hansem-Adolfem von Moltke, którego ojciec był nadprezydentem Prus Wschodnich, pochodził z Salzburga w Austrii, gdzie dorastał słuchając muzyki w Mozarteum. Zaglądał tam, bo w Mozarteum gry na fortepianie uczył się jego szkolny kolega Heribert. Rodzina Heriberta do nazwiska dodawała sobie von, choć, jak mówił Sigurd von Moltke, ojciec Obersturmführera, po którym syn odziedziczył ten idealny nordycki wygląd, wszyscy wiedzieli, że jeszcze sto lat wcześniej nazywali się Karajanis, a dorobili się na szyciu gatek dla Fryderyka Augusta. Po zakończeniu szkoły w Salzburgu drogi Erwina von Moltke i Heriberta von Karajana rozeszły się, choć w końcu i tak znaleźli się w jednej partii.
– To zeznania chłopców, którzy zauważyli i wyłowili zwłoki. – Komisarz Thiedtke położył na biurku von Moltkego drugą teczkę.

Izabela Żukowska - Teufel

Brak komentarzy do wpisu “Teufel (odc. 25)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)