Teufel (odc. 23)

Pensjonariusze hoteli Metropol i Wermighoff, Hortensja i Carlton, willi Guttjahr i Miramar, polskich pensjonatów Halina i Quo vadis, willi Rosa i Parkowej dobrze bawili się w Zoppot, więc chętnie zostawiali gdańskie guldeny wymienione w banku przy Seestrasse w kasie Danziger Antiquariat, którego właścicielem był Marian Walewicz. Jego dochody powiększały udziały w kilku firmach. Lotte słyszała o fabryce mebli braci Kaube z Langfuhr i o polskiej restauracji Varsovie przy Stadtgraben 12, o fabryce marcepanu Saturn i Polskim Banku Przemysłowym na Langemarkt 35. Ale były to tylko niesprawdzone informacje zasłyszane, od piegowatej pokojówki Ewy, w księgarni Sauniera czy u pana Rosenfelda na Langgasse, gdzie czasem kupowała Mariannie papierosy, a także u tego samego pana Thiela, gdzie Lotte kiedyś pracowała, a teraz czasem robiła zakupy, bo choć sama została wegetarianką, to ani Georg, ani Liselotte nie podzielali jej niechęci do schabowych karbonad, parówek czy pełnych aromatu zajęczych pasztetów. Lotte szybko zorientowała się, że Walewicze byli znani w Danzig. Marian Walewicz, choć ożenił się z Niemką, utrzymywał liczne kontakty z miejscowymi Polakami, których Lotte spotykała w mieszkaniu przy Breitgasse. Już w czasie swego próbnego miesiąca poznała polskich posłów do Volkstagu, panów Czarneckiego i Lendziona, doktora Michonia i pana Wąsika z Poczty Polskiej, przez uchylone drzwi do salonu widziała też sędziwego pana Czyżewskiego, który, jak szeptem powiedziała jej w kuchni pokojówka Ewa, dostał papieski order z rąk samego biskupa Danzig. Ów biskup, chociaż nosił angielskie nazwisko O’Rourke, do Danzig przybył z Rygi. Lotte początkowo nie znała ich osobiście, widywała tylko ich sylwetki zanurzone w skórzanych kanapach stojących w salonie z wysokimi oknami wychodzącymi na Breitgasse, słyszała ich głosy, gdy przechodziła korytarzem, opuszczając mieszkanie Walewiczów. Mówili zawsze po polsku, więc Lotte nie do końca rozumiała, czego dotyczyły ich rozmowy, stłumione przymkniętymi drzwiami. Ale na Breitgasse wiosną trzydziestego trzeciego bywali też Niemcy. Lotte poznała Ericha Brosta z „Danziger Volkstimme” i radcę budowlanego, opętanego szaleńczą miłością do starej architektury miasta inżyniera Ericha Volmara, który nie mówił o niczym innym, tylko o zabytkowych fasadach na Frauengasse, Brotbänkengasse i Heilige-Geist-Gasse, potrząsając przy tym zabawnie brodą, co zawsze bawiło Lotte do łez.
Marianna uwielbiała flirtować, kokietować, czarować swoją kobiecością. Lotte wychowana w surowej atmosferze skromnego, ubogiego domu nie potrafiła uwodzić i zwodzić, a ci, którzy mieliby na nią ochotę, byli przez nią szybko i zdecydowanie odprawiani. Lotte wolała przyglądać się Mariannie, gdy ta rozdawała uśmiechy, jakby od niechcenia, przypadkiem dotykała wnętrzem dłoni wyfraczonego rękawa, pozwalała podawać sobie ogień i dolewać szampana. Bo kiedy Lotte została asystentką Marianny, nie biegała już tylko po papierosy i pocztę, do pralni i do krawca. W zwykłe dni kończyła pracę o dziewiętnastej, jednak Marianna szybko zaczęła zabierać ją na rauty i oficjalne spotkania, do Staatstheater, który wszyscy w mieście nazywali młynkiem do kawy, i na koncerty w Polskim Konserwatorium, zawsze zadowolona, gdy mogła stać się jej przewodnikiem i mentorką. Wówczas Lotte wracała do zaułku Schusterhof znacznie później. Towarzyszyła Mariannie także w czasie odczytów, które panna Walewicz dawała regularnie w Towarzystwie Przyjaciół Nauki i Sztuki, i na spotkaniach Towarzystwa Polek, które odbywały się dwa razy w miesiącu. W domu Lotte nie opowiadała o tych spotkaniach, bo Georg tym bardziej był niezadowolony z jej pracy przy Breitgasse, im szybciej zbliżały się wybory do gdańskiego Volkstagu.

Izabela Żukowska - Teufel

Brak komentarzy do wpisu “Teufel (odc. 23)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)