Strona główna » Witold Horwath - Panna Wina » Panna Wina (odc. 29)

Panna Wina (odc. 29)

– Klapnij sobie – wskazał mu fotel, na tyle odsunięty od biurka, że siedzący na nim nie sprawiał wrażenia petenta; zresztą Syrius również nie zajął urzędowej pozycji, ale chodził po gabinecie, paląc papierosy i strzepując popiół za okno, które ostrym, pełnym złości szarpnięciem otworzył na oścież, więc powiało na nich chłodnym przedświtem.
– Coś idiotycznego i absurdalnego – powtórzył – żeby w piętnastotysięcznym okręgu, gdzie prawie wszyscy się znają, jedna i ta sama panienka dokonała w ciągu dwóch tygodni aż pięciu przestępstw, w dodatku w identyczny sposób, i nikt, nikt z ponad stu policjantów nie umiał zdobyć o niej żadnych konkretnych informacji!
Medina wysłuchawszy zdania, które aż iskrzyło od przeakcentowanych liczebników, zwiesił jedynie głowę.
– Niestety, to prawda, el comandante – rzekł tak cicho, że nawet syk otwieranej puszki piwa zdawał się zagłuszać jego słowa. – Wiemy tylko, że ma od szesnastu do dwudziestu lat i biegle włada angielskim. Ale mówi też bardzo dobrze po hiszpańsku i jak twierdzą ci dwaj studenci, których napadnięto dwa tygodnie temu, to raczej nasza udająca Amerykankę, a nie odwrotnie.
– Sprawdzaliście w szkołach?
– Tak. I w państwowym liceum i w katolickim. Ale żadna z anglistek nie potrafiła wskazać uczennicy ani absolwentki, co by do tego stopnia opanowała język. El comandante – Medina upił łyk, obtarł z krzaczastych wąsów piankę i podniósł wzrok na Syriusa. – Ta dziewczyna nie jest z Santa Inez. Nie wierzę, żeby Wuj pozwolił miejscowym na takie numery. To byłoby wbrew umowie.
Lecz te słowa tylko wzburzyły Syriusa; zgnieciona w potężnej dłoni puszka z głośnym plaśnięciem wylądowała w koszu na śmieci.
– Pablo! To że Wuj był z nami na Isla de las Rocas, nie znaczy, że jest naszym przyjacielem. Ani przyjacielem policji, mimo, że połowa twoich ludzi bierze od niego pensje.
– Ja nie biorę! – Medina również podniósł w tym momencie głos. – I ręczę też za…
– Za kogo? – przerwał Syrius. – Za tych dupków, którzy obserwowali port w Villa Azteca? Przecież to właśnie tamtędy przerzucono wszystkie skradzione auta!
– Tak lub nie. Być może jeszcze są na wyspie.
Ale sam w to nie wierzył; wiedział, że Syrius ma rację. Policjanci wzięli kasę od Wuja albo od panamskich przemytników i przepuścili samochody.
– Przez pięć lat był tu spokój – westchnął bezradnie – a teraz zaczyna się dziać tak, jak wszędzie.
Poczuł na swoim ramieniu ciężką dłoń Syriusa.
– Nie, Pablo. Nie dopuścimy do tego. Jeśli będzie trzeba zadzwonię do Negrido i ściągnę ze stolicy nowych policjantów. A jeśli i to nie pomoże, wtedy…
Przerwał, odszedł kilka kroków i najwyraźniej nie chciał dokończyć, ale rozmówca na to nie pozwolił.
– Co wtedy, el comandante?
– Zbiorę chłopaków z oddziału i powtórzę tamtą Wielkanoc – rzekł Syrius odwrócony do okna, więc Medina nie mógł odczytać z jego twarzy, czy to prawdziwa groźba, czy jedynie makabryczny żart.
– Miał pan rację – powiedział mimo to – Przez pięć lat świat bez nich był lepszy. Ale dorośli nowi i zajęli ich miejsce. To tak jak z rakiem, wycięty odnawia się po jakimś czasie. I trzeba znów operować.
– Ale po takiej operacji nie pozostanie mi już nic innego, jak strzelić sobie w łeb. I wtedy ktoś powie, że to bez Aznara świat jest lepszy. Może nawet ty sam tak powiesz, Pablo.
„Więc to jednak tylko jego czarny humor”, pomyślał Medina, i odczuł ulgę. Uśmiechnął się.
– Na razie mówię tak o tej przeklętej dziwce! Wyłącznie o niej.
Lecz Syrius uśmiechu nie odwzajemnił. Podszedł do biurka, sięgnął po papierosa i długo, długo, jakby z namysłem przystawiał do niego płomień starej benzynowej zapalniczki, a Medinie przypomniało się, że el comandante dostał ją na Isla de las Rocas od wodza jednej z wiosek, którego syn wstąpił do ich oddziału.
– Że świat bez niej byłby lepszy? Skąd to wiesz, Pablo? – I nagle w oczach i głosie Syriusa pojawiła się ironia. – Przecież jak dotąd nie miałeś okazji jej poznać.
Medina poczuł się urażony, bo złośliwość była dla niego czymś gorszym od reprymendy, nawet naj­ostrzejszej.
– Ale poznam – odrzekł sucho. – I wtedy natychmiast przedstawię ją panu.

NASTĘPNY ODCINEK >>>


„Panna Wina” jest już w sprzedaży!
Książkę można kupić m.in. w Empiku i Merlinie


Witold Horwath - Panna Wina

Brak komentarzy do wpisu “Panna Wina (odc. 29)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)