Strona główna » Anna Staszewska - Każdy by się chciał powiesić! » Każdy by się chciał powiesić! (odc. 17)

Każdy by się chciał powiesić! (odc. 17)

– Mamo, umaluj oczy, dobrze? – prosiłam.
– Chyba zwariowałaś! Gary będę zmywać w cieniach do powiek!
– Ale mama Kasi maluje.
– Dla mnie mama Kasi to sobie może nawet w peruce zmywać, ja nie muszę!
Albo taki dialog:
– Mamo, pomaluj sobie paznokcie! Patrz, jaki ładny lakier!
– Oszalałaś chyba! Nienawidzę lakieru, bo mi się paznokcie duszą!
I tak było ze wszystkim. Martwiłam się, że będę taka sama, bo słyszałam jak kiedyś mój dziadek mówił do wujka, żeby ten zwracał uwagę na teściową, bo w przyszłości taka będzie jego żona! Ja bardzo nie chciałam być jak moja matka i właściwie przez większość życia robiłam wszystko inaczej niż ona. Na domiar złego wszyscy pomimo moich starań mówili mi, jaka jestem do mamusi podobna! Nigdy nie wypuszczałam takiego delikwenta z rąk, dopóki nie wydusiłam z niego, że chodzi tylko o podobieństwo zewnętrzne. Dopiero kiedy potwierdził, że chodzi o oczy, mógł spokojnie odejść.
Ale była też w matce jakaś magia, jakaś siła, która kazała mi ją podziwiać. Ona nigdy się nie wzruszała, nigdy nie poddawała, zawsze wiedziała, co należy robić. Miała w sobie jakąś prawdę. Szkoda, że wygłaszała ją w taki apodyktyczny sposób. W wieku może dwudziestu lat zorientowałam się, że szukam w moich partnerach tej właśnie oschłości, jaką miała w sobie ona. Nie daj Boże, żeby któryś z potencjalnych kandydatów wyznał, że mu na mnie zależy, albo okazał czułość! Był z góry skazany na niepowodzenie. No, po prostu zawsze kochałam zimnych facetów i właściwie Piotrek jest pierwszym, któremu pozwoliłam się do mnie zbliżyć bez kija. Nic dziwnego, że moje poprzednie małżeństwo się rozpadło, skoro wybrałam takiego męża, o którym wiedziałam, że zawsze będzie miał odmienne zdanie od mojego i będę musiała z nim walczyć. Tak, walczyć! Bo ja nie umiałam funkcjonować bez walki, do której przywykłam w odwiecznych starciach z matką. Mimo że znałam ją doskonale, te gadki przez telefon zawsze wytrącały mnie z równowagi.
Właśnie dziś, chwilę po takiej rozmowie wpadł Kusy i już od drzwi widział, że szykuję pętlę.
Od kilku dni namawiał mnie na wyprawę z nim do jakiegoś kręgarza, który leczy stopy. Co za idiotyzm! Myślałam, że kręgarz to facet od kręgosłupa, ale Kusy upierał się przy swoim. W dodatku twierdził, że ma z nim jakieś porachunki i beze mnie to może się źle skończyć. Pamiętałam o problemach Kusego z kolanami, nawet ciągle naśmiewałam się z niego, że jest jedyną osobą, która kuleje na obie nogi. On sam też się tym bawił, ale nigdy jakoś głębiej nie wchodził w temat. Aż do teraz.
– Wiesz, ja byłem u niego jakieś dwa lata temu – mówił – i on dał mi wkładkę do buta, twierdząc, że po jakimś czasie to się wyrówna.
– Ale co? Co się wyrówna? – zainteresowałam się łaskawie.
– No, ta krótsza noga po wypadku.
– Ale ja nic nie wiem o żadnym wypadku!
– No, zdarzył mi się kiedyś, a potem źle złożyli mi nogę i zacząłem kuleć. Ktoś mi polecił tego kręgarza i poszedłem.
– Ale dlaczego nie poszedłeś do zwykłego ortopedy?
– Oj, znasz mnie i wiesz, że wolę medycynę niekonwencjonalną.
– Ale, jak widzę, i ta cię zawiodła. – Wzruszyłam ramionami.
– Nie komentuj, tylko jedź ze mną.
Ponieważ Piotrek miał kilka dni urlopu i siedział w domu, zaplanowaliśmy coś na jutro. Nie umiałam jednak odmówić Kusemu.
– Dobrze, jutro jadę na przymiarkę sukni ślubnej, to pojedziemy razem i załatwimy kręgarza.
– Żebyś wiedziała, że chcę go załatwić! – odgrażał się – Nie rozumiem, jak mogę po dwóch latach kuleć bardziej niż przed wypadkiem!
– Mówiłam, ortopeda. Nie szarlatan! – wymądrzałam się.
– Idę – powiedział Kusy i zrezygnowanym krokiem poszedł do auta.
Ja pogrążyłam się w moich stałych rozterkach.

Anna Staszewska - Każdy by się chciał powiesić!

Brak komentarzy do wpisu “Każdy by się chciał powiesić! (odc. 17)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)