Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 18)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 18)

Wpierw ukazał się jej zaspanym oczom widok mizernego kaktusa, którego ktoś nachalnie wpychał jej do ręki.
– Ma pani, droga Justynko, kielicha? – usłyszała pytanie, po czym podskoczyła, boleśnie ugodzona kolcem małego kwiatka.
– A, to pan, panie sąsiedzie – zdumiała się, ssając krew z krwawiącego kciuka. – Czy mamusia nie domaga? Potrzebuje pan mojej pomocy?
Archibald przepchnął grube cielsko do przedpokoju i nogą kopnął w drzwi, które zamknęły się z hukiem.
– Kielicha! – zażądał, patrząc z pożądaniem na poły szlafroka Justyny, okrywającego szczelnie jej szczupłe ciało.
– Ależ co pan mówi! Z tego co wiem, to pan nie używa nic mocniejszego ponad mleko pełnotłuszczowe.
Archibald szczęśliwy, że nikt z sąsiadów nie przyuważył go na schodach, radosny, że Justyna nie zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, zaczął się panoszyć w malutkim przedpokoju.
– Pani weźmie ten kwiatek i zleje go wodą. Kaktusy podlewa się raz na tydzień. A dzisiaj jest święto, więc mogę wypić coś mocniejszego.
– Święto? – zdumiała się, nie bardzo wiedząc, o co chodzi temu przygłupowi. – Jakie święto?
– Wielkie święto! – roześmiał się, niespokojnie tocząc oczami. – Mogę wejść do sypialni?
– Do… przepraszam, dokąd? – Justyna była w szoku. Wydawało jej się, że albo śni, albo oszalała. Dopiero co pozbyła się ze swojego mieszkania narkomanki, pijaka i Murzyna, dopiero co przysnęła, żeby nabrać sił przed nocnym dyżurem, a tu ten kopnięty karzełek pcha się do jej sypialni.
– Chyba wyraźnie mówię. Pani da wina i się rozdzieje.
Justynę dokładnie zamurowało. Co ona ma zrobić? Rozdziać się? Wina może mu dać, ma w domu butelkę wermutu, ale to drugie? O co mu chodzi?
– O co panu chodzi? – grzecznie zapytała, w duchu plując sobie w brodę, że wpuściła go do mieszkania.
– No jak to o co? Będę się rozprawiczał!
– Chryste Panie! – Zaciskając szczelniej pasek od szlafroka, Justyna cofnęła się, żeby być dalej od niespodziewanego amanta. Archibald, biorąc to za przyzwolenie, z rozmachem otworzył drzwi do pokoju gościnnego, po czym pieczołowicie stawiając katusa mamusi na parapecie, niespokojnie rozejrzał się za barkiem. Musiał coś wypić. Dla kurażu. Skoro dotarł na siódme piętro i został wpuszczony, teraz nie popuści.
– No już! Rozbieraj się, kobieto! – ryknął głosem swojej matki
Justyna aż podskoczyła z przerażenia, widząc, że ma do czynienia z wariatem. Otrząsnęła się ze zdumienia i psychologicznie zagaiła:
– Aaa, będziemy się rozprawiczać. No cóż, dobrze. Tylko ja bym sobie zapaliła papieroska. Tak lubię przed aktem miłosnym. Zapalić sobie.
Archibald na słowa „akt miłosny” aż zachłysnął się z wrażenia. Jego wybór okazał się słuszny. Na co mu podstarzała diwa operowa, precz z prostytutką Tamarą, won z ciężarną Uschi i szczekającą bezustannie Krystyną. Tu, u młodej wdowy, dostanie, czego mu potrzeba!
Popatrzył na ponętnie rozczochraną Justynę, na jej szlafroczek ukrywający drogę do raju i z rozpaczą w głosie rzekł:
– Ale ja nie palę.
– No to co? – Justyna ujrzała deskę ratunku, żeby pozbyć się natręta. – Skoczy pan, drogi Archibaldku, mogę tak pana nazywać?, do sklepu i kupi marlboro. A ja, w tym czasie, przygotuję coś do jedzenia i naleję winka.
– Nie mam tyle czasu – westchnął z rozpaczą, myśląc o swojej mamusi. Matrona najpewniej załatwiła swoją potrzebę, wypiła herbatkę i teraz czeka na niego. I co jej powie, gdy wróci za pół godziny? Że gdzie był? W aptece kolejka może być góra na dziesięć minut. – A nie może być bez papierosa? – zapytał. –Wie pani, postanowiłem stracić dziewictwo i mój wybór padł na panią. A pani mi tu trudności… Głupi papieros ważniejszy ode mnie!
Justyna nie poczuła się zaszczycona tym wyborem.
Nie wiedząc, jak wybrnąć z tej nader niezręcznej sytuacji, nie chciała bowiem ranić sąsiada brutalnymi słowy „won, chamie!”, gdyż była osobą kulturalną, rzekła:
– No więc dobrze. Wezmę szybciutko prysznic, a pan, panie Archibaldku niech zaczeka.
W łazience usiadła na wannie, ponuro rozmyślając, czy ten upiorny absztyfikant, zniechęcony jej długą nieobecnością, pójdzie sobie wreszczcie w cholerę.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Brak komentarzy do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 18)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)