Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 17)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 17)

Gdy Justyna zasnęła wreszcie snem sprawiedliwych, Jasna przewracała się z boku na bok w otoczeniu dwóch psów, zdumionych obcym zapachem w łóżku ich pana, Archibald zaś zdecydował się wreszcie wrócić do domu. Omijając szerokim łukiem mamusię, która pichciła coś w kuchni, chyłkiem przemknął do łazienki. Celem opatrzenia nosa. Niepochlebne myśli o płci pięknej przelatywały mu przez głowę, a zaprawiony przez Tamarę wprawnym sierpowym jego organ powonienia, puchł w zatraszającym tempie.
„No, jak to tak? – myślał, przykładając do wystającej części twarzy zimne gaziki z wodą. – Mam trzydzieści pięć lat i jestem dziewicą! Najwyższy czas to zmienić.” W myślach przeleciał lokatorki z bloku numer pięć. Turczynki odpadły w przedbiegach, z przyczyn zrozumiałych. One tylko rodzą dzieci i, za Allacha, nie zdradzą męża. Uschi, ta apetyczna Niemeczka, niestety jest w ciąży. A z ciężarną babą on nie będzie się zadawał. Może Justyna? Zawsze była miła dla niego. Jest wdową, żyje samotnie, można by spróbować. Na drugim miejscu uplasowała się niedoszła diwa operowa. Jest co prawda chyba w wieku mamusi, ale wygląda o niebo lepiej. Też samotna, może nie oprze się jego wdziękom? Jasna? Ma takie jędrne ciało. Może w widzie narkotycznym pozwoli mu stracić tę przeklętą cnotę? Ale z narkomankami lepiej nie zaczynać. Krystyna? Owszem, kobitka niczego sobie. Tylko te jej wieczne wrzaski. Co będzie, jak w łóżku zacznie wyrykiwać – kochasiu! A on, Archibald, chce stracić swoje dziewictwo w sposób kulturalny, spokojny i bez stresu. To może Suzi? Męża całymi dniami nie ma w domu, ona lubi sobie chlapnąć. Zakupi flaszkę wina, uda się na szóste piętro pod pozorem pożyczenia na przykład wiertarki, i…
– Arcie! – pod drzwiami łazienki rozległ się przymulony ryk. – Mamusia musi na kibelek!
Niechętnie otworzył drzwi i wpuścił do środka kobietę w wieku zdecydownie zaawansowanym. Niewiasta miała na sobie bawełniane majtki i biały podkoszulek, który ledwo skrywał obfite fałdy tłuszczu na brzuchu. Nogi, poznaczone fioletowymi żyłkami i zielonymi żylakami, podeszły do ubikacji i zamarły w pozie wyczekującej.
– Chyba nie chcesz, paskudniku, podglądać swojej mamusi? Która musi zrobić „duże”.
Archibald, za Boga, nie chciał być świadkiem robienia „dużego” i przykładając tampon do nosa, wyniósł się z łazienki.
– Zaraz wracam! – wrzasnął w stronę przybytku. Już chciał się oddalić, gdy nagły krzyk rodzicielki przykuł go do drzwi łazienki.
– Arcie! Dziecko moje! Zrób mamusi herbatki. Miętowej! I podaj mi moje czopki na przeczyszczenie. Mam zatwardzenie! Najpewniej po tej jajecznicy, którą jadłam o suchym pysku, gdyż mój syn, którego urodziłam w bólach, szwendał się nie wiadomo gdzie!
Archibalda, który miał zamiar udać się właśnie do Justyny, kopnął potężny wyrzut sumienia. Posłusznie poszedł do kuchni, nastawił wodę, zaparzył herbatkę i wrócił przed drzwi łazienki.
– Mamusiu! – krzyknął ugodowym tonem. – Herbatka stoi na stole, ja muszę wyjść. Na chwileczkę.
– A dokąd to, mój młodzieńcze?! – gniewny ryk zatrzymał go w pół drogi od upragnionych drzwi wyjściowych.
– Do apteki.
– Przecież byłeś? – zdziwiła się nieufnie matka.
– Byłem, ale apteka miała przerwę obiadową. Dlatego muszę pójść jeszcze raz.
– No dobrze – zgodziła się rodzicielka i dodała – to od razu kup aspirynę, sucharki i czarnej herbaty.
Archibald wysupłał z matczynego portfela dwadzieścia euro i w podskokach wybiegł z mieszkania. Na schodach zastanowił się, czy może iść do Justyny z pustymi rękoma. „Wypadałoby jakiś kwiatek na pierwszą wizytę, dziewczyny to lubią” – pomyślał, ale szkoda mu było czasu na gnanie do kwiaciarni. Zawrócił cicho do mieszkania i złapał mały kaktus w doniczce, który był prawie niewidoczny w otoczeniu pozostałych, rozrośniętych i dorodnych, kwiatów. Po czym, nie tracąc czasu na czekanie na windę, udał się schodami na siódme piętro. Natarczywy długi dzwonek wyrwał Justynę z zasłużonego snu. Wyrwana brutalnie z łóżka, wpierw spojrzała na zegar wiszący w sypialni. Dochodziła szósta wieczorem. Za dwie godziny będzie musiała iść do pracy. A mogła jeszcze godzinkę pospać. Zarzuciła na siebie frotowy, wyświechtany szlafrok i mamrocząc pod nosem impertynencje pod adresem niezapowiedzianego gościa, otworzyła drzwi.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Jeden komentarz do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 17)”

  1. Zyjac na obczyznie znam problematyke wszelkich narodowosci
    o roznych wyznaniach i obyczajach, co jest przez autorke
    ksiazki doskonale ujete. Z ciekawoscia czekam na nastepny
    odcinek.

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)