Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 15)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 15)

– No też coś! – prychnęła Tamara, patrząc z niedowierzaniem na oddalającego się Dietera. – Zadawać się z narkomanką?
– A pani ile bierze? – Archibald dojrzał w swojej decyzji stracenia dziewictwa. Najpierw, jako mężczyzna, spróbuje z kobietą. Jeżeli mu się nie spodoba, przerzuci się na facetów.
– Za co bierze? – Piękna Rosjanka udała głupią. Nawet gdyby ten nieszczęsny krasnal dawał jej tysiąc euro, nigdy nie poszłaby z nim do łóżka. Już ona znała jego mamuśkę. Życia by jej baba nie dała. Musiałaby szukać nowego mieszkania, a to tutaj, w tych blokach, nie było najgorsze. Nikt się jej nie czepiał i nie wtrącał do tego, co robi. Tamara dobrze pamiętała swoje poprzednie gniazdko, w którym sąsiedzi stukali nocną porą do jej drzwi, prosząc o ciszę. A co ona, biedna, miała zrobić, jak klient lubił być bity? I przy tym wrzeszczał jak opętany? Albo zamieniał się w psa i szczekał? Tutaj nikogo nic nie obchodziło i Tamara mogła w spokoju zarabiać pieniądze.
– Za numerek! – Archibald trzymał drzwi windy, zdecydowany na wszystko. Powie mamusi, że w aptece była kolejka i w tym czasie zdąży się rozprawiczyć.
– A pan za kogo mnie uważa? – Pięknotka spojrzała z pogardą na niego i spróbowała przepchnąć się obok.
– No, za kurwę – wyrwało mu się.
Tureckie dzieciaki bawiące się na korytarzu z uciechą przyglądały się wprawnemu ciosowi dziewczyny, po którym Archibald usiadł na brudnej podłodze.
– Całuj sobaku w sraku! – prychnęła gniewnie jak lwica i zarzucając swoimi pszenicznymi lokami, wymaszerowała z bloku numer pięć.
Podczas gdy Archibald zbierał się z podłogi, przysięgając sobie, że nigdy więcej nie spojrzy na żadną kobietę, Jasna niemrawo snuła się po lesie. Już nie tysiące iskier, ale miliony kłujących igiełek zjadało jej mózg. Opieszale powłóczyła długimi nogami, między którymi plątały się rozradowane psiska. Dieter wesoło pogwizdując, rzucał przed siebie patyki. Kolorowe liście z szelestem opadały z drzew i przyjemnie chrzęściły pod stopami.
– Sam kiedyś się w to bawiłem – zaczął, rzucając przed siebie następny badyl.
– W co? – zapytała nieprzytomnie, kuląc się z zimna.
Chłopak zdjął swoją kurtkę i zarzucił na jej drżące ramiona.
– W ćpanie – rzekł krótko. – Ale wierz mi, szkoda życia na to gówno.
Jasna od razu się naburmuszyła. Po to ją wywlókł do lasu, żeby prawić kazanie? Mało ich miała od swoich starych i męża?
– Straciłem wszystko… – Dieter pochylił się i pogłaskał psy, które wspólnymi siłami przytargały olbrzymią kłodę drewna i położyły ją u stóp pana. – Byłem żonaty, wiesz? Ona chciała mi pomóc, wiedziała, że biorę. Ale to było silniejsze ode mnie. Rzuciłem szkołę, pół roku przed maturą, nie mogłem zagrzać miejsca w żadnej pracy i w końcu ona odeszła. Moja żona.
Chciała mu powiedzieć, że nic jej to nie obchodzi, żeby dał jej te zakichane pięć euro i przestał ją włóczyć po lesie, ale wbrew sobie zapytała. – I jak ci się udało wyjść z nałogu?
– Jak mi się udało wyrwać z pazurów szatana? Sam nie wiem… Gdy żona odeszła, a naprawdę ją kochałem, straciłem robotę, rodzice nie chcieli mnie przyjąć do domu, znalazłem się w impasie. Bez pracy, bez mieszkania, bez rodziny i pieniędzy. Zacząłem się szwendać, mieszkałem na ulicy i żebrałem u ludzi. Tak jak ty to robisz. Teraz.
Jaśnie nagle zrobiło się wstyd. No bo kto, jak nie ona, poszła do Justyny, błagając o udostępnienie łóżka. Kto, jak nie ona, okradła swojego świeżo poślubionego męża? Kto ładował ciężkie pieniądze na jej leczenie, jak nie jej rodzice? I czego się doczekali z jej strony? Awantury! Wyzwisk i trzaskania drzwiami, gdy obrażona na matkę i ojca uciekła z domu. Pierwszy raz, gdy przyszła naćpana, miała piętnaście lat i ojciec sprawił jej lanie. A potem nagminnie uciekała od rodziny, wałęsając się z jakimiś obrzępałami. Nagle pomyślała o mężu. Co prawda nie miała okazji go dobrze poznać, ale chłopak był pracowity, przyzwoity…
– Ojejku! – przybrała obronny ton. – Mam dołek, ale wyjdę z niego.
– Kiedy? Gdy już będziesz wrakiem? I o jakim dołku mówisz? Pieniędzy ci chyba nie brakuje. Widzę cię często i zawsze masz drogie ciuchy na sobie. No i towar kosztuje. A z tego, co wiem, nie pracujesz.
– Mąż mi daje – Jaśnie nie spodobał się kierunek rozmowy. Co to ma być? Spowiedź święta?

Julita Szpilewska - Blokowisko

Brak komentarzy do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 15)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)