Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 14)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 14)

Jasna, wypędzona przez Justynę z mieszkania, wsiadła do windy. Cała się trzęsła, już nie tyle z zimna, co z potrzeby wzięcia czegoś. „Choćby jakiegoś skręta…” – myślała z rozpaczą. Przeraźliwie bolał ją brzuch, jakby Tatarzy tańczyli w nim kozaka. Z szablami. Tysiące iskier w jej głowie wwiercało się perfidnie w każdziutki zakamarek otumanionego mózgu. Aż podskoczyła, gdy winda się zatrzymała i wsiadł do niej Archibald, przy akompaniamencie rozjazgotanej Krystyny, która nieustannie nadawała swoją audycję. W tej chwili popołudniową. Tłusty facecik spojrzał nieprzychylnym okiem na rozdygotaną Jasnę, którą znał z widzenia i o której wiedział, że jest narkomanką. Po czym zawiesił swoje spojrzenie na ścianie windy, a konkretnie na namalowanej gołej babie, straszącej swoim obfitym biustem.
– Pan da piątaka. – Dziewczynie było już wszystko jedno, byleby dorwać parę groszy.
– Piątaka? – rozwrzeszczał się Archibald, aż fałdy na jego brzuchu zafalowały. – Ty wiesz, ile ja muszę na tego piątaka tyrać w fabryce?!
Winda dostojnie stękając, zaliczyła kolejne piętra w dół, by zatrzymać się na drugim. Wraz z pieniami niezmordowanej diwy wtargnęły do niej dwa psy i ich właściciel.
– I czego to pan tak ryczy na cały blok? – Dieter obrzucił gniewnym spojrzeniem wpierw Jasnę, potem grubasa. – Psy mi pan wystraszył!
– Naciągara! – burknął grubasek. – Ona chce ode mnie pieniędzy. Jakbym siedział na worku z forsą. A jadę właśnie kupić mamusi krople na żołądek. Zjadła jajecznicę na sucho, bez bułeczek, dostała wzdęcia, nawet herbatka rumiankowa nie pomogła…
Dieter przewrócił oczami i spojrzał na rozdygotane dziewczę. Doskonale wiedział, że jest uzależniona, w tej małej dzielnicy wszyscy się znali, choćby z widzenia.
– Pan zamknię gębę! – rzucił do żalącego się sąsiada, który posłusznie zdusił w gardle następne słowa. O stolcu mamusi… – A ty pójdziesz ze mną na spacer. Z moimi psami. Do lasu – dodał, patrząc w zamglone oczy pięknotki.
– Po co? – Jasna, która postanowiła właśnie wrócić do męża, zwróciła swoje chmurne spojrzenie na ostrzyżonego po wojskowemu faceta.
– Choćby po to, żeby dostać pięć euro. Albo żeby porozmawiać. Ewentualnie dotrzymać mi towarzystwa.
Na wzmiankę o pieniądzach Jasna skwapliwie potrząsnęła głową. Na tak. Jeżeli tylko uda jej się wydębić od tego przystojniachy dychę, to zrobi wszystko, czego zażąda. Już nieraz oddawała się za forsę albo działkę. Więc co jej zależy? Tym bardziej, że jej organizm rozpaczliwie domagał się pomocy. Nie zdążyła jednak otworzyć ust, aby wyrazić zgodę, gdy do windy wsiadła olśniewająca piękność. Tamara poprawiając wypielęgnowanymi palcami swoją nieskazitelną fryzurę, rzuciła zachęcające spojrzenie w stronę Dietera. Archibald na widok dziewoi o złocistych lokach aż się zachłysnął. Mamusia Archibalda, która w pieleszach domowych chodziła w długich, bawełnianych majtkach, nad którymi wisiał jej brzuch, niedokładnie przykryty jakąś koszuliną, oraz świecąc gołymi nogami, upstrzonymi bujnymi żylakami, spowodowała, że Archibald miał dylemat. Jeżeli każda kobieta po rozebraniu wygląda jak mamusia, to on by już wolał chłopaków.
„Ale Tamara jest młoda – myślał, uważnie taksując jędrne ciało. – Chociaż Dieter też niczego sobie.” Rozważania te przerwał gniewny okrzyk Rosjanki, która widząc wlepione w siebie spojrzenie, rzuciła gniewnie:
– I co tak wybałuszasz gały, kurduplu jeden! – po czym przymilnie uśmiechnęła się do Dietera. – Właśnie idę zaczerpnąć świeżego powietrza. A pan zapewne wybiera się ze swoimim uroczymi pieskami na spacer. Chętnie potowarzyszę… – Roześmiała się wdzięcznie, ukazując obu panom nieskazitelne uzębienie. Starannie omijając wzrokiem trzymającą się za brzuch Jasnę, rzuciła błękitne spojrzenie swoich oczu w stronę Dietera i ponętnie rozchyliła usta w oczekiwaniu na odpowiedź. Oczywiście była pewna radosnego „ależ oczywiście!”, i z rozczarowaniem zamknęła koralowe usteczka, wspomagane pomadką firmy Max Factor.
– Może innym razem – odparł przystojniacha i gdy winda z łomotem, zatrzymała się na parterze, ujął Jasnę za ramię i pociągnął za sobą. W stronę lasu. Psy radośnie merdając łapami, ogonami i uszami, pobiegły za swoim panem.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Brak komentarzy do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 14)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)