Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 13)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 13)

Wypchawszy dziewczynę do drugiego pokoju, Justyna weszła do łazienki z zamiarem wzięcia prysznica. Już puszczała wodę, gdy natarczywy dzwonek do drzwi kazał jej zarzucić szlafrok na siebie i spojrzeć przez judasza. Za drzwiami zobaczyła swoją sąsiadkę z parteru, Niemkę, która ciągle pożyczała od niej książki. Bowiem Justyna uwielbiała czytać. Wydawała majątek na książki i jej biblioteczka obfitowała w dzieła różnych pisarzy.
– Dzień dobry, kochana – sąsiadka trzymała w ręku „Przelot nad oceanem” Kena Folletta – właśnie skończyłam i chciałam znowu coś pożyczyć od ciebie. Mam nadzieję, że cię nie obudziłam? Wiem, że miałaś nockę, i nie chciałam ci wcześniej przeszkadzać.
– Ależ nie, nie przeszkadzasz mi. Proszę, wejdź – powiedziała serdecznie do Uschi, która była w siódmym miesiącu ciąży. – Chcesz kawy albo herbaty?
Ciężarna zgodziła się na herbatę. Nie chce szkodzić dziecku kawą, ale herbatka, słabiutka, na pewno nie zagrozi jej synkowi, którego nosi pod sercem.
Siadając na fotelu Uschi spojrzała ciepło swoimi brązowymi oczyma na Justynę.
– Jesteś taka oczytana, masz tyle książek… Ja też kocham literaturę. Ale sama wiesz, jak jest u nas. Dwoje dzieci, następne w drodze. Tylko mąż pracuje, nie stać mnie na kupowanie książek. Naprawdę czasami aż mi głupio, że tak pożyczam od ciebie.
– Ależ nie ma żadnego problemu – żachnęła się Justyna. – A i mnie przyjemnie jest porozmawiać z kimś o sztuce i literaturze. Sama wiesz, kto mieszka w naszych blokach. Wulgarna Krystyna, pedały, uzależniony od mamusi Archibald, też imię!, szurnięta niedoszła śpiewaczka operowa, ciągle chodząca na bani Suzi, ta Ruska, Tamara… – Justyna robiła przegląd lokatorów bloku numer pięć.
Obie panie oddały się miłej pogawędce, którą przerwała nagle rozczochrana Jasna. Cała się trzęsąc, stanęła w pokoju i wystękała:
– Justyna, na Boga, daj mi dziesięć euro. Natychmiast! Muszę coś wziąć, inaczej mnie zczyści!
Uschi aż podskoczyła z wrażenia. Podskoczyła po raz drugi, gdy zabrzmiał dzwonek u drzwi. Justyna niechętnie wpuściła do środka Kalego.
– Nawet nie słyszałem, kiedy wyszłaś. Tak słodko zasnęłaś, nie miałem sumienia cię budzić. Przyłożyłem się przy tobie, otwieram oczy, a tu ciebie nie ma! Chciałem zapytać, czy wszystko w porządku.
Uschi drżącą ręką odstawiła szklankę z herbatą na stół i zaczęła się żegnać. Ale widząc jej minę, Justyna zorientowała się, że zdanie sąsiadki o niej zmienia się w szaleńczym tempie.
– Uschi… – próbowała ją zatrzymać – zaraz poszukam jakiejś książki dla ciebie.
– Nie, nie, wpadnę kiedy indziej – podziękowała grzecznie i Justyna nagle została sama. To znaczy nie sama. Patrzyły na nią surowe oczy Jasny, która zapytała:
– A co u ciebie, do cholery, robi ten pijak?
W tym samym momencie Kale, popatrując z niesmakiem na rozczochraną dziewczynę, zadał pytanie:
– Jezu, Justyna, ty chyba nie bierzesz?
„I zrób tu przysługę, człowieku” – pomyślała, wypychając oboje za drzwi.
Gdy pijak i narkomanka opuścili jej progi, chciała pójść wreszcie pod prysznic, gdy ponownie zaterkotał dzwonek.
Myśląc, że może Uschi wróciła po książkę, z zaskoczeniem ujrzała w drzwiach Ameda, piastującego w objęciach wielką papierową torbę.
– No to panna Justynka już się chyba wyspała! Specjalnie nie grałem, żeby nie budzić jej zmęczonych członków. Przyniosłem obiadek. Dochodzi trzecia po południu, czas coś zjeść. A mademoiselle to niedojadek. Ciągle tylko pracuje i pracuje. Już czas, żeby ktoś zadbał o jej człowieka – mówiąc to, wepchnął się do mieszkania i rozpanoszył w kuchni. Wyciągnął z torby pomidory, ogórki i zieloną sałatę. Sprawnie otwierając szafki kuchenne, znalazł to, co mu było potrzebne do zrobienia wykwintnej sałatki. Wielką niebieską michę. Po czym wyszukał bezbłędnie patelnię, na którą wrzucił tłuszcz i kotlety schabowe. Wszystko to działo się w tak piorunującym tempie, że zanim Justyna zdołała otworzyć w proteście usta, na stole kuchennym pojawiły się talerze.
– Missis siada i je. – Amed położył jej na talerz olbrzymią porcję sałaty i wrzucił prosto z patelni apetycznie pachnący kotlet.
Dopiero teraz uświadomiła sobie, jaka jest głodna. A te niebiańskie zapachy dolatujące z patelni przyprawiły jej głodny żołądek o szaleństwo. Posłusznie zasiadła za stołem i bez oporów wtrąbiła całe jedzenie. Amed czuwający nad nią jak kwoka nad pisklęcięm sprawnie dołożył Justynie sałaty i dorzucił kolejny kotlet.
– Już widzę, że mój człowiek będzie się musiał zająć gołąbeczką. Wygłodzona, biedaczka, i pewnie wyposzczona – rzekł, błyskając figlarnie czerwonymi dziąsłami, w których jego zęby wydawały się wielkie jak u rekina.
Justyna, którą znowu ogarnęło znużenie po nocnym dyżurze, nażarta do nieprzytomności, sennie spojrzała na rekinią gębę.
– Fraulein, sercu memu miła! – Amed przybrawszy na krześle kuchennym oficjalną pozę, spojrzał w mętne oczy dziewczyny. – Pani jest za inteligentna, żeby zadawać się z tymi tam… Widziałem, jak wychodzili z mieszkania. Ale jeżeli panna coś bierze, albo ma kłopoty typu alkoholowego – pomogę… Justyna wie, że mi na niej zależy i najchętniej widziałbym jej wdzięki u swojego boku. Jako swoją szanowną małżonkę!
– Panie Amedzie – wyszemrała, kiwając się na krześle – ja bardzo chętnie z panem o wszystkim porozmawiam, ale nie teraz. Teraz to ja chcę do łóżka.
Amed, spojrzawszy bacznie na blade lico sąsiadki, wstał z krzesła, wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Już chciał ją położyć, ale zobaczywszy zmiętą pościel, użytą przez Jasnę, skrzywił się z niesmakiem.
Ostrożnie usadził zasypiającą na foteliku, otworzył szafę, wyjął świeżą pościel i zwinnie przebrał łóżko.
Justyna niemrawym okiem patrzyła na fruwającą pościel, na szerokie plecy pochylonego Murzyna i rozmyślała smętnie, że w jej domu panoszą się obcy ludzie. A ona nie ma nic do powiedzenia.
– No! – Olbrzym plasnął w szerokie dłonie. – Panna już nic nie mówi, tylko kładzie swoją osobę lulu! Widzę, że muszę się Justynką zająć, bo nachodzą ją jakieś podejrzane typy…
Nie słuchając więcej mruczenia sąsiada, uwaliła się w łóżku, została pieczołowicie opatulona kołdrą i usłyszała jeszcze, zanim odpłynęła w objęcia Morfeusza, trzaśnięcie drzwi. Amed postał chwilkę za drzwiami Justyny, po czym wrócił do swojej kawalerki, wzdychając długo/ciężko.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Brak komentarzy do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 13)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)