Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 12)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 12)

Justynie z niewyspania szumiało w głowie, ale spojrzawszy w zielone, magnetyczne oczy, ku swojemu zdumieniu przyjęła propozycję. „I tak w domu się nie prześpię” – rozgrzeszyła się natychmiast. Amed zaraz zacznie znowu walić w perkusję, rozwrzeszczane bachory będą wracały ze szkoły, a Adam zapewnie zacznie dalej wiercić dziury w ścianie, a Krycha dziury w jego brzuchu.
Gdy Kale po dokonaniu zakupów szarmancko otworzył drzwi od swojej kawalerki, Justyna zdumiała się mile porządkiem panującym w mieszkaniu. „Jak na samotnego faceta, w dodatku pijaka, całkiem ładnie tu u niego” – myślała siadając w głębokim, miękkim fotelu. Kale pobiegł do kuchni, przyniósł wytworne kryształowe kieliszki i szklanki do coli.
Zaspanym okiem ujrzała mnóstwo kwiatów stojących na parapecie okna. Dojrzała na regale zdjęcia gospodarza w otoczeniu dwójki pięknych dzieci i ślicznej kobiety. Po wypiciu podanej jej usłużnie wódki wzrok Justyny zarejestrował jeszcze grzbiety książek ustawionych w równym szeregu tam, gdzie zazwyczaj ludzie trzymają kryształy, serwisy do kawy albo inne bzdety. Po czym urwał się jej film. Zbudziła się po trzech godzinach, przerażona nieznajomym otoczeniem, obcym tapczanem, obcą pościelą i obcym facetem ufnie posapującym przy jej spoconym boku.
Zerwała się z łóżka, z ulgą stwierdziła że jest kompletnie odziana i cichutko wybiegła z mieszkania Kalego, który niekoniecznie rozkosznie pomrukiwał przez sen.
Gdy przy akompaniamencie ryków tureckich dzieci, wrzasków Krystyny i zawodzenia niedoszłej diwy operowej dotarła windą na swoje siódme piętro, przed drzwiami mieszkania ujrzała skuloną narkomankę. Jasna spała w najlepsze na jej nowej wycieraczce, którą zakupiła okazyjnie po przecenie.
– I gdzie się szlajasz? – z wyrzutem powiedziała Jasna potrącona nogą Justyny. – Czekam i czekam, a ciebie jak nie ma, tak nie ma… Widziałam, że idziesz do sklepu, ale nie przypuszczałam, że zabierze ci to tyle czasu… – Dziewczyna wstała z wycieraczki i dociągnęła na brzuchu przykrótki podkoszulek.
– Że co, proszę? – Justynie z wrażenia zabrakło tchu.
– Że nic, proszę – przedrzeźniło ją dziewczę. – Pomyślałam sobie, że pożyczysz mi dychę i pozwolisz mi się przespać u siebie.
– Pożyczyć ci dychę? Pozwolić ci się przespać u mnie? A co ja jestem, według ciebie, organizacja charytatywna?
Jasna ziewnęła przeciągle, ukazując prześliczne białe zęby.
– Jezu, nie pamiętasz mnie?
Justyna, za Boga, nie pamiętała.
– Jak pracowałaś w „Boomie”, dawno to było, przychodziłam czasami do tej knajpy. Szef, Zvono, jego chyba nie zapomniałaś, brał mnie do cięższych robót. Gdy trzeba było pomyć wszystkie okna, generalne sprzątanie i takie tam inne. No co? – Spojrzała zaczepnie na Justynę, która z trudem przypomniała sobie, że rzeczywiście dwukrotnie Zvono przysłał jej do pomocy nieopierzoną nastolatkę. Która ukradkiem popijała koniak z baru, następnie zamiast myć okna, zaszywała się w składziku na brudną pościel, w którym przesypiała godziny pracy.
– Czekaj, czekaj, ty jesteś Jasna, prawda?
– Wreszcie dotarło! – Dziewczyna ziewnęła i popatrzyła wyczekująco. – No więc? Mogę się u ciebie przekimać, czy nie?
Justynie nagle zrobiło się żal tego biednego, wałęsającego się po świecie znarkotyzowanego dziewczęcia.
– No dobra, właź – zgodziła się, otwierając drzwi.
Jasna z westchnieniem ulgi weszła do mieszkania, po czym natychmiast zarzuciła Justynę zwierzeniami. Jak to rodzice wydali ją za mąż za faceta, który, owszem, nawet jej się podoba, ale ona czeka na wielką miłość; jak to matka i ojciec wywozili ją do różnych szpitali i ośrodków na leczenie, jak wałęsała się po melinach z różnymi takimi, jak dawała sobie w żyłę, żeby odciąć się od brutalności tego świata…
Justyna słuchała wywnętrzeń dziewczyny jednym uchem.
Cały czas myślała o tym, co zrobiła. Na Boga, poszła do mieszkania obcego faceta, alkoholika, piła z nim wódkę, a potem spała z nim w jednym łóżku. Jak spojrzy sobie teraz w oczy i jemu, gdy go spotka? Jednakże nużący monolog, wykonywany przez Jasnę, nie pozwalał jej zebrać myśli.
– Podobno chciałaś się przespać? – przerwała spowiedź. – Więc proszę bardzo, kładź się w mojej sypialni, a jak wstaniesz, wtedy pogadamy.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Komentarzy: 3 do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 12)”

  1. Z zainteresowaniem czytam „Blokowisko” w odcinkach. Duza roznorodnosc charakterow, szybka akcja i nieskomplikowany humor sprawiaja, ze latwo wczuwam sie w losy bohaterow ksiazki.

  2. Z szampańskim humorem i ciętym jak brzytwa językiem, autorka opisuje dzieje swojej bohaterki i jej niesamowitych sąsiadów.Ta bohaterka, to młoda,prawie normalna kobieta,która nagle znajduje się w epicentrum najbardziej zwariowanych przygód ludzi z nią sąsiadujących.
    Blokowisko- to mieszkania socjalne w Niemczech, zamieszkane w większości przez różnych emigrantów, ludzi walczących o egzystencję, ekscentryków i takich, któży już dawno zostali zepchnięci poza granice normy społecznej.Całe to „towarzystwo” znajduje się o dziesięć centymetrów poza nawiasem reszty społeczeństwa.
    Niemcy,pracowici,prawodżądni i schludni,politically corect, przyjęli ich do siebie w gościnę, ale trzymają na odległość wysuniętej ręki.
    Cały ten galimatias stanowi urocze czytanie, przerywane tylko od czasu do czasu salwami śmiechu czytelnika.
    W języku Facebooke’a : lubię to..lubię to…lubię to.
    P.S.
    Szczególną sympatią darzyłam postać Ameda posługującego się nadzwyczjną (oczywiście też zwariowaną) polszczyzną.

  3. Dawno nie czytałam tak wesołej książki jak „Blokowisko”. Proszę o wiecej takich książek, żeby radośniej szło się przez życie i łatwiej było spojrzeć na pewne sprawy z pzymrużeniem oka albo wręcz z rozbawieniem. Wesołej literatury jest stanowczo za mało i myślę, że nasza ukochana autorka Julita Szpilewska ma takie pokłady dobrego humoru w sobie i powiem bez ogródek – jajcarstwa, że jeszcze dostarczy nam nieraz świetnej zabawy, kiedy jej kolejne utwory dotrą pod nasze strzechy. Dziękuję Julitko i czekam na jeszcze!

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)