Strona główna » Julita Szpilewska - Blokowisko » Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 11)

Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 11)

Ochrypły bas, mimo przykazu władzy, zwlekał ze wstaniem z ławki. Tak nieziemsko paliła go rura! Pół życia za dwa piwka! Jego kompani oddalili się w różne strony świata i tylko on pozostał, jak jakiś smutas, na tej kaprawej ławce. Bractwo narkomanowe również gnuśnym, niemrawym krokiem poszło sobie precz. Łącznie z Jasną, która skierowała się w stronę bloku numer pięć. Dokładnie w kierunku przeciwnym od swojego mieszkania, w którym czekał świeżo poślubiony mąż. Nagle przepite oko basa wyłoniło drobną osóbkę, odzianą w dżinsy i kurtkę, która wyszła właśnie z bloku numer pięć.
Kale, takie bowiem imię nosił właściciel niskiego głosu, widząc niewysoką sylwetkę idącą w jego stronę i kulącą się przed wiatrem, zatarł ręce z radości.
Gdy Justyna mijała ławkę, Kale wykrzyknął radośnie:
– Co za spotkanie!
Akurat zastanawiała się, co ma sobie kupić. Czy flaszeczkę dobrej wódeczki, która zawsze ją usypiała, czy jakąś fajną bluzeczkę na poprawienie nastroju. Kiwający się facet, znany jej z widzeń balkonowych, nagle zatarasował jej drogę do pobliskiego sklepu.
– Czego? – niegrzecznie warknęła.
– Kochana, toć przecież ja panią znam – rozczulił się pijaczek. – Pomocy potrzebuję… Da pani na cztery piwka… – zaczął z grubej rury. – Oczywiście na pożyczkę. Jutro oddam – dodał kłamliwie.
Justynie ani w głowie było dawać jakiekolwiek pieniądze niepracującym obibokom. Ale że była pieruńsko zmęczona, niewyspana, a bas przybierający pieszczotliwie tony nieustannie skamlał, wygrzebała z portmonetki dwa euro.
– Tylko tyle? – rozczarował się.
– Albo pan bierze, albo zejdzie mi z drogi!
– Już dobrze, dobrze! – zaskamlał przepraszająco. – Ale mam gigantycznego kaca i muszę sobie chlapnąć setkę. Żeby dojść do zdrowia. A za te marne dwa euro, co ja mogę kupić? Najwyżej trzy gównianie piwka. W najtańszym sklepie.
Justyna przyjrzała się pierwszy raz z bliska facetowi oglądanemu zawsze z siódmego piętra. Mężczyzna stojący przed nią, około trzydziestoletni, mógł wybitnie zainteresować damskie oko. Wysoki, szczupły, o czarnych, bujnych, dawno niestrzyżonych włosach miękko opadających na ramiona, ciemnym zaroście i pięknych oczach. Był starannie ogolony, jedynie głębokie bruzdy w okolicach ust i przekrwione białka szpeciły to interesujące męskie oblicze. Ubrany był w kurtkę lotniczą i przyciasnawe dżinsy opinające zgrabne nogi.
Justyna westchnęła. Taki piękny samiec, a marnuje życie na tej ławce.
– Sama mam ochotę się napić – nieoczekiwanie wyrwało jej się spod serca. – Miałam dzisiaj paskudną noc w pracy… Wróciłam do domu i zamiast pójść do łóżka… – Machnęła ręką. Co będzie tłumaczyć obcemu osobnikowi, dlaczego nie może się wyspać po nocce.
– To co robimy? – przejął inicjatywę Kale.
Justynie przemknęło przez głowę, że robi piramidalne głupstwo, wypowiadając te słowa. Ale było już za późno.
– Ma pan dziesięć euro, kupi wódkę, jakąś colę i przyjdzie do mnie.
– Że co, proszę? Czyżby pani zapraszała mnie do siebie do domu?
– Ach, nie! – zreflektowała się nagle. Na cholerę jej w domu pijus, choćby tak nieprawdopodobnie przystojny jak ten tutaj. – Pan mnie źle zrozumiał – pośpiesznie wycofała się z propozycji.
– To może pani przyjdzie do mnie? Mieszkam tu, w tych blokach. – Pokazał ręką blok numer 1. – W kawalerce, co prawda, ale jest u mnie zacisznie i przytulnie. Zresztą pani dawno mi wpadła w oko, taka ładna dziewczyna, sąsiadami jesteśmy przecież – mówił swoim przyjemnym, zachrypniętym basem, który zaczął działać jak balsam na skołatane nerwy Justyny.
– Czemu pan pije i zadaje się z tymi obrzępałami? – zapytała surowo, uciekając spojrzeniem spod natarczywego wzroku przystojniachy. – Czemu nie pójdzie pan do pracy?
– Kochana, ja wszystko pani powiem, jak księdzu na spowiedzi świętej, tylko, kobieto, muszę wpierw wypić kielicha. Żeby pozbyć się tego drżenia rąk. – Wyciągnął przed siebie kształtne, owłosione ręce o czystych paznokciach.

Julita Szpilewska - Blokowisko

Brak komentarzy do wpisu “Julita Szpilewska – „Blokowisko” (odc. 11)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)