Strona główna » Hanna Karolak - Duśka » Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 26)

Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 26)

MĘŻCZYŹNI PO WALDKU; ODLOT W AMSTERDAMIE

W oparach papierosowego dymu niemal nie widać poruszających się jak w transie sylwetek. Tych na par­kiecie i tych na estradzie. Pękają bariery, wszystko staje się łatwe. Zmienia się chemia i biologia. Totalny luz między ludźmi. Naturalny czy zaprogramowany? Duśka nie chce się nad tym zastanawiać. Chce się te­mu poddać. Chce być cool, chce być trendy.
Chce słuchać muzyki, która nie była jej muzyką, chce wejść
w rytm, który nie był jej rytmem. To jest właśnie najbardziej pasjonujące. Lider zespołu rockowego, zespołu (czy Duśka mogła to kiedykolwiek prze­widzieć?), za sprawą którego jest tu każdej nocy, nie jest jej mężczyzną. Ale w ich relacji jest coś, co ją in­tryguje, co przez parę miesięcy będzie wyznaczać rytm jej życia. Może to inność sposobu funkcjonowania w rzeczywistości, której Duśka nigdy dotąd nie poznała. Ma więc czasem ochotę zderzyć te dwa światy tak kompletnie do siebie nieprzystające: świat,
w którym dotąd żyła, przecież też nie do końca uładzony, ze światem, któremu się poddała.
Uczy się nowych kodów, nowych barw, nowego „rozkładu jazdy”. Chce tę lekcję odrobić. Doświadczyć czegoś, czego dotąd nie doświadczyła. Więc noc zamienia w dzień, a dzień staje się nocą.
Noce w pubie Amsterdam rozkołysały jej ciało.
Bo w pewnym momencie Duśka poczuła, że jest kobietą, że ma biodra, uda, piersi, słowem, że ma płeć. Było to dla niej nie lada odkrycie. Nagle miała ochotę rzucać się w wir nowych przeżyć, bo niekoniecznie w ramiona nowych mężczyzn. Wchodziła w związki ciekawe intelektualnie, w nieznane emocje, chłonęła zamknięte dotąd przed nią doznania. Był to rodzaj zachłyśnięcia się sytuacją, w której czuła się całkowicie wolna, gdy mogła wreszcie powiedzieć: nic nie muszę, wszystko mogę. Ale w tym „wszystko” wyznaczała sobie granice według własnych reguł.
I cały czas ściskała w dłoni swój kompas.
Wiedziała, dokąd idzie i w którym momencie powinna zawrócić. Ale wiedzieć nie zawsze znaczy wrócić. A jeśli się zatraci? – zamartwiali się przyjaciele. Jeśli zamiast odwrotu pojawi się tak zwany „odjazd”, ostry zawrót głowy? Obserwowali ten etap jej życia pełni niepokoju, czy ów „odlot” nie sprawi, że Duśka na­prawdę gdzieś im odleci.
Nie odleciała. Kwitła, piękniała, eksperymentowała.
Takim eksperymentem był niewątpliwie pub Amsterdam.
Oglądała sobie świat z tej drugiej strony. Zobaczyła, że można żyć bez pieniędzy, choć to akurat nie by­ło dla niej niczym nowym, ale odkryła, że można z tego uczynić sposób na życie. Była zafascynowana ty­mi ludźmi, niespełnionymi artystami, rockmanami, marzycielami bez nadziei, a może nawet bez woli re­alizacji tych marzeń. Wydawało jej się, że właśnie ci ludzie są z nią całkowicie spójni, poddawała się temu złudzeniu, bo w pewnym stopniu to było złudzenie. Za pożyczone pieniądze kupiła sobie na raty magneto­fon, żeby nagrywać muzykę, która tak ich rajcowała i o której mogli mówić godzinami. Rozpoznawała ich ulubione zespoły, ulubione brzmienia.
Pub Amsterdam, zwrócony „twarzą” do hotelu Victoria, był
w gruncie rzeczy odwrócony od niego ple­cami, odwrócony od tego establishmentu, którym bywalcy Amsterdamu gardzili, tak jak gardzili snobi­stycznymi, jak je nazywali „wermutażami” (czytaj: wernisażami), choć niejednemu z nich z racji talentu i dokonań taki „wermutaż” by się należał. Duśka obiecywała sobie, że może kiedyś uda jej się zorganizo­wać wystawę ich prac, że pokaże światu ich twórczość. Choć ani świat, ani oni na to nie czekali.

Hanna Karolak - Duśka

Brak komentarzy do wpisu “Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 26)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)