Strona główna » Hanna Karolak - Duśka » Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 24)

Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 24)

Wspominanie z takim rozrzewnieniem tego parazawodowego epizodu potwierdza, że to, co w życiu Duśki było najważniejsze, nigdy nie przeliczało się na zysk. Spółka bez zysków, czyli „Axis and Plot” dawała za to jej właścicielkom niebywałą frajdę. W dodatku była to spółka z nieograniczoną odpowiedzialnością, bo dziewczyny z „Axis and Plot” przejmowały się losem swoich podopiecznych, bez przesady, całą dobę albo o dwie godziny dłużej. Bywało, że wracający z jakiejś „szychty” lub balangi przyszli geniusze chcieli się na­tychmiast podzielić swoim najnowszym genialnym pomysłem, wtedy na Orlej o czwartej rano odzywał się niecierpliwy dzwonek domofonu. Na szczęście czuwał cerber w postaci Wita, który po męsku postanowił przejąć opiekę nad zdolną do szalonych poświęceń mamą. Lojalnie jednak pytał: „Mama, chcesz z nimi roz­mawiać?” Półprzytomna, zbudzona, jak bywało, z pierwszego snu Duśka mówiła „nie” i przewracała się na drugi bok. „Matka śpi, głąbie – odpowiadał Wit głosem nie dopuszczającym sprzeciwu – przyjdźcie o nor­malnej porze”. Bo rzeczywiście Duśka sypiała wtedy po dwie, trzy godziny na dobę. To, czemu poświęcały­śmy wtedy nasz czas, było niesamowicie ciekawe – wspomina Daria. Nie przynosiło wprawdzie dochodów, ale przychodzili tak dziwni, tak ciekawi ludzie, że kontakt
z nimi wart był każdych pieniędzy. Bo głównie to­nęli w długach.
Do dziś powtarzają, że wszyscy, którzy przewinęli się przez ich agencję, byli niesłychanie zdolni. Mieli po 30, 40, 50 lat i dotąd nie zrobili niczego tylko dlatego, że nie było nikogo, kto by ich popchnął. Ale z tym popychaniem nie było łatwo. Łatwiej było ich żywić, wyciągać z dołków, słuchać dramatycznych zwierzeń, nocować, pożyczać im jakieś drobne pieniądze, czasami pożyczać od nich. Bo wszyscy mieli taką cechę, że jak tylko coś zarobili, natychmiast się dzielili. Przynosili do agencji już to paczkę kawy, już to jakieś wino, a gdy firma była w tarapatach, oddawali swoje ostatnie pieniądze. I to było fajne. Tyle że rzadko je mieli. Niepostrzeżenie stworzył się taki obieg trochę studencki. Zbiór kalek życiowych z ogromną potencją. Duśka zastanawia się często, czy to zawirowanie energetyczne, że tylu podobnych ludzi zgromadziło się w jed­nym miejscu, mogło przynieść jakieś efekty, stworzyć szansę na jakąś erupcję tej razem połączonej lawy, która mogła stać się siłą?
Dlaczego i w którym momencie spasowali? Bo wśród nich byli graficy, muzycy, rzeźbiarze, fotograficy. I tak, agencja scenariuszowa, która miała wyławiać talenty literackie, niepostrzeżenie rozszerzyła swoją działalność. Tak się stało za sprawą ludzi. Oni wszyscy przychodzili z tekstami, ale okazywało się, że prócz tego jeden świetnie maluje, drugi świetnie gra, trzeci świetnie tłumaczy. Duśka mówiła: „No to przynie­ście, pokażcie, co tam jeszcze macie”, żywiąc podejrzenia, że za chwilę trzeba będzie zmienić profil agen­cji i że pisanie scenariuszy będzie stanowić działalność uboczną, ale za to zwiększą się szanse na zaistnie­nie tu i tam. Ci ludzie mogli robić plakaty, mogli pisać wiersze, tworzyć scenografię, nagrywać muzykę. I tak się jakiś czas działo.
A po drodze Duśka zaspokajała swój odwieczny głód otaczania się ludźmi, który będąc z Waldkiem mu­siała przyhamować. Bo jako nietypowa jedynaczka zawsze chciała mieć wielką rodzinę. Zwłaszcza, że opa­nowała umiejętność szczególnej impregnacji; kiedy była bardzo zmęczona, mówiła „idę się przespać”, szła za kotarę i waliła się na łóżko jak kłoda. Zupełnie jej nie przeszkadzało, że za cienką zasłoną odbywają się twórcze i głośne spory. Zawsze umiałam funkcjonować w grupie i bardzo to lubiłam.

Hanna Karolak - Duśka

Brak komentarzy do wpisu “Hanna Karolak – „Duśka” (odc. 24)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)