Strona główna » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 32)

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 32)

Kiedyś przyszłyśmy z mamą do młyna. Hadżi podmiatał białą, miękką szczotką mąkę, która została między żarnami. Zebrał mąkę i wsypał ją do woreczka. „Te pozostałości po mieleniu zbieram dla sierot” – powiedział. Podniósł głowę i zobaczyłyśmy, że strasznie zmieniła się jego twarz. I on stał się całkiem inny. Maleńki, żałosny… Wspaniała broda zniknęła. „Wujku Hadżi – zapytała moja mama – co się stało z twoją brodą”?
„Ogoliłem ją, córeczko – odpowiedział – W niej chowała się mąka.
A ja już jedną nogą jestem w grobie i boję się grzechu”. U nas w górach chleb zawsze uważano za święty. Do dziś mówi się, że do kobiety, która go piecze, nie wolno odwracać się plecami, bo to wielki grzech. Słowa wujaszka Hadżi, i jego głos, do dzisiaj pozostały mi w uszach.

Hunzaski Płaskowyż. W małej książeczce zatytułowanej „Unikatowe pomniki przyrody Dagestanu” przeczytaliśmy: „[…] jest jednym z najgęściej zaludnionych rejonów republiki i jednocześnie jednym z najpiękniejszych zakątków kraju”. W czasie naszego dwukrotnego pobytu w Dagestanie widzieliśmy wiele cudownie pięknych miejsc. Ale na prawdę żywy jest w nas obraz tamtych okolic.

Hunzaski Płaskowyż jest pochyloną równiną urozmaiconą niewielkimi pagórkami, położoną na wysokości 1700-2200 m n.p.m. w centralnej części Wewnętrznego Dagestanu. Ma długość ok. 25 km a szerokość 8-10 km. Zajmuje ok. 250 km2 powierzchni.

Z północnego wschodu płaskowyż zamyka grzbiet Tanusderiłbał, na południowym wschodzie góra Akaromieer, a na południowym zachodzie płaskowyż kończy się urwiskiem spadającym do doliny rzeki Ałłaor. Pośrodku – wielki talerz przecięty na wschodniej krawędzi kanionem Cołotl (o długości 22 km i wysokości 1-4 km), który zaczyna się prawie u stóp starej carskiej twierdzy Arani i którym płynie rzeczka Tobot. Tobot nie jest podobny do żadnej rzeki Dagestanu. Bierze swój początek z góry Nakmieer i rozpędziwszy się na zboczu bardzo szybko spada na równy jak stół płaskowyż, po którym płynie już niespiesznie i prawie bezdźwięcznie. Ale oto w Hunzachu rzeka rzuca się z siedemdziesięciometrowej skały. Półtora kilometra dalej, przy twierdzy Arani, kolejny wodospad tworzy rzeczka o trudnej do wymówienia nazwie Itla-Tlar. I jeszcze trzecia, Chanderił-Tlar. Wszystkie trzy wpadają do kanionu Cołotl, a potem już razem płyną do Awarskiego Kojsu. Po deszczu – jak wszystkie górskie potoki – przerzucają przez krawędź skały hektolitry spienionej, mętnej, brunatnej cieczy. W dni pogodne krystalicznie czysta woda, odbijająca się o skalne występy, robi wrażenie białej strużki, otoczonej równie białym obłoczkiem wodnego pyłu: to Hunzaskie Wodospady; jeden z pomników wspaniałej, kaukaskiej przyrody. W Hunzachu mówią: jeśli jesteś w złym nastroju – idź do wodospadów.
Stoimy nad urwiskiem, które ma 1000-1200 m wysokości. Zewsząd wieje wiatr – podobno wieje tak zawsze, tworząc w powietrzu nieustający przeciąg. Za nami charakterystyczne kontury Arani, odcinające się od spalonego słońcem szaro-zielonego tła ubogiej stepowej roślinności wyraźnym kolorem ochry. Koszary i cerkiew zostały po rewolucji zburzone, lecz pozostały trzy żelazne wrota z resztkami murów, dobrze stąd widoczne. U stóp jasnobrązowa prostopadła skalna ściana, podziurawiona jamami i jaskiniami, do których – jak twierdzi Fazu – od pokoleń, od zawsze, w przedziwny sposób, dla dorosłych niezrozumiały, docierają dzieci, by przeżywać swoje sny o przygodzie. Biała szyba wody na tle jasnobrązowych skał rozrywa się na kilka kawałków, aby rozbić się z hukiem o kamienne dno. Głębokie echo wypełnia kotlinę. Woda dzisiaj jest biała i rozpryskuje się na miliardy cząsteczek, mieniących się w ostrym świetle słońca wszystkimi kolorami tęczy. Mohammed opowiada, że wiosną i jesienią, kiedy wiatr wieje od strony wąwozu, biały pył wodny, zamiast spadać na dno, unosi się w górę i leci na mury twierdzy. Na dole, na brzegach rzeki, połączonych filigranową z tej odległości plecionką mostu – soczysta trawa. Pasące się na niej krowy mają gabaryty ołowianych żołnierzyków.

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan

Brak komentarzy do wpisu “Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 32)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)