Strona główna » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 30)

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 30)

Na czas pobytu w górach zatrzymujemy się w domu Nabiego, brata Fazu (do tego domu właśnie będzie zmierzać ze swymi polskimi gośćmi Rasul). Jest naczelnym inżynierem w największym dagestańskim kombinacie mięsnym. W rodzinnej wsi spędza zazwyczaj urlop, a jego żona i młodsze dzieci prawie trzy czwarte roku. Nabi przyjeżdża również na wolne soboty i niedziele. Podróż samochodem trwa wprawdzie wiele godzin, ale tę samą odległość można pokonać samolotem w pół godziny. Z Machaczkały jest tu przeciętnie pięć rejsów każdego dnia. W pogodny sierpniowy czwartek do godziny 11-tej naliczyliśmy ich siedem. Lotnisko jest niedaleko, nieco powyżej aułu, gdzie rozciąga się większy kawałek względnie płaskiej i równej łąki. Dla samolotu U-2, znanego u nas „kukuruźnika”, jest to całkowicie wystarczające lądowisko. Na ogół oczekuje na nim kilka osób, bo samolot zabiera jednorazowo 10-12. Każdy więc może zabrać do Machaczkały przynajmniej kosz owoców, które sprzeda na bazarze, zrobi zakupy, coś załatwi i po paru godzinach może być z powrotem. Kukuruźnik tu w Kaukazie to jak podmiejska kolejka dojazdowa u nas.

Machaczkała jest związana liniami powietrznymi z najbardziej odległymi rejonami kraju. Przy pomocy transportu powietrznego dokonuje się przewozów pasażerskich i towarowych, niesie pomoc lekarską. Śmigłowce wykorzystuje się przy budowie elektrowni wodnych w górach, do dostarczania materiałów ekipom geologów, poszukiwaczom ropy naftowej.

Mieszkamy więc w awarskim domu, odwiedzamy krewnych i przyjaciół naszych gospodarzy, żyjemy życiem aułu, poddajemy się zwyczajom jego mieszkańców. Rano kąpiemy się w potoku zwanym Gcałła (Fazu mówi „Chała”, z bardzo chrapliwym, twardym „ch”), jemy smaczne, lekkie śniadanie składające się z narodowej potrawy zwanej czudu43 i „kałmyckiej herbaty”: aromatycznych ziół zaparzonych mlekiem, przyprawionych solą, pieprzem i masłem (smak bardzo zbliżony do bulionu). A w każdą chwilę wolną uciekamy od ludzi, do tego potoku właśnie, o którym Rasul Hamzatow napisał w „Moim Dagestanie”, że „skacząc z występu na występ skały, rozbija się doszczętnie osiem razy, i znów się zbiera, aż wreszcie rozpryskuje się o moje ramiona, o moje ręce, o moją głowę. Prysznic w paryskim hotelu ‘Palais Royal’ – to nędzna plastykowa zabawka w porównaniu z moimi chłodnymi wodospadami. Pośrod ciepłych kamieni nagrzewa się w ciągu dnia woda, wpływająca tu odnogą z górskiej rzeki. Błękitna wanna w londyńskim hotelu ‘Metropol’ – to nędzna miska w porównaniu z moimi górskimi wannami”. Więc uciekamy do tego potoku, spadającego po kamieniach, do tej niepowtarzalnej przyrody, żeby na zapas nasycić się jej obrazem, zapachem, dźwiękami…
Nawet słowa Rasula nie potrafią w pełni oddać uroku Chwełchach. Potok płynąc z gór wyżłobił przez wieki w skalnym podłożu rząd niecek głębokości około metra, średnicy może półtora, może dwóch. Każda następna znajduje się nieco niżej od poprzedniej. Woda przelewa się z jednej do drugiej, spadając małymi kaskadami, tworząc dla każdej „wanny” osobny naturalny prysznic i naturalne szkockie bicze. Jest ciepła. Siedzimy na wygrzanej płycie skalnej. Dzieci – cały tłum – nurkują, Abakar łapie na zegarku czas zanurzenia. Każdy ma swój honor, każdy chce być najlepszy. Spory, zakłady, harmider. Uciekamy na dół, gdzie potok, już po równinie, pomiędzy jakimiś łozami i trawami, wije się i znika za skalnym zakrętem. Tutaj ciszę mąci tylko szum wody skaczącej po kamieniach.

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan

Brak komentarzy do wpisu “Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 30)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)