Strona główna » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan » Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 24)

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 24)

W wydanej w 1925 roku książce zatytułowanej „Radziecki Dagestan”, a przedstawiającej wynik badań socjologicznych przeprowadzonych rok wcześniej przez niejakiego Rabkirina, w rozdziale zatytułowanym „Gospodarstwo Dagestańczyka, warunki życia i majątek” jest następujący opis:
„Rodzina górala – parobka. Omar Mohamed Ogły z aułu Tieletl, 33 lata, ma 26-letnia żonę i dwoje dzieci – syna 6 lat i córkę 3 lata. Cała rodzina zdrowa i niepiśmienna. Do rewolucji Omar Mohamed Ogły chodził na zarobek do Cudacharu, Daszłagaru, Temir-Chan-Szury, Groznego [a więc nawet poza granice Dagestanu – aut.]. W czasie wojny domowej był czerwonym partyzantem i walczył w 1921 roku przeciwko bandzie Gocinskiego. Obecnie zajmuje się swoim gospodarstwem i na dniówkę pracuje na cudzym, wykonując różne prace rolnicze.
Posiada on we wsi Tieletl rejonu gunibskiego jedną byle jak zbudowaną z kamienia saklę, składającą się z jednej kurnej izby, z maleńkim pomieszczeniem dla bydła na dole. Podłoga, sufit i dach sakli gliniane, ściany wewnątrz pomazane gliną, okien nie ma, zastępują je otwory w ścianie, które na noc zatyka się szmatami. Podwórza nie ma i wyjście z sakli prowadzi prosto na ulicę. Według cen miejscowych cała jego sakla ma wartość nie większą niż 18 pudów mąki kukurydzianej32. Z odzieży cała rodzina posiada po jednym starym owczym kożuchu, dzieci i żona jeszcze po perkalowej koszuli i po parze majtek, a sam Omar i tego nawet nie ma, chodzi więc w jakich bądź starych łachmanach.
Rodzinna pościel składa się z dwóch wielkich materaców zszytych z kawałków derki własnej produkcji i napełnionych słomą, dwóch takich samych słomianych poduszek i dwóch derek zamiast kołder.
Skład pozostałego majątku następujący: jeden żeliwny sagan, dwa gliniane dzbany, parę takich samych misek, jedno drewniane koryto, łyżki i widelce drewniane własnego wyrobu, jeden drewniany kufer i parę pustych woreczków.
Oświetla się saklę łuczywem z kory brzozowej”.
W latach dwudziestych – pisał o tym Abdurachman Danijałow w „Myś­lach o Krainie Gór” – Omar, na prośbę mieszkańców aułu, pełnił funkcję buduna33. To zajęcie było niepłatne, w aule panowała straszliwa nędza. Wtedy Omar poszedł do kołchozu, został młynarzem. W latach trzydziestych wybudował dwupoziomowy dom, innych się teraz w górach nie stawia: na dole pomieszczenia gospodarcze, na górze trzy pokoje i przestronna, otwarta weranda. W pokojach meble, łóżka metalowe z siatkami sprężynowymi, w chlewie trzy krowy, cielęta, owce, osły, bo Omar miał też działkę przyzagrodową. Urodziło mu się jeszcze dwoje dzieci.
Dzisiaj Omar już nie żyje, a każde z jego dzieci ma swój własny dom. Bowiem tradycyjną zasadą jest tutaj, że w jednym domu mieszka tylko jedna rodzina. Górale mówią: wesele się skończyło, trzeba budować dom. Mariam i Mesedu są na ojcowiźnie; najstarszy syn po wojnie przeniósł się do Bujnakska i był tam robotnikiem; najmłodszy również pozostał na wsi, ale opanował nowy zawód: został fotoreporterem i pracował w rejonowej gazecie wydawanej w języku awarskim. Oczywiście ma własny dom.
Właśnie przejeżdżamy koło domu tak pięknego, że oczy stają w słup. Coś w nim przypomina willę „Pod jedlami” na zakopiańskim Kozińcu… Może drewniany ganek? Może po prostu wszędzie na świecie budownictwo górskie jest jakoś spokrewnione?
Dojeżdżamy do Hadżałmachi. Cała okolica jest jednym wielkim morelowym sadem. Sąsiedni rejon gergebilski również. Każda wieś ma własną przetwórnię. Oczywiście inne owoce też się uprawia, ale w znacznie mniejszym rozmiarze. Przez parę kilometrów ciągle ten sam widok: z jednej strony drogi wznoszą się urwiste skały, z drugiej rozpostarły się morelowe sady. Ludzi prawie nie widać, nie ma na polach gorączkowego pośpiechu, krzątaniny. Pośród zbóż dostojnie kroczą kombajny i inne maszyny rolnicze, na polnych drogach co chwilę pojawia się chmura białego pyłu, z której wyłania się traktor, samochód ciężarowy czy osobowy. Wiekowe nawyki katorżniczej pracy, kiedy to na każdy skrawek płaskiego terenu dagestańscy chłopi koszami nanosili ziemię, wsparte techniką i rolniczą wiedzą, tutaj dają doskonałe wyniki.
– Nie od razu tak było. Ludzi trzeba było długo do sadownictwa przekonywać. Prawdziwy sad wymaga odpowiedniej gleby, uprawy, nawodnienia. Tego tutaj nikt nie mógł zagwarantować. Ale niektórzy podejmowali ryzyko. Na przykład w Cudachar, w Gunibskiem, był zamiłowany ogrodnik, Mahomethadżi Rabadanow, którego najgorętszym marzeniem było otoczyć auł kwitnącymi sadami. Od wiosny szedł w teren, mając za cholewą i w kieszeniach zrazy doskonałych gatunków drzew owocowych. Gdzie tylko spotkał dzikie drzewo owocowe – szczepił. W jego ślady poszło jeszcze kilku. W rezultacie w ciągu jednego tylko roku zaszczepili ponad 3 tys. dziko rosnących drzew, które po niedługim czasie zaczęły owocować. Dziś dochody z 275 ha sadów mają takie, jak dochody z hodowli.

Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan

Brak komentarzy do wpisu “Ewa Ziegler i Wojciech Brodnicki – Dagestan (odc. 24)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)