Strona główna » Rafał Wojasiński - Stara » Rafał Wojasiński – Stara (odc. 14)

Rafał Wojasiński – Stara (odc. 14)

Po godzinie przyszedł Barański.
– Co tu robisz? – spytał.
– Schowałem się – powiedziałeś.
– Zimno ci było?
– No tak.
– Tu trochę jest cieplej. Mogłeś się napić. Tam jest wódka.
– Napiłem się.
Pod sufitem była szafka. Brański wyjął z niej kieliszki. Postawił je na stoliku przy oknie i nalał wódkę. Wypiliśmy.
– Mój ojciec przestał bać się śmierci – powiedział.
Zrobiło ci się lepiej. Patrzyłeś przez okno. Widziałeś tam staw zarośnięty wierzbami i leszczynami. Za nim – jeden dom w oddali, a reszta pusta. Śnieg i zachmurzone niebo robiły tej pustki jeszcze więcej.
– Przestał się bać – mówił Barański – jak zaczął na dobre umierać. Mówi, że teraz dopiero korzysta z życia, że reszta to był tylko strach.
– Pije? – spytałeś.
– Pije i się cieszy wszystkim bardziej niż ja, bo ja zacząłem się teraz bać, zamiast niego. I to jak.
– Przyjdę tu czasami – powiedziałeś. – Jak będę szedł nad jezioro albo do lasu, to się zatrzymam tu, jak zmarznę albo jak nie będzie chciało mi się iść dalej.

Siedzieliście jeszcze przez godzinę, może dwie.

Nigdy nie chodziłeś do szkoły, bo nikt nigdy od ciebie tego nie żądał. Potem dali ci tę pracę na drodze i wszystko potoczyło się jak chciałeś. Patrzę na ciebie z tamtych lat i zazdroszczę ci tego życia.

Barański po wypiciu wódki wyszedł z szopy i ruszył w kierunku szkoły. Patrzyłeś za nim. Czegoś było ci żal i poczułeś wtedy, że masz na świecie wspaniałe miejsce, lepsze od innych, że takie lepsze miejsca, nie wiadomo dlaczego, będą ci dawane, że dostałeś lepsze życie. Już wtedy wiedziałeś więcej i nie musiałeś się szarpać, robić tych wysiłków co inni, żeby pokazać, że ich życie ma wartość. Ty tego nie musiałeś nigdy robić.

Tylko raz powiedziałeś, że ludzie są niedobrzy, gdy wyrzeźbiłeś przed domem siedzącego Chrystusa, tylko raz, a potem wiedziałeś, że ciebie to nie dotyczy, że ludzie są niedobrzy, że ich zło, to sprawa, nad którą ty jesteś wysoko, że mogą cię zabić, a ty nie będziesz miał żalu. Dostałeś lepsze rozumienie wszystkiego. Nie miałeś pieniędzy i żyłeś w domu, który zostawili po śmierci ojciec i matka. Dom niszczał, bo nie naprawiałeś go. Barański, jak miał jeszcze siłę, przed wylewem, przychodził i łatał dach, uszczelniał drzwi, naprawiał komin. Ludzie zaczęli patrzeć na ciebie jak na tego, który nie powinien istnieć. Chyba, że chcieli się wódki napić, to przychodzili do ciebie, bo z tobą można było zawsze siedzieć i gadać godzinami. Potem zapominali o tobie i znowu nie chcieli na ciebie patrzeć. Musiałeś robić tylko to, co ci ktoś kazał. Sam z siebie nie umiałeś nic, poza gadaniem i rysowaniem. Pewnie byś umarł albo ktoś utopiłby cię w stawie za twoim domem. Stara potrzebowała kogoś takiego i cię wzięła. Znalazłeś prawdziwego pana, wysłannika Boga, który cię mógł posyłać do różnych robót. To wtedy robota na drodze stała się twoim światłem, drugim światłem w życiu. Twoje głupie cieszenie się stało się pewnością, że jesteś lepszy, że jesteś wspaniały.

Rafał Wojasiński - Stara

Brak komentarzy do wpisu “Rafał Wojasiński – Stara (odc. 14)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)