Strona główna » Rafał Wojasiński - Stara » Rafał Wojasiński – Stara (odc. 11)

Rafał Wojasiński – Stara (odc. 11)

Leżałem w tym zimnym pomieszczeniu i patrzyłem przez okno na drzewa przy ulicy. Nie było na nich liści. Zaraz za nimi było niebo. Doczepił się do mnie jakiś człowiek, który przychodzi z kolegami i razem walą w moje drzwi. Widzę po jego oczach, że chce mi obić mordę. Znowu wtedy przyszedł. Kopał w drzwi, potem walił jakąś deską, na koniec wybił szybę i wsadził łeb. Pluł we mnie z daleka, ale nie chciało mi się wstać. Takie rzeczy mnie nie obchodzą.

Wstałem wcześnie i poszedłem nad Wisłę. Rysuję i przepisuję pod spodem to, co widzę na tablicy przy kościele. Nie rozumiem tych znaków. Nie może chodzić o coś innego, pasuje to do siebie, wszystko pasuje. Jeśli ten dureń zabije mnie którejś nocy, to tak jakby nic się nie stało, bo to tylko momenty. Tak jak się chodzi i patrzy, tak się nie żyje.

Jedne rzeczy są wyraźne, inne nie. Czasami patrzę na coś i widzę, że nie jest nic warte, a na drugi dzień to coś staje się bezcenne i dziękuję za to Bogu.
Nigdy nie myślałem, że moje życie może tak się potoczyć. Liczyłem na to, że wszystko będzie się ciągnęło dość dobrze, aż umrę. A tu znalazłem się w sytuacji, gdy tylko rysowanie coś znaczy. Kreski, okna, dachy, wszystko razem daje mi siłę do życia. Nie wiem, co myśli teraz Stara.
Siedziałem nad rzeką do południa, potem poszedłem ulicą wzdłuż domów i sklepów. Chodziłem w jedno miejsce, gdzie dostawałem jedzenie, resztki z restauracji, które normalnie ktoś brał dla psów. Nie interesowało mnie, kto mi pomaga. Takie sprawy mnie nie obchodzą. To są rzeczy Boga.

Ostatnio nie mówię do Boga i go nie słyszę. Nie czuję też zmarłych od jakiegoś czasu, bo nie chcę. A lubiłem to, uwielbiam ich zapach i to, że są obok, że mnie słuchają i kiedy chcę, wchodzą we mnie i patrzą moimi oczami. Wtedy bez trudu i wyrzutów sumienia mógłbym zabić, wszystko mógłbym zrobić.

Jest w mieście kościół, w którym są zacieki przy ołtarzu. Rysuję świętego i zacieki wokół niego. Miejsce z tymi zaciekami to ostatnio moje ulubione miejsce na świecie. Bóg mi każe tam chodzić, woła mnie i chce, żebym już umarł, ale ja nie wiem jeszcze, czy chcę.

Kiedy miałem dziesięć lat, Bóg zaczął do mnie mówić. Nigdy już nic tak mnie nie obchodziło, jak mówienie Boga. Nic mi to nie tłumaczyło, niczego nie zrozumiałem dzięki temu, ale mogłem czuć się wspaniale.

Dlaczego zawsze byłem przekonany, że wszystko mi się należy, że muszę dostać to, czego chcę? I nie ma w tym pychy, bo pycha to zagrywka, a nie prawda.

Rafał Wojasiński - Stara

Brak komentarzy do wpisu “Rafał Wojasiński – Stara (odc. 11)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)