Strona główna » Krzysztof Beśka - Ostatni seans » Ostatni seans (odc. 29)

Ostatni seans (odc. 29)

Choć wczoraj wieczorem Kostek dotarł do domu dość późno, a zasnął jeszcze później, już dobrze po północy, czuł się wyjątkowo świeży i wypoczęty. Nie chciało mu się spać. Aż dziw, że jeszcze kilkanaście godzin temu… Nieważne. Lekko tylko szumiało mu w głowie, zawroty nie powtarzały się, można było z czystym sumieniem iść do roboty.
– A wczoraj podobno niezła awantura na Górczewskiej była – uszu Kostka doszedł strzęp rozmowy.
– Słyszałem. Jakiś pijany gliniarz o mało nie wystrzelał połowy bloku.
– Ja pierdolę! Już nie da się żyć spokojnie w tym mieście…
– Święte słowa.
Podbiał zacisnął zęby. Zrobił to, żeby nie zacisnąć pięści. Jednak rozmowa przycichła. Słychać było tylko stukot kół toczących się po szynach i furkot powietrza wpadającego do środka przez nieliczne uchylone lufciki.
Naraz odezwał się dzwonek telefonu. Kostek drgnął nerwowo. Metro było tym środkiem publicznego transportu, gdzie nie można było rozmawiać przez komórki. Jedynie podczas postoju pociągu na stacji, bo tylko tam był zasięg. Ale już na powierzchni było to prawdziwą plagą. Ludzie zawsze gadają przez te komórki, a właściwie nie gadają, a wrzeszczą, jakby mieli na linii Nowy Jork, i to za czasów Bella! Do tego operatorzy sieci prześcigają się w promocjach, dając coraz więcej darmowych minut, przez co człowiek, jadąc od pętli do pętli, poznaje czasem całe życiorysy panien, nawet ze szczegółami w rodzaju ilości orgazmów.
Inna sprawa to „melomani” – przypomniał sobie Kostek. Siada taki niedaleko, nawet nie obok. Z początku słychać dźwięk, jakby to upierdliwa mucha obijała się o szybę. Ale to młodzież muzyki słucha. Dobrze powiedziane: muzyki! Monotonna łupanina, jakby kompozytor nagrał kilka taktów, potem tylko wcisnął opcję „powtarzaj”, a sam poszedł zapalić papierosa albo wysrać się. Na własny użytek Podbiał nazywał podobnych osobników Bezmózgami komunikacyjnymi. Bezmózg komunikacyjny (metro nie chroni przed tym, niestety) słucha tego czegoś zawsze z potencjometrami rozkręconymi na full, dzięki czemu słyszy to bardzo dobrze również cały tramwaj, autobus, a nawet wagon. Po takiej jeździe „meloman” zresztą już nic zupełnie nie słyszy, ale może o to właśnie chodzi…
Meloman wysiada. Ale zaraz tarabani się dziadunio albo babcia i akurat nad tobą musi zawisnąć, dysząc jak lokomotywa z wiersza Tuwima. Na kogo wypadło, na tego bęc! Trzeba wstać. Człowiek nigdy chyba nie pozbędzie się z siebie smarkacza. Za dwa przystanki emeryt opuszcza tramwaj lub autobus, można usiąść znowu. Z tyłu wolne miejsca, ktoś je po chwili zajmuje. I nie ma, kurwa, bata, żeby się nie złapał, młody czy stary, twojego oparcia i nie ciągnął za nie, mało nie wyrwał z podłogi, upuszczając dupsko na siedzisko! Czy to nie można normalnie usiąść? Za każdym razem oczami wyobraźni Kostek Podbiał widział, jak jeden z drugim łapie się wcześniej umyślnie poluzowanej poręczy i leci na pysk, a raczej na plecy, ale pysk lepiej brzmi. Jak w głupawym telewizyjnym sitcomie, z Cezarym Pazurą w roli głównej i śmiechem puszczanym zza kadru…
– Źle się pan czuje?
Kostek Podbiał zamrugał oczami. Siedząca obok starsza pani przyglądała mu się z zaniepokojeniem.
– Nie – szepnął po chwili.
Może jednak wrócić do domu. Albo do szpitala? – pomyślał z trwogą.
Prawda była bowiem taka: Konstanty Podbiał miał nerwy w strzępach. Było tak, od kiedy jego małżeństwo z aktorką Katarzyną Rawską zaczęło zmierzać ku nieuchronnemu końcowi. Jeden szczegół, który właśnie kątem oka, przesuwając się ku wyjściu, zauważył, boleśnie mu o tym przypomniał: piękna czerwona róża w rękach młodej dziewczyny, siedzącej naprzeciwko. Ona już świętowała, zaskoczona przez chłopaka-romantyka, obdarowana pod domem lub szkołą.
Dziś Warszawa świętowała Walentynki – anglosaski dzień zakochanych, przez jednych uwielbiany, przez innych nienawidzony, ale z roku na rok coraz bardziej popularny, może też dlatego, że obchodziło się go w samym środku zimy…

Krzysztof Beśka - Ostatni seans

Brak komentarzy do wpisu “Ostatni seans (odc. 29)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)