Strona główna » Krzysztof Beśka - Ostatni seans » Ostatni seans (odc. 28)

Ostatni seans (odc. 28)

Kategoria druga to „Olewusy”. Nigdzie im się nie spieszy, schody i drogę na perony pokonują niespiesznym spacerkiem, z rękami w kieszeniach i znudzonym wyrazem twarzy. Ale to tylko pozory. Kiedy „Olewus” skonstatuje, że na peronie czeka pociąg metra z otwartymi drzwiami, z których nie wysypują się podróżni, coś w nim przeskakuje, zmienia się, nieznacznie, ale zawsze, wyraz twarzy. Nie zmienia się jednak zupełnie tempo marszu. I dopiero w momencie, gdy delikwenta dzieli od drzwi pociągu zaledwie kilka metrów, następuje nagły zryw, zakończony dopadnięciem drzwi. Czasem ma to opłakane skutki – podłoga w metrze warszawskim jest zawsze czysto wypucowana, wstyd (bardziej niż strach) rzucić papierek lub niedopałek papierosa, więc nietrudno o wywinięcie przysłowiowego orła. Zazwyczaj jednak wszystko kończy się szczęśliwie i „Olewus” (któremu, jak widać, jednak zależy) dostaje się do metra.
Wybrzmiał potrójny, znajomy sygnał. Po chwili zasunęło się kilkanaście par drzwi. Pociąg ruszył z szarpnięciem.
– Następna stacja: Dworzec Gdański – z głośników popłynął aksamitny, choć trochę zniekształcony głos lektora.
Komisarz Kostek Podbiał przymknął oczy. Siedział na swoim ulubionym miejscu, otoczony tłumem stojących ludzi, ale bezpieczny, w pewien sposób odizolowany. Owe ulubione miejsca Podbiała znajdowały się na obu końcach każdego przedziału, ale tylko w wagonach produkcji rosyjskiej. Dwa miejsca były przedzielone przestrzenią na niewielki bagaż, dzięki czemu można było uniknąć stykania się nogami z innymi pasażerami. Pół biedy, gdy była to ładna panienka, ale Kostek dostawał szewskiej pasji, gdy musiał zajmować miejsce obok jakiegoś byczona, który nie potrafił siedzieć inaczej jak z rozkraczonymi szeroko nogami.
Czasem niewinne, przelotne muśnięcie, czyjś sterczący jak garb, wypchany plecak, futerał z laptopem lub torebka majtająca się swobodnie i obijająca się o bok, uda, plecy sąsiada – wszystko to wyprowadzało go z równowagi. Drętwiał wtedy, odsuwał się jak tylko można było najdalej. Dygotał wręcz z obrzydzenia, gdy ktoś siadał zbyt blisko, wbijał szpikulec parasola lub łokieć w bok, przygniatał połę marynarki lub płaszcza, głośno chrząkał, cmokał, kaszlał, ciamkał, kichał, pociągał nosem bądź wydmuchiwał w brudną chustkę twardniejące smarki.
– Następna stacja: Ratusz Arsenał.
Aby tego wszystkiego uniknąć, komisarz Konstanty Podbiał potrafił nadłożyć drogi, cofnąć się, wsiadając do metra kilka stacji wcześniej. Mieszkał na Bielanach; położenie jego domu i układ komunikacyjnych linii pozwalały dotrzeć aż do pięciu kolejnych stacji. A jako że na Placu Wilsona, tak jak wczoraj, często nie dawało się już wsiąść do środka, policjant podjeżdżał autobusem aż do stacji Stare Bielany. Tam miejsca siedzące były zawsze. Prawie zawsze.
Kiedy już zajął swoje ulubione, to albo drzemał, albo dyskretnie przyglądał się ludziom. Choć zima, jak to zima, powodowała, że ludzie więcej zakrywali niż odkrywali, zawsze można było, jak to pięknie nazywał naczelnik sekcji, Musiał, „poczynić wartościowe obserwacje”.

Krzysztof Beśka - Ostatni seans

Brak komentarzy do wpisu “Ostatni seans (odc. 28)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)