Strona główna » Krzysztof Beśka - Ostatni seans » Ostatni seans (odc. 26)

Ostatni seans (odc. 26)

– O co chodzi? – zapytał Nowak któregoś z bębniarzy, bo Mateusz i Karol akurat gdzieś zniknęli.
– To są ludzie, którzy wpłacili pieniądze na mieszkania w apartamentowcu – wyjaśnił brodaty muzyk.
– W jakim apartamentowcu?
– W tym, który miał tutaj stanąć. Tylko że developer spierdolił z kasą na Seszele…
Wszyscy mieszkańcy starej kotłowni rozbiegli się w popłochu. Znalazł się za to Mateusz ze swoim wiernym psem. W rękach trzymał latarkę i trzonek od łopaty. Za nim szedł Karol Lech z… siekierą.
– Zostanę, pomogę wam! – zdeklarował się Tymon, czując w sobie nagły przypływ złości.
– Nie trzeba – rzekł krótko Karol. – Przyzwyczailiśmy się do tego. Nie ma potrzeby, żebyś się w to mieszał. Zmykaj tylnym wyjściem.

Wąska ścieżka prowadziła w dół, wijąc się między jakimiś ruinami i suchymi krzakami. Idący szybkim krokiem, Tymek z nadzieją wypatrywał świateł. Zza pleców wciąż dochodziły jakieś wrzaski i odgłosy tłuczonego szkła; w pewnej chwili wydało mu się, że słyszy syrenę.
Oby to byli nasi, a nie straż pożarna – przeszło mu przez myśl.
Naraz usłyszał jakieś głosy, ale przed sobą.
– Mówiłem, żeby poczekać. Na pewno któryś będzie próbował się tędy ulotnić! – z ciemności dobiegł schrypnięty głos, któremu towarzyszył zbiorowy śmiech.
Nagle zapaliło się kilka latarek. Wszystkie promienie wycelowane były w twarz idącego. Nowak zmrużył oczy, przysłonił je ręką, co jednak niewiele pomogło.
– O co chodzi? – zapytał nie swoim głosem.
– O ciebie, brudasie – padła natychmiastowa odpowiedź. – Wreszcie zrobimy z wami porządek. Potem z Żydami i pedałami.
Tymon czuł, jak miękną mu kolana, twarz zaczyna płonąć żywym ogniem, a przez plecy co raz przebiegają ciarki, jakby kto czerwony guzik naciskał. Nie ma co. Wdepnął w śmierdzącą minę jak jasna cholera.
– To jakaś pomyłka, panowie – ze ściśniętego przerażeniem gardła był w stanie wydobyć tylko taką głupotę, w dodatku cholernie banalną.
Światła latarek zaczęły go okrążać, odcinając drogę ucieczki. Było ich pięć, może sześć. Czy przekładało się to na ilość napastników? Pewnie nie…
– Spokojnie – rzekł, wyciągając przed siebie rękę gestem, negocjatora, chociaż wiedział doskonale, że niewiele to pomoże.
Byli coraz bliżej. Już któryś splunął pod nogi z pogardą, a może w ręce, żeby pewniej kij do baseballa trzymały.
Nagle powietrze rozdarł huk wystrzału. W tej samej sekundzie jeden z napastników rozdarł się wniebogłosy.
– Kurwa!!! Moja noga!
– Ja nie strzelam najpierw do Bozi. Następna będzie prosto w łysy łeb – rozległ się twardy, męski głos. – Ale spokojnie, wyrywa tylko czachę z tyłu, u wylotu kuli. Przód będzie elegancki.
Głos był znajomy!
– Wypierdalać do domu! – ryknął jego posiadacz.

Krzysztof Beśka - Ostatni seans

Brak komentarzy do wpisu “Ostatni seans (odc. 26)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)