Strona główna » Krzysztof Beśka - Ostatni seans » Ostatni seans (odc. 25)

Ostatni seans (odc. 25)

– Po tym wszystkim zacząłem nawet żałować, że w ogóle studiowałem – powiedział Karol Lech, kiedy wraz z Tymonem usiedli wreszcie na miękkich fotelach, by odbyć obiecaną rozmowę. – Po cholerę było tyle lat siedzenia w bibliotekach i dusznych salach wykładowych? Żeby być korporacyjnym sługusem?! Nie rozumiem ludzi, którzy zapisują się na dwa fakultety, zarywają noce, nie mają czasu na nic. Idzie taki jeden z drugim na uniwerek, bo wszyscy z jego Batorego czy Reytana się tam wybierają. Ambitny, a jakże, nie żeby jakiś leser. Przyszłość ma zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach. Po studiach robota w międzynarodowym koncernie, apartament gdzieś w centrum albo bliźniak w Konstancinie, fura w garażu, dupa o wyglądzie modelki i wakacje na Wyspach Kanaryjskich, no, w najgorszym razie w Tunezji. Jeszcze nie wie, bidulek, że to wszystko pobożne życzenia… Bo takich jak on są dziesiątki, a może nawet setki tysięcy i dla wszystkich roboty nie będzie. Już nie ma! A absolwenci uniwersytetu muszą sprzedawać warzywa na straganie albo po prostu spierdalać z tego kraju. Zawsze nam mówili: ucz się, dziecię, ucz! Może jeszcze ze swym dyplomem uniwersytetu dostaniesz pracę jako sprzedawca w hipermarkecie albo przy zbiorach winniczków na francuskie stoły. Zagraniczne koncerny to też nie przedszkole: wycisną cię jak szmatę, wykorzystają i wyrzucą na zbitą mordę, tak jak się stało ze mną. I to wcale nie zrobią tego Niemcy czy Jankesi, oni sobie bez powodu rączek nie brudzą. Polacy-rodacy chętnie ich w tym zastąpią. Ci, którzy dorwali się do stołków, kiedy nie trzeba było umieć niczego, tylko dobrze zawiązać krawat, trochę spikać, umieć opowiadać, jakim się jest świetnym, i znać odpowiednich ludzi. Ale to się skończyło, dawno temu. Polskie Eldorado poszło się jebać! Dopiero tu, w tej starej kotłowni, wszystko zrozumiałem. Może pójdę na kolejne studia, ale dla siebie, nie dla koncernu. Filozofię albo historię.
– Miałeś powody, aby nienawidzić dyrektora Lubskiego – stwierdził bardziej niż zapytał Tymon, kiedy Lech zakończył swoją długą tyradę.
– Sto powodów – Karol kiwnął swym czerwonym kogutem. – Ale go nie zabiłem.
– Dla formalności zapytam jeszcze o alibi.
– Wczoraj byłem cały wieczór tutaj. Owszem, mogłem jeszcze zlecić zabójstwo – Lech ubiegł policjanta z kolejnym pytaniem. – Ale nie za bardzo mam za co. Mieszkanie jest zadłużone, trzeba je będzie sprzedać. Justyna jeszcze o tym nie wie. Na razie myśli, że mój nowy wizerunek to tylko forma odreagowania po wylaniu mnie z roboty. Ale ja już wiem, że chcę żyć inaczej…
Bębniarze przestali grać, zapiszczał przeraźliwie stary kasprzak pełniący rolę wzmacniacza gitary basowej, para tancerzy odpoczywała zmęczona na starej kanapie w rogu sali. Muzykę zastąpił gwar rozmów i śmiechy.
Wtem przez jedno z otwartych okien coś wpadło do środka i huknęło o podłogę. Była to połówka cegły, owinięta w papier.
Mateusz szybko doskoczył do niespodziewanej przesyłki. Na papierze widniał starannie wykaligrafowany napis WON! Zapadła grobowa cisza.
Przerwał ją trzask pękającej szyby i krzyk kobiet. Kolejna cegła wpadła do środka, już bez listu. Zaczęły szczekać przestraszone psy. Na podłodze pojawiła się krew. Tymon spojrzał na Mateusza.
– Chyba znów się zaczęło – powiedział przywódca squatu.
W jednej chwili zgasili wszystkie światła i dopadli okien. Przed starą kotłownią gromadzili się jacyś ludzie. Krzyczeli, wygrażali pięściami, niektórzy trzymali płonące pochodnie, inni kamienie. Jeden, ciśnięty chyba przez kobietę, chybił celu, uderzając o zewnętrzną ścianę budowli. Z okien bloku naprzeciwko wyglądali zaciekawieni mieszkańcy.

Krzysztof Beśka - Ostatni seans

Brak komentarzy do wpisu “Ostatni seans (odc. 25)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)