Strona główna » Krzysztof Beśka - Ostatni seans » Ostatni seans (odc. 24)

Ostatni seans (odc. 24)

– Siemano, Radek. Przekwalifikowałeś się?
– Takie czasy, nie ma lekko – odparł tamten i pociągnął nosem. – Chcesz, zrobię ci zajebistego smoka.
– Nie przepadam za dziarami.
– To nie żadne dziary, to prawdziwa sztuka! – wykrzyknął oburzony.
– Wybacz, mistrzu, ale mimo to dzięki.
– Nie pękaj, stary! To prawie nic nie boli. Gutek ci może zaświadczyć – wskazał na swoją ofiarę, tego bez koszulki, który bez słowa i mało zachęcająco pokiwał głową, nie przerywając swojej pisaniny. – Tylko nie można potem jakiś czas pić, nawet browara.
– To jeszcze bym jakoś wytrzymał – uśmiechnął się Karol Lech.
– To jak? A może chcesz takiego fajnego orła na karku. Albo pająka na glacy. Wszystko profesjonalnie, czysto, sterylnie… – chłopak pokazał swój tajemniczy sprzęt, nawet sięgnął po katalog, dosyć gruby album, gdzie wklejone były arkusze kalki technicznej ze wzorami tatuaży.
– Może innym razem. Karl nie ma teraz do tego głowy – Mateusz przyszedł w sukurs gościowi.
– A kolega? – Radek spojrzał na Tymka, który zbladł momentalnie.
– Dzięki… – zdołał tylko jęknąć, choć pod kurtką nie przestawał czuć znajomej twardości służbowego glocka.
– Innym razem – dokończył gospodarz squatu.
– W takim razie trzymam za słowo!
– Jeszcze da sobie przekłuć nos – zaśmiał się Karol.
– Mam wzór fajnego węża, japoński. Zupełna nowość – zawołał z nadzieją w głosie Radek. – Zrobię wam za friko, w ramach promocji…
Ale oni byli już na korytarzu, po którym roznosił się smakowity zapach. Dochodził z zaimprowizowanej kuchni, niegdyś najpewniej pomieszczenia socjalnego palaczy. Pojawiły się i dziewczęta. Dokładnie dwie. Mieszały warząchwiami w wielkim kotle. Dosypywały coś, próbowały, kontrolowały wysokość płomienia na kuchence gazowej. Nawet nie zauważyły wejścia gości, zajęte mieszaniem gęstej i apetycznie wyglądającej zupy, której podstawowym składnikiem była kapusta.
– Na jutro, dla całej rodziny – z dumą rzekł Mateusz. – Raz na tydzień robimy też akcję „Jedzenie zamiast bomb”. Zawsze setka ludzi z miasta się pożywi. Chodźmy dalej – zaordynował cicero.
W głównym pomieszczeniu starej kotłowni rozbrzmiewała muzyka. Długowłosi osobnicy walili w zapamiętaniu w najpewniej własnoręcznej roboty bębny, ktoś usiłował towarzyszyć im, grając na podłączonej do starego magnetofonu typu kasprzak gitarze basowej. Jakaś bosa para wykonywała na środku afrykański taniec wiosny, mimo że za oknami była jeszcze zima. Mało jednak tak naprawdę obchodziło tych ludzi, co dzieje się za murami tego miejsca – azylu nieprzystosowanych, zbuntowanych, chcących żyć inaczej, po swojemu.
Młodszy aspirant Tymon Nowak dobrze wiedział, czym są stołeczne squaty. Działało ich kilkanaście i większość z nich była siedliskiem narkomanów i gówniarzy, którzy pouciekali z domów, więc dzielnicowi musieli często tam zaglądać. Ten adres jednak nie powtarzał się w policyjnych raportach.

Krzysztof Beśka - Ostatni seans

Brak komentarzy do wpisu “Ostatni seans (odc. 24)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)