Strona główna » Agata Bromberek i Agata Wielgołaska - Turcja » Turcja. Półprzewodnik obyczajowy (odc. 24)

Turcja. Półprzewodnik obyczajowy (odc. 24)

Odmawianie służby wojskowej możliwe jest w wielu krajach świata, które respektują prawa człowieka do innych przekonań. Jeśli ktoś żołnierzem zostać nie chce (w języku angielskim jest na to specjalny termin objector), musi zamiast tego odrobić cywilną służbę zastępczą. W Turcji nie ma o tym mowy. „Więźniowie sumienia” to nadal jeden z palących problemów.
Po pierwsze, nie wypada się wychylać. Wiele razy zaobserwowałam, niestety, konformizm znanych mi Turków i Turczynek. Wolą żyć wbrew sobie i własnym przekonaniom, niż zrobić coś, narażając się na krytykę innych. Może ma to jakiś związek z myśleniem kolektywnym, właściwym wspólnotom, z których Turcy się wywodzą.
Znane nam także z Polski pełne obaw zastanowienie: „Co ludzie powiedzą…” ma w Turcji wielką moc. Podobnie jak przysłowie o złym ptaku, „co własne gniazdo plugawi”. Nie wypada krytykować własnego kraju, o czym doskonale wiedzą użytkownicy YouTube’a czy innych stron internetowych, zamykani nakazami sądu za niepokorne myślenie. Nie mówiąc już o Orhanie Pamuku, który pisze książki trudne; pewnie mało który Turek je czytał, ale niemal każdy jest święcie przekonany, że ten pisarz to wstyd, a nie duma dla kraju. Tak się tu myśli i tak myśleć wypada.
Z punktu pierwszego wynika drugi. Ponieważ armia jest w Turcji świętością (tak, wiem, że to paradoks), nie wypada być objectorem i unikać służby. Dla każdej rodziny to honor mieć żołnierza. Można to zaobserwować co roku w lutym, maju czy listopadzie, kiedy odbywają się regularne powołania. Dworce autobusowe pełne są przejętych poborowych, wybywających do jakiegoś dalekiego miasta, i ich rodzin oraz przyjaciół, którzy z tej okazji tańczą, śpiewają, a nierzadko też energicznie podrzucają delikwenta pod sam sufit budynku. Ma to być dzień, którego chłopak nigdy nie zapomni. I rzeczywiście… Zaraz potem zaczyna się mozolne odliczanie dni do powrotu.
Dyshonorem jest uciekać od wojska; prawo zresztą w tym nie pomaga. Bez uregulowanego stosunku do służby wojskowej ciężko znaleźć dobrą pracę, nie mówiąc już o ożenku, a nawet jak jakimś cudem się człowiek ożeni (czytaj: znajdzie wyrozumiałą dziewczynę i jej rodzinę), to zawsze można go do wojska wezwać, nawet wtedy, kiedy jest tak zwanym jedynym żywicielem rodziny, utrzymującym żonę i malutkie dziecko (jak mój kolega). W skrócie: będąc objectorem, mężczyzna de facto trafia na społeczny margines. Nie jest normalnym obywatelem, musi się ukrywać, uciekać, nie może pracować, nie może dziedziczyć, nie może nic.

Agata Bromberek i Agata Wielgołaska - Turcja

Brak komentarzy do wpisu “Turcja. Półprzewodnik obyczajowy (odc. 24)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)