Strona główna » Ryszard Sługocki - Żelazna obroża » Żelazna obroża (odc. 32)

Żelazna obroża (odc. 32)

Trzeba było mieć dużą odporność psychiczną, żeby to wszystko wytrzymać. Jelonek w końcu pękł i przez kilka tygodni pozostawał w całkowitym odrętwieniu, więc kierownictwo Firmy postanowiło skrócić mu kontrakt uważając, że nie nadaje się już do niczego. Żegnałem go z żalem, bo mimo swoich wad, był dobrym zwierzchnikiem. Z niepokojem oczekiwałem przyjazdu jego następcy.
Nowy dyrektor Głośnik, oprócz korpulentnej postaci odznaczał się tak donośnym głosem, że jak twierdzili złośliwcy, słychać go w Centralnej Bazie bez telefonu. Był już poprzednio na kontrakcie w Libii i twierdził, że zna tutejsze warunki, ale teraz często otwierał oczy ze zdziwienia i z rozrzewnieniem wspominał dawne czasy. Jego przyjazd zbiegł się z nasileniem odbiorów wykonanych robót. Komisje odbiorcze działały niezwykle opieszale, co opóźniało zapłatę. Zadaniem Głośnika było skłonienie członków komisji do szybszego działania i przekonanie ich, że roboty zostały wykonane prawidłowo. To drugie zadanie z pozoru było łatwe, bo członkowie komisji nie znali się na technice budowy dróg. Natomiast bardzo dbali o to, aby przy okazji ugrać coś dla siebie. Domagali się rozbudowy lub remontu domów, plantowania terenu lub pokrycia asfaltem prywatnych dróg dojazdowych. Jeden z przewodniczących komisji zażyczył sobie rozkucia bunkra z okresu II wojny światowej. Inny członek komisji uzależnił zatwierdzenie robót od kilku „drobiazgów”: remontu dwóch samochodów, wybudowania garażu i splantowania kawałka pola bratanka. „Kawałek” okazał się kilkoma hektarami piachu z górką kilkudziesięciometrowej wysokości. Dwa spychacze pracowały tam przez dziesięć dni od rana do wieczora. Drobny remont dwóch samochodów polegał na złożeniu ich prawie od nowa.
Komisje starały się przedłużać działalność również dlatego, że każde spotkanie kończyło się wyżerką na koszt Firmy, a Libijczycy ucztować lubili. Podawano pieczone kurczaki, plastry pieczonej wołowiny na zimno, multum sałatek warzywnych, owoce i tłuste, ociekające baranim łojem, przesłodzone ciastka. Wszystko to było zapijane coca colą i słodką oranżadą. Członkowie komisji zmiatali wszystko ze stołów, mlaszcząc smakowicie, ale protokołów odbioru nie podpisywali.
- Albo jeszcze czegoś chcą, albo dostali cynk, żeby przewlekać sprawę. A może uznali, że za słabo ich karmimy? – zastanawiał się Głośnik. – Teraz czasy są trudne i nie jest tak, jak kilka lat temu, kiedy całe barany kręciły się na rożnie. Wszystkiego było w bród i można było stosować szeroki „lej – rozlej”.
- Chyba nie wódą?
- Oczywiście, tu się tak nie da. W Polsce, nawet jak się wybudowało byle jak i bez winkla, to i tak numer przechodził, bo w pijanym widzie komisje wszystko zatwierdzały. A my tu teraz mamy kłopot. Firma musi zerwać półtora kilometra trasy szybkiego ruchu koło Trypolisu, bo powierzchnia wyszła trochę zwichrowana. Jakiś ich bubek przyłożył do niej sztangę, weszły mu pod nią w paru miejscach trzy palce, więc stwierdził, że robota do kitu i trzeba drogę robić od nowa. U nas nikt by się tego nie czepiał.

Ryszard Sługocki - Żelazna obroża

Brak komentarzy do wpisu “Żelazna obroża (odc. 32)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)