Strona główna » Ryszard Sługocki - Żelazna obroża » Żelazna obroża (odc. 31)

Żelazna obroża (odc. 31)

Karim straszył Jelonka, że właściciel studni jest osobą niezwykle wpływową i Firma nie powinna mu się narażać. Ostrzegał, że będzie to kosztować znacznie drożej, jeśli poszkodowany poda Firmę do sądu.
- Uznajcie waszą winę psy niewierne, bo inaczej czeka was kalambusz! – więzienie. Firma pójdzie z torbami, jeśli mój przyjaciel wytoczy proces za zniszczoną studnię i stracone plony – wykrzykiwał.
Jelonek popełnił błąd. Oświadczył, że chociaż Firma nie poczuwa się do winy, to w geście dobrej woli przyśle robotników żeby naprawili pompę. Ustępstwo rozzuchwaliło naciągaczy. Domagali się wywiercenia nowej studni, zainstalowania nowej pompy i odszkodowania za rzekome straty. Tego już było Jelonkowi za wiele. Upierał się, że na nic więcej nie mogą liczyć. Druga strona także zacięła się w uporze. Staliśmy kilka godzin na polu, w palącym słońcu, bez kropli wody do picia. Grożono, że lada chwila przyjedzie policja, żeby zabrać nas do więzienia, ale nikt się nie pojawił. Ochrypły od wrzasku Karim, widząc, że niczego nie wskóra, kazał nam się wynosić i przemyśleć sprawę. Był to z jego strony ostatni strzał w przegranej bitwie. Okazało się, że w studni od lat nie było wody.
Oprócz Singha i przedstawicieli lokalnej administracji Jelonka nachodzili mieszkańcy pobliskiego miasteczka i pracownicy różnych instytucji, domagając się „braterskiej współpracy”, zawsze jednostronnej i polegającej na świadczeniu darmowych usług. Gdy odmawiał, wygrażano pięściami, odcinano telefon i prąd. Używano argumentów, że odmawiając „braterskiej współpracy” sabotuje rozwój libijskiej gospodarki, a to przecież jest przestępstwo.
Podziwiałem Jelonka, który musiał znosić tę nieustanną paradę natrętów. Zachowywał się godnie i z klasą. Strofował nawet swego kierowcę, który anonsując przybycie kolejnego naciągacza, wyrażał często niechęć do tubylców, używając przy tym określeń niepoprawnych politycznie:
- Znowu przygnał beżowy i czegóś chce za darmochę, a przed barakiem czeka drugi, któren pod pistoletem zabrał nam koparkę trzy dni temu nazad. Mówi, że mu się popsuła i żeby mu kogoś przysłać do naprawy. Ja bym im obu kota pogonił – radził swemu zwierzchnikowi.
Jelonek nieraz korzystał z rady kierowcy, ale beształ go za niewłaściwe nazywanie miejscowej ludności. Mnie też początkowo raziły określenia kierowcy i jego stosunek do miejscowych, ale im dłużej tu przebywałem, tym częściej uznawałem przejawianą przez niego niechęć za uzasadnioną.
Firma była też pod stałym naciskiem państwowych inwestorów, domagających się wykonywania dodatkowych robót, przy jednoczesnym odmawianiu zapłaty za nie, lub opóźnianiu płatności. Żądano szybkiego wykonania prac, ale nie śpieszono się z zatwierdzaniem dokumentacji projektów, zwlekano z udostępnianiem terenów pod budowę, nie można było wydębić w terminie potrzebnych zezwoleń. Miesiącami, a bez skutku, obradowały komisje, które miały zatwierdzić jakąś drobną zmianę konstrukcyjną. Jelonek był przekonany, że robiono to specjalnie po to, aby zniecierpliwiona biurokratyczną mitręgą Firma, wykonała robotę bez zatwierdzonego planu i kompletu zezwoleń na budowę. Wówczas Libijczycy mogli nie zapłacić za roboty i jeszcze nałożyć karę pieniężną.

Ryszard Sługocki - Żelazna obroża

Brak komentarzy do wpisu “Żelazna obroża (odc. 31)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)