Strona główna » Ryszard Sługocki - Żelazna obroża » Żelazna obroża (odc. 29)

Żelazna obroża (odc. 29)

Przed każdym spotkaniem Jelonek dostawał gęsiej skórki, bo wiedział, że będzie musiał poskramiać nienasycony apetyt inspektora. Wił się jak piskorz, by wyplątać się z sieci żądań. Zwykle mu się to nie udawało, bo stosował złą taktykę. Najpierw stanowczo mówił „nie”, a potem haniebnie ulegał. Można by było coś ugrać, gdyby mówił „tak” w sprawach, co do których było wiadomo, że Firma musi ulec, a twardo trzymał się raz powiedzianego „nie” tam, gdzie można było stawić opór. Singh jednak dobrze wiedział, że Jelonek w końcu ulegnie, więc nie zrażał się odmowami, tylko powtarzał swoje jak katarynka.
- Normalna pijawka, jak się nachłepcze krwi, to odpada, a ta hinduska jest nienasycona – narzekał Jelonek.
Uważałem, że popełniono błąd, zgadzając się, by Singh zamieszkał na terenie Małej Bazy. Gdyby wynajęto mu dom poza kampem, miałby mniej okazji do dojenia Firmy. Trzeba go było obsługiwać, z kampowego sklepiku brał towary, za które „zapominał” płacić, a wyposażenie domu zużywało się w błyskawicznym tempie znikało bezpowrotnie, wysyłane do Indii w wielkich skrzyniach, których zawartość stanowiła słodką tajemnicę inspektora. Na jednym z kolejnych spotkań zażądał „wypożyczenia” nowego magnetowidu i telewizora ze świetlicy, gdyż, jak stwierdził, przydzielony mu sprzęt „popsuł się” i musiał oddać go do naprawy. Było oczywiste, że albo już go wyekspediował do ojczyzny, albo uczyni to w najbliższym czasie. A pożyczka będzie na „wieczne nieoddanie”. Jelonek odmówił.
- W Bazie mieszka ponad sto osób i nie może ich pozbawiać jedynej rozrywki – argumentował, próbując przeciwstawić się żądaniom Hindusa.
- Nic mnie to nie obchodzi. Sprzęt ma być wieczorem u mnie, bo dzieci chcą obejrzeć ulubioną kreskówkę. Jak nie będzie, to jutro wstrzymam roboty – groził Singh.
- Co robić?- zadał sobie, bardziej niż mnie, pytanie Jelonek po jego wyjściu z gabinetu.
Dążenie do zawłaszczenia nowego magnetowidu i telewizora przez Hindusa odczuwałem szczególnie boleśnie, gdyż sprzęt ten znalazł się na kampie dzięki mojej interwencji.

Poznałem nieźle naszego prześladowcę i byłem przekonany, że jest nie tylko nachalnym bufonem, ale i tchórzem.
- Spróbuję go postraszyć -powiedziałem.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, jeszcze go pan bardziej rozwścieczy – Jelonek gotów był ulec szantażyście.
Inspektor przyjął mnie przy zamkniętej furtce.
- A gdzie sprzęt? – zdziwił się.
- Jest pewien problem.
- Problem to będzie miał dyrektor Jelonek, jak wstrzymam roboty.
- Problem polega na tym, że sprzęt nie jest własnością Firmy. Został zakupiony ze składek pracowników – skłamałem.
- A co mnie to obchodzi?
- A powinno pana obchodzić. Dyrektor obawia się, że jeżeli magnetowid i telewizor znikną ze świetlicy, ludzie mogą się wzburzyć i nie tylko jemu może się coś stać.
- Pan mi grozi?
- Informuję o sytuacji, a dyrektor sugeruje, aby pan zwrócił się osobiście do pracowników i sądzi, że…
- Do nikogo się nie będę zwracał, wypchajcie się tym swoim sprzętem – wrzasnął Singh i odskoczył od furtki.
Następnego dnia nawet się nie zająknął o sprawie i nie zawiesił robót.

Ryszard Sługocki - Żelazna obroża

Brak komentarzy do wpisu “Żelazna obroża (odc. 29)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)