Strona główna » Ryszard Sługocki - Żelazna obroża » Żelazna obroża (odc. 27)

Żelazna obroża (odc. 27)

Przeciwieństwem Jelonka był jego zastępca, inżynier Jajogłowy. Starał się mieć oko na wszystko, dawał w kość obibokom, zwalczał „fuchmanów” i „skoczków” oraz surowo karał obozowych pijaczków, sprawdzał listę obecności i nakładał kary za miganie się od roboty. Dzięki niemu Mała Baza jako tako funkcjonowała. Ale miał słabość – regularnie „wpadał w ciąg”. Zamykał się wtedy w swoim hauszu i pił, ale nigdy nie udało mu się zgromadzić zawczasu wystarczającej ilości „cekopu”. Zawsze pod koniec „ciągu” odbywał wędrówkę od hauszu do hauszu, prosząc o „krowę”, czyli o pół litra, lub o nieco mniejszą „pepsówkę”. Pijusy, obiboki i skoczki wykorzystywali okazję, domagając się anulowania kar. Jajogłowy unieważniał wszystko, byle tylko otrzymać upragniony płyn.
Podczas nieobecności Tuptusia, w środku nocy zbudziła mnie bosonoga zjawa w rozchełstanej koszuli wyłażącej z niedopiętych portek.
- Tuptuś, daj „pepsówkę” – wybełkotała.
Jajogłowy, nawet kiedy pojął, że ma przed sobą niepijącego odmieńca, nadal domagał się „cekopu”. Uznał mnie najwyraźniej za wspólnika Tuptusia w alkoholowym interesie.
- Jak to nie masz?! Musisz mieć! – wykrzykiwał, wpychając mi do ręki zwitek banknotów.
– Daj, jak człowiek prosi, prosi – tu głos mu się załamał, ale po chwili zhardział – Widzisz, że mam szmal, więc powinieneś mnie szanować! Tu wszyscy mnie muszą szanować. Czy ty sobie myślisz, że ja tu pracuję za te nędzne grosze, co mi Firma płaci? Mam boków dwa razy tyle, ale cicho sza, bo mordę skuję. Dawaj butelkę! Nie myśl sobie, że jestem taki głupi. Ja wiem, co kto tu robi i na czym zarabia. Dajesz butelkę czy nie? Nie bądź taki cwany, bo wiem, że masz. Tu są cwańsi od ciebie. Dawaj!
Może zaczął już trzeźwieć, a może zorientował się, że powiedział za dużo, bo po kolejnym apelu do mojego sumienia przyłożył palec do ust, wyszeptał „cicho sza” i wyniósł się. Następnego dnia był całkiem trzeźwy i nie pamiętał, że złożył mi nocną wizytę. Jak nie był w ciągu, to rozmawiało się z nim całkiem do rzeczy. Był całkiem miłym i inteligentnym facetem. Miał dużą bibliotekę, prenumerował zagraniczne czasopisma, które mi czasem pożyczał.
Po najściu Jajogłowego Tuptuś uznał, że mógłbym go zastępować przy dystrybucji „cekopu”. Odmowę przyjął z niezadowoleniem. Dowiedziałem się, że jestem nieużytek i jeszcze tego pożałuję.
Głównym prześladowcą dyrektora Jelonka był inżynier nadzoru Sawangh Singh. Nawet jak na Hindusa miał niezwykle ciemną skórę, a wzrost równie wysoki jak mniemanie o sobie. Zachowywał się jak maharadża i kazał się tytułować „sir”. Chyba należał do jednej z niższych kast lub wręcz do „niedotykalnych”, którymi inni Hindusi pogardzają. Był, co w Indiach jest raczej rzadkością, chrześcijaninem, wychowankiem misji metodystów. Wychowanie misyjne i długoletnia służba w wojsku wyrobiły w nim zamiłowanie do koszarowego drylu. Ukończył jakąś zawodową szkołę techniczną, ale uważał się za więcej wiedzącego i lepiej wykształconego od naszych inżynierów dyplomowanych ze stopniem doktora. Lubił naigrawać się z naszej kadry technicznej i dyrektorów, ponieważ nie znali angielskiego:
- Nawet małpy w Indiach rozumieją, jak się do nich mówi po angielsku.

Ryszard Sługocki - Żelazna obroża

Brak komentarzy do wpisu “Żelazna obroża (odc. 27)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)