Strona główna » Maria Diatłowicka - Mozaika rodzinna » Mozaika rodzinna (odc. 46)

Mozaika rodzinna (odc. 46)

Losy naszej rodziny wielokrotnie krzyżowały się z losami Żydów. Dom Reiffów na ulicy Smoczej w 1940 roku znalazł się na terenie getta (tą ulicą przebiegała granica) i nasza rodzina musiała się z niego wyprowadzić. W warszawskim getcie zamknięto 400 000 Żydów, a wśród nich większość lokatorów ze Smoczej, a także wielu znajomych. Rodzice mieli kolegów Żydów z okresu studiów ojca na prawie, a mamy na politechnice. W czasach, kiedy ojciec zajmował się reklamą, szczególnie filmową, także zawarł wiele znajomości z Żydami, ponieważ przed wojną przemysł filmowy został stworzony niemal wyłącznie przez żydowskich przedsiębiorców i pozostał w ich rękach (na marginesie warto przypomnieć, że w tym okresie powstało wiele patriotycznych filmów, które cieszyły się ogromną popularnością). Podczas okupacji okazało się, że darzyli oni ojca dużym zaufaniem i zwracali się do niego z różnymi sprawami. Czasem były to trudne sytuacje. Niemcy pozbawili Żydów prawa do własności, a oni, pragnąc ocalić swoje domy i firmy, starali się przepisać je (antydatując umowy fikcyjnej sprzedaży) na osoby, którym wierzyli, że będą dostarczać im dochody na bieżące życie, a po wojnie nie zapomną, kto jest prawowitym właścicielem i wszystko zwrócą. Żydzi, aby przeżyć, wyprzedawali także wszystko, co mieli, często za bezcen. Byli tacy, którzy na tym ludzkim nieszczęściu żerowali i dorabiali się fortun. Uważano ten proceder za odrażający, pogardzany przez przyzwoitych ludzi. Rodzice wystrzegali się dwuznacznych sytuacji, dwukrotnie odmówili znajomym przejęcia ich firm, chociaż mieli świadomość, że mogli im w ten sposób bardzo pomóc. Obawiali się, że łatwo byłoby w takiej sytuacji o podejrzenia i nie chcieli ryzykować swego dobrego imienia. Niemcy stworzyli sytuację moralnie odrażającą, w której nie było dobrego rozwiązania, nawet przy najlepszej woli.
Znajomy, któremu ojciec kilkakrotnie pomógł, ofiarował ojcu hebrajską księgę przekazywaną w ich rodzinie od wielu pokoleń. Miał nadzieję, że bezcenny dla niego skarb ocaleje po aryjskiej stronie. Kilka tygodni później ojciec poszedł odwiedzić go w getcie (jeszcze nie było zamknięte), okazało się, że zmarł na tyfus. Był ostatnim z licznej rodziny.
W innej sytuacji rodzice kupili komplet sreber od pana Czarnowiła, który wszystko sprzedawał, aby zgromadzić pieniądze na wyjazd za granicę w ramach słynnej akcji „Hotel Polski”. Do ostatniej chwili nie mógł znaleźć nabywcy kompletu sreber na 24 osoby, w którym w specjalnej mahoniowej komódce z wieloma wyściełanymi atłasem szufladkami było wszystko – nawet specjalne przybory do jedzenia raków czy ostryg. Niemcy, zdając sobie sprawę z tego, że po likwidacji getta tysiące bogatych Żydów, przeważnie zupełnie zasymilowanych, nadal się ukrywa, postanowili ich zwabić i pozbawić majątku. Ogłosili, że wszyscy ukrywający się mogą zgłosić się do Hotelu Polskiego na ulicy Długiej, wykupić wizy do krajów Ameryki Południowej i spokojnie wyjechać. Jak okazało się później, była to okrutna mistyfikacja – część Żydów trafiła do Oświęcimia, a część na Pawiak.
Pan Czarnowił po wpłaceniu kolosalnej sumy (wysokość żądanej przez Niemców kwoty miała uwiarygodniać ich propozycję, a także to, że sprawa ta została uzgodniona, jak twierdzili Niemcy, na międzynarodowym szczeblu), na trzy dni przed terminem stawienia się w Hotelu Polskim przyszedł do nas pożegnać się. Bliska perspektywa ocalenia sprawiła, że czuł się tak psychicznie rozbrojony, iż nie mógł dalej wytrzymać w ukryciu. Został u nas, a rodzice uznali, że nie można dopuścić do tego, aby wyjechał z Polski w tak złym stanie psychicznym i tylko z tragicznymi wspomnieniami okupacyjnymi. Postanowili pomóc mu odprężyć się, przypomnieć sobie stare dobre czasy, więc urządzili przyjęcie, na które zaprosili ponad dwadzieścia zaprzyjaźnionych osób. Zaszokowanych gości poinformowali, że odbywa się ono na cześć znajomego, który jeszcze ukrywa się, ale niebawem wyjedzie za granicę. Za pomyślność bohatera wieczoru wznoszono kolejne toasty, tańczono. Spotkanie trwało do rana, bo obowiązywała godzina policyjna. Na pożegnanie rodzice ofiarowali panu Czarnowiłowi tę średniowieczną hebrajską księgę, o której uprzednio wspominałam. Mieli nadzieję, że w ten sposób na pewno za granicą ocaleje, a w Warszawie nic nie było pewne. Prosto z naszego domu pan Czarnowił poszedł do Hotelu Polskiego, a stamtąd trafił na Pawiak, gdzie został zamordowany wraz z innymi ofiarami tej prowokacji.

Maria Diatłowicka - Mozaika rodzinna

Brak komentarzy do wpisu “Mozaika rodzinna (odc. 46)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)