Strona główna » Krzysztof Lipka - Nóż na gardle » Nóż na gardle (odc. 30)

Nóż na gardle (odc. 30)

Lecz czy dotyczyło to tylko artysty? Przecież i w naszym wnętrzu tak się właśnie dzieje, przecież nie pokazujemy na zewnątrz wszystkich odcieni, które pojawiają się przejściowo w duszy, co moment inne. I on sam, przecież ukazywał światu tylko pewne wypreparowane stanowiska, a wszystkie wahania ukrywał przed oczami drugich. Cóż, rzec by można, że w ogóle samo życie nie jest zbyt kolorowe, a przecież dysponujemy wszystkimi barwami i każdego dnia dają o sobie znać wszelkie możliwe niuanse. Tak właśnie tworzył David, używał wszelkich farb po to, by osiągnąć kształt jasny i oczywisty dla innych, a przecież nie nazbyt kolorowy. Tak musiało się kształtować wszystko. I teraz też tak będzie, Maksymilian podejmie postanowienie i nikt nie zrozumie, ile za nim kryło się zmagań i cierpień. Ile zmieszało się na ten efekt subtelnych, lecz ukrytych, pełnych wahań odcieni.
– Powiedz – odezwał się wreszcie – czy ty odczuwasz mękę tworzenia? Pokutuje takie przekonanie, że dzieła artysty rodzą się z jego cierpień.
– Ależ, Maksymilianie! Skądże… Nie wierz w to. Praca jest dla mnie radością! W twórczości artystycznej jest swego rodzaju magnetyzm… nieco mesmerowski, powiedziałbym.
– Mesmerowski?
– Tak. Ten magnetyzm, który dyryguje wszystkim w naszym wnętrzu i odnosi nas do siebie wzajem. Dzisiaj już wiemy, że bez magnetyzmu nie ma niczego! Wiesz chyba, że Mozart napisał operę Bastien i Bastienne, pamiętasz, taką wczesną, wzorowaną na pomyśle Rousseau i potem Favarta, właśnie na zamówienie Mesmera! W Cosi van tutte też jest mowa o magnetyzmie. Tak, magnetyzm ducha i magnetyzm sztuki, i ich obopólne oddziaływanie to wielkie odkrycie naszych czasów. To również klucz do rozumienia wielu spraw. Także i przemożnego przyciągania artysty i jego działa, całkiem niemożliwego do przezwyciężenia.
– Zapewne, tak oczywiście jest w twoim wypadku… źle skierowałem pytanie. Jesteś potomkiem Bouchera, krewnym Sedaine’a… ale ja, to co innego…
– Nie, nie, nie myśl tak! Masz i ty zajęcia dla siebie absolutnie konieczne. Czy myślisz, że odsuwałbym się od powinności obywatelskich, zostawiał wszystko to, co tak dzisiaj pasjonujące, całą tę politykę rzucał na boku, całą tę działalność, która mnie tak pociąga, omijał kluby i Konwent, czy zaniedbywałbym swoje obowiązki w Komitecie Bezpieczeństwa Powszechnego, gdyby malarstwo nie było dla mnie największą pasją i największym szczęściem? Maluję, bo muszę, bo kocham to, co robię i pragnę tego ponad wszystko. I nie umiem zaprzestać!
– Tak, tak, tak przypuszczałem, to właśnie emanuje z twoich dzieł. Ale co ja mam zrobić, kiedy mną wciąż na nowo targa zwątpienie? Nie mogę pokazać nic z tego, co dzieje się w mojej duszy, muszę zacisnąć zęby i pięści, by nie odbierać wiary innym. I nie okazać własnych wątpliwości. Taka jest moja rola. Ale nie masz pojęcia, ile we mnie naprawdę wahania, ile słabości, ile niespełnionych pragnień, zawiedzionych uczuć… Ile wątpliwych prawd i niewątpliwych rozpaczy!
I nagle Robespierre poczuł się niemal jak David! Tak jak on wykonywał wszystko z potrzeby i poświęcenia, jak on wskazywał innym ideały, jak on robił dokładnie to, co nakazywał mu wewnętrzny głos. Tylko materiał tej pracy był inny, bardziej ulotny. Ale czy to znaczy mniej trwały? A zatem może jakiś rodzaj artyzmu, szeroko pojętego, w ich działalności… może był zbliżony? Może on, Maksymilian, był artystą dziejowej sceny?
– Czuję, że coś cię naprawdę gnębi?
– Tak, jestem po prostu w przededniu powzięcia najtrudniejszych decyzji w moim życiu i potrzeba mi na to wiele siły. Twoje obrazy nieco mi jej przydają, ale potrzeba mi jeszcze znacznie więcej…
– Siły musisz poszukać w sobie. Czy myślisz, że wchłaniam jakąkolwiek siłę z zewnątrz? Że w ogóle sugeruję się jakimś zewnętrzem? – David lekko macał swój znany guz, który powoli narastał mu z lewej strony twarzy, nad górną wargą, nadając tym jego obliczu, paradoksalnie, poczciwy wyraz. – Myślisz, że czerpię z tego, co poza mną i maluję dla kogoś poza samym sobą? Nigdy! Maluję dla siebie, a jeżeli moja sztuka trafia do innych, to tylko jest to dowodem tego, że nie okłamuję siebie, że mówię prawdę, bo w sumie wszyscy odczuwamy przecież podobnie. Wszyscy współcześni. A ja tylko potrafię to lepiej wyrazić.

Krzysztof Lipka - Nóż na gardle

Brak komentarzy do wpisu “Nóż na gardle (odc. 30)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)