Strona główna » Krzysztof Lipka - Nóż na gardle » Nóż na gardle (odc. 28)

Nóż na gardle (odc. 28)

David należał do ludzi o zrównoważonym, stałym charakterze i spokojnym usposobieniu, kojąco wpływającym nie tylko na Maksymiliana. Ten zaś był zawsze pewien, że to właśnie tutaj, u malarza-rewolucjonisty, znów odnajdzie zagubiony spokój. Ich przyjaźń w dużej mierze polegała nie tylko na bliskości poglądów i politycznej kariery, ale waśnie na przeciwieństwie charakterów. David umiał łagodzić tak samo rozdrażnienie nerwów jak i przypływ egzaltacji, miał w sobie więcej z filozofa niż z działacza, więcej z d’Alemberta niż z Rousseau, więcej z klasyka niż z romantyka. Niepokoje Maksymiliana, jego wewnętrzna szamotanina, dawały z kolei malarzowi pole ciekawych obserwacji, momenty oderwania umysłu od problemów twórczych, materiał do refleksji, a także – co nie było bez znaczenia w jego sytuacji człowieka opuszczonego przez rodzinę – pewnego rodzaju wyżycie opiekuńczych instynktów. Tak więc uzupełniali się niemal idealnie z Robespierre’em i otwierali przed sobą wzajem te wewnętrzne perspektywy, które w samotności zdawały się zazwyczaj przed wszystkimi zamknięte.
– Jak się masz? – zapytał Maksymilian, który w tym ulubionym towarzystwie poczuł się od razu swobodnie jak z nikim, niemal jak z Kamilem w dawnych latach.
– Mam się dobrze, o ile można się mieć dobrze tworząc nagrobek przyjaciela…
– Nagrobek? – Maksymilian nie zrozumiał w pierwszej chwili. – Nagrobek?
David wziął go za ramię i poprowadził pomiędzy stosami obrazów i ram opartych o ściany, między stołami pełnymi rysunków i gipsowych modeli, pomiędzy sztalugami, gdzie rozpościerały się rozpoczęte prace, częściowo przesłonięte draperią, aż do końca pracowni, gdzie w najpełniej oświetlonej przestrzeni stał obraz, nad którym pracował w tej chwili.
– Jeszcze nie jest całkowicie wykończony, to i owo poprawiam i w tej chwili nikomu go nie pokazuję. Ale tobie…
David podniósł delikatnie przesłonę.
– Jest już niby gotów od paru miesięcy, ofiarowałem go już oficjalnie Zgromadzeniu Narodowemu 25. brumaire’a, ale potem wycofałem do drobnych poprawek. Teraz wciąż jeszcze jest mokry, jeszcze zmieniam w nim to czy owo…
Obraz się odsłonił i obaj stanęli jak urzeczeni, choć z zupełnie innej przyczyny; Maksymilian w pełnym zaskoczeniu, raczej niezwykle zrozumiałą formą bardziej niż tematem, formą, która jednak zdawała się wymykać wszelkim konwenansom; David przejęty natchnieniem czy tylko rodzajem wewnętrznego napięcia, które nigdy go nie opuszczało przed całkowitym ukończeniem dzieła.
– Jak żywy… – wyszeptał Maksymilian. – Marat jak żywy…
Trwali nieruchomo, niemal zaklęci, bo rzeczywiście z płótna bił nastrój pełen niezwykłej siły. Martwy pół siedział, pół leżał na prześcieradłach pokrywających jakiś dziwny sprzęt, który tylko dla wtajemniczonych był zakrytą wanną, ale mógł równie dobrze uchodzić za wysłany całunem sarkofag i choć trzymał jeszcze w jednej ręce list wręczony przez zabójczynię, a w drugiej, zwisającej poza wannę, pióro, zdawało się, że jest wciąż w ruchu, że za moment Jean-Paul się ocknie i ręka powróci do pisania, albo że ciało osunie się dalej i wypadnie poza kadr obrazu. Tak napierało na zabitego rozedrgane tło, pełne niepokoju, pełne nie namalowanej, a kłębiącej się emocji, pełne ducha rozwibrowanego natężoną, buzującą jeszcze w chwili mordu myślą.
– To niesamowite… – powiedział Robespierre – to niesłychane, do jakiego stopnia udało ci się pokazać go niemal… niemal jak… jak Chrystusa, a zarazem przecież tak całkiem odmiennie…
– Tak. To dzięki nasyceniu całości symboliką. Ale poza, prześcieradła, krew to nie wszystko. Wiesz, decydująca jest oszczędność środków, oschłość retoryki, ubóstwo tych sprzętów, asceza napisu na tej surowej skrzyni, niemal jak na nagrobnej płycie. Zauważ nędzę tych zwykłych przedmiotów, kałamarz, nóż, asygnaty, nic więcej… Te szczegóły mówią same za siebie. Bo on taki był, nie potrzebował niczego, bogactwo miał we wnętrzu. I widza zatem nie może nic rozpraszać, wszystko musi kierować nasze spojrzenie na tę doświadczoną, cierpiącą, a już ukojoną twarz…

Krzysztof Lipka - Nóż na gardle

Brak komentarzy do wpisu “Nóż na gardle (odc. 28)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)