Strona główna » Yehuda Nir - Utracone dzieciństwo » Utracone dzieciństwo (odc. 25)

Utracone dzieciństwo (odc. 25)

Gdy następnym razem Lala wybrała się z wizytą do Rudolfa, towarzyszyła jej mama, pozostawiając mnie samego w pokoju. Ten wyjazd okazał się nawet bardziej dramatyczny niż pierwszy. Obie zostały zaaresztowane przez gestapo. Na stacji w Krakowie mama od razu dostrzegła znajomą Polkę ze Lwowa. Podejrzewając, że może być informatorką, mama odwróciła się, zamierzając pójść w innym kierunku, ale było już za późno. Kobieta zauważyła je obie, podbiegła do matki i chwyciła ją za ramię. „A więc jest pani tutaj, pani Grünfeld!” – krzyczała triumfalnie. – „Bez wątpienia, w Krakowie ukrywacie się, a wszystkie wasze diamenty są bezpiecznie schowane, ha?” Kobieta ta robiła interesy z naszą kuzynką Sidią, muzykologiem, w czasie jej krótkiej kariery handlu diamentami na czarnym rynku. Z góry założyła, że mama była wciąż bogata. „Albo gestapo, albo oddajesz wszystkie pieniądze i kosztowności” – zasyczała jadowicie.
Mama nie protestowała. Wraz z Lalą podążyły za nią do czynszowego budynku, gdzie w korytarzu oddały jej wszystkie posiadane pieniądze, swoje zegarki oraz obrączkę podarowaną Lali przez Ludwika. Kobieta raz jeszcze sprawdziła ich torebki i upewniwszy się, że wzięła wszystko, co miało jakąś wartość, wyszła na zewnątrz.
Musiało upłynąć dobrych kilka minut, zanim mama i Lala doszły do siebie, i odzyskawszy opanowanie, mogły kontynuować swój plan odwiedzenia Rudolfa. Lecz ledwie wyszły z budynku, zostały zaaresztowane przez policjanta wysługującego się Niemcom, członka polskich sił policyjnych, które kolaborowały z nazistami. Prowadzone przez niego, dostrzegły jeszcze z pewnej odległości ich szantażystkę szczerzącą zęby w szyderczym uśmiechu. Policjant poszedł z nimi wprost do kwatery głównej gestapo. Sądzę, że po podzieleniu się łupem ze współpracującą z nim szantażystką, policjant chciał, aby gestapo dopisało mu kolejny kredyt do kartoteki osobistych zasług, tym razem za złapanie i doprowadzenie dwóch Żydówek. Wymknąłby mu się ten profit, gdyby eskortował je tylko do miejscowego posterunku polskiej policji.
W siedzibie głównej gestapo mama i Lala musiały najpierw pokazać swoje dokumenty. Wszystkie ich papiery były bez zarzutu. Świadectwo chrztu matki było autentyczne i widniało w nim nazwisko Stanisławy Heybowicz – z domu Głowackiej, do tego dołączona była kenkarta z aktualną datą ważności. Lali dokumenty wyglądały równie autentycznie, a nazwisko Skribajło rozwiało wszelkie podejrzenia. Dodatkowo, obie sprawiały wrażenie opanowanych i pewnych siebie. Depresyjny nastrój mamy mógł łatwo uchodzić za rodzaj nonszalancji, zaś Lala użyła swego najsilniejszego atutu – seksapilu i kokieterii – wzmacniając tym swoją wiarygodność. Gestapowiec zapytał mamę, czy umie się modlić. Odpowiedziała mu z oburzeniem: „Jak możesz mnie o to pytać, czyż nie widzisz, że jestem pobożną kobietą?”.
Ostatecznie przekonany, gestapowiec zrezygnował z dalszego dochodzenia. Mama miała dużo szczęścia, gdyż jak potem przyznała, nie mogła wtedy przypomnieć sobie choćby jednego pacierza. Z przekazu Lali wynikało, że naziści nie wiedzieli, co w końcu z nimi zrobić. Prawnie zobowiązani byli do przeprowadzenia pełnego dochodzenia, jeśli ktokolwiek był podejrzany o żydowskie pochodzenie. Przeczuwali jednak, że w tym przypadku oskarżenie byłoby trudne do udowodnienia.

Yehuda Nir - Utracone dzieciństwo

Brak komentarzy do wpisu “Utracone dzieciństwo (odc. 25)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)