Strona główna » Yehuda Nir - Utracone dzieciństwo » Utracone dzieciństwo (odc. 21)

Utracone dzieciństwo (odc. 21)

Lala wkrótce przejęła odpowiedzialność za nas wszystkich. Było nas teraz pięcioro i stanowiliśmy bardzo osobliwe grono: cztery kobiety i dwunastoletni chłopiec. Lala postanowiła, że wraz z piętnastoletnią siostrą Ludwika, Marysią, poszukają pracy w charakterze służących. Byłem bardzo zaskoczony jej decyzją, pamiętając jak wzbraniała się kiedyś od wszelkiej pracy w domu. Przypuszczałem, iż osobiste sprawy Lali musiały kiepsko się układać, skoro tak chętnie garnęła się do pracy. Co do Marysi, to owszem, widziałem w niej uroczą i pełną wdzięku dziewczynę, ale nie miałem zbyt wygórowanego mniemania o jej inteligencji i zdrowym rozsądku.
Obie znalazły zatrudnienie u dwóch niemieckich rodzin w pobliskiej miejscowości, podczas gdy ja pozostawałem wraz z mamą w naszym małym pokoju. Nie pamiętam, dlaczego mama również nie rozważała możliwości podjęcia pracy. Przypuszczam, że czuła się słabo lub była w depresji.
Chociaż razem spędzaliśmy długie dni, nie rozmawialiśmy wiele, aż do powrotów Lali z pracy. Istniało między nami niepisane porozumienie zaprzestania wszelkich rozmów o ojcu, aby nie wywołać bolesnych uczuć, z którymi nie moglibyśmy sobie poradzić. Nie było rozmów o zagrożeniach dla naszej egzystencji, o śmierci Ludwika ani o żadnych obawach, które mogły nas nękać. Miałem wrażenie, iż wszyscy podzielamy odczucie, że nie zaszło nic nowego, o czym należałoby mówić i sobie wzajemnie przekazać. Artykułowanie swoich obaw mogło tylko przydać dodatkowego obciążenia do naszej sytuacji, i tak trudnej do zniesienia. Dni wydawały się bezkresne i nie zachodziło nic, co byłoby zdolne przerwać narzuconą sobie ciszę. Wyobrażałem sobie, że tak musi czuć się więzień skazany na dożywocie. I wyglądałoby na to, że zostałem skazany na ten rodzaj kary jedynie za swą przynależność etniczno-religijną, za to, że urodziłem się Żydem. Musiałem cierpliwie czekać na ewentualne ułaskawienie.
Dni spędzałem stojąc za zasłoną w oknie i obserwując nieliczne wydarzenia na ulicy. Naprzeciw naszego okna było okno sąsiedniego hotelu, ale i tam również nic się nie działo. Pewnego dnia wydawało mi się, że widziałem młodą, rozbierającą się kobietę, ale to już nigdy więcej się nie powtórzyło; pewnie miałem przywidzenie. Swoszowice, które nie były zbyt atrakcyjną miejscowością, nawet w szczycie sezonu, teraz wyglądały jak opustoszałe. Jedna tylko osoba odwiedzała nas każdego tygodnia, żona tutejszego chłopa. Przynosiła nam zwykle kilka kilogramów ziemniaków, trochę mleka i przy rzadkich okazjach plaster boczku, w zamian za oferowaną przez matkę odzież. Po jakimś czasie nasze zapasy odzieży i pościeli były już prawie na wyczerpaniu, toteż każdą transakcję przeprowadzaliśmy bardzo rozważnie. Rodzina tych wieśniaków sama była bardzo biedna. Posiadali tylko kilka mórg ziemi i jedną krowę. Kobieta ta bardzo lubiła dotykać naszej odzieży, mówiąc, iż nigdy nie widziała tkanin takiej jakości. W mojej samotności usiłowałem, jak mogłem, przedłużać jej wizyty, pytając o ich krowę bądź o zeszłoroczne zbiory. Była zapewne bardzo speszona tym wszystkim, w każdym razie nigdy nie miała tak uważnych słuchaczy.
Zosię i Marysię widywałem bardzo rzadko, ponieważ nie chcieliśmy, aby tutejsi mieszkańcy wiedzieli, że się dobrze wzajemnie znamy. Chcieliśmy być pewni tego, że jeśli komukolwiek z nas przytrafiłoby się coś złego, to reszta mogłaby przeżyć. Mama spotykała się z nimi sporadycznie, zwykle w sklepie lub w parku na ławce, aby przekazać sobie, co w międzyczasie zaszło.
Marysia przetrwała w swojej pracy tylko dwa dni. Została wyrzucona po tym, gdy oznajmiła swemu pracodawcy, iż nie wie, jak zagotować wodę. A więc miałem rację co do jej bystrości. Zdecydowaliśmy, że bezpieczniej będzie dla Zosi i Marysi, jeśli przeniosą się do innej miejscowości, na wypadek gdyby gestapo, znalazłszy ich adresy przy Ludwiku, chciało schwytać je także. Trudno było nam się rozdzielić. Byliśmy przerażeni naszą postępującą izolacją wśród pozornie neutralnych, lecz w gruncie rzeczy nieprzychylnych nam i potencjalnie nieprzyjaznych ludzi.

Yehuda Nir - Utracone dzieciństwo

Brak komentarzy do wpisu “Utracone dzieciństwo (odc. 21)”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)