Paweł Jaszczuk – Ochronka Anioła Stróża

Ochronka Anioła Stróża (odc. 19)

24 lutego 2011

Magnus skończył wreszcie czytać i zaznaczył koniec lektury folią z opakowania po zjedzonej czekoladce. Odłożył zeszyt na stół i wyciągnął się na łóżku. Przymknął oczy. Był w świecie Leo. Wyobraźnia przeniosła go w dziwną przestrzeń, gdzieś między Piekło, Czyściec i Raj, gdzie towarzysz Kotow czyścił grzebieniem paznokcie i mała Helga poprawiała zwiewane przez wiatr rude włosy. Zaciskał ze złości zęby. Miał ogromną ochotę, jak Jerzyk, wbić ostry gwóźdź w dętkę motocykla obleśnego fryzjera.
A może Guardian wywinął mi dowcip? – pomyślał Magnus, otwierając oczy. – Może celowo kupił na pchlim targu stary zeszyt, stalówkę, kałamarz, obsadkę i… Oczywiście, że mógł spreparować fałszywkę, ale, po co?
Magnus miał żal do swego zleceniodawcy, że nie zachował się fair, że nie powiedział wprost – dostaniesz, chłopie, ochłapy, radź sobie sam, lub, wszystko spłonęło w pożarze, a ty, jak wynajęty detektyw masz odtworzyć z popiołu moje życie. dalej…

Ochronka Anioła Stróża (odc. 18)

23 lutego 2011

Nauczyciel historii pogłaskał mnie troskliwie po głowie i wyjaśnił, że okaleczenie szczura jest dla innych ostrzeżeniem, że jego pisk obnaża fałszywą klasową solidarność, i że uciekając przez pola oszalały gryzoń pociągnie za sobą swoich tchórzliwych braci i, że po chwilowym terrorze, świat wreszcie będzie wolny.
Oświadczył to z dobrodusznym uśmiechem, zaglądając mi głęboko w oczy (aż przeszły mnie ciarki) i kiedy tak stałem z niewyraźną miną, towarzysz nagle o mnie zapomniał. Wyjął z tylnej kieszeni spodni aluminiowy grzebień i precyzyjnie, ułamanym ząbkiem, zaczął wydłubywać zza paznokci czarną żałobę. Potem odwrócony tyłem zapalił papierosa, oddalił się na kilka kroków i powiedział do siebie trzy krótkie słowa: „srał go pies”.
Magnus przerzucił następną kartkę i natychmiast wpakował się w kolejną zastawioną przez Guardiana pułapkę. Pokój, hotel i miasto przestały istnieć, za sprawą małej, rudej gówniary:
Jerzyk, który najdłużej z nas wierzył w bajeczkę o przeźroczystych ptakach, pierwszy odkrył zniknięcie rudej Helgi, którą nazywaliśmy „Tak–i–Nie”. dalej…

Ochronka Anioła Stróża (odc. 17)

22 lutego 2011

O tej odwadze kilka stron dalej pisał tak:
Pewnego dnia pani Łucja, od zeszłej soboty żona nauczyciela Jana, powiedziała nam, że nie może nas dłużej uczyć, bo jest w ciąży, i że najpewniej to będą bliźniaki, bo łobuzerska para strasznie kopie ją w brzuchu i że niedługo zastąpi ją nowy nauczyciel, którego wydelegują z miasta, i żeby o nic nie martwić się, bo nasza wiedza na pewno na tym nie ucierpi.
A więc pewnego dnia, gdy brzuch pani Łucji był już tak wielki, jak wojskowy bęben, pojawił się w naszej ochronce nowy belfer ubrany w wojskowy mundur, który zaprowadził nas w upalnym słońcu na nasze boisko do palanta, skąd było widać kominy Piekła.
Kiedy stanęliśmy w dwuszeregu, Igor Aleksiejewicz Kotow (bo takie nosił popaprane nazwisko) kazał nam zrobić baczność. Wystąpił przed nami i wyciągnął ze skórzanej teczki choinkową świeczkę. dalej…

Ochronka Anioła Stróża (odc. 16)

21 lutego 2011

Potem powiedział, że na wiosnę poprowadzi nas do prawdziwego Raju przez Piekło, przez starą żwirownię, gdzie odkrył podkop, tylko nikt, ale to nikt nie ma prawa się o tym dowiedzieć i tam czeka nas wszystkich zbawienie, a kiedy dalej przewracaliśmy się w łóżkach, nie mogąc zasnąć od bólu, Drągal zaczął się nad nami pastwić:
– Śpijcie, gówniarze, a jak nie, to zaraz przyjdą z miasteczka barakowcy! Oni łapią małych chłopaczków i kowalskimi szczypcami wyrywają im…
– Ję–ję–ję–zyki? – jąkał się Jerzyk.
– Serca? – zapytał tchórzliwie Adaś.
– Jajka? – zakpiłem sobie z Drągala-Izaaka.
– Dobranoc, pchły na noc, wszarze, jak was dorwą, to sami zobaczycie…”
Przez całą noc pytałem siebie, gdzie jest ów anioł z nazwy ochronki i jak wygląda? Czy jest moim puchaczem zastrzelonym z procy ? Czy ma miękkie usta, jak narzeczona nauczyciela Jana, czy też pomarszczone, suche wargi starej siostry Sabiny? dalej…

Ochronka Anioła Stróża (odc. 15)

18 lutego 2011

W tym miejscu zapis w zeszycie urwał się, jakby ktoś wszedł do kuchni zaparzyć herbatę albo zadzwonił ważny telefon i trzeba było wybiec z domu i więcej nie wrócić.
Piotr Magnus siedział nieporuszony, nie mogąc zebrać myśli. Pierwszy raz w życiu miał w ręku tak frapujący dokument. Zaaferowany ponownie go otworzył i zaczął wolno czytać, poddając się dziwnemu rytmowi, a potem w tym zaskakującym rytmie słów i zdań, zapragnął odnaleźć ochronkę, jej prawdziwy ślad i udał się w elektroniczną podróż, szukając na całym świecie tej jedynej ze Świrem i Maryjką, Drągalem i nauczycielem przyrody – Janem, by na łeb na szyję zjechać z internetowej autostrady do miasteczka nad rzeką Obrą, co nazywa się Zbąszyń, gdzie po drugiej wojnie zwożono z Syberii osierocone dzieci, lecz nic do siebie nie pasowało: ani fosa, ani rynek, ani pokryta kocimi łbami ulica, przebiegająca pod oknami ochronki. dalej…

Ochronka Anioła Stróża (odc. 14)

17 lutego 2011

Dlatego spisuję moje wspomnienia i pisk szczura, któremu pijany chłop z Raju wypalił czerwonym drutem oczy i moją fioletową morwę, gdy wszystko jeszcze trwa, jak lekcja przyrody, na której nauczyciel Jan – co przyjeżdżał do nas na skrzypiącej „Ukrainie” i wyglądał w kapeluszu, jak triangulacyjna wieża – tłumaczył nam, że z morwowego drzewa wyrabia się koła do wozów i nawet brukową kostkę, albo pokazywał nam dziwne ptaki: wąsatki i gągoły, bataliony i sieweczki, bo lubił nas uczyć i dostałem raz trójkę z plusem i strasznie się cieszyłem, kiedy kazał mi czytać przy tablicy, że: „W ubiegły piątek było Wszystkich Świętych i kroczyła procesja na cmentarz. Przed procesją szła czarna chorągiew. Na cmentarzu ksiądz święcił kropidłem krzyż i groby, a potem ludzie zapalali świeczki. Potem ksiądz z organistą śpiewali żałobne pieśni o Bogu. Poprawka: Bogu, Bogu, Bogu, krzyż, krzyż, krzyż.” dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »