Marek Gaszyński – Teoria zbrodni uprawnionej

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 29)

24 lutego 2011

W drzwiach coś zachrobotało – zdążył wyjąć scyzoryk, otworzyć go, ostrzem skaleczyć sobie nadgarstek, trochę rozgrzebać ranę i znów schować scyzoryk do kieszeni. Drzwi otworzyły się szerzej, stanęła w nich jakaś postać w kominiarce. Poznał po swetrze, że to był gość z taksówki. W rękach trzymał dwie miski z jedzeniem. Norbert zwrócił się do niego spokojnym tonem.
– Proszę pana, nie wiem czemu tu jestem, to chyba jakaś pomyłka.
Zakryta kominiarką głowa zwróciła się jego kierunku. Ale nie padły żadne słowa.
– Czy może mi pan zdjąć kajdanki, bo nie potrafię tak jeść. Przecież nic nie zrobię. Strasznie sobie skaleczyłem rękę, boli mnie, leci krew, może jakiś opatrunek mi pan przyniesie… dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 28)

23 lutego 2011

Niedziela – Pierwsze, nie zabijaj

Obudził się, gdy wlekli go na dół, po schodach. Oczy miał zasłonięte, było mu zimno. Cisza była idealna, nie słyszał żadnych dźwięków, oprócz postukiwania własnej głowy o stopnie schodów. Uniósł ją, usztywnił kark, żeby tak nie skakała. Ale bolało go wszystko – czuł to, gdy się lepiej rozbudził. W ustach czuł też suchość, strasznie chciało mu się pić.
Na chwilę otworzyli jakieś drzwi, i zanim zdążyli go za nimi zamknąć, wyszeptał: „Pić, dajcie pić”. Zamknięto drzwi, zapanowała prawie ciemność, prawie, bo coś tam wysoko pobłyskiwało, dawało jakieś światło, i gdy przyzwyczaił mu się wzrok, zobaczył, że dość wysoko nad podłogą znajdowało się jakieś okienko, przez które przedostawały się promienie dziennego światła. Gdyby podskoczył, może by dostał ręką do tego okienka, ale jak tu skakać, gdy ma się skute ręce. Dobrze, że mu nie skuto także nóg. Po chwili drzwi się otworzyły, wysunęła się zza nich ręka – najpierw z jakimś wiaderkiem z wodą, a potem z metalowym kubeczkiem, i drzwi znów się zamknęły. Norbert wypił chyba z połowę wiaderka – na szczęście woda była zimna i czysta. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 27)

22 lutego 2011

Dziesiąta piętnaście.
Otworzył drzwiczki taksówki, usiadł na tylnym siedzeniu, bo na przednim coś leżało, jakieś papiery, pudełka. Spojrzał na kierowcę – to był duży chłop w swetrze. Twarzy nie widział.
– Dzień doby, na Ochotę proszę, róg Banacha i Grójeckiej.
Kierowca skinął głową, nic nie odpowiedział. Włączył się do ruchu.
Wszystko toczyło się powoli, bo jezdnia była zatkana i poruszali się jak ślimaki. Norbert siedział, rozglądał się dookoła, o niczym nie myślał. W pewnym momencie włożył rękę do kieszeni marynarki – w małej kieszonce, która znajdowała się w wewnątrz dużej, wymacał jakiś przedmiot. Co to jest? Ten podłużny przedmiot schował się za lekko naddartą podszewką.
Po chwili jedną ręką, bo mu się nie chciało teraz zdejmować marynarki, wygrzebał to, co tam było. Nie musiał nawet spoglądać na ten przedmiot – był to ten maleńki scyzoryk, który dostał od ojca. Mały, ale dokładnie taki jak duży, prawdziwy: otwierał się, zamykał, miał tylko jedno ostrze, ale za to bardzo ostre. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 26)

21 lutego 2011

Sobota – Porwanie, godzina po godzinie

Siódma rano
Obudził się koło siódmej, leżał chwilę w łóżku i myślał, jak się czuje. Nie było na szczęście żadnych konsekwencji po wczorajszym mieszaniu wina z wódką. Czuł się normalnie, jak co dzień, gdy musiał o tej porze wstać, by iść na zajęcia na 10.00. Jeszcze wczoraj bał się tego dnia, że coś nie wyjdzie, że ktoś ważny się spóźni, nie przyjdzie, czegoś zapomni. Ale co się mogło stać? Ksiądz cywilny da ślub, będzie mnóstwo przychylnych im ludzi. Nabrał pewności, że jakoś przez to przejdzie.

Siódma trzydzieści
Jurek leżał na swoim łóżku i chrapał. On może sobie pospać dłużej, Zbudzi się o 10.00, zje śniadanko, kupi kwiatki i na 12.00 będzie w Urzędzie Stanu. Czy on w ogóle coś pamięta z wczorajszych Hybryd? Norbert pamiętał wszystko, minuta po minucie. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 25)

18 lutego 2011

Przestał, przerwał, choć cały ten cały wiersz znał na pamięć. Ale i tak uważał, że to niepotrzebne, że może ona nie lubi wierszy. Odpowiedziała:
– Piękne, to Tuwim prawda? Ja też znam jeden ładny wiersz, poznasz czyj?

Kocham cię w kapeluszu i w berecie,
w wielkim wietrze na szosie i na koncercie,
w bzach i w brzozach, w malinach i klonach,
i gdy śpisz, i gdy pracujesz skupiona,
i gdy jajko roztłukujesz ładnie,
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce i w samolocie. Bez wyjątku,
i na końcu ulicy, i na jej początku,
i gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie i na karuzeli
dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 24)

17 lutego 2011

Norbert był cichy i spokojny, miał w sobie dużo wewnętrznego uroku, nic więc dziwnego, że wszyscy do niego ciągnęli, że od dawna go lubili. Gdy dowiedzieli się, że jutro jest jego ślub i że dziś w Hybrydach obchodzi wieczór kawalerski, zaciągnęli go do Baru Przechodniego, na drugą stronę Mokotowskiej. Tam za dwa złote można było mieć małą wódkę i najlepszą zakąskę w postaci maczaneczki, czyli bułki nasiąkniętej sosem mięsnym. Tam, na stojąco, wykonali kilka kolejek, a potem znów wrócili do Hybryd, gdzie grała muzyka i gdzie można było potańczyć z najpiękniejszymi dziewczynami Warszawy. Pan Stefan, który od pierwszych dni stał w Hybrydach na bramce, nie miał nic przeciwko temu kręceniu się tam i z powrotem, bo byli to bywalcy, swoi ludzie.
Norbert, mimo że tyle już wypił, zachował jasność umysłu i pełną świadomość tego, co robił i mówił. Początkowo chciał im powiedzieć, że to ich problemy były rozpatrywane dziś, i to w nie najbardziej sympatycznym kontekście na Uniwerku, Ale potem z tego zrezygnował – nie był to czas na poważne dyskusje. dalej…

« Poprzednia stronaNastępna strona »