Marek Gaszyński – Teoria zbrodni uprawnionej

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 35)

4 marca 2011

Doktór mówił dalej:
– Jesteś w naszym szpitalu już pięć lat, tak samo długo jak ja. Ja przyszedłem w grudniu 1960 roku, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, ty dzień później. Byłeś bardzo chory, teraz powoli wracasz do zdrowia. Jesteś naszym najstarszym pacjentem, nikt tak długo nie leżał u nas. Cały czas jesteś na oddziale intensywnej terapii, teraz ten respirator jest odłączony, ale bardzo długo pomagał ci oddychać. Na razie nie będę ci mówił na co chorowałeś, ale nie przerażaj się, już z tego wychodzisz, choć czeka cie jeszcze kilka zabiegów i jedna poważna operacja. Przez blisko 5 lat byłeś w comie. To jest śpiączka, stan utraty przytomności, brak świadomości siebie i otoczenia, niemożność reagowania na bodźce zewnętrzne, po prostu śpiączka. Twój mózg, twój organizm zaczął reagować normalnie dopiero od kilku dni. Wracasz do siebie, wracasz do zdrowia.
Norbert zamknął oczy, głos ucichł i już się nie odzywał. Musiał to przetrawić w sobie, musiał odpocząć: to wszystko, co usłyszał, to było dla niego za dużo jak na jeden raz. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 34)

3 marca 2011

Coś się znów zmieniło. Coś z nim robiono, więc otworzył oczy, nic innego nie potrafił zrobić, tylko otwierać i zamykać oczy. Przed sobą miał twarz, która ostatnio pokazywała mu się najczęściej – mężczyzna w okularach, prawie bez włosów, świeciła mu się łysina, odbijając blask lampy. Oczy w okularach patrzyły na niego uważnie i z sympatią, głowa się poruszała, a usta otwierały się i zamykały, Ta głowa do niego coś mówiła, ale co z tego, skoro on nic nie słyszał, nic nie rozumiał i nie potrafił odpowiedzieć, Nie chciał, żeby mu przeszkadzano, bo było mu wszystko jedno, co się z nim dzieje, aby tylko nie bolało. Więc znów zamykając oczy odciął się od świata, słysząc jedynie cichy rytm aparatów i pisk przełączników.
Obudził go jakiś hałas, coś stukało bardzo głośno, uderzało o siebie, ktoś go dotykał, podnosił, ktoś go gdzieś przekładał, pewnie na inne łóżko. Otworzył oczy, raziło go światło i przeszkadzał mu ten hałas, więc skrzywił się. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 33)

2 marca 2011

I oto za jego plecami wyłonił się zaspany Klucha, znajomy z Fukiera. Każdy z nich zareagował inaczej, Sweter natychmiast otrząsnął się z tego zdumienia, które go opanowało w pierwszej chwili, ale Klucha stał jeszcze nie rozbudzony, on reagował wolniej, choć było wiadomo, że zaraz ruszy do walki. Norbert stał w miejscu, przyjął postawę zapaśnika już był gotowy. Cofnął się, i gdy Sweter do niego przypadł, cofnięte ręce wyprostował przed siebie, odrzucając go do tyłu. Sweter stracił pierwszy impet, zreflektował się, zatrzymał. Norbert chciał ich mieć obydwu przed sobą – nie myślał co będzie potem, za chwilę, nie myślał gdzie uciec, chciał walczyć, nie mógł się tak po prostu poddać, wrócić do piwnicy, powiedzieć „dobra, przegrałem”.
Klucha się rozbudził, cofnął do drugiego pokoju, wrócił, i w jego rękach pojawił się długi łom, mocny, gruby, metalowy, taki do podnoszenie dużych ciężarów. Nie mógł się nim jednak Klucha na razie posłużyć, bo nie miał miejsca na zamach – pokój był mały, a tuż przed nim stał Sweter. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 32)

1 marca 2011

Stał i nie wiedział co robić, bał się wejść do następnego pokoju. Po chwili usłyszał jakiś hałas na górze – ktoś coś przesuwał, z kimś rozmawiał. Przestraszył się, bo pomyślał sobie, że ta osoba może zaraz zejść na parter, więc po cichu cofnął się do schowka, z którego kilka minut wcześniej wyszedł kot. Były tam jakieś puste tekturowe pudełka, jakieś opakowania, papiery, ale udało mu się za nie wcisnąć nie wywołując hałasu. Dobrze zrobił, że się wycofał, bo po chwili usłyszał jakieś kroki na schodach i domyślił się, że ktoś wszedł do pierwszego pokoju, potem do drugiego, i po chwili usłyszał gwar głosów. Nie potrafił rozróżnić ile tych głosów było i z daleka nie rozumiał o czym ci ludzie rozmawiają. Usłyszał trzaśnięcie drzwi, tych z drugiego pokoju, głosy jednak nie ucichły i dalej nie wiedział, ile osób tam może być. Przez gwar rozmów przebił się teraz hałas długo i mozolnie uruchamianego samochodu – słabo pracował rozrusznik i akumulator nie chciał zaskoczyć. dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 31)

28 lutego 2011

Czuł się teraz tak, jakby z tych wszystkich okien, mimo, że było ciemno, patrzyli na niego ludzie, jak na clowna na arenie. Na razie stał przy oknie, bał się wyjść i stanąć na środku podwórka. Nie miał jednak innego wyjścia, więc po chwili wyszedł z cienia – w spodniach i białej koszuli, która w świetle księżyca wyjątkowo jasną plamą rzucała się w oczy. To był ten sam księżyc, który spoglądał na niego i na Agnieszkę na Mokotowskiej, gdy mówili sobie wiersze. Kiedy to było – wydawało mu się, że tak dawno… Nie mógł jednak tak stać i zastanawiać się nad minionymi dniami i nocami, nie mógł cofnąć się do swojej piwnicy, bo droga prowadziła go tylko w jedną stronę. Więc ruszył w kierunku tej wjazdowej bramy, prawie naprzeciwko miejsca, w którym teraz stał. Gdy zajrzał w jej tunel, zobaczył że na jego końcu nie ma żadnego światełka – brama była zamknięta. Ale i tak był to jedyny kierunek, w jakim mógł się udać, jedyne otwarte wyjście. Idąc pod ścianami sprawdzał czy drzwi dalej…

Teoria zbrodni uprawnionej (odc. 30)

25 lutego 2011

Usiadł, zaczął myśleć. Spojrzał na wiaderko, które miało metalowy uchwyt, pałąk przymocowany śrubami, które ze starości były obluzowane i rozchwiane. Scyzorykiem odkręcił te dwie śruby i oto miał w rękach pałąk. Podłożył znów wiaderko pod nogi, stanął na nim i próbował ten pałąk o coś zaczepić. W końcu dało mu się przeciągnąć go pod deską, i trzymając pałąk obiema rękami mocno pociągnął, zapierając się przy tym nogami o ścianę – sam przy tym wygiął się niemal jak ten pałąk. Deska trochę puściła, trochę się poruszyła, dała nieco luzu. Ucieszył się, ale w tym samym momencie pałąk pękł, a on poleciał na plecy na ziemię. Kot by się w powietrzu obrócił na cztery łapy ale on tak nie potrafił i ciężko spadł na beton. Ręka wzięła na siebie cały ciężar, myślał, że ją złamał, ale na szczęście tylko stłukł. Znów pomógł mu trening na macie. dalej…

Następna strona »